Leszek Miller - perkusja
Mateusz Sztandarowicz - saksofony
Flawiusz Patyra - fortepian, pianino el.
Żaneta Miller - kontrabas el.
Dominik Sosnowski - wibrafon
Tymon Stupnik - gitara el.
Album: "Rebellion & Freedom - Jazz Reflections on Polish Rock of the 1980's"
Requiem Records (2026)
Tekst: Piotr Banasiak
Jak słusznie zauważył Herbie Hancock – wszystko jest dżezem.
Dżez to próba twórczego ogarnięcia obszaru charakteryzującego się wysoką entropią. Zaś narzędziem twórczo ogarniającym ten chaos z definicji jest improwizacja.
Jak wiadomo układem osiągającym najwyższy stopień entropii - poza damską torebką ma się rozumieć - jest polityka. Pokłosiem i beneficjentem polityki są struktury samorządów terytorialnych. Nic zatem dziwnego, że dla działaczy, aktywistów tudzież dekowników samorządowych improwizacja jest chlebem powszednim, a co za tym idzie, wielu samorządowców bardzo lubi, a nawet czynnie uprawia dżez.
KAŻDY TAKT W SŁUŻBIE ODBUDOWY!
Żyrardów, Skierniewice, Rawa Mazowiecka – z tych miejsc wywodzą się radni gminni i powiatowi, którzy od lat w chwilach wolnych od działalności publicznej, amatorsko próbują grać muzykę Koltrejna i Ptaszyna. I prawdopodobnie na takim hobbystycznym podejściu by się skończyło, gdyby nie ogromne możliwości, jakie przed osobami twórczymi otworzył Krajowy Plan Odbudowy Dla Kultury.
Ten – bazujący na eurounijnych środkach pieniężnych – program, nie dość, że pomaga wyjść z pamiętnej, ciężkiej traumy polokdałnowej, to jeszcze w znacznym stopniu stymuluje i aktywizuje rozwój sektora dżezowego polskiego przemysłu kulturalnego.
Dzięki wzorcowej transparentności, przejrzystym procedurom i kryteriom, mechanizmom solidarności oraz sprawnej dystrybucji grantów, już w roku 2024 KPO odniósł błyskotliwy sukces, zwieńczony dymisją dyrektorki Narodowego Instytutu Muzyki I Tańca, który jest operatorem programu.
W roku 2025 KPO wkroczył jeszcze pewniej i odważniej w życie środowiska artystycznego – i w tym momencie wracamy do naszych bohaterów.
Oddajmy głos Pani Żanecie Miller – liderce projektu Orkiestra Pana Leszka. W wywiadzie dla wiosennego Jazz Pressu, opowiedziała red. Piotrowi Wickowskiemu:
„ (…) stwierdziliśmy, że warto podjąć rękawicę rzuconą przez KPO i aplikować. Początkowo miałam ideę, aby zaproponować podcast na youtube, w którym rozmawiałabym z muzykami dżezowymi o ich twórczości. Takie branżowe dialog.i. Okazało się jednak, że na ten pomysł już wpadł ktoś z Warszawy. Wtedy pomyślałam o dżwiękach, o naszym zespole. Od dłuższego czasu na próbach staraliśmy się grać muzykę naszej młodości: Lady Pank, Perfect, Maanam i tych innych wielkich, zasłużonych dla odzyskania wolności i demokracji. Pomyśleliśmy, że nasze interpretacje, głęboko osadzone w cool dżezie, są warte, aby pochwalić się nimi na zewnątrz. Trzeba było tylko umiejętnie napisać wniosek. Nauczeni złymi doświadczeniami innych, zwróciliśmy się o pomoc do profesjonalnej firmy francuskiej. Poprowadzili nas wręcz za rękę. Zadbali, aby w piśmie znalazły się w odpowiednich ilościach terminy „eko”, „zrównoważony” i „inkluzywność”. Przypilnowali, aby wszystkie załączniki, np. dyplomy, były dokumentami za potwierdzeniem. Ponadto zaimplementowali do dokumentu unikalne zabezpieczenie przed działalnością generatora błędu systemowego, który wyedytował, lub wyczyścił z punktów pokaźną ilość wniosków latem 2025 . Tutaj jednak nie chciałabym wchodzić w szczegóły, bo ich po prostu nie znam. W każdym razie – warto było zapłacić im za tę usługę. Udało się.”
SEKCJA RYTMICZNA PRZODOWNIKIEM ODBUDOWY!
Drugim bardzo ważnym wydarzeniem była zmiana personalna w zespole. Jesienią 2025 perkusista grupy – zasiadający w Sejmiku Woj. Łódzkiego – udał się odsiedzieć wyrok 5 lat pozbawienia wolności. W takiej okoliczności Pani Żaneta przypomniała sobie o swoim wuju od strony ojca, który jeszcze w latach 60tych pogrywał na bębnach w czasie służby wojskowej i to hobby kultywuje do dzisiaj, jako emeryt. Koledzy z zespołu początkowo nie byli przekonani do tego pomysłu. Wuj Pani Miller po pierwsze ma już swoje lata, po drugie i najważniejsze – nie jest zwykłym obywatelem, tylko osobą powszechnie znaną, piastującą niegdyś najwyższe stanowiska państwowe. Przeważył jednak argument, że taka osoba – z nazwiskiem i marką – bardziej pomoże całemu projektowi, niż zaszkodzi. O dziwo – wuj się zgodził! Zmiana nazwy zespołu na Orkiestra Pana Leszka była tylko formalnością. Materiał muzyczny w ramach projektu KPO nagrano na początku roku. Jak na razie upowszechniono jeden utwór, ale test press krąży już w środowisku dziennikarskim, zatem – do dzieła!
DOTACJA MATKĄ ARANŻACJI!
Album „Rebellion & Freedom – Jazz Reflections on Polish Rock of the 1980’s”. Tytuł długi i cokolwiek mylący, o czym za chwilę. Najpierw dźwięki.
Powiem tak. Jak na amatorów – jestem miło zaskoczony. 40 minut zrelaksowanego, bardzo west coastowego podejścia do spuścizny polskiego rocka ery W. Jaruzelskiego i M. Niedźwieckiego. Coolowe słingowanie w średnich tempach ( choćby „Obracam W Palcach Złoty Pieniądz”, „Mniej Niż Zero”, Szklana Pogoda”) okraszone zaskakującymi balladowymi interpretacjami Maaanamowego „Raz Dwa Raz Dwa” i Republikańskich „Telefonów”. Trochę niespodzianek realizatorskich, np. w „Czy To Możliwe” Mechu cała partia gitary jest puszczona od tyłu. Niemniej przeważa bezpieczne granie, w sam raz do samochodu albo do kieliszka koniaku przy kominku czy szklanki lemoniady w basenie.
W partiach instrumentalnych wyróżniają się saksofon Pana Sztandarowicza i ciepłe pianinko elektryczne Pana Patyry. Od razu słychać, że Panowie swoje granie traktują bardzo serio, mają wyobraźnię, są swobodni i po prostu kompetentni. Saksofon Pana Mateusza w „Czy To Możliwe” – mocna wycieczka aylerowska. Szacunek. Do tego ciekawa zabawa efektami typu oktawer/distortion jak w „Obracam W Palcach Złoty Pieniądz”.
Gitary Pana Stupnika nie będę rozpatrywał, bowiem pojawia się On tylko gościnnie, w dwóch utworach. Pan Sosnowski – zdecydowanie tylko pasjonat wibrafonu, nadający się w sam raz do podgrywania akordów, niemniej ładnie buduje nastrój. W końcu dźwięk wibrafonu to synonim klimatyczności (nie mylić z klimatyzmem).
Kontrabas Pani Miller brzmi dość nietypowo i co tu dużo mówić, dość sztucznie. Po pierwsze, jest to rzadko spotykany kontrabas elektryczny. Po drugie, zgodnie z wymaganiami projektu pod KPO, w trakcie sesji studyjnej zasilany był z panela solarnego 0,3kW, a panele stojące w Nieporęcie wyposażone są w specyficzne przetworniki częstotliwości, bez inwertera i modułu ekonomizujacego, co połączone z brakiem słońca w styczniu oraz silnym zmrożeniem okablowania zewnętrznego i wyziębieniem nieekranowanych końcówek czincz, dało pewne interwencje w charakterystykę składowych harmonicznych wydobywanego dźwięku, których struktura jest tak skomplikowana, jak zdanie które właśnie kończycie czytać. Niemniej Pani Żaneta granymi melodiami mieści się w west coastowym idiomie nieprzemęczających się osób kontrabasowych.
A Pan Leszek? 80tka na karku, bez solowych fajerwerków, bez spiny – ale trzyma tempo. Na każdy utwór przygotował kilka patternów i kilka fajnych patentów. Na takie granie to wystarczy. Zresztą jestem przekonany, że Pan Leszek przede wszystkim ma BYĆ w Zespole Pana Leszka. Ma być tego zespołu TWARZĄ.
Myślę, że ta twarz już pomogła. Na kopercie albumu widnieją patronaty Jazz Press, Polishjazzblog, Jazz Forum i radiowej Dwójki.
Konkludując – otrzymujesz drogi Słuchaczu porcję wyluzowanego, bezpretensjonalnego, przyswajalnego, party – dżezowego mejnstrimu. I - jeśli masz około 50-60tki – porcję wspomnień. Hm….
MUZYKA WSPIERANA CENTRALNIE BRZMI DONIOŚLEJ!
Zamysłem albumu, opisanym w projekcie grantowym, było oddanie hołdu – za pomocą dżezowych interpretacji - „muzyce buntu i wolności”. Spójrzmy na listę kowerowanych kapel: Lady Pank. Lombard, Budka Suflera… Cóż, tyle w nich buntu, co we mnie w trakcie poobiedniej drzemki. Jeszcze Kombi, Mech, Maanam, Perfect… Jakoś to wszystko bardzo mi się kojarzy z ówczesnymi Estradami Stołecznymi i innymi, z PeeSJotami…
Z zawodowymi tekściarzami w rodzaju Mogielnickiego, Olewicza, co to z komuną walczyli jeszcze dekadę wcześniej ( „nieprzejednani” Dwa Plus Jeden, Andrzej I Eliza ).
W tym całym towarzystwie najbardziej szczerze wygląda vonnegutowski przekaz Republiki.
I – na rany – co tam robi coś tak asłuchalnego, jak Exodus?!
Jak widać, wyobrażenie członków Zespołu Pana Leszka o buncie i walce muzyki o wolność w latach 80tych jest dość – że tak się wyrażę – koncesjonowane.
Nie ma w nim miejsca na Dezertera, Armię, Brygadę Kryzys, albo choćby Aye RL, Kult…
Do tego kompletne kuriozum – patronacka nota na okładce albumu – hagiografia „buntowniczosci” kowerowanych zespołów i opis kontekstu „tamtego czasu i wyborów, po której stronie barykady stanąć”.
Autor notki – redaktor polskiego radia z matuzalemowym stażem, dopiero co udekorowany medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Victis”. A w „tamtym czasie” przewodniczący Komisji Kwalifikującej Nagrania, odpowiedzialnej za okaleczenie młodej polskiej kultury lat 80tych poprzez dziesiątki zatrzymanych nagrań.
Jak wiele musiało się zmienić, żeby po 40 latach nic się nie zmieniło.
Ale - skoro Marszałkiem Sejmu mógł zostać Pan Czarzasty….
A Pan Leszek – stary lis – milczy i się uśmiecha, albowiem ma to wszystko w pompie. Gra we własnej lidze. Gra sobie dżez na perce.
I tylko ten Jego wyraz twarzy… Mina chłopaka, który właśnie podłożył nielubianej nauczycielce klakson na fotel i czeka, kiedy babsko usiądzie...
Pozostaje nam muzyka.
Najbliższe miesiące pokażą, jak zespół z Panem Leszkiem na pokładzie poradzi sobie na wzburzonym oceanie polskiej kultury muzycznej.
Przekonamy się, czy ostanie im się jeno sznur, czy obracają w palcach złoty pieniądz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz