Translate

piątek, 24 kwietnia 2026

Andrzej Mazurkiewicz - "Swobodny taniec"

Andrzej Mazurkiewicz

Andrzej Mazurkiewicz – trąbka, flugelhorn
Paweł Perliński – fortepian
Jacek Bednarek – kontrabas
Janusz Trzciński – perkusja

Tytuł płyty: "Swobodny taniec"

Tekst: Maciej Nowotny

Wydawca: GAD Records (2025)


„Swobodny taniec”, taki intrygujący tytuł nosi płyta zawierająca wybór nagrań archiwalnych prezentujących sylwetkę trębacza Andrzeja Mazurkiewicza, którą Michał Wilczyński i jego wydawnictwo GAD Records zapewne po raz kolejny wprawią w zdumienie polską jazzosferę. Bo któż z miłośników polskiego jazzu, w szczególności tych młodszych, ale nawet ekspertów, słyszał o tym pochodzącym ze Szczecina trębaczu! A przecież grywał on m.in. z Krzysztofem Sadowskim w Bossa Nova Combo, ba! odbył nawet tournée po Włoszech z samym Zbyszkiem Namysłowskim, a ponadto wspierał jako muzyk sesyjny tak znane składy z obszaru ówczesnej muzyki rozrywkowej jak Niebiesko-Czarni i pisał muzykę dla teatrów. To wszystko w latach 60., w połowie których założył także swój kwartet, który słyszymy na tej płycie. W jego skład weszli – poza liderem grającym oczywiście na trąbce, ale też na flugelhornie – pianista Paweł Perliński, kontrabasista Jacek Bednarek i perkusista Janusz Trzciński. Na tym krążku słyszymy ten właśnie skład, dobrze już ograny, bo nagrania pochodzą z początku lat 70. (od 1970 do 1974 roku) i zostały dokonane na zamówienie Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie. Więcej na temat muzyka mogą dowiedzieć się Państwo z notki autorstwa Michała, stanowiącej część jak zwykle wspaniale wydanego pod względem edytorskim albumu.

Ale my wróćmy do tych niezwykłych i dziwnych lat 70.! Była to epoka Gierka, Polski jako dziesiątej potęgi na świecie, propagandy sukcesu, ale i realnych osiągnięć, wręcz wprawiających w zdumienie nie tylko w gospodarce (która tanecznym krokiem zmierzała już do katastrofy spowodowanej zaciąganiem dolarowych kredytów nie do spłacenia), ale przede wszystkim w sporcie czy kulturze. Cały ten potencjał zmarnowała głupia polityka polskich komunistów, a w następnej dekadzie Polska utknęła w wywołanej stanem wojennym martwocie epoki Jaruzelskiego. Wszystko to pamiętam jako rocznik 1966, ale wróćmy do Mazurkiewicza.

„Swobodny taniec” dokumentuje – jak pisze Wilczyński – „szczytowy moment kariery Mazurkiewicza (M.N. przypadający na te właśnie lata). I stanowi doskonały pretekst do tego, by odkryć na nowo śpiewny, pełen emocji ton trąbki tego intrygującego muzyka”. Cóż za skrzydlate słowa! Bo rzeczywiście ton Mazurkiewicza jest bardzo indywidualny i rzadko spotykany w naszym jazzie. Jeśli już szukać jakichś analogii, to najbardziej przypomina on piszącemu te słowa takich ukochanych przez niego trębaczy jak Lee Morgan, Freddie Hubbard czy Charles Tolliver. A w Polsce chyba dopiero w ostatnich dekadach pojawił się trębacz, którego ton nawiązuje do tego swobodnego, wirtuozerskiego, krystalicznego brzmienia – mam tu na myśli Jerzego Małka, trębacza znanego, lecz nie dość docenianego, którego przy okazji polecam uwadze czytelników.

Kolejne dekady nie były już niestety zbyt łaskawe dla Andrzeja Mazurkiewicza. Odeszły brawa, zniknęli wielbiciele, zamilkli życzliwi dziennikarze, publiczność go zapomniała, lecz – jak mawiał, czy wiecie kto? – „echo naszych czynów na tym świecie rozbrzmiewa w nieskończoności”. Nic, co zostało nagrane, nic, co zostało namalowane, nic, co zostało napisane – i w ogóle żaden dobry uczynek – choć zda się całkowicie zapomniany, nie przepada bez reszty. Bo jeśli jest zachowany ku pamięci, jest szansa, że prędzej czy później jakaś dociekliwa, wrażliwa, młoda dusza odnajdzie go pod stertą makulatury i wydobędzie na wierzch, by mógł cieszyć ludzi w kolejnym momencie, gdy życie budzi się i nadchodzi pora kwitnienia (słowa te piszę zimną wiosną Anno Domini 2026). Za to brawo dla Michała Wilczyńskiego, dla GAD Records, dla WFD, dla Andrzeja Mazurkiewicza, towarzyszących mu muzyków i dla Państwa, którzyście przeczytali ten drobny hołd dla nich!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: