Szymon Mika – gitara
Mateusz Pałka – piano
Grzegorz Pałka – perkusja
Dayna Stephens - saksofon
wyd. Music Corner Records (2026)
Tytuł: "Heartbeats"
Tekst: Szymon Stępnik
W odmętach mojej pamięci istnieje wspomnienie, w którym Krzysztof Lenczowski – w odniesieniu do dawno już zawieszonego projektu „Fusionator” – wspomniał, że „w ich zespole komponuje każdy. Każdy z wyjątkiem, oczywiście, perkusisty”. Wtedy przeżywałem okres fascynacji Philem Collinsem, więc użycie słowa „oczywiście” wydało mi się nieuprawnione. W pewnym sensie było jednak w tym stwierdzeniu sporo racji – stosunkowo rzadko zdarza się, aby perkusista był liderem danego projektu. „Heartbeats” jest właśnie takim wyjątkiem.
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w uszy już od pierwszych dźwięków, jest niesamowita synergia między muzykami. W trzyosobowym składzie jest ona szczególnie trudna do osiągnięcia, bo łatwo o dominację jednego z instrumentalistów. Tutaj każdy utwór jest zaskakująco przemyślany i dopracowany, a muzycy grają z poszanowaniem koncepcji danej kompozycji.
Szczególnie pochwalić muszę Szymona Mikę, którego niegdyś skrytykowałem za płytę „Attempts”. Wciąż stoję na stanowisku, że była strasznie nudna, ale od tego czasu artysta udowodnił swoją klasę znakomitym udziałem w kilku projektach jako sideman, a przede wszystkim rewelacyjną płytą „Agma”. Gra bardzo oszczędnie, subtelnie, trochę tak, jakby każdy dźwięk był odrębnym słowem, które chce przekazać słuchaczowi. Jego gitara świetnie też brzmi w całym miksie.
Podobnie ocenić należy grę Mateusza Pałki na fortepianie. Przy pierwszym zetknięciu zaskoczyło mnie, jak kurczowo i wręcz ambientowo trzyma się pewnych motywów. Przykładowo pierwszy utwór na płycie bazuje na motywie zbudowanym wokół jednego dźwięku. Oczywiście później słyszymy prześliczne pejzaże malowane przez tego muzyka, ale nie ma ich aż tak dużo, jak się spodziewałem. W kontekście akustycznych dokonań Chicka Corei i Herbiego Hancocka, których ostatnio słuchałem, „Heartbeats” stanowi miłą odmianę, ukazującą świeże podejście w jazzowym graniu na klawiszach.
Najbardziej zaskoczyło mnie jednak podejście samego lidera do perkusji. Mając na uwadze, że Grzegorz ma stopień doktora, a także był wielokrotnie nagradzany w konkursach perkusyjnych i jazzowych, spodziewałem się szalonej gry w stylu Buddy’ego Richa, w której zespół będzie przede wszystkim podporządkowany perkusiście. Jest wręcz przeciwnie. Grzegorz umiejętnie eksponuje melodie grane przez swoich kolegów. Gra na tyle prosto, aby nie przyćmić pozostałych instrumentów, a jednocześnie wprowadza ciekawe ozdobniki, dzięki którym jego gra pozostaje w pamięci. Geniusz tkwi więc nie tyle w wirtuozerskich popisach, ile w pokorze i umiejętności wydobycia z kompozycji tego, co w nich najlepsze.
Jako jedyną, choć drobną wadę, mogę wskazać udział Dayny Stephensa na saksofonie. Z pewnością gra ciekawie, dodając kolejną warstwę brzmieniową do kilku utworów, jednak w mojej ocenie kompozycje te w żaden sposób nie straciłyby na jego nieobecności. Trio gra na tyle ciekawie i intrygująco, że dodawanie kolejnych instrumentów wydaje się zbędne. Najbardziej podobały mi się właśnie te utwory, w których saksofonu nie było.
Co istotne, wcale nie przeszkadza brak basu z prawdziwego zdarzenia. Być może jest to kwestia miksu, ale wydaje mi się, że Szymon Mika wspólnie z Mateuszem Pałką wypełnili tę lukę, umiejętnie wykorzystując swoje instrumenty i efekty. Ciekawe, jak panowie zabrzmią na żywo.
Reasumując, „Heartbeats” to płyta niesamowicie spójna i przemyślana, która udowadnia, że minimalistycznym graniem można stworzyć naprawdę ciekawą muzykę. Geniusz muzyków tkwi w niuansach, które można wychwycić dopiero przy większym skupieniu i uważnym wsłuchaniu się w nagrania. Jestem też pewien, że możliwość usłyszenia tych artystów na żywo będzie równie wspaniałym przeżyciem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz