Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łuczak Tomasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łuczak Tomasz. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lipca 2021

Bardzo dziękujemy Tomasz!!!

Bohaterem dzisiejszego dnia na Polish Jazz Blog nie jest fantastyczny muzyk, nowa wyśmienita płyta, kolejny genialny festiwal, ale jest nim... Tomasz Łuczak. Chociaż tutaj widzicie go za perkusją to nie jest muzykiem, ale wielkim fanem muzyki, w tym jazzu zwłaszcza w jego swobodnej i improwizowanej formie, a jeszcze bardziej konkretnie - muzyki polskiej. Poznaliśmy się z Tomkiem niemal dekadę temu na forum przy już nie istniejacym blogu Impropozycja, który tworzył Marcin Kiciński. Od razu przypadł mi do gustu: szczery, otwarty, miał energię i entuzjazm, a przede wszystkim niesamowitą erudycję jeśli chodzi o polska muzykę improwizowaną. Ja jakiś czas przed tym założyłem Polish Jazz Blog i cudownie było znaleźć bratnią duszę, która jarała się dokładnie tym samym. Wkrótce doszliśmy do wniosku, że możemy się wymieniać informacjami na temat artystów, nowych płyt, projektów, koncertów, festiwali etc. i tak zawiązała się nasza współpraca.

Chociaż Tomek sam nie sięgał zbyt często po pióro, by pisać o muzyce, okazał się wprost geniuszem organizacji, analizy, zarządzania. To w dużej mierze jego dziełem jest Polish Jazz Project. Koniecznie kliknijcie na ten link, a znajdziecie tam prowadzony rok po roku katalog WSZYSTKICH (chociaż cały czas go uzupełniamy!) płyt jazzowych wydanych w danym roku z udziałem polskich artystów. Projekt ten był ważnym krokiem w realizacji celu, który sobie postawiliśmy sobie przed laty jakim jest dokumentowanie muzyki jazzowej (i okołojazzowej) jaka powstaje w naszym kraju, tak by słuchacze, dziennikarze, artyści tak z Polski jak i zza granicy uzyskać mogli łatwiejszy dostęp do informacji. 

Ale to nie wszystko. Tomek bardzo pomagał też nam w dbaniu o jakość naszych działań na niwie jazzowej. W ostatnim latach, kiedy na jego barki spadły także obowiązki edytorskie, dbał o rozwój naszego zespołu dziennikarskiego, dzięki czemu wielu nowych, niezwykle utalentowanych autorów zadebiutowało na naszym blogu. Co równie istotne współrealizował z zespołem spójną wizję artystyczną bloga, której sednem jest nie tylko promowanie polskich artystów i ich projektów, ale przede wszystkim projektów dobrych, odważnych, wnoszących coś niepowtarzalnego nie tylko do muzyki naszej, ale i światowej. Działo się to za pośrednictwem naszych patronatów, których organizacją zajmował sie właśnie Tomek. 

Dzisiaj przyszedł czas na pożegnanie, ale przede wszystkim wielkie podziękowanie. Dla wszystkich z nas zainteresowanie sztuką i muzyką jest jak przypływy morza: nieraz jesteśmy bliżej, czasami się oddalamy. Dziękujemy Ci Tomek za Twój wkład w tworzenie i rozwój Polish Jazz Blog jak i polskiego jazzu w ogóle. Zawsze będziemy o tym pamiętać. Zawsze będzie miejsce dla Ciebie wśród nas, gdybyś zdecydował się wrócić. Trzymamy kciuki za Twoją dalszą droge i rozwój. Powodzenia!

piątek, 15 stycznia 2021

Polish Jazz TOP TEN 2020 by Tomasz Łuczak


Tomasz Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2020:

1. Oleś Brothers & Piotr Orzechowski - Waterfall: Music Of Joe Zawinul
2. Minim feat. Sainkho - Earth
3. The Owl feat. Pablo Held - Improcode
4. Mitchell/Mazzoll/Janicki/Janicki - Four Sure
5. Wojciech Jachna Squad - Elements
6. Piotr Lemańczyk Trio - In Simplicity
7. Szymon Klima/Dominik Wania - Fantastico
8. Błoto - Erozje
9. Łukasz Ojdana - Kurpian Songs & Meditations
10. Piotr Damasiewicz Into The Roots - Śpiwle

DEBIUT ROKU

1. Przemysław Chmiel Quartet - Witchcraft
2. Paulina Porszke Ensemble - Addaptacja
3. Jakub Paulski Trio - Preludium

MUZYK ROKU
Dominik Wania

NAGRANIE ARCHIWALNE ROKU
Jan Ptaszyn Wróblewski - Studio Jazzowe Polskiego Radia 1969-78 

czwartek, 16 stycznia 2020

Polish Jazz TOP TEN 2019 by Tomasz Łuczak


Tomasz Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2019:

1. Algorhythm - Termomix
2. Bastarda - Ars Moriendi
3. High Definition Quartet - Dziady
4. Dominik Bukowski Quartet - Transatlantyk
5. Silberman Quartet - Asanisimasa
6. Wojtczak/Piotrowicz - Plastic Poetry
7. Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura - North Meridian
8. Sundial feat. Irek Wojtczak - Sundial III
9. Natalia Kordiak Quintet - Bajka
10. Backspace [augmented] - AD_DA

MUZYK ROKU
Emil Miszk

DEBIUT ROKU
Ślina - 36'28"

NAGRANIE ARCHIWALNE ROKU
Konikiewicz Free Funk Trio - Live At Rura 1982

niedziela, 20 stycznia 2019

Polish Jazz TOP TEN 2018 by Tomasz Łuczak


Tomasz Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2018:

1. Tomasz Chyła Quintet - Circlesongs
2. Kamil Piotrowicz Sextet - Product Placement
3. RGG/Verneri Pohjola/Samuel Blaser - City Of Gardens
4. Oleś Brothers & Christopher Dell - Górecki Ahead
5. Anna Gadt Quartet feat. Annemie Osborne - Mysterium Lunae
6. Łukasz Borowicki Sextet - Morbidezza Of Decadence
7. Tomasz Dąbrowski/Jacek Mazurkiewicz - Basement Music
8. Jachna/Mazurkiewicz/Buhl - God's Body
9. Paweł Kaczmarczyk - Kaczmarczyk Vs Paderewski: Tatra
10. Piotr Wojtasik - To Whom It May Concern

MUZYK ROKU
Maciej Garbowski

DEBIUT ROKU
Emil Miszk And The Sonic Syndicate - Don't Hesitate!

REEDYCJA ROKU/NAGRANIE ARCHIWALNE
Jerzy Milian - Circulations

środa, 21 marca 2018

Mateusz Gawęda Trio - Falstart - premiera 23.03.2018

Mateusz Gawęda Trio

Mateusz Gawęda - piano
Alan Wykpisz - double bass
Grzegorz Pałka - drums

Falstart






By Tomasz Łuczak

Premiera kolejnej płyty tria znakomitego pianisty 23 marca w Legionowie. Trio Mateusza Gawędy w 2016 roku nagrało debiutancki album "Overnight Tales", który był i jest bardzo entuzjastycznie odbierany przez publiczność i krytyków (m.in. nominacja do nagrody Fryderyki 2017 w kategorii Muzyka Jazzowa – Fonograficzny Debiut Roku). Album został wydany zarówno na płycie CD, jak i na winylu. 

Można założyć, że w formule klasycznego tria fortepianowego powiedziano już właściwie wszystko. Przywoływane od zawsze w tym kontekście kanoniczne formacje Oscara Petersona, Billa Evansa czy Keitha Jarretta, są symbolicznym punktem wyjścia dla większości pianistów. To podstawa, fundament pod budowę autonomicznej wypowiedzi artystycznej. W kształtowaniu własnego stylu w nowych czasach warto poszukać świeżego znaczenia, a tutaj kluczem wydaje się być globalna synteza inspiracji. 

Mateusz Gawęda, hołdując tej zasadzie, zdaje się sukcesywnie zmierzać w stronę pianistyki totalnej, rozwijając tym samym koncepcję progresywnego tria fortepianowego, gdzie swoje miejsce mają uznane składy tak znakomitych pianistów, jak Marilyn Crispell, Vijay Iyer czy Matthew Shipp. Gawęda, idealnie odnajdując się w tej wizji pełnej matematyki, świetnie prowadzi swój zespół – czasem bardzo przestrzennie, precyzyjnie, niejednoznacznie, czasem blisko idiomowi jazzowemu. To cała prawda o muzyce tria - wymagająca, inteligentna, pulsująca wielością znaczeń i rozwiązań, na wskroś emocjonalna, bardzo złożona i intelektualna. Podobno tak właśnie funkcjonują wielkie muzyczne osobowości.


Mateusz Gawęda – pomimo młodego wieku to jeden z najbardziej kreatywnych twórców na polskiej scenie jazzowej. Urodzony w 1990 roku pianista, kompozytor i aranżer, absolwent krakowskiej Akademii Muzycznej w klasie fortepianu dr. Joachima Mencla. Wielokrotnie nagradzany i wyróżniany podczas tak prestiżowych imprez jak: festiwal Jazz Nad Odrą, Krokus Jazz Festiwal czy festiwal Jazz Juniors. Współtworzy zespoły Cracow Jazz Collective, PeGaPoFo, Pezda/Gawęda Duo, DRAG, Silberman Trio/Quintet/Sextet. Na koncie ma kilka znakomitych albumów i współpracę z tak znaczącymi postaciami jazzu jak: Billy Hart, Rusty Jones, Walter Smith III, Ralph Alessi, Kazimierz Jonkisz, Janusz Muniak, Jacek Kochan, Leszek Żądło i wielu innych.

sobota, 13 stycznia 2018

Polish Jazz TOP TEN 2017 by Tomasz Łuczak


Tomasz Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2017:

1. Improvision Quartet - Free-Folk-Jazz
2. Marek Pospieszalski - Marek Pospieszalski gra piosenki, które śpiewał Frank Sinatra
3. The Owl - On The Way
4. Anna Gadt - Renaissance
5. Evan Parker & RGG - Live@Alchemia
6. HeFi Quartet - Parallax Error
7. Daniel Toledo & Pianohooligan - Atrium
8. Aga Derlak Trio - Healing
9. Algorhythm - Mandala
10. Pianohooligan - 24 Preludes & Improvisations

MUZYK ROKU
Dominik Wania

DEBIUT ROKU
Michał Bąk Quartetto - Quartetto

REEDYCJA ROKU/NAGRANIE ARCHIWALNE
Variospheres - Live In Solothurn

środa, 10 maja 2017

Silberman New Quintet - Pieśń Gęsi Kanadyjskich - premiera 12.05.2017

Silberman New Quintet

Maciej Obara - alto saxophone
Mateusz Gawęda - piano
Artur Kudłacik - bass guitar
Jakub Mielcarek - double bass
Łukasz Stworzewicz - drums

Pieśń Gęsi Kanadyjskich

AUDIO CAVE 2017/006


By Tomasz Łuczak

Perkusista Łukasz Stworzewicz z przytupem wszedł w 2016 rok, prezentując ze swoją formacją album „Silberman And Three Of A Perfect Pair” – wymykające się prostym klasyfikacjom przedsięwzięcie poszerzające tradycyjne rozumienie formuły klasycznego tria fortepianowego, gdzie muzyce towarzyszyła awangardowa w wymowie poezja Krystyny Miłobędzkiej, którą na żywo interpretował znakomity Jan Peszek. Biorąc pod uwagę spory deficyt w kontekście podejmowania podobnych prób odświeżenia rzeczonej konwencji na polskiej scenie muzyki jazzowej, fakt ukazania się takiej właśnie płyty uznać należy za duży akt odwagi w kreowaniu wymagającej skądinąd klarownej i konsekwentnej wizji artystycznej. 

Ta ekspansywna, otwarta i siłą rzeczy dobrze przemyślana koncepcja znajduje naturalne rozwinięcie w kolejnym projekcie Stworzewicza – Silberman New Quintet, gdzie oprócz perkusji lidera, fortepianu Mateusza Gawędy, kontrabasu Kuby Mielcarka i gitary basowej Artura Kudłacika, jako gość niepokojąco kreatywne frazy saksofonu altowego wprowadza świetny Maciej Obara. Razem stworzyli idealnie zgraną grupę fachowców twórczo rozwijających idiom nieostrej definicji poszukującej muzyki improwizowanej. Coś na kształt dobrze wyważonego środka, rozumianego jako wzorcowe zbalansowanie inspiracji dotykających główny nurt jazzu ze zdecydowanymi odniesieniami sięgającymi w rejony muzyki free. 

Nowa płyta sygnowana nazwą Silberman to z jednej strony potwierdzenie niebanalnych możliwości zaprezentowanych już wcześniej przez Stworzewicza, z drugiej – stanowi nadzieję na dalszy rozwój perkusisty ukierunkowany na kształtowanie koherentnej filozofii muzycznej jeszcze bardziej rozszerzającej i modyfikującej jego wizjonerskie spojrzenie. Spojrzenie oparte na równowadze pomiędzy kompozycją a improwizacją i pokazujące autorską wypowiedź wzorcowo wpisującą się w szeroki kanon europejskiej muzyki improwizowanej.

Trasa promująca nowy album:

11 maja - Cofeina Cafe, Sucha Beskidzka (koncert przedpremierowy)
12 maja - Metrum Jazz Club, Bielsko-Biała
19 maja - 12on14 Jazz Club, Warszawa
01 lipca - Pałac Bobrowskich, Andrychów



niedziela, 7 maja 2017

Szymon Łukowski Quintet feat. Hannes Riepler - Hourglass - premiera 13.05.2017

Szymon Łukowski Quintet feat. Hannes Riepler

Szymon Łukowski - tenor, alto & soprano saxophones, bass clarinet
Hannes Riepler - guitar
Dominik Bukowski - vibraphone, marimba
Paweł Urowski - double bass
Sławomir Koryzno - drums


Hourglass

HEVHETIA 2017

By Tomasz Łuczak

Przysłuchując się nowej propozycji muzycznej saksofonisty i klarnecisty Szymona Łukowskiego, nie mogę przestać myśleć o wykreowaniu przez wszystkich muzyków obecnych na płycie swoistej klarowności i komunikatywności przekazu, które w połączeniu z rozbudowanym instrumentarium lidera (saksofon tenorowy, altowy, sopranowy plus klarnet basowy), nieszablonowymi i bardzo precyzyjnymi rozwiązaniami aranżacyjnymi, wykorzystaniem melodii i improwizacji jako pretekstu do dalszego rozwijania formy konkretnych utworów, stanowić mogą idealny przykład artystycznego wyrazu w ramach szeroko rozumianego jazzowego idiomu.

Jest w tym wyczuwalny przenikliwy rys kreatywnego jazzowego mainstreamu spod znaku wykonawców wytwórni Criss Cross - Davida Binneya, Alexa Sipiagina czy Davida Kikoskiego, z charakterystyczną dla nich brzmieniową otwartością i elegancją. Koncepcja Łukowskiego, który dodatkowo wykorzystuje ciepłą i wyważoną barwę wibrafonu (świetny Dominik Bukowski) oraz gitary (gość Hannes Riepler), zdaje się sięgać znacznie głębiej, zgrabnie spajając wątki współczesnej kameralistyki z tradycją zapoczątkowaną przez legendy pokroju Joe Hendersona, Woody’ego Shaw czy Kenny’ego Wheelera. W efekcie obcujemy niejako z odświeżoną formułą klasycznego kwintetu jazzowego, bez udziału fortepianu jako instrumentu harmonicznego, co zdecydowanie dodało całości kolorytu i poszerzyło kontekst wypowiedzi artystycznej.

Często w życiu tak bywa z różnymi teoriami, że przynoszą one ze sobą tylko część prawdy, a my nierzadko skupiamy się na pierwszym wrażeniu, nie chcąc wchodzić w detale. Rzeczone detale to w przypadku tego konkretnego składu historia jazzowej tradycji przefiltrowana przez muzyczną wrażliwość Szymona Łukowskiego, który z płyty na płytę wydaje się dążyć w kierunku coraz większej otwartości, subtelnie afirmując tym samym głębię tworzonej przez siebie sztuki.


Szymon Łukowski - saksofonista, klarnecista, kompozytor. Absolwent Akademii Muzycznej im. F. Nowowiejskiego w Bydgoszczy (klarnet) oraz Akademii Muzycznej im. S. Moniuszki w Gdańsku (saksofon). Laureat wielu nagród, zdobył m.in.: I miejsce w kategorii Solista na Blue Note Poznań Competition (2014), Nagrodę dla najlepszego instrumentalisty XVI Przeglądu Młodych Zespołów Jazzowych i Bluesowych Gdyńskiego Sax Clubu (2013) oraz II nagrodę na Student Jazz Festival w Bydgoszczy z grupą Walking Quartet (2009). Występował u boku takich artystów, jak Jerzy Małek, Piotr Lemańczyk, Tyler Hornby, Cezary Paciorek, Marek Napiórkowski, Cezary Konrad, Krystyna Stańko i wielu innych.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Polish Jazz TOP TEN 2016 by Tomasz Łuczak


Tomasz Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2016:

1. Wójciński/Szmańda Q-Tet - Delusions
1. Kamil Piotrowicz Sextet - Popular Music
3. Adam Pierończyk - Monte Alban
4. Krzysztof Dys Trio - Toys
5. Jachna/Tarwid/Karch - Sundial II
6. Melech - Melech Plays Gebirtig
7. Dominik Bukowski Quartet feat. Amir ElSaffar - Sufia
8. Rafał Gorzycki Trio - Playing
9. Maciej Kądziela feat. Grzech Piotrowski - The Taste Of The World
10. Szymon Mika Trio - Unseen

MUZYK ROKU
Kamil Piotrowicz

DEBIUT ROKU
Minim Experiment - Dark Matter

REEDYCJA ROKU/NAGRANIE ARCHIWALNE
The Andrzej Trzaskowski Quintet - The Andrzej Trzaskowski Quintet (Polish Jazz Series)

środa, 26 października 2016

The Beat Freaks - Leon (2016)

The Beat Freaks

Michał Starkiewicz - guitar
Tomasz Licak - saxophone, bass clarinet
Paweł Grzesiuk - bass
Radek Wośko - drums

Leon

GATEWAY MUSIC 2016


By Tomasz Łuczak

Czy istnieje idealny przepis na udaną płytę jazzową? Podobno może chodzić o zgrabne wyważenie pomiędzy dobrze skrojoną kompozycją, a dojrzałą formą improwizowaną. Jeśli w istocie tak jest, to jestem skłonny zdecydowanie uwierzyć w muzyczną propozycję gitarzysty Michała Starkiewicza i jego projektu The Beat Freaks. Jawi mi się ona przede wszystkim jako bardzo atrakcyjne uchwycenie przysłowiowego "złotego środka", gdzie główną rolę gra balans i kompetencja artystyczna tworzących.

Owa równowaga to w równej mierze zasługa Starkiewicza, jak i jego znakomitych kompanów - kiedy trzeba z klasą zadziornego saksofonisty Tomasza Licaka, dobrze lawirującego między powściągliwością, a kontrolowaną frywolnością basisty Pawła Grzesiuka i fachowo trzymającego wszystko w rytmicznych ryzach, perkusisty Radka Wośki. W konsekwencji mamy do czynienia z niezwykle spójną, bezpretensjonalną koncepcją muzyczną, pozbawioną niepotrzebnego chaosu i ukierunkowaną na wzajemne zrozumienie. A o to przecież chodzi.

Płyta "Leon" to próba muzycznego zilustrowania życia i twórczości Leona Kokakiewicza - fikcyjnej postaci stworzonej przez zespół - barda miejskiego z czasów gwałtownego rozwoju przemysłu. Wizjonerskie idee, inspiracja maszynami oraz nieskromne ilości porzeczkowego trunku dały nieoczekiwaną mieszankę rytmów, brzmień i melodii. Zespół The Beat Freaks stara się oddać te niepowtarzalne pomysły przy pomocy współczesnych instrumentów, które zresztą przewidział już 200 lat temu sam Kokakiewicz. Ale to nie wszystko - innowacja była bowiem nadrzędna ideą industrialnego barda, dlatego The Beat Freaks tworzy coraz to nowszą muzykę, która śmiało patrzy naprzód.

wtorek, 22 grudnia 2015

Polish Jazz TOP TEN 2015 by Tomasz Łuczak


Tomasz Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2015:

1. High Definition Quartet - Bukoliki
2. Wojciech Jachna & Ksawery Wójciński - Night Talks
3. Bartłomiej Oleś/Tomasz Dąbrowski - Chapters
4. RGG - Aura
5. Pegapofo - Świeżość
6. Radek Wośko - Contouring
7. Klima/Wyleżoł/Kowalewski - Lutosławski Retuned
8. NAK Trio - The Other Side Of If
9. Shofar - Gold Of Malkinia
10. Sphere - Synesthesia

MUZYK ROKU
Tomasz Dąbrowski

DEBIUT ROKU
Quantum Trio - Gravity

REEDYCJA ROKU
Jerzy Milian - Semiramida

niedziela, 13 grudnia 2015

Festiwal "jaZZ i Okolice" - Kaszebe II; Peter Evans Quintet; Saagara


By Tomasz Łuczak

Kilka tygodni temu wraz z dobrym znajomym wspólnie zastanawialiśmy się nad znaczeniem yassu jako zjawiska kulturotwórczego w ujęciu totalnym. Który to już raz przywoływaliśmy nie tylko charakterystykę samej muzyki, ale i koncepcyjność oraz ideowość wynikającą chociażby z treści tekstów (Kury, Trupy). Umówmy się, właściwie nic nowego, tutaj wszystko zostało już powiedziane i przemielone po wielokroć. Niemniej dla fana yassowego fenomenu, każda okazja do przypomnienia historycznych momentów może być co najmniej pociągająca. Ten eklektyczny, sentymentalny kontekst powrócił do mnie podczas chorzowskiego koncertu Ola Walickiego (swego czasu jednego z ważnych filarów yassu) z projektem Kaszebe II.

Walicki proponuje tutaj drugą odsłonę swojej autorskiej wizji Kaszub, naznaczoną swoistą trójmiejską dezynwolturą, odważnym igraniem z publicznością na granicy dobrego smaku, czy fekalianym humorem i sowizdrzalstwem a la Tymon Tymański (znakomity Bunio na wokalu). To miejsce, gdzie przewrotna ironia i tandeta Wojciecha Smarzowskiego rodem z „Wesela” przeplata się z ekwilibrystyką słowną Doroty Masłowskiej. Gdzie w sposób inteligentny kiczowata swojskość współistnieje z elegancją na tych samych prawach, a nad wszystkim unoszą się symboliczne opary „Polovirusa”. Dodatkowo cała ta treść w połączeniu z formą muzyczną – mieszaniną pozornie prymitywnego synth popu, rocka alternatywnego spod znaku Captaina Beefhearta czy Pere Ubu, elementów jazz-rocka, folkowych przyśpiewek i znalezionych przez Walickiego fragmentów starych, kaszubskich zaśpiewek – daje piorunujący efekt. No ale jeśli w składzie legendarny gitarzysta Piotr Pawlak czy trębacz Tomek Ziętek, to czy można się dziwić?


Spotkać po raz kolejny Petera Evansa na żywo, to zawsze jest wydarzenie. I nieważne, czy akurat będzie to występ solowy, duetowy, kwartet, kwintet czy orkiestra. Zawsze zwraca uwagę, zawsze wprawia w poruszenie zwoje mózgowe, nigdy nie pozostawia obojętnym. Ileż to już razy pisano o jego technicznej perfekcji, wzorcowo wycyzelowanym brzmieniu, przedstawiano go jako modelowy wręcz przykład idealnego trębacza nowych czasów. 

W Sosnowcu zaprezentował projekt szczególny, czyli elektroakustyczny kwintet, gdzie dla mnie osobiście szczególną rolę prócz Evansa tworzą dwie indywidualności – wielka legenda perkusji Jim Black oraz Sam Pluta odpowiadający za instrumenty elektroniczne i wszelkie dźwiękowe preparacje. Przypadek Pluty jest tu oczywiście podwójnie interesujący. Pozornie niepasujący ze swoimi „udziwnionymi” instrumentami, bo śmiało i bezczelnie ingerujący w akustyczny kontekst formacji, tak jakby rozsadzając wewnętrzną, improwizowaną symbiozę grupy, prowadzący swoją własną elektroniczną narrację, jednocześnie pozostający w intuicyjnym kontakcie z każdym z muzyków. No i mój cichy bohater Jim Black, znakomicie odnajdujący się w tej całej gmatwaninie pełnej matematyki – przestrzenny, precyzyjny, niejednoznaczny, najbardziej bliski idiomowi jazzowemu. 

Ten koncert to cała prawda o muzyce proponowanej przez Evansa – momentami ekstremalnie wymagająca, inteligentna, przytłaczająca wielością znaczeń i rozwiązań, do bólu techniczna, bardzo złożona i intelektualna, w jakiś sposób ryzykowna, zimna i karkołomna. No ale podobno tak właśnie funkcjonują wielkie muzyczne osobowości.


Po takich koncertach ogromnie kusi nazwać Wacława Zimpla najbardziej etnicznym z naszych improwizatorów. Z jednej strony, biorąc pod uwagę pełny kontekst jego dokonań oraz funkcjonowania na muzycznej mapie świata, byłoby to nazbyt oczywiste i chyba jednak pretensjonalne. I nie chodzi już tylko o całą przeszłość związaną z nieodżałowaną Herą, projektami z Raphaelem Rogińskim czy Mikołajem Trzaską. O tym wszystkim już wiemy i nie ma sensu po raz setny mielenie tego wątku. Z drugiej strony mam jednak nieodparte wrażenie, że w przypadku projektu Saagara Zimpel pozwolił sobie na najgłębszą eksplorację definicji „etno”. Z całym pomysłem stuprocentowego zanurzenia się w tradycję, pewną swoistą obrzędowość, z absolutnym odkrywaniem jak najszerszego spektrum w tym przypadku staroindyjskiego dziedzictwa kulturowego. 

Jak opisują swój świat sami muzycy – z jednej strony funkcjonuje tu złożona i skomplikowana koncepcja muzyki karnatyckiej, z drugiej – a jakże – historia europejskiej muzyki improwizowanej, w której Wacław czuje się jak ryba w wodzie. Charakter korzennej celebracji uzupełniają specyficzne instrumenty o egzotycznie brzmiących nazwach – khaen, thavil, ghatam czy khanjira. A do tego wszystkiego coś, co mnie osobiście zaskoczyło najbardziej, czyli duża komunikatywność i klarowność przedstawionej koncepcji muzycznej, co oczywiście przełożyło się na odpowiednie, wielce pozytywne reakcje publiczności. Do pełni szczęścia brakowało tylko Dona Cherry’ego, Lestera Bowie’ego czy Archiego Sheppa. Jeden z najlepszych koncertów tegorocznej edycji festiwalu „jaZZ i okolice”.

sobota, 21 listopada 2015

Festiwal "jaZZ i Okolice" - Trzaska/Mazur/Jorgensen; Oregon; Kazuhisa Uchihashi Altered States feat. Maciej Obara


By Tomasz Łuczak

Tegoroczną edycję festiwalu „jaZZ i Okolice/jaZZ & Beyond” określa motto „Etno inspiracje, brzmienia nowe i źródłowe”. Andrzej Kalinowski, pomysłodawca i szef artystyczny festiwalu, potraktował to sformułowanie bardzo szeroko, czego idealnym wręcz przykładem było umieszczenie w programie koncertu tria Mikołaja Trzaski. I gdyby trzymać się mocno oklepanej już teorii, że Trzaska to najbardziej radykalny polski muzyk, ostry awangardzista z krwi i kości, który poraża i przeraża agresją swojej wypowiedzi muzycznej, to faktycznie dla kogoś z boku zetknięcie tak wyrazistej duszy artystycznej z kontekstem etnicznym niekoniecznie musi się zazębiać. Ale tak to już w życiu bywa z różnymi teoriami, że często przynoszą ze sobą tylko część prawdy, a my właśnie skupiamy się na pierwszym wrażeniu, rzadko chcąc wchodzić w detale. A wiadomo, gdzie tkwi diabeł.

Rzeczony diabeł to w przypadku tego konkretnego tria (Trzaska – saksofon, klarnet; Rafał Mazur – akustyczna gitara basowa i Peter Ole Jorgensen – perkusja) historia europejskiej muzyki improwizowanej przefiltrowana przez dość dobrze wychwytywalną od pewnego czasu etniczność czy folkowość Mikołaja, rozumianą jako subtelna afirmacja jego żydowskich korzeni. Charakterystyczna, podskórna melodyka Trzaski, ujawniająca się w najbardziej nieprzewidywalnych momentach, gdzie moim zdaniem ten korzenny, pierwotny kontekst wyznaczał głównie klarnet basowy, idealnie wręcz współgrała z matematyczną precyzją Mazura i mocnym, motorycznym brzmieniem perkusji Jorgensena, prezentowanym chyba najlepiej w składach z Peterem Brotzmannem. Gliwicka Jazovia, w której wybitnie rzadko goszczą tego typu składy, stała się w ten wieczór otwartym i buzującym kreatywnością miejscem, w którym świetnie odnaleźliby się tak ikoniczni eksperymentatorzy, jak Derek Bailey, Paul Rutherford, Evan Parker czy Barry Guy. I zapewne tego dnia w Gliwicach czuliby się obok Trzaski bardzo dobrze.


Dużo łatwiej mówić o etno-folku w przypadku legendarnej już grupy Oregon, która aktualnie obchodzi 45-lecie swojego istnienia (czyż to nie najdłużej działający skład jazzowy w historii?) i również z tego powodu zawitała w tym roku do Katowic. Klasyczny skład założycielski reprezentowany jest obecnie przez Ralpha Townera (gitary, fortepian, syntezator, elektronika) i Paula McCandless’a (saksofony, obój), których wspierają Paolino Dalla Porta (kontrabas) i Mark Walker (bębny, perkusjonalia).

W przypadku koncertów Oregonu nie można mówić o nieprzewidywalności i elemencie zaskoczenia. To raczej przeglądowy wgląd w historię muzyki jako takiej, z czytelnymi odniesieniami do world music, etno-jazzu, fusion, źródłowej muzyki amerykańskiej, to inspiracje muzyką indyjską, współczesną kameralistyką, a momentami nawet wycieczki w kierunku bardziej awangardowym. Czyli właściwie wszystko to, do czego formacja przyzwyczaiła nas przez lata i za co ciągle jest kochana. Ta charakterystyczna multikulturowość znajdywała swoje miejsce przede wszystkim w dominującym współbrzmieniu gitary klasycznej mistrza Townera (naturalnie narzucające się skojarzenia stylu solowych płyt dla ECM) i oboju czy saksofonu sopranowego Paula McCandless’a. Reprezentatywna dla Oregonu swoistego rodzaju elegancja, równoważona była tego wieczoru bogatą prezentacją brzmień perkusyjnych, co zdecydowanie dodało całości kolorytu. Jednym słowem, był to udany powrót do przeszłości, o czym świadczą też dwa bisy na koniec i owacja na stojąco.


Koncert Macieja Obary, jednego z najważniejszych obecnie polskich saksofonistów altowych, z Kazuhisa Uchihashi Altered States, był pokłosiem jego pobytu w Japonii w ramach 2. Festiwalu Muzyki Polskiej w 2014 roku. Dobrze znany naszej publiczności Uchihashi, jeden z absolutnie najważniejszych gitarzystów improwizowanych świata, jako kurator festiwalu sam wyselekcjonował polską obsadę w procesie wcześniejszych działań mających charakter warsztatów (obok Obary znaleźli się tam również m.in.: Jerzy Rogiewicz, Michał Górczyński, Jerzy Mazzoll czy Wacław Zimpel). Między Obarą a Uchihashim zaiskrzyło do tego stopnia, że postanowili raz jeszcze wspólnie spotkać się w sytuacji koncertowej. Okazją do tego był właśnie festiwal „jaZZ i Okolice”.

Muszę przyznać, że w tak radykalnej formule, generalnie dość jednak odleglej od kontekstu gry w jego macierzystym kwartecie, widziałem Obarę po raz pierwszy (znów kłania się Mikołaj Trzaska, dla którego jest to zdecydowanie bezpieczny grunt). Było dla mnie wielką niewiadomą, jak nasz świetny skądinąd muzyk wejdzie w ekstremalnie nieskrępowaną, otwartą i odważną koncepcję japońskiego eksperymentatora, której do tej pory raczej nie eksplorował. Albo eksplorował w bardzo ograniczonym stopniu. Moje obawy okazały się w gruncie rzeczy bezpodstawne. Maciej dobrze odnalazł się w tym konglomeracie mocnej rockowej alternatywy, noise’u i preparacji dźwiękowych, dodając do całości tak charakterystyczny dla siebie rys ekspresji i improwizowanej kreatywności. I nawet jeśli początkowo niezaprawiona w awangardowych bojach publika miała wrażenie totalnej nieprzystępności formy, w efekcie dzięki wykreowaniu przez wszystkich muzyków swoistej klarowności i komunikatywności przekazu, mogła zakończyć ten wieczór z uśmiechem na twarzy.

piątek, 30 października 2015

Festiwal "jaZZ i okolice/jaZZ & beyond" - rozmowa z Andrzejem Kalinowskim.


By Tomasz Łuczak

26 września wystartował 9. Festiwal Muzyki Improwizowanej "jaZZ i okolice/jaZZ & beyond", stanowiący bezpośrednią kontynuację cyklu koncertowego organizowanego w Katowicach przez Andrzeja Kalinowskiego - wielkiego pasjonata jazzu, właściciela sklepu płytowego, menadżera zespołów, pomysłodawcę i promotora rozmaitych muzycznych projektów, szefa programowego festiwalu i prezesa fundacji, która ten festiwal z wielką determinacją organizuje. Rozmawiamy o pomyśle na tegoroczną edycję festiwalu i o jego programie.

Tegoroczną edycję festiwalu określa motto: „Etno inspiracje, brzmienia nowe i źródłowe”. Rozwiń proszę tę myśl.

Tegoroczna koncepcja jest bardzo etno-folkowa, co znalazło odzwierciedlenie właśnie w zacytowanym fragmencie, a ponieważ pojęcia „folk” lub „folkowy” rozumiem bardzo szeroko, zatem i rozpiętość stylistyczna wykonawców jest również bardzo obszerna. Z jednej strony Irek Wojtczak w znakomitym projekcie Folk Five, czerpiącym bezpośrednio z folkloru łęczyckiego, z drugiej Maciej Obara z Altered States, czyli japońsko-polski eksperyment, jest też Mikołaj Trzaska z bardzo otwartym projektem w konwencji europejskiego free jazzu. Wyszedłem z założenia, że jazz od zawsze jest w jakiś sposób etno- folkowy i postanowiłem poszukać współczesnego odzwierciedlenia tych inspiracji. Etniczność współczesnej muzyki improwizowanej nie zawsze posiada charakter czysto ludowy, pierwotny, tak jak nie zawsze folk wiąże się z obrzędem, istnieje też coś takiego jak miejski folk. Jest to folk rozumiany przeze mnie jako muzyka powstająca w określonych grupach społecznych, socjalnych czy artystycznych, która nie jest definiowana sztywno określonymi ramami. Dlatego w programie festiwalu mamy zarówno free jazz, jak i słynny zespół Oregon, który jest prekursorem etno-jazzu i który obchodzi aktualnie 45-lecie swojej działalności. Oregon od samego początku inspirował się źródłową muzyką amerykańską, indyjską, europejską, jak i muzyką współczesną. Będzie też Saagara klarnecisty Wacława Zimpla z muzykami z Indii, idealnie wpisująca się w konwencję kreatywnej, poszukującej muzyki etnicznej, czy David Krakauer – wielki współczesny klezmer, który zaprezentuje kompozycje własne plus cytaty z najważniejszych żydowskich motywów filmowych. Zaprosiłem też naszego świetnego kontrabasistę Ola Walickiego z projektem „Kaszebe II”, czyli autorską, muzyczno-literacką wizją współczesnych Kaszub. Na festiwalu zagra Omar Sosa – charyzmatyczny pianista z Hawany, a z Nowego Jorku, tej globalnej jazzowej wioski, Dave Douglas Quintet i Peter Evans z ultranowoczesną muzyką. Wreszcie odbędzie się premiera spotkania na szczycie, a konkretnie połączenie muzyki podhalańskiej z jazz-rockową werwą z Pomorza, w projekcie: Tymon Tymański i Krzysztof Trebunia-Tutka „Pieśni zbójnickie”.

Folk Five Irka Wojtczaka ze znakomitą płytą wydaną pod koniec ubiegłego roku w wytwórni ForTune to chyba też projekt, za który w pewnym sensie czujesz się szczególnie odpowiedzialny?

To jest w pełni autorska koncepcja Irka, która powstała na bazie doświadczenia współpracy z amerykańskim zespołem jazzowym Fonda/Stevens Band. W 2008 roku skontaktował się ze mną uznany amerykański kontrabasista Joe Fonda z propozycją koncertu w Katowicach. Zgodziłem się, równocześnie zaproponowałem rozszerzenie formuły koncertowej o współpracę z polskimi muzykami. Padło na saksofonistów: Irka Wojtczaka i Maćka Obarę. Rewelacyjnie przyjęty koncert został nagrany i wydany na płycie przez Marka Winiarskiego z krakowskiej wytwórni Not Two. Postanowiliśmy pójść za ciosem i wspólnie z Jarosławem Politem z ForTune Records doszliśmy do wniosku, że Irek mógłby napisać kompozycje inspirowane polską muzyką ludową i spróbować nagrać je w zupełnie nowym kontekście, zapraszając do udziału kreatywnych muzyków amerykańskich. Tak powstało NY Connection, z Herbem Robertsonem, Michaelem Jeffrym Stevensem, Harveyem Sorgenem i właśnie Joe Fondą. Niestety, z powodów czysto logistycznych - przeloty muzyków amerykańskich i ich kalendarz koncertów - udało się zorganizować tylko kilka występów w tym składzie, więc Irek stworzył z polskimi muzykami Folk Five Polish Quintet – z Tomkiem Dąbrowskim na trąbce, Piotrem Manią na fortepianie, Adamem Żuchowskim na kontrabasie i Kubą Staruszkiewiczem na perkusji, aby nie stracić tego wielkiego potencjału.


Jak w formułę etno-folkową wpisuje się zaproszony przez Ciebie trębacz Dave Douglas?

Dave Douglas to ciągle jeden z najbardziej kreatywnych muzyków jazzowych, grał w Polsce wiele razy, z mniej lub bardziej progresywnymi projektami gościł chociażby w legendarnej katowickiej Hipnozie. Na najnowszej płycie „Time Travel” ewidentnie nawiązuje do bardzo korzennych inspiracji z Nowym Orleanem na czele, a z drugiej strony jest to też album przywołujący brzmienie drugiego wielkiego kwartetu Milesa Davisa z lat 60-tych.

Dość nietypowym wydarzeniem będzie też koncert Tymona Tymańskiego z góralskim zespołem Krzysztofa Trebuni-Tutki.

Do realizacji projektu „Pieśni zbójnickie” zainspirował mnie cykl dokumentalny w TVP Kultura prezentujący znanych polskich muzyków, którzy wyruszają w Polskę szlakiem etnografa i kompozytora Oskara Kolberga. W programie tym uczestniczył m.in. Tymon Tymański, który próbował zmierzyć się z góralskim folkiem za pośrednictwem Krzysztofa Trebuni-Tutki. Między obydwoma muzykami ewidentnie „zaiskrzyło”, więc pomyślałem sobie, czemu by nie spróbować przełożyć tego na sytuację koncertową. Zadzwoniłem do obu muzyków i bardzo szybko zgodzili się na wszystko. Dodatkowym smaczkiem jest udział znakomitych trójmiejskich muzyków, którzy mają na swoim koncie zarówno jazzowe, jak i folkowe współprace: Irka Wojtczaka, Adama Żuchowskiego i Romana Ślefarskiego.

Rejon bardziej komercyjny reprezentuje w tym roku duet Omar Sosa & Joo Kraus.

Mam nadzieję, że ten koncert przyciągnie publiczność, widzę tu dość duży potencjał komercyjny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, bo muzyka Sosy to wyjątkowo udane połączenie klimatów kubańskich, salsy, Afryki, z wieloma innymi brzmieniami, nawet bliskimi nu-jazzowi. Jazz od zawsze wchłaniał rozmaite nurty muzyki, łącząc je w zupełnie nową jakość (twórczość Duke'a Ellingtona, zespołów Weather Report czy Oregon). Tak jest i tym razem, a że muzyka dąży do jak najlepszego porozumienia z publicznością, to tym lepiej dla percepcji jazzu - jego popularyzacji.


No i niesamowicie wręcz kreatywny, ciągle twórczo niezaspokojony Peter Evans. Tym razem z kwintetem.

Peter Evans Quintet to dla mnie najważniejszy improwizowany zespół ostatnich 5-6 lat i jednocześnie jedna z najbardziej inspirujących mnie sytuacji muzycznych. Elektronika, free-jazz, szczypta tradycji – tam jest wszystko. Przypomina mi to niektóre projekty wymienionego wcześniej Dave’a Douglasa, jeszcze z lat 90-tych. Zresztą myślę, że akurat Petera Evansa spokojnie można nazwać kimś w rodzaju artystycznego wychowanka Douglasa, chociaż nie tylko. Obaj muzycy współpracują też przy Festival Of New Trumpet Music. Z drugiej strony Peter Evans to wielka indywidualność, który zdaje się redefiniować wiele nurtów współczesnego jazzu, że się tak modnie wyrażę, a tak po prostu mówiąc: Peter Evans jest jednym z najbardziej żarliwych i kreatywnych trębaczy młodego pokolenia, a jego muzyka wymyka się wszelkim definicjom.

Wydaje się, że od jakiegoś czasu festiwal „jaZZ i okolice” w kontekście organizacyjnym ma zdecydowanie bardziej autorski charakter, nie tak jak dawniej, kiedy działałeś niejako pod auspicjami Górnośląskiego Centrum Kultury.

Dokładnie tak jest. Staram się ten autorski charakter coraz bardziej pielęgnować. I to nie dlatego, że uważam się za jakiś wielki autorytet, ale raczej dlatego, bo po prostu stało się to moim zawodem. Angażuję się w promocję pewnych kreatywnych nurtów w muzyce improwizowanej poprzez działalność fundacji czy stowarzyszenia i związane z tym pisanie różnych projektów. Dla siebie określam tę sytuację jako oficjalną, biorę na siebie pełną odpowiedzialność, również w kontekście porozumienia z publicznością. To bardzo miła sytuacja, gdy koncerty się podobają, ale gdy coś jest nie tak, to też wiadomo, do kogo można się zwrócić. Jest to związane z sytuacją na rynku, gdzie istnieje wiele instytucji kultury, które funkcjonują niejako anonimowo – do końca nie wiadomo, kto odpowiada za scenariusze programowe konkretnych festiwali. Powoli ten aspekt personalizowania działań na rynku muzycznym zaczyna się w Polsce klarować.

Dziękuję za rozmowę.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Wojciech Jachna & Ksawery Wójciński - Night Talks (2015)

Wojciech Jachna & Ksawery Wójciński

Wojciech Jachna - trumpet, flugelhorn
Ksawery Wójciński - double bass

Night Talks

FSR 03/2015



By Tomasz Łuczak

Był 29 sierpnia 2014 r., warszawski klub Chmury. Wieczór, w którym świetna portugalska trębaczka, Susana Santos Silva, nagrywająca m.in. dla renomowanej wytwórni Clean Feed, wraz ze szwedzkim kontrabasistą Torbjörnem Zetterbergiem starała się przybliżyć lokalnej publiczności niełatwą ideę free improvisation music. Jednak dla mnie wspomniany wieczór należał przede wszystkim do składu poprzedzającego występ Susany. Było to bezprecedensowe spotkanie ponad podziałami na linii Bydgoszcz-Warszawa, które teoretycznie nie miało prawa się wydarzyć.

Wojtek Jachna i Ksawery Wójciński, zbalansowana trąbka i szalony kontrabas. Pozornie dwie diametralnie różne osobowości, z dwóch zupełnie odmiennych muzycznych biegunów, stworzyły spójny, jednorodny i szalenie interesujący obraz subtelnej improwizacji, pełnej stonowania i idealnego wyważenia proporcji. A potem była improwizowana sesja w Bydgoszczy i tak doszło do nagrania "Night Talks". 

To transowa, dyskretna, niemal medytacyjna wędrówka w rejony mało uczęszczane dotychczas przez obydwu muzyków. Jest w niej coś z nastroju płyt stworzonych przez rewelacyjne duety pokroju Joëlle Léandre i Jeana-Luca Cappozzo, Pascala Niggenkempera i Thomasa Heberera czy Alana Silvy i Jacquesa Coursila. Formalnie narracja Jachny i Wójcińskiego jest niejako zaprzeczeniem idei free jako brzmieniowego ekstremum, pełnego zgiełku i kakofonii. Tutaj chodzi o otwartość i swobodę rozumianą w nieco przewrotny sposób. Filtrem jest wrażliwość obydwu artystów, którzy bez zbędnych technicznych wygibasów, zachowując specyficzny klimat introwersji i swoistej ascezy, nadają tej opowieści poszukujący, kreatywny charakter, tworząc jednocześnie szczególny rodzaj bydgosko-warszawskiego, improwizowanego pomostu.

niedziela, 10 maja 2015

Radek Wośko - Contouring - premiera 25.05.2015

Radek Wośko

Kasper Tranberg - trumpet, cornet
Marek Kądziela - guitar
Radek Wośko - drums

Contouring

MPJ 015




By Tomasz Łuczak

Jest coś bardzo charakterystycznego w specyfice podejścia do materii muzycznej Polaków kształcących swój warsztat w Danii. Nie wiem, czy uprawniona może być już teraz sugestia, że ten polski, coraz szerszy zaciąg to zjawisko w prostej linii przekładające się na absolutnie nową jakość w rodzimym jazzie (a może tylko odświeżające pewną koncepcję), niemniej ilość naszych rodaków, którzy podejmują naukę w Odense czy Kopenhadze, pozwala ze spokojem patrzeć w przyszłość w kontekście ich wyborów artystycznych. Tomasz Dąbrowski, Artur Tuźnik, Tomasz Licak, Anna Rybacka, Sebastian Zawadzki, a ostatnio świetni Grzegorz Tarwid czy Albert Karch to już teraz osobowości, które idealnie wpisują się w ideę kreatywnej, nieschematycznej, opartej przede wszystkim na wielkiej otwartości polskiej muzyki improwizowanej.

Są w tej grupie również Radek Wośko i Marek Kądziela, współtworzący wraz z trębaczem Kasperem Tranbergiem album „Contouring”. Pomysłodawca projektu i autor większości kompozycji Radek Wośko – niezwykle twórczy perkusista, lider m.in. kwartetu Entropy i współlider grupy Tomasz Licak/Radek Wośko Quartet – postawił na współpracę z jednym z najbardziej poszukujących polskich gitarzystów, któremu bliska jest idea podobnie dobranego składu (zespół Hunger Pangs prowadzony wspólnie z Tomkiem Dąbrowskim i Kasperem Tomem Christiansenem).

Razem z Tranbergiem, guru duńskiej trąbki, stworzyli niezwykle klimatyczny, momentami subtelny i przewrotnie nastrojowy amalgamat przeróżnych muzycznych znaczeń. Coś, co mógłbym określić mianem niepokojąco kreatywnej ekspresji, zupełnie autonomicznej, nieszablonowej, zyskującej z każdym kolejnym odsłuchem. Na bazie bardzo precyzyjnej, rytmicznej podstawy Radka powstał swoisty dźwiękowy system naczyń połączonych, gdzie momentami dyskretny, minimalistyczny ton Tranberga spotyka się z gitarowym, intensywnym eksperymentem Kądzieli. Całość pomyślana jako niezwykle spójny obraz improwizowanego świata trzech świadomych muzyków.

Odnoszenie propozycji muzycznej Radka Wośko tylko i wyłącznie do tzw. „sceny polskiej” byłoby dużym nietaktem. Warto pamiętać, że to niekoniecznie konkretnie ukierunkowane działanie przekraczające granice, ale raczej autorska wypowiedź poszerzająca definicję, na którą trzeba spojrzeć szerzej, jak na idealnie skrojoną na miarę ideę europejskiej muzyki improwizowanej.

niedziela, 15 marca 2015

Tomasz Dąbrowski Home Concert, Gierałtowice, 12 stycznia 2015 r.


By Tomasz Łuczak & Ryszard Skrzypiec

Dzięki szczęśliwemu splotowi okoliczności znalazłem się w dniu 12 stycznia 2015 roku na koncercie jednego z najważniejszych obecnie polskich trębaczy, Tomka Dąbrowskiego, zorganizowanym przez jednego z redaktorów bloga Polish-Jazz, Tomasza Łuczaka, w prywatnym domu w Gierałtowicach koło Gliwic. Zaproszenie było niespodziewane, atrakcyjne, z soboty na poniedziałek, co znaczy, że skorzystanie z niego wymagało błyskawicznej konsultacji z własnym kalendarzem. Z dnia na dzień artyście wypadł jeden z występów, w trasie zrobiła się dziura, więc nadarzyła się okazja do spontanicznego eksperymentu, z czego obaj Tomasze skwapliwie skorzystali. Dodatkowym ułatwieniem była koncepcja koncertu w ramach występu solowego, a zatem tylko muzyk, trąbka, ewentualnie jakieś nakładki czy tłumiki. A zatem organizacyjne małe piwo.

To, że co roku nagrania Tomka Dąbrowskiego cechuje wysoki poziom artystyczny, od jakiegoś czasu jest już w środowisku jazzowym normą. Przytaczają to na każdym niemal kroku nie tylko dziennikarze czy słuchacze, ale też i sami muzycy. W tonie pojawiających się w mediach opinii o Tomku dominuje kontekst wielkiego szacunku dla jego wyborów muzycznych. Nienaganny technicznie, progresywny, nie unikający ryzyka, kreatywny – właściwie lista pochwał mogłaby się nie kończyć. Różnorodność jego podejścia potwierdzają też projekty, w które się angażuje. Są wśród nich i te bardziej wyważone, nastrojowe, melodyjne. W takiej konwencji również dobrze się odnajduje. Jeśli więc samo doprowadzenie do odbycia się koncertu było w gruncie rzeczy dziełem przypadku, to już sam muzyk zupełnie przypadkowy nie jest.


Z zaproszenia skorzystało kilkanaście zebranych naprędce osób, czyli z jednej strony kilkakrotnie więcej niż liczba słuchaczy zagranego dzień wcześniej koncertu w krakowskim Piec Arcie. Ale z drugiej, choć w większości były to osoby osłuchane w muzyce rozrywkowej o wyższych aspiracjach, nawet w jazzie, to jednak, poza organizatorem i piszącym te słowa, do tej pory bez bliższych kontaktów z muzyką uprawianą przez bohatera wieczoru. Zarówno miejsce – dla wszystkich, także dla muzyka, jak i skład publiczności miały niebagatelny wpływ na przebieg, formę i treść koncertu. Nie był to, w przeciwieństwie do regularnych występów na trasie, zagrany za jednym podejściem skończony, solowy występ trębacza, przykuwający uwagę słuchaczy. Dość liczne przerwy wypełniły ciekawe opowieści muzyka i rozmowy z publicznością – o nim samym, jego muzyce, inspiracjach prezentowanego materiału. Co więcej, poza fragmentami podstawowego programu solowych występów granych w ramach trasy 30th Birthday/30 Cities/30 Concerts, znalazły się w nim i lżejsze nuty – elementy stricte swingowe, melodyjne, zagrana z inicjatywy Dąbrowskiego kolęda czy jazzowy evergreen – utwór „Summertime”. Te przystępniejsze momenty idealnie korespondowały z drugim obliczem Tomka, tym bardziej improwizowanym. Raz fraza użyta w sposób linearny, bardzo czytelny, innym razem totalny redukcjonizm. Chwilami odnosiło się wrażenie, że oto z Nowego Jorku zawitał na Śląsk Peter Evans czy też z Berlina Axel Dorner – królowie free improvu. Można więc z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że była to prezentacja kompletnego obrazu naszego trębacza.


Koncerty domowe, zyskujące w ostatnim czasie na popularności w naszym kraju, poza zaspokojeniem kaprysu organizatora, niewątpliwie mają kilka walorów, które w inny sposób mogą być trudne do osiągnięcia. Przede wszystkim aspekt edukacyjny – możemy zaprosić ludzi, dla których taka forma sztuki – muzyki, teatru, poezji – jest nie tyle nieznana, niezrozumiała, co raczej po prostu poza obszarem ich codziennych i regularnych doświadczeń. Nie usłyszą tego w radio, nie zobaczą w telewizji, nie zaatakuje ich to z reklamy, a zatem nie kupią płyty, nie wybiorą się na koncert, nie zetkną w jakikolwiek sposób. Home concert może ich przyciągnąć zarówno jako wydarzenie artystyczne, jak i towarzyskie. Dokonuje się również i intensyfikuje swoista relacja bezpośrednia w czasie rzeczywistym, zdecydowanie bardziej osobista niż podczas koncertu klubowego, gdzie publika niekoniecznie współtworzy konkretne wydarzenie w tak intymny sposób. Muzyk na wyciągnięcie ręki, i to dosłownie – marzenie niejednego melomana. Jest wszakże w tym wszystkim jedno najważniejsze założenie – totalne obopólne zaufanie i szacunek. Bez oceniania, deprecjonowania, lekceważenia, a ze strony artysty – bez naginania swoich wartości artystycznych. Tylko wtedy organizowanie takich koncertów ma sens.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Polish Jazz TOP TEN 2014 by Tomek Łuczak


As usual at the end of the year we publish our lists of best recordings released in the given calendar year in which Polish musicians have participated. This list is the effect of combining four separate lists arranged by Maciej Nowotny, Mateusz Magierowski, Tomek Łuczak and Adam Baruch, who all constitute our editorial office. On four consecutive days we we will publish our separate individual lists. We hope that this will be a lot of fun for our readers and eventually it will also help you to get a grip of what was the most interesting in Polish Jazz in year 2014.

Tomek Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2014:

1. Wacław Zimpel To Tu Orchestra – Nature Moves
2. Jachna/Tarwid/Karch – Sundial
3. Dąbrowski/Davis/Drury – Vermilion Tree
4. Innercity Ensemble – II
5. Malerai/Goldstein/Masecki – Preparing To Dance-New Yiddish Songs
6. Piotr Wojtasik Quartet – Amazing Twelve
7. ELMA – Hic Et Nunc
8. Second Exit – Spoon
9. Piotr Damasiewicz Quartet – Mnemotaksja
10. Piotr Lemańczyk Quartet North – Baltic Dance

MUSICIAN OF THE YEAR 
Wojciech Jachna

DEBUT OF THE YEAR 
Kuba Płużek – First Album

REISSUE OF THE YEAR
Polish Radio Jazz Archives Vol. 14 – Jazz Jamboree 63’ Vol. 03

EVENT OF THE YEAR
Creativity and quality of the vocal albums with Grażyna Auguścik Orchestar, ELMA, Grzegorz Karnas, Wojciech Myrczek, Krystyna Stańko, Sylwia Białas as examples.

czwartek, 2 października 2014

Jachna/Tarwid/Karch Trio !!!

Jachna/Tarwid/Karch

Wojciech Jachna - trumpet, flugelhorn
Grzegorz Tarwid - piano
Albert Karch - drums

Sundial

FOR TUNE 0039



By Tomasz Łuczak

Słuchając materiału zaprezentowanego na „Sundial”, nie mogę przestać myśleć o Tomaszu Stańce, który niczym krwiożerczy wampir przez lata wysysał z o wiele młodszych od siebie Wasilewskiego, Kurkiewicza i Miśkiewicza życiodajną energię, w efekcie generując wspólnie niemal intuicyjne porozumienie sceniczne. Owa swoista symbioza była przed długi czas synonimem nowej jakości w polskim jazzie. Jak się potem okazało, skorzystały na tym obydwie strony – Stańko zyskał dużo świeżości, a trio Wasilewskiego stało się grupą na najwyższym poziomie już nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

W przypadku Wojciecha Jachny różnica wiekowa między muzykami jest o wiele mniejsza, ale zasada może okazać się podobna – oto doświadczony cat, uczeń innej legendy polskiej trąbki, Piotra Wojtasika oraz jazzman, który nabierał szlifu u boku wielkiego Andrzeja Przybielskiego, spotyka dwóch nieopierzonych młodzieńców, z którymi tworzy nie tyle swingujące trio wyrastające wprost z jazzowego korzenia, co próbuje raczej zdefiniować coś na kształt otwartej, improwizowanej kameralistyki, gdzie subtelne, kontrolowane free spotyka klasyczne, fortepianowe formy.

Grzegorz Tarwid, kreujący obok Sebastiana Zawadzkiego czy Kuby Sokołowskiego nowy rozdział polskiej pianistyki, nie jest przesadnie sentymentalny i cukierkowy. On wie, że należy cenić Nahornego, Makowicza czy Jagodzińskiego, ale kontekst jego gry, w połączeniu z inspiracjami Szostakowiczem czy impresjonistami, podpowiada bardziej kierunek zdefiniowany przez Paula Bleya, Andrew Hilla czy Matthew Shippa. Albert Karch z kolei, elegant, jest niczym Tony Williams z drugiego wielkiego kwintetu Milesa Davisa – młodzian obdarzony wielką wyobraźnią i wyrazistością sceniczną. Niesamowite, że w tak młodym wieku obydwaj wprowadzają tak nieoczywistą, brudną narrację. To gra w kierunku nie tyle dzikiego nieokiełznania czy totalnego łamania schematów, co raczej ich twórczego modyfikowania. Z reguły taka świadomość przychodzi znacznie później. Tym bardziej należą się wielkie brawa za kreatywność. 

Wojciech Jachna pochodzi z Bydgoszczy, miasta naznaczonego yassową rewolucją. Jak większość terminujących w słynnym klubie Mózg, tak i on wywodzi się z pewnego specyficznego korzenia i choćby nie chciał, dotyka go tradycja, która w założeniu miała burzyć wszystko to, co zastane. Problem w tym, że ta post-yassowa łatka niemal na stałe niepotrzebnie przylgnęła do bydgoskich muzyków, a ci dawno porzucili rewolucyjny idiom i nic burzyć już nie muszą. Ten sztywny gorset uwiera szczególnie w kontekście tworzonych przez nich nowych projektów, które nie mają za wiele wspólnego z koncepcją sprzed lat, pachnącą obecnie wtórnym resentymentem. Jeśli jesteś z Bydgoszczy, niekoniecznie musisz identyfikować się z yassem. Udowadnia to właśnie „Sundial” - nowe, akustyczne rozdanie Wojciecha Jachny. Nie ma już „Muzyki z Mózgu”, jest nowe trio Jachna/Tarwid/Karch. I tego się trzymajmy.



Lista utworów:

1. Sundial
2. Attic Salt
3. Mazurka
4. Terpischore's Chant
5. Sundial, Variation 1
6. Little Draft
7. Intermezzo
8. Sudden Rush
9. Sundial, Variation 2
10. Terpischore's Chant, alternate take

niedziela, 15 grudnia 2013

Polish Jazz TOP TEN 2013 by Tomek Luczak



As usual at the end of the year we publish our lists of best (?) recordings released in the given calendar year in which Polish musicians have participated. This list is the effect of combining three separate lists arranged by myself, Tomek Łuczak and Adam Baruch who all constitute our editorial office. On three consecutive days we we will publish our separate individual lists and then our final list with some new featuresthat will be added to TOP TEN for the first time. We hope that this will be a lot of fun for our readers and eventually it will also help you to get a grip of what was the most interesting in Polish Jazz in year 2013. 

Tomek Łuczak TOP TEN Polish Jazz 2013:

1. Obara International – Komeda 

Please, find HERE also our last year Polish Jazz Top Ten 2012. On top of that we also want to direct your attention to Polish Jazz Project 2013 managed by Tomek which comprises full list of all jazz recordings featuring Polish artists released in 2013.

Zobacz też: