Muzycy:
Michał Szturomski – elektronika, sampling, produkcja
Miłosz Wośko – instrumenty klawiszowe
Adeb Chamoun – instrumenty perkusyjne
Maciej Szczyciński – kontrabas
Jerzy Mazzoll – klarnety
Filip Kosior – narracja
Aleksandra Kornelia Maj – teksty popularnonaukowe
Tytuł płyty: „Ptaki Polski”
Wydawca: Requiem Records (2025)
Autor tekstu: Mariusz Olczyk
Ptaki Polski wymykają się jazzowej etykiecie – muzyka rozwija się tu zgodnie z logiką przyrody, niemuzycznego gatunku. To w pewnym sensie odwrócenie projektu „Sowy Polski. Podział gatunkowy”: tam solowa elektronika, tu wspólne muzykowanie i żywa improwizacja.
To projekt, w którym Michał Szturomski wraz z zespołem próbuje przełożyć strukturę natury na strukturę dźwięku. Ale nie wprost. Tu nie muzyka ilustruje ptaki, ale to ptaki inicjują muzykę, jakby to one otwierały okno.
Zawsze fascynowały mnie próby przekładania naturalnych zjawisk, organizmów czy przestrzeni na muzykę. Każdy z nas słyszy świat inaczej. Takie projekty uruchamiają w nas pytanie: na ile słyszymy podobnie do artysty? Twórca ma przewagę – potrafi zamienić własny odbiór w muzykę. Słuchacz może jedynie sprawdzić, czy ten przekład trafia w jego wrażliwość.
W opowieściach Aleksandry Kornelii Maj o ptakach pobrzmiewa również kontekst ekologiczny. Żuraw szary czy głuszec reprezentują środowiska, które z roku na rok kurczą się – mokradła, bory, obszary półdzikie. Niby o tym wiemy, ale tutaj wybrzmiewa to inaczej.
Światło nad linią drzew
W nagraniach zarejestrowanych w Dwa Domy Studio w 2024 roku słychać coś więcej niż szkic czy improwizację. Słychać uważność. Każdy utwór otwiera inną przestrzeń: mokradła, lasy, ogrody, podmokłe łąki. To nie galeria gatunków, lecz mapa miejsc życia, pejzaży, w których ich głosy są naturalnymi dźwiękami. Muzyka nie naśladuje ptaków – raczej wchodzi z nimi w rozmowę, przechwytując jedynie drobne, charakterystyczne dźwięki, odgłosy zamieniając je we frazy muzyczne. A potem muzyka płynie, a właściwie leci dalej.
Zestawienie gatunków ptaków jest nieprzypadkowe. Są duże i małe, dzienne i nocne, drapieżne i skryte. Wszystkie rodzime, wszystkie chronione. Czy to nie dobry powód, aby muzyce też nadać różnorodność stylów?
Linie lotu
Zespół porusza się w improwizacji z pełną naturalnością. Widać, że wynika to z różnorodności doświadczeń. Muzycy pochodzą z odmiennych tradycji – od jazzu, przez elektronikę, po bliskowschodnie rytmy.
Michał Szturomski trzyma plan ogólny elektroniką i samplami, rysuje tło i wyznacza wysokość dźwięku. Maciej Szczyciński nadaje ciężar i kierunek kontrabasem – prowadzi tylko wtedy, kiedy to konieczne. Adeb Chamoun reaguje natychmiast: przechwytuje rytmy podawane mimochodem przez ptaki – klekot, klapanie, krótkie sygnały, właściwie jest wszędzie widoczny, słyszalny. Miłosz Wośko klawiszami porządkuje przestrzeń harmoniczną, nie dominując, lecz scalając. A Jerzy Mazzoll klarnetami wykonuje piękne muzyczne gesty, tak jak rozumie najlepiej to, co daje nam natura.
W wielu momentach można wręcz usłyszeć, jak muzycy przechwytują konkretne ptasie zachowania, sygnały: krótkie serie strzyżyka, perkusyjny klekot bociana, wznoszące się gwizdy sóweczki czy rudzik, który potrafi „rozpędzić” zespół do prędkości niemal klubowej. Te „świergoty” słyszeliśmy przecież setki razy (przynajmniej niektóre), ale nigdy w taki sposób.
Z tego układu powstaje brzmienie zwarte, a improwizacje pojawiają się tylko w miejscach, w których naprawdę mają sens. Nic się nie przepycha. Muzyka układa się tu jak ekosystem: żaden dźwięk nie dominuje, każdy pełni swoją rolę. Warto pamiętać, że całość została nagrana w formie live session w Dwa Domy Studio, czyli bez studyjnej sterylności, a z reagowania muzyków na siebie w czasie rzeczywistym. Nagranie tej sesji dostępne jest również w formie filmu i dopiero tam widać, jak bardzo projekt opiera się na wzajemnym słuchaniu.
Mowa i milczenie
Warstwa narracyjna nie jest ozdobą. Teksty Aleksandry Kornelii Maj są krótkie, precyzyjne, pełne detali otwierających wyobraźnię. Głos Filipa Kosiora stanowi spokojny kontrapunkt.
To świetne teksty, choć przy wielokrotnym odsłuchu chciałoby się czasem wyciszyć ich informacyjny charakter i zostać sam na sam z muzyką. Nie odbieram tego jednak jako mankamentu płyty, lecz jako cechę odbioru kogoś, kto z wykształcenia jest geografem i automatycznie wsłuchuje się w naturę bardziej niż w słowa.
Rytm przyrody
Ptasie odgłosy nie są tylko samplami ani ozdobnikami. Są zaczynem muzyki – sygnałem tempa, kierunku, czasem pauzy. A cisza ma tu wagę równą brzmieniu. To w niej zostaje przestrzeń między dźwiękami, to ona decyduje o dynamice utworów.
Album nie jest szybki ani wolny. Jest organiczny – jak rytm miejsca, które ma własny czas, własną pulsację. Dźwięki ptaków stają się tu osią, która nie tyle wyznacza kierunek, ile uruchamia sposób myślenia muzyków o formie: czasem inicjują improwizację, czasem wyznaczają moment zatrzymania.
Muzyka zbliża się miejscami do relaksacyjnej, ale nie jest nią celowo. Jej spokój wynika z tego, że została skomponowana na styku natury i ludzkiej wrażliwości.
Granice gatunku
Trudno nazwać Ptaki Polski albumem jazzowym, choć improwizacja jest tu fundamentem. Trudno nazwać ten album eksperymentalnym, choć wykorzystuje elektronikę i przetwarzanie dźwięku. Również nie jest słuchowiskiem – ta forma byłaby zbyt ciasna, za bardzo szuflatkowałaby ten projekt. Jedno jest pewne – człowiek, natura i muzyka tworzą tu wspólny układ.
Ostatnia obserwacja
Ptaki Polski to album, który łatwo mógł pójść w stronę efektu lub widowiska. Na szczęście jest odwrotnie. Projekt jest precyzyjny, oszczędny, dobrze przemyślany. Powstał z obecności kilku muzyków, którzy naprawdę słuchają – i siebie, i świata.
Słucha się go tak, jakby ktoś przywracał nam odrobinę miejsca na wyciszenie w świecie pełnym powiadomień, świateł i pośpiechu.
Może właśnie dlatego zimą ta płyta brzmi najmocniej, bo w ciszy i spowolnieniu łatwiej usłyszeć to, co w tej muzyce najważniejsze: rytm przyrody, niespieszny.
Świetny pomysł. Zrealizowany z wyczuciem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz