Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyleżoł Piotr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyleżoł Piotr. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2025

David Dorůžka & Piotr Wyleżoł - "When the Child Was a Child"

Piotr Wyleżoł, David Dorůžka, Michał Barański, Michał Miśkiewicz, Nicholas Patu

David Doruzka – guitars
Piotr Wyleżoł – grand piano & Prophet 6
Michał Barański – bass
Michał Miśkiewicz – drums
Nicholas Patu – harmonica

Tytuł albumu: „When the Child Was a Child” (2025)

Tekst: Renata Rybak

„When the Child Was a Child” to najnowsza płyta Davida Doruzki i Piotra Wyleżoła, ze wspaniałym towarzyszeniem Michała Barańskiego, Michała Miśkiewicza oraz Nicolasa Patu.

Jednocześnie są to także pierwsze słowa, jakie padają w filmie Wima Wendersa 'Wings of Desire', którego polski tytuł brzmi „Niebo nad Berlinem”.

Okazuje się, że nie jest to przypadek, bo, jak czytamy na okładce płyty, film jest jedną z inspiracji do powstania tego albumu. Dlatego też nie da się opowiadać o tej muzyce bez nawiązania do filmu i będą się one przenikać w poniższym tekście.

środa, 17 kwietnia 2024

Piotr Wyleżoł - „I love music”

Piotr Wyleżoł

Piotr Wyleżoł – fortepian/grand piano
Andy Middleton – saksofon/saxophone
Michał Barański – kontrabas/double bass
Ferenc Nemeth – perkusja/drums

„I love music” (2024)

Wydawnictwo: Art Evolution Records

Tekst: Renata Rybak

Muszę przyznać, że z prawdziwą przyjemnością słuchałam tej muzyki.

A miałam wyjątkową okazję posłuchać tych utworów nie tylko na płycie, ale także na żywo, na pierwszym koncercie w ramach krótkiej trasy, po której artyści mieli wejść do studia i nagrać ten materiał. Z koncertu trochę inaczej zapamiętałam tę muzykę. Było w niej więcej dynamizmu i spontaniczności, natomiast miałam wrażenie, że nieco zabrakło przestrzeni na wysłyszenie wszystkich niuansów tych wyrafinowanych utworów. Wspólna trasa zaowocowała tym, że tych czterech wspaniałych muzyków, którzy dotąd nie występowali razem jako zespół, a są wybitnymi jazzmanami i często liderami odrębnych formacji muzycznych, uformowało świetnie brzmiący muzyczny organizm, w którym jest przestrzeń dla każdego z nich.

Liderem i twórcą tego internacjonalnego bandu jest Piotr Wyleżoł, jeden z najlepszych pianistów polskiej sceny jazzowej i kompozytor. Do współpracy zaprosił on Nowojorczyka Andy’ego Middletona, mieszkającego aktualnie w Wiedniu, który jest jednym z czołowych europejskich saksofonistów jazzowych. Sekcję tworzą wybitny kontrabasista i basista, laureat wielu plebiscytów jazzowych i zdobywca Fryderyków Michał Barański oraz węgierski perkusista Ferenc Nemeth, który współpracował dotąd z takimi sławami jak Wayne Shorter, Herbie Hancock czy Terence Blanchard i jest aktywny głównie na amerykańskiej scenie jazzowej.

To, na co zwróciłam uwagę w pierwszej chwili, to niesamowita spójność i wyważenie ról między artystami. Wydawać by się mogło, że Piotr jako kompozytor większości utworów i pomysłodawca tego przedsięwzięcia przyjmie rolę lidera i będzie dominować na całej płycie. Tak się jednak nie stało. Zarówno fortepian, jak i saksofon prezentują linię melodyczną w utworach, a w niektórych utworach wykorzystana jest nawet technikę fugowaną, kiedy to temat melodyczny jest przejmowany przez kolejne instrumenty. Dotyczy to także kontrabasu, który w wielu momentach jest pierwszoplanowy i improwizuje, a fortepian i perkusja tylko mu towarzyszą. To jest jeden z atutów tej płyty, bo nie zawsze udaje się aż do tego stopnia wykorzystać jest potencjał instrumentów i wyjątkowych umiejętności każdego z muzyków. Tutaj prawie każdy instrument, może poza perkusją, jest instrumentem melodycznym, a jednocześnie każdy ma czasem rolę w pewnym sensie perkusyjną, nadaje puls i ryzy rytmiczne. Słychać, że muzycy naturalnie dają sobie nawzajem przestrzeń do zaprezentowania się, w płynny sposób dialoguja ze sobą, a jednocześnie w ustalonych momentach stanowią tło rytmiczne albo harmoniczne dla innego instrumentu, który w danej chwili ma rolę wiodącą.

Również brzmienie instrumentów jest bardzo wyważone i nieprzypadkowe. Nawet saksofon, który zwykle bywa najbardziej agresywnym i dominującym instrumentem, tutaj brzmi miękko, z klasą, jest to zdecydowanie kontrolowany dźwięk. Owszem, kiedy trzeba, jest to granie z ‘nerwem’, dynamiczne, jednak skłaniałabym się tu ku emocjonalności, a nie agresywności.

To daje odczucie, że jest to bardzo elegancka, pełna klasy muzyka. Wyjątkowe i na plus jest też to, że podczas każdego zakończenia utworu, muzycy pozwalają swoim instrumentom wybrzmieć, utwory nie są ucinane, co daje wrażenie spokoju, wzmacnia nastrój kontemplacyjny płyty i pozwala delektować się dźwiękami aż do ostatniego ich brzmienia.

Kolejny szczególny aspekt tej płyty to niesamowita precyzja i profesjonalizm artystów, dające poczucie, że wszystko jest zaplanowane, ale jednocześnie jest też przestrzeń na swobodę muzyczną. Takie połączenie jest jednak możliwe jedynie wtedy, kiedy wykonawcy reprezentują wyjątkowy poziom techniczny i dojrzałość artystyczną. Dzięki temu możliwe było zrealizowanie różnych pomysłów harmonicznych lub rytmicznych kompozytora. Nawet utwory atonalne dawały wrażenie panowania nad materią. W przypadku niektórych bandów, kiedy pojawia się atonalność, słuchacz ma wrażenie przypadkowości, bałaganu. To nie ta sytuacja. Tutaj kiedy instrument w danym momencie wiodący i prezentujący główną linię melodyczną swobodnie improwizuje, uaktywnia się sekcja rytmiczna, która wyznacza wyraźne ramy danego utworu, niejako porządkuje swobodnie biegnący nurt muzyczny. Również z perspektywy rytmicznej słychać było, że muzycy świetnie panują nad tym materiałem, wręcz się nim bawią i z entuzjazmem prezentują najbardziej karkołomne zwroty rytmiczne.

Jeśli chodzi o kompozycje, które znalazły się na tej płycie, pochodzą w większości od Piotra Wyleżoła. Jedyne wyjątki to utwór, od którego zaczerpnięty został tytuł dla całego krążka, ‘I Love Music’ oraz ‘Blame It On My Youth’, które chociaż są znanymi standardami jazzowowymi, to ich aranżacje są świeże i charakterem spójne z pozostałymi kompozycjami. Zarówno z komentarzy pianisty podczas koncertu, jak i tytułów utworów na tym krążku, można wnioskować, że inspiracją dla utworów autorskich były dla niego jego własne przeżycia, wspomnienia, wrażenia.

Taka właśnie jest otwierająca ten album kompozycja Piotra zatytułowana ‘Tatras’, kóra wywarła na mnie chyba największe wrażenie. Myślę, że dla artysty ma ona szczególne znaczenie, bo z tego co wiem, jest on nie tylko wybitnym muzykiem i kompozytorem, ale także zapalonym taternikiem. Słuchając tego utworu wręcz wizualizowałam sobie majestat, ale także nieprzewidywalność i zmienność gór. Taki efekt można było uzyskać dzięki nieoczywistej hamonii prezentowanej przez fortepian, dużym interwałom między dźwiękami, a dynamizm i nastrój niepokoju wzmacniane były przez kontrabas i perkusję, które niesamowicie dialogowały ze sobą.

Być może to właśnie tytuł tej kompozycji powinien być jednocześnie tytułem całej płyty, podkreślając przez to jej osobisty charakter. Moim zdaniem deklaracja Piotra Wyleżoła, wyartykułowana poprzez znamienny tytuł tej płyty, ‘I love music’, chyba nie jest już potrzebna. Słuchając tej wyjątkowej muzyki, nie można pomyśleć inaczej.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

Dorůžka / Wyleżoł / Ballard- Andromeda's Mystery (2022)

Dorůžka / Wyleżoł / Ballard 

David Doruzka - gitara
Piotr Wyleżoł - fortepian, rhodes piano, moog, prophet 6
Jeff Ballard - perkusja

Andromeda's Mystery (2022)

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

David Dorůžka (gitara), Piotr Wyleżoł (fortepian, Fender Rhodes, Prophet, Moog) i Jeff Ballard (perkusja) w formacie tria spotkali się wiosną 2021 na zaproszenie Brno Jazz Festival. Niemal natychmiast, bo już rankiem po premierowym koncercie, muzycy spontanicznie postanowili wejść do studia i zarejestrować cały materiał albumu Andromeda’s Mystery w czasie 6-godzinnej sesji.

Takie podejście jest nieco ryzykowne, ponieważ może skutkować licznymi chorobami wieku dziecięcego. Począwszy od nie do końca dopracowanych kompozycji, a na słabym porozumieniu między muzykami skończywszy.

Jednak w tym konkretnym przypadku artyści dobrze wiedzą co robią. Właściwie od pierwszych dźwięków słychać wybitne porozumienie. Dość powiedzieć, że właściwie nie da się tu wyróżnić jednego muzyka, który górowałby nad resztą – każdy z nich realizuje swoją rolę wkomponowując się w brzmienie całości.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na brak klasycznego basu. Tę funkcję pełni Piotr Wyleżoł i ze swojej roli wywiązuje się wyśmienicie. Na uwagę zasługuje także Jeff Ballard, który używa perkusji w niezwykle melodyjny sposób. Umiejętność kształtowania dźwięku perkusji w sposób wykraczający poza standardowe rozumienie funkcji tego instrumentu jest jedną z najtrudniejszych do osiągnięcia.

Raczej nie usłyszymy tu wybitnych popisów wirtuozerskich, co tak naprawdę dodaje tej muzyce uroku i powoduje, że całość brzmi jeszcze bardziej dojrzale. Kompozycje brzmią dość spójnie, choć słychać różnice między nimi. Przykładowo, cztery utwory skomponowane przez Davida Dorůžkę bazują na wyraźnie innych strukturach harmonicznych niż reszta albumu. Jednak nie powoduje to powstania uczucia niespójności, a urozmaica w przyjemny sposób odbiór całej płyty.

Album cechuje się dość szerokim wachlarzem brzmień i stylistyk. Usłyszymy tu utwory, które można porównać do współczesnych ECM’owych wydawnictw, ale są również kompozycje bardziej energetyczne zahaczające o Fusion. Szerokie instrumentarium wykorzystywane przez Piotra Wyleżoła dodaje muzyce swoistego unikalnego blasku. Przyczynia się do tego także gitara Davida Dorůžki, który nie zawsze gra czystym brzmieniem tego instrumentu, ale używa również przesteru.

W czasie pierwszego odsłuchu nie miałem żadnej wiedzy o okolicznościach powstania albumu Andromeda’s Mystery. Moje zaskoczenie było tym większe, gdy temat ten zgłębiłem. Muzyka zarejestrowana na płycie dowodzi, że wybitnej klasy muzycy nie potrzebują długich godzin wspólnego grania czy dziesiątek zagranych koncertów, by stworzyć spójne i dojrzałe dzieło.

To co pierwotnie było ryzykowne dla albumu Andromeda’s Mystery, w rzeczywistości okazało się jednym z największych atutów – spontaniczność całej tej sytuacji wraz energią, która wytworzyła się między muzykami w tak krótkim czasie, zaowocowała powstaniem bardzo dobrego albumu.

Muzyka ta wnosi coś nowego na europejską, a nawet i światową scenę jazzową. W oryginalny sposób łączy w sobie różnorodne brzmienia i zabiegi kompozycyjne. Jest to jeden z lepszych albumów ubiegłego roku.


wtorek, 14 lutego 2023

Piotr Wyleżoł / Szymon Mika - Loud Silence (2022)

Piotr Wyleżoł / Szymon Mika

Piotr Wyleżoł – fortepian
Szymon Mika – gitara

Projekt graficzny: Kasia Stańczyk

Loud Silence (2022) 

Wydawnictwo: Art Evolution Records

Tekst: Paweł Ziemba

Czytając krótki wpis umieszczony na okładce płyty będącej przedmiotem dzisiejszej recenzji, zastanawiałem się, ile to już razy nawiązywaliśmy w komentarzach do przygnębiającego okresu pandemii - czasu, w którym zmiany naszej codzienności były głębokie i bezprecedensowe.

Dotykały nas strach, frustracja, nuda i drażliwość… Z drugiej strony, mimo negatywnego wpływu izolacji na nasze życie, etap ten był dla wielu momentem odkrywania alternatywnych sposobów funkcjonowania i odnajdywania w tych zmianach pozytywów. Okazało się więc, że był to okres (zwłaszcza dla artystów) bardzo twórczy, pełen czasu na refleksje oraz spojrzenia na siebie z innej perspektywy.

W tych niecodziennych okolicznościach Piotr Wyleżał i Szymon Mika przygotowali szczególny materiał muzyczny. Wspólne granie wspominają jako swoisty lek pomagający przetrwać izolację. „Loud Silence” to najnowszy krążek duetu wydany przez Art Evolution Records w końcu 2022 roku.

Duet gitara i fortepian nie są niczym nowym w historii muzyki jazzowej. Przecież takie duety jak: Jim Hall/Bill Evans, Oscar Peterson/Joe Pas, Kenny Drew Jr./Larry Coryell, John McLaughlin/Katia Labeque, Pat Martino/Gil Goldstein, Matheny/Mahldau czy też Julian Lage/Fred Hersch są fanom jazzu doskonale znane. Należy jednak przyznać, że właśnie ten skład jest dla muzyków sporym wyzwaniem. Oba instrumenty pełnią podobną funkcję i operują w niemalże identycznej przestrzeni, stąd niezmiernie ważnym jest słuchanie siebie nawzajem, otwartość, niezamykanie się we własnych częściach utworu, reagowanie na partnera, szukanie różnych barw i rozwiązań, aby od początku do końca utrzymać zainteresowanie słuchacza. Dlatego dźwięki, które wydobywa z gitary Szymon Mika, czasami przypominają instrumenty perkusyjne, a innym razem brzmią jak rozsypane kryształy - czyste, głębokie, zapadające w pamięć…

Słuchając duetu odbiorca może intensywnie odczuwać, jak artyści tworzą muzykę. Jest to bardzo atrakcyjne wrażenie dla słuchacza, ale jednocześnie wymaga dużych umiejętności i dyscypliny wykonawców - nic nie da się ukryć.

Muzyka na krążku „Loud Silence” jest starannie dopracowana pod względem szczegółów. Kompozycje są konstruowane z dbałością o podział ról tak, aby nie przeszkadzać sobie wzajemnie. Wykonawcy bezbłędnie prowadzą swoje improwizacje, swobodnie poruszając się we wszystkich rejestrach. Pod względem harmonicznym utwory są dość gęste co powoduje, że muzyka nie brzmi „pusto”. Album jest ciekawy i bogaty muzycznie.

To, co rzeczywiście robi wrażenie, to łatwość, z jaką panowie grają tak wyrafinowaną i wciągającą muzykę. Dodatkowo zwraca uwagę ekspansywne poczucie liryzmu i rytmiczne współgranie obu instrumentów. W tych utworach nie ma konkurencji, one płyną jeden po drugim.

Wyleżoł i Mika demonstrują swoją wrodzoną zdolność do gry w duecie, ich linie zazębiają się, są plastyczne i pełne piękna. To muzyka, którą można przytulić. Słuchając tych nagrań odnajduję wiele inspiracji polską muzyką klasyczną, ludową, jak również filmową. Połączone dźwięki są momentami niemal jak pointylistyczna sztuka - małe różnobarwne kropelki lub kreski farby gęsto rozmieszczone tu i tam w pozornie przypadkowy sposób, jednak w rzeczywistości posiadające swoje określone miejsce w ogólnej kompozycji obrazu.

Płyta prezentuje niezwykły talent kompozytorski obu muzyków. Podoba mi się progresywność kompozycji: są zróżnicowane, pojawiają się w nich ciekawe partie, niejednokrotnie zmienia się ich rytm czy charakter. Mimo czasem skomplikowanej harmonii, melodie są proste i bez wysiłku wpadają w ucho.

Na krążku znajduje się siedem utworów.

Płytę otwiera tytułowa kompozycja Piotra Wyleżoła „Loud Silence” - melancholijna, bardzo plastyczna w swojej formie, już w pierwszych dźwiękach przywołująca pastelowe pejzaże prac Wyspiańskiego. Niczym mgła unosząca się nad łąkami, wprowadza słuchacza w klimat zadumy i mistycyzmu. Wyleżoł nieśmiało zaburza nastrój nostalgii, konstruując delikatne frazy swojej improwizacji. Obaj muzycy brzmią fantastycznie, akompaniament fortepianu pozwala wydobyć każdą kroplę emocji wynikającą z klimatu utworu. Wrażliwy odbiorca doświadczy z pewnością wiele duchowej przyjemności.

Ciekawym pomysłem jest nagranie dwóch standardów muzyki jazzowej „Stella by Starlight” Victor’a Younga i „Take Five” Dave’a Brubecka. Panowie odchodzą od schematów, nadając kompozycjom nowe „życie”. Zaskakują ciekawymi aranżacjami.

Muszę uczciwie powiedzieć, iż miałem wiele przyjemności słuchając „Take Five” Brubecka. Brawo za swobodę i ciekawe podejście do kompozycji! Dojrzałość muzyczna Wyleżoła i Miki naprawdę może imponować.

„Stella by Starlight”, to melodia dobrze znana chyba wszystkim fanom jazzu, od lat ogrywana przez wielu wykonawców, ale wersja Wyleżoła i Miki reprezentuje kompletnie świeże podejście. Po deklaracji tematycznej, prezentującej melodię i strukturę akordów utworu, duet odchodzi od standardowego schematu na rzecz fascynującego epizodu zawierającego dzikie, fantazyjne linie. Swobodnie włączane akordy sprawiają dodatkową przestrzeń do improwizacji. Muzycy znakomicie się rozumieją. Żadne solo nie jest przeładowane technicznymi „fajerwerkami”, natomiast w grze obu instrumentalistów znajdujemy wiele subtelności oraz szacunku dla dźwięku i melodii.

„Ambaras” to utwór autorstwa Szymona Mika przypominający muzyczną konfrontację mandoliny z fortepianem, popis technicznych umiejętności muzyków, nowoczesna w swojej formie kompozycja z akcentami ludowymi. Szybko grany unisono temat i następująca po nim improwizacja demonstrują nie tylko talent obu Panów jako instrumentalistów, ale również, jak znakomitymi są improwizatorami. W grze Szymona można odnaleźć wiele inspiracji brzmieniem mandoliny Chris’a Thile.

Jedną z największych zalet tych nagrań jest czystość i wywarzenie w użyciu instrumentów. Mimo faktu, że obaj panowie to muzyczne osobowości, żaden z muzyków nie dominuje. Muzyka na krążku jest wspólnym dziełem. Każdy z głosów pozostaje silny i odrębny, a ostatecznie obaj panowie tworzą wspaniałe harmoniczne brzmienie.

Płyta jest muzycznie różnorodna, a układ utworów oraz ich charakter powodują, że słucha się jej z dużym zainteresowaniem i przyjemnością. Brzmi nowocześnie, co wcale nie oznacza, że przytłacza odbiorcę ilością i gonitwą dźwięków. Dojrzałość muzyczna Wyleżoła i Miki sprawia, że zawartość krążka nie jest próbą udawadniania pozycji na rynku i silenia się na oryginalność. To płyta demonstrująca, że nowoczesny jazz może być elegancki, ciepły i melodyjny; że można swobodnie improwizować wydobywając z instrumentów ujmujące, długie tony, wychodząc jednocześnie daleko poza brzmieniowy model typowego duetu fortepian-gitara.

W istocie, kiedy wszystko już wybrzmiało i zapada na koniec cisza, słuchacz jest pozostawiony z poczuciem duchowej satysfakcji i spokoju. Tak jak tytuł jednej z piątkowych audycji RadioJazz.fm, prowadzonej przez redaktora Macieja Nowotnego zatytułowanej „Muzyka, która leczy” - „Loud Silence” znakomicie wypełnia ten obszar oczekiwań.

poniedziałek, 6 lutego 2023

Rafał Sarnecki - A View from the Treetop (2022)

Rafał Sarnecki 

Rafał Sarnecki - guitar
Łukasz Poprawski - alto saxophone, carinet
Piotr Wyleżoł - grand piano, Rhodes piano, Prophet 6
Wojciech Pulcyn - bass
Patryk Dobosz - drums

A View from the Treetop (2022)



Zdanie odrębne: Maciej Nowotny

Mam okazję śledzić karierę gitarzysty Rafała Sarneckiego od jego debiutu w 2011 roku. Przez te lata zbudował sobie bardzo mocną pozycję na naszym rynku zarówno jako ceniony sideman jak i lider. Nigdy nie zamykał się w jazzowej wieży z kości słoniowej, śmiało eksplorował peryferia jazzu, świetnie dogadując się tak z polskimi muzykami jak i zagranicznymi. Jego najnowszy projekt jest bardzo odważny i wielbicieli jego talentu może wprawić w konfuzję. Przypomina to trochę sytuację jaką przed laty przeżywali wielbiciele trio RGG, gdy opuścił je Przemysław Raminiak, którego zastąpił Łukasz Ojdana. Muzyka tego składu zmieniła się wtedy diametralnie z cool jazzu na free improv. Parafrazując Piłsuskiego można powiedzieć że RGG wysiadło ze stacji jazz na przystanku wolność, a Sarnecki? Z przystanku polski główny nurt na przystanku Nowy Jork (gdzie zresztą kończył uczelnię i mieszka). Jego najnowsza muzyka jest niezwykle kreatywną żonglerką  po różnych muzycznych gatunkach od country do punku, a motywem przewodnim jest traktowanie jazzu jako uniwersalnego narzędzia do dekonstrukcji każdego muzycznego języka. Efekt jest - zgadzam się z moim kolegą Szymonem Stępnikiem - kontrowersyjny, ale czyż nie były kontrowersyjne płyty Monka, Ornetta Colemana, Aylera czy - choćby  na naszym rynku - Maseckiego? Przyznaję, Sarnecki odleciał, Sarnecki się zbuntował, Sarnecki podłożył dynamit i za to cenię tę płytę i gratuluję Sarneckiemu.

Autor recenzji: Szymon Stępnik

Rafał Sarnecki jest bardzo ciekawym muzykiem. Już w 2002 roku zauważony został na Międzynarodowym Konkursie Gitarzystów Jazzowych Guitar City 2002, gdzie otrzymał pierwszą nagrodę. Ukończył też studia na prestiżowym wydziale jazzu w New School University w Nowym Jorku, której absolwentami są choćby Brad Mehldau i Robert Glasper. Zauważył go zresztą sam Tomasz Stańko, który zachwycony był wcześniejszą płytą “The Madman Rambles Again” i wieszczył mu długą karierę. Sam artysta zdaje się jednak nie odcinać kuponów i, patrząc na jego dotychczasową dyskografię, zdecydowanie nie idzie pod prąd i nagrywa jedynie taką muzykę, jaką dokładnie chce. Taki jest też najnowszy krążek “A View from the Treetop” - bezkompromisowy, różnorodny i oczywiście świetny technicznie. Niestety, nie bez wad.

Tytułowy utwór, który otwiera zresztą longplay, przypomina początkowo kołysankę dla dzieci. Współgra to z okładką przypominającą jakąś dobranockę. Bardzo wysoko grane partie klawiszowe świetnie współistnieją z dźwiękami oktawy niżej. To prosta, ale jakże urocza melodia, przenosząca słuchacza w świat fantazji. Wtem pojawia się swingujący środek, by później z powrotem zawędrować do melodyjnych dźwięków z początku, tworząc tym samym swoistą klamrę. Reasumując, pierwszy utwór robi piorunujące wrażenie i zapowiada nieprzeciętne nagranie.

Druga pozycja, “Jazz Marketing” znacznie odbiega od poprzedniczki. Nie chodzi o to, że jest gorsza, mniej pomysłowa. Wręcz przeciwnie. Ma jednak zupełnie inny klimat, mniej oniryczny, a bardziej… elektroniczny? Dużo jest pauz, szczególnie w przypadku partii perkusyjnych. Kolejna propozycja inspirowana muzyką country. Tutaj również można znaleźć ciekawe rozwiązania i pasję, ale już w tym miejscu odczuć można największą wadę tego albumu - brak spójności pomiędzy utworami.

Jest to zaskakujące, ponieważ uważam, iż w przypadku The Madman Rambles Again Rafał wykazał się artystycznym geniuszem i znalazł złoty środek pomiędzy różnorodnością, a spójnością. W “A View from the Treetop” jest z kolei tak dużo emocji oraz gatunków muzycznych, że album przypomina jakąś składankę. Być może, mając na uwadze tytuł płyty, taka była koncepcja. Patrząc na świat z góry, człowiek próbuje objąć wzrokiem różne gatunki muzyczne. Stąd ich przekrój, począwszy od kołysanki, przez free jazz, country, rock, blues. Oczywiście, niemal każda z pozycji cechuje się świetnym dopracowaniem, wszystkie są ciekawe i intrygujące, ale w kontekście całości - brzmią jakby pochodziły z zupełnie innych sesji nagraniowych lub nawet zespołów.

W materiałach prasowych tego albumu jest napisane: „Przez ostatnie dziesięciolecia muzycy poświęcili bardzo wiele uwagi temu, jak w “nowoczesny” sposób zmodyfikować lub wręcz skomplikować ten rytm swingowy licząc na to, że powstanie w ten sposób muzyka, która zabrzmi bardziej zaskakująco i świeżo. Dużo mniej uwagi poświęcono wzbogacaniu i “wykrzywianiu” muzyki opartej na innych rytmach takich jak: country, punk rock, boogie-woogie czy blues. (…) Komponując muzykę na płytę “A View From The Treetop” Rafał Sarnecki postanowił stawić czoło temu wyzwaniu. Napisał utwory, które w nowy “progresywny” sposób interpretują popularne rytmy i style muzyczne.”

Zatem – artysta spróbował stworzyć płytę mieszającą różne style muzyczne. Choć sam pomysł jest intrygujący, średnio sprawdza się w kontekście całej płyty. Przez to pomieszanie wydaje się być niespójna i mocno męcząca. Nawet nie chodzi o samo wykonanie, gdyż ono jest na najwyższym poziomie, lecz o samą koncepcję, która w moim mniemaniu nie sprawdza się na żywym organizmie.

Jak wspomniałem wyżej, biorąc na warsztat każdy z utworów z osobna - naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Zaskoczony jestem, jak pomysłowo Rafał Sarnecki interpretuje różne gatunki muzyczne, gdzieniegdzie wrzucając znane, typowe dla danego stylu zagrywki, aby słuchacz nie czuł się zagubiony. Moim ulubionym utworem jest Social Media Algorithm odwołujący się trochę do muzyki metalowej, gdzie gitara “rozmawia” z fortepianem i saksofonem. Bardzo intrugujący jest również „“Is This a Country Song?”, gdzie sekcja rytmiczna gra w zupełnie w asynchroniczny sposób do pozostałych instrumentów.

O tym, że Rafał Sarnecki jest kompozytorem nietuzinkowym świadczy to, że pomimo bycia gitarzystą, na albumie jest stosunkowo mało tego instrumentu. Co do zasady, utwory pisane są przecież pod lidera zespołu, a w przypadku “A View from the Treetop” - zupełnie tego nie słychać. Gitara często milczy, pojawiając się tylko tam, gdzie jest konieczna. Żaden z muzyków nie wybija się też ponad innych - wszyscy grają świetnie, tworząc zgraną ekipę.


sobota, 20 lutego 2021

WeBand - Cavatina Session (2020)

WeBand

Piotr Wyleżoł - piano, rhodes piano
Marcin Kaletka - tenor & soprano saxophones
Szymon Mika - guitar
Max Mucha - double bass
David Hodek - drums

Cavatina Session


PRIVATE EDITION

By Alek Jastrzębski

Spontaniczność i frajda z grania to słowa często pojawiające się w opisach "Cavatina Session" i faktycznie stanowią one świetny punkt wyjścia do myślenia o tej płycie. Szczególnie, że to jedno z tych wydawnictw, których geneza pozwala odkryć dodatkowe konteksty w samej muzyce. Najbardziej intryguje mnie fakt, że o nagraniu zadecydował właściwie impuls. Po kilku wspólnych koncertach muzycy poczuli, że wytworzyła się między nimi chemia i postanowili pójść za tym uczuciem. I pomyśleć, że wystarczyło jedno "e tam", a być może ominęłoby nas ponad 46 minut pociągającej muzyki. 

Na szczęście instrumentaliści poszli za przeczuciem i odwiedzili studio nagraniowe, dając upust swojej kreatywności, nieskrępowanej wizją jednego lidera. Głównym założeniem była wspomniana frajda z grania, każdy z muzyków mógł przynieść swoje kompozycje, zespół nie planował też tego, jak ma brzmieć. Jak wspomina Piotr Wyleżoł, z którego inicjatywy powstał WeBand: "Akceptujemy w pełni swoją różnorodność i to właśnie tworzy naszą jedność". W efekcie "Cavatina Session" jest płytą bardzo zróżnicowaną, ale jednocześnie spójną. 

Już na pierwszy rzut ucha słychać wzajemne muzyczne zrozumienie artystów, pozwalające odnieść wrażenie, że grają oni ze sobą od bardzo dawna, co świadczy przede wszystkim o ich klasie. Niezwykle przyjemnym odczuciem, wzbudzonym już pierwszymi dźwiękami "Initial Song", jest swego rodzaju naturalność i spokój, przemykające przez wszystkie sześć utworów, nie ujmując im w żaden sposób dynamizmu i różnorodności, ani nie sugerując w żadnym wypadku monotonii. To bardziej oświadczenie, że "nie musimy niczego udowadniać", zakamuflowane między dźwiękami i faktycznie pozwalające skupić się po prostu na graniu. 

Sama muzyka jest niezwykle melodyjna i przesiąknięta nastrojowością. Za szczególnie urzekające, wręcz hipnotyczne, uważam "Dark Matter", rozpoczynające się samotną frazą saksofonu, do którego dołącza wkrótce reszta zespołu. Jest w tym utworze jakiś piękny niepokój wymieszany z melancholią, ale i spokojem. W zupełnie inny klimat prowadzi nas z kolei "Doctor Holmes", proponujący słuchaczom wycieczkę w stronę free, ubarwioną ciekawymi zabiegami produkcyjnymi. 

Tym bardziej twórcom należą się ukłony za uzyskanie spójnej całości, pomimo różnorodności stylistycznej poszczególnych kompozycji. Dodatkowym atutem jest zachowanie równowagi między poszczególnymi instrumentami. Ani przez chwilę nie odniosłem wrażenia, że któryś z muzyków odciąga naszą uwagę od pozostałych, próbując zepchnąć ich na dalszy plan. Dla mnie to nic innego jak dowód na to, że wspominana w kontekście tej płyty chemia, zaistniała między muzykami, nie jest jedynie pustym frazesem.

"Cavatina Session" to bez wątpienia świetny album, który po prostu musiał powstać. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że muzycy zdecydowali się podążyć za impulsem i odwiedzić wspólnie studio nagrań. Te sześć utworów jest miłym przypomnieniem o czysto romantycznych aspektach muzyki, drzemiących w ulotnej potrzebie chwili, a nie w planowaniu z chirurgiczną precyzją każdej nuty. Pozostaje mieć nadzieję, że to nie był pierwszy i nie ostatni raz, kiedy to WeBand dał ponieść się spontaniczności.  

niedziela, 3 stycznia 2021

Krzysztof Pacan - Story Of 82 (2020)

Krzysztof Pacan

Piotr Wyleżoł - piano
Radek Nowicki - tenor & soprano saxophones
Krzysztof Pacan - bass guitar
Krzysztof Dziedzic - drums
Marta Zalewska - viola da gamba, renaissance fiddle

Story Of 82


AUDIO CAVE 2020/012

By Adam Baruch 

This is the second album as a leader by Polish Jazz bassist/composer Krzysztof Pacan recorded in a quartet setting with saxophonist Radek Nowicki, pianist Piotr Wyleżoł and drummer Krzysztof Dziedzic. Violist Marta Zalewska guests on one track. The album presents seven original compositions, all by Pacan, who plays bass guitar exclusively on this album. The album, recorded at the Tokarnia Studio, offers an excellent sound quality, as expected.

The music is all melody based mainstream modern Jazz, often typically melancholic and lyrical in accordance with the Polish Jazz characteristics, but offering diverse stylistic variations. Personally the ballads seem to work best for me, but the level of the compositions is excellent throughout.

The level of performances is also excellent from start to finish, which is hardly surprising with these highly experienced professionals. Again, personally, Wyleżoł is the most creative contributor on this album, but Nowicki carries the tunes and solos without a hitch and Dziedzic offers a solid rhythmic support by the book. The leader stays somewhat behind, soloing sparingly and supplying steady bass pulsations that carry the music. Overall this is a pleasant and excellently performed Jazz music, which should keep most Polish Jazz enthusiasts happy, emphasizing the incredibly high level of the local Jazz scene.

niedziela, 4 października 2020

Krzysztof Pacan - Story Of 82 - premiera nowej płyty w wytwórni Audio Cave

Krzysztof Pacan - gitara basowa
Piotr Wyleżoł - fortepian
Radek Nowicki - saksofon tenorowy i sopranowy
Krzysztof Dziedzic - perkusja
Marta Zalewska - viola da gamba i fidel renesansowa

"Story Of 82" to najnowsza płyta basisty Krzysztofa Pacana, która ukaże się 16 października 2020 r. nakładem krakowskiej wytwórni Audio Cave.

Krzysztof Pacan to kontrabasista, gitarzysta basowy, producent i kompozytor - muzyk aktywny na scenie od przeszło dwudziestu lat. Współpracował z szeregiem znakomitych artystów, żeby wspomnieć tylko Janusza Muniaka, Zbigniewa Namysłowskiego czy Urszulę Dudziak. Zagrał dziesiątki koncertów w przeróżnych składach na całym świecie. Jego debiutancka płyta, "Facing The Challenge", spotkała się ze świetnym odbiorem i była nominowana do Fryderyka w kategorii Jazzowy Debiut Roku.

"Story Of 82" to drugi w pełni autorski album Pacana. Tytuł nawiązuje do daty moich urodzin. Nowy krążek to w pewnym sensie moja muzyczna autobiografia, podsumowanie, ale też określenie kierunku w którym chciałbym dalej podążać - wyjaśnia muzyk. W przeciwieństwie do pierwszej płyty, "Story Of 82" zostało w całości zarejestrowane w kwartecie. Długo myślałem nad odpowiednim składem i byłem bardzo szczęśliwy, kiedy wszyscy muzycy przyjęli moje zaproszenie. Każdy z nich jest wielkim indywidualistą, który obok prowadzenia własnych zespołów potrafi także z ogromnym zaangażowaniem współtworzyć czyjąś muzyczną wizję - tłumaczy lider.

Muzyka zawarta na "Story Of 82" brzmi klasycznie, ale przy tym odznacza się ogromnym polotem i świeżością. Swoje podejście do kompozycji Krzysztof Pacan przybliża w następujący sposób: Z racji tego, że od lat działam na wielu muzycznych płaszczyznach, naturalnym jest, że moja twórczość przesiąknięta jest wieloma gatunkami. Dużą część swojego brzmienia i myślenia o muzyce zawdzięczam wybitnym twórcom, z którymi miałem okazję spotykać się tak na scenie, jak i poza nią. Muszę tu wymienić swojego mistrza Gary'ego Peacocka, ale także Tomasza Stańko czy Adama Pierończyka.

Jak zatem określić stylistykę nowej płyty? Tradycja jest czymś, od czego warto wyjść, ale później w umiejętny sposób można się jej wymykać. Uważam, że najbardziej wartościowe rzeczy rodzą się pod wpływem wcześniej ugruntowanych ścieżek - wierzę w umiejętną fuzję starego z nowym, natomiast muzyka tworzona w oderwaniu od znajomości podstaw i tradycji często brzmi karykaturalnie. Dlatego staram się łączyć wpływy mistrzów z lat 60. z moim autorskim podejściem i oryginalnymi melodiami - podsumowuje artysta.

wtorek, 2 lipca 2019

Jerzy Małek – Black Sheep (2019)

Jerzy Małek

Jerzy Małek - trumpet, flugelhorn
Radek Nowicki - tenor saxophone
Piotr Wyleżoł - piano
Aga Derlak - piano
Max Mucha - bass
Sebastian Frankiewicz - drums

Black Sheep



PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is the eighth album by Polish Jazz trumpeter/composer Jerzy Małek, recorded in a classic Jazz quintet setting with saxophonist Radek Nowicki, pianists Piotr Wyleżoł or Aga Derlak, bassist Max Mucha and drummer Sebastian Frankiewicz. The album presents seven original compositions, all by Małek.

Stylistically the music is all within melodic Jazz mainstream, close to the American Jazz tradition, quite atypical to the contemporary Polish Jazz scene, which is more modernistic and experimental. That said, the music is wonderfully crafted and perfectly executed by seasoned musicians and sound every bit as good as the best of what American Jazz has to offer, proving again that Polish Jazz deserves to be completely free from any inferiority complexes in comparison to what is happening across the pond.

Małek has a brilliant ability to weave perfect tunes, all of which are well rounded and based on coherent melodic themes, especially so with his marvelous ballads. On the whole his compositions are truly classic examples of post Bebop idiom at its finest. Although not very innovative, this kind of music is still perfectly valid and has many followers the world over and albums like this are a perfect fit to their bill of fare.

Of course Małek is also a wonderful trumpeter, with perfect skills and intelligence, which guides him to avoid empty flashy displays of technique. His playing is always soulful and heartfelt, and a true pleasure to listen to. The other quintet members are all seasoned veterans and even the young Aga Derlak, who plays on two tracks, does an excellent job and showcases the next generation of the Polish Jazz stars.

Overall this is a perfect mainstream Jazz album in every respect, full of wonderful music and perfect musicianship, which should completely satisfy all connoisseurs of that idiom regardless of their geographical location. It is also an excellent example of the quality of Polish Jazz and the abilities of Jerzy Małek as a composer and a trumpeter, which he earned fair and square by hard work and a heap of talent. Well done!

niedziela, 17 czerwca 2018

Piotr Wyleżoł - Human Things (2018)

Piotr Wyleżoł

Piotr Wyleżoł - piano
Dayna Stephens - tenor & soprano saxophones
Robert Majewski - flugelhorn
Grzegorz Nagórski - euphonium
Michał Barański - double bass
Michał Miśkiewicz - drums
Aga Zaryan - vocals (1)
Grzegorz Dowgiałło - vocals (1)


Human Things

PN 0190295700379

By Jędrzej Janicki

"Human Things" pianisty Piotra Wyleżoła to trzecia w kolejności płyta, która ukazuje się w reaktywowanej serii Polish Jazz. Zbigniew Namysłowski i Kuba Więcek wysoko ustawili poprzeczkę, godnie wpisując się w artystyczne dziedzictwo tego wydawnictwa. Przed Piotrem Wyleżołem stało więc niełatwe zadanie utrzymania tak korzystnej passy. Wydaje się, że sprostał mu naprawdę całkiem nieźle. 

Obok pianisty z Knurowa trzon zespołu stanowi dobrze znana i ceniona sekcja rytmiczna - Michał Barański (kontrabas) i Michał Miśkiewicz (perkusja). Na zdecydowanej większości utworów usłyszeć możemy jednak również dźwięki stworzone przez cenionego amerykańskiego saksofonistę Daynę Stephensa. Otwierająca album tytułowa kompozycja prezentuje charakterystyczną muzyczną wrażliwość wszystkich muzyków, z partiami wokalnymi Agi Zaryan i Grzegorza Dowgiałło dodającymi temu subtelnemu utworowi jeszcze więcej smaku i szyku. Niezwykle ciekawie wypada w tym kontekście improwizowane solo Wyleżoła, w swej strukturze bardzo nieszablonowe i niestandardowe.

Równie atrakcyjne jest "Fatalismus Optymismus", którego początkowe dźwięki perkusji przywodzą na myśl brzmienie legendarnego Arta Blakey’a. Później jednak wątki hardbopowe schodzą na drugi plan, a po świetnych solówkach Wyleżoła (trochę w stylu Oscara Petersona) i Stephensa, następuje bardziej przestrzenna część kompozycji. Blisko dziesięć minut muzyki, które są chyba najciekawszym fragmentem całej płyty. Ciekawie prezentuje się również tęskne "Home", którego niewątpliwą ozdobą jest śliczna partia flugelhornu Roberta Majewskiego. Album kończy "Once Forever", najmocniejszy rytmicznie, jazzowy archetyp, w którym partia solowa Wyleżoła przekonać musi każdego niedowiarka co do jego nieprzeciętnego talentu i umiejętności. 

"Human Things" to płyta bardzo dojrzała i elegancka. Każdy, nawet najdrobniejszy jej szczegół, jest przemyślany i dopracowany. Co więcej, stanowi ona pewną całość, stylistycznie wypieszczoną i domkniętą, która w kreatywny sposób realizuje wizję muzyczną lidera. Zapewne nie jest to pozycja, która wejdzie na trwałe do kanonu klasyków polskiego jazzu, na pewno jednak przyniesie dużą dawkę zadowolenia, zwłaszcza odbiorcom o nieco bardziej wysublimowanym guście. Jak świat światem, jedno jest pewne – seria Polish Jazz to gwarancja wysokiej jakości, czego kolejnym dowodem najnowsze wydawnictwo Piotra Wyleżoła.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Czwartek Jazzowy z Gwiazdą - Piotr Wyleżoł Human Things feat. Andy Middleton - Gliwice, 26.04.2018


Piotr Wyleżoł - rhodes piano
Andy Middleton (USA) - saksofon

Max Mucha - kontrabas
Łukasz Żyta - perkusja


26 kwietnia, godz. 20:00, Klub Muzyczny 4Art Gliwice
Bilety: 20 zł przedsprzedaż / 25 zł w dniu koncertu

Najnowszy projekt Piotra Wyleżoła, czyli Human Things w Śląskim Jazz Clubie w ramach cyklu Czwartek Jazzowy z Gwiazdą. Na otwarcie sezonu. Jak nowy to projekt? Dość powiedzieć, że album ukazał się 9 marca 2018 w najbardziej prestiżowej i legendarnej serii w historii polskiego jazzu "Polish Jazz". Oficjalna, koncertowa premiera miała miejsce dzień później, 10 marca 2018 w Teatrze Muzycznym ROMA w Warszawie, z udziałem całej plejady gwiazd. Koncert poprowadził red. Mariusz Owczarek z Radiowej Trójki. Na Śląsku projekt pojawi się w maju w sali NOSPR w Katowicach oraz w Teatrze Ziemi Rybnickiej, ale zanim do tego dojdzie, 26 kwietnia Śląska premiera w Śląskim Jazz Clubie w ramach cyklu Czwartek Jazzowy z Gwiazdą.


Piotr Wyleżoł karierę na scenie jazzowej rozpoczął jeszcze w okresie studiów, w zespołach m.in. Janusza Muniaka, Jarka Śmietany i Marka Bałaty. Jako student był laureatem licznych konkursów i festiwali jazzowych: Jazz Juniors w Krakowie (I nagroda), Festiwal Standardów Jazzowych w Siedlcach (I nagroda), „Klucz do Kariery” – Pomorska Jesień Jazzowa, Jazz nad Odrą we Wrocławiu (nagroda indywidualna dla najlepszego instrumentalisty), Międzynarodowy Konkurs Improwizacji Jazzowej (Katowice). Od początku swojej działalności artystycznej lider własnego trio. W 2001 roku ukazała się pierwsza autorska płyta pianisty „Yearning“ nagrana wspólnie z Adamem Kowalewskim na kontrabasie i Łukaszem Żytą na perkusji. Już wtedy prasa nie szczędziła ciepłych słów: „To jeden z najciekawszych debiutanckich albumów. Trio złożone z młodych polskich muzyków zbudowało nastrój godny największych osiągnięć w swym gatunku.” (Jazz Forum 11.2001).

W październiku 2009 roku nakładem renomowanej wytwórni Fresh Sound Records ukazała się trzecia płyta tria pianisty, zatytułowana „Children’s Episodes”. Płyta wydana została w serii New Talent, w której można znaleźć takie nazwiska, jak Brad Mehldau, Kurt Rosenwinkel czy Chris Cheek. Warto nadmienić, że Piotr Wyleżoł jest pierwszym Polakiem, który dostał się do tego zaszczytnego grona. Płyta ta została również nominowana do nagrody Fryderyk 2010 w kategorii Jazzowy Album Roku. W dyskografii Piotra Wyleżoła jako lidera, poza studyjnymi płytami tria, znajdują się również dwa albumy koncertowe. Pierwszy to „Quintet Live“, która ukazał się w 2010 roku z gościnnym udziałem Adama Pierończyka (sax) oraz Davida Doruzki (git.), oraz zarejestrowany podczas festiwalu „Jazz w Gdyni“ recital na dwa fortepiany ze Sławkiem Jaskułke i wydany pod nazwą DuoDram.

Podczas dotychczasowej obecności na profesjonalnej scenie jazzowej miał okazję współpracować z wieloma jej osobistościami, takimi jak: Billy Hart, Edd Schuller, Janusz Muniak, Tomasz Szukalski, Jarosław Śmietana, Tomasz Stańko, Jan Ptaszyn Wróblewski, Grzegorz Nagórski, Kazimierz Jonkisz, Andrzej Cudzich, Adam Pierończyk, Gary Bartz, John Purcell, Urszula Dudziak, Mika Urbaniak, Marek Bałata, Ewa Bem, Piotr Baron, Antymos Apostolis, Nigel Kennedy, Steve Logan, Monty Watters, Bennie Maupin, Janis Siegel i inni. W latach 2005 - 2012 regularnie współpracował z Nigelem Kennedy’m, biorąc udział w jego autorskich projektach, a także koncertach muzyki klasycznej, m.in. jako klawesynista w repertuarze J.S.Bacha czy A.Vivaldiego. Od 2007 prowadzi klasę fortepianu w Katedrze Jazzu i Muzyki Współczesnej Akademii Muzycznej w Krakowie.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Maciej Sikała Septet - Live In Klub Żak (2017)

Maciej Sikała Septet

Maciej Sikała - tenor & soprano saxophones
Robert Majewski - trumpet, flugelhorn
Grzegorz Nagórski - trombone
Tomasz Klepczyński - bass clarinet
Piotr Wyleżoł - piano
Andrzej Święs - double bass
Sebastian Frankiewicz - drums

Live In Klub Żak

SOLITO 762

By Jędrzej Janicki

Septet to bardzo ciekawa formuła dla zespołu jazzowego. Unika ona ograniczeń, jakie niesie ze sobą gra w mniejszych składach, a nie popada jeszcze w bigbandową schematyczność. Pozostawia wiele przestrzeni na aranżacyjną dowolność, lecz brzmienie nie jest przeładowane. Bardzo dobrym przykładem potwierdzającym tę opinie jest płyta "Live In Klub Żak" septetu Macieja Sikały. 

Maciej Sikała to saksofonista wielce zasłużony na polskiej scenie jazzowej, który swobodnie porusza się w różnych muzycznych obszarach. Awangardowe nagrania z zespołem Miłość, projekt Chopin z Krzysztofem Herdzinem, czy świetna płyta "To Kiss The Ivories" nagrana z pianistą Wojciechem Niedzielą to tylko niektóre z jego artystycznych przedsięwzięć. Dowodzony przez niego septet to swego rodzaju dream team złożony z uznanych w środowisku polskich instrumentalistów. Trębacz Robert Majewski, puzonista Grzegorz Nagórski, klarnecista Tomasz Klepczyński, pianista Piotr Wyleżoł, kontrabasista Andrzej Święs i perkusista Sebastian Frankiewicz to muzycy rozchwytywani na polskiej scenie jazzowej (i nie tylko jazzowej). Zapis ich wspólnego koncertu z festiwalu Jazz Jantar 2017 ujrzał światło dzienne, stając się jedną z najciekawszych koncertówek roku 2017. 

Niezłe wyobrażenie o stylu zespołu daje już otwierająca płytę "Zmowa Miauczenia", którą charakteryzuje niewymuszony podkład, na tle którego panowie mają kilka chwil na poprowadzenie swoich partii solowych. Wszystko to zagrane z dużym luzem i pełnym profesjonalizmem. Na szczególną uwagę zasługuje dyskretne tło tworzone przez pianistę Piotra Wyleżoła, zwieńczone jego prześliczną solówką. Delikatny nastrój podtrzymany jest w utworze "Nie Na Temat" zbudowanym na podstawie tajemniczej melodii stworzonej przez Sikałę. Jako miłośnik wszelkiego rodzaju basowych dźwięków chciałbym również wyróżnić intro do "Septymozy Małej" zagrane przez Andrzeja Święsa - aranżacja tej kompozycji przypomina trochę klasyczne bigbandowe rozwiązania. Mimo tego specyficznego zacięcia utwór ma w sobie coś z uwodzicielskiego klimatu tworzonego przez Stana Getza. Kończące cały koncert nagranie "A Bit Like Thelonious" faktycznie chwyta ducha kompozycji Theloniousa Monka. Bardziej hardbopowy rys z fantastycznymi partiami Piotra Wyleżoła pięknie podsumowuje ten koncert. 

"Live In Klub Żak" to bardzo dobra płyta oddająca klimat rasowego koncertu jazzowego. Długie utwory, rozbudowane improwizacje, oklaski po kolejnych partiach solowych to elementy, które zawsze robią wrażenie przy odbiorze jazzu. Ten album to efekt dojrzałości i świadomości poszczególnych instrumentalistów. Maciej Sikała po raz kolejny udowadnia swoją muzyczną klasę i talent.

środa, 19 lipca 2017

Dziedzic – Tempo (2017)

Dziedzic

Piotr Wyleżoł - piano, keyboards
Kuba Więcek - alto & soprano saxophones
Apostolis Anthimos - guitars
Robert Kubiszyn - bass
Michał Baj - turntables
Krzysztof Dziedzic - drums

Tempo


FOR TUNE 0120

By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by the veteran Polish Jazz drummer/composer Krzysztof Dziedzic. Surrounded by a formidable team, which includes keyboardist Piotr Wylezol, saxophonist Kuba Więcek, guitarist Apostolis Anthimos, bassist Robert Kubiszyn and Michal Baj (a.k.a. DJ Eprom), who is in charge of turntablism, Dziedzic presents nine original compositions/improvisations, all credited to him.

The music, as described in the album's liner notes, is all about tempo measured in beats per minute, or BPM, which changes here from one tune to another from the very slow 25 BPS to the extremely fast 207 BPM. The melodic content is quite limited on this album, with the drums being the anchor instrument, which leads the proceedings. Bass guitar parts turn some of the tunes into improvised Funk and Groove. The piano takes most of the solo parts and the saxophone and guitar play only on selected tracks, but deliver excellent contributions, especially the Anthimos parts which are Fusion heaven, as usual. The drums dominate the proceedings of course all the way through.

This album is mostly about drums and drumming and fans of rhythmic grooves should find this music delightful. For others, especially those looking for straightforward Jazz might find this music somewhat less approachable, except for some excerpts. Overall this is a bold and quite unique statement, which deserves to be heard and hopefully will conquer hearts in the process. Dziedzic already proved that he is one of the top Polish Jazz drummers over the years and now is time to discover his less obvious qualities.

niedziela, 1 maja 2016

Klima/Wyleżoł/Kowalewski - Lutosławski Retuned (2015)

Klima/Wyleżoł/Kowalewski

Szymon Klima - clarinet
Piotr Wyleżoł - piano
Adam Kowalewski - double bass
Piotr Baron - bass clarinet (6)

Lutosławski Retuned

HEVHETIA 0114



By Adam Baruch

This is the debut album by a Polish Jazz trio comprising of clarinetist Szymon Klima, pianist Piotr Wyleżoł and bassist Adam Kowalewski. Veteran Polish Jazz musician Piotr Baron guests on one track playing bass clarinet. The album's music was all composed by the contemporary Classical Polish composer Witold Lutosławski, and includes his five dance preludes (composed in 1954 as a five-parts suite) and a sixth unrelated composition, which was initially published under a pseudonym.

What prompted to rearrange (or retune) these composition for a Jazz environment was probably the Lutosławski Year celebrations in 2013 (his 100 Birthday), which were a big cultural event in Poland and brought the composer to the attention of a much wider audience, including many young Jazz musicians. As a result a long list of Polish Jazz albums, like this one, paid tribute to the great composer; for example "Inspired By Lutosławski" by Grażyna Auguścik, "Bukoliki" by High Definition Quartet, "Atomsphere" by Atom String Quartet and many others.

The dance preludes suite, which was originally composed for clarinet and piano, was later twice (1955 and 1959) re-orchestrated for larger ensembles, but Klima based his Jazzy approach on the original intimate version, which remains intimate under the new arrangement. As almost always with Lutosławski, his music is deeply rooted in the Polish Folklore, and these "dances" all bear resemblance of the characteristic folklore melodies and harmonies, at least to people who are acquainted with that music.

Klima, both as arranger and player, oscillates between the Classical and the Jazz idioms, as his clarinet tone and phrasing are almost completely Classical whereas his improvised parts are of course Jazz related. Of course Wyleżoł and Kowalewski are bona fide Jazz musicians, and their contributions have a decisive weight to turn this music into a wonderful Jazz-Classical Fusion.

The intimacy of this music, the virtuosi performances, the elegant and respectful treatment of the original inspirations all add up to a superbly balanced and delightful musical adventure, which should prove pleasing and satisfying to all connoisseurs of good music. Hopefully some of the listeners will try to find out how the music sounds in its original Classical incarnations, and perhaps venture into more fabulous music created by Lutosławski, other might wish to explore other recordings by Wyleżoł and Kowalewski, also released by the excellent Hevhetia label. If so everybody wins, both of the Classical and the Jazz enthusiasts. This album is a great example of a cross-genre exploration, which treats the origins with respect and love, creating a new, perfectly valid amalgamation, which manages to preserve the aesthetics of its origins. Wholeheartedly recommended!

niedziela, 10 stycznia 2016

Jaskułke & Wyleżoł – Duo Dram Lalala Koncert (2012)

Jaskułke & Wyleżoł

Sławomir Jaskułke - piano
Piotr Wyleżoł - piano

Duo Dram Lalala Koncert

PRIVATE EDITION





By Adam Baruch

This is an album by Polish duo Duo Dram, which pairs pianists/composers Sławomir Jaskułke and Piotr Wyleżoł. Recorded live, the album presents five original compositions (three by Jaskułke and two by Wyleżoł) and one composition by Kenny Wheeler, all performed on two pianos.

It is very difficult to relate to this music within the Jazz framework, and the fact that both pianists are primarily known as Jazz artists, makes it is even more difficult to pinpoint exactly what this music is all about. The melodic themes are repeated and swapped between the pianists back and forth, there are lots of chords and notes in the air, swirling like snowflakes in the wind, but once the flakes land on the ground nothing remains in the air…

Somehow this music does not touch me at all, sounding like a New Age effort of producing soothing background music rather than anything that one can hold to. Of course Jaskułke and Wyleżoł are both superb piano players, as evident from their numerous other recordings, but this effort simply does not take off as far as I am concerned. Of course I suppose many other listeners might enjoy this music immensely, therefore I urge fans of Jaskułke and Wyleżoł to listen to it by themselves and make their own minds.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Piotr Wyleżoł – Improludes (2014)

Piotr Wyleżoł

Piotr Wyleżoł - piano

Improludes

HEVHETIA 0083






By Adam Baruch

This is the first piano solo album by Polish Jazz pianist/composer Piotr Wyleżoł and his sixth release as a leader/co-leader. It comes after a relatively prolonged period of silence (about five years) since his last recording. The album presents eight original compositions by Wylezol partly inspired by the work of the great Hungarian composer Franz Liszt, especially Liszt's etudes, hence the tongue in cheek album's title. The album was released by the Slovak Hevhetia label, which seems to be lately one of the favorite labels of the Polish Jazz artists, which is hardly surprising considering the great job the label is doing so far.

The association with Liszt's romanticism is hardly accidental, as Wyleżoł's music displays clear Classical Music influences. Combined with the Polish lyricism and a wonderful sense of melody, these pieces are a delightful set of melodic gems, which are easy on the ear but at the same time invoke deep emotions and a charming aptitude. Solo piano lovers will find here everything one might expect from a solo piano album – excellent music, beautiful and sensitive execution and a superb recording quality, which is always an essential ingredient of such projects.

Overall this music is not very innovative or groundbreaking, but its merits are clearly on quite a different musical layer, aesthetically close to the European Classical Music tradition, updated and transposed to contemporary language. Therefore this album should not be judged nor should it be approach from a strict Jazz point of reference, but should be allowed the leeway of a more open minded attitude towards its true artistic significance and impact.

One might speculate if this album marks a turning point in Wyleżoł's career, especially as a composer, leading to a whole new path combining his classical training and Jazz improvisation, or is this just a one time journey of discovery? Regardless of the answer, let's hope we won't have to wait for another five years to hear the answer to this question. Welcome back!

sobota, 15 sierpnia 2015

Adam Kowalewski – For You (2013)

Adam Kowalewski

Adam Kowalewski - double bass
Piotr Wyleżoł - piano

For You

HEVHETIA 0068





By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by Polish Jazz bassist/composer Adam Kowalewski, recorded in a duo setting with pianist Piotr Wyleżoł. It presents eight compositions, five of which are originals by Kowalewski, one is an original by Wyleżoł and the remaining two are standards. The album was released on the Slovak Hevhetia label and was one of the first Polish Jazz albums released by that label, to be later followed up by numerous others.

Kowalewski recorded a plethora of albums as a sideman before he recorded this album, which means that he was already an established name on the local scene and the purpose of this album was obviously to present Kowalewski also as a composer apart from his abilities as a bass player. He cooperated with Wyleżoł earlier on playing bass on Wyleżoł's debut piano trio album and therefore the choice of partners is hardly accidental.

The music presents a series of melodic tunes, well within the Jazz mainstream, which are played by the duo with a lot of space and mutual respect, allowing both musicians plenty of breathing space. As expected in such circumstances, the volume of the bass is higher up in the mix than normal, which allows the listener to hear exactly every note played by the instrument.

The problem with bass/piano albums is of course that the piano, which plays all the melody lines, "steals" the listener's attention and only the most experienced listeners are able to split their attention between the two instruments on an equal basis. However, those able to listen to both instruments in parallel will discover a beautiful dialogue and a supportive collaboration, which is elegant and graceful.

Acoustic bass buffs will of course have a field day with this album, and considering the good sound quality of this recording, it is quite suitable to test top range Hi-Fi equipment for balanced bass midrange response. Personally I'm looking forward for the next album by Kowalewski, to discover more of his melodic gems!

sobota, 28 marca 2015

Piotr Wylezol - Improludes (2014)

Piotr Wyleżoł

Piotr Wyleżoł - piano

Improludes 

Hevhetia






By Maciej Nowotny

W języku angielskim istnieje wyrażenie "best of two worlds", które dość trudno przetłumaczyć na język polski. Wskazuje ono na ograniczenia, jakie w naszym myśleniu narzuca powszechny dla naszej europejskiej kultury dualizm. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale próbując zrozumieć świat instynktownie i podświadomie, sprowadzamy wszystko do prostych przeciwstawień: dobro i zło, ciało i umysł, duch i materia. Takie dualistyczne myślenie znajduje oczywiście swoje miejsce także w muzyce, a jednym z jego przejawów jest znane od wieków przeciwstawienie "sztuki starej", czyli klasyki, i "sztuki nowej", nazwijmy ją awangardą.

Granice tego, co klasyczne, a co awangardowe, przesuwają się oczywiście co pokolenie, raz młodzi są zwróceni bardziej ku przyszłości, innym razem odkrywają to, co zostało zapomniane, ale dynamika samego procesu jest niezmienna. Może dlatego, że przynosi on muzyce korzyść, sprawia, że aktualizuje ona swój język, zachowując atrakcyjność dla kolejnych generacji. I dlatego być może dość często bywa tak, że to, co najciekawsze pod względem artystycznym, rodzi się gdzieś na styku, zawierając to, co najlepsze z obu światów.

Jeśli ktoś szukałby przykładu dla opisanego wyżej fenomenu we współczesnej muzyce jazzowej, śmiało sięgnąć może po najnowszy krążek Piotra Wyleżoła. Rok 2014 przejdzie w naszym jazzie do historii jako rok wyśmienitych albumów nagranych solo, z których lwią część nagrali pianiści. Wymienić wystarczy chociażby "Mazurki" Marcina Maseckiego, "15 Studies For The Oberek" Piotra Orzechowskiego czy "Eleven Songs" Kuby Płużka. Powinno się się wśród nich znaleźć i "Improludes" Wyleżoła, jak sam tytuł wskazuje inspirowany tak tradycją klasyczną, choćby formą dobrze nam znanych szopenowskich preludiów, jak i duchem improwizacji, określających tożsamość współczesnej muzyki, w tym jazzowej.

Od lat śledzę karierę Piotra i niektóre z jego płyt należą do moich ulubionych w polskim jazzie w ogóle, jak choćby przedostatni jego album "For You", nagrany w duecie z kontrabasistą Adamem Kowalewskim, którym zwyczajnie po ludzku i szczerze mówiąc zachwyciłem się. "Improludes" także mnie nie rozczarowały, a za szczególnie cenne uważam, że Wyleżoł nikogo tak w Polsce, jak  i na świecie nie naśladuje, nie ulega przelotnym modom i trendom, lecz konsekwentnie gra swoją własną muzykę. Jego styl charakteryzuje wspaniały pianistyczny warsztat, wielka dbałość o brzmienie, o detal, a nadto elegancja, jasność i przejrzystość języka, którym się posługuje, sprawiająca, że gdy słucha się jego muzyki, człowiek ma to wyjątkowe wrażenie, że instrument nie stoi na przeszkodzie emocjom, które artysta chce przekazać swoim odbiorcom.

Zawieszona między tym, co dobrze znane z muzyki klasycznej, lecz na tyle własna, by zaskakiwać i brzmieć świeżo, muzyka "Improludes" nie jest ani klasyczna, ani awangardowa, ani trudna, ani banalna, ani odkrywcza, ani wtórna. Ma ona tę najważniejszą cechę dla naprawdę udanych wytworów artystycznych, że bez względu na to, czy się słuchaczowi propozycja przedstawiona przez artystę spodobała czy nie, to ma wrażenie, iż słuchając jej nie stracił czasu.


wtorek, 3 grudnia 2013

Gdzie szukać skarbów czyli o najnowszym krążku Kowalewskiego i Wyleżoła

Adam Kowalewski - kontrabas

Piotr Wyleżoł - fortepian

For You (2013)







“Tam skarb, gdzie serce Twoje” myślałem słuchając najnowszej płyty kontrabasisty Adama Kowalewskiego nagranej w duecie z pianistą Piotrem Wyleżołem, a zatytułowanej “For You”. Dla Ciebie, przez Ciebie, dzięki Tobie, z Tobą, o Tobie, Ty, Du, Vous, You odmieniane przez tysiące przypadków, w setkach języków. W emocji, z którą wymawiamy to słowo zawiera się właściwie to co najpiękniejsze z ducha naszej cywilizacji, co zauważył już Martin Buber i co się skrystalizowało w stworzoną przezeń filozofię dialogu. Lecz jak wyrazić ten zachwyt drugą osobą, tę wdzięczność, tę jej nieodzowność muzyką?

Otóż moim zdaniem żaden inny gatunek nie jest lepiej do tego stworzony niż jazz! W zgiełku symfonicznej orkiestry szept dwóch osób często staje się niesłyszalny. W rockowym ekshibicjonizmie intymność relacji dwojga esploatowana jest nierzadko w sposób pornograficzny. A w popie jej czar jakże często ginie pod ciężarem hipokryzji, sztampy i zgranych do bólu klisz. Lecz w jazzie, jak para ptaków w gnieździe, relacja ja i Ty odnajduje dla siebie idealną muzyczną niszę.

Wśród wielu form jakie może ona przybrać duet fortepianu i kontrabasu należy do tych najbardziej wyszukanych. Nieogarniona paleta dźwięków jaką dysponuje fortepian kontrastuje z ograniczoną ich ilością jaką posiada kontrabas. Lecz oba te instrumenty dorównują sobie jeśli chodzi o bogactwo brzmienia. Pod warunkiem wszakże, że znajdą się w rękach muzyków o najwyższych kwalifikacjach, którzy dodatkowo potrafią siebie nawzajem słuchać. Stąd najlepsze duety tego rodzaju nigdy nie są dziełem debiutantów. By mieć coś dopowiedzenia w tym formacie nie wystarczą entuzjazm, energia i “chęć szczera”. Potrzebna jest dojrzałość, a nawet pewnego rodzaju głębia, tak muzycznej wiedzy jak i relacji między muzykami.

Najbardziej interesujące nagrania tego typu zadzięczamy takiemu na przykład Charlie Hadenowi, z których te dokonane z Hankiem Jonesem i Keithem Jarrettem należą do moich ulubionych. Inne szczególnie przeze mnie cenione zostały dokonane przez Paula Bleya z Gary Peacockiem, Cedara Waltona z Ronem Carterem, Stefano Bollaniego z Aresem Tavolazzim czy wreszcie przez legendarnego Billa Evansa z Eddim Gomezem na albumie zatytułowanym “Intuition”. Jak Państwo widzą wszystko to są nazwiska artystów o ustalonej marce, mających za sobą wiele sukcesów. Czy zatem dla Kowalewskiego i Wyleżoła nie było za wcześnie? Otóż nie! Obaj mają przecież za sobą znaczące kariery. Wyleżoł nie jest tak znany jak Możdżer czy Wasilewski, ale należy do tej garstki pianistów w naszym kraju, która nikogo nie udaje, nie naśladuje, nie imituje i może sobie pozwolić na mówienie własnym językiem. Z kolei Kowalewski od ponad dekady należy do najbardziej rozchwytywanych muzyków sesyjnych w naszym kraju.

Obaj spotkali sie po raz pierwszy ponad dekadę temu, a zwieńczeniem tego okresu była nagrana w 2001 w trio, z udziałem perkusisty Łukasza Żyty, płyta “Yearning”. Potem współpracowali przez dobrych kilka lat grając w zespole towarzyszącym angielskiemu skrzypkowi Nigelowi Kennedyemu. Wreszcie kiedy niedawno przyśpieszenia nabrała kariera samego Wyleżoła nie mogło zabraknąć u jego boku Kowalewskiego, czego dowodem jest jego obecność na wyśmienitej płycie “Live” wydanej w roku 2010. Wkróce potem, w roku 2011, artyści nagrali materiał na “For You”, ale niestety przeleżał on w szufladzie kolejne aż dwa lata czekując na wydawcę. Wydawca polski się nie znalazł, ale w końcu zachwycił się nim Jan Sudzina prowadzący słowacki label “Hevhetia”, który zdecydował się go wydać zyskując w ten sposób prawdziwą perłę w swym katalogu.

Muzyka na płycie nie goni za nowością, nie sili się na eksperymenty, nie ulega modom. Artyści są zakochani w jazzowej tradycji, a ich język zbudowany jest na solidnej podstawie muzyki klasycznej. W rezultacie otrzymujemy materiał cudownie wręcz zagrany, pełen wyśmienitych kompozycji w większości pióra Adama Kowalewskiego, których świeżość polega w głównej mierze na bezpretensjonalności i szczerości wypowiedzi. Napisane przez Kowalewskiego dla ukochanej żony “Cause I love You” czy dla syna “Lullaby for You”, otwierające album, swoim filigranowym pięknem po prostu wbiły mnie w fotel już od pierwszych minut słuchania tej płyty. Chociaż nie jestem wielkim fanem tak zwanego “głównego nurtu”, słucham tej płyty raz po raz i nie mogę się od nie oderwać. Może dlatego, iż czuję jakby została zagrana specjalnie dla mnie...

Autor: Maciej Nowotny

środa, 9 października 2013

Adam Kowalewski - For You (2013)

Adam Kowalewski

Adam Kowalewski - double bass
Piotr Wyleżoł - piano

For You (2013)






By Maciej Nowotny

Any album on which pianist Piotr Wyleżoł apperas immadietely catches my attention. He may be not so well known as for example Marcin Wasilewski or Leszek Możdżer but he definitely is as much talented as those two heavy weights. And what is even more important he does not imitate any of them as much as any other pianist abroad which puts him apart from a pack of young lions (Paweł Kaczmarczyk, Piotr Orzechowski, Dominik Wania or Sebastian Zawadzki) who still are looking for their own unique language.

Here we find him in duo with double bassist Adam Kowalewski who is himself very well known musician on Polish scene with countless recordings already made regardless being still relatively young. Kowalewski composed five out eight tunes on the album with Wyleżoł contributing one and with two - "Little Girl I'll Miss You" written by Bunky Green and "If One Could Only See" by Billy Harper. Most importantly however those two artists have already long story of mutual collaboration with projects such as "Yearning" (2001) or Piotr Wyleżoł Quintet "Live" (2010) stading out as some of the best mainstream recordings in recent decade.

In piano - double bass duo the empathy between players translates directly into the depth of music. If it is combined with boundless imagination of both players what we obtained is a small masterpiece. Many recordings of similar character - and charm! - were coming to my memory while listening to this album: first of all Hank Jones with Charlie Haden. But basically every great piano player has such duo in his curriculum and cherishes it a lot as it is simply a pinnacle of every pianist and double bassist career to be able to play in such a format. Paul Bley with Gary Peacock, Cedar Walton with Ron Carter or Stefano Bollani with Ares Tavolazzi are coming to my memory for similar virtuosity and some artistical affinity since they all have technique based on classical education and their style is influenced by Bill Evans revolutionary recordings (among them of course great album in duo "Intuition" recorded with Eddie Gomez).

Overall mood of this album is cool and down tempo. Music is wonderfully coherent and though generally kept in minor keys, the tunes are very diversified. Speaking shortly: this album is a true gem! A word of praise also shall be dedicated to Hevhetia recording company. This Slovak label is doing good job releasing many artists from Central Europe and it is really great that such artists like Adam Kowalewski, Piotr Wyleżoł or Grzegorz Karnas are making important contribution to its catalogue. Bravo!

Zobacz też: