Michał Zienkowski - gitara
Piotr Chęcki - saksofony, syntezator Roland Juno Ileś Tam
Tomasz Sadecki - bas, syntezator Moog
Sławek Koryzno - perkusja
Album: "Mova"
Wydawnictwo: Alpaka Records (2022)
Tekst: Piotr Banasiak
W życiu niejednego muzyka - a zwłaszcza muzyka jazzowego - może czasem nastąpić taki okres, w którym ww muzyk egzystuje głównie w oparciu o czekoladę gorzką oraz produkty ziołowe, choć niekoniecznie z tych oferowanych przez Herbapol. Ponadto w życiu niejednego polskiego muzyka średniego pokolenia pojawia się podejrzenie, że historia muzyki wcale nie zaczęła się od Radiohead. Powstaniu takiej sensacyjnej myśli może sprzyjać np. przypadkowe zetknięcie się z twórczością kapel takich, jak powiedzmy Żółw* albo Eksplozje Na Nieboskłonie*. Co więcej! Omawiany tu muzyk może niechcący natknąć się na ślad Legendarnych Różowych Kropek* albo Jastrzębiegowiatru*. Co więcej! Taka czekoladowoziołowa podróż poza drzwiami percepcji może naszego Artystę zaprowadzić hen, daleeeeeko w przeszłość, np. do Grupy 1860* albo nawet do Generatora Van der Graafa*!
Czym to się kończy? Ano tym, że powstają takie zespoły jak NENE HEROINE i takie albumy jak neneheroiński debiut: "Total Panorama".
Oczywiście takie zespoły i takie albumy mogą powstać także dlatego, że artyści wzięci i cokolwiek już znani - ale nadal na dorobku - chcą w końcu wydostać się z hermetycznego środowiska jazzowego, zagrać na jakimś fajnym, dużym festiwalu rockowym, chcą by poznała ich inna publiczność i chcą w końcu do cholery zarobić konkretne pieniądze. Ale - umówmy się - kto by chciał o tym czytać w recenzjach? No to pozostajemy przy atrakcyjnej literacko pierwszej wersji.
A zatem. Mamy rok 2019 i konglomerat czterech talentów o nazwie NENE HEROINE na albumie "Total Panorama" proponuje nam... jazz? Nie wiem. Na pewno do opasłej "Historii Jazzu" Andrzeja Schmidta by to nie trafiło. To jest 40 minut pejzażu, w którym ambientowe łąki porośnięte postrockową dzięcieliną, a smoothsaxowym posmutnawym zefirkiem chłodzone, co kilka stajań wypiętrzają się rockgitarnym skalnym głązowiskiem, z bardzo rzadka błyskliwymi Chęcinizmami smaganym. Lecim nad tym krajobrazem niespiesznie, w pulsie Koryznowskich 100 -110 bipiemów, co i rusz natykając się na wspomnienie dalekie kapel na początku tej świetnej recenzji pomienionych. W tej spogłosowanej symfonii dwa szczyty jaśniejące, a w pamięć z miejsca zapadające: majestatyczny "Yanosik" i postjamajski "Baobab".
Pięknie.
Sukces.
A jeśli sukces, to i wola ku powtórzeniu onegu sukcesu się pojawia. I tym sposobem po trzech latach nasze uszy zaatakował album "MOVA". I cóż my tu mamy, drogi Słuchaczu/Czytelniku? Otóż mamy dość podobnie, a jednak inaczej.
Pomysł pozostaje ten sam: gramy bez pośpiechu, uwodzimy melodiami - nieskomplikowanymi, ale z błyskiem, uwodzimy klimatem - budowanym zarówno harmoniami - cokolwiek minorowymi, acz niezmiennie atrakcyjnymi - jak i całym arsenałem broni studyjnoefekciarskiej. I tu uwaga - w przypadku Heroinowców zasada "Nie poszło? To przykryj delayem i megahall reverbem" nie ma zastosowania. To są fachowcy, mający swoje instrumentum w palcu małym, jak i wiedzący, gdzie i kiedy odpowiedni guzik w kostce efektowej piknąć. Rispekt. Budujemy tym wszystkim atmosferę odrealnionego zadumania, jak w nocnych scenach z filmów psychologicznych ( "Twin", "L.H.M.", "Lot"). Wykorzystujemy twórczo wszystko, co najlepszego dała nam postrockowa i neopsychedeliczna nisza. Dla urozmaicenia zafunkujemy "Yugenem", ale damy tam czasem shoegazowe wynalazki gitarowe, żeby skonsternować odbiorcę. Jest kilka miejsc, w których Pan Chęcki złamie dyscyplinę i przypomni sobie, że jest nie tylko najprzystojniejszym, ale także jednym z najbardziej utalentowanych saksmanów w Polsce - i nieco się zdynamiczni. Ale na "MOVIE" to dopiero przymiarki. Prawdziwą dzikość saksofonowego serca usłyszymy na kolejnym albumie Nene'ów, ale o tym innym razem i kto inny na Polishjazzblogu napisze...
Na "Movie" nadal głównym architektem Heroinowego brzmienia pozostaje w moim przekonaniu Pan Zienkowski - proponując pawią paletę barw, przestrzenie niezmierzone i zadziorności przebiegłe, z sennego rozmarzenia wyrywające. I tak powinno być. Brawo!
A gdzie to "inaczej"? Zapyta ktoś złośliwie? Służę poniżej uprzejmie.
"MOVA" brzmi jednak bardziej stonowanie, bardziej kameralnie, intymniej od "Panoramy", mniej monumentalnie. I brzmi lepiej! Od razu słychać, że Artystom po sukcesie "Panoramy" poprawiło się sakiewkach. Wymienili sobie kabelki na lepiej ekranowane. Kto wie? Może te "kostki" firmy K.O.D. - te co tak strasznie "siały" white noisem w studio - wywalili i kupili, ho ho BOSSA? To po pierwsze.
Po drugie - pojawiły się głosy!
Panowie! Który tam z Was monologował w "Na Dłoni"?
Nie ma w opisach... nie bójcie się... przecież ja nie będę krzyczał...
Naprawdę to było potrzebne? Ok. Jeśli Wam to było potrzebne - przyjmuję na klatę. I skipuję pierwszą minutę kawałka, bo ja kompletnie nie czuję na nią zapotrzebowania. Tyle w temacie, bo jeszcze zdanie i się wścieknę...
Panowie! Kto zaprosił Pania Kasię Lins, żeby zaśpiewała "Wolę"?
Nie ma w opisach... nie bójcie się... przecież ja nie będę krzyczał...
ZNAKOMITE posunięcie. Pani Edyta Bartosiewicz dała by się pokroić, żeby to mieć na jakiejkolwiek swojej płycie - to byłby najlepszy kawałek w jej dorobku!
Pani Kasiu! Gratuluję! Panowie! Gratuluję! Razem stworzyliście fantastyczny, powtarzam - FANTASTYCZNY utwór pop, bez sztampy, z pomysłem, z emocjonalnym napięciem i ze smakiem!
I jeszcze jedno, dość ulotne wrażenie, dostępne jedynie osobom dysponującym znakomitą pamięcią słuchową, głęboką erudycją i dzięki temu zdolnym do analiz prowadzących do syntezy błyskotliwych tez i wniosków. Tak. To o mnie.
Panie Michale, Piotrze, Tomaszu, Sławku. Trójmiasto. Nie ma siły. Nie wyprzecie się. Trójmiasto zawsze było różne od reszty. I mniejsza o legendy słingujące na Monciaku. Bo nawet ja tego nie pamiętam. Ale słuchając "MOVY" zwłaszcza w jej fragmentach onirycznonieśpiesznych, z miejsca widzę "Burdel" na Suchaninie, MCK w Gdyni... I słyszę Garden Party... Bóm Wakacje W Rzymie... Marylin Monroe... Wy wcale nie musicie tego znać. To po prostu w Was jest, wiatrem od morza przywiane. I proszę to potraktować jak wielki komplement. Bo Trójmiasto to z mlekiem jazzowej matki nabyte łamanie schematów i odwieczna ochota na przygodę! Tak trzymać!
* ...a nazwy angielskie zespołów proszę już we własnym zakresie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz