Skład:
Antoni "Ziut" Gralak - trąbka, synth.
Adam Stodolski - Kontrabas
Tomasz Leś - gitara
Przemysław Borowiecki - perkusja
Tytuł: "Cut up"
Adam Stodolski - Kontrabas
Tomasz Leś - gitara
Przemysław Borowiecki - perkusja
Tytuł: "Cut up"
Dzisiaj wieje silny wiatr. Przewraca strony tego dnia, w którym tak jak w dniach poprzednich i w następnych, na pewno dużo się będzie działo. Wojna na Ukrainie trwa już piąty rok. Trump rozwala NATO. Szaleje AI, która być może pozbawi miliony ludzi pracy i sensu życia, nabijając kabzy kilku miliarderom. A w Polsce inteligenci (to dziś brzmi jak obelga) widzą już za horyzontem nową hordę barbarzyńców w postaci Konfederatów i Brauna. Ale jest w tym wszystkim błysk nadziei. Jest w tym wszystkim coś co trzyma przy życiu. Bezpieczne miejsce, w którym każdy może się znaleźć.
Wystarczy wyłączyć telewizor. Wyciszyć powiadomienia w telefonie. Zaprosić przyjaciela bądź przyjaciółkę. Zaparzyć herbatę. Nalać kieliszek wina. Wywietrzyć pokój. Postawić bukiet kwiatów na stole. I. Zacząć dialog. Rozmowę z drugim człowiekiem. Lekturę książki, którą napisał. Obrazu, który namalował. Piosenki, którą zaśpiewała. Muzyki, która zagrał.
Tylko ważne, żeby ten drugi człowiek był naprawdę sobą. Żeby kontakt był autentyczny. Żeby nie powtarzał wszechobecnej propagandy. Żeby nie powielał stereotypów, nie odpowiadał promptami AI, lecz mówił coś od siebie, o swoich własnych przeżyciach, doświadczeniach, szaleństwach, pragnieniach. A tak jest właśnie w przypadku muzyki tworzonej przez kwartet Antoniego Gralaka. Kto zna jego muzykę, rozpozna tę intymną muzyczną przestrzeń od pierwszego dźwięku. Muzyka ma charakter transowy i medytacyjny. Korzeniami sięga "Bitches Brew" Milesa Davisa, a kto pamięta jedyny w swoim rodzaju dźwięk trąbki Andrzeja Przybielskiego z szacunkiem pochyli tu głowę.
Czerpiąc z tej tradycji, Antoni Gralak zbudował swój własny język, swoją przestrzeń, a muzyka którą tworzy wzbiera jak potężna fala, dzięki wsparciu całego zespołu w osobach kontrabasisty Adama Stodolskiego, gitarzysty Tomasza Lesia i perkusisty Przemka Borowieckiego. Piszący te słowa przez lata żeglował na desce windsurfingowej i użył określenia "fala" nie bez powodu. Muzyka ta to właściwie jeden utwór, przypomina mi fale morza, na które wspinałem się, by popłynąć szybciej, wyżej, bliżej horyzontu i słońca. Szumiał wiatr. Toń morza kusiła zapachem i szafirową trójwymiarowością. Wszystko było w ruchu, niezmienne, kosmicznie różnorodne, a jednocześnie odwieczne, niezmierzone, wszechobejmujące.
Tchnęło spokojem pośród wiecznej zmiany. I nieraz - pamiętam - kiedy łapało się taki wiatr i taką falę, to wydawało się że można by płynąć przed siebie bez końca, i nic nie było ważne, wszystko było spełnieniem, spokojem, sensem. Epifanią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz