Translate

wtorek, 20 stycznia 2015

Leszek Kułakowski Quartet feat. Eddie Henderson - Cantabile In G-Minor (2011)

Leszek Kułakowski Quartet

Eddie Henderson - trumpet
Leszek Kułakowski - piano
Piotr Kułakowski - double bass
Jacek Pelc - drums

Cantabile In G-Minor

MULTIKULTI IMJ 004



By Adam Baruch

This is an album by Polish Jazz pianist/composer Leszek Kulakowski, recorded in a quartet setting with celebrated American trumpeter Eddie Henderson, bassist Piotr Kułakowski and veteran drummer Jacek Pelc. The album comprises of ten original compositions, all by Kułakowski. The music was recorded in 2006, but released only in 2011.

The music is set well within the mainstream Jazz boundaries, with clear melodic themes and pretty straightforward improvisations, all very well performed by the quartet members, but hardly innovative or challenging. Kułakowski is a very skilled weaver of melodies, and his slow melancholic themes are usually more moving than the mid to up-tempo numbers.

All the players are of course very experienced performers and the overall level of personal output is excellent. Piotr Kulakowski plays some beautiful bass riffs and holds the quartet together and Pelc is always doing what is expected of him in every situation. Leszek Kułakowski is a charmer, as usual, and his delicate piano chords and solo parts are heartwarming. Henderson, after playing Funk and Jazz-Rock Fusion for many years, is back as a post Bop player, doing a splendid job both on trumpet and Flugelhorn. However, in comparison to many Polish Jazz trumpeters, who appeared on the scene in recent years, his performances quite honestly a bit pale as to what one might expect.

All in all this is a fine mainstream album, which many Jazz fans should be able to enjoy and one that is definitely worth discovering. Perhaps not the strongest statement by Kułakowski to date, but this is definitely a valuable component of his splendid legacy so far.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Maseli/Baranski/Soltis - Sunshine Of Your Love (2014)

Maseli/Barański/Soltis

Bernard Maseli - Mallet Kat
Michał Barański - gitara basowa
Daniel ''Dano'' Soltis - perkusja

Sunshine of Your Love (2014)





By Robert Ratajczak
(http://longplay.blox.pl/html)

Bernard Maseli – wibrafonista, kompozytor, aranżer i pedagog jest liderem i założycielem formacji The Globetrotters a także muzykiem efemerydy powstałej z inicjatywy Krzysztofa Ścierańskiego The Colors, której płyta (''The Colors'', 2010) okazała się jednym z najciekawszych krążków 2010 roku. W przeszłości Maseli współpracował m.in. z zespołami: Walk Away i Young Power, oraz z Urszulą Dudziak, Michałem Urbaniakiem, Ewą Bem a także z Frankiem Gambale i samym Billem Brufordem, brał udział w nagraniu ponad 40 płyt firmowanych przez różnych artystów. Obecnie Bernard Maseli zaangażowany jest także we współpracę z gitarzystą Deanem Brownem (płyta ''Unfinished Business'', 2012), oraz koncertami z własnym programem.

Mimo iż duża aktywność Muzyka zaangażowanego w tak wiele projektów innych artystów wydawać się może niesprzyjającym okresem do tworzenia kolejnych własnych projektów, niezmordowany Maseli dwa lata temu powołał do życia trio MaBaSo -czyli Bernard MAseli, Michał BArański i Daniel Soltis. Pamiętam koncert tego tria jakiego byłem świadkiem w grudniu 2012 roku w poznańskim klubie Blue Note (15.12.2012). Wówczas miałem nadzieję, iż doczekamy się płyty będącej rejestracją dokonań tego projektu -i doczekałem się!. 

Z elektronicznym brzmieniem Bernarda Maseli miałem jakiś czas temu podobny problem jak z słuchaniem płyt gitarowych z zastosowaniem syntezatora (m.in. Pat Metheny i John McLaughlin) -grający na specjalnym instrumencie KAT, Maseli brzmi dzięki zastosowaniu elektroniki niczym muzyk grający na instrumentach klawiszowych. Do dziś nie mogę oswoić się na koncertach Bernarda z widokiem pałeczek i wibrafonu wobec dźwięku jaki elektronicznie przetworzony dociera do uszu słuchaczy.



Materiał jaki wypełnia tę koncertową płytę, zarejestrowany został w katowickim Old Timers Garage w październiku 2013 roku. Jej tytuł: ''Sunshine of your love'' pochodzi od utworu pierwotnie pochodzącego z repertuaru legendarnej grupy Cream. Na tym albumie MaBaSo zagrali go w zaskakującej i bardzo rozimprowizowanej konwencji. To zarazem najdłuższy utwór na płycie (ponad 14 minut!). Utwór tytułowy to jedyna ''obca'' kompozycja na płycie -pozostałe numery to autorskie dzieła lidera i inicjatora tego wyjątkowego tria -Bernarda Maseli. Uwagę zwraca świetnie rozbudowany, funkujący temat ''Why Not'', charakteryzujący się zmiennością nastrojów, zwiewnie i bezkonfliktowo mieniących się niczym w kalejdoskopie. Raz jako ballada, po chwili porywając nas funkującym rytmem.

''Vivi'' w swym głównym melodycznym nurcie, stylistycznie odwołuje się z kolei do tradycji orkiestr rozrywkowych emanując lekkością i płynnością melodii. MaBaSo to jednak zdecydowanie ''jazzowa orkiestra'', dlatego interpretacja ''Vivi'' pełna jest improwizowanych motywów. Swawolny charakter dominuje podczas ''Woopi'', a kończąca całość pachnąca subtelnie orientem kompozycja ''Sleeping Camel'' pozostawia nas w klimacie mogącym wywoływać skojarzenia z równoległym projektem, w jaki zaangażowany jest Bernard Maseli -The Colors. Na uwagę zasługuje doskonała gra świetnie odnajdującego się w funkowej konwencji Michała Barańskiego, niejednokrotnie nadającego utworom wyjątkowego pulsu i dynamiki.

Doskonale prezentuje się też warsztat słowackiego perkusisty -Dano Soltisa (znanego z płyt Agi Zaryan), kapitalnie brylującego zarówno podczas spokojniejszych, klimatycznych fragmentów jak i z werwą i niezwykłą energią zagranych solówek. Ostatnio perkusistę słyszałem w Poznaniu (22.03.2014) wraz z triem Briana Charette -jednego z najbardziej obiecujących wirtuozów Hammondów. Nie bez powodu Dano Soltisa, uważa się w ostatnich latach za jedno z największych europejskich odkryć.

W muzyce MaBaSo wypełniającej ten album, znajdziemy jazz, funk a nawet posmak rocka -a wszystko to podane w rozimprowizowanej, swobodnej konwencji, ukazującej ogromne możliwości i potencjał składu. Mam nadzieję iż ''Sunshine of your love'' to nie tylko zapis dokumentujący koncertowy projekt jednego z najbardziej oryginalnych dziś polskich artystów jazzowych, ale po prostu pierwszy album tria MaBaSo, po którym nadejdą kolejne firmowane tą nazwą.

Lion Vibrations - Friends (2014)


Lion Vibrations 

Friends (2014)
V005








By Piotr Bielawski 
(http://piotrbielawski.natemat.pl/)

Wiem, że wielu ma problem z takimi płytami. Niby do niczego nie można się przyczepić, jednak za każdym razem się zastanawiają, czy słuchana muzyka nie pachnie za bardzo rodzimą produkcją. Wychodzą bowiem z założenia, że nikt nie zagra tak samo doskonale danego stylu, jak muzycy, którzy naprawdę go stworzyli (specjalnie nie wymieniam gatunków muzycznych, do których mogłyby się odnosić powyższe obawy, aby pozostać przy reggae i jazzie, czyli najnowszej płycie Lion Vibrations). (...) Siedzą więc malkontenci i słuchają. I mówią: niby wszystko się zgadza, ale na pewno zabrzmiałoby o wiele lepiej, gdyby nagrali ten album jamajczycy albo muzycy amerykańscy. W wielu przypadkach mógłbym przyznać im rację, ale nie tym razem.

Płyta Lion Vibrations & Friends stanowi hołd złożony mistrzom wymienionych rodzajów muzyki. Genialne kompozycje, jak chociażby Work Song, Sing Sing Sing, Softly, as in a morning sunrise, Moanin', czy Take 5, stanowią wręcz kroki milowe w historii muzyki. Chyba nie muszę wymieniać nazwisk ich twórców, bowiem większość z tych utworów cieszy się nadal popularnoscią. (...)


Jak daleko jest muzyce jazzowej do reggae? Jak się okazuje, choć rzeczywiście stanowią odmienne światy, bliżej niż nam się wydaje. Przyznam, że od pierwszego przesłuchania byłem niezwykle pozytywnie zaskoczony wersjami kolejnych utworów. I choć nie jestem totalnym miłośnikiem polskiego reggae (dla jasności, nie jestem też negatywnie nastawiony do takiego grania), nie odczuwałem jakiegokolwiek dyskomfortu, bawiąc się doskonale i odkrywając na nowo poszczególne kompozycje.

Tak, najpierw poczułem zaskoczenie, słysząc, jak zagrali tak wielkie szlagiery światowej muzyki, a potem niezauważalnie zacząłem dojrzewać do myśli, że poszczególne ich wersje są naprawdę niezmiernie oryginalne. Zapewne to efekt doskonałych proporcji pomiędzy elementami jazzowymi, a użytymi rytmami reggae. Myślę, że niesamowite znaczenie ma także brzmienie tej muzyki, odwołujące się do kultowych, amerykańskich produkcji jazzowych.

Ważne jest również napisanie do kilku utworów polskich tekstów, choć przyznam, że w pierwszej chwili uznałem ten zabieg za bardzo ryzykowny, w myśl stwierdzenia, że "zbyt wiele grzybów w barszczu" zazwyczaj się nie sprawdza, a język polski zbyt często osłabia wartość genialnych przebojów. Tymczasem się okazało, że wymienione elementy stanowią spójną całość, w której jakikolwiek podział na style czy gatunki muzyczne nie ma żadnego znaczenia (nie powiem, że zupełnie się zaciera, gdyż raczej polega to na perfekcyjnym wyznaczeniu im granic). (...)

niedziela, 18 stycznia 2015

Daniel Toledo – Elapse (2014)

Daniel Toledo

Piotr Orzechowski - piano
Daniel Toledo - double bass
Joshua Wheatley - drums

Elapse

PRIVATE EDITION




By Adam Baruch

This is the debut album by Ecuadorian bassist/composer Daniel Toledo, recorded in a classic piano trio setting with excellent Polish Jazz pianist Piotr Orzechowski and British drummer Joshua Wheatley. The album presents five original compositions by Toledo and one standard composed by Miles Davis.

Orzechowski is of course one of the top young Jazz pianist in his country and in the last few years his activities have been documented mainly in the role of a solo piano player, therefore this recording should be of great interest to all Polish Jazz fans.

Toledo emerges on this debut recording as an excellent bassist of a highly personal style, which is characterized by groovy pulsations, which are usually produced by electric bass guitar rather than by the upright bass, and a danceable attitude, which most probably has its roots in his South American roots. But he is definitely also a highly talented composer and his tunes serve as ideal vehicles for the trio to explore and develop the basic melody lines into lengthy improvisations.

Naturally the pianist draws most of the listener's attention, as he is the main soloist here. Toledo made a wise choice combining forces with Orzechowski, as there are very few such versatile and skillful pianists as him. It's a pleasure to hear Orzechowski keep the groove and funky feel of this album alive, even on the slow pieces, which display a more lyrical approach.

Wheatley fits the bill perfectly, supporting the bass with his steady rhythmic patterns, keeping time and at the same time allowing for a lot of rhythmic fluidity, which makes the music much more interesting. This approach is strongly felt on the trio's interpretation of the Miles Davis composition, which is given a highly unusual treatment.

Overall this is definitely a superb debut effort, as well as one of the most personal/unique albums that I happened to listen to in 2014. Hopefully this trio will produce more of such gems in the future. I can't wait to see where it will all lead to. Nice work Gentlemen!

sobota, 17 stycznia 2015

Jazz In Polish Cinema - Out Of The Underground 1958-1967 (2014)

Jazz In Polish Cinema

Out Of The Underground 1958-1967

JOF002







By Maciej Nowotny 

If there is something like Polish jazz as a distinctive phenomenon (which is questioned by the likes of Tomasz Stańko or Michał Urbaniak) it is largely thanks to its close relationship with the movies. Fortunately for both these arts - music and film - starting from year 1956, marking the end of Stalinist era in Poland, up to year 1968, the great exodus of last of Polish Jews from Poland imposed by the communist authorities on mainly its own adherents, Poland for a short while regained a little of its freedom which enabled the renaissance of cultural life. Literature began to flourish once again providing great scripts picked up by young directors fascinated by achievements of Italian neorealism and French New Wave. All these combined with new generation of extremely talented actors adopting the theatrical techniques of Stanislawski into cinema in a manner of Hollywood superstars of that era like James Dean or Marlon Brando provided for emergence of the famous Polish School, arguably the golden era of movie industry in Poland.



But without jazz music this incredible creative leap forward would be impossible or at least incomplete. As Roman Polański remarked thinking about Krzysztof Komeda score for award winning "Rosemary's Baby": "He gave truth to my films. Without his music they would be meaningless".  And such a appreciation of the role not only of Komeda but of whole Polish jazz is not overstatement. One cannot imagine this epoch without jazz which is inextricably intertwined into the fabric of Polish history and culture. It was this moment in its history when jazz was something much more than just music. It was in fact a way of living. If somebody does not understand it he or she would also also not understand its current renaissance. Every Polish inteligent is brought up on these books, films and music. These are our roots. We can appreciate or question them but we cannot ignore them.



Because of all these reasons this album comprising 5 CDs and delivering ample selection of most notable jazz recordings from Polish movies cannot be anything but success. It is priceless for anybody who wants to plunge himself in the atmosphere of those years and feel the taste of times when yet NOT "everything was for sale". Today we live in a different era when jazz music manages (barely!) to survive only in niche, when good cinema is secluded to small cinemas or low cost cable TV channels. But on the other hand we have freedom of choice (something which at least between 1958-1967 in Poland was great luxury) and it is only up to us what kind of music we choose to listen. So do not hesitate: use your freedom well and you will not be disappointed, especially since this awesome album is beautifully edited, comprising excellently written, full of photographs lines notes (kudos to Adam Sławiński, Selwyn Harris and Monika Okrój!) which in itself is enough to justify the purchase of this outstanding release.

Wacław Zimpel To Tu Orchestra – Nature Moves (2014)


Wacław Zimpel To Tu Orchestra

Wacław Zimpel - clarinets
Paweł Postaremczak - saxophones
Dominik Strycharski - flutes
Jacek Kita - upright piano
Maciej Cierliński - hurdy-gurdy
Wojtek Traczyk - double bass
Mike Majkowski - double bass
Paweł Szpura - drums
Hubert Zemler - drums

Nature Moves

FOR TUNE 0036

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz clarinetist / composer / bandleader Wacław Zimpel and his nonet called To Tu Orchestra (the name is probably a wink in the direction of the legendary Warsaw club Pardon, To Tu), which includes saxophonist Paweł Postaremczak, flautist Dominik Strycharski, hurdy-gurdy player Maciej Cierliński, pianist Jacek Kita, bassists Wojtek Traczyk and Mike Majkowski and drummers Paweł Szpura and Hubert Zemler. The album includes six original compositions, arranged into three mini suites, of one, three and two parts respectively.

The music is in many respects a continuation of Zimpel's earlier work with the group Hera, which combines elements of avant-garde, Jazz and contemporary Classical music with World Music from all over the world. The strongest influence on this album is minimal music pioneered decades earlier by Philip Glass, Steve Reich, Terry Riley and others, which Zimpel embraces, most evidently in the first of the three mini suites but in fact throughout the entire album. The repeated structures returning cyclically, typical in minimal music, which are normally produced by electronic or acoustic orchestral patterns, are created here by World Music patterns, like Balinese gamelan music, slowly changing and intensifying until they reach a massive sound, but do not reach an expected crescendo. Minimalism continues to be present in the rest of the compositions, simply changing the geographic colorization, using Japanese, Middle Eastern and other folkloristic influences.

Zimpel is undoubtedly a master of atmosphere and building tension, which accompany his earlier work as well, but come to a fruition and perfection on this album. The large ensemble allows him to "paint" much denser multilayered vistas, which move freely in the World Music universe. The music does not actually get into Jazzy improvisation until the very last piece on the album, so listeners anticipating that facet of Zimpel's music are in for a disappointment.

What emerges here is a new type of minimal music which amalgamates the earlier forms of minimalism with World Music, creating a World Minimal Music. Zimpel evidently had a great fun creating this music and it is also very listenable, but the fundamental question as to what Zimpel wanted to achieve remains open, at least in my case. I have not been overwhelmed neither by the aesthetics nor by the musical result, which after all simply states nihil novi sub sole. But it is very well done for sure!

piątek, 16 stycznia 2015

Michal Tokaj Trio – The Sign (2014)

Michał Tokaj Trio

Michał Tokaj - piano
Michał Barański - double bass
Łukasz Żyta - drums

The Sign

HEVHETIA 0089




By Adam Baruch

This is the second album as a leader by Polish Jazz pianist/composer Michał Tokaj, one of the most well-regarded and respected musicians on the local scene, known primarily as accompanist, arranger and composer working with top Polish Jazz vocalists like Aga Zaryan, Szymon Makohin, Grzegorz Karnas and others, but also as member of distinguished instrumental ensembles led by Piotr Baron, Marek Napiórkowski, Janusz Muniak, Czech bassist Jaromir Honzak and others. The album was recorded in the classic piano trio format, with bassist Michał Barański and drummer Łukasz Żyta, the same lineup that recorded Tokaj's debut album "Bird Alone" a decade earlier. The music comprises of ten original compositions, nine of which were composed by Tokaj and the album's closing track, which was composed by the great Polish bassist/composer Darek Oleszkiewicz.

The music is brilliantly performed by the trio, which displays not only superb instrumental abilities but more importantly remarkable affinity and interplay, which is hardly surprising considering the fact that they have been playing together for so many years. Tokaj's piano playing here is somewhat different, as might be naturally expected, from his delicate accompaniments when playing along vocalists or other leading instrumentalists. It is much more assertive and focused, definitely more complex and adventurous, and yet still incredibly melodic, even during the condensed and expressive improvisational passages. Of course both Barański and Żyta deserve all the compliments for their intelligent and sympathetic, as well as technically exquisite support.

The music is a true delight from start to finish, a wonderful mixture of melody, lyricism and even romanticism combined with quite complex ventures into intensive improvisation and above all a lot of freedom and breathing space, which make this music crystal clear even during its most demanding moments. It's pretty obvious that Tokaj's gift as a composer and his incredible versatility earn his a well deserved position close to the top of the list of Polish Jazz composers.

For me this is easily the best "piano trio playing original music" album recorded in 2014, which is quite a distinction considering how much great music is produced on the Polish scene every year. As usual in such circumstances both a wholehearted recommendation to the fans to grab this gem ASAP and a humble expressions of gratitude towards the musicians are in order. Very well done indeed Gentlemen!

Enigmatik Quartet - Yanko (2014)

Enigmatik Quartet

Marcin Świderski - tenor & soprano saxophones
Jacek Cichocki - piano, keyboards, accordion
Piotr Filipowicz - double bass
Łukasz „Samba” Dmochewicz - drums
Mikołaj Wielecki - percussion
Michał Rudaś - vocal


Yanko 

By Maciej Nowotny

Ten kwartet to autorski projekt saksofonisty Marcina Świderskiego. Muzycy są mi właściwie nieznani, z wyjątkiem Piotra Filipowicza, który wydał w 2012 koszmarek zatytułowany "Tribute To Michael Jackson", i Mikołaja Wieleckiego, który z kolei pojawił się na naprawdę zacnym albumie tria Marcina Olaka "Crossing Borders". Zastanawiam się, co sprawia, że tej płyty nie da się słuchać? To prawda, że zagrane to jest przeciętnie - zbyt szybko i za głośno, że koncepcja wykorzystania muzyki ludowej czysto cepeliowska z ducha, że improwizacji, czegoś indywidualnego, niepowtarzalnego, zaskakującego po prostu na tym krążku nie uświadczysz. To chyba jednak nie jest jeszcze najgorsze. Przeraża po prostu płytkość, brak czegoś ciekawego do przekazania, jakiegokolwiek oryginalnego pomysłu. Zastanawia mnie, czego Ci muzycy w życiu słuchali, co czytali, co przeżyli? Jaką wiadomość chcą przekazać myślącemu, czujnemu i czującemu słuchaczowi? Tytuł mówi wszystko: "Yanko" - jakby muzycy w swoim umysłowym i duchowym rozwoju zatrzymali się na etapie lektur dla klasy piątej szkoły podstawowej. Zresztą posłuchajcie sami tej "podróbki" jazzu...


czwartek, 15 stycznia 2015

Wojciech Myrczek – We'll Be Together Again (2010)

Wojciech Myrczek

Wojciech Myrczek - vocals
Marcin Kaletka - saxophone
Michał Wierba - piano
Michał Kapczuk - bass
Sebastian Kuchczyński - drums

We'll Be Together Again

SST 002


By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz vocalist Wojciech Myrczek, recorded with his quintet which also includes saxophonist Marcin Kaletka, pianist Michał Wierba, bassist Michał Kapczuk and drummer Sebastian Kuchczyński. The album, recorded at Polish Radio Katowice, presents seven vocal Jazz standards.

Myrczek has a beautiful classic Jazz voice and his talent is immediately apparent even on this early recording, which obviously does not display his full palette, which he learned over time, as evident on his duo album with pianist with Paweł Tomaszewski, recorded four years later ("Love Revisited"). He does show his ability to learn the tricks of the trade, moving freely between singing lyrics (in English, problematic but tolerable), scat or vocally imitating bass lines.

On this album Myrczek still lacks his own personal style and expression, obviously imitating a plethora of influences and searching for the most appropriate path to find his own way. Nevertheless it still is a solid debut album, especially in view of the fact that male vocalists are a rare commodity on the Polish Jazz scene.

The instrumental support Myrczek receives from his cohorts is also very solid, nothing sensational but well played and supportive of him as a soloist. Wierba is the most gifted player and the players are all used to play together as members of the Wierba/Schmidt Quintet, therefore their performance as a unit is quite predictable.

Overall this album is a nice effort, capturing a young vocalist at the early stage of his career, which remains as a nice document of his musical biography.

środa, 14 stycznia 2015

Oleś Brothers & Christopher Dell - Komeda Ahead (2014)


Oleś Brothers & Christopher Dell

Marcin Oleś - double bass
Bartłomiej Oleś - drums
Christopher Dell - vibraphone

Komeda Ahead

FSR 01



By Maciej Nowotny

Po czym może człowiek poznać, że żyje? Mianowicie po tym, że wnerwia innych ludzi. Bo jedną z najważniejszych cech wszelkich działań kreatywnych jest, iż w nas - odbiorcach - wywołują dysonans poznawczy. Innymi słowy: irytują, drażnią, szarpią nerwy, złoszczą, gniewają, a przede wszystkim wyprowadzają z równowagi. Jeśli zatem człowiek żyje, czyli tworzy, mówiąc górnolotnie, przeciwdziała naturalnej dla Wszechświata skłonności do wzrostu entropii, to ten akt wywołuje sprzeciw otoczenia. Nie inaczej jest z muzyką, która jeśli chce być sztuką, a nie produktem użytkowym w rodzaju higienicznej podpaski, musi w pierwszym odbiorze budzić dyskomfort, sprzeciw, a nawet bunt.

I nie dziwiłbym się wcale, gdyby takie właśnie emocje wywołała najnowsza płyta braci Olesiów - Marcina i Bartłomieja - nagrana z niemieckim wibrafonistą Christopherem Dellem. Przypomina mi ona bowiem tę słynną Venus z Milo: perfekcyjną, nieskończenie piękną i... nieskończenie zimną. To tak jakby Einstein rzeczywiście był kobietą i jeszcze do tego dostał ciało Moniki Bellucci. Cały czar w postaci perfekcyjnych piersi, niezrównanych bioder, olśniewających pośladków jest rozpraszany przez spojrzenie, w którym jest zbyt wiele samoświadomości, patosu i jednocześnie kpiny. Na tej płycie spoglądamy na Komedę przez chwyconą odwrotną stroną lunetę, która zamiast nas do dzieła przybliżać, pozwala nam na to, co tak dobrze znamy, spojrzeć z oddali, wyrabiając sobie dystans. Doświadczamy tej muzyki orbitując z dala od siebie, od Ziemi, a przede wszystkim od... jazzu.


Jeśli bowiem coś zawdzięczamy Komedzie poza zgraną do nieprzytomności "Kołysanką" z "Rosemary's Baby" Polańskiego, której wykonanie powinno być obecnie surowo zabronione, to jest tym odwaga eksperymentowania, traktowanie muzyki jako swego rodzaju epifanii, w której już nie o rozrywkę chodzi, o miejsce na liście przebojów czy ilość sprzedanych singli, lecz o nas samych, naszą egzystencję, o jej sens w tym świecie, jak to nazwał pięknie Stańko - który zresztą wydanym w 1997 roku albumem "Litania" rozpoczął renesans zainteresowania Komedą - chodzi o "soul of things".

Przyjemnie jest pisać (a mam nadzieję, że też czytać), gdy trafia się na muzykę, która potrafi wzbudzić w słuchaczu taki rezonans. Dlatego zabraknie w tym tekście zwykłych w wielu recenzjach informacji o biografiach muzyków, o tym, jak kto zagrał na takim czy innym instrumencie, jakie utwory na warsztat wzięli muzycy, a nawet kto płytę wydał (chociaż o tym akurat warto wspomnieć, bo to pierwszy album - miejmy nadzieję, że będzie ich więcej - wydany przez powołaną przez Macieja Karłowskiego i Kajtka Prochyrę Fundację Słucham), ile minut trwa czy gdzie można ją kupić (nie wiem). Niekiedy bowiem najważniejsze jest po prostu dzieło sztuki i dlatego być może kiedyś ludzie nie dbali o podpisywanie swoich rzeźb, fresków czy wierszy, czuli bowiem, że są jedynie narzędziem, za pomocą którego wypowiada coś ważnego, coś nieodzownego, ktoś o wiele ważniejszy i sensowniejszy niż oni sami...

Zobacz też: