Muzycy:
Iztok Koren – banjo, gimbri, kalimba, harmonium, syntezator, instrumenty strunowe
Raphael Rogiński – gitara elektryczna, efekty
Tytuł płyty: "Nocturnal Consolations"
Wydawca: Instant Classic, 2026
Iztok Koren – banjo, gimbri, kalimba, harmonium, syntezator, instrumenty strunowe
Raphael Rogiński – gitara elektryczna, efekty
Tytuł płyty: "Nocturnal Consolations"
Wydawca: Instant Classic, 2026
Materiał: nagranie live (Lublana, 2025), bez dogrywek
Autor kompozycji: Iztok Koren & Raphael Rogiński
Autor tekstu: Mariusz Olczyk [MO]
Najpierw pojawia się odruch, żeby tę płytę jakoś „zaszufladkować”. Współczesny folk? Jazz? Improwizacja? Każde z tych określeń coś podpowiada, ale żadne nie wystarcza. Nocturnal Consolations stoi obok tych prostych klasyfikacji. Nie jest czystą improwizacją, choć zostawia dużo miejsca na otwarte granie. Nie jest też po prostu jazzem ani muzyką tradycyjną. To autorski projekt zbudowany z wielu źródeł, ale niedający się zamknąć w żadnym z nich.
Rozmawiałem z Raphaelem Rogińskim, gdy był w Lublanie, zatrzymał się tylko na kawę i jechał dalej do Zagrzebia. Powiedział wtedy coś ważnego dla odbioru tej płyty: materiał miał kierunek, ale nie był domkniętym planem. Podobnie mówi o tym Iztok Koren, wspominając pracę nad szkicami kompozycji, które dopiero w spotkaniu z Rogińskim zaczęły naprawdę żyć. Ich pełny sens ujawniał się dopiero z czasem.
Nocturnal Consolations to zapis procesu, w którym kompozycja, intuicja i improwizacja stopniowo układają się we wspólny język.
Bez mapy
Najciekawsze w tej płycie jest to, że nie odsyła ona do jednego wyraźnego miejsca. W wielu wcześniejszych projektach Raphaela Rogińskiego łatwiej było uchwycić mocniejszy związek z określoną tradycją, kulturą, regionem czy sposobem grania. Tutaj ten układ się zmienia. Miejsce nie znika całkowicie, ale przestaje być nazwane wprost.
Ale przecież to wcale nie jest płyta bez przestrzeni. Przeciwnie – bardzo mocno działa na wyobraźnię, tyle że nie buduje jednej czytelnej mapy. U mnie to działa bardzo konkretnie. Słuchając tej płyty, wracam pamięcią do miejsc, w których byłem – na Bałkany, do Turcji, na Zakaukazie. Nie dlatego, że album jednoznacznie wskazuje którąś z tych przestrzeni, ale dlatego, że uruchamia pamięć krajobrazu, kultury i klimatu. I nie jest to całkiem przypadkowe, bo część tych skojarzeń pokrywa się z obszarami od dawna obecnymi także w muzycznych zainteresowaniach Rogińskiego.
Ślady miejsca
Nocturnal Consolations jest pełne odniesień do różnych miejsc, ale żadne z nich nie staje się tu źródłem nadrzędnym. Jednym z najciekawszych tropów okazuje się Bizancjum – nie jako konkret geograficzny, lecz jako model kultury wielowarstwowej, zbudowanej z wielu wpływów. To dobrze opisuje logikę tej płyty: jej źródła są rozproszone, ale nie przypadkowe.
Dla Raphaela – zdradził mi to podczas rozmowy – trop bizantyjski ma wymiar niemal biograficzny. Wspomniał, że jeszcze jako bardzo młody chłopak (osiemnastolatek) uczestniczył w warsztatach Lykourgosa Angelopoulosa, jednej z najważniejszych postaci odnowy muzyki bizantyjskiej, i od dawna próbował znaleźć sposób, by przełożyć to doświadczenie na własny język gitarowy. W duecie z Korenem odnalazł klucz, który pozwolił mu usłyszeć te skale i zaśpiewy w nowym, współczesnym kontekście brzmieniowym.
To poszukiwanie wspólnego mianownika pojawia się także w warstwie wizualnej albumu. Koren mówi, że napis na okładce został wykonany w staro-cerkiewno-słowiańskim języku, piśmie i gramatyce, dziś już nieużywanych, które potraktowali jako jeden z możliwych punktów wspólnych, bardziej kulturowych niż geograficznych. Nie chodzi tu o manifest, lecz o znak współbrzmiący z logiką całej płyty.
Dwugłos
Bardzo ważna na tej płycie jest relacja między muzykami. Koren i Rogiński nie tworzą układu lider–akompaniator. Nie ma tu jednego instrumentu prowadzącego i drugiego towarzyszącego. Ich partie przecinają się, uzupełniają i czasem rozchodzą, ale bez wyraźnej hierarchii. To nie jest rozmowa solisty z tłem, tylko wspólne budowanie struktury muzycznej. To granie „face to face”. W duecie materiał stał się bardziej otwarty i elastyczny, a dialog wyraźniejszy niż w większym składzie.
To porozumienie idzie zresztą bardzo daleko. Rogiński mówi o wspólnym graniu z Korenem jak o działaniu jednej maszyny, w której słuchacz chwilami traci pewność, który instrument właśnie prowadzi dźwięk.
Labirynty
Jednym z najbardziej intrygujących elementów albumu są krótkie utwory z cyklu „Labyrinth”. W pierwszym odruchu można je potraktować jako przerywniki albo krótkie zmiany nastroju. Ich rola jest jednak większa niż mogłoby się wydawać. Te miniatury porządkują czas całej płyty bardziej niż jej nastrój. Sam Rogiński mówi o nich jak o części „czasowego eksperymentu”, który ma zaburzać, zatrzymywać i wydłużać muzyczny czas w samej konstrukcji albumu. Te miniatury rozbijają ciągłość płyty, zatrzymują czas i zmieniają sposób słuchania tego, co przychodzi po nich. Dzięki nim album nie rozwija się linearnie, lecz zmienia tempo słuchania.
Czas
Ten zabieg prowadzi do jeszcze jednej rzeczy: bardzo świadomej pracy na czasie. Nocturnal Consolations nie spieszy się i nie szuka natychmiastowego efektu. Koren trafnie odróżnia tę statyczność od ambientu: ta muzyka nie ma klasycznego narastania ani kulminacji, ale nie jest przez to bierna. Jest kontemplacyjna, lecz nie pasywna. Nie chodzi więc o samo wolne tempo, ale o sposób budowania czasu wewnątrz utworów – przez zawieszenie, skupienie i zmianę proporcji między tym, co na pierwszym planie, a tym, co dopiero dochodzi do słuchu.
Dlatego ta płyta dobrze działa przy kolejnych odsłuchach. Nie opiera się na jednorazowym wrażeniu, lecz stopniowo odsłania własny porządek. Pomagają w tym także repetycje – nie mechaniczne, lecz lekko przesuwane, pracujące na napięciu, zawieszeniu i ruchu, który momentami daje wręcz efekt transowy.
Wspólne brzmienie
W recenzjach często podkreśla się instrumentarium Korena – słusznie, ale ważniejszy od samego zestawu instrumentów okazuje się sposób ich użycia. Banjo, gimbri, kalimba, harmonium czy syntezator nie działają tu jako ozdobniki ani egzotyczne ciekawostki. Są częścią wspólnego języka, który ten duet dopiero przed słuchaczem odsłania.
Podobnie gitara Rogińskiego nie prowadzi melodii w tradycyjny sposób. Często bardziej rozciąga i modeluje dźwięk, niż po prostu rozwija temat. Dzięki temu cała płyta działa nie tyle samym materiałem, ile sposobem budowania barwy, faktury i napięcia.
Nowa tradycja
Nocturnal Consolations nie traktuje tradycji jako czegoś gotowego, do czego trzeba się wiernie odwołać.
Ta płyta ciekawie pokazuje, jak dziś w ogóle działa tradycja. Nie jako zamknięty przekaz z jednego miejsca, ale jako coś budowanego z wielu źródeł naraz – z podróży, z pamięci, z nagrań, ale też z YouTube’a, streamingu i szybkiego dostępu do muzyki z bardzo różnych kultur. Rogiński mówi zresztą wprost o „nowej tradycji” współczesnego, mobilnego człowieka, który z tych rozproszonych wpływów buduje własny język.
Właśnie dlatego Nocturnal Consolations brzmi tak współcześnie. Nie w prosty sposób, ale dlatego, że wyrasta z dzisiejszego modelu słuchania tego, co nas otacza. To coś w rodzaju „współczesnego soundtracku”: muzyki człowieka, który żyje pomiędzy różnymi wpływami i z nich próbuje ułożyć własny porządek.
Jest w tej płycie wyraźny element transowości i psychodelii, ale nie bierze się on z efektu. Rodzi się z repetycji i cierpliwego operowania czasem. Ta muzyka nie tyle prowadzi słuchacza, ile stopniowo przejmuje jego uwagę, wręcz całkowicie wciąga. Być może właśnie dlatego tak mocno uruchamia pamięć miejsc i własne obrazy – nie przez dosłowne wskazanie, ale przez stan skupienia, w jaki wprowadza.
Dlatego ten album nie jest ani muzyką tradycyjną, ani antytradycyjną. To próba zbudowania czegoś własnego z rzeczy dawnych, rozproszonych i na nowo usłyszanych we współczesności.
Świat dźwięków jest znacznie bogatszy niż gotowe szuflady, a prawdziwe słuchanie zaczyna się dopiero wtedy, gdy robi się w nim miejsce na ciekawość.
Nocturnal Consolations zostaje na dłużej. Buduje własne reguły bardzo konsekwentnie. I właśnie w tej konsekwencji tkwi jego siła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz