Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koryzno Sławek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koryzno Sławek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2026

TCQ - "It's Not a Fake, It's a Replica"

TCQ

Tomasz Chyła – violin
Emil Miszk – trumpet
Krzysztof Hadrych – guitar
Konrad Żołnierek – electric bass
Sławek Koryzno – drums, congas

Tytuł płyty: "It's Not a Fake, It's a Replica"

Wydawca: Alpaka  Records


Tekst: Maciej Nowotny

Polish Jazz Editor's Choice

Najnowsza płyta kwintetu robi dokładnie to, czego spodziewamy się po najwyższej jakości jazzie: zaskakuje, jednocześnie zachowując ciągłość artystycznej ewolucji jednego z najciekawszych jazzowych polskich combo. Zacznijmy zatem najpierw od tej "ciągłości", aby potem przejść do tego, co tygryski lubią najbardziej czyli niespodzianki, świeżości i zdziwienia, bez których nie ma jazzu.

środa, 17 grudnia 2025

Nene Heroine - "Mova"

Nene Heroine

Michał Zienkowski - gitara
Piotr Chęcki - saksofony, syntezator Roland Juno Ileś Tam
Tomasz Sadecki - bas, syntezator Moog
Sławek Koryzno - perkusja

Album: "Mova"

Wydawnictwo: Alpaka Records (2022)

Tekst: Piotr Banasiak


W życiu niejednego muzyka - a zwłaszcza muzyka jazzowego - może czasem nastąpić taki okres, w którym ww muzyk egzystuje głównie w oparciu o czekoladę gorzką oraz produkty ziołowe, choć niekoniecznie z tych oferowanych przez Herbapol. Ponadto w życiu niejednego polskiego muzyka średniego pokolenia pojawia się podejrzenie, że historia muzyki wcale nie zaczęła się od Radiohead. Powstaniu takiej sensacyjnej myśli może sprzyjać np. przypadkowe zetknięcie się z twórczością kapel takich, jak powiedzmy Żółw* albo Eksplozje Na Nieboskłonie*. Co więcej! Omawiany tu muzyk może niechcący natknąć się na ślad Legendarnych Różowych Kropek* albo Jastrzębiegowiatru*. Co więcej! Taka czekoladowoziołowa podróż poza drzwiami percepcji może naszego Artystę zaprowadzić hen, daleeeeeko w przeszłość, np. do Grupy 1860* albo nawet do Generatora Van der Graafa*!

środa, 22 maja 2024

Jerzy Małek – "Forevelle"

Jerzy Małek 

Jerzy Małek – trąbka
Dominik Kisiel – instrumenty klawiszowe
Krzysztof Łochowicz – gitara
Andrzej Święs – kontrabas
Sławomir Koryzno – perkusja
Maciej Kądziela – saksofon altowy (utwór nr 3)

"Forevelle" (2016)

Wydawnictwo: Kayax

Autor tekstu: Marcin Kaleta

— Nie pracujesz już?
— Idę tu, bo u ciebie ładnie gra.

No właśnie. Ilu muzyków potrafi tak zawezwać i zjednać, wręcz uwieść słuchaczy czy dokładnie: słuchaczki? Jerzy Małek na płycie "Forevelle" (2016) na pewno. W końcu o sobie twierdzi: "ja gram głównie dla pań". Mógłby konkurować z Chetem Bakerem.

To wyżej stanowi oczywiście żart, niemniej faktycznie gra łagodnie, uspokajająco. Jednak nie trywialnie czy banalnie, nie są to też melodie, tylko opowieści. Nie tworzy w nich "nastroju", lecz rozpościera aurę dźwiękową, przemawiającą całokształtem: sugestywną trąbką osadzoną na znakomitym podkładzie instrumentów pozostałych członków jego drużyny, którzy nie asystują a współdecydują o jakości. Jak tłumaczy autor: "Od pewnego czasu pracuję nad ukonstytuowaniem nowego brzmienia swojej twórczości, które jest niczym innym jak tworzeniem pewnego rodzaju kodu harmoniczno-melodycznego – żeby utwory były sugestywne pod względem bardzo konkretnego, indywidualnego emocjonalnego przekazu. Nieprzerwanie fascynuje mnie wyszukiwanie korelacji akordów, tonacji brzmień z emocjami i uczuciami".

Istna magia, którą zawdzięczamy: trąbce lidera, gitarze Krzysztofa Łochowicza, instrumentom klawiszowym Dominika Kisiela, kontrabasowi Andrzeja Święsa, perkusji Sławomira Koryzny oraz w jednym utworze (3) saksofonowi altowemu Macieja Kądzieli. Tych utworów mamy natomiast siedem, wszystkie skomponował Małek. Chociaż brzmią przyjemnie, nie są proste. "Prawda jest taka, że kocham piękno. Piękno odczuwam jako symetrię wszelkiego rodzaju proporcji, nie tylko w muzyce, ale także w innych formach sztuki oraz w otaczającym mnie świecie. A zatem interesują mnie także niuanse złożoności".

W ten sposób powstaje muzyka niezwykle wyrafinowana. "Bardzo sugestywna w przekazie – ma konkretną melodykę, kontekst harmoniczny i rytmizację. Jest to muzyka formy, bo ja jestem artystą formy". To powinno dobrze się kojarzyć wszystkim zainteresowanym literaturą.

Tych albumów Jerzy Małek wydał już kilka i wszystkie wydają się przyjemne, a co też ważne, doczekały się pozytywnych recenzji. Tę pozycję zaś przypominam, gdyż jako prezent dla naszych pań jest idealna, przez co i my, panowie, podwójnie zyskujemy podczas odsłuchu.

***

Wszystkie wypowiedzi trębacza pochodzą z wywiadu przeprowadzonego z nim przez Michała Dybaczewskiego pt. "Wielki magnes i kompas", [w:] "Jazzpress" 2021, nr 11.


środa, 17 stycznia 2024

Emil Miszk & The Sonic Sindicate - "Scratches For 8 Musicians"

Emil Miszk & The Sonic Sindicate

Emil Miszk – trąbka
Piotr Chęcki – saksofon tenorowy
Jakub Klemensiewicz – saksofon barytonowy
Paweł Niewiadomski – puzon
Michał Zienkowski – gitara
Mikołaj Basiukiewicz – fortepianKonrad Żołnierek – kontrabas
Sławek Koryzno – perkusja

"Scratches For 8 Musicians" (2022)

Tekst: Piotr Banasiak


Wydawnictwo: Alpaka

Trzeci album Syndykatu dowodzonego przez Pana Miszka. Zapis koncertu w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, który odbył się wiosną 2021 i który wydano w ekspresowym tempie - już latem 2022. Zatem i ja się dostosuję - opisuję moje wrażenie pod koniec roku 2023. Przynajmniej będzie okazja, aby fanom muzyki improwizowanej przypomnieć ten album. Album dość niezwykły z wielu względów. Co ciekawe: koncert ten, nagrany dla Programu Drugiego PR przez trzy lata można sobie było OBEJRZEĆ w internecie. Niestety - "Dwójka" to video niedawno usunęła. Zatem płyta pozostaje jedynym dokumentem tego wydarzenia.
 
Osoby Pana Emila i Jego kompanów nie ma potrzeby przedstawiać, bowiem powszechnie znane są: twórcze ADHD, stachanowska aktywność i mrówcza pracowitość środowiska artystów z okolic Zatoki Gdańskiej. Artystów takich jak Pan Emil - czyli grających jednocześnie w 50 projektach i myślących już o 50 następnych. Miszkowy Syndykat Soniczny debiutem "Don't Hesitate" i jego kontynuacją "Artificial Stupidity" zyskał uznanie amatorów muzyki błyskotliwej, modernjazzowo eklektycznej acz klasycznymi wpływami znamiennej. Niemniej ambitny lider przedsięwzięcia postanowił, że pora na zmiany, pora wymyśleć się na nowo. I wymyślił.

Pierwszą zmianę widzę na początku - trzymam w rękach album z bardzo intrygującą okładką. Okładki poprzednich płyt wpisywały się idealnie popularny w polskim jazzie trend pt. "zniechęcić do zapoznania się z zawartością". Tym jednak razem patrzy na mnie monochromatyczna ludzka głowa pokrojona w kromki, jak świeży chleb. Nic, tylko masłem posmarować. Pierwszy plus.

Druga zmiana to podejście do formy i receptury. W miejsce dość zwartych i ewidentnie zakomponowanych utworów Syndykat funduje nam 40sto minutową kolubrynę - suitę, podzieloną na 4 dłuuuugie, choć znacznie odmienne od siebie fragmenty. Od razu słychać, że jest to dzieło otwarte, dające pole do swobodnych improwizacyjnych wycieczek. Wg wykładni oficjalnej tytuł płyty pochodzi od terminu "from scratch" - od zera, od nowa. Ja się jednak skupiam na słowie "scratch" - szkic, albo - a co tam! - bazgroły. Zwłaszcza słychać to we części "III", czyli partytura złożona z kilku symboli na pięciolinii - i jedziemy panowie, w nieznane.

Trzecią zmianę także rychło można usłyszeć. Podniebny i "jasny" sax alt Pana Kuby Więcka został zastąpiony growlingiem saxu tenorowego Pana Klemensiewicza, co nadaje dźwiękom większej siły rażenia, zwłaszcza we fragmentach że tak powiem - bigbandowych. Kolejny plus.

A zatem suita - 40 minutowy fresk dźwiękowy. Otwierający "I" to nieśpiesznie rozwijający się z nicości opus, w którym usłyszymy wpływ muzyki współczesnej, z częstymi w twórczości Pana Miszka fragmentami progresywnymi, zwłaszcza w kulminacjach, kiedy dęciaki (ach ten puzon z barytonem) zapodają ciężką, crimsonowską riffownię. Następny, pełen powietrza i przestrzeni "II" spoczywa na barkach Pana Zienkowskiego. Najpierw jego gitara natarczywym ostinanto buduje niepokojący klimat i konstrukcję bazową dla pozostałych muzyków. Gdy zaś to ostinanto przejmie kontrabas, gitara zaczyna swój solowy - równie niepokojący - poemat. Jeśli "I" można opisywać słownictwem progresywnym, to "II" przywołuje nieco motorykę krautrockową. Fragment "III" - bardzo intuitywna wyprawa sonorystyczna na terytoria, które penetruję nie często, ale za sprawą albumów Pani Kamili Owczarek od pewnego czasu nabrały dla mnie specyficznego uroku i powabu. Zwieńczenie, czyli "IV" rozpoczyna się szaleństwami free Pana Chęckiego i kolegów, by stopniowo nabierać formy coraz bardziej uporządkowanej, w której moją uwagę zwraca bardzo barwna i zmienna gra perkusji Pana Koryzno.

Album ciekawy i nienudny, choć wymagający uwagi i skupienia. Nagrodą jest odkrywanie detali, smaczków oraz dowodów pomysłowości i wyobraźni muzyków, zwłaszcza w improwizacjach. Pan Miszk na pewno zaproponował coś nowego w muzycznym języku Sonic Sindicate - coś, co można rozwijać na koncertach. Czy tak w istocie nastąpi - to jest zupełnie inne zagadnienie. Dość powiedzieć, że o Sonic Sindicate od dłuższego czasu głucho i cisza w eterze... Trochę mnie to niepokoi...

Panie Emilu - sugestia ode mnie. Pan może zbierze chłopaków - tak wiem, że minęło kilka lat i niektórzy to już gwiazdy - ale może się uda. Pojedźcie w miejsce, które Pan doskonale zna - to z widokiem na Śnieżnik. Tam jakieś dobre fluidy są. Fajne płyty tam powstają. Powodzenia!

środa, 10 stycznia 2024

Tomasz Chyła Quintet - „Music We Like to Dance To”

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła – skrzypce
Emil Miszk – trąbka
Krzysztof Hadrych – gitara
Konrad Żołnierek – kontrabas, gitara basowa
Sławek Koryzno – perkusja

„Music We Like to Dance” (2023)

Wydawnictwo: Alpaka Records

Autor: Jędrek Janicki

Możecie się ze mną zgadzać lub nie (nawet nasz Naczelny pozwala nam na odważne sądy – Polish Jazz, wolne media ha!), lecz w Polsce zawsze brakowało grania jazz-rockowego. Niby pojawiały się jakieś delikatniutkie kapelki z nurtu fusion, które opierały się na wirtuozersko-wymuskanych rifficzkach (bo przecież nie solidnych riffach!) wygrywanych na tle monotonnej jak piłkarska Serie B pracy sekcji rytmicznej. Chlubnym wyjątkiem zawsze był zespół Niechęć, który, jak chłopaki sami twierdzą, jest raczej kapelą rockową z jazzowym instrumentarium. Samą Niechęcią człowiek jednak nie żyje, a oczekiwanie na ich kolejny album umiliło mi nowe nagranie kwintetu skrzypka Tomasza Chyły. „Umiliło”, co ja w ogóle bredzę, ci panowie po prostu rozerwali mi łeb!

I choć już poprzednia studyjna płyta kwintetu, zatytułowana przesadnie górnolotnie da Vinci (to ten włoski aktor??), zwiastowała nadejście ery rockowej, to jednak cała ta kumulowana energia z niezwykłą wręcz mocą wystrzeliła ku górze dopiero na Music We Like To Dance To. I choć wiem, że na płycie tej grają mistrzowie swoich instrumentów co się zowie (trębacz Emil Miszk, kontrabasista i basista Konrad Żołnierek oraz perkusista Sławek Koryzno), to dla mnie jednak album ten jest porywającym show dwóch innych wymiataczy – gitarzysty Krzysztofa Hadrycha i lidera całego zamieszania, czyli skrzypka Tomasza Chyły. Ten pierwszy balansuje na krawędzi rocka progresywnego spod znaku Roberta Frippa – gitarzysty rockowego, który być może jako pierwszy porzucił w tego typu graniu bluesa i uciekł w stronę jazzu i awangardy, nie stroniąc przy tym od naprawdę ciężkich brzmień. Hadrych absolutnie nie jest jednak w nawiązywaniu do tradycji odtwórczy! Wszak dodaje on do solówek bardzo wiele przesteru, sporo nieczystości, brzmień znanych bardziej czasami być może z estetyki noise, a wyjątkowa ognistość jego gry sprawia, że ta mieszanka to istny ładunek wybuchowy. O zaszczytne miano „sergioleonowskiego Johna Mallory’ego” z Hadrychem zaciekle walczy jednak sam Chyła. Ten bohater z kolei przypomina o starym dobrym Mahavishnu Orchestra – swoją grą nierzadko nadaje dynamikę i napędza poszczególne struktury. Jego rola jest jednak chyba nieco inna niż Hadrycha. Tak naprawdę ci muzycy wcale ze sobą nie walczą, a raczej założyli specyficzną spółkę – pozostając w klimacie mistrza Leone, dogadują się niczym Clint Eastwood i Eli Wallach z początkowej części filmu Dobry, zły i brzydki. Chyła dzieło zniszczenia rozpoczyna, podkłada dynamit, podpuszcza swojego młodszego kumpla. Tego, jak się pewnie domyślacie, zbyt długo namawiać nie trzeba. Ich muzyczny plan rozwałki jest jednak precyzyjnie przemyślany. Co więcej, wydaje się, że w pewnym sensie kontrolują oni nawet przypadkowość, a na pewno starannie wyznaczają ramy tego, w którym momencie może się ona pojawić.

Music We Like To Dance To zdecydowanie zapełnia pewną lukę w polskiej przestrzeni muzycznej. Jest niczym powiew ognistego, lecz krystalicznie świeżego wiatru. Kwintet Chyły staje się coraz lepiej funkcjonującym bandem, którego brzmienie po prostu porywa. Dołóżcie do tego naprawdę niezłe kompozycje i oto mamy prawdziwego, by posłużyć się językiem hiphopowego podziemia, bangera!

piątek, 17 lutego 2023

Carillon Electric Orchestra - Matter Of Reverberations (2021)

Carillon Electric Orchestra

Monika Kaźmierczak – carillon (karylion)
Emil Miszk - trąbka
Tomasz Chyła - skrzypce
Mikołaj Basiukiewicz - syntezator analogowy
Sławek Koryzno - perkusja, syntezator modularny

Matter Of Reverberations (2021)

Wydawnictwo: Alpaka

Autor recenzji: Piotr B.

Na początku przeprosiny - ten album wybłagałem u Szefa jeszcze latem zeszłego roku. Niestety - ku mojemu zaskoczeniu - w słoneczne dni i upalne noce nijak nie potrafiłem się z nim zestroić. Okazało się, że te dźwięki smakują najlepiej i przemawiają do mnie w takim czasie, w jakim zostały nagrane. Jest to Muzyka Spadających Liści. A dlaczego molestowałem Naczelnego o możliwość zrecenzowania tego albumu? Tutaj po raz drugi muszę przeprosić, konkretnie Pana Miszka i Jego kolegów - tym razem to nie o Panów głównie chodziło. Chodziło mi głównie o karylion i Panią Kaźmierczak.

Istnieją takie instrumenty, których dźwięk, jakże charakterystyczny ze względu na swoje składowe harmoniczne, powoduje natychmiastową miłość lub nienawiść do siebie. I tak jak w niebie prawdopodobnie zagrają nam harfy, a już na pewno wibrafony, tak w piekle z pewnością będą mnie torturować akordeonem. Jedni skrzypce czy mandolinę uwielbiają, inni ledwie tolerują. Tak samo jest z dzwonami. Nie pozostawią one słuchacza obojętnym.

Karylion - zestaw kilkudziesięciu dzwonów, wielki kilku - kilkudziesięciotonowy spiżowy monster, którego "klawiaturę" obsługuje się pięściami. Potrafi bardzo wiele. Raz zagra dźwiękiem potężnym, nieuchronnym i nieodwołalnym jak sąd ostateczny. Innym razem zadzwonmi trelem niczym skowronek gdzieś hen przestworzach. W jakimkolwiek otoczeniu dźwiękowym go usłyszymy, karylion z miejsca nada muzyce monumentalnego a zarazem pastoralnego charakteru. Instrument o 500-letniej historii, lokowany na wieżach kościelnych i ratuszowych. W Europie Zachodniej dość powszechny i trwały element miejskiego życia, dla przykładu w Holandii populacja karyliona to ok. 200 osobników. W Polsce gatunek rzadki i zdecydowanie endemiczny - wszystkiego raptem 5 okazów, z tego 4 sprawne, w tym 3 karyliony koncertowe w Gdańsku. Oswajanie krajowych karylionów to zdecydowanie domena pań, a gdańskim matecznikiem karylionowym zarządza od lat Pani Monika Kaźmierczak.

Poczynania Pani Moniki możemy obserwować tutaj. Jest to artystka nader interesująca, żądna przygód i nie bojąca się wyzwań. Jej koncerty obejmują szerokie spektrum: od baroku do muzyki współczesnej, od Bacha do Zygmunta Krauze i ACpiorunDC. Jeśli trzeba, to jedynym w Polsce karylionem mobilnym (kilkutonowe maleństwo z 48 dzwonami zainstalowane na przyczepie samochodowej) rusza w plener na wspólne koncerty z DJami techno, a nawet takie audiokstrema, które mój afekt do twórczości Pani Moniki wystawiły na najcięższą próbę . Osobnym i bardzo ciekawym rozdziałem jest współpraca karylionistki z członkami grupy Tubicinatores Gedanenses, przybliżająca słuchaczom tradycyjną muzykę miejską, chorały grane przy różnych uroczystościach, a także nowe kompozycje na karylion i trąbki historyczne. Całą gamę aktywności i kolaboracji Pani Moniki dokumentują bardzo interesujące płyty, które można znaleźć w wydawnictwach Anaklasis, Ars Sonora, albo hurtem - w witrynie Sklepu Muzeum Gdańska. Co ważne - członkiem Tubicinatores Gedanenses jest m.in. Wulkan Pomysłów Gdańskiej Sceny Impro: wszędobylski Pan Emil Miszk. Wydaje mi się, że to właśnie Pan Emil wpadł na pomysł: "ożeńmy karylion z jazzmanami!".
 
Przepis był taki. Bierzemy pięć fragmentów karylionowego cyklu „Ludus Modalis” pióra Belga Geerta D’Hollandera oraz jeden utwór litewskiej kompozytorki Lorety Narvilaitė. Pani Monika zagra je zgodnie z partyturą. To będzie nasz punkt wyjścia. Bierzemy wdzięczne akustyki: trąbkę, skrzypce. Bierzemy perkusję. A co z "dołem"? Karylion to potęga w niskich częstotliwościach, zdominuje nam kontrabas. To może organy? Oliwskich nie pożyczą, nawet Panu Miszkowi, odpada. To weźmiemy syntezator z tłustym analogowym brzmieniem, coś w deseń mooga. Panowie - strzał w dziesiątkę!
Dźwięki karylionu nie zostały obudowane, czy też oblepione tkanką pozostałych instrumentów. Karylion, nie tracąc swego unikalnego charakteru, znakomicie wtopił się w skład, wchodząc w dialogi, unisona i inne relacje z pozostałymi, równoprawnymi instrumentami, co dało wspaniały i bardzo uniwersalny pejzaż dźwiękowy. Podkreślam: UNIWERSALNY.
 
Album spokojnie mógłbym polecić na każdym forum zwolenników muzyki progresywnej. Oczywiście co bardziej zaczadzeni fanatycy zwiewnoszatnych symfonzimów w pierwszym odruchu zawyli by sakramentalne "Carillion bez Fisha to już nie to samo", ale sądzę, że już przy otwierającym płytę "Spring Morning" zbierali by szczęki z podłogi. Karylion zapodaje żwawy temat w ciekawym metrum, za chwilę dochodzą pozostałe instrumenty i słuchamy rzeczy, za które Genesis czy Curved Air daliby się pokroić, a Robert Fripp przybiłby piątkę! Werwa, dynamika, polot, niespodziewane i dające oddech wdzięczne interludium skrzypcowe. A chwilę przedtem świetne, swobodne, jakby od niechcenia solo Miszkowej trąbki. Równie prześwietnie Pan Miszk zasoluje w "Sorrowing". Jest też miejsce na jakże miłą symforockowym uszom syntezatorową emersoniadę. Ani sekundy nudy.

Większość utworów na tym albumie jest równie wielowątkowa. Choćby "Reflections", w którym rozgrywa się jakiś dramat. Na początku karylion, skrzypce i trąbka równocześnie snują swoje kantyleny, ich linie splatają się, tworząc aurę jesiennej zadumy... Nagle to wszystko burzy kanonada perkusji i napastliwa moogowa tyrada, rozgrywa się gwałtowna walka dźwiękowa syntezatora z trąbką i skrzypcami krzyczącymi jak wystraszone ptactwo... po chwili jest po wszystkim. Bitewny kurz opada, a na placu boju pozostaje zwycięski moog niezdarnie i nerwowo dialogujacy z karylionem...

Tak się składa, że poza "Spring Morning" pozostałe kompozycje tworzą zdecydowanie molowy, oniryczny, jesienny nastrój. W "Reflections" wręcz elegijno - epitafijny. Moja propozycja dla Artystów: odpalcie karyliona mobilnego i pojedźcie z tym materiałem na coroczny festiwal do Bolkowa. Fani gotyku nareszcie posłuchaliby naprawdę wartościowej muzyki.

Bardzo ciekawie wpada kompozycja "Layers". Utwór ten byłby prawdziwą ozdobą dorobku Depeche Mode z najlepszych lat '86 - '87. To wrażenie potęguje okoliczność, że zamiast perkusji puls utrzymują tu dźwięki rodem z przepastnej biblioteki sampli Alana Wildera. Jestem zaskoczony. Nie podejrzewałem starych jazzowych wyjadaczy o takie inspiracje, na dodatek - na moje oko - Pani Moniki na pewno jeszcze wtedy na świecie nie było. Ale - u Depeszów nigdy nie usłyszałem tak pięknie grających skrzypiec i trąbki, no i gdzie tam Depeszowemu dzwoniącemu złomowisku z Emulatora do soundu karyliona!

Nie zapominajmy jednak, że karylion jest instrumentem nierozerwalnie związanym z organizmem miasta, wtopionym w jego krajobraz dźwiękowy. Wtopionym tak dalece, że codzienny, systematyczny głos karylionowych dzwonów może stać się np. dla Gdańszczanina niewyróżnialnym już fragmentem miejskiego zgiełku, składnikiem semantycznego szumu. I odwrotnie - gdzieś tam wysoko na wieży słyszymy szum wiatru, krzyki ptaków oraz dobiegające z dołu odgłosy wielkiego ludzkiego mrowiska, które po jakimś czasie stają się oczywistym elementem spektaklu dźwiękowego, jaki za sprawą karylionu w tej wieży się odgrywa. O tym opowiada utwór "Matter Of Reverberations" i ten aspekt jest "drugim dnem" zamykającego płytę "Bell Speaks Into Silence". Wystarczy posłuchać ich odpowiednio głośno. O tak. Pogłos ma znaczenie...
 
Zderzenie czy też zespolenie wiekowego instrumentu pastoralnego, wdzięcznych solowych instrumentów akustycznych oraz najnowszego katalogu elektroniki dało w moim przekonaniu fantastyczny efekt. To samo mogę powiedzieć o "przyprawieniu" form zakomponowanych elementami improwizowanymi. Powstał album, którego konteksty historyczne, kulturowe i bogactwo muzyczne można niespiesznie odkrywać, a niuanse smakować. Będę kibicował dalszej współpracy Pani Kaźmierczak z gdańskimi improwizatorami. Mam nawet kolejną propozycje dla Artystów. Jak wiadomo, już barok improwizacją stał. Pamiętając o tym, może następnym razem Panowie stworzycie formę, a Pani Monika zaszaleje we free solówkach? Ja chętnie bym posłuchał!

piątek, 1 października 2021

Daniel Nosewicz - The Shining (2021)

Daniel Nosewicz

Daniel Nosewicz - kompozycje, orkiestracje, gitara
Szymon Łukowski - tenorowy, saksofon sopranowy, flet altowy
Michał Ciesielski - fortepian
Konrad Żołnierek - kontrabas
Sławek Koryzno - perkusja
Jerzy Małek - trąbka, flugelhorn
Budapest Scoring Orchestra
conductor: Daniel Nosewicz


The Shining (2021)


Tekst: Maciej Nowotny

Jazz zawsze był związany i to mocno z muzyką klasyczną, w szczególności symfoniczną. Śledzenie ich różnych związków samo w sobie byłoby rzeczą fascynującą. Temat na pewno na książkę, a nie krótki tekst, ale tu wystarczy powiedzieć, że ta dwa elementy - jazz i muzyka klasyczna - mogą jak dwie chemiczne substancje wchodzić w różnego typu reakcje, przekształcać się nawzajem, tworząc coś nowego, udowadniając tym samym, że cały czas są żywe i potrafią się aktualizować. To nagranie spokojnie można zaliczyć do tej właśnie kategorii, przy czym jego charakterystyka jest taka, że jazz i muzyka klasyczna istnieją tu obok siebie, zachowując swoją odrębną tożsamość. Z jednej bowiem strony mamy Budapest Scoring Orchestra, a z drugiej kwintet jazzowy w składzie: Daniel Nosewicz grający na gitarze, Szymon Łukowski na saksofonie i flecie, Michał Cisielski na fortepianie, Konrad Żołnierek na kontrabasie, Sławek Koryzno na perskusji i - gościnnie - Jerzy Małek na trąbce. 

Ale głównymi aktorami - poza muzykami grającymi bez wyjątku na fantastycznym poziomie - są kompozycje i orkiestracje Daniela Nosewicza. Ich poziom jest po prostu kosmiczny! Aż głupio jest pisać, że ta płyta jest jego debiutem. Ponieważ w tej trudnej sztuce aranżacji, uwzględniającej specyfikę brzmienia orkiestry symfonicznej i jazzowego kombo, Nosewicz reprezentuje poziom po prostu mistrzowski, nie do uwierzenia wręcz jak na tak młodego człowieka, w sumie nieznanego szerokiej publiczności, a nawet niektórym tzw. "znawcom" (jak np. piszącemu te słowa).

Ok, wszystko dobrze, ale jak brzmi sama muzyka? Najłatwiej mi określić ją jako ścieżkę dżwiękową do nieistniejącego filmu. Przy czym byłby to film nakręcony z iście hollywoodzkim rozmachem. Byłoby w nim wszystko: radość życia, odkrywania nowych lądów, ludzi, dzika zabawa, miłość, ale i nostalgia, smutek, wzruszenie, nawet patos. Byłby to film niesłychanie atrakcyjny wizualnie, ale mądry, humanistyczny, trzymający w napięciu, a jednocześnie taki który zastanawia, nie pozostawia obojętnym, sprawia że po wyjściu z kina wracamy do pewnych wątków, nie przestajemy stawiać sobie pytań. Słuchając tej muzyki nie trzeba wielkiej wyobraźni by to wszystko ujrzeć, muzyka jest tak komunikatywna i sugestywna, że obrazy same stają przed oczami.

A zatem na polskiej scenie mamy nowy wielki talent orkiestracyjny i aranżatorski. My słuchacze wiele możemy jeszcze dobrego od Nosewicza oczekiwać. Zdecydowanie tym albumem udało mu się zabłysnąć, co też być może było jego intencją, tak przynajmniej sugeruje jedno z możliwych odczytań tytułu tej płyty. Ale jest to debiut tej jakości, że samo ciśnie się na usta pytanie: co dalej? Co nas czeka po tym oszałamiającym pokazie kompozytorskiej i orkiestracyjnej biegłości? Co Nosewicz będzie chciał zakomunikować, powiedzieć nam od siebie, co bedzie czymś jego własnym i jednOcześnie będzie ważne dla nas? Życzę mu z całego serca, żeby tę własną ideę, przekaz znalazł, ale co to będzie to się dopiero okaże i doswiadczenie uczy, że jest to kto wie czy nie najtrudniejsza do odkrycia część rzeczywistości jaką jest bycie artystą. Powodzenia. 

sobota, 4 września 2021

Michał Bąk Quartetto - Fortress (2021)

Michał Bąk Quartetto

Michał Bąk - doublebass
Emil Miszk - trumpet
Jakub Klemensiewicz - tenor saxophone
Sławek Koryzno - drums

Fortress (2021)

Alpaka Records

By Maciej Nowotny

Początkowo myślałem, że jest to debiut Michała Bąka, bo nie miałem okazji słuchać jego pierwszej płyty zatytułowanej po prostu "Quartetto". Adam Baruch skomplementował wtedy ten album na łamach naszego bloga w swojej recenzji, a sam album uznaliśmy za jeden z najlepszych debiutów w tamtym roku, umieszczając go w prestiżowej kategorii FOCUS ON DEBUT. Ja jednak myślałem, że jest to debiut Michała i byłem po prostu wniebowzięty poziomem tej płyty. Teraz wiedząc, że debiutem nie jest, mój podziw wcale nie maleje, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że mamy do czynienia z w pełni dojrzałym artystą, otoczonym grupą wyśmienitych muzyków, którzy nagrali jeden z najlepszych materiałów jaki do tej pory, w tym roku 2021, miałem okazję słyszeć w polskim jazzie.

Na czym polega unikalny charakter tej muzyki? Jest ona bardzo, ale to bardzo zgrabnym połączeniem czterech nurtów. Na pewno mamy tu szeroko pojęty mainstream, ale mainstream nowoczesny, troszkę taki nowojorski. Niekiedy nawet spod znaku Hell's Kitchen, bo nie brak w tej muzyce nawiązań do estetyki awngardowej, okazjonalnych free jazzowych z ducha odjazdów, indywidualnych jak zespołowych improwizacji. Ale zasadniczo wszystko jest tu pod kontrolą mówimy raczej o inspiracji, nie jest to muzyka chaotyczna, spontaniczna ze wszystkimi tego konsekwencjami, najcześciej wątpliwej wartości. Nie, tu mamy koncepcję i dobrane do niej odpowiednie środki, improwizacja i eksperymenty pełnią rolę wobec tej koncepcji służebną, tak na przykład było u Stańki z ery ECM, co chyba przesądza sprawę mojej opinii o tym podejściu.

Ale jest jeszcze coś poza tym równie ważnego. W muzyce tej bowiem bardzo silnie obecne są elementy duchowości (zresztą tytuł płyty do tego nawiązuje, co wyjaśnia cytat z Psalmu 62, 2-3)/ Tylko nie tak jak u wielu naszych jazzamanów, takiej spod znaku katolicko-częstochowskiego, a po prostu duchowości czysto artystycznej, muzycznej i jazzowej. Ten nurt w jazzowym świecie uoasabiają John i Alice Coltrae, Sun Ra, William Parker, David Murray, w ogóle całe środowisko AACM, a z białych np. Charles Loyd czy Joe Zawinul. W Polsce ten kierunek też był eksplorowany w latach 70-tych przez Stańkę, a bliżej czasów współczesnych np. przez Wacka Zimpla. 

Ostatni wreszcie nurt obecny na tym krążku to sakralna muzyka klasyczna, co jest logicznym i jakże odpowiednim nawiązaniem mając na uwadze to co zaznaczyłem w powyższym akapacie. To przecież Monteverdi, Mozart, Bach czy Haendel byli mistrzami takiej muzyki zanim stała się ona domeną salonów za czasów Chopina, Lista, Schuberta czy Brahmsa. Stąd muzycy cytują wprost z Haendela, a momentami brzmią nie jak zespół grający muzykę współczesną, czy jazz w szczególności, ale jak quartetto (odpowiednia to nazwa dla tego zespołu) grający niemal muzykę dawną, oczywiście bez popadania w inną estetykę, trzymając cały czas stylistyczny fason, jedność czasu i miejsca. Podsumowując: miałem ciarki słuchając tego krążka, kapitalna muzyka, do której mam ochotę wracać po wielekroć. Brawo!


poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Zapowiedź debiutanckiej płyty kompozytora i gitarzysty Daniela Nosewicza


We wrześniu 2021 r. będzie miała miejsce oficjalna premiera debiutanckiej płyty kompozytora, aranżera, dyrygenta i gitarzysty Daniela Nosewicza. W nagraniu albumu udział wzięli czołowi polscy muzycy jazzowi: pianista Michał Ciesielski, saksofonista i klarnecista Szymon Łukowski, kontrabasista Konrad Żołnierek i perkusista Sławek Koryzno, a także Budapest Scoring Orchestra. Gościnnie na płycie usłyszymy również trębacza Jerzego Małka. Miks i mastering materiału wykonał trzykrotny zdobywca nagrody Grammy, Dave Darlington.

Daniel Nosewicz - kompozytor, aranżer, dyrygent i gitarzysta. Urodził się 4 maja 1987 r. w Lidzbarku Warmińskim, gdzie ukończył I stopień Państwowej Szkoły Muzycznej w klasie fortepianu i gitary klasycznej. Edukację muzyczną kontynuował w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia w Olsztynie w klasie gitary Adama Giski. W 2013 roku ukończył studia z wyróżnieniem w Akademii Muzycznej w Gdańsku na kierunku Jazz i Muzyka Estradowa w klasie aranżacji i kompozycji prof. Leszka Kułakowskiego oraz w klasie gitary jazzowej dr. Macieja Grzywacza. W latach 2010/2011 student Royal Conservatoire de Musique de Bruxelles na Wydziale Jazzu w ramach programu Erasmus.

Laureat wielu konkursów międzynarodowych i ogólnopolskich, m.in: I NAGRODA na VII Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Krzysztofa Komedy (2013 r.), finalista The 1st Annual Young European Bigband Composer Competition w Kopenhadze (2013 r.), Oticons Faculty Film Music Competition 2016r., Young Talent Award 2015 r., laureat programu stypendialnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Młoda Polska" (2020), laureat Stypendium Artystycznego Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego (2011 r.), II NAGRODA na Big Band Festival w Bydgoszczy (2009 r.), II NAGRODA na Ogólnopolskim Festiwalu Big Bandów w Nowym Tomyślu (2010 r.). 

W 2014 roku odbyła się premiera jego koncertu na gitarę i orkiestrę symfoniczną w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej podczas IX Międzynarodowego Kursu i Konkursu Gitarowego w Olsztynie. W 2015 roku aranżował i dyrygował orkiestrą podczas koncertu w 100. rocznicę urodzin Franka Sinatry w Operze Leśnej w Sopocie, gdzie wystąpili m. in. Kasia Cerekwicka, Kasia Wilk, Łukasz Zagrobelny, Sławek Uniatowski. Dyrygent, aranżer i kierownik muzyczny telewizyjnego programu "Hit Hit Hurra!" w TVP1, w którym występował m. in. z Edytą Górniak, Kayah, Natalią Szroeder, Zbigniewem Wodeckim, Ryszardem Rynkowskim, Michałem Szpakiem, Sound’n’Grace.

W 2016, 2017 i 2018 roku podczas festiwalu Blues Na Świecie dyrygował i aranżował dla czołówki europejskiego i światowego bluesa. W koncertach wzięli udział m.in.: Frank McComb, Lachy Doley, Matt Schofield, Mike Andersen, Sari Schorr, Ben Poole, Henrik Freichlader, Innes Sibun, Stanisław Soyka, Grażyna Łobaszewska, Natalia Przybysz i inni. W sierpniu 2018 r. jako aranżer i dyrygent wystąpił wraz z Orkiestrą podczas transmitowanego koncertu "The Best Of Sopot" w ramach Sopot Top Of The Top Festival, towarzysząc gwiazdom polskiej estrady. Na scenie Opery Leśnej wystąpili: Edyta Górniak, Natalia Szroeder, Kasia Kowalska, Kasia Cerekwicka, Patricia Kazadi, Kasia Wilk, Izabela Trojanowska, Sławek Uniatowski, Andrzej Piaseczny, Andrzej Dąbrowski oraz zespoły: Feel, Pectus i grupa VOX.

27 grudnia 2018 r. odbył się koncert "Muzyka Wolności" z okazji setnej rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Na Stadionie Miejskim w Poznaniu wystąpili Perfect, Kayah, Edyta Górniak, Lady Pank , Andrzej Piaseczny, Maryla Rodowicz, Natalia Kukulska, Margaret, Kamil Bednarek, Natalia Szroeder, Kasia Kowalska, Michał Szpak, Varius Manx & Kasia Stankiewicz, Anna Wyszkoni, Lombard, Cleo, Stanisław Soyka, Sebastian Riedel, Kasia Wilk & Mezo, Sztywny Pal Azji, Ola Gintrowska oraz orkiestra symfoniczna pod kierownictwem muzycznym: Adama Sztaby, Daniela Nosewicza i Nikoli Kołodziejczyka. Organizatorem koncertu był Samorząd Województwa Wielkopolskiego. Wydarzenie było transmitowane przez telewizję TVN.

sobota, 3 kwietnia 2021

Tomasz Chyła Quintet - da Vinci (2021)

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin, voice
Emil Miszk - trumpet, percussion
Krzysztof Hadrych - guitar
Konrad Żołnierek - double bass
Sławomir Koryzno - drums, modular synth
with Vocal Ensemble Art'n'Voices

da Vinci


ALPAKA 014

By Krzysztof Komorek

Tomasz Chyła, trzy lata po znakomitym poprzednim studyjnym albumie swojego kwintetu, prezentuje nowy materiał, podobnie do poprzednich projektów, zaskakując wieloma złożonymi aspektami najnowszej produkcji. Pierwszą niespodzianką są personalia. Ze starego składu zespołu pozostał tylko perkusista  Sławek Koryzno. W prezentowanych tu nagraniach skrzypkowi towarzyszyli: kontrabasista Konrad Żołnierek, znany już z poprzedniego cyfrowego wydawnictwa z rejestracją występu w Studiu Koncertowym Trójki, trębacz Emil Miszk, muzyk o ugruntowanej renomie zarówno sidemana jak i lidera, którego śmiało można zaliczyć do czołówki krajowej sceny jazzowej, oraz debiutant Krzysztof Hadrych, gitarzysta, student Tomasza Chyły. 

Sięgnąwszy wstecz w historię artystycznych działań lidera kwintetu, można skonstatować, że z nowym składem powracają znane już z początków kariery skrzypka personalne konfiguracje. Na płycie wystąpił również zespół wokalny Art'n'Voices, którego członkiem jest na co dzień Chyła. Warto przy tym wspomnieć, że  prowadzi on jako dyrygent również dwa inne chóry, których udział w projekcie "da Vinci" był planowany, jednak powstrzymany został przez pandemiczne ograniczenia. 

Poprzednie studyjne nagrania skrzypka ("Circlesongs") koncentrowały się na formie. Tym razem tytuł płyty sugeruje, że koncepcja artystyczna zasadza się na inspiracji postacią Leonarda da Vinci. Nawet materiały prasowe kierują uwagę odbiorcy ku zbieżności istnienia niezliczonych talentów da Vinciego z artystyczną wszechstronnością lidera kwintetu. Sam Tomasz Chyła w wywiadach nie ucieka od takich interpretacji, deklaruje jednak, że album bardziej odnosi się do zainteresowania całym okresem renesansu. 

Słynny artysta jest tu więc przywołany jako postać symboliczna, co do istotności której dla epoki odrodzenia, ale i dla historii ludzkości, wątpliwości mieć trudno. Przed słuchaczem (i jednocześnie recenzentem) koncepcyjność płyty otwiera liczne możliwości snucia analogii i odniesień. Trzeba oczywiście uważać, by w tych enuncjacjach nie popaść w pułapkę przesady. Jednak można śmiało stwierdzić, że zarówno założenia albumu, jak i gotowe już kompozycje (w formie w jakiej znalazły się na płycie) tego typu rozważaniom sprzyjają.   

Tytuły utworów odnoszą się raczej do renesansowych obszarów zainteresowań i działań mistrza Leonarda i jemu podobnych. Nie ma w nich bezpośrednich nawiązań - poza jednym wyjątkiem - do konkretnych prac. Ów wyjątek to druga na płycie "Macchina Volante". Ostre, przeszywające, gitarowe brzmienie, kapitalnie korespondujące z ponadczasowością wynalazków Leonarda. Szaleńcza, rockowa gitara na pierwszym planie wyrywa się ku przestworzom na kształt tytułowej maszyny latającej, pędząc naprzód niczym współczesna jej emanacja obleczona w postać super samochodu Pagani Huayra BC. 

Z renesansową wszechstronnością zderzać się będziemy na "da Vincim" w różnych przejawach. Muzyka raz wprowadza nas w nastrój podniosłości, by za chwilę uderzyć energetyczną pasją. Przebijają z kolejnych nagrań echa dzieł o tematyce religijnej,  zaangażowania w nauki matematyczne (kapitalne "Strong Algorithms" z wykorzystaniem syntezatorów modularnych, które dla mnie w pełni oddają skomplikowaną, acz uporządkowaną naturę matematyki), odkryć geograficznych (kompozycja "Amerigo" poświęcona odkrywcy Amerigo Vespucciemu - fantastyczne zobrazowanie wyprawy w nieznane, oczekiwań, trudów, nadziei, napotkanego piękna, ale i towarzyszących temu przeciwieństw). 

Takie alegorie nasuwają się  przy słuchaniu tego albumu dość często. To muzyka zrodzona z bogatej wyobraźni i otwierająca szerokie możliwości przed imaginacją słuchacza. "da Vinci" jest układanką skomplikowaną, ale za to złożoną i funkcjonującą z niezwykłą precyzją. Wszystkie elementy - a myślę tu zarówno o samym dziele, jak i każdym z wykonawców - są tu perfekcyjnie dopasowane i potrzebne. Płyta - co oczywiste - wymaga skupienia podczas słuchania - bez tego nie ma szans, by odkryć i docenić niuanse poszczególnych opowieści. Ale za skupienie odpłaci się bogactwem wrażeń i satysfakcji, nawet bez przypisywania nagraniom jakiejkolwiek domniemanej symboliki.  

środa, 10 marca 2021

Tomasz Chyła Quintet - da Vinci - premiera nowej płyty w Alpaka Records

Tomasz Chyła - skrzypce, głos
Emil Miszk - trąbka, perkusjonalia
Krzysztof Hadrych - gitara
Konrad Żołnierek - kontrabas
Sławek Koryzno - perkusja, syntezator modularny
Vocal Ensemble Art'n'Voices

"da Vinci" to kolejne wcielenie skrzypka i kompozytora Tomasza Chyły, jednego z najciekawszych objawień polskiej sceny jazzowej ostatnich lat. Tak jak tytuł trzeciego studyjnego albumu jego kwintetu odnosi się do renesansowego malarza, architekta, matematyka, geologa i… muzyka, tak i w środku mamy do czynienia z połączeniem różnych technik wykonawczych, kompozytorskich i estetyk.

Materiał z albumu "da Vinci" stanowi zwartą, skomponowaną formę, co świadczy o nieustannym rozwoju artystycznym kwintetu. Bodźcem do powstania płyty była osoba Leonarda da Vinci - geniusza i legendy, jego fascynacja człowiekiem, światem, ale też nieokiełznana i nieposkromiona ciekawość, poparta nieustannym dążeniem do doskonałości. Jako erudyta i osoba niezliczonych talentów stanowi więc z jednej strony inspirację, z drugiej - wyzwanie. Bazując na tych przesłankach, nowy album opiera się właśnie na jego osobie, jako głównej i tytułowej inspiracji. Na jednym ze spotkań prasowych Piotr Metz porównał działalność artystyczną Tomasza Chyły do wszechstronności Leonadra da Vinci, stąd właśnie tytuł i pomysł na kolejną płytę.

Na albumie znajduje się szereg różnorodnych muzycznych koncepcji, przybliżających impresje tego, w jaki sposób działać może wszechstronny umysł. Muzyka na "da Vinci" stanowi połączenie, jazzu, rocka, tzw. contemporary music, a nawet muzyki chóralnej. Do udziału w projekcie zaproszono także zespół wokalny Art'n'Voices, którego członkiem jest Tomasz Chyła. Po "Eternal Entropy" i "Circlesongs" formacja debiutuje w nowym składzie - poza liderem i silną sekcją rytmiczną (Sławek Koryzno i Konrad Żołnierek) nowością jest laureat nagrody Fryderyka, trębacz Emil Miszk i intrygująco rozwijający się gitarzysta Krzysztof Hadrych

Singiel promujący płytę, "The Ritual", w którym niespodziewanie pojawia się żeński skład zespołu Art’n’Voices, to utwór mistyczny, oparty o miarowe uderzenia w gong, którego kulminacja prezentuje klimat niemalże jak z "Dziadów" Mickiewicza. Kwintet czujnie bada tutaj granice muzyki współczesnej oraz minimalizmu, momentami wchodząc w mocny riff oddający ducha tej kompozycji. Można tu doszukiwać się pewnego rodzaju symbolizmu, polegającego na nieustannym przekraczaniu granic pomiędzy sacrum a profanum. W kompozycji ukazane zostały rytuały przejścia, które wiążą się z decydującymi momentami życia. Rytuały, które momentami stawiają artystę jako postać najwyższą, który poprzez sztukę decyduje o stanach emocji jej odbiorców. "The Ritual" brzmi raz orkiestralnie, raz bardzo oszczędnie, eksponuje melodie i ciekawe motywy albo zagłębia się w sonoryzm. Muzycy są otwarci na poszukiwania, co owocuje strukturą ukazującą nową perspektywę Chyły i jego zespołu.

środa, 29 lipca 2020

Emil Miszk & The Sonic Syndicate - Artificial Stupidity (2020)

Emil Miszk & The Sonic Syndicate

Emil Miszk - trumpet
Kuba Więcek - alto saxophone
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Paweł Niewiadomski - trombone
Szymon Burnos - piano
Michał Zienkowski - guitar
Konrad Żołnierek - bass
Sławek Koryzno - drums


Artificial Stupidity

ALPAKA 014

By Adam Baruch

This is the second album by Polish Jazz trumpeter / composer / bandleader Emil Miszk and his octet called Sonic Syndicate, which also includes saxophonists Piotr Chęcki and Kuba Więcek, trombonist Paweł Niewiadomski, pianist Szymon Burnos, guitarist Michal Zienkowski, bassist Konrad Żołnierek and drummer Sławomir Koryzno, same lineup as on the debut. The album presents six original compositions, which strangely are not credited on the album's artwork and are therefore assumed to be all by the leader. The total playing time of the album is just below thirty-five minutes, which is closer to an EP than a full album.

The brilliant debut album released a couple of years earlier created enormously high expectations from the sophomore release, which are almost impossible to be fulfilled. Considering the fact that the music on this album is significantly different from that on its predecessor, any attempt to compare the two is practically fruitless. Combined with loosing the element of surprise, the resulting effect is somewhat less exciting.

Nevertheless this is still brilliant music, beautifully performed by some of the best young generation Polish Jazz musicians. The compositions are complex and combine several melodic and rhythmic themes within each of the pieces. They are all carefully designed, ordered and planned, cerebral and refined, oriented towards the "big sound" the octet is able to create, at times offering up-to-date Big Band mannerisms.

There is no doubt that Miszk and his Sonic Syndicate offer some of the cleverest music on the Polish Jazz scene, which can eventually lead to some level of estrangement with the audience. This album, as already mentioned, has a short playing time, but is so intensive and demanding that perhaps any additional material might have been simply over the top. Miszk obviously gives up almost completely his role as an instrumentalist and is completely absorbed by his role of a composer and arranger.

Overall this is a dazzling piece of music, which concentrates on highly complex, sophisticated compositions, which are difficult to follow but highly rewarding to advanced Jazz listeners. The (almost) orchestral arrangements are devilishly tricky and must have been a real challenge to perform and record, which makes me wonder if this music is possible to be played live. In any case Miszk is surely an Artist to be watched closely, as he obviously is just worming up.

czwartek, 4 czerwca 2020

Tomasz Chyła Quintet - Live At Polish Radio 3 (2019)

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - saxophone
Szymon Burnos - piano
Konrad Żołnierek - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Live At Polish Radio 3

POLSKIE RADIO 2019


By Krzysztof Komorek

Drugi album zespołu Tomasza Chyły zatytułowany "Circlesongs" zasłużenie zebrał uznanie krytyki i uplasował się wysoko w podsumowaniach roku 2018. Elementem promocji nowego i co zgodnie podkreślano zaskakującego (acz w pozytywnym sensie) materiału były koncerty. Występ na radiowej scenie Polskiego Radia w siedzibie Trójki został zarejestrowany i niespełna rok po płycie studyjnej, udostępniony słuchaczom w formie cyfrowej. 

Może to właśnie brak fizycznego nośnika sprawił, że koncertowa odsłona "Circlesongs" przeszła nieco bez echa. Dodam, że całkowicie niesłusznie. Biję się przy tym także we własne piersi, bowiem w wydawniczym szaleństwie końca poprzedniego roku "Live at Polish Radio 3" zwyczajnie zagubiła  mi się pośród innych tytułów. Jednakże niewątpliwa wysoka jakość albumu powoduje, że warto do niego powrócić i zwrócić na niego baczniejszą uwagę. 

Nie będę tutaj powtarzał peanów, które towarzyszyły wspomnianej na początku "Circlesongs". Zdumiewająca wolta, jaka dokonała się w stosunku do debiutanckiej płyty, oraz niesamowita dojrzałość materiału - te elementy nie zmieniły się ani na jotę. To dalej niezwykle mocna strona całości. Koncertowa wersja nie jest jednak "odegraniem" tego, co działo się w studiu. Sam charakter tej muzyki takową sytuację wyklucza. 

"Circlesongs" zostały wyimprowizowane w studiu. "Live At Polish Radio 3", bazując na tych samych pomysłach, zabiera nas jednak w nieco inną podróż. Wyprawę do równoległego świata. Z pozoru identycznego, w którym jednak przy dokładnym przyjrzeniu się dostrzegamy odrębności. Muzyczna narracja płynnie przechodzi pomiędzy kolejnymi tytułowymi kręgami, w których znajdziemy delikatność, zadumę, niepokój, rozpierającą energię. Melodię i dynamiczne free. Jedynym prawdziwym odstępstwem od pierwowzoru jest finałowy "You Who Wrong", którego na studyjnej płycie zabrakło. 

Jazz dla mnie osobiście najlepiej, najpełniej prezentuje się właśnie w wersji koncertowej. "Live At Polish Radio 3" to najlepszy przykład na potwierdzenie tej tezy. "Circlesongs" miało miejsce na jazzowym podium. Koncertowa płyta uniosła kwintet Tomasza Chyły ponad nie. Ku Olimpowi.

środa, 18 marca 2020

Emil Miszk And The Sonic Syndicate - Artificial Stupidity - premiera nowej płyty


Emil Miszk – trąbka
Kuba Więcek – saksofon altowy
Piotr Chęcki – saksofon tenorowy
Paweł Niewiadomski – puzon
Michał Zienkowski – gitara
Szymon Burnos – fortepian
Konrad Żołnierek – kontrabas, gitara basowa
Sławek Koryzno – perkusja


Emil Miszk, trębacz jazzowy młodego pokolenia, laureat Fryderyka 2019 w kategorii Jazzowy Debiut Roku, wraca z drugim albumem sygnowanym nazwą Emil Miszk And The Sonic Syndicate. Na "Artificial Stupidity" znalazło się sześć autorskich utworów, które swoją finezją, ale też lekkością, zauroczą zarówno miłośników jazzu, jak i tych, w których dopiero rodzi się uwielbienie do tego gatunku.

Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną – Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów, mający "supermoce", których nie boją się stosować podczas koncertów. Siłę formacji stanowi niespieszny charakter działań – "Idąc powoli, zajdziesz dalej". Wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromna radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych ośmiu indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tego rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko. Pierwsza płyta zespołu, "Don’t Hesitate!", otrzymała nagrodę Akademii Fonograficznej Fryderyk 2019 w kategorii Jazzowy Debiut Roku.

wtorek, 22 października 2019

Algorhythm - Termomix (2019)

Algorhythm

Emil Miszk - trumpet, piano, percussion
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Szymon Burnos - rhodes, moog, programming
Sławomir Koryzno - drums, percussion

Termomix


ALPAKA 010

By Adam Baruch

This is the third album by young Polish Jazz ensemble Algorhythm, this time reduced to a quartet which includes trumpeter Emil Miszk, saxophonist Piotr Chęcki, keyboardist Szymon Burnos and drummer Sławomir Koryzno. It presents fourteen short compositions, which are not credited on the album's artwork and therefore assumed to be co-composed by all four members of the ensemble. In fact even the name of the ensemble is (almost) missing from the artwork.

The music and the ambience of this album are radically different from their earlier work and moves almost completely away from the traditional Jazz idiom into contemporary ambient/electronic music, Avant Rock and Avant-Garde explorations. However, Jazzy improvisations, are still an important ingredient of the music, and as such are an obvious link with the past. This album must have taken the followers of the group and the Polish Jazz scene by surprise, as it is both quite unexpected and stylistically revolutionary.

In order to appreciate this music properly one has to put aside the ensemble's earlier work and accept the music for what it is rather than judging what it should/could have been, which some "critics" graciously implied. Of course experimenting and searching for new ways of expression is always welcome, even if it produces a less appealing or immediately accepted result.

Obviously this music sets a challenge in front of the listeners, who have to decide if they are willing to follow the musicians on their new path or let this music pass them by. The audiences are more often than not much more stagnant and conservative than the music makers, which creates the commonly accepted reserved attitude towards Avant-Garde, blaming the musicians for leaving the listeners behind, but it fact it is the listeners who are lingering behind of their own choice.

Personally I find this album as a bold and important experiment, which finds the ensemble in a transitory stage between the established and safe musical environment and a new experimental milieu, without actually quite making up their mind. The future will tell if this was just a one time venture or a start of a new aesthetics which will be further developed.

Whatever the future may hold for them, Algorhythm deserve respect for daring to experiment and looking into new forms of expression, threading the less travelled road. Their individual ability as instrumentalists is already well established and now is the time to forge their unique personal musical identities. May the Force be with you.

czwartek, 18 lipca 2019

Premiera nowej płyty w katalogu Alpaka Records


Gdzieś pomiędzy post-jazzem a psychodelicznym rockiem - tak swoją twórczość definiują muzycy grupy Nene Heroine, a w utworze "Prince" wyraźnie słychać, że wcale nie przesadzają. Grupę  tworzą: Peter Stanley Chester, Michael ZismannSimon BurnsMike BoneBart Pugsley i Stan Corazon. Najnowszy singiel trójmiejskiej ekipy to zwiastun debiutanckiego albumu - "Total Panorama" - który ukaże się nakładem jednego z najprężniejszych wydawnictw jazzowych w Polsce, Alpaka Records (Algorhythm, Joanna Duda, Entropia Ensemble). Premierę zaplanowano na drugą połowę lipca.

Alpaka Records to nowe, niezależne wydawnictwo muzyczne z Gdańska, które na celu ma promowanie głównie lokalnej sceny improwizowano-alternatywnej, ale nie tylko. 

środa, 15 maja 2019

Algorhythm - Termomix (2019)

Algorhythm

Emil Miszk - trumpet, piano, percussion
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Szymon Burnos - rhodes, moog, programming
Sławomir Koryzno - drums, percussion

Termomix


ALPAKA 010

By Maciej Krawiec

Kwartet Algorhythm to aktualnie jeden z najważniejszych młodych zespołów wywodzących się z Trójmiasta, obok tych prowadzonych przez Tomasza Chyłę i Kamila Piotrowicza – i pewnie należy on do najciekawszych składów pokolenia dwudziestolatków w Polsce w ogóle. Na dwóch pierwszych albumach grupa dała się poznać jako sprawny, jazzowy kolektyw. Na debiutanckim "Segments" realizowali raczej typowy akustyczny mainstream; wykonany wprawdzie z werwą, ale bez zaskoczeń. Potem muzycy wydali płytę "Mandala", gdzie rozwinęli formułę swej gry: poszerzyli instrumentarium o perkusjonalia, porozrzucali pośród bardzo dobrych kompozycji nieco abstrakcji, w większym stopniu niż na "Segments" zabawili się formą i przestrzenią. Do tego stopnia te odświeżające zabiegi się powiodły, że płyta znalazła się w 2018 roku w gronie nominowanych do Fryderyka w kategorii Album Roku. 

Trzeci, wydany niedawno, krążek pt. "Termomix" przynosi jeszcze więcej nowości. Przede wszystkim zmienił się skład grupy – odszedł z niego kontrabasista Krzysztof Słomkowski. W rezultacie muzycy Algorhythmu stanęli przed wyborem: albo szukać nowego członka zespołu, albo własnymi siłami zastąpić brakujący niski rejestr. Wybrali to ostatnie rozwiązanie i w efekcie akustyczny dotychczas skład stał się elektryczną machiną z prawdziwego zdarzenia: pianista Szymon Burnos gra m.in. na Moogu i Rhodesie, trębacz Emil Miszk i saksofonista Piotr Chęcki wykorzystują elektronikę, natomiast praca perkusisty Sławka Koryzno urozmaicona jest przez rytmizujące sample i przeszkadzajki.

W parze ze wzbogaconym instrumentarium i całkowicie zmienionym soundem grupy idzie nowa koncepcja budowania utworów. Album powstał bowiem nie tyle podczas sesji w gdańskim studiu Maska, co w trakcie późniejszego montowania zarejestrowanego materiału z głosowymi samplami, zapętlania go w loopy i dodawania nowych elementów. Już dzięki tym działaniom zrodziła się płyta, której słucha się z dużym zainteresowaniem – opracowany kolaż jest wydarzeniem pod względem technicznym i produkcyjnym.

Satysfakcja z "Termomixu" nie ogranicza się jednak do zaciekawienia formą. Algorhythm wciąż pisze świetne kompozycje – do niewątpliwych przebojów albumu należą "Baba Ganoush" (!), "Hakula Chakula", "Mario" i "Transgroove" – ale teraz zespół czyni je jeszcze bardziej atrakcyjnymi, zanurzając w sosie rewelacyjnych pomysłów brzmieniowych. Tym samym udaje im się połączyć jazzowe wyrafinowanie aranżacji oraz to, co wynika z ich solidnego muzycznego wykształcenia, z ultranowoczesną i bardzo efektowną zabawą w elektronikę, ambient, world music czy drum'n'bass. Artyści nie wyrzekają się też improwizacji, które przybierają nieraz formę soczystych solówek, a czasem błądzących, fragmentarycznych wypowiedzi, które znakomicie kontrapunktują chwytliwe i rytmiczne całości.

Jest wreszcie "Termomix" interesujący jako swego rodzaju album konceptualny. Tytuł był zainspirowany nazwą wielofunkcyjnego urządzenia kuchennego i sposób, w jaki Algorhythm "gotuje" muzykę, koresponduje z ową wielofunkcyjnością. Wielość brzmieniowych składników zgrabnie łączy się z kulinarnymi nazwami utworów: po ich przetłumaczeniu otrzymujemy na przykład "Suitę przystawkową", "Skórkę cytrynową" albo "Pieprzową zupę". Kulinarną tematykę dopełnia treść sampli, wziętych z internetowych filmów zawierających instrukcję obsługi termomiksu bądź kuchenne przepisy. Nieraz wywoła to na twarzy uśmiech, ale na pierwszym miejscu stoi tu bez wątpienia muzyka, a nie zgrywa.

wtorek, 22 stycznia 2019

POLISH JAZZ 2018 PODSUMOWANIE !!!


MUZYK ROKU 2018: MACIEJ GARBOWSKI


Reprezentant polskiej myśli kompozytorskiej, w której wyraźne wpływy technik charakterystycznych dla języka Lutosławskiego czy Pendereckiego syntetyzują z muzyczną erudycją i kontrabasową wirtuozerią. Garbowski zasłuchany w muzyce XX wiecznych twórców eksploruje zagadnienie melodyki i harmoniki, wplatając w nią słowiański liryzm i autorski charakter przepełniony wrażliwością i subtelnością. Współzałożyciel jednego z najważniejszych i najbardziej utytułowanych triów fortepianowych - RGG. Inicjator IMP (International Musical Project) – platformy muzycznej i wydawniczej, której działania obejmują nie tylko jazz, ale także muzykę improwizowaną oraz obszary na styku muzycznych dziedzin. Jest również członkiem międzynarodowych platform twórczych Jazz Plays Europe oraz Take Five Europe. Zainicjował międzynarodowy muzyczny projekt Lutosławski Collective, do którego zaprosił takie sławy jak śpiewaczkę Lenę Willemark czy kontrabasistę Andersa Jormina. W latach 2002-2005 był stałym członkiem słynnej orkiestry kameralnej AUKSO prowadzonej przez Marka Mosia. W 2004 roku ukończył wydział jazzowy, a rok później wydział klasyczny Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie kontrabasu. Od prawie dekady sam jest nauczycielem w Instytucie Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach.

Płyty wydane w 2018 roku:

RGG/Verneri Pohjola/Samuel Blaser - City Of Gardens
RGG & Trevor Watts - RAFA
Anna Gadt Quartet feat. Annemie Osborne - Mysterium Lunae
Pohjola/Garbowski/Gradziuk - Gemstones
Garbowski/Cruz/Orins - Lines Of Flux
Piotr Schmidt Quartet - Saxesful
Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela - Tribute To Tomasz Stańko

DEBIUT ROKU 2018: EMIL MISZK AND THE SONIC SYNDICATE - DON'T HESITATE!


Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną - Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów lecz przede wszystkim wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromną radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tege rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko. Materiał zarejestrowany na płycie "Don't Hesitate!" to podsumowanie dotychczasowych dokonań trójmiejskiego twórcy. Bez tego albumu, jego przemiana w postrzeganiu muzyki i wykonywaniu jej nie mogłaby się w pełni urzeczywistnić.


REEDYCJA/NAGRANIE ARCHIWALNE 2018 ROKU: JERZY MILIAN - CIRCULATIONS


Dokumentacja jednego z najbardziej kolorowych epizodów w twórczości Jerzego Miliana – historia współpracy z belgijskimi radiem, dla którego napisał szereg rozbudowanych, ambitnych form, daleko wykraczających poza jazz. A wszystko w czasie, gdy równie intensywnie pielęgnował gorące, swingujące rytmy z orkiestrą Gustava Broma, prowadził nowoczesne wibrafonowe trio i nagrywał muzykę rozrywkową w poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia. "Circulations" to siódma część serii "Jerzy Milian Tapes". Sześć rozbudowanych form napisanych i nagranych przez BRT w latach 1966-69 ukazało się na płycie po raz pierwszy. Wydanie uzupełnia książeczka z niepublikowanymi zdjęciami i szkicem na temat współpracy z Belgami.

Recenzja

czwartek, 8 listopada 2018

Tomasz Chyła Quintet - Circlesongs (2018)

Tomasz Chyla Quintet

Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Szymon Burnos - piano
Krzysztof Słomkowski - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Circlesongs



POLSKIE RADIO 2208

By Adam Baruch

This is the second album by young Polish Jazz violinist/composer Tomasz Chyła, recorded with his quintet which also includes saxophonist Piotr Chęcki, pianist Szymon Burnos (also in charge of the electronic effects), bassist Krzysztof Słomkowski and drummer Sławomir Koryzno. The album presents fifteen relatively short original compositions, all of which were collectively composed by the quintet members, grouped into three "circlesongs".

In complete contrast to the debut album, the music on this album is a cosmic jump into Avant-garde, Free Jazz and Improvised Music, which comes as an overwhelming and complete surprise. One can expect development and progression, sometimes gradual and in other cases quite rapid, but taking such a dramatic and drastic step, like in this case, is almost unheard off.

As a result the music almost completely shuns any effort to be described. "Making love via telephone" comes to mind in this case, as words are simply inadequate to express the essence of this music, surely not adequately. So what can be said? There is almost no melody, at most short bursts of a few consecutive notes, no steady rhythm, but rather drone like passages, little dynamics and no soloing in the traditional sense. At times the music sounds like contemporary minimalist music, at others like Free Jazz group improvisation, and yet at others like Avant-garde soundscapes of cinematic or theatre music.

But enough of trying to describe the music; which is an a priori futile attempt anyway. The most important thing is that this innovative and courageous approach works out amazingly well and the music is simply astounding. It manages to drown in the listener completely and entangle his attention like a spider's web. The continuity and constant development creates a natural flow, which when succumbed to, takes the listener on a phantasmagorical journey into the unknown. Listening to the music for the first time is a shocking experience but consecutive listening sessions have the power of addiction.

It makes no sense to write about the individual contributions by the quintet members, as this album is a classic team effort. My praise goes to the leader, who keeps his playing on the same level, and perhaps even more modest, that his cohorts, which in this case is the most sensible decision. These players have already proved their chops on numerous other recordings, and this music is all about unison.

It is not often that a new genre/idiom/form is created in music, especially so in Jazz (in its broad meaning), but this album definitely is an eye (ears) opener in many aspects. Many of the elements used here have been tried out earlier on, but placing them together in this specific climate, order and context is completely innovative, even for the Polish Jazz scene, which bursts with innovation. One can not predict the future of course, but this album is definitely a Giant Step as far as Polish/European Jazz are concerned and only future will tell of its influence on the genre. It epitomizes everything that European Jazz stands for: innovation, inventiveness, boldness, open-mindedness, elegance and beyond all musical aesthetics, which exists only in Europe.

To put things boldly: this is a fucking great album (excuse my French) and you better believe it! As far as I am concerned, this album is already the winner of the best Polish Jazz album for 2018 and it will take a miracle to change my mind. I am not so sure if the usual bunch of Polish Jazz "critics" will be able to swallow this music so easily, but who gives a damn. Hopefully they will, as usual, follow my lead, even when they hate the music.

piątek, 11 maja 2018

Emil Miszk And The Sonic Syndicate - Don't Hesitate! (2018)

Emil Miszk And The Sonic Syndicate

Emil Miszk - trumpet
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Kuba Więcek - alto saxophone
Paweł Niewiadomski - trombone
Szymon Burnos - piano
Michał Zienkowski - guitar
Konrad Żołnierek - bass
Sławomir Koryzno - drums


Don't Hesitate!

By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by young and upcoming Polish Jazz trumpeter/composer Emil Miszk, who has made a significant mark on the local scene lately. On this album he leads an impressive octet, called Sonic Syndicate, which also includes saxophonists Piotr Chęcki and Kuba Więcek, trombonist Paweł Niewiadomski, guitarist Michał Zienkowski, pianist Szymon Burnos, bassist Konrad Żołnierek and drummer Sławomir Koryzno. The album presents seven original compositions, all by the leader.

The stunning music consists of some of the most original Jazz compositions I have heard in many years. Miszk uses brilliantly the power of the octet, which has almost the strength and possibilities of a Big Band/Orchestral scale, to express his complex, suite like compositions, which are all multilayered, with twisted melody lines and constant tempi changes, but which in spite of their devilishly clever intricacy sound completely coherent and complete. The music moves between melodic statements of the composed themes and almost Free Form mini-improvised passages, presenting a fresh and invigorating approach to Jazz composition, which is simply phenomenal. At times the music ventures into the Brass Rock approach, fondly remembered from the work of ensembles like Chicago and Chase (and many more), but of course is completely brought up to date and modernized.

All the members of the octet are of course radiant instrumentalists, who are able to execute the convoluted and challenging twists and turns of the music spotlessly. The music calls mostly for an ensemble/orchestral sound and presentation, which means that individual soloing, is not the focus of this music, but rather creating sound vistas that require discipline and collaboration by all the participants; which of course does not exclude some blood-curdling solo work by the leader and others and surprising Rocky guitar statements by Zienkowski.

This music is also the epitome of European Jazz, being completely open to all musical styles and influences, managing to amalgamate them in a perfect way. There is a lot of tradition here, some conscious and some subconscious, but absolutely no stagnation or repetition. This is exactly what European Jazz aesthetics is all about – experiment and elegance, good taste and talent. This kind of music can probably only be made in Poland.

Any attempt to describe this beautiful piece of music is of course completely futile and does not replace the experience of listening to it, which of course I absolutely recommend. It is very rare that a debut album of this magnitude appears and usually it happens only once or twice in a given year, and for 2018 this is definitely it. Absolutely not to be missed!

Zobacz też: