Translate

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Gniewomir Tomczyk - "Perpetus"

Gniewomir Tomczyk 

Gniewomir Tomczyk - perkusja, produkcja muzyczna
Mateusz Smoczyński - skrzypce
Krzysztof Lenczowski - wiolonczela
Jan Smoczyński - fortepian
Kuba Dworak - kontrabas
Kuba Kotowicz - wibrafon, dzwonki
Rafał Dubicki - trąbka, flugelhorn
Szymon Klekowicki - puzon, tuba
Jarek Kaczmarczyk - flet
Ewelina Hajda -marimba
Julianna Kamila Siedler-Smuga ksylofon, marimba

Album: "Perpetus"

Wydawca: Perpetus (2025)

Tekst: Robert Kozubal

Gniewomir Tomczyk to pierwszy muzyk na świecie, który konsekwentnie i na tak wysokim poziomie improwizuje ze sztuczną inteligencją (AI). Choć nie ma to bezpośredniego związku z konkretnymi nutami na tej płycie, sądzę, że definiuje jej autora. Tomczyk nie tylko używa AI, ale aktywnie prowadzi działalność popularyzującą ten mariaż technologii i sztuki. W ten sposób udowadnia, że zaawansowana technologia może być przyjacielem artysty, a nie konkurentem. To artysta, który w pojedynkę, a czasem wbrew własnemu środowisku, przesuwa granice muzyki. Nie mogłem zapomnieć o tym słuchając "Perpetus". Słuchałem albumu artysty świadomego, który - mam takie wrażenie - dobrze wiedział, jaki efekt chciał osiągnąć. Efekt: klasycznego innowatora.

Gniewomir Tomczyk nagrał album odważny, bo niejednoznaczny gatunkowo – płytę przypominającą powieść szkatułkową. "Perpetus" (z łac. wieczny) to album - suita, na której każda część zasługuje na osobną uwagę, ponieważ jest to wielowątkowa opowieść muzyczna. Tomczyk postanowił nagrać materiał całkowicie "swój", ryzykując odwrót purystów poszczególnych nurtów. Na tej płycie jest tyleż samo jazzu, co klasyki, a także innych gatunków, no może poza taneczną elektroniką. Ta stylistyczna hybryda mogłaby być pułapką, ale w rękach Tomczyka oraz jego kolegów staje się atutem. Album zaskakuje otwartością harmoniczną i melodyjnością poszukiwaną w niebanalnych rozwiązaniach aranżacyjnych. Jakość muzyki i dbałość o każdy detal brzmieniowy sprawiają, że "Perpetus" broni się sam – to produkcja na światowym poziomie, gdzie każdy dźwięk ma swoje uzasadnione miejsce w przestrzeni.

Kluczem do zrozumienia tego albumu jest jego niezwykła geneza. "Perpetus" to nie tylko zbiór utworów, to 5-częściowa suita inspirowana twórczością malarską ojca perkusisty – Józefa Tomczyka. Tytuł albumu (pierwotnie Perpetuus) został przeniesiony bezpośrednio z jednego z obrazów Taty. Nie jest to jednak prosta ilustracja muzyczna. To raczej dialog dwóch pokoleń artystów. Jak podkreśla sam Gniewomir, obrazy i muzyka w jego domu rodzinnym zawsze się przenikały – zapach farby mieszał się z dźwiękami. Obrazy Taty bywały impulsem ("śladem na płótnie"), który prowokował do rezonansu z muzyką, ale czasem to muzyka powstawała pierwsza, idealnie wpisując się w emocję obrazu. To korespondencja sztuk, w której nie chodzi o dosłowność, ale o "wrażenie, emocję i pretekst".

Co ciekawe, materiał na płytę perkusisty rodził się... przy fortepianie, z dala od bębnów. Pierwsze szkice powstawały niejako "przy okazji" pracy Tomczyka jako akompaniatora w warszawskiej szkole baletowej. Przez siedem lat, grając do zajęć tańca współczesnego, improwizował, mając w głowie obrazy ojca. Kompozycje rodziły się więc w unikalnym dialogu nie tylko z malarstwem, ale i z ruchem. To taniec był impulsem, który nadał muzyce rytm, gest i energię. Pierwszym utworem był Waving ("falując"), który ostatecznie stał się drugą częścią suity – Fons ("źródło"). Proces krystalizowania się stylu był wieloetapowy. Punktem wyjścia była klasyczna forma: pierwszy etap prac zamknął się w stworzeniu suity rozpisanej wyłącznie na fortepian. Tomczyk zaprosił do współpracy kompozytora Andrzeja Karałowa, by wychylić się mocno w stronę klasyki i nadać utworom głębię. Następnie nastąpiło "przechylenie" w stronę jazzu dzięki współpracy z Agą Derlak i Michałem Salamonem. Dzięki temu procesowi eliminacji i ścierania się wizji, całość ustabilizowała się w idealnym punkcie środkowym.

Perpetus nie jest więc płytą ani w pełni klasyczną, ani w pełni jazzową – to autonomiczny byt, który wyrósł na styku tych światów. Konstrukcja płyty odzwierciedla cykl życia i procesu twórczego, prowadząc nas przez pięć muzyczno-malarskich rozdziałów: "Initium" (Początek) – pierwszy gest pędzla, wyłanianie się kształtów ze światła i dymu. "Fons" (Źródło) – patrzenie w głąb, dominacja czerwieni, energia i niepokój. "Intra" (Wnętrze) – moment introspekcji (o którym za chwilę). "Vestigium" (Ślad) – dynamiczny kontrast i dramatyczne napięcie, ślad po geście i człowieku. "Alio" (Gdzieś, dokądś) – finałowe zamglenie, oddalenie, gdzie dźwięk staje się światłem.

Szczególnym rozdziałem tej opowieści jest część trzecia: "Intra (Wnętrze)". To utwór skomponowany przez Gniewomira Tomczyka i zaaranżowany przez Andrzeja Karałowa i Agę Derlak, który stanowi serce albumu: rozbudowany, filmowy, plastyczny i bardzo malarski. Zaczyna się cichutko, niemal intymnie – od dzwonków, delikatnych wyładowań elektrycznych i spięć w tle, które budują atmosferę tajemnicy. Potem dzieje się magia: muzyka spływa na słuchacza kaskadami, włączają się poszczególne instrumenty, prowadząc do fenomenalnego, emocjonalnego, jazzowego uniesienia. To tutaj introspekcja malarska spotyka się z muzyczną przestrzenią w najdoskonalszej formie.

Gniewomir Tomczyk to perkusista, który tworzy po swojemu – trochę w tle, nieco obok, ale cały czas w nurcie. Najbardziej zachwyca jego lekkość artykulacji; umiejętność obsługiwania perkusji w sposób tak delikatny i malarski jest rzadkością.

Gwarantem jakości tej malarskiej wizji są muzycy. W składzie znajdziemy połowę Atom String Quartet (Mateusz Smoczyński, Krzysztof Lenczowski), Jana Smoczyńskiego – człowieka, który w moim przekonaniu "widzi muzykę" i potrafi wybrać jej najlepsze oblicze – oraz Kubę Dworaka, utalentowanego kontrabasistę, który wnosi swoje humanistyczne i neuroatletyczne podejście do gry.

Gniewomir to człowiek-instytucja. Jest mega zarobionym gościem, który z powodzeniem łączy prowadzenie autorskich projektów (Futuropolis, Gniewomir Tomczyk / Project, The Funky Bump!, GESO GATO) ze stałą współpracą z takimi markami jak Beksiński.live, Marika czy Michał Sołtan. Tym bardziej imponuje, że w tym natłoku zajęć znalazł przestrzeń na tak osobiste i dopracowane dzieło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: