Arek Czernysz - accordion
Marcin Elszkowski - trumpet
Radek Łukaszewicz - double bass
Michał Szeligowski - drums
Tytuł płyty: "Safe Space" (2025)
Tekst: Szymon Stępnik
“- Panie sąsiedzie, dlaczego pański syn przestał brać lekcje gry na akordeonie?
- Lekarz mu zabronił...
Chyba nie ma bardziej znienawidzonego instrumentu, niż akordeon. Nie ma to, co prawda, oparcia w dowodach naukowych, ale nie zdziwię się, jeśli kiedyś wykonane zostaną oficjalne badania i teza ta uzyska potwierdzenie. Z pewnością w pierwszej kolejności akordeon nie kojarzy się z jazzem (choć kilka projektów z nim w roli głównej już się pojawiło). Szkoda, bo Arek Czernysz udowadnia jak dużo w tym instrumencie jest potencjału.
Album “Safe Space” otrzymalem od kolegi i - przyznam szczerze - o liderze do tej pory nie słyszałem. Nie jest to jednakże debiut, bo był nim “Breath”, który również później przesłuchałem i który również mogę polecić Państwa uwadze.
Już pierwszy utwór “Waves” zwiastuje, że kompozycjom daleko jest do tradycyjnego podejścia do tematu akordeonu. Czernysz - zamiast być solistą - robi tło dla solówek granych przez inne instrumeny, a w szczególności fenomenalnej trąbki. Gra powolnie, długo, intrygująco i bez zbędnych popisów. Z jakiegoś powodu przypomina się Dave Brubeck i jego słynne “Take Five” - tam też lider nie bał się schować w cień oraz powtarzać jak mantra motywu, aby wystawić na piedestał popisy swojego kolegi.
W “Baltic Night” również jest podobnie - akordeon w głównej mierze harmonizuje melodie grane przez trąbkę. Mimo odwołania w tytule do Bałtyku, klimatem bliżej jest do stylistyki noir, która przywodzi na myśl ulice Los Angeles z powieści Raymonda Chandlera. Jakkolwiek bardzo nie lubię akordeonu, Arkowi udało się osiągnąć wyjątkowe brzmienie nie przypominającego niczego innego i świetnie wpasowujące się w charakter kwartetu jazzowego.
Na uwagę zasługuje też “Message” rozpoczynające się solówką bez udziału pozostałych muzyków. Czasem można odnieść wrażenie, że partie Czernysza były pisane jakby pod inny instrument, może pod saksofon. Być może właśnie ta nieoczywistość jest najważniejszym elementem doskonałości tego nagrania. Muzyka akordeonowa ma to do siebie, że dość szybko potrafi zmęczyć słuchacza. Dla przykładu, po przesłuchaniu albumu “Balkan Grooves" Grekow/Peev/Tsvyatkov Trio - świetnego w swojej istocie - musiałem zrobić sobie dość długi detoks. Styl grania Czernysza jest na tyle inny i subtelny, że absolutnie w żadnej chwili nie mamy go dość. Wręcz przeciwnie, czasem chciałoby się wręcz większego zagęszczenia tego instrumentu.
Paradaksalnie, na albumie dominuje jednak trąbka. Gdyby nie nazwa grupy, uznałbym, że liderem jest Marcin Elszkowski wykonujący kapitalną robotę jako solista. Czernysz często robi tło i gra zaskakująco minimalistycznie. Jego partie nie dominują nad resztą zespołu. Czyżby to było przepisem na przekonanie do siebie wszystkich akordeonosceptyków?
“Safe space” to płyta zaskakująco świeża, która pokazuje specyficzne podejście do akordeonu w muzyce jazzowej. Jest to podejście świeże, ciekawe oraz przyjemne w odbiorze. Nagranie mogę polecić każdemu - nawet osobom nieprzepadającym za tym instrumentem. Czernysz pokazuje, że przez nowoczesne oraz odważne podejście, akordeon potrafi brzmieć wyjątkowo dobrze. Czasem aż chciałoby się, aby granica frywolności została przesunięta jeszcze dalej, ale - to mam nadzieję - będzie kontynuowane przez tę formację w przyszłości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz