Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 listopada 2021

Marek Napiórkowski - Hipokamp (2019)

Marek Napiórkowski

Marek Napiórkowski - guitar
Jan Smoczyński - keyboards
Paweł Dobrowolski - drums
Luis Ribeiro - percussion
Adam Pierończyk - soprano saxophone (1,2)

Hipokamp

Tekst: Jacek Sołkiewicz


Gdzieś na skraju jawy i snu, na tafli szarej wody mienią się odbicia naszej świadomości...tańczą, zmieniają swój kształt i podmieniają wspomnienia na złudzenia. Błyszczący pokaz niepamięci, ferie retro artefaktów a wszystko za sprawą dźwięków, które idealnie trafiają w tę część umysłu, która jest na tyle elastyczna by udźwignąć taką zabawę z tym co uznaliśmy za wyblakłe. Może dlatego, że na co dzień obcujemy z ogłuszającym szumem i tak naprawdę nie możemy wsłuchać się w głos, który zdaje się być kluczem do archiwum, które nosimy w sobie? Przyśnione czy przekłamane? Wątpliwości dobiegają coraz głośniej, w miarę słuchania ‘Hipokamp’ - najnowszej płyty Marka Napiórkowskiego (2019), która kilka dni temu pojawiła się w czarnej wersji. 

A nowa płyta to Napiórkowski, który zaskakuje. Kolorem, temperaturą, ale przede wszystkim aurą. Już nie jest tak jasno, zawadiacko ani szepcząco blisko. Na ‘Hipokamp’ pojawiają się elementy, których wcześniej nie było - rozedrganie i...cień. Cień, w którym do głosu dochodzą nieoczywiste nuty, napięcie i echo miejsc głębokich na tyle, że mamy dreszcz zaglądając do nich. Jednocześnie to płyta cudownie rozkręcona, rytmiczna emocjonalnie i przede wszystkim perfekcyjnie (nied)opowiedziana. To po prostu inne oblicze tego samego człowieka, wokół którego nagromadziły się impulsy pochodzące z wielu różnych źródeł - mogło dojść do niebezpiecznych wyładowań a skończyło się na przepięknej, wciągającej swą tajemnicą, liryce. Tak, ‘Hipokamp’ ma głębię, która od pierwszych nut nie pozwala przejrzeć tego wydawnictwa na wylot. Tu naprawdę trzeba się zanurzyć, wsłuchać i przede wszystkim spędzić czas. Nieprzejrzystość tego albumu jest wciągająca. Zmusza do odkrywania, refleksji i pewnego wysiłku emocjonalnego. Jednakże w zamian oddaje bardzo długą podróż za zamkniętymi oczami. A dotrzecie naprawdę daleko. 

Osobiście, mam poczucie pewnego odrealnienia tej sesji. Wybrzmiewają tu takie dźwięki, które malują kształty nieznane. Niczym jak na zalanych fotografiach...widzimy majaczące obrazy, ale nie potrafimy przypisać ich do czegokolwiek znajomego. Dlatego brniemy w to dalej łudząc się, że te kontury się wyostrzą. To naprawdę niesamowite uczucie, zwłaszcza, że towarzyszy przez większość płyty. Na pewno wielki wpływ na taki stan rzeczy ma obecność instrumentów klawiszowych, które generują hipnotyczną aurę, pełną mar, złudzeń i zniekształceń. To atmosfera, która ma wiodące znaczenie w przypadku utworów takich jak ‘Hipokamp’ czy ‘Niepokój’ (!!!) - oba definiują tę nową jakość muzyki Marka Napiórkowskiego. Syntezatory grają bardzo minimalistycznie, ale ich zapętlenia i idealne proporcje powodują, że między nuty wkrada się dużo pochmurności. Miękkie podrażnienie. Niby nie boli, ale czujemy obecność czegoś nieznajomego. Jednakże to nieznajomość fascynująca. Niezmaterializowana, ale odczuwalna. Tkwimy w bezruchu by nie przerwać tej emanacji nowej energii, którą niesie ze sobą. 

Urzekł mnie fakt jak doskonale Marek Napiórkowski wpasował partie gitary w ten klimat. To musiało być mierzone co do nuty, ponieważ jest idealnie tam gdzie powinna być. I słyszalna w taki sposób, że nie tracimy uwagi na wsłuchiwanie się. Aranżacyjne mistrzostwo. To już nie kwestia akordu czy dwóch tylko całej partytury. Inna sprawa to odcień tego co gra Napiórkowski - tu zaszła, moim zdaniem, największa zmiana. Możliwe, że to tylko kwestia przesunięcia o centymetr na gryfie gitary niemniej, szalenie istotna i wynosząca ten materiał na zupełnie inny poziom odczuwania. Każde słowo można zagrać na wiele sposobów i tu właśnie mamy do czynienia z taką różnicą.

Jest ciemniej, ale za to zdecydowanie bardziej magnetyzująco. 

Nie ma też znaczenia czy jest to pędzący ‘Brainstorm’, przyspieszający ‘Flashback’ czy zaskakujący cover ‘Space Oddity’ Davida Bowie - swoisty miraż rozpościera się przed nami w całej swojej rozciągłości od pierwszej do ostatniej sekundy. Zmiany tempa, kaskady dźwięków, nagłe wyciszenia, swobodne otwieranie i zamykanie ambientu powoduje, że nie mamy możliwości złapania pełnej ostrości tego co słyszymy. To zmętnienie jest wypadkową stylu gry każdego muzyka, który wziął udział w nagraniach. Przemawiają oni wszyscy jednym, bardzo spójnym językiem dzięki czemu ‘Hipokamp’ jest tak konsekwentny i uzależniający. Nie zmienia tego nawet nieco pastiszowy wydźwięk ‘Profesor Kuppelweiser’, który rozjaśnia nieco przestrzeń swoją (pozornie) roztańczoną lekkością. Warto w tym miejscu wspomnieć o niezwykle wyrazistych partiach instrumentów perkusyjnych, które w czujny sposób budują nastrój lub napędzają galop utworów. To niewątpliwie bardzo jaskrawy element na ‘Hipokamp’, który w każdej innej sytuacji nadałby nieco latynoski, gorący styl, ale tutaj właśnie, w połączeniu z pozostałymi instrumentami jego obecność wypada frapująco i świetnie wypełnia horyzont rytmiczny płyty. Zresztą sama gra bębnów ma na ‘Hipokamp’ fundamentalne znaczenie - utwór po utworze cierpliwie i niezwykle metodycznie budują nastrój. To taki poziom wirtuozerii, na którym perkusista świetnie rozumie ideę nadrzędną i nie wprowadza niepotrzebnego zamieszania, grając tak by wyeksponować każdy takt tej magicznej opowieści. I robi to po prostu perfekcyjnie używając przy tym rozmaitych stylów inkrustując całość materiału. Równie rewelacyjnie funkcjonuje saksofon, który dosłownie maluje klimat w wielu miejscach stanowiąc często o wyjątkowości poszczególnych fragmentów, ale nie przepycha się na pierwszy plan, nie wybudza słuchacza...zamiast tego dodaje kolejne fascynujące odcienie. 

Miałem okazję słyszeć ‘Hipokamp’ na żywo, tuż po faktycznej premierze tej muzyki w 2019 roku i najpiękniejsze było to, że całemu zespołowi udało się przenieść tę lekko mistyczną aurę do formatu koncertowego. To pokazuje jakość tej płyty i sposób w jaki oddziaływuje ona na zarówno muzyków jak i publiczność. Bardzo wyrazista płyta w dorobku Marka Napiórkowskiego. Niemalże koncepcyjna zarówno w warstwie brzmieniowej jak i czysto wykonawczej. 

Wiele tu momentów pełnych zadumy, takiego dobrego zawieszenia. Kiedy miną, budzimy się jak z chwilowego letargu nie wiedząc nawet kiedy do tego doszło. ‘Hipokamp’ wciąga co prawda bardzo powoli i delikatnie, ale jednokierunkowo. Zapadamy się między tymi nutami niczym w rozpływającym marzeniu, które miękko obezwładnia przy każdej próbie poderwania. Wyłącza umysł pozostawiając nas sam na sam z iluzją mikroskopijności naszych problemów. Bardzo potrzebna muzyka.

wtorek, 30 marca 2021

Christoph Beck - Tartaros (2019)

Christoph Beck

Christoph Beck - tenor saxophone, bass clarinet
Patrick Bebelaar -piano
Bodek Janke - drums, tabla

Tartaros

DML 038



By Adam Baruch

This is the third album as a leader by young German saxophonist / composer Christoph Beck, recorded in a trio setting with pianist Patrick Bebelaar and Polish (resident in Berlin) drummer Bodek Janke. The album presents twelve original compositions, all by Beck.

The music is mostly melody based and offers a wide and diverse range of moods and tempi, presenting a highly skilled compositional ability, rather than sketchy themes, which often serve as basis for Jazz improvisations. It offers a lot of space and freedom, venturing into pretty Free Form passages, but remains well-structured and harmonically sound at all times.

The bass-less trio handles the music brilliantly, with Beck alternating between tenor saxophone and bass clarinet, Bebelaar playing superbly and handling the job of providing not only harmony but adding excellent soloing and a bass layer, and finally Janke, who cements the music together and pushes it forward with his robust and highly imaginative percussive work. The album holds a lot wonderful surprises, like the tabla parts played by Janke or the superb bass clarinet parts, which are deeply emotional and atmospheric. All this offers a truly delightful musical journey, which happens rather rarely, and is definitely worth embracing.

I admit of not being aware of Beck’s work earlier (my loss of course) and this album comes as a revelation of his abilities and talents. I’ll have to dig out his earlier work as it definitely seems worthwhile, now that I have discovered him. Overall this is a beautiful piece of music, from start to finish, which shows how inventive, artistic and sophisticated European Jazz can be at its best. Beck is definitely a musician worth following and the album highly recommended to all Jazz lovers around the world!

piątek, 12 marca 2021

Leszek Żądło Quartet - Komeda. Wygnanie z Raju (2019)

Leszek Żądło Quartet

Leszek Żądło - tenor & soprano saxophones
Leszek Kułakowski - piano
Piotr Kułakowski - double bass
Jacek Pelc - drums

Komeda. Wygnanie z Raju

FOR TUNE 0140


By Alek Jastrzębski

Jednym z ciekawszych aspektów zajmowania się muzyką są niekończące się odkrycia i niespodzianki, wynikające z ciekawych zbiegów okoliczności, prowadzących do niecodziennych połączeń. Bo kto by się spodziewał, że sprzątanie archiwum w 2013 roku może doprowadzić do wydania płyty w roku 2016, opartej na musicalu z lat 60. o tematyce science fiction, w który dodatkowo zamieszany był jeszcze Krzysztof Komeda? Cóż, na pewno nie ja.

"Wygnanie z Raju" to tytuł zapomnianego musicalu z lat 60. autorstwa Andrzeja Tylczyńskiego i Krzysztofa Borunia. Za piosenki odpowiadał Jerzy Abratowski, z kolei napisanie muzyki części baletowej przypadło Krzysztofowi Komedzie. Spektakl wystawiono jedynie 10 razy w sezonie artystycznym 1968-1969, co gorsza nie został w żadnej formie zarejestrowany, przez co zdawało się, że kolejna porcja muzyki słynnego pianisty zaginie na zawsze w odmętach ciszy. Nie dopuścił do tego właściwie czysty przypadek, dzięki któremu syn Tylczyńskiego, raptem 7 lat temu, odnalazł nuty w czasie porządkowania ojcowskich archiwów. Później wystarczyło tylko przearanżować muzykę, napisaną pierwotnie na orkiestrę, na kwartet jazzowy, czego podjął się Leszek Żądło i Matthias Preissinger. Według mnie to nie lada wyzwanie, wymagające odwagi i dużej kreatywności. Tym bardziej cieszę się, że Żądło podjął to ryzyko, dzięki któremu otrzymaliśmy składającą się z jedenastu części jazzową suitę.

Jak na suitę przystało, całość skonstruowana jest misternie - utwory naturalnie przechodzą w kolejne, ale jednocześnie dobrze radzą sobie także poza kontekstem. Jednak pełnię zamysłu kompozytorskiego ukazują dopiero odsłuchiwane w kolejności, w której zostały zagrane na płycie. Daje się wtedy wysłyszeć dramaturgię, mającą oddawać tę odpowiednio wyreżyserowaną jeszcze przez Komedę. Efekt ten potęguje fakt, że "Komeda. Wygnanie z Raju" jest albumem koncertowym, zarejestrowanym podczas warszawskiego Singer Jazz Festival we wrześniu 2016 roku. 

Według mnie to właśnie sala koncertowa jest miejscem, w którym emocje artysty są najbardziej szczere i poprzez muzyczne porozumienie ukazuje on prawdziwą wartość swoją i zespołu. Słychać to szczególnie w hipnotyzujących improwizacjach i sprawności, z jaką muzycy przeskakują między poszczególnymi stylami (na płycie znalazło się miejsce nawet dla tanga i samby), a także w niesamowitym nastroju, budowanym lirycznymi frazami i pociągającą melodyką, otulającą słuchacza już od pierwszych dźwięków. Efekt ten wzmacnia fantastyczna sfera produkcyjna, znajdująca idealną równowagę między pełnią brzmienia na modłę nagrań studyjnych, a dźwiękiem sali koncertowej, zapełnionej przez publiczność. I choć cała płyta trzyma równie wysoki poziom, z jakiegoś powodu szczególnie porusza mnie ballada, będąca ósmą częścią suity. 

"Komeda. Wygnanie z Raju" przypomina, że niejednokrotnie historia powstania danego albumu jest nie mniej ciekawa od samego materiału dźwiękowego. Co więcej, opowieść ta może wpłynąć na jego odbiór, dla każdego słuchacza zapewne w inny sposób. W moim przypadku historia, kryjąca się za muzyką, dodała jej głębi i nad wyraz często kierowała moje myśli w stronę pytania: ileż takich perełek kurzy się gdzieś w zapomnianych stertach papierów, w jeszcze bardziej zapomnianych archiwach?

niedziela, 14 lutego 2021

Details In The Air - Totaal (2019)

Details In The Air

Ken Vandermark - Bb clarinet & tenor saxophone
Mikołaj Trzaska - alto & baritone saxophones, bass clarinet
Michał Górczyński - Bb clarinet, bass clarinet, contrabass clarinet

Totaal



KILOGRAM 037

By Andrzej Nowak

To intrygujące, dęte trio znamy już z bardzo udanej, debiutanckiej płyty "Open Containers". Ich drugie podejście zdaje się osiągać już "totaalnie" wysoki poziom. W przeciwieństwie do debiutu album bardziej uporządkowany dramaturgicznie, świetnie brzmiący i pokazujący jeszcze lepiej skomunikowanych wzajemnie muzyków. Dodatkowo mamy wrażenie, iż trio, które swą przygodę osadzało dotychczas bardziej w tradycji free jazzu, teraz coraz chętniej zapuszcza się w rejony swobodnej kameralistyki. Niewątpliwe duża w tym zasługa obytego w tego rodzaju świecie muzycznym Michała Górczyńskiego. Wskażmy najbardziej udane fragmenty "totaalnej" improwizacji (bez wątpienia w pewnym stopniu predefiniowanej).

Już samo otwarcie płyty daje szansę tezie recenzenta o rosnącym posmaku kameralistyki w improwizacjach Details In The Air. Łagodnie frazy, klarnety, saksofon i dużo powietrza pomiędzy dźwiękami. Opowieść przypomina spacer po coraz gęstszym lesie. Emocje zdają się rosnąć z każdą sekundą, a masywne klarnety pięknie śpiewają w bardzo wysokich rejestrach. Druga opowieść pełna jest egzystencjalnej trwogi, metafizycznego wręcz smutku - zbudowana z samych klarnetowych fraz, które świetnie się uzupełniają, a sami artyści wciąż potrafią nas czymś zaskakiwać. Równie zmysłowe jest samo zakończenie, które konstruują dronowe ekspozycje wszystkich instrumentów. 

Piąta improwizacja tkana jest niemal z samych drobiazgów. Na poły rytmiczne szumy, mikro frazy pijanych dysz saksofonu i masywna baza klarnetu kontrabasowego - świetnie skomunikowana opowieść, po czasie pełna dynamicznych szczegółów. Szósta część kipi free jazzem, to informacja ważna dla tych, którzy na tej płycie szukają nade wszystko ognia. Wreszcie sam "totaalny" finał, który znów zdaje się startować z samego dna ciszy. Dźwięki, które rodzą się w bólach, tworząc mgławice szeleszczących fonii, szumów i głębokich oddechów, z których po kilku narracyjnych pętlach zaczynają wykluwać się zadziorne i całkiem dynamiczne frazy. 

piątek, 5 lutego 2021

Lena Piękniewska - Coś Przyjdzie: Miłość Lub Wojna (2019)

Lena Piękniewska

Lena Piękniewska - vocal
Jacek Kita - piano
Michał Górczyński - clarinet, saxophone
Wojciech Pulcyn - double bass
Sebastian Frankiewicz - drums

Coś Przyjdzie: Miłość Lub Wojna


POLSKIE RADIO 2265

By Adam Baruch

This is a live recording at the Polish Radio of a wonderful Jazz & Poetry project by vocalist Lena Piękniewska and her quartet, which includes clarinetist/saxophonist Michał Górczyński, pianist Jacek Kita, bassist Wojciech Pulcyn and drummer Sebastian Frankiewicz. It presents ten songs composed by Paweł Skorupka with lyrics by Jewish/Polish poets, mostly children, who all bar one perished during the Holocaust. They were Abram Cytryn from Łódź, who died in Auschwitz at the age of seventeen, Zuzanna Ginczanka (real name Sara Ginzburg), who was executed in Kraków at the age of twenty seven, Janka Hescheles (today Janina Altman), who is the only survival now living in Israel and finally Abramek Koplowicz from Łódź, who died in Auschwitz at the age of fourteen. One poem is by an unknown author, found in Auschwitz after liberation. This project was premiered during the third edition of the Singer Jazz Festival (2016) in Warsaw, of which I am the Artistic Director.

It is impossible to describe the emotional upheaval involved in listening to this song cycle, especially to people like myself, who have a direct Holocaust involvement. Everything connected with the memory of the Holocaust, and in this case also Holocaust children, is always immeasurably painful and this is why when I was first introduced to this project I did not hide my skepticism. I am very happy to say that Skorupka, Piękniewska and her team managed to shatter my skepticism completely and when the music was over my eyes were full of tears but my heart was full of joy upon realizing that this project certainly does not trivialize the memory of the Holocaust victims and pays a loving tribute to the loss and the bitter destiny of Polish Jews, being an important document of times and souls lost but not forgotten, as well as the integration of Polish Jews in creating Polish Culture.

Of course this project can be also viewed on pure aesthetic ground, detached from its historic legacy. Skorupka composed truly beautiful melodies, full of the typical Polish Jazz melancholy, which suit the often extremely difficult lyrics absolutely ideally. The instrumentalists, some of Polish Jazz finest of course, stand up to the challenge with flying colors, as expected. Górczyński is the absolute star of the evening as his brilliant soloing expresses simply magnificently the anguish and suffering inherent in these songs, sometimes only indirectly, emphasizing the dichotomy between some of these poems and the circumstances in which they way created, which is often astounding and heartwrenching. And finally Piękniewska, with her delicate, as if reserved delivery, manages to create the magic atmosphere of this project. She beautifully eschews theatrics and unnecessary boastfulness, which might have hurt the essence, deciding to take the "less is more" path, with grace and elegance as well as full of deep emotion.

I would like to thank all the people involved in this project for creating such an important tribute to the tragedy and pointing towards hope. It is wonderful to see this project finally available on record, better late than never of course. This is an absolute must have for every Polish Jazz connoisseur and Jazz & Poetry lover, wherever they might be.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Dominik Wania - Twilight (2019)

Dominik Wania

Dominik Wania - piano

Twilight

UNIVERSAL 602577477812







This is a sensational album which presents the music by celebrated Polish composer Zbigniew Preisner, known as one of the most important cinematic contemporary music Masters, performed by virtuoso Polish pianist Dominik Wania, who in the last decade conquered the Polish Jazz piano scene without much competition. The nine solo piano pieces composed by Preisner and interpreted by Wania present on this album are a magical window into the souls of both of these great Artists.

Two years ago, during the 2018 Haifa Film Festival, which celebrated the music of Preisner, I had the wonderful opportunity to spend many hours in his company, which provided ample opportunity to discuss music, philosophy, and life in general, while exchanging anecdotes and enjoying food together. Preisner the person turned out to be every bit as fascinating as his music.

Preisner's music is always characterized by several basic qualities, which are intrinsically embedded into the fabric of the sonic visions he creates. They are melody, simplicity and melancholy. Anybody familiar with Preisner´s music is obviously aware of the fact that his music offers some of the most beautiful melodies to appear in cinematic music, which have an universal appeal capturing millions of music (and obviously cinema) lovers the world over. But his music also eschews complexity and unnecessary ornamentation, leaving the ground first and foremost to the melody. He is absolutely right when he states that no amount of sophistication and extrovert decoration is able to do anything, when the melody is lacking, and when the melody is great, not much more is needed. As to the melancholy, or even more precisely the typical "Polish Melancholy", which his music almost epitomizes, it is simply something that comes completely naturally to him, as it in fact happened to all great Polish composes since Frederic Chopin.

Dominik Wania is undoubtedly a great virtuoso, but his virtuosity is only one of his many qualities, which distinguish him from most of the other excellent piano players on the Polish scene. The most important of his qualities is his ability to find his very own adaptation of any kind of music he sets forward to perform. His Jazz recordings over the years prove his incredible stylistic diversity and sensitivity, finding him often in diametrically different musical surroundings, but there is not even one case which finds him unable to deal with the music at hand and that in the most spectacular way imaginable.

This album offers best of the two worlds: the wonderful compositions by Preisner with the incredible interpretation of these compositions by Wania. The pieces are all beautifully melodic and simple and melancholic, true pearls of Preisner´s creative powers. Wania´s fingertips take these melodies into his own world, adding his very own, often very subtle but always very evocative interpretation, which floats like another layer over the basic melody. The overall result is delicate, often minimalist, reflective and heartfelt, with the music achieving a state of a mantra lingering in the air. I recall when Preisner told me about this project when we met and I assured him that he could have not found a more suitable piano Master than Wania to uplift his compositions to another emotional / spiritual level, this of course before I heard the music. After hearing the music it became obvious that his (and mine) instincts were just right on and the result turned out to be simply outstanding.

I don’t like to use "big" words in vain, but this album puts two Geniuses together, and thanks to Higher Powers the combined qualities simply came together like a dream. I can hardly imagine any true music connoisseur staying impartial to this music, which I have played often since I first received it, finding it always striking directly at my heart in days of low and high. I hope many more people can enjoy the same level of musical bliss!

czwartek, 10 grudnia 2020

Mełech / Mazurkiewicz / Trilla - Brain / Dog / Hum (2019)

Mełech/Mazurkiewicz/Trilla

Piotr Mełech - clarinets, electronics
Jacek Mazurkiewicz - bass, electronics
Vasco Trilla - drums

Brain/Dog/Hum

MULTIKULTI MPI 047/048/049


By Adam Baruch

Released as three separate CDs, this is obviously a unified release documenting live performances by the Improvised Music/Avant-Garde Jazz trio comprising of Polish clarinetist Piotr Mełech, bassist Jacek Mazurkiewicz and Spanish drummer Vasco Trilla, recorded in February 2016 at three clubs in different cities in Poland. Guitarist Damian Pielka takes part on one track. The albums present four / five / two improvised tracks respectively, all obviously credited to the three members of the trio.

Although all the three concerts were recorded by the same trio within one week, the music on the separate CDs differs significantly, presenting completely diverse facets of the trio's possibilities. Improvised Music is of course created in the spur of the moment and such diversity speaks highly of the abilities of the trio both on the individual and ensemble levels.

Listeners familiar with the European Improvised Music scene are obviously already familiar with the names of these musicians, since they all performed and recorded prolifically in the last decade and are considered as some of the most interesting representatives of the genre.

Since both Mełech and Mazurkiewicz employ electronics on regular basis, the music on these albums depicts the polarity between purely acoustic and almost completely electronic music, with everything in between. It seems that the usage of electronics opened up the possibilities, both of the contemporary modern European Jazz and the more adventurous Free Jazz/Avant-Garde scene, which embraced electronics as an integral part of the accessible instrumental palette, a trend growing stronger towards the end of the decade.

The reception of this music is of course highly individual, but I found all thee albums to be highly interesting and absorbing, and the diversity of the music is a strong incentive to try and listen to the whole set in one go. But of course it is also entirely possible to listen to them separately. Overall this is a great document of the live concerts, which stand on its own in the recorded version and offers challenging, but highly aesthetic listening experience. Highly recommended to all Improvised Music enthusiasts!

piątek, 4 grudnia 2020

Michał Urbaniak - For Warsaw With Love (2019)

Michał Urbaniak

Michał Urbaniak - violin
Michael Patches Stewart - trumpet
Marek Pędziwiatr - piano, vocals
David Gilmour - guitar
Mika Urbaniak - vocals
Patrycja Zarychta - vocals
Marcus Miller - bass
Lenny White - drums



For Warsaw With Love

AGORA 2019


"Jazz is the music of the oppressed black working class in capitalist America". This is the slogan that enabled Polish Jazz musicians to play and flourish behind the iron curtain, when the above definition was softened following Stalin´s death (1953) from its original form, which also included "the product of the degeneration presented as" in the place of the asterisk above. Expression of solidarity by the Polish working class with the "black working class in capitalist America" was allowed by playing Jazz. Of course Polish Jazz musicians - including our hero saxophonist/violinist Michał Urbaniak - were never a part of the working class, but that was the beauty of the whole thing. Polish intelligentsia and the artistic bohemian class in particular, which included filmmakers, Jazz musicians, actors, poets and other undesirable riffraff, were absolute Masters in fooling the system and its censorship apparatus into believing in their legitimacy as representatives of the working class and their conformity with the official Socialist Party policies.

Urbaniak and a few of Polish Jazz pioneers visited the US in 1962 and he fell head over heels in love with the "original" American Jazz. From that moment on his primary life´s desire was to move to NY and become part of the local scene, which he consistently pursued and eventually achieved in 1973, together with his wife at the time, vocalist Urszula Dudziak. His NY residency was crowned by a recording contract with Columbia and release of several brilliant and groundbreaking albums and a brief stint with the legendary Miles Davis. His talent and intensive work schedule earned him many friends among the American (and not only) musicians, which explains how he managed to get on this album a string of stars like drummer Lenny White, bassist Marcus Miller, guitarist David Gilmour, rapper Walter West and others.

Eventually Urbaniak, like many other Polish Jazz musicians who tried their luck in the US, returned to Poland, which in the meantime managed to free itself from the shackles of the Socialist regime, and resumed his activity on the local scene, retaining of course his NY ties. His keen senses and sharp ears enabled him to select some of the best Polish Jazz musicians, mostly members of the young generation, and invite them to take part in this project, like pianist Michał Tokaj, keyboardists Jan Smoczyński, Michał Wróblewski, Marek Pędziwiatr and others.

Formally this album is a tribute to the city of Warsaw, commemorating the 75th Anniversary of the tragic Warsaw Uprising against the Nazi German occupation and the album was issued by the Warsaw Uprising Museum. To be honest I completely fail to see any connection and for me this is not a tribute to Warsaw but a tribute to NY and contemporary American music scene. It offers a mixture of Rap, Hip-Hop, Groove, Blues and a bit of Jazz, with a distinct Afro-American feel, which to people familiar with Urbaniak´s current activity is hardly surprising. Most of the music is attributed to Urbaniak, but there are also two classic Jazz standards dressed up to fit with the rest of the album. And yes, it offers a lot of superb playing on the way.

The album proves that Urbaniak wishes to stay relevant and up to date with contemporary trends, which is certainly more than other musicians of his group age are doing. It has a strong Jazz tinge, but certainly is not meant as a Jazz album per se; and why not? Urbaniak does not have to justify his musical choices to anybody, and his extensive legacy proves that he paid his dues and can do whatever he wants to do. The "critics", who dismissed this album outright, fail to see the point here – it is up to the musician to play what see thinks is right and it is up to the listener to decide if he wishes to listen/buy the album. Urbaniak is simply well beyond scrutiny by self proclaimed "critics" - he has been around for long enough to ignore this bullshit.

It was a pleasure to meet Michał again a couple of month ago at the after party of the Singer Festival, where he gave me an autographed copy of this album. Nigel Kennedy, the star of the final concert and an accomplished musician by all standards, looked at Michal with love and admiration deserved by an older Master… certainly good enough for me. Even if this music is not exactly my glass of vodka, if this is what he wants to play, who am I to tell him otherwise? Respect!

środa, 2 grudnia 2020

Skolias & Bester - Rebetiko Poloniko (2019)

Skolias & Bester

Jorgos Skolias - vocal
Jarosław Bester - accordion

Rebetiko Poloniko

FOR TUNE 0142




By Adam Baruch

This is a wonderful album by two Polish musicians: charismatic vocalist Jorgos Skolias (obviously of Greek origin) and accordion virtuoso Jarosław Bester. As the album´s title suggests it offers somewhat polonized versions of traditional Greek Rebetiko songs. The album presents twelve tracks, eleven of which are of traditional origin and one is an original instrumental composition by Bester.

I have no idea how many listeners in Poland have been exposed to Rebetiko, or even any other kind non-popular Greek music, but for me this album is a true feast for the ears. Outside of Greece, Israel is probably the most likely place on earth to hear Rebetiko on a daily basis, on the radio or on stage in the small tavernas in Jaffa, where the majority of Israelis of Greek origin made their homes. Rebetiko and its Cultural, historical, social and musical significance is so vast and diverse that it requires years of study to be comprehended properly. But since the music of our Mediterranean neighbors is so close to our hearts, even without being a music scholar this music can be, and in fact is dearly loved here.

Of course the accordion is not the immediate instrument associated with Rebetiko; the bouzouki is the absolute monarch of the genre and great Masters of the instrument are much loved and cherished in Greece, often way more than Pop stars. Bester steps boldly into the challenging circumstances involved in this recording and his adaptation of the Rebetiko atmosphere is truly superb. Rather than trying to imitate the original sound, he takes the music to his familiar neighborhood of Polish Folklore and Hassidic Music, creating the "Rebetiko Poloniko" atmosphere which the album´s title hints to. Bester´s accordion playing exposes the unlimited possibilities of the instrument on the one hand and his incredible sensitivity and musicality on the other hand.

Skolias handles the traditional Rebetiko in his own idiosyncratic way, again not imitating the famous Masters of the idiom, but creating a new approach which mixes the Greek origins with Blues and other European vocal traditions. The resulting vocal delivery masterfully emphasizes the universality of music. His version of Rebetiko might raise some brows in a Piraeus taverna, but will surely be embraced for its evident honesty and intrinsic beauty.

Overall this is a beautiful album, from start to end, which should touch any true music lover, even if this is his first encounter with Rebetiko magic. Congratulation to both musicians for the courage and vision needed to tackle such an ambitious project and deep thanks for the album´s emotional value.

środa, 25 listopada 2020

Jerzy Milian - Ostatnia Kompozycja (2019)

Jerzy Milian

Jerzy Milian - vibraphone
Kuba Stankiewicz - piano
Maciej Fortuna - trumpet
Maciej Kociński - saxophone 
Piotr Banyś - trombone
Jakub Mielcarek - double bass 
Stanisław Aleksandrowicz - drums 
with Symphonic Orchestra


Ostatnia Kompozycja

SJP 007


This is the third installment of the project dedicated to the music by and the memory of the iconic Polish Jazz vibraphonist / composer / arranger / bandleader Jerzy Milian, carried out by trumpeter/composer Maciej Fortuna. Milian, who died in 2018, cooperated during the last years of his life with young musician from his hometown of Poznań, and even wrote new compositions for them, the first of which was released as part of the first installment of this project called "Music For Mr. Fortuna". Two further compositions: "Dylematy Dla Pięciu" and "Konsylium z Żyrafą", both of which are multi-part suites, are released here for the first time. 

The music is performed by top Polish Jazz musicians: trumpeter Maciej Fortuna, saxophonist Maciej Kociński, trombonist Piotr Banyś, pianist Kuba Stankiewicz, bassist Jakub Mielcarek and drummer Stanisław Aleksandrowicz. On two additional tracks Milian plays vibraphone accompanied by symphony orchestra conducted by Grzegorz Stasiuk, who also created the orchestral arrangements. "Konsylium z Żyrafą" was the last composition by Milian completed before his death, hence the album's title.

The music is everything one might expect from Milian, as far as the compositions are concerned, and from the musicians as far as execution is concerned. Milian was always a master of atmosphere; ad his compositions here confirm his reputation. Fortuna and his cohorts play brilliantly, as expected.

Overall this is another piece in the hyper-sized puzzle of Milian´s legacy, which proves his importance as one of the leading European Jazz composers and trendsetters. The album is an absolute must to Milian´s avid fans and completists of his recorded legacy. Although only slightly above half an hour in playing time, it fully justifies to be a part of any serious Polish Jazz collection.

sobota, 21 listopada 2020

Sławek Janicki - Favorite Duets (2019)

Sławek Janicki

Sławek Janicki - double bass
David Moss - vocal, percussion (1)
Nicola Hein - guitar (2)
Mark Feldman - violin (3)
Peter Brötzmann - tenor saxophone, tarogato (4)
Kazuhisa Uchihashi - guitar (5)
Jerzy Mazzoll - bass clarinet (6)
Sainkho Namtchylak - vocal (7)


Favorite Duets

MÓZG FOUNDATION 2019

By Andrzej Nowak

Sławek Janicki, kontrabasista, z pewnością jeden z dwóch najbardziej charakterystycznych dla "Muzyki z Mózgu" artystów, na krążku o wszystko mówiącym tytule "Favorite Duets", prezentuje siedem improwizacji (jedna studyjna, sześć koncertowych), poczynionych w latach 2017-2019 z muzykami, których szczególnie ceni i lubi. Po kolei będą to: David Moss, Nicola Hein, Mark Feldman, Peter Brötzmann, Kazuhisa Uchihashi, Jerzy Mazzoll i Sainkho Namtchylak. Odsłuch całości zajmie nam 44 minuty i 9 sekund.

Zaczynamy od duetu z Davidem Mossem, który używa głosu i perkusjonaliów. Masywne pizzicato kontrabasisty i równie wyraziste wyczyny wokalisty, który początkowo wydaje dźwięki scatem lub techniką, która zdaje się być do niego bardzo zbliżona. Na granicy melorecytacji, z całym bagażem historii improwizowanych dźwięków wprost ze strun głosowych Phila Mintona. W dalszej części utworu dostajemy także garść preparacji na strunach kontrabasu i ekspresyjnych instrumentach perkusyjnych. Drugi duet z gitarą elektryczną - od startu smyczka, który kaleczy struny, do tego post-elektroniczny pomruk gitary, szukającej sprzężeń i przepięć energetycznych. Posmak zbuntowanego industrialu, wszystko czynione na dużej dynamice. Kontrabas brzmi, jakby łyknął dużą porcję prądu.

Czas na spotkania z legendami! Trzecia historia, najdłuższa, to duet Janickiego z amerykańskim skrzypkiem Markiem Feldmanem. Ten drugi od początku rusza w frywolny, jakże swobodny taniec po gryfie. Melodyjne podrygi, w których zwoje wplata się także lekkie, kontrabasowe pizzicato. Wszystko wszakże znów dzieje się w tempie godnym najlepszych sprinterów. Przed upływem trzeciej minuty do gry wchodzi dobrze naoliwiony smyczek i zaczyna się jazda zasadnicza. Muzycy nie unikają imitacji, skrzypek często sięga po semickie frazy. Kontrabas łapie moc, skrzypce nie gubią taneczności, a całość improwizacji nabiera post-barokowego przepychu. 

Dwie sekundy przerwy, a na scenie pojawia się sam Peter Brötzmann. Ma w ustach saksofon, który po ułamku sekundy brzmi jednak jak… tarogato! Kontrabas podaje adekwatną dynamikę, a dęciak zaczyna słać śpiewne, krzykliwe podmuchy gorącego powietrza, rzeklibyśmy Peter like Peter. Muzycy zdają się być jednak dalecy od rozwiązań, jakich moglibyśmy się spodziewać - bystro tłumią emocje, szukają chwilowego uspokojenia. Smyczek definitywnie łagodzi obyczaje, a nam nie pozostaje nic innego, jak uznać ten fragment improwizacji za jeden z bardziej spokojnych i wyważonych w wykonaniu Niemca, nawet w ujęciu dalece historycznym.

Powracamy do duetu z gitarą pełną prądu, wzmacniaczy i przetworników dźwięku. Masywne pizzicato, które szybko znajduje wsparcie w ołowianym smyczku i gitara, która zdolna jest uczynić tu wszystko. Pulsuje, drży i szeleści. Śle delikatne flażolety i pokrzykuje niczym dęciak. Uchihashi po paru minutach brzmi już jak mała orkiestra i wydaje jednocześnie kilka pasm fonii bardzo różnej proweniencji. Posmak post-industrialu, ambientu, zwinnej psychodelii, a wszystko na tle kontrabasu traktowanego smyczkiem, który sieje artystyczne spustoszenie. 

Tuż potem, u boku Janickiego staje kolejny bohater epoki "Muzyki z Mózgu", Jerzy Mazzoll. Wieczni przyjaciele plotą ciekawą meta balladę, wzbogacaną od czasu do czasu bystrymi okrzykami bardzo swobodnej, acz kontrolowanej improwizacji. Wreszcie finał płyty z głosem kobiecym, jedynym w swoim rodzaju. Piękna klamra spinająca świetnie skonstruowany dramaturgicznie zestaw duetów. Sainkho zdaje się być lekka jak puch, acz groźna jak tygrysica. Sławek i jego smyczek - zdystansowani, pewni siebie, melodyczni i punktualni. Zmysłowa rozmowa kobiecego głosu z męskim tembrem kontrabasu - o życiu i innych istotnych zjawiskach wszechświata.

Tekst pierwotnie opublikowany na blogu Trybuna Muzyki Spontanicznej.

wtorek, 17 listopada 2020

Quartet Next - Dutiful Dissent (2019)

Quartet Next

Dan Phillips - guitar
Dave Rempis - saxophones
Krzysztof Pabian - bass
Hamid Drake - drums

Dutiful Dissent

LIZARD BREATH 755491150245



By Adam Baruch

This is an album by the American ensemble called Quartet Next, led by guitarist/composer Dan Phillips and including saxophonist Dave Rempis, legendary drummer Hamid Drake and Polish (resident in the US) bassist Krzysztof Pabian. The album presents eight original pieces, seven composed by Phillips and one co-credited to all four members of the quartet.

Philips records prolifically in the last few years with his trio, quartet and the Chicago Edge Ensemble, all of which include also Pabian on bass. Drake is also a member of Chicago Edge Ensemble, which already recorded a couple of albums. His music is mostly within the Free Jazz/Improvised Music idiom, although strong Fusion elements are also present. The music on this album is also a mixture of Free Jazz and Fusion riffs, which serve as breaks between the lengthy improvised passages. Despite the seemingly total freedom, the improvisations fall exactly within the tonal structures defined by the compositions.

Rempis, a well respected member of the Chicago Jazz/Improvising Music scene, is a significant addition of fresh energy and variety and his playing expands the music into uncharted territory, taking the focus away from the guitar, which balances the overall sound of the quartet. His playing is a wonderful example of coherence and inner calmness, which keep the music well organized, but still open and far reaching.

Phillips plays superbly, as usual, with traces of early Fusion but very open to exploring new ideas, sounds and techniques. On this album his playing is less dominant, mostly due to the space he allows for Rempis, and their dialogues are absolutely fascinating. Pabian and Drake provide the quartet with an excellent basis, always precisely on time and highly imaginative. Their work during the many relaxed/quiet moments on this album is truly superb.

Overall this is a beautiful piece of music, relaxed and contemplative, which although firmly belonging to the Improvising Music idiom, is one of the most gentle, introspect and delicate manifestations of that genre. In many respects this is, for me, the most perfect album Phillips created so far and listening to this music is nothing short of pleasure incarnate. Kudos indeed to you, sir!

piątek, 30 października 2020

Chant/Dymny/Trilla - Ban-Opticon (2019)

Chant/Dymny/Trilla

Tom Chant - saxophones
Michał Dymny - electric guitar
Vasco Trilla - drums

Ban-Opticon

DISCORDIAN 109




By Andrzej Nowak

Druga płyta z cyklu realizacji koncertowych Nocturna Discordia, jakie Discordian Records organizuje w każdą środę, począwszy od 2014 roku, w klubie Soda Acústic, w sercu dzielnicy Gracia w Barcelonie. 7 marca 2018 roku, na drobnym podwyższeniu klubowym melduje się trójka improwizatorów: Tom Chant - saksofon tenorowy i sopranowy, Michał Dymny - gitara elektryczna i Vasco Trilla - perkusja. Zarejestrowany materiał dźwiękowy podzielono na płycie na trzy części, opatrzono tytułami i pozwolono, by trwał 45 minut i 38 sekund. Muzyka dostępna w formie elektronicznej, na stronie bandcampowej Discordian Records.

Początek. W koncert wchodzimy dynamicznie, jakbyśmy wskakiwali w krzyżowy ogień pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Szereg zmieniających się sytuacji scenicznych - sonoryzujący saksofon tenorowy, impulsywny drumming, basowe przebiegi gitary elektrycznej, potem drobne imitacje tenoru i gitary, niczym komentarz dla rezonującego zestawu perkusyjnego, wreszcie stopa, która bije czeluść bębna basowego niczym serce w trakcie konwulsyjnego ataku. Na wybrzmieniu muzycy tulą się do siebie, ślą pozdrowienia i wyrazy sympatii, a na finał, już bez saksofonu, Dymny i Trilla kroją piękną ekspozycję. Tom powraca dosłownie na ostatni dźwięk.

Rozwinięcie. Pulsujący gryf gitary, suche oddechy saksofonu - cudny, filigranowy duet w oczekiwaniu na perkusję, która podąża z oddali. Trilla ledwie dotyka werbla, podczas gdy na obu flankach prawdziwe tańce i swawole. Koncepcja ma swój rytm, muzycy - jakby w poszukiwaniu pretekstu dramaturgicznego do rozpoczęcia galopu - nakręcają się wzajemnie. W 7 minucie następuje wyhamowanie - szczypta oniryzmu i plastry psychodelii rodzą się pod palcami Dymnego. Dynamika nagrania zdaje się być głęboko ukryta, albowiem narracja toczy się niemal wyłącznie w górnym paśmie, bez basowego backgroundu. Niemniej Dymny, nawet gdy wpada w mroczną sonorystykę, nie gubi po drodze podskórnego rytmu, który zaszyty ma chyba w osobistym DNA. Kolejnym krokiem winna być drobna eskalacja napięcia, która ma ostatecznie miejsce, ale znów nie jest typowa, albowiem Trilla konsekwentnie unika drummingu. W 13 minucie znów wzajemnie wytłumienie - tutaj czynione w obliczu świetnej komunikacji. Wreszcie Trilla włącza werbel, tomy, talarze i stopę - oto i 16 minuta, a narracja grupy osiąga pełny wymiar free jazzowego power tria.

Zakończenie. Saksofon Chanta kwili jak sroczka, Trilla i Dymny ślą drony. Klimat zdaje się być lekko post-psychodeliczny, a na gryfie gitary nawet post-industrialny. Szczególne cuda dzieją się na gryfie, w międzyczasie Trilla włącza swoje małe robaczki, a Chant preparuje tubę podejrzanymi przedmiotami. 9 minuta to moment, w którym muzycy być może wykonują pierwszy krok w kierunku finalizacji koncertu. Dymny eksponuje zwinność swoich palców, Trilla kipi dźwiękami niczym paw na wybiegu, Chant dmie z dużą desperacją. Dynamizacja narracji wydaje się jednak dość pozorna - muzykom raczej bliżej do ciszy. Dialog na flankach, ledwie szeleszczący werbel. Krok ku eskalacji zostaje jednak postawiony, ale z dużą rozwagą, bez brawury. Trilla zdaje się zagęszczać ścieg drummingu, a wszyscy muzycy dopingować do ognistego finału. Piękna kipiel na ostatniej prostej, choć inna niż w drugiej części, bardziej rockowa, z błyskawicami.

Tekst pierwotnie opublikowany na blogu Trybuna Muzyki Spontanicznej.

Zobacz też: