Translate

środa, 6 września 2023

Same Suki - Dziadoskie piosenki o miłości (2023)

Same Suki

Magdalena Wieczorek - wokal, muzyka, aranże, teksty
Helena Venna Matuszewska - wokal, suka biłgorajska, złóbcoki, bęben, muzyka, aranże, teksty
Karol Kolor Gadzało - wokal, kontrabas, bęben

Dziadoskie piosenki o miłości (2023)

Tekst: Jędrek Janicki

Wszystko trzeba umieć, nawet porządnie się zbuntować. I gdy kolejne zespoły punkrockowe śpiewają o „rozwalaniu systemu” (cytat w wersji uładzonej), to już mnie to raczej bawi niż wywołuje rewolucyjną ekscytację. Same Suki to jednak buntowniczki co się zowie – tak na poziomie muzycznym, jak i tekstowym.

Skład ten zasłynął utworem VillageAnka, którego mądrze prowokacyjny tekst doskonale korespondował z nowoczesnym wykorzystaniem tradycji muzyki zogniskowanej wokół wyjątkowego instrumentu jakim jest suka biłgorajska. Na płycie Dziadoskie piosenki o miłości otrzymujemy za to nieco bardziej stonowane aranże (trzon zespołu tworzą teraz wokalistki Magdalena Wieczorek oraz Helena Venna Matuszewska oraz kontrabasista i bębniarz Karol Kolor Gadzało), co nie znaczy, że Same Suki zgubiły gdzieś swoją zadziorność! Teksty nadal są lekko skandalizujące i złośliwo-precyzyjnymi smagnięciami komentują obraz naszego społeczeństwa. Warstwa liryczna jest głęboko przemyślana i świadczy o bogatej refleksji twórczyń tekstów, która dalece wykracza poza standardową narrację takiej czy innej grupy obecnej w przestrzeni społecznej. Muzycznie, oprócz znaku rozpoznawczego Samych Suk, czyli bardzo pomysłowo rozpisanych partii wokalnych, usłyszymy również ascetyczny punktowy kontrabas, który dodaje kompozycjom groove’u i osadza je w nienachalnych strukturach.

No i pięknie. Jak się okazuje, nie trzeba krzyczeć głośno o zmianie świata. Trzeba to robić mądrze.

  

wtorek, 5 września 2023

Silence/ Noise 7.Spontaneous Music Festival 2023 startuje w pierwszy piątek października!


Spontaneous Music Festival, największe wydarzenie koncertowe muzyki swobodnie improwizowanej zachodniej Polski, zaprasza na swoją siódmą edycję, która odbędzie w dniach 6-7 października 2023 roku. Impreza, która zwie się tym razem nieco przewrotnie „Silence/ Noise”, organizowana jest przez Trybunę Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club, który mieści się w Poznaniu, przy ul. Zamkowej 3. W trakcie dwóch festiwalowych dni na klubowych deskach wystąpi dziesięcioro muzyków z Katalonii, Urugwaju, Szwajcarii, Niemiec, Austrii i Polski.

Spontaneous Music Festival, czyli międzynarodowy festiwal muzyki improwizowanej i free jazzowej, to cykliczna impreza organizowana od roku 2018. W trakcie minionych sześciu edycji występowała tu plejada gości zagranicznych, uznanych i cenionych postaci światowej sceny muzyki improwizowanej i free jazzowej, a także liczna grupa muzyków lokalnych oraz reprezentantów innych rejonów kraju. Gościliśmy w Dragonie muzyków z USA, Kanady, Brazylii, Meksyku, Wenezueli, Kolumbii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwecji, Danii, Norwegii, Hiszpanii, Portugalii, Polski, Szwajcarii, Belgii, Holandii, Francji, Irlandii i Bułgarii.

W ramach tegorocznej edycji organizatorzy zaprezentują poznańskiej publiczności – zgodnie z tradycją tego wyjątkowego wydarzenia - kolejnych znaczących artystów muzyki improwizowanej, uznanych na scenie międzynarodowej. Dla siedmiorga z nich będzie to pierwszy występ na poznańskiej imprezie.

W tym roku „cicho/głośny” festiwal stawia na bezwzględną świeżość i aktualność swojej oferty. W programie znajdą się bowiem rozbudowane, w tym także solowe, prezentacje dwóch „rising stars” sceny free impro w Europie – rezydującej w Amsterdamie, polskiej pianistyki Marty Warelis i katalońskiego saksofonisty Dona Malfona. Ich ostatnie dokonania, zarówno solowe, jak i zespołowe, wzbudziły respekt nie tylko po naszej stronie Atlantyku. Zaprezentowane zostaną także dwa ekscytujące składy trzyosobowe, których debiutanckie płyty stały się w roku ubiegłym jednymi z najważniejszych wydarzeń fonograficznych Starego Kontynentu – Der Dritte Stand i A Tiny Bell. W drugim z nich zobaczymy wspomnianego przed momentem Dona Malfona.

Poza autorskimi występami goście festiwalowi będą tradycyjnie łączeni w tzw. składy „ad hoc”, czyli spotkania muzyków, którzy nigdy ze sobą jeszcze nie grali. Do udziału w tych zestawieniach personalnych zaproszono także krajowych artystów - pianistkę Aleksandrę Chciuk i basistę Marcina Bożka.

Każdego dnia czekają nas cztery koncerty – na początek występ solowy, potem dwa składy „ad hoc”, wreszcie finał w wykonaniu tria. Pośród ogromu swobodnie improwizowanych dźwięków usłyszymy dużo „ciszy”, ale i nie mało „hałasu”.

Pierwszą z awizowanych formacji trzyosobowych będzie A Tiny Bell. To efekt spotkania artystów z Katalonii i Szwajcarii, prawdziwych mistrzów swobodnej improwizacji – saksofonisty Dona Malfona, gitarzysty Floriana Stoffnera i perkusisty Vasco Trilli. Muzycy ci nagrali w roku ubiegłym album uznany za jeden z najciekawszych w gatunku, a zatytułowany „A Tiny Bell and Its Restless Friend”. Wydawcą płyty jest lokalna, poznańska kooperatywa Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej, która już od 2017 roku promuje najciekawszą muzykę swobodnie improwizowaną z Półwyspu Iberyjskiego.

Drugim ważnym triem, które zagości na deskach poznańskiego Dragona będzie Der Dritte Stand. Tworzą go wybitni niemieccy improwizatorzy – puzonista Matthias Müller i kontrabasista Matthias Bauer oraz niemniej znamienity, austriacki perkusista Rudi Fischerlechner. Ich debiutancka płyta „Der Dritte Stand”, to wedle najważniejszych mediów związanych z muzyką improwizowaną, jedno z najlepszych wydawnictw roku 2022.

Kolejni muzycy, jacy wezmą udział w tegorocznej edycji Festiwalu, to persony związane z Amsterdamem i tamtejszą sceną muzyki improwizowanej – wspomniana już wcześniej Marta Warelis oraz urugwajski basista i gitarzysta Miguel Petruccelli. Warelis nagrała w roku ubiegłym wspaniale przyjęty album solowy „A Grain Of Earth”, którego wydawcą jest renomowany, amerykański label The Relative Pitch Records. Z kolei basista jest ważnym uczestnikiem multikulturowej i multigatunkowej sceny stolicy Holandii, współtwórcą wielu intrygujących, międzynarodowych przedsięwzięć artystycznych. Razem Marta i Miguel tworzą także dalece ponadgatunkowy duet Dirty Laundry.

Program Festiwalu:

Piątek, 6 października

18.00 Marta Warelis – piano solo
19.00 Ad hoc: Aleksandra Chciuk – piano, Don Malfon - saksofony
20.00 Ad hoc, Dirty Laundry Plus: Marta Warelis – syntezator, Miguel Petruccelli – gitara basowa, Marcin Bożek – akustyczna gitara basowa
21.00 A Tiny Bell: Don Malfon – saksofony, Florian Stoffner – gitara, Vasco Trilla – perkusja

Sobota, 7 października

18.00 Don Malfon – saksofon solo
19:00 Ad hoc: Marta Warelis – piano, Florian Stoffner – gitara, Rudi Fischerlechner - perkusja
20:00 Ad hoc: Aleksandra Chciuk – piano, Vasco Trilla – perkusja, Marcin Bożek – akustyczna gitara basowa, Miguel Petruccelli - gitara
21.00 Der Dritte Stand: Matthias Müller – puzon, Matthias Bauer – kontrabas, Rudi Fischerlechner - perkusja


Bilety i karnety:

Bilet jednodniowy - 70 zł. Karnet na dwa dni - 120 zł
Bilety dostępne pod tym linkiem: https://tiny.pl/cwnn4

Organizatorzy: Trybuna Muzyki Spontanicznej / Dragon Social Club / Fundacja Mały Dom Kultury

Partner Festiwalu: Maciej Lewenstein

(informacja prasowa)

poniedziałek, 4 września 2023

Marcin Masecki - Jazz z MACV (2023)

Marcin Masecki

Marcin Masecki – Kemble Piano

Orkiestra Instrumentów Dawnych

Warszawskiej Opery Kameralnej - MACV

„Jazz z MACV” (2022)

Wydawnictwo: Warszawska Opera Kameralna 

Tekst: Paweł Ziemba

Każdy czasami potrzebuje czasu, aby się do czegoś przekonać. Ja wielokrotnie zastanawiałem się czy muzyka poważna powinna być traktowana wyjątkowo, jak sztuka wymagająca nie tylko odpowiedniego przygotowania słuchacza, ale również odpowiednich warunków do jej odbioru. Czy ten przymiotnik „POWAŻNA” nie zamyka jej w przysłowiowej „złotej klatce”, czyniąc mniej powszechną, niedostępną, dedykowaną jedynie wybranej części odbiorców?

Jednym z dowodów, że muzyka nie zna granic, jest projekt Pani Alicji Węgorzewskiej - dyrektora sceny WOK i pomysłodawczyni zaproszenia muzyków jazzowych do orkiestry instrumentów dawnych Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV). Seria „Jazz z MACV” łączy w sobie elementy jazzu (improwizacji) z muzyką dawną, prowokując inne, świeże spojrzenie na muzykę klasyczną.

Prezentowanie muzyki dawnej w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez technologie i komercjalizm, jest zadaniem trudnym. Kto dziś miałyby sięgać po płyty z nagraniami utworów Bacha bądź Mozarta – przecież nie ma tam nic nowego i przebojowego. Jak się jednak okazuje wszystko zgodnie z zasadą różnorodności jest możliwe.

„Jazz z MACV – Marcin Masecki” jest drugą płytą z serii Jazz z MACV, którą zapoczątkował wydany w czerwcu 2022 roku album z Krzysztofem Herdzinem.

Po pierwszym przesłuchaniu krążka miałem bardzo mieszane odczucia i wiele pytań. O co w tym projekcie muzycznym chodzi? Czym ten krążek ma się wyróżnić od innych? Czy to jest w ogóle muzyka jazzowa? Sporo czasu zabrało mi zrozumienie istoty tego projektu, który teraz, po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu, na swój sposób mnie zachwycił.

Sukces Jazz z MACV w dużej mierze wynika z odpowiedniego doboru repertuaru oraz wykonawców jazzowych, których wrażliwość, doświadczenie oraz umiejętności techniczne umożliwiają realizację tego projektu wspólnie z orkiestrą. Ten krążek to znacznie więcej niż tylko kolejne nagranie koncertu Bacha i Mozarta.

Marcin Masecki – znany szerszej publiczności chociażby z nagrań Jazz Bandu Młynarski-Masecki, jest entuzjastą instrumentów klawiszowych. Pianista, kompozytor, aranżer. Należy do niewielkiej grupy artystów, dla których muzyka klasyczna, jazz i szeroko rozumiana muzyka rozrywkowa stanowią jedynie fundament do kreatywnego tworzenia.

Album zaskakuje swoją świeżością i oryginalnością interpretacji. Jazz i muzykę dawną łączy ta sama idea - twórczego podejścia do materiału muzycznego. Improwizacja jest oczywistą fakturą jazzmanów, zapewne tak samo była nią dla Bacha i Mozarta.

Na krążku „Jazz z MACV – Marcin Masecki” znajdziemy trzy koncerty: pierwszy to E-dur BWV 1053 wielkiego Jana Sebastiana Bacha; drugim jest c-moll Wq 43/4 skomponowany przez jego syna Carla Phiippa Emanuela Bacha, a trzeci - to Koncert C-dur nr 13 KV 415 Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Marcin Masecki podszedł do projektu bardzo odważnie i kreatywnie. Bazując na swoim doświadczeniu oraz wrażliwości, dokonał transformacji niewspółczesnej formy wybranych kompozycji, prezentując je w inny, bardziej „uwspółcześniony” sposób, zachowując jednak oryginalny kształt kompozycyjny. Fragmenty improwizacji jazzowych opierają się na materiale muzycznym Bacha i Mozarta, w ten sposób nadawany jest nowy kształt utworom. Bez wątpienia dla artystów z MACV, jest to możliwość otwarcia się na nowe formy muzyczne i niestandardowy dla nich język, bazujący na elastycznym podejściu do zapisu nutowego.

Dodatkowo, aby zbliżyć się jednak do warunków w jakich powstawał oryginał, Masecki zdecydował się wykorzystać w nagraniach sześciooktawowe pianino marki Kemble, które z uwagi na strój w jakim gra orkiestra MACV, zostało przestrojone do 430 Hz.

Efekt muzyczny jest zaskakujący. Artysta doskonale czuje materię, w której się porusza, nadąża za ideą, wpisując się swoją grą w fantastycznie brzmiącą orkiestrę. Słucha się tego lekko, z przyjemnością, odnosząc wrażenie, że artystyczny cel to uniezależnienie się od rygorystycznie czczonej wierności zapisu nutowego i odejście od powszechnie znanej bądź oczekiwanej tradycji wykonawczej utworów tego rodzaju.

Jazz z MACV to projekt, który umiejętne łączy elementy jazzu z muzyką dawną. Gra Maseckiego z pewnością może się podobać, a czasami nawet zachwycać stylowością i detalami zręcznie wplatanymi w całość. Album zasługuje na uwagę nie tylko z racji kolejnego perfekcyjnego wykonania koncertów klasycznych, ale przede wszystkim z uwagi na swoisty estetyzm oraz świeżość w podejściu do interpretacji dzieł muzyki dawnej. Kunszt i umiejętności techniczne wszystkich wykonawców biorących udział w tym projekcie sprawiają, że w naturalny i harmonijny sposób powstała cudowna współzależność muzyki dawnej z muzyką improwizowaną. Projekt ten stanowi „pomost”, umożliwiający współczesnemu słuchaczowi wejście do świata kompozycji wykonywanych na instrumentach dawnych. Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami tworzenia się nowej estetyki obejmującej swoim zasięgiem zarówno sympatyków muzyki poważnej jak i muzyki improwizowanej.


piątek, 1 września 2023

Adam Makowicz - Welcome Back, Adam (2023)

Adam Makowicz

Adam Makowicz - fortepian

„Welcome Back, Adam” (2023)

Wydawnictwo: For Tune Records 

Tekst: Paweł Ziemba

Działające od 2013 roku, na polskim rynku wydawnictw płytowe For Tune Records, po raz kolejny udowadnia, swoją wiodącą rolę w propagowaniu, polskiej muzyki jazzowej. Po rewelacyjnie przyjętym albumie Jana Ptaszyna Wróblewskiego „On the Road Again” vol. 1, ukazuje się najnowszy album Adama Makowicza „Welcome Back, Adam”.

Makowicz należy do tego nielicznego grona polskich muzyków jazzowych, którzy zdobyli rozpoznawalność wśród słuchaczy i zrobili światową karierę.  Pianista, kompozytor, mocno osadzony w tradycji amerykańskiej pianistyki jazzowej, jak również nieustający popularyzator klasycznych amerykańskich standardów, skomponowanych przez powszechnie znanych Cole'a Portera, Irvinga Berlina, George’a Gershwina, Richarda Rodgersa, Jerome’a Kerna i wielu innych. 

To co wyróżnia Makowicza - to unikalny styl. Jego muzyczna wrażliwość w połączeniu z nieprawdopodobną techniką pianistyczną (zwłaszcza lewej ręki), czynią jego grę wirtuozerską. Od ponad 40 lat sposób grania artysty nie uległa jakieś zasadniczej zmianie, co dla niektórych może być zaskakujące, ale z pewnością należy ten fakt uznać za ewenement w skali światowej.  Z drugiej strony, trudno nie zauważyć, że takie elementy jak harmonia, rytm, uległy pewnym zmianom. Pewne niuanse interpretacyjne, poszerzenie repertuaru o kolejnych kompozytorów jak i własne kompozycje to elementy, które cieszą najbardziej.  Jednak głównym założeniom swojej muzyki, artysta pozostaje wierny do dziś.

„Welcome Back, Adam” to kolejny solowy album ukazujący się po wydanym w 2017 roku „Swinging Ivories”. Album zawiera aż 17 utworów; wśród nich znalazło się 8 oryginalnych kompozycji pianisty i 7 popularnych standardów. Repertuar do jakiego już po trochu nas muzyk przyzwyczaił i w jakim czuje się najlepiej.

Wirtuozeria, elegancja w grze i intymność przekazu stanowią ważne cechy języka muzycznego artysty. W nagraniach „Welcome Back, Adam” znajdziemy wiele charakterystycznych dla gry Makowicza elementów: linia melodyczna tematu prowadzona jest przez lewą rękę, podczas gdy prawa realizuje bogaty plan ozdobników. Pauzy, rabata, zróżnicowanie dynamiki – majstersztyk. Makowicz obdarzony jest wyjątkowym, charakterystycznym dla siebie dotykiem klawiatury. Bardzo elegancki, czysty w przekazie, przyjemnie brzmiący – taki z klasą. Posiada rzadką umiejętność budowy wyjątkowej wieloplanowości w brzmieniu i zdecydowanie wyczuwalny swing. Kołyszące się frazy muzyczne, brzmią jak wypowiadane zdania, zawsze coś mówią - są intymnym przekazem do słuchacza. 

Na uwagę zasługują własne kompozycje artysty. Brzmią świeżo, są melodyjne i przyjemne w słuchaniu. Mam nadzieję, że Pan Adam zdecyduje się kiedyś na nagranie albumu wyłącznie z własnymi utworami. 

Albumu słucha się dobrze i z ogromna przyjemnością. Na podkreślenie zasługuje jego jednorodność. Kompozycje Makowicza nie odbiegają dynamiką, stylistyką od znanych standardów amerykańskich. Zaproponowany układ utworów na płycie jest wręcz doskonały. To wszystko sprawia, że pomimo tak dużej ilości różnych kompozycji, muzyka brzmi przystępnie i bardzo naturalnie. 

Słyszałem kiedyś taką przypowiastkę, że chyba nie ma takiego miejsca na Globie, w którym nie grał Makowicz, a jeśli jednak jest, to tylko dlatego, że w okolicy nie było porządnego fortepianu bądź odpowiedniej sali koncertowej. Słuchając „Welcome Back, Adam” nie musimy się martwić o jakość, muzyka została zarejestrowana w wyjątkowej pod względem akustyki sali koncertowej Nowa Miodowa w Warszawie.

czwartek, 31 sierpnia 2023

Legendarny 19 MÓZG Festival zaczyna się 7 września 2023 w Bydgoszczy


* wydarzenie pod patronatem medialnym Polish Jazz Blog

Program

czwartek 07.09.

20:00 ZbyZiel – malarstwo „Zestaw okolicznościowy” (Mózg)
20:30 Magdalena Mellin – performance (Mózg)
21:00 Ido Bukelman – koncert (Mózg)
22:00 Grupa Trytony (Tomasz Gwińciński / Sławek Janicki / Jacek Buhl) – koncert premierowy wydawnictwa „Tańce Bydgoskie” (Mózg)


piątek 08.09.

20:00 Barbara Drazkov – koncert (Teatr Polski)
21:00 Reinhold Friedl & Frank Gratkowski – koncert (Teatr Polski)
22:00 SURVIVOR (Josep-Maria Balanyà / Tamara Joksimovic / Martina Ampuero ) – koncert audiowizualny (Teatr Polski)
23:00 Dalila Kayros & Danilo Casti – koncert audiowizualny (Mózg)
00:00 LASY (Mózg) – koncert (Mózg)

sobota 09.09.

15:00 DO NOT FORGET TO KEEP YOUR MIND CLEAR – spotkanie artystów z publicznością (Galeria Miejska bwa)
20:00 Piotr Peszat – koncert (Teatr Polski)
21.00 Jon Dobie & Tomasz Glazik – koncert (Teatr Polski)
22:00 HYBRID – spektakl na rapera 4 performerki i wizualizacje (Teatr Polski)
23:00 FoMaTi (Marek Chołoniewski / Chris Cutler / Piotr Madej) – instalacja / koncert (Galeria Miejska bwa)
00:00 Ursula Sereghy – koncert (Mózg)
01:00 Grischa Lichtenberger – koncert audiowizualny (Mózg)
02:00 Hilde Wollenstein – dj set (Mózg)


O festiwalu

Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej i Sztuk Wizualnych „Mózg Festival“ to spotkanie artystów tworzących i poruszających się we wszystkich rejonach muzyki współczesnej, sztuki performance, audio i wideo instalacji, w których muzyka odgrywa istotną rolę.

Do udziału w festiwalu zapraszani są artyści z całego świata, gdyż jednym z założeń festiwalu jest jego wielokulturowość oraz prezentacje sprzyjające poznawaniu i rozumieniu wieloaspektowości kultur. Festiwal prezentuje najnowsze techniki wykonawcze oraz połączenia interdyscyplinarne w kontekście i poszanowaniu tradycji. Do udziału w festiwalu zapraszane są wybitne indywidualności świata sztuki oraz młodzi artyści, których dotychczasowe działania noszą znamiona wyjątkowych. Nieodzownym, w naszym odczuciu, elementem festiwalu jest także udział artystów lokalnych, spełniających powyższe założenia. Wszystkie działania artystyczne traktowane są jako środek, który prowadzić ma do głębszego poznania otaczającej nas rzeczywistości i przemian zachodzących na świecie oraz rozwoju osobistego zarówno twórców jak i odbiorców działań festiwalowych.

Aby jaśniej określić złożenia ideowe, kolejne edycje festiwalu otrzymują temat. Tematy kolejnych festiwali wynikają z siebie i dopełniają się, określając istotne myśli twórców festiwalu. Edycje festiwalu w latach 2019–2021 odbywały się pod hasłem "SZTUKA JAKO DROGA DO ROZUMIENIA". Uważamy, że sztuka, w szczególności współczesna, jest narzędziem do uruchamiania ukrytych wewnątrz mózgu możliwości percepcji i rozumienia tego, co nas otacza. Innymi słowy wychodzimy z założenia, że sztuka nie jest celem samym w sobie, a jest narzędziem do osiągania innych, głębszych celów. Sztuka pełni pewną funkcję społeczną. W różnych czasach, różne formy aktywności artystycznej pełniły różne funkcje społeczne. To samo dotyczy czasów nam współczesnych. 3 poprzednie edycje Festiwalu poruszały również tematy ściśle odnoszące się do problemów współczesnych społeczności i towarzyszyły im kolejne tematy: "COME DOWN TO EARTH", "DUCHOWOŚĆ JEST POWSZECHNA" oraz "MAKE ART NOT WAR".

W latach 2022–2025 festiwal odbywa się pod hasłem "DO NOT FORGET TO KEEP YOUR MIND CLEAR" (NIE ZAPOMNIJ ZACHOWAĆ JASNOŚCI UMYSŁU).

Uważamy, że w obecnym czasie, kiedy atakowani jesteśmy nadmiarem, często sprzecznych lub fałszywych, informacji, kiedy wiele wartości upada, kiedy zatraca się znaczenie dobra i zła, kiedy miliony ludzi żyje w niepewności, choćby z powodu niedawnej pandemii, toczących się wojen czy grożącej katastrofy ekologicznej, niebywale ważnym jest podejmowanie wysiłku dla utrzymywania jasności umysłu. Tylko jasno, samodzielnie myślący ludzie są w stanie, jako społeczeństwo, sprostać problemom współczesnego świata na poziomie osobistym, lokalnym i globalnym. Przedstawienie odpowiednio wyselekcjonowanych działań artystycznych oraz umieszczenie ich w odpowiednim kontekście może w znaczący sposób oddziaływać na zwiększenie percepcji odbiorców działań artystycznych, wykładów i spotkań, będących częściami festiwalu. Poszerzona percepcja oznacza jaśniejszy umysł, który zdolny jest do podejmowania niezależnych, mądrych decyzji.

Festiwal z założenia ma charakter międzynarodowy, zależy nam również aby z ideami Festiwalu docierać do społeczeństw w innych krajach, dlatego, dla szerszego rozumienia, decydujemy się na użycie języka angielskiego w haśle festiwalowym. Wielokulturowość festiwalu wynika z tego, iż wychodzimy z przekonania, że znajomość różnic kulturowych i świadoma akceptacja tych różnic jest podstawą do porozumienia międzynarodowego. Uważamy także, że sztuka współczesna, w tym muzyka eksperymentalna oraz wszystkie inne interdyscyplinarne formy tworzenia, wpływają w sposób znaczący na kreatywność człowieka oraz wytwarzają zdolność niezależnego, wolnego od stereotypów, myślenia. Jednostka ludzka obcująca na co dzień ze sztuką współczesną, mająca przy tym wiedzę na temat różnorodności kulturowych, otaczającej ją społeczności, ma szansę żyć w niej w sposób świadomy, pozbawiony lęków, pełen zrozumienia na potrzeby innych, ze zdolnością do stanowienia o sobie i współobywatelach, jako członek rozwijającego się wielokulturowego społeczeństwa obywatelskiego.

Mózg Festival to wydarzenie interdyscyplinarne, w którym muzyka odgrywa szczególną rolę, a poza muzyką zobaczymy performance art, instalacje audiowizualne, film, multimedia. Będzie też miejsce na wykłady, warsztaty i spotkania ze znaczącymi postaciami sztuki i filozofii. Program festiwalu będzie budowany tak aby wszystkie wymienione ze sztuk przenikały się, a spotkania i rozmowy budowały kontekst do działań artystycznych.

Festiwal nie posiada żadnych ograniczeń stylistycznych. Wykładnikiem w doborze artystów są: autentyczność prezentowanej sztuki (działania autorskie) oraz najwyższy poziom wykonawczy. Festiwalowi towarzyszą działania o charakterze edukacyjnym: warsztaty, wykłady, spotkania gości festiwalu z artystami oraz uznanymi autorytetami świata sztuki, filozofii i socjologii. Częścią projektu jest profesjonalna dokumentacja i archiwizacja audio–wideo.

Tegoroczne działania festiwalowe realizowane będą w kilku przestrzeniach: Teatrze Polskim (sala kameralna), Galerii Miejskiej bwa oraz klubie Mózg. Wstęp na wszystkie wydarzenia Festiwalu będzie bezpłatny, ale uwarunkowany będzie zaproszeniem, które otrzymuje się po wysłaniu maila. Jest to sprawdzony od kilku lat sposób na tworzenie społeczności festiwalowej – grupy osób, zrzeszonej wokół pewnych idei. Sposób ten stwarza poczucie uczestnictwa w określonej grupie społecznej, która powiększa się z roku na rok, pozostając jednak określoną z racji zainteresowań.

Podczas realizacji zadania deklarujemy chęć wprowadzenia w życie zasad, dotyczących zapewnienia dostępności osób ze szczególnymi potrzebami. Większość wydarzeń festiwalowych odbywać się będzie w miejscach dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych fizycznie. W klubie Mózg, gdzie nie posiadamy udogodnień dla osób niepełnosprawnych ruchowo, osoby takie będą miały możliwość wysłania zgłoszenia chęci udziału w wydarzeniu. Otrzymanie takiej informacji, skutkować będzie obecnością personelu, który pomoże osobie na wózku znaleźć się w budynku i uczestniczyć w wydarzeniu. Materiały drukowane posiadać będą QR kod – po jego sczytaniu, osoba niepełnosprawna przekierowana zostanie na stronę umożliwiającą zapoznanie się z materiałem.

Dyrektorem festiwalu jest Sławek Janicki.

Pełna informacja o festiwalu na stronie internetowej: https://festiwal.mozg.pl/

środa, 30 sierpnia 2023

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela — "Tribute To Tomasz Stańko" (2018)

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela 

Piotr Schmidt – trąbka
Wojciech Niedziela – fortepian
Maciej Garbowski – kontrabas
Krzysztof Gradziuk – perkusja

"Tribute To Tomasz Stańko" (2018)

Wytwórnia: SJRecords

Autor tekstu: Marcin Kaleta

Piotra Schmidta kojarzyłem z okresu Electric. W porządku, materiał dobry, niemniej urzeczenia nie było. Zatem zdystansowałem się wobec kolejnych jego projektów. Przynajmniej do momentu odsłuchania „Tribute to Tomasz Stańko” (2018).

Kwartet, który zarejestrował materiał, współtworzą: lider na trąbce, Wojciech Niedziela na fortepianie oraz sekcja rytmiczna RGG, czyli Maciej Garbowski na kontrabasie i Krzysztof Gradziuk na perkusji. Nagrania poczynili w szczególnym okresie: w czerwcu i październiku 2018 roku. Komu je zadedykowali, wskazuje oczywiście tytuł. Przypomnijmy: adresat zmarł w międzyczasie, dokładnie 29 lipca. „Bardzo przeżyłem jego śmierć” – wyzna Schmidt.

Na płycie znajdziemy dwanaście kompozycji, w większości zespołowych, a także jedną Krzysztofa Komedy („Rosemary's Baby”). To nie są ballady, tylko epitafia. Hołd, wyraz wdzięczności, podziękowanie, pożegnanie, ale i gwarancja pozostawania w kontakcie, na wieczność. Uczestniczymy w cudzie, który umożliwia wyłącznie sztuka: dzięki kolejnej orfickiej opowieści obcujemy z kimś, kto był umarły, a znów ożył.

W najintensywniejszych, najbardziej dramatycznych momentach muzyka emanuje rzewnością, tęsknotą, melancholią, nawet i zrozpaczeniem. Wybrzmiewa z niej wówczas jakieś niby-pytanie: takie zapytanie bez pytania, jakby zawieszone. Pytanie przedostateczne. Niedopytanie. Wniebogłos.

Natomiast w tych spokojniejszych trąbka snuje się między fortepianem, kontrabasem a perkusją, od niechcenia muskając klawisze, potrącając struny, zahaczając o bębny czy talerze. Wykonawcy wydają się nieobecni: jakby wszystko tutaj odbywało się samoistnie lub pod wpływem nieśmiertelnego tchnienia Mistrza. Nie mamy jednak do czynienia z ubezwłasnowolnieniem bądź obezwładnieniem inwencji, lecz z inspiracją. Zachodzi spotęgowanie kreatywności za sprawą owego ducha opiekuńczego, który czuwa, by artyści, oprócz własnego, uwzględnili doświadczenie przodków. Twórczo potraktowali tradycję.

Nie bez powodu Piotr Iwicki informuje: „Lider o jazzowej trąbce wie wszystko (a może i więcej), staje się więc naturalnym kontynuatorem dobrej polskiej szkoły jazzowej tego instrumentu”. Z kolei Dionizy Piątkowski utrzymuje: „Jest w tej muzyce jakiś niewiarygodny powiew jazzu, blask muzyki Stańki, ale nie jest to li tylko owe »tribute«, lecz wyrafinowana estetyka piękna nowoczesnego jazzu”. Stąd i ogromny spokój, niesamowita pewność i moc w każdym dźwięku, również pojedynczym, najskromniejszym. Nierzadko one właśnie dominują.

Przyznam rację fizykowi, prof. Maciejowi Lewensteinowi, także wielkiemu pasjonatowi rodzimego jazzu (jest m.in. autorem kompendium „Polish Jazz Recordings and Beyond”), który stwierdził: „ta płyta […] jest [...] arcydziełem”. I w moim przekonaniu należy do tych pozycji, które powinno się mieć we własnej płytotece obowiązkowo.

Teraz przypominam ją zaś w związku z 5. rocznicą śmierci Tomasza Stańki. Być może nadarzy się okazja, by i jego twórczość tu omówić.


poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet — On The Road vol. 2 (2023)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski — saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela — fortepian
Marcin Jahr — perkusja
Jacek Niedziela-Meira — kontrabas
Andrzej Święs — kontrabas
Maciej Garbowski — kontrabas

On The Road vol. 2 (2023)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Szymon Stępnik

“Gdyby nie było wojny, zostałby zapewne dziedzicem fortuny rodzinnej i żył jak milioner. Mógł też zostać mecenasem z doskonałą praktyką u ojca. Równie dobrze mogło go wcale nie być, gdyby samochód ojca w ostatniej chwili nie uciekł sprzed jadącego do „Danzig” pociągu, a kilka lat potem brama kamienicy nie wytrzymała jako jedyna część budynku uderzenia bomby rzuconej ze sztukasa (...) Według praw danych mu przez władzę ludową powinien zostać kierowcą kombajnu lub traktora po ukończeniu wydziału mechanizacji rolnictwa – jedynego, na który pozwolono mu iść. W domu było jednak radio, a w nim audycje rozgłośni Monachium i kipiący z głośników jazz. Ptaszyn został więc artystą. Wbrew woli rodziny.”

Właśnie tak Jan Ptaszyn Wróblewski przedstawia siebie w notce biograficznej na stronie internetowej. Kim jest, wie chyba każdy miłośnik jazzu w Polsce. Znakomity muzyk, redaktor radiowy, promotor jazzu, a także ikona kultury. Cieszę się, że przypadł mi zaszczyt napisania kilku zdań o najnowszym wydawnictwie jego kwartetu “On the Road vol. 2”. Już wcześniej na łamach bloga Polish-Jazz Paweł Ziemba napisał znakomity tekst o pierwszej części niniejszego wydawnictwa, do którego lektury serdecznie zachęcam pod linkiem http://polish-jazz.blogspot.com/2023/03/jan-ptaszyn-wroblewski-quartet-on-road.

Mój redakcyjny kolega w piękny sposób opisał fenomen artysty oraz jego wielkość, opowiadając przy tym w ciekawy sposób o poszczególnych utworach. Gdybym miał napisać klasyczną recenzję tego wydawnictwa, musiałbym właściwie powtórzyć wrażenia Pawła, co nie miałoby przecież większego sensu. Nie śmiem też dokonywać analizy poszczególnych nagrań — nie czuję się na siłach i wstyd robić mi to w kontekście tak wielkiej osobistości . Zamiast tego postanowiłem napisać o tym, kim jest dla mnie Mistrz Ptaszyn i jakie emocje przyświecały mi podczas słuchania niniejszego krążka.

Na początek jednak kilka słów o wydawnictwie. On the Road Vol. 2 zawiera pięć kompozycji w wersji live, wyselekcjonowanych przez samego lidera: “Trzydzieści osiem” Jana Ptaszyna Wróblewskiego (nagrana w 2008 roku w Ostromecku na festiwalu Drums Fusion), “Doxy” Sonny’ego Rollinsa (nagrana w 2009 roku w Miejskim Domu Kultury w Słupcy), “Autumn Nocturne” Josefa Myrowa (nagrana w 2020 roku na Podlasie Jazz Festival w Białej Podlaskiej) oraz “Billie’s Bounce” Charliego Parkera i “We’ll Be Together Again” Carla T. Fischera (nagrane w 2003 roku w Klubie “Perspektywy” w Ostrowcu Świętokrzyskim). Wszystkie nagrania brzmią bardzo dobrze i gdyby nie oklaski publiczności, z łatwością można byłoby je pomylić z nagraniami studyjnymi.

Pisząc ten tekst, doszedłem do wniosku, że gdyby nie Jan Ptaszyn Wróblewski, prawdopodobnie byłbym zupełnie inną osobą, niż jestem obecnie.

Jak pewnie większość miłośników jazzu, nie zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Odsuwając na bok wszelkie jałowe dyskusje na temat tego czym w ogóle jazz jest, wychowałem się na rocku z lat 70-siątych. Na moich głośnikach gościli głównie Queen, Led Zeppelin i The Doors. Z rzadka słuchałem czegoś innego, tym bardziej że w czasach sprzed ery Internetu muzyka była trudno dostępna. Aby kupić jakiś album, musiałem jechać ok. 60 km do większego miasta, co wiązało się dla mnie z dużym poświęceniem i wydatkiem. Skupiałem się więc na tym co dobrze znam, a wiedzę o nowościach czerpałem z magazynów branżowych. Wtem, gdzieś w okolicach końcówki gimnazjum usłyszałem w radio charakterystyczne: “To są Trzy Kwadranse Jazzu, mówi Jan Ptaszyn Wróblewski”. Od razu zakochałem się w głosie prowadzącego, w jego pasji i poczuciu humoru. Charakterystyczne komentarze oraz zapowiedzi sprawiały, że niezrozumiała dla mnie muzyka jazzowa nabierała w końcu sensu. To, co wydawało się niegdyś chaosem, stawało się piękną całością. Postanowiłem słuchać audycji regularnie, a jazz stał się dla mnie przestrzenią komfortu.

To właśnie Ptaszyn opowiedział mi o tym, kim jest Miles Davis. To właśnie on wyjaśnił mi fenomen Ahmada Jamala oraz dzięki niemu poszedłem na swój pierwszy koncert w życiu (był to koncert “Atom String Quartet” w Częstochowie — przed tym, zanim panowie stali się sławni). Ten głos towarzyszył mi w najtrudniejszych chwilach spędzonych na nauce, kiedy to ze współlokatorem w akademiku siadaliśmy w każdy poniedziałek o godzinie 23:00 w kuchni i przy odpowiednim napoju wyskokowym słuchaliśmy propozycji Mistrza.

Niewiele miałem okazji, aby docenić Jana Ptaszyna Wróblewskiego w kontekście granej przez niego muzyki. Zmieniło się to w roku 2017, kiedy z redakcyjnym kolegą Jędrzejem Janickim wybraliśmy się do Poznania, gdzie grał koncert w auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Po występie udało wybrać nam się na backstage i zrobić wspólne zdjęcie. Podziękowaliśmy, pogratulowaliśmy, a Jan uśmiechnął się tylko, mówiąc:

Przyjechaliście aż z Łodzi? Trzeba było poczekać, aż sam tam pojadę :)

“Trzech Kwadransów Jazzu” słucham do dziś. To, że prowadzący nie zmienił się w żadnym calu, dodaje mi spokoju ducha oraz wzbudza podziw. Niesamowita pasja i radość z prezentowanej słuchaczom muzyki wciąż pozwala przetrwać mi wiele ciężkich dni.

Niejako przepraszając za powyższą prywatę, chciałbym wyjaśnić, że, właśnie takie obrazy widzę w głowie podczas słuchania krążka “On the Road vol. 2”. Nie skupiam się w pierwszej kolejności na muzyce, lecz właśnie na wspomnieniach, sentymencie i podziwie. Nie oznacza to oczywiście, że samym dźwiękom czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie! Ktoś może powiedzieć, że Ptaszyn zbyt bardzo tkwi w przeszłości i zbyt mocno trzyma się schematów. Cóż, może i rzeczywiście tak jest, ale cóż z tego? W każdym z utworów wybrzmiewa zarówno klasa, jak i doświadczenie muzyków. Co więcej, każda sekunda z tych nagrań przyprawiona jest pasją, wielką radością z gry. Mistrz już nic nie musi udowadniać — mógłby wycofać się z działalności publicznej, a przecież i tak uznawany byłby za kogoś wielkiego. Jan Ptaszyn Wróblewski wciąż jednak nie mówi ostatniego słowa. Koncertuje nieustannie, a jego audycja ostała się w radiowej Trójce. Cieszę się, że jest ktoś taki, jak on. Ktoś, kto łączy pokolenia i zaraża jazzem kolejnych słuchaczy.

Lider kończy krążek słowami: “Dziękuję Państwu”. To my dziękujemy. Dziękujemy Mistrzu, że wciąż pięknie grasz i z nami jesteś.


niedziela, 27 sierpnia 2023

Janusz Muniak, Joachim Mencel, Willem Von Hombrecht, Harry Tanschek – "Contemplation" (2015)

Janusz Muniak, Joachim Mencel, Willem Von Hombrecht, Harry Tanschek 

Janusz Muniak – saksofon tenorowy
Joachim Mencel – fortepian
Willem von Hombracht – kontrabas
Harry Tanschek – perkusja

 "Contemplation" (2015)

Wytwórnia: Inspirafon

Autor tekstu: Marcin Kaleta



Przedśmiertne tchnienie Mistrza.

Lipiec 2012 roku, Studio Koncertowe Radia Katowice. Między saksofonistą Januszem Muniakiem a towarzyszącymi mu muzykami: pianistą Joachimem Menclem, kontrabasistą Willemem von Hombrachtem i perkusistą Harry'm Tanschekiem zachodzi istne braterstwo dusz. Rejestrują dziewięć utworów: jeden lidera, jeden Komedy oraz siedem standardów. Album pt. "Contemplation" zostanie wydany w listopadzie 2015.

Dwa miesiące później, 31 stycznia 2016, Janusz Muniak umiera.

***

Miałem 15 lub 16 lat. Moim ulubionym przedmiotem była oczywiście matematyka. Nic a nic nie interesowałem się poezją ani nie kojarzyłem żadnego poety. Do momentu, aż pożyczyłem od przyjaciela "Literaturę na Świecie" 1973, nr 4 (24); jak się okazało, na wieczne nieoddanie. Tam mianowicie znalazłem wiersz, który odmienił mój świat(opogląd). Autorem był jakiś Austriak; miał kobiece imię i podobno cierpiał na leukemię (czyli Rainer Maria Rilke). Fragment zaś w tłumaczeniu Witolda Hulewicza brzmiał:

"Śpiewać to być.
...Śpiewać prawdziwie, ach to inne tchnienie.
Tchnienie dookoła niczego. Lot w Boga. Wiatr".

***

Tak właśnie zagrał na swojej ostatniej płycie Muniak. Jakby już wiedział i postanowił objawić całą przenajświętszą prawdę o życiu: "Tak szybko odchodzi, kochajmy je więc — bez pośpiechu" (moja parafraza fragmentu słynnego wiersza ks. Jana Twardowskiego).

Bogdan Chmura w "Jazz Forum", przyznając najwyższą notę, opisuje ten materiał następująco: "Całość utrzymana jest w konwencji nostalgicznej ballady. Dominują wolne tempa, przymglone barwy, wyciszona ekspresja – to muzyka o tęsknotach, przemijaniu, uczuciach, wspomnieniach, nadziejach".

Wkraczamy tutaj w krainę muzycznej baśni: zaczyna się przepięknie, a potem dochodzi do cudu. Rozpoczyna się opowieść o życiu, która dotyczy i nas. Opowieść o tych wszystkich starych, czarno-białych filmach, w których ścieżce dźwiękowej wykorzystano jazz; o tych klubach i barach, gdzie przebywaliśmy, gdy grano tam jazz; o tych audycjach i programach radiowych, podczas których emitowano jazz; o tych pocałunkach i czułościach, jakie bez jazzu obyć się nie mogą; o lekturach, z którymi przy akompaniamencie jazzu obcowaliśmy; o nocach i dniach uświetnionych przez jazz; o przedsięwzięciach, co to bez jazzu pozostałyby jedynie zamiarami; i tak do jazzowego końca, jeśli szczęście dopisze. A tam... tam zewsząd kind of blue & a love supreme.

Oby nie mylił się niemiecki kompozytor, Karlheinz Stockhausen, kiedy utrzymywał, że muzyka, którą słyszało się za życia, jest decydująca dla stanu duszy po śmierci.

Więc tym bardziej ta, jaką się wykonywało. Nie bez powodu Jarosław Czaja w "JazzPress" odniósł wrażenie, że "pan Janusz gra tutaj [...] przede wszystkim dla siebie".


piątek, 25 sierpnia 2023

Piotr Damasiewicz & Dominik Wania - The Way, The Truth, and The Life (2023)

Piotr Damasiewicz & Dominik Wania

Artur Olender – muzyka
Piotr Damasiewicz – trábka, adaptacja muzyki
Dominik Wania – fortepian, adaptacja muzyki
Tadeusz Mieczkowski – nagranie, mix, mastering

The Way the truth and the life (2023)

Autor tekstu: Maciej Nowotny


Piotr Damasiewicz i Dominik Wania w duecie? Wow. Każdy kto się choć nieco orientuje w polskiej muzyce musi przyznać, że taka nowina to elektryzująca wiadomość. Damasiewicz to niezwykle charazmatyczny trębacz, niekoronowany król polskiego folk jazzu, w bardzo oryginalny sposób łączący nowoczesny jazz kładący nacisk na swobodną improwizację z tradycją polskiej muzyki ludowej. Z kolei pianista Wania to jedna z ikon nowego pokolenia w młodym polskim jazzie, jeden z nielicznych obok Macieja Obary, Adama Bałdycha czy Marka Pospieszalskiego i paru innych, któremu udało się wejść do ekskluzywnego grona polskich muzyków rozpoznawanych na świecie. Potwierdzeniem tego statusu było nagranie autorskiego albumu dla kultowej wytwórni ECM Manfreda Eichera. I oto mamy tych dwóch niezwykle obiecujących muzyków, zawodników artystycznej wagi ciężkiej, grających materiał nikomu nie znanego twórcy, który to materiał wychodzi wydany własnym sumptem, bez wsparcia żadnej, nawet polskiej wytwórni i który ma wszelkie szanse przejść nie tylko na świecie, w Europie, ale nawet w Polsce bez echa! A byłaby doprawdy wielka szkoda, bo muzyka na tej płycie chociaż mało efektowna, to jest jedyna w swoim rodzaju, rzadko spotykana, bez wątpienia godna zatrzymania się, warta naszej uwagi.

Jaką rolę w jej powstaniu odegrał Artur Olender? Jego zdjęcie umieszczone jest pomiędzy zdjęciami Damasiewicza i Wanii. Na płycie nie znajdziemy na ten temat żadnych informacji poza lakoniczną informacją, że Olender jest autorem muzyki na albumie. W internecie znajdujemy informacje, że od ponad dekady  prowadzi własny zespół Buen Camino. Jego twórczość artystyczna ma silny związek z duchowością, a konkretnie jest "inspirowana treściami ewangelicznymi". Tytyły utworów poświadczają ten związek, ale nie jest on nachalny, artyści do minimum ograniczyli elementy pozwalające interepretować muzykę przez ten schemat, w ten sposób unikając propagandowej pułapki. Dzięki temu muzyka przemawia swoim własnym językiem, za pośrednictwem artystów dając świadectwo potędze ducha, ale czym jest ten duch, który ją przenika, na to pytanie dostajemy tutaj wystarczająco dużo przestrzeni by odpowiedzieć sobie sami.

Album składa się z aż dwóch płyt kompaktowych muzyki. Definiują go piękne, nieśpieszne dialogi trąbki i fortepianu. Trzecim instrumentem jest... przestrzeń. Muzyka bowiem została nagrana w legendarnym studiu koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego przez polskiego Rudi Van Geldera czyli inżyniera Tadeusza Mieczkowskiego. Także dzięki temu nagranie to może być śmiało umieszczone wśród takich pereł jazzu medytacyjnego jak kultowy "Taj Mahal" Tomasza Stańki czy niezwykły wydany niedawno Adama Pierończyka "Oaxaca Constellation". Muzyka skłania nas do zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie i skupienia na pełnej gracji, eleganckiej i subtelnej interakcji między dwoma instrumentami, na których grają wybitni muzycy, którzy jednocześnie traktują muzykę jako rodzaj epifanii. W każdym utworze dostajemy zagadkę do rozwiązania, na którą jak kiedyś Król Edyp sfinksowi, niełatwo jest znaleźć odpowiedź, bo dotyczy ona istoty człowieczeństwa. Każdy oczywiście musi znaleźć własną odpowiedź na te odwieczne pytania, ale w dzisiejszym zblazowanym świecie już samo ich postawienie i to w tak dojrzałej i wyrafinowanej formie artystycznej, zasługiwać musi nie tyle może na automatyczny szacunek, co na uwagę, i na skorzystanie z okazji by się na chwilę zatrzymać i nie przejść oby takiej perły obojętnie.

wtorek, 8 sierpnia 2023

Drogi Krajowe - Drogi Krajowe w Polsce (2023)

Drogi Krajowe

Michał Giżycki - bass clarinet, tenor saxophone
Dawid Dąbrowski - modular synthesizer
Maciej Karminski - drums, wheelbarrow
Ostap Manko - violin, electronics
Hubert Karminski - bass guitar, synthesize

Drogi Krajowe w Polsce (2023)

Autor tekstu: Jędrek Janicki

Frazesy o muzyce jako podróży zostawmy na uboczu. Podróż to podróż, liczy się sam akt przemieszczania, a jedyną jego dopuszczalną formę stanowi rowerowa galopada, tudzież cruising potężnym krążownikiem szos (pozdrawiam swoje Mitsubishi Colt z demonicznym silnikiem 1.1). To oczywiście moja opinia, wszak ponoć są tacy, którzy lubią się przemieszczać, o zgrozo!, pociągiem. Na szczęście Wasz Ulubiony Impro Zespół, Którego Jeszcze Nie Słyszeliście (zaraz się przekonacie o kim mowa) zdecydowanie wybiera transport kołowy. Kwintet Drogi Krajowe jedzie dokładnie tak, jak marzy mi się po nocach, lecz brak mi odwagi by zrealizować to w rzeczywistości.

Michał Giżycki, Dawid Dąbrowski, Maciej Karmiński, Ostap Mańko oraz Hubert Karmiński (mniejsza o to, kto na jakim instrumencie gra – to tylko didaskalia) posiedli tę tajemną moc, o której tak chętnie rozprawiał sam Tomasz Stańko. Chodzi mianowicie o umiejętność spalania się w improwizacji – choć w branży motoryzacyjnej dżentelmeni akurat o spalaniu nie rozmawiają. Panowie budują napięcie i kumulują energię, a gdy wydaje się, że sięgają już muzycznego haju, to nagle w dojmujący sposób całe to napięcie uwalniają, tylko po to by zaraz potem cały proceder powtórzyć. Posłuchajcie utworu DK10, który stanowi najpełniejsze przedstawienie ukazujące jak bardzo erotyczna muzyczna improwizacja przypominać może akt stopniowego zatapiania się w niekoniecznie w pełni skontrolowanej jeździe samochodem*. Kwintet posiadł jednak jeszcze jedną niezwykłą umiejętność. Muzycy ci, ku rozpaczy nieodżałowanego Parmenidesa, ukazują, że byt może wyłonić się z niebytu – to wskazywałoby jasno na to, że niebyt jednak istnieje, co dzielnego twórcę szkoły elejskiej przyprawić mogłoby o palpitację serca, albo chociaż o migotanie przedsionków. Słychać to (byt z niebytu, a nie palpitację) wyraźnie chociażby w utworze DK11, w którym z frenetycznej i pozornie nieskontrolowanej improwizacji wyłania się ambientowy pejzaż, który zachwyca swoją prostotą i surową siłą wyrazu.

Intensywność płyty Drogi krajowe w Polsce oraz niezwykła wręcz artystyczna furia w łączeniu akustyczno-elektronicznych tropów (z przewagą tych pierwszych) każą upatrywać w tym wydawnictwie bardzo mocnego kandydata do jazzowej impro płyty roku w Polsce. Srogość nastała. I dzikość. Na szczęście nie chodzi o dzikość serca, tylko o wściekłą potęgę wspólnego grania bez jakichkolwiek hamulców i ograniczeń. Leżę na łopatach (to w wersji dla działkowców), tudzież na łopatkach (to w wersji dla nie-działkowców). Jestem pod szczerym wrażeniem.

*Na płycie występują profesjonalni kaskaderzy, nie próbujcie tego w domu!


Zobacz też: