Tamara Behler – wokal i wiolonczela
Grzech Piotrowski – saksofony
Shachar Elnatan – gitara
Piotr Matusik & Michał Salamon – instrumenty klawiszowe
Jan Wierzbicki – kontrabas
Peter Somos – perkusja
Bjorn Ingelstam – trąbka
Tytuł płyty: "Belair"
Formalnie jest to debiut wokalistki i wiolonczelistki Tamary Behler. Płyta wydana ewidentnie z miłości do muzyki. To się czuje – i to cieszy. Do współpracy zaproszeni zostali znakomici muzycy z Polski i zagranicy, z aktywną, wspierającą rolą saksofonisty Grzegorza Piotrowskiego, który w znaczący sposób wpłynął na klimat tego albumu.
Muzyka na tej płycie brzmi pięknie – widać (a raczej słychać) pietyzm wobec brzmienia. W nagraniu uczestniczył Tadeusz Mieczkowski, nie bez powodu nazywany „polskim Rudym Van Gelderem”. To produkcja dopracowana, przestrzenna, oddychająca.
Nie miałem przesadnych oczekiwań wobec tego debiutu. Obawiałem się, że będzie zbyt sentymentalny, może nawet przesadnie romantyczny. I choć ta nuta bywa obecna, nie dominuje nagrania. Mile zaskoczył mnie natomiast pojawiający się w wielu momentach prawdziwie jazzowy pazur: swobodne improwizacje głosem, piękne współbrzmienia zespołu, świadome operowanie ciszą. Słychać, że Tamara jest muzykalna i rozumie, czym jest jazz.
Najciekawiej robi się wtedy, gdy artyści opuszczają bezpieczne ścieżki. Gdy zamiast piosenkowej konstrukcji pojawia się odwaga, kontakt z emocją, czysta ekspresja. W tych momentach wokalistkę znakomicie wspierają zaproszeni instrumentaliści – wyraźnie słychać ich osobowości, doświadczenie i klasę.
Są jednak na płycie również fragmenty bardziej piosenkowe – momentami skandynawskie w nastroju, niemal popowe. Wtedy muzyka staje się bardziej przewidywalna, wygładzona. I właśnie w tych chwilach tęsknię za Tamarą dziką, mroczną, nieokiełznaną – tą, która wychodzi poza formę i ryzykuje.
Czy ten debiut zwiastuje narodziny nowej, utalentowanej wokalistki na naszej scenie? Oby. Belair oceniam pozytywnie – był słuchany w moim domu wielokrotnie i z przyjemnością. Kluczowa będzie jednak kolejna płyta.
Jazz to mówienie we własnym imieniu. To przekraczanie granic, nienasycenie, ciągła ewolucja. Czy Tamara pójdzie drogą artystycznego ryzyka i rozwijania własnego stylu? Czy ulegnie pokusie tego, co bezpieczne i sprawdzone?
Nie wiemy.
Ale to już bardzo dużo, że po wysłuchaniu debiutu czekamy na więcej. W jazzie – ciekawość wobec kolejnego rozdziału jest najlepszą rekomendacją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz