Tytuł Albumu: "Laeta mundus"
Tej pozycji przeoczyć czy zlekceważyć nie wolno.
Podobne apele zapewne na niewiele się zdadzą. Wątpię, by album, który niniejszym omawiam, był skazany na tzw. komercyjny sukces. Wydany w 2024 przez prestiżową wytwórnię ANAKLASIS w serii “Revisions”, jest skierowany raczej do koneserów lub “słuchaczy o duszy eksploratora” niż do przeciętnego odbiorcy jazzu. Z kilku jednak powodów zasługuje na poszanowanie, dlatego powtórzę: tej pozycji przeoczyć czy zlekceważyć nie wolno.
Spiritus movens projektu jest Adam Bałdych (ur. 1986) – "najbardziej rozwinięty technicznie skrzypek naszych czasów" ("Frankfurter Allgemeine Zeitung"), który "redefiniuje pojęcie wiolinistyki" ("The Guardian"). Zasłynął przede wszystkim za sprawą płyt wydawanych nakładem niemieckiej wytwórni ACT Music. Współpracował z wieloma znaczącymi muzykami jazzowymi i zdobył uznanie jako znakomity improwizator. Następnie nawiązał współpracę z krakowskim wydawnictwem, gdzie ukazała się "Legend" (2023, Anaklasis), dedykowana Henrykowi Wieniawskiemu.
W tym, że –jako skrzypka – fascynuje go i inspiruje twórczość innego skrzypka, a przy okazji jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów, nie ma akurat niczego nadzwyczajnego. Także instrumenty kojarzone bardziej z klasyką niż z jazzem nie stanowią dla niego novum: występował z harfistką, wielokrotnie z wiolonczelistami (Andrzej Bauer, Vincent Courtois), itp. To natomiast, że tak zdecydowanie zwrócił się w stronę muzyki sakralnej dawnych epok i że w tym celu zarzucił skrzypce elektryczne na rzecz renesansowych, o dźwięku, jak to sam ujął: "pomiędzy wiolonczelą a altówką", stanowi już istotny sygnał przemiany estetycznej i światopoglądowej. Zaznacza teraz: "moja muzyka przestała być wyłącznie muzyką jazzową".
Sygnały pojawiały się wcześniej, na przykład na "The New Tradition" (2014, ACT). Jednak dopiero "Sacrum Profanum" (2019, ACT) potraktowano jako dokument "samopoznania". Zamiarem lidera było "przeniesienie piękna muzyki sakralnej we współczesność" i to czynił wraz ze swoim Kwartetem. Tytułową dychotomię ongiś sugestywnie nam wykładał rumuński religioznawca, Mircea Eliade, lecz w twórczości zespołu nie uwidaczniało się przeciwstawienie bądź zawłaszczeniem jednej sfery przez drugą. Nic świeckiego nie zostało usakralizowane ani tym bardziej nic świętego – sprofanowane. Zaistniało to, co Jung określał jako coincidentia oppositorum, czyli zbieżność przeciwieństw: ich współwystępowanie, zjednoczenie i dopełnienie. Unus mundus: jeden świat, wspólny.
W efekcie usłyszeliśmy jazz poważny i rozważny. Ponadto zrównoważony. Dowodzi tego repertuar. Pięć utworów zaaranżowanych przez Bałdycha: XII-wieczny mistyczki Hildegardy z Bingen, rodzima "Bogurodzica", renesansowy Thomasa Tallisa, barokowe "Miserere" księdza Gregorio Allegriego, a także współczesnej przedstawicielki "nowej muzyki religijnej", Sofii Gubajduliny. Do tego pięć własnych. W tych pierwszych dworski czy katedralny majestat przejawia się wespół z kreatywnością i spontanicznością, jednak kontrolowanymi. Te autorskie to już pełnowartościowy, energiczny jazz, acz uszlachetniony przez "sąsiedztwo" i stan ducha artystów, wyraźnie zainteresowanych reaktywacją tego, co klasyczne i tradycyjne.
Natomiast obecnie recenzowana pozycja, "Laeta mundus" (2024, Anaklasis), jazzem na pewno nie jest i jazzowe kompozycje nań nie występują. Ale nie jest to też wykopalisko bądź zabytek. Mamy do czynienia ze "współczesnym odczytaniem przeszłości", czyli artyści nie przedkładają oryginału a dokonują dekonstrukcji i rekonstrukcji tegoż: wybierają tematy, koncentrują się na fragmentach, szukają mott i podpowiedzi. Stąd podtytuł: "Echa XV-wiecznego Krakowa. Album inspirowany rękopisem Kras 52". Jak zauważa autor broszury, Jacek Hawryluk, manuskrypt ten "cudownie ocalał" i stanowi "nasz skarb".
Opracowania dokonał Bałdych według zasady: aranżacja, transformacja, improwizacja. Dla niego był to projekt osobisty: "w muzyce dawnych epok odnajduję odpowiedź na tęsknoty i potrzeby współczesnego świata". Zależało mu na autentyczności. Nie jest to jednak artystyczne samodzierżawie. Obok jego nazwiska widzimy inne: Agnieszka Budzyńska-Bennett (ur. 1973), śpiew i harfa gotycka. Jako doświadczona muzykolożka, obeznana z krakowskim dziedzictwem, wybierała program i uporządkowała tematycznie. Cztery części (Salvatio, Exultans, Memoria, De Corpore Christi) okalają hymn procesyjny oraz cantio Ave in aevum. "Ostatecznie średniowieczny materiał zestawiono według kontrastów muzycznych, obsadowych i kolorystycznych", objaśnia Hawryluk.
Równie istotny aspekt tego projektu, co źródło i pomysłodawcy, to współwykonawcy. Budzyńska-Bennett przewodzi międzynarodowej grupie wokalnej Ensemble Peregrina w składzie: Lorenza Donadini, Hanna Järveläinen, Grace Newcombe (także harfa gotycka). Ponadto klarnecista kontrabasowy, Michał Górczyński (ur. 1977), o którym niedawno wspominałem na blogu cello circles, odnotowując współpracę z mistrzem tuby, Zdzisławem Piernikiem. Lecz ma na koncie również występy z takimi gigantami, jak kontrabasiści Peter Kowald czy John Edwards, saksofoniści Joe McPhee czy Mikołaj Trzaska. Działa w Kwartludium oraz Bastarda Trio, odpowiada za wiele prawykonań muzyki rodzimej i światowej, itd. Jego solowy album "Regions" (2021, Unzipped Fly Records) — obok "Uroboros" (2021, wydanie własne) Szamburskiego, z którym zresztą się przyjaźni — uważam za najlepsze tego typu pozycje fonograficzne bieżącego stulecia.
Zatem za sprawą powyższego aparatu wykonawczego: cztery głosy, dwie harfy gotyckie, skrzypce renesansowe i klarnet kontrabasowy, otrzymaliśmy uwodzicielską pod względem akustycznym i sonorystycznym narrację. Zarazem w pewnym sensie eksperymentalną. Tego rodzaju albumowi przysługuje prawo odmiennego omówienia. Oto, co wysnułem w zadziennym i ponocnym obcowaniu. Studzienny wężodół klarnetu kontrabasowego mrocznie wyściela lub żłobi rytmicznie bezednie, które dźwięczne i krystaliczne promienie harf w dwójnasób przeszywają. Skrzypiec pląsanie rzeźwe i przezorne, życzliwe i triumfalne odżywia cierpliwie tę głębinę zadawnioną, wyplecioną przez nabożny śpiew chóralny, momentami spokorniały do wokalizy bądź recytatywu. Wtenczas gdzieś wokół odmykają się odrzwia Nieskończoności, a stamtąd tchnienie-odetchnienie zaświatowe nawiedza myśl: przystań, zastanów się, wyjrzyj — też — Tam. Tamtym upomina. Ubłaganym poniekąd ku za(ś)witaniu.
Pozostaje niczym poeta zawołać:
– Kto pomyślał tę przepaść i odrzucił ją w górę?!
Profesjonalizm, wyobraźnia i konsekwencja Bałdycha (i spółki) nie podlegają wątpliwości. Natomiast jego konstatację, iż średniowiecze to bezpieczny świat szczęśliwych ludzi, podczas gdy nasza era oznacza jakoby tylko zagrożenia, zawieruchy i zgryzotę, pozostawiam bez komentarza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz