Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimpel Wacław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimpel Wacław. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 września 2024

Kto się boi Virginii Woolf w jazzie czyli o najnowszej muzyce Wacława Zimpla


Wacław Zimpel

Wacław Zimpel - alto clarinet, sampler, sequencer, percussion
Kamil Szuszkiewicz - trumpet sample
Michiyo Yagi -21-string koto
Little Nemon - voice, bells

Japanese Journal Vol​.​1

Tekst: Maciej Nowotny

Tytuł sztuki Edwarda Albeego zatytułowanej "Kto się boi Virginii Wolf?, stał się tak znany, że zadane w tytule pytanie przeszło do mowy potocznej jako synonim utraty złudzeń, a właściwie lęku przed ich utratą. Zadaję je dzisiaj dlatego, że jest pewien wielki biały słoń w pełnym cennej porcelany jazzowym salonie, o którym należy wreszcie powiedzieć. Tym słoniem jest fakt, że jazz w Polsce umiera i jest to proces nie tylko, że niepowstrzymany, ale i dla tej muzyki pożądany, a nawet zbawienny. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że aby coś mogło się odrodzić, to musi czasami obumrzeć. W przeciwnym wypadku może zastygnąć w swoim perfekcyjnym kształcie i odejść w niepamięć jako rodzaj nowej klasyki, przypominany jedynie jako przedmiot nużących studiów dla akademickiej dziatwy.

Ale dlaczego twierdzę, że jazz umiera i że jest to proces zbawienny? Po pierwsze jazz umierał już wielokrotnie i zawsze było to dla jazzu dobre, nawet jeśli było - jak zapewne każde umieranie - raczej nieprzyjemne dla bezpośrednio sprawą zainteresowanych. Pod koniec lat 40 i na początku 50tych kitę odwalił swing i wielu do dzisiaj - słusznie - uważa że był to też koniec jazzu jako muzyki popularnej w ogóle. Od tamtej pory zawsze był już jazz rozrywką dla elit, a ręki do tej ewolucji przyłożyli sami muzycy, którzy mieli dość grania w big bandach i odeszli w siną dal przy okazji tworząc fenomen o nazwie bebopu. Czy mówią Wam coś nazwiska Charlie Parkera, Dizzy Gillespiego, Buda Powella, Theloniusa Monka czy Sonny Rollinsa - tak, oni wszyscy przeszli tę drogę. Bebop postawił jazzowi poprzeczkę tak wysoko, że wielu uważa go do dziś za drugą muzykę klasyczną, tylko że czarnych ludzi, ale i on w końcu wyciągnął kopyta, gdy zmyła go z powierzchni muzycznego świata fala rock'and'rolla, R&B i muzyki pop. Muzycy przestali zarabiać, gremialnie rzucali granie, umierali z głodu, popełniali samobójstwa. Kolejnej śmierci, tym razem free jazzu, ulubionego autystycznego dziecka wielu krytyków jazzowych w tym piszącego te słowa, winna była publiczność, która orzekła, że dźwięki, których nie można słuchać na randce z dziewczyną albo do kolacji z winem, nie są warte jej zainteresowania. I tak mógłbym ciągnąć tę opowieść o wielkim jazzowym wymieraniu gatunków, a przecież jeszcze nie doszedłem do powstania muzyki fusion, będącej połączeniem jazzu z rockiem i funkiem czy do acid jazzu, nu jazzu i tak dalej i tym podobnie. Za każdym razem jazz coraz bardziej oddalał się od samego siebie, ale żył dalej, tylko dlatego że był zdolny odrodzić na całkowicie nowej podstawie.

Nie tylko jazz jako gatunek pulsuje w rytm rozkwitu i obumierania, ale i muzycy go tworzący, jeśli zależy im by muzyka, którą tworzą była żywa, powinni podążać za tym pulsowaniem. Jeśli zechcą je zatrzymać to ryzykują, że zabiją muzykę którą kochają i do której rozkwitu się przyczyniali. Przykładów na poparcie tej tezy nie trzeba szukać daleko, weźmy Milesa Davisa. Był jednym z muzyków, którzy tworzyli bebop, ale szybko zrozumiał że ginie w tłumie i tak pojawił się cool jazz, a następnie hard bop i jazz modalny. Jak pisałem wyżej w międzyczasie jazz zaliczył spotkanie ze ścianą i odwrót publiczności w kierunku muzyki pop, ale Miles wymyślił się na nowo zakładając drugi wielki kwintet i przyczyniając się do powstania kolejnych estetyk znanych jako post bop, a następnie fusion. Jakby tego było mało Davis zaliczył następnie flirt z popem ("Tutu"), a nawet z rapem ("Doo Bop"). Nie był w tym sam, bardzo podobnie w sensie strukturalnym, przebiegała kariera Tomasz Stańki, pulsując w rytmie rozkwitu i upadku kolejnych jazzowych estetyk. Dzisiaj zbyt mało ludzi pamięta, że dla Stańki nawiązanie współpracy z wytwórnią płytową ECM było rodzajem zmartwychwstania, po wcześniejszych okresach przeplatających się sukcesów i porażek.

Czy jednak w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie jest miejsce na takie kariery jak Davisa czy Stańki? Wydaje się, że nie powinniśmy tracić nadziei, a jednym z pozytywnych przykładów niech będzie Wacław Zimpel. Muszę przyznać, że ktoś jego przypadek opisał świetnie przede mną i polecam Waszej uwadze Michała Wieczorka zatytułowany "Wacław Zimpel nie wraca do free jazzu". Kiedyś Zimpel był uważany za jednego z najważniejszych przedstawicieli polskiej muzyki improwizowanej i jazzu (w jego odmianie mieszczącej się pod etykietkami freeimprov czy avantjazzu). Wiele jego płyt opisywaliśmy na tym blogu, a niektóre z nich jak te nagrywane przez jego kwartet, Irchę, Herę czy Unividided należały do najlepszych, jakie słyszałem w poprzedniej dekadzie i zapisane są złotymi zgłoskami w historii polskiego jazzu i muzyki improwizowanej. A jednak Zimpel postanowił zostawić te wszystkie osiągnięcia i zacząć coś zupełnie nowego.

I chwała muza to! Dzięki temu potwierdził, że nie jest tylko "klezmerem", ale kimś kto rozumie, że muzyka pozostaje żywa dopóty, dopóki ewoluuje, zmienia się, dostosowuje do zmieniającego kontekstu i okoliczności. Jeśli chcecie sami odkryć jak zaskakujące, brzmiąco świeżo i charyzmatycznie mogą brzmieć rezultaty takich poszukiwań, to sięgnijcie po najnowszy jego album zatytułowany "Japanese Journal Vol​.​1". Dostępny - signum temporis - jedynie w wersji cyfrowej, na bandcampie, album ten zabiera słuchacza w dźwiękową podróż przez Japonię, odzwierciedlając osobiste doświadczenia artysty. Muzyka ta łączy w sobie elementy jazzu, muzyki elektronicznej i tradycyjnych japońskich brzmień, tworząc unikalny i introspektywny krajobraz dźwiękowy. Ale Zimpel, w poprzednim wcieleniu muzyk akustyczny i improwizujący, nie zapomina o swoim klarnecie i w ostatnim utworze dostajemy kilkunastominutową suitę umiejętnie łączącą spokojne, medytacyjne tło generowane przez elektronikę, jak i bardziej dynamiczne i złożone struktury dźwiękowe dostarczane akustycznie, z użyciem jego koronnego instrumentu. Całość jest pełna zaskakujących brzmień i inspirujących odkryć (jak wpleciony w muzykę płacz dziecka), czymś brzmiącym jakbyśmy odkrywali nowy ląd, a jednocześnie zawierających emocjonalne echa tej wyrafinowanej i wspaniałej tradycji muzycznej znanej niegdyś jako... jazz. 
 

poniedziałek, 26 października 2020

Wacław Zimpel - Lines (2016)

Wacław Zimpel

Wacław Zimpel - clarinets, hammond organ, fender rhodes, khaen 

Lines

INSTANT CLASSIC 042




By Adam Baruch
 
This is the first solo album by Polish Jazz/Avant-Garde clarinetist/composer Wacław Zimpel. He plays different clarinets and keyboards and performs six pieces, five of which are his original compositions and one is a renaissance cannon.

The music is almost entirely written, as opposed to Zimpel's usual modus operandi, which primarily involves improvisation. The affiliation with minimal music is felt very strongly and familiar patterns appearing in the works of American composers like La Monte Young, Terry Riley, Steve Reich or Philip Glass can be also heard here. This does not imply of course that Zimpel uses ideas created by others, but the resemblance, both aesthetically and sonorically, is very audible. The music is also very contemplative and monotonic, which of course is rather difficult for listeners not familiar with this musical idiom.

Zimpel's usage of several overdubbed instruments to create an almost orchestral effect is the most interesting aspect of this album, which is fully explored in the title track. All of the tracks use the same technique of overdubbing, which is of course possible due to the fact that the music is written and not spontaneously improvised. One has to respect Zimpel for his consistency and desire to create his own unique music, even if this means that his audience will be rather limited. Also the support he gets from small independent labels, like Instant Classic which released this album, is very significant to his career and development.

Overall this is an album intended to be listened to by connoisseurs of minimal music or people looking for adventurous and unusually sounding recordings. With certain open-mindedness this music can bring many surprisingly pleasing musical moments amid its weirdness.

piątek, 17 lipca 2020

Wacław Zimpel - Ebbing In The Tide (2020)

Wacław Zimpel

Wacław Zimpel - alto clarinet, loops, fx

Ebbing In The Tide

TAK PICTURE 2020





By Krzysztof Komorek

Najnowszy album Wacława Zimpla, "Ebbing In The Tide", inauguruje jednocześnie działalność nowego wydawcy Tak Picture. Płyta zawiera solowe nagrania klarnecisty zarejestrowane podczas rezydencji w brytyjskim PRAH Studios w Margate.

Jak to często zdarza się w życiu artystycznym, praca w studiu miała pierwotnie nieco inny cel. Ostatecznie jej efektem stała się opublikowana w ostatnim dniu maja 2020 płyta. Wspomniałem wcześniej o "nagraniach", jednakże de facto w przypadku "Ebbing In The Tide" mamy do czynienia z "nagraniem" w liczbie pojedynczej. Album zawiera bowiem jedynie jeden improwizowany utwór trwający prawie pięćdziesiąt minut.

W przypadku omawianego wydawnictwa, Wacław Zimpel podjął się nie lada wyzwania. Nagrywając płytę korzystał tylko z klarnetu altowego, wspomagając się elektroniką. I to właśnie elektronika umożliwiła stworzenie przy pomocy zaledwie jednego instrumentu całego chóru muzycznych głosów. Zasługa leży tutaj po stronie producenta Jamesa Holdena, który specjalnie dla muzyka przygotował "bramkę" umożliwiającą innowatorskie przetwarzanie poszczególnych ścieżek. Bramka przepuszcza tylko określone wysokości dźwięków, a zatrzymuje inne. W ten sposób wpuszczając sygnał klarnetu w kilka kanałów, można  różne dźwięki skali przetwarzać innymi efektami.

Owe wspomniane pięćdziesiąt minut improwizacji charakteryzuje się stopniowym i statecznym budowaniem narracji. Kolejno pojawiające się warstwy konstruują hipnotyzującą, ambientową atmosferę. Może wydawać się, że taka, trwająca prawie godzinę opowieść, stanie się nieco nużąca. Jednak czas spędzony z "Ebbing In The Tide" mija niezauważalnie. Szybko pogrążamy się w dźwiękach, śledząc kolejne elementy, które pojawiają się i przewijają w treści nagrania. Niemal w każdej minucie odkrywany nowy motyw, nowy element układanki. Emocje, choć stonowane, wzbierają falami, by po kulminacji opaść w wyciszającą frazę. Płyta powściągliwa, ale jednocześnie intrygująca. Bezwarunkowo absorbująca uwagę słuchacza. Pochłaniająca dyskretnie i niepostrzeżenie. Muzyka, z którą zdecydowanie warto się spotkać.


poniedziałek, 17 czerwca 2019

Doors Not Shut – Luty (2018)

Doors Not Shut

Wacław Zimpel - alto clarinet
Krzysztof Dys - piano
Ksawery Wójciński - double bass
Andrzej Święs - double bass
Krzysztof Szmańda - drums
Philip South - percussion

Luty



AUDIO CAVE 2018/013

By Adam Baruch

This is the debut album by the sextet Doors Not Shut, which comprises of five veteran Polish Jazz musicians: clarinetist Wacław Zimpel, pianist Krzysztof Dys, bassists Andrzej Święs and Ksawery Wójciński and drummer Krzysztof Szmańda. They are joined by Australian percussionist Philip South. The album presents ten original compositions by the sextet members, mostly co-composed by several of the musicians.

The concept of the sextet is pretty loosely conceived, since only Szmańda and South play on all the ten tracks, Swies plays on nine tracks, Dys plays on just three tracks and finally Zimpel and Wójciński play on five tracks. As a result the entire sextet does not play together on any of the tracks.

The music is an interesting amalgam of Ambient Music and Free Jazz, with strong World Music influences, especially on the rhythmic plane. The overall sound and approach are quite minimalist and the music mostly flows slowly, rarely displaying any strictly melodic contents. The bass pulsations (either electric or acoustic) and the ethnic/polyrhythmic drumming are the constant elements of the music, with the piano and clarinet being the only melodic anchors.

The entire concept definitely works well, displaying a lot of originality and fascination with rhythm, being quite unique in that area. The drummers get most of the exposure, followed by the bassists, with Dys and Zimpel adding spice and color to the proceedings, but not dominating the concept. The three quartet tracks with Dys are closest to Jazz, while the five tracks with Zimpel are Ambient Improvised Music which listeners familiar with other recordings by Zimpel should find quite recognizable. The remaining two tracks featuring only drums and percussion (with some vocal and spoken word ornamentation) are perhaps the roots of the music.

Overall this is a bold and highly innovative concept album, which offers originality and excellent musicianship, as well as intellectual challenge, which is often missing from less ambitious Jazz oriented recordings. This album is recommended for the more adventurous and open-minded listeners, who are ready to embrace new concepts. Although Zimpel plays only on half of the tracks, this album presents some of this most moving work, which is an absolute must to his followers. Highly recommended!

piątek, 20 kwietnia 2018

Zimpel/Ziołek - Zimpel/Ziołek (2017)

Zimpel/Ziołek

Wacław Zimpel - clarinets, hammond organs, piano, synthesizer, bass drum, buddha machine
Jakub Ziołek - guitars, vocals, bouzouki, synthesizer, drum programming, buddha machine

Zimpel/Ziołek


INSTANT CLASSIC 063

By Adam Baruch

This is the debut album by the Polish duo comprising of Wacław Zimpel and Jakub Ziołek, two prominent names on the Polish/European Avant-garde scene since years. Zimpel produced a plethora of recordings in various musical environments like Jazz and World Music and Ziołek is predominantly known as a member of the Innercity Ensemble and other Rock oriented projects. On this album both musicians play a multitude of instruments each: Zimpel various clarinets and keyboards and Ziołek guitars, synthesizers as well as performs the vocals. The album presents just four compositions, three of which feature English lyrics (i.e. are songs of sort), one composed by Ziołek and three co-composed by Zimpel and Ziołek.

The music is much more tamed, melodic and "conventional" than one might expect from these two musicians. Heavily soaked in World Music, with Far East and Mediterranean sonic vistas dominating the proceedings, the complex multilayered musical fabric is gentle and as usual with Zimpel based on cyclic repetitions a la serial music and minimalism. The resulting kaleidoscope of sounds is breathtakingly beautiful and absorbing, meditative and enthralling.

Zimpel plays several exquisite clarinet solos, which sound superbly evocative backed by layers of synthesized reverberations. His power of expression is stunningly articulated throughout and is one of the key foci of this music, but certainly not the only one. This music works so well since it is a sum of many different ingredients, some acoustic and other electronic, which magically complement each other, creating a result that is greater than the sum of these parts.

Ziołek sings the vocal parts like some of the Progressive Rock heroes of the 1970s, with a reverberating (almost) falsetto. These vocal parts and the synthesizer work in the background, as well as the overall feel of this music would have earned it a prominent place on the Prog scene, if this album was recorded fifty years earlier. Perhaps this is the true New Prog, not the dreadful Neo Prog that some people are trying to create?

This album is a very powerful musical experience, in every respect. It has taken me by surprise, which happens very rarely, and I am sure many other people will share this opinion as well. It is definitely one of the strongest musical statements of 2017, way beyond any genre classification or attempt to describe it. It is in fact so powerful and meaningful, that my puny attempt to convey the meaning of this music is somewhat pathetic.

sobota, 29 lipca 2017

Saagara – Saagara 2 (2017)

Saagara

Wacław Zimpel - alto clarinet, bass clarinet, khene
Giridhar Udupa - ghatam
Bharghava Halambi - kanjira
Mysore N. Karthik - violin
K Raja - percussion
Pramath Kiran - tabla, morchang

Saagara 2


INSTANT CLASSIC 059

By Adam Baruch

This is the second album by the Jazz-World Fusion ensemble Saagara led by Polish clarinetist/composer Wacław Zimpel and including several traditional Indian musicians. On this album Zimpel again cooperates with the Berlin based producer mooryc, who mixed the album. The album presents eight original compositions, all composed by Zimpel except one which was co-composed by him, mooryc and Sara Kałużna. The album was recorded in India.

This album marks a change of direction for the ensemble and in contrast to the debut album's traditional Indian Music orientation this album tries to create an amalgam with more Western Music involvement. As a result it is overall more Jazz oriented and certainly much more open to a wider music-loving audience.

Although Zimpel certainly did not invent the concept of interaction between Indian and European Music, which has already been attempted by many excellent musicians since the early 1960s, his approach to the process of amalgamation is in many respects much more organic, and as a result the music on this album does not sound like an artificial effort to force two dissimilar musical traditions to coexist, but more like a new music born in the process.

Zimpel, who has always displayed an affinity or even an obsession with drone-like repetitive musical elements, finds a gentle version of these reverberations which are an intrinsic element of Indian music, and uses them most effectively. His Jazzy solos and melodic improvisations feel also completely at ease with the rest of the instruments.

Overall this is a superb World-Jazz Fusion album, definitely one of the best such endeavors on the Polish scene in the last few years. It is also one of the best Zimpel's recordings as a clarinetist in a while. It is a delightful musical experience from start to finish and has a tendency to keep growing on the listener with each listening session. Most warmly recommended!

wtorek, 4 lipca 2017

Warszawa Singera 2017 - XIV Festiwal Kultury Żydowskiej


Znamy już gwiazdy XIV edycji Festiwalu Warszawa Singera, który odbędzie się w dniach 26 sierpnia - 3 września. Tegoroczną edycję Festiwalu tradycyjnie zainauguruje koncert w Synagodze im. Nożyków, podczas którego usłyszymy najznakomitszych przedstawicieli muzyki klezmerskiej i kantoralnej. W tym roku muzycy wystąpią z projektem Ahava Raba – emocjonalną interpretacją modlitwy i błogosławieństwa recytowanego przez wyznawców judaizmu podczas Szacharit – porannych żydowskich obrzędów religijnych. W tym wykonaniu wystąpią światowej sławy artyści: Frank London, Yaakov Lemmer, Patrick Farrell, Merlin Shepherd, Guy Shalom, Benjy Fox-Rosen.

Jednym z wyjątkowych wydarzeń festiwalowych będzie warszawska premiera płyty zespołu Kroke "Traveller" – jednego z najpopularniejszych zespołów w Polsce i Europie sięgającego po inspiracje do szeroko pojętej muzyki etnicznej. "Traveller" to już jedenasty album w dorobku krakowskiego tria, który na światowej scenie muzycznej święci tryumfy od dwudziestu pięciu lat. Płyta jest zapisem doświadczeń muzycznych zespołu, który przez ćwierćwiecze podróżuje po całym świecie. Celebrując swój jubileusz podczas naszego festiwalu, Kroke zaprosiło na gościnny występ Annę Marię Jopek, artystkę koncertującą z najważniejszymi postaciami muzyki naszych czasów.

Specjalnie na czas Festiwalu pojawi się "człowiek orkiestra" – Daniel Kahn, pochodzący z USA, tworzący obecnie w Berlinie aktor, reżyser, scenarzysta, poeta. Na naszej scenie zaprezentuje swoje dwa projekty muzyczne. "The Painted Bird" łączy akordeon i klarnet z punk rockiem i puzon z gitarą elektryczną.W takim nowatorskim wykonaniu usłyszymy m.in. pieśni Mordechaja Gebirtiga czy Davida Edelstadta z twórczą, nowojorską swobodą i kabaretową formą. W drugim projekcie wystąpi z międzynarodową supergrupą The Brothers Nazaroff, grającą w stylu jidish-folkpunk "simcha madness".


Koncert "Gershwin Forever" to hołd zespołu Warsaw Academic Big Band złożony wybitnemu amerykańskiemu kompozytorowi George’owi Gershwinowi w 80. rocznicę śmierci. Warsaw Academic Big Band zaprosił do współpracy Janusza Olejniczaka, z którym wykona m.in. słynną "Błękitną rapsodię". W koncercie, który odbędzie się na Placu Grzybowskim, wystąpi także wielokrotnie uhonorowany, wybitny polski muzyk, kompozytor, aranżer i producent muzyczny Kuba Badach z towarzyszeniem młodych wokalistów jazzowych.

Usłyszymy również Renatę Przemyk wykonującą utwory z jej najnowszej płyty – pochodzące ze spektaklu "Boogie Street" według "Księgi tęsknoty" Leonarda Cohena. Wyjątkowym dopełnieniem koncertu będą dodatkowe piosenki z repertuaru Cohena, takie jak "Suzanne" czy "Hallelujah".

Główną gwiazdą finałowego koncertu festiwalowego będzie David D’Or, światowej sławy izraelski kontratenor i kompozytor. Gościliśmy go już w Polsce podczas XI edycji Festiwalu – został bardzo dobrze przyjęty przez polskich słuchaczy. W tym roku, obdarzony anielskim, niepowtarzalnym głosem artysta powraca do Warszawy z nowym projektem. Po raz pierwszy na jednej scenie wystąpi w unikalnym połączeniu z wielką gwiazdą izraelskiej sceny muzycznej, Miri Mesiką. Ta zjawiskowa artystka, ciesząca się ogromną popularnością w Izraelu, zawita do Polski po raz pierwszy.


W programie Festiwalu pojawi się ponownie sekcja Singer Jazz Festiwal – w jej ramach na naszej scenie zagrają wybitne osobowości sceny jazzowej. Będziemy mieli okazję posłuchać największej gwiazdy jazzowej odsłony Festiwalu, Rolfa Kühna, który zaprezentuje swój najnowszy projekt "Clarinet Summit". Ten pochodzący z Niemiec światowej sławy muzyk jazzowy, zaprosił do współpracy przy unikalnym projekcie muzyków polskiej sceny improwizowanej, m.in. Ircha Clarinet Quartet – powołany przez Mikołaja Trzaskę kwartet dęty składający się ze znakomitych muzyków, grających na różnych rodzajach klarnetów. Udział w projekcie wezmą także Bracia Oleś okrzyknięci największym skarbem polskiego jazzu XXI wieku. Z Kühnem zagrają również dwa tria - Jachna/Mazurkiewicz/Buhl i Minim Experiment gitarzysty Kuby Wójcika, kontynuując zapoczątkowany kilka lat temu wątek prezentacji na festiwalu małych składów.

Mocną stroną Festiwalu są również spektakle teatralne. Będzie okazja, by zobaczyć popularne i cieszące się uznaniem publiczności przedstawienia Teatru Żydowskiego, m.in. "Szoszę", "Szabasową dziewczynę" czy "Miasteczko Karsylewka". Przed nami także szansa, by obejrzeć kultowe spektakle, które specjalnie na czas Festiwalu powrócą na deski teatralne. We współpracy z TR Warszawa, na deskach ATM Studio obejrzymy dwie wybitne sztuki w reżyserii Mai Kleczewskiej i Łukasza Chotkowskiego. Świetnie przyjęty "Dybuk" to sztuka oparta na wybitnym dramacie żydowskim Szymona Anskiego – historia o duszy zmarłego ucznia jesziwy, który wciela się w ciało ukochanej, która w interpretacji Kleczewskiej i Chotkowskiego ukazuje też swoje nowe, ważne dla współczesnego widza sensy. Czeka na nas wyjątkowe artystyczne wydarzenie – spektakl "Malowany Ptak" według głośnej, kontrowersyjnej powieści Jerzego Kosińskiego, który niedawno miał swoją warszawską premierę. To historia małego żydowskiego chłopca, który podczas II wojny światowej szuka schronienia na polskiej wsi. Spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Polskim w Poznaniu. Podczas Festiwalu swoje spektakle zaprezentują także Teatr Yiddishpiel z Izraela oraz teatr Żydowski z Bukaresztu, a także pokazane zostaną przedstawienia polskich scen teatralnych o tematyce żydowskiej.

sobota, 25 lutego 2017

Switchback - Live In Ukraine (2016)

Switchback

Mars Williams - tenor, alto, soprano & sopranino saxophones, toys 
Wacław Zimpel - alto clarinet, Bb clarinet, shrutibox
Hilliard Greene - double bass
Klaus Kugel - drums

Live In Ukraine


MULTIKULTI MPI 035

By Martin Schray

Switchback - the name says it all. On the one hand the word describes a serpentine path or several sweeping roads on a mountain slope, but it also refers to a rollercoaster. And indeed, this quartet‘s music offers emotional peaks and troughs, alternating dramas where the musical map leads to blues, gospels and folks songs, only to take an abrupt turn into free jazz, klezmer and elements of modern classical. Ecstatic, almost feverish outbreaks gradually flow into slow, quiet phases.

The reason for this lucky bag are the musicians. Switchback is a collision of two musical worlds, American and European. Mars Williams (saxes, toys) has been a long time member of the Chicago free jazz scene and Hilliard Greene is a New York based bassist who is deeply rooted in the jazz tradition. On the other hand there’s Wacław Zimpel (clarinets, flutes, shrutibox), who contributes Polish folk music and a certain Eastern European spirituality, while German percussionist Klaus Kugel delivers a Zen-buddhist-like abstract groove.

The result is excellent music. The reeds work together well: Mars Williams is the expressive center of the band, his powerful solos focussing the listener’s attention, while Wacław Zimpel with his singing and pure clarinet tone, creates sturdy arches to support Williams. More than that, the interaction of sax and clarinet shows a certain congeniality. Despite their different musical personalities, Williams and Zimpel find common ground allowing sharp dialogues with varied runs, where phrases and their counterparts are refined and shaded between them. 

This takes place in front of an excellent rhythm section - and Hilliard Greene and Klaus Kugel are a match made in heaven. Kugel emits a fountain of percussive sprinkles and showers while Greene’s sometimes plucked, sometimes bowed sharp-edged double bass provides a grounding for his fellow musicians and keeps the ship on course. 

A good example of how the band works is "There Were Houses", the opening number. It starts with an almost chaotic dialogue between Williams and Zimpel, which Greene and Kugel try to moderate with long glissandi and fervent drum rolls. Then the piece switches to a free jazz trio before Zimpel throws in a riff reminiscent of circus music. The second part is introduced by Greene’s melancholic arcos and Zimpel on shrutibox, a simple hand-operated instrument often used in Indian music, which provides a rich drone background. It‘s Greene who moves the introspective character of this passage into the public sphere by introducing the melody of the famous spiritual "Kumbaya" on the bass, a song often associated with the Civil Rights Movement. 

This aspect is picked up again at the end of the album. "Plywie Kacza", the last track, is the song the Ukrainian protesters sang on the Maidan Square, where they demonstrated against the Yanukovych government in 2013/14. It’s a sad, yet inspiring song whose melancholic main theme is torn apart by the band and re-connected in the end - a typical Switchback approach.

piątek, 18 listopada 2016

LAM – LAM (2016)

LAM

Wacław Zimpel - Bb clarinet, alto clarinet, bass clarinet, tarogato
Krzysztof Dys - piano
Hubert Zemler - drums, metallophone

LAM

INSTANT CLASSIC 048


By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Improvising Music trio LAM, which comprises of veteran Polish avant-garde activists: clarinetist/composer Wacław Zimpel, pianist Krzysztof Dys and drummer Hubert Zemler. Berlin based producer mooryc, who was involved with the production, adds some electronic sounds. Together they present seven original compositions, all composed by Zimpel, two of which were co-composed by mooryc.

Listeners familiar with the music of Zimpel will find this album closely following his usual concept of contemplative, meditative music, which develops painfully slowly and progresses on a very limited emotional level, almost like the music of Far Eastern cultures, which serves mostly for meditation and prayer. This music has a restricted melodic content, with short melodic themes, which are then repeated in an endless cycle, changing only marginally within each piece. Of course serial, cyclic, minimalistic and repetitive music techniques exist also in the Western Classical Music idiom, but Zimpel's music has more affinity to the folkloristic directions.

Personally this is not a kind of music I'd listen to intentionally, as usually I find it rather limited and annoying. Nevertheless this particular album is an exception, as I quite enjoyed the music herein and listened to the entire album with interest and pleasure. Zimpel's highly emotional and expressive playing on one of the pieces is the absolute highlight of the entire album and justifies getting a copy of it.

Dys, who is a brilliant piano virtuoso, sadly has little opportunity to show his super technique and exceptional ability, staying mostly in the background. Same applies to Zemler, who is a very creative drummer but this music hardly allows him to show his entire arsenal of possibilities. But all the limitations are balanced by a tight correlation between the musicians and the aesthetics of the musical concept, which inspires calm personal introspection, which perhaps is the main purpose of this music.

Not for everybody of course, but Zimpel has many fans on the Polish scene, who will welcome this album openheartedly, which is always a good thing. Personally I'd love to hear Zimpel playing other kind of music for a change, perhaps more Jazz oriented, but I respect his consistency and obvious talent.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Ziporyn/Zimpel/Zemler/Riley - Green Light (2015)

Ziporyn/Zimpel/Zemler/Riley

Evan Ziporyn - Bb clarinet, bass clarinet
Wacław Zimpel - Bb clarinet, alto clarinet, algoza
Gyan Riley - classical & electric guitar
Hubert Zemler - drums, metallophone



Green Light

MPT012

By Maciej Lewenstein

Evan Ziporyn (born in 1959) is an American composer of post-minimalist music with a cross-cultural orientation, drawing equally from classical music, avant-garde, various world music traditions and jazz. Quoting his web page: "He studied at Eastman, Yale & UC Berkeley with Joseph Schwantner, Martin Bresnick and Gérard Grisey. He first traveled to Bali in 1981. Ziporyn joined the MIT faculty in 1990, founding Gamelan Galak Tika there in 1993 and beginning a series of ground breaking compositions for gamelan and western instruments". His collaborators include Nik Bartsch, Iva Bittová, Don Byron, Ornette Coleman, Brian Eno, Philip Glass, Meredith Monk, Thurston Moore, Terry Riley.

Evan must have immediately found a common soul and chemistry with Wacław Zimpel, whose music in the recent years is slowly drifting toward ethnic jazz and world music. Gyan Riley (the son of Terry Riley) is "equally strongly present in the worlds of classical guitar and contemporary music". The three gentlemen, supported by te phenomenal and ubiquitous Hubert Zemler, met for the first time at the Studio Dworek Białoprądnicki in Kraków, where they recorded this material. A day later the quartet performed a live soundtrack to Edward Sedgwick's/Buster Keaton's "The Cameraman" at Kino Pod Baranami as a part of the XIVth Festiwal Kina Niemego (Kraków Silent Movie Festival).

As the liner notes explain, "Green Light" includes many influences: from Indian classical music, gamelan, East African music, early minimalism, klezmer, and so on. As for Zimpel, it is one of his "light weight" performances. Still the level of playing, compositions, arrangements and solos is absolutely top. 

I dig "Id Kiss Gale" by Evan for its discrete minimalist character. "Chemical Wood" and "Heavy Wings" are both joint compositions of the quartet and as such are the most open and free tunes - they constitute the artistic highlight of the album. "Infundybuła Chronosynklasyczna" is the composition of Hubert - a slow, repetitive ballad with delicate theme hold by the guitar, quiet clarinets "howls" and really fantastic on-going improvisation of drums and percussion. Gyan's "Melismantra" is an excursion toward the Indian and East African scales. Clarinets entries here are outstanding, but the rhythm guitar accompaniment and the guitar solo are also delicious. The closing "Gupta Gamini" by Zimpel is another highlight, lasting 12 minutes. It starts very lyrically, with light accords by electric guitar and a hymn like theme by the both reed players. This moon-like mood develops, but never becomes more aggressive. Only in the final 3 minutes Zemler starts to provide a more accented rhythm. The clarinets join then in the unison theme and continue with wonderful solos/duos until the end. Another great one from Zimpel !

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Saagara - Saagara (2015)

Saagara

Wacław Zimpel - alto clarinet, Bb clarinet, bass clarinet, khaen
Giridhar Udupa - ghatam, konnakol, hand bass drum
Mysore N. Karthik - violin
Bharghava Halambi - khanjira, ghatam
K. Raja - thavil
Pramath Kiran - morsing


Saagara

MULTIKULTI MPF003

By Maciej Lewenstein

Wacław Zimpel is clearly very interested in world music and includes more and more elements of various kinds of folk and ethno music in his work. Saagara is an Indian quintet, but Saagara project is a genuine fully Wacław’s idea. When Zimpel went to India for the first time, invited by Giridhar Udupa, he has met the musician of the group. The first concert route in 2014 they played as a quartet; then in winter of 2015 the violin player Mysora N. Karthik joined the team.

Pramath Kiran, my personal friend, whom I met in Bangalore, recorded the group in his studio and played few notes and rhythms on morsing. Pramath is notable for collaborations with Michał Czachowski, and the story of our surrealist meeting at the Quantum Information Conference in Bangalore is described in Michał's entry. Another member of the team known from the Polish scene is "Ghatam" Giridhar Udupa, notable for recording the fantastic "Lechoechoplexita" with Leszek HeFi Wiśniowski. 

One might have an impression that this is an album, which in my book should have been filed in the entry "Wacław Zimpel with others". This, however, is a false impression: Saagara plays the music composed and arranged by Zimpel, employing the mixture of traditional / contemporary Indian music and Indian music based jazz. The best for me are the tracks with overdubbing on various clarinets, such as "Ya Maru", but "Avega" with fantastic vocal is also incredible. "Shikara" is the only track composed by Zimpel together with Udupa - it has also a very special mood, and incredible violin work of Karthik. Finally, I dig the closing "Hatsipaka" with my amigo Pramath, playing nice fragments on morsing.

There was this kind of artistic attempts before: John McLaughlin's Shakti was the most successful both artistically and commercially. Zimpel's project is of comparable quality and intensity. It is a clear masterpiece of this kind of music.

środa, 27 kwietnia 2016

Dominik Strycharski Core 6 - Czôczkò (2015)

Dominik Strycharski Core 6

Dominik Strycharski – blockflutes
Wacław Zimpel – clarinets
Zbigniew Kozera – double bass
Ksawery Wójciński – double bass
Hubert Zemler – drums
Krzysztof Szmańda – drums, percussion

Czôczkò


FOR TUNE 0072

By Maciej Krawiec

W 2015 roku światło ujrzały dwa nagrania flecisty Dominika Strycharskiego: z Rafałem Mazurem wydał płytę „Myriad Duo”, zaś z prowadzonym przez siebie nowym składem Core 6 zrealizował album „Czôczkò”. Ten drugi wpisuje się w znów popularny ostatnimi czasy w polskiej muzyce improwizowanej nurt zainteresowania rodzimym folklorem i jest jedną z ciekawszych jego emanacji. 

Strycharski zaprosił do Core 6 naszych czołowych improwizatorów, formując z ich udziałem oryginalne instrumentarium grupy: grającemu na fletach liderowi oraz Wacławowi Zimplowi na klarnetach, którzy przewodzą narracjom kolejnych kompozycji, towarzyszą Zbigniew Kozera i Ksawery Wojciński na kontrabasach oraz Hubert Zemler wraz z Krzysztofem Szmańdą na instrumentach perkusyjnych. Już to niebanalne zestawienie muzyków daje sygnał, że najpewniej będziemy mieć do czynienia z muzyką autorską, przekorną, niepozostawiającą słuchacza obojętnym. I tak bez wątpienia jest. 

Muzycy sekstetu biorą na warsztat dziewięć ludowych melodii kaszubskich, każdą z nich barwnie przekładając na język improwizowanej sztuki. Kolejne kompozycje sugestywnie wnoszą do całości obrazu nowe brzmieniowe kolory, inną emocję, odmienną żywiołowość. Stykamy się dzięki nim to z rustykalnym liryzmem, to z jakby tajemną leśną magią, prostolinijną śpiewnością czy knajpianym pijaństwem. 

Wszystkie te treści i nastroje podane są w sposób wiarygodny i – pomimo zakorzenienia w wielopokoleniowej tradycji – współczesny, gdyż wykonują je wiarygodni i współcześni muzycy. Dysponują oni charakterystycznym brzmieniem i artystyczną wyobraźnią, przez które skutecznie przefiltrowali melodie źródłowe. Założeniem Strycharskiego było usytuowanie kaszubskich motywów w kontekście innych kultur muzycznych, co się udało – utwory zawarte na „Czôczkò” mają w sobie znamiona nowoczesnej, szorstkiej improwizacji, bywają spowite pewną orientalną aurą, nie tracąc jednak kontaktu z Kaszubami.

poniedziałek, 21 marca 2016

Wacław Zimpel - Lines (2016)

Wacław Zimpel

Wacław Zimpel - Bb clarinet, alto clarinet, bass clarinet, hammond organs, fender rhodes, khaen

Lines

CLASSIC042CD




By Michał Pudło

Przypomniała mi się anegdota o Johnie Cage’u. Pewnego razu był na przyjęciu i w tle leciała muzyka. Nie zwracał na nią szczególnej uwagi, ale potem wsłuchał się bardziej i spytał gospodarza: „Oh, that’s quite interesting. Who wrote that?”. Zakłopotany gospodarz odpowiedział: „I can’t believe this! You did”. (Zażartował, a ja wybuchłem śmiechem. Ostatecznie wieczór dobiegł końca, a zabawną sytuację wspominam do dziś). Tak bywa z minimal music Cage’a (gdzie czynnik losowości prowadzi do nieprzewidywalnych rezultatów), ale też z amerykańskim minimalizmem – gdzie gęste powtórzenia są tworzywem obiektywnym. To znaczy, że repetycje MOGĄ BYĆ sugestywne, lecz NIE SĄ formą, która skutecznie komunikuje ego kompozytora. Dlatego nie może być mowy o wyraźnym, dystynktywnym głosie jednego artysty, kompozytora, w przypadku takich utworów, jak choćby „Music For 18 Musicans”. Minimalistyczny przewrót polegał głównie na wyzwoleniu z przymusu komplikacji, właściwego akademickiej klasyce, z jej pompatycznymi historiami i symfonicznym masywem. Polegał na powrocie do przejrzystości i prostoty – bo przecież w minimalizmie wszystko jest na wierzchu, jak pięknie pokazuje „Canon For Conlon Nancarrow” Jamesa Tenneya. Bierzemy pojedyncze nuty i stopniowo skracamy interwały – czynność powtarzamy, aż powstaje wartki nurt, a potem gładki noise.

O minimalizmie pisało już wielu i pisało lepiej, więc nie traćmy czasu. Pierwszy (!) solowy album Wacława Zimpla zasługuje na coś więcej, niż bycie przypisem do przeszłości. Skoro podobieństwa do Rileya zasadne są jedynie w przypadku dwóch utworów: otwierającego i zamykającego „Lines”. Organowe płaskowyże faktycznie mogłyby wyjść spod ręki Amerykanina, sam Zimpel w albumowej notce do określenia tych podobieństw używa słowa „parafraza”. Trzeba przyznać, że to idealne określenie. I tutaj rozpoczyna się magia. Zimpel z pomocą parafraz uklepał sobie solidny grunt pod własną ekspresję, w sposób skuteczny znosząc ten motoryczny obiektywizm. A wszystko za sprawą tytułowych linii.

No tak, linie. Prawdą jest, że „Lines” to album solowy, ale podobnie jak z temperaturą „faktyczną” i „odczuwaną”, słuchając albumu „wyczuwa się” obecność dwóch Wacławów Zimplów. Pierwszy jest konstruktorem podłoża, czyli muzykiem używającym stylistyki minimalizmu. Dla tej postaci najistotniejsze są linie ściśle splecione, uzyskujące konkretny wymiar i twardość. Mówimy o muzyku, który ułożył wszystkie partie organów Hammonda, Fender Rhodesa i dodał ozdobniki instrumentem o nazwie khaen (w utworze tytułowym). Oraz sprawił, że wszystko trzyma się kupy. Drugi Zimpel to znajomy klarnecista, preferujący linie rozplecione, wolne, przelatujące ponad naszymi głowami. To autor prawie ambientowego „Breathing Etude”, małych polifonii w „Five Clarinets” i płaczliwych zadęć w drugiej połowie „Alupa-Pappa”. Nasza para sobowtórów spotyka się w centralnym punkcie albumu, czyli w „Deo Gratias”, reinterpretacji renesansowego kanonu, za sprawą swojej konstrukcji jednocześnie splecionego i lotnego.

Na polifonię w muzyce Zimpla zanosiło się już od dłuższego czasu. Na przykład pomysł realizowany w „Five Clarinets” – pięć przeplatających się klarnetowych linii melodycznych – jest rozwinięciem outra z „Luljety Leshanaku (part II)”, z albumu „Kot (czy też kotka?)” Ola Walickiego. A był to rok 2014, gdy Wacław Zimpel grał u boku Walickiego na klarnetach i harmonium, popisując się chwytającymi za serce solówkami. Na „Lines” ekspresja budowana jest zgoła inaczej. Z pomocą skomponowanych pasaży, nie improwizacji, co uwydatnia głęboki ład i harmonię muzyki, która jest wpierw pomyślana, a dopiero później zagrana. I gdy dźwięki w ostatnim „Tak, Picture” zanikają w sposób, który mógłby być preludium do pierwszego „Alupa-Pappa”, co sugeruje nie tylko konstrukcję klamrową, ale i efekt nieskończonej pętli, staje się jasne, że „Lines” to album kompletny, co w moim rozumieniu oznacza: wolny od zmarnowanych sekund. Świetna passa Wacława Zimpla trwa w najlepsze.

piątek, 11 marca 2016

The Resonance Ensemble – Double Arc (2015)

The Resonance Ensemble

Ken Vandermark - baritone saxophone & Bb clarinet
Dave Rempis - alto & tenor saxophones
Mikołaj Trzaska - alto saxophone & bass clarinet
Wacław Zimpel - Bb & alto clarinet
Magnus Broo - trumpet
Per-Åke Holmlander - tuba
Steve Swell - trombone
Mark Tokar - bass
Christof Kurzmann - lloopp
Tim Daisy - drums
Michael Zerang - drums

Double Arc

MW 936-2

By Adam Baruch

This is a live recording by the Resonance Ensemble, an international gathering of Free Jazz / Improvised Music players led by American saxophonist / clarinetist / composer Ken Vandermark, which in this case comprises of eleven musicians, including two top Polish improvisers: saxophonist / clarinetist Mikolaj Trzaska and clarinetist Waclaw Zimpel. The music, all composed by Vandermark, is en extended two-part suite, each of the parts being split into eight and six sub-parts respectively. The music was recorded at the Manggha Culture Center in Krakow, Poland.

In his liner notes Vandermark describes this music as a summary of his career and a reflection of the many musical influences he has absorbed over time, which according to him can be heard in the specific sub-parts of the suite. He dedicates this album to the great Polish contemporary Classical composer Witold Lutoslawski.

Personally I find this music rather cold and unrelated to any specific musical associations, which is a typical American contemporary Free Jazz, which just is there to be there, i.e. has sense only during a live performance but repeated listening of the recorded music has almost zero chance to happen, as the music simply does not make a statement. I must be suffering from a very serious Vandermark overdose, but honestly there is not much revealing music here, which propagates the Free Jazz / Improvised Music (more or less composed), to a new dimension or uncharted territory. Even the usage of the electronic "lloopp" is not interesting enough to save the day. The large ensemble parts present here should be compared to the stuff that British and European composers / bandleaders like Mike Westbrook, Trevor Watts and others already perfected in the 1960s and 1970s.

There are of course brilliant individual statements as these musicians are all well seasoned improvisers and first class composers themselves, but their efforts with their own ensembles are much more impressive IMHO. Overall this album will be definitely of interest to the many Vandermark aficionados and other Free Jazz / Improvised Music fans, but considering how many recordings of similar musical language are being released in the last decade, it will simple blend into the background pretty soon.

sobota, 30 stycznia 2016

The Resonance Ensemble - Double Arc (2015)

The Resonance Ensemble

Ken Vandermark - baritone saxophone & Bb clarinet
Dave Rempis - alto & tenor saxophones
Mikołaj Trzaska - alto saxophone & bass clarinet
Wacław Zimpel - Bb & alto clarinet
Magnus Broo - trumpet
Per-Åke Holmlander - tuba
Steve Swell - trombone
Mark Tokar - bass
Christof Kurzmann - llooppTim Daisy - drums
Michael Zerang - drums

Double Arc

MW 936-2

By Maciej Lewenstein

My super short review on Facebook was: The Resonance Ensemble was Made To Break Territory Band. It was obviously invented for fun, but there is certain message in this sentence. There was always quiet a difference between the musical concepts and sound of Ken Vandermark's Territory Band and The Resonance Ensemble. Territory Band include always (or at least on the records that I know) Jim Baker on piano, which is very essential. There was a bass string section of Kent Kessler on bass and Fred Lonberg-Holm on cello, who both frequently use the bowing technique. In Territory Band the reeds section is more saxophone oriented, whereas in The Resonance Ensemble clarinets are more exposed. Last, but not least, Territory Band included in their personnel electronics: for instance, Lasse Marhaug played on "New Horse For The White House" and on "Collide", notable for the participation of Fred Anderson.

On "Double Arc" my beloved Christof Kurzmann joins the Ensemble and that, of course, make its effect on the music. Kurzmann is one of the leaders of Made To Break, an incredible quartet with Ken Vandermark on reeds, Tim Daisy on drums and Devin Hoff on bass guitar. I saw them twice in concerts in Barcelona and I admire their CDs: "Provoke" and "Cherchez La Femme". I consider Kurzmann to be the most original and creative laptop player/performer I know! So in this sense the last album of The Resonance Ensemble breaks certain barriers that were separating it from other projects of Ken et consortes.

The set was recorded at the Manggha Culture Center in Cracow. "Double Arc", composed by Ken, consists of "Arc One" and "Arc Two", divided into 8 and 6 short or moderately long sections, respectively. There is a lot of collectively free improvised fragments (c.f. "Arc One, Section 1"), but also a lot of more traditional ones with a composed theme followed (or not!) by improvised solos or duos (c.f. "Arc One, Section 2"). As Ken explains in the liner notes, this is the longest piece he wrote since the mentioned "Collide", strongly inspired by his interests in film music: American action movies of the 1970s, the early period of New York School composers, like John Cage and Morton Feldman, the work of the "Midwest School" of improvising composers form the late 1960s and 1970s (in particular represented by the late Julius Hemphill), obviously American and European free jazz and later free improvised music, Gil Evans & Miles Davis collaborations, and... funk of the 1970s from the USA, Nigeria and Ghana. The piece is dedicated to the great late Polish composer, Witold Lutosławski, one of the Ken's favorite composers of the XXth century. 

Evidently this is the most conceptual and best constructed album of The Resonance Ensemble. For me it is a masterpiece, comparable to the highest achievements of this sort in the whole history of the contemporary jazz and improvised music, comparable to Barry Guy's London Jazz Composers Orchestra "Ode" or Cecil Taylor's recordings with European Orchestra.

niedziela, 13 grudnia 2015

Festiwal "jaZZ i Okolice" - Kaszebe II; Peter Evans Quintet; Saagara


By Tomasz Łuczak

Kilka tygodni temu wraz z dobrym znajomym wspólnie zastanawialiśmy się nad znaczeniem yassu jako zjawiska kulturotwórczego w ujęciu totalnym. Który to już raz przywoływaliśmy nie tylko charakterystykę samej muzyki, ale i koncepcyjność oraz ideowość wynikającą chociażby z treści tekstów (Kury, Trupy). Umówmy się, właściwie nic nowego, tutaj wszystko zostało już powiedziane i przemielone po wielokroć. Niemniej dla fana yassowego fenomenu, każda okazja do przypomnienia historycznych momentów może być co najmniej pociągająca. Ten eklektyczny, sentymentalny kontekst powrócił do mnie podczas chorzowskiego koncertu Ola Walickiego (swego czasu jednego z ważnych filarów yassu) z projektem Kaszebe II.

Walicki proponuje tutaj drugą odsłonę swojej autorskiej wizji Kaszub, naznaczoną swoistą trójmiejską dezynwolturą, odważnym igraniem z publicznością na granicy dobrego smaku, czy fekalianym humorem i sowizdrzalstwem a la Tymon Tymański (znakomity Bunio na wokalu). To miejsce, gdzie przewrotna ironia i tandeta Wojciecha Smarzowskiego rodem z „Wesela” przeplata się z ekwilibrystyką słowną Doroty Masłowskiej. Gdzie w sposób inteligentny kiczowata swojskość współistnieje z elegancją na tych samych prawach, a nad wszystkim unoszą się symboliczne opary „Polovirusa”. Dodatkowo cała ta treść w połączeniu z formą muzyczną – mieszaniną pozornie prymitywnego synth popu, rocka alternatywnego spod znaku Captaina Beefhearta czy Pere Ubu, elementów jazz-rocka, folkowych przyśpiewek i znalezionych przez Walickiego fragmentów starych, kaszubskich zaśpiewek – daje piorunujący efekt. No ale jeśli w składzie legendarny gitarzysta Piotr Pawlak czy trębacz Tomek Ziętek, to czy można się dziwić?


Spotkać po raz kolejny Petera Evansa na żywo, to zawsze jest wydarzenie. I nieważne, czy akurat będzie to występ solowy, duetowy, kwartet, kwintet czy orkiestra. Zawsze zwraca uwagę, zawsze wprawia w poruszenie zwoje mózgowe, nigdy nie pozostawia obojętnym. Ileż to już razy pisano o jego technicznej perfekcji, wzorcowo wycyzelowanym brzmieniu, przedstawiano go jako modelowy wręcz przykład idealnego trębacza nowych czasów. 

W Sosnowcu zaprezentował projekt szczególny, czyli elektroakustyczny kwintet, gdzie dla mnie osobiście szczególną rolę prócz Evansa tworzą dwie indywidualności – wielka legenda perkusji Jim Black oraz Sam Pluta odpowiadający za instrumenty elektroniczne i wszelkie dźwiękowe preparacje. Przypadek Pluty jest tu oczywiście podwójnie interesujący. Pozornie niepasujący ze swoimi „udziwnionymi” instrumentami, bo śmiało i bezczelnie ingerujący w akustyczny kontekst formacji, tak jakby rozsadzając wewnętrzną, improwizowaną symbiozę grupy, prowadzący swoją własną elektroniczną narrację, jednocześnie pozostający w intuicyjnym kontakcie z każdym z muzyków. No i mój cichy bohater Jim Black, znakomicie odnajdujący się w tej całej gmatwaninie pełnej matematyki – przestrzenny, precyzyjny, niejednoznaczny, najbardziej bliski idiomowi jazzowemu. 

Ten koncert to cała prawda o muzyce proponowanej przez Evansa – momentami ekstremalnie wymagająca, inteligentna, przytłaczająca wielością znaczeń i rozwiązań, do bólu techniczna, bardzo złożona i intelektualna, w jakiś sposób ryzykowna, zimna i karkołomna. No ale podobno tak właśnie funkcjonują wielkie muzyczne osobowości.


Po takich koncertach ogromnie kusi nazwać Wacława Zimpla najbardziej etnicznym z naszych improwizatorów. Z jednej strony, biorąc pod uwagę pełny kontekst jego dokonań oraz funkcjonowania na muzycznej mapie świata, byłoby to nazbyt oczywiste i chyba jednak pretensjonalne. I nie chodzi już tylko o całą przeszłość związaną z nieodżałowaną Herą, projektami z Raphaelem Rogińskim czy Mikołajem Trzaską. O tym wszystkim już wiemy i nie ma sensu po raz setny mielenie tego wątku. Z drugiej strony mam jednak nieodparte wrażenie, że w przypadku projektu Saagara Zimpel pozwolił sobie na najgłębszą eksplorację definicji „etno”. Z całym pomysłem stuprocentowego zanurzenia się w tradycję, pewną swoistą obrzędowość, z absolutnym odkrywaniem jak najszerszego spektrum w tym przypadku staroindyjskiego dziedzictwa kulturowego. 

Jak opisują swój świat sami muzycy – z jednej strony funkcjonuje tu złożona i skomplikowana koncepcja muzyki karnatyckiej, z drugiej – a jakże – historia europejskiej muzyki improwizowanej, w której Wacław czuje się jak ryba w wodzie. Charakter korzennej celebracji uzupełniają specyficzne instrumenty o egzotycznie brzmiących nazwach – khaen, thavil, ghatam czy khanjira. A do tego wszystkiego coś, co mnie osobiście zaskoczyło najbardziej, czyli duża komunikatywność i klarowność przedstawionej koncepcji muzycznej, co oczywiście przełożyło się na odpowiednie, wielce pozytywne reakcje publiczności. Do pełni szczęścia brakowało tylko Dona Cherry’ego, Lestera Bowie’ego czy Archiego Sheppa. Jeden z najlepszych koncertów tegorocznej edycji festiwalu „jaZZ i okolice”.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Switchback - Switchback (2015)

Switchback

Mars Williams - sopranino, soprano, alto & tenor saxophones, flutes, kalimba
Wacław Zimpel - alto & Bb clarinet, algoza, overtone flutes
Hilliard Greene - double bass
Klaus Kugel - drums, percussion

Switchback


MPI 028

By Martin Schray

Dedicated followers of our website know that we love the works of Polish clarinetist Wacław Zimpel, no matter if he plays with his quartet, Hera, Undivided or Ircha, a clarinet project led by Mikołaj Trzaska (to name just a few). Unfortunately, I wasn’t able to see him live, until I found out that he was playing with his band Switchback at Dachau’s Kulturschranne, home of the busy local jazz club. 

And what a marvelous show it was! Switchback is Zimpel (alto, b-clarinets, algoza, flutes), Mars Williams (tenor, alto, soprano, sopranino saxophones, little instruments), Hilliard Greene (double bass) and Klaus Kugel (drums, percussion) and their performance was like opening up a diverse musical landscape. On the one hand there were Mars Williams’ brutal outbreaks, on the other hand Waclaw Zimpel’s dark clarinet meditations and Klaus Kugel’s zen-like cymbals and chimes. And the glue that holds everything together was Hilliard Greene’s pulse. Especially the second set was mind-blowing. Apart from the brilliant improvised jazz excursions there was a long passage when Williams used the kalimba and Kugel added tiny bells, clips and gongs, while Zimpel set a counterpoint with wooden flutes and a small, portable harmonium. It was a deep dive into jazz’s folkloristic aesthetics, into world music and into good old Chicago free jazz.

Switchback have developed in the last two years, so their CD – a live recording of a 2013 performance – is a bit different from the concert. The first track, "Four Are One", is a programmatic title since these very different musicians all contribute to an overall sound. The music is a wild mixture of blues and urban free Jazz (Williams), Klezmer and modern classical music (Zimpel), spirituals and traditional grooves (Greene) and somber and liberated beats (Kugel, whose style differed the most compared to the concert). It’s an emotional up and down of wild battles between the saxophones and the clarinets, juxtaposed by lots of meditative and quiet moments. The reeds’ hymn-like moments, the harmony of their interplay, is replaced by different complicated layers, by wild, eruptive, overblown segments that cut like a knife. It’s a feverish ride with lots of twists and turns in which Klaus Kugel’s percussion sets the bright points of rest that set a counterpoint to the intensity of the reeds.

But the real sensation of this quartet is bassist Hilliard Greene, a man whose style is deeply rooted in African music. He is an energetic player who slabs the corpus of his bass, but also caresses the instrument with his bow. He seems to merge with it, and pushes his fellow musicians to unknown realms (especially in the title track where he has a long solo). In a nutshell: Switchback’s debut is an excellent piece of work, a must have for classic free jazz fans.

sobota, 20 czerwca 2015

Mikołaj Trzaska Ircha Clarinet Quartet – Black Bones (2014)

Mikołaj Trzaska Ircha Clarinet Quartet

Mikołaj Trzaska - Bb metal & bass clarinets
Michał Górczyński - Bb & bass clarinets
Paweł Szamburski - Bb & bass clarinets
Wacław Zimpel - Bb, alto & bass clarinets


Black Bones

KILOGRAM 031

By Adam Baruch

This is the fourth album by the iconic Polish clarinet quartet Ircha, led by Mikołaj Trzaska and also including Michał Górczyński, Paweł Szamburski and Wacław Zimpel. These four players are all ensemble leaders on they own right and are among the undisputed leaders of the avant-garde Polish Jazz/Improvised Music scene in the last decade. But above all they are superbly talented musicians and creative personalities, who turn Ircha into a supergroup of legendary proportions. This album is in fact a twin album, not a 2 CD album, but two separately packaged albums recorded just three months apart, one in a studio and the other one live, presenting almost completely different musical material.

The studio album presents thirteen pieces (collected into ten tracks), some traditional Sephardic and Hasidic Jewish songs, others composed by Trzaska and yet others composed by the quartet. The live album presents also thirteen pieces (collected into eight tracks), with just a few of them being the same ones as those on the studio album, also being traditional Jewish songs, others composed by Trzaska or by the quartet. The live album was recorded at the Falenica (a Warsaw suburb) train station, during a concert I had the immense pleasure to attend and meet Mikołaj and the quartet in person for the first time. My warm applause is therefore captured for posterity on that album.

Although including only clarinets, Ircha is capable of producing an almost symphonic wall of sound, which can be immensely impressive. The various clarinets cover a wide range of the audible spectrum and compliment each other beautifully. The overall sound produced by Ircha is therefore a completely unique and incomparable sonic experience, which combined with the deeply spiritual music, has an overwhelming impression on the listener, reaching deeply into the soul and completely transfixing the mind.

Of course the music of Ircha is also a symbol of the rebirth of Jewish music in Poland, where it originally existed for almost a millennium, before being eradicated by the Holocaust. The fact that Polish musicians, regardless of the fact if they have a Jewish background or not, take traditional Jewish music into the next millennium, and into a new dimension, is truly astounding and uplifting. The entire phenomenon, which involves a surprisingly large group of Polish musicians, many of them from the Jazz idiom, is simply miraculous. There is no doubt that Ircha is amongst the cream of the crop of these musicians/ensembles, and perhaps the most important amongst them aesthetically and artistically.

The music of Ircha is a bridge between styles and cultures, freedom and discipline, emotion and intellect. Such a complex arsenal of stimuli is able to reach a diverse public, from many different backgrounds, ages and personal tastes, and this is its true forte. This is why each and every listener of their music receives a different input and generates a different reaction; exactly what great Art is all about.

niedziela, 15 lutego 2015

Olie Brice Quintet – Immune To Clockwork (2014)

Olie Brice

Olie Brice - bass
Mark Hanslip - saxophone
Wacław Zimpel - clarinet
Alex Bonney - trumpet
Jeff Williams - drums

Immune To Clockwork

MULTIKULTI MPI 026


By Adam Baruch

This is the debut album by a quintet led by British Jazz bassist/composer Olie Brice, which also includes saxophonist Mark Hanslip, trumpeter Alex Bonney, drummer Jeff Williams and leading Polish clarinetist Wacław Zimpel. The album presents seven original compositions, all by Brice.

Brice has been active on the British (mostly London based) Improvised Music scene since a few years and is involved with several ensembles in parallel, some as a leader and others as a band member. He also cooperated with the Polish Jazz saxophonist/clarinetists/composer Mikołaj Trzaska in the past, expanding the British/Polish Improvised Music interaction, which often produces excellent results.

The music is surprising, and contrary to the accepted image of Improvised Music, beautifully lyrical and melody based. The three soloists are featured extensively, playing long and well constructed solo improvisations and collective improvisations. Most notably Zimpel, who plays here more explicitly and vividly than on the Polish albums he lately recorded as a leader, those being more contemplative and less Jazz oriented than this recording. Therefore Zimpel followers can hear some of his the best moments captured in a long time.

Brice, apart from being the composer, also sets the overall direction of the album with his solid bass lines, which are the backbone of this music. He sets the tempo variations and the passage between the unisono theme statements, the solos and the group improvisation parts. Therefore he fulfills his role as a leader in full in addition to being part of the ensemble. Williams also deserves praise for following Brice's moves closely and applying his rhythmic layer with grace and obvious sympathy. Although he does anything but keeping time, the result is well in check, with him keeping time without actually keeping time, a rare gift which only the best drummers can handle really well.

In many respects this album sounds a bit retrograde, and I mean it in the most positive sense, bringing back fond memories of the wonderful British Jazz recordings by early Free Jazz/Improvised Music ensembles in the late 1960s. There was the same level of serenity and non-aggressiveness present than, which was almost completely lost over the years with Improvised Music musicians often trying to outshout each other rather than integrate.

Overall this album is a beautiful and pleasing listening experience, which serves well the image of Improvised Music at its best. Congrats Olie for doing your thing and selecting the right folk to do it with. Well done indeed!

niedziela, 1 lutego 2015

Olie Brice Quintet - Immune To Clockwork (2014)

Olie Brice Quintet

Mark Hanslip - tenor saxophone
Wacław Zimpel - alto clarinet
Alex Bonney - trumpet
Olie Brice - bass
Jeff Williams - drums

Immune To Clockwork

MULTIKULTI MPI 026


By Piotr Wojdat

"Immune To Clockwork" to pierwsza płyta brytyjskiego kontrabasisty Oliego Brice’a w roli lidera zespołu. Nie jest to jednak pierwsze spotkanie tego znakomitego muzyka z polskimi instrumentalistami, z czego czytelnicy bloga zapewne doskonale zdają sobie sprawę. Na wszelki wypadek przypomnę jednak o Riverloam Trio, zespole łączącym tradycję muzyki chasydzkiej z europejskim free jazzem, w którego skład, oprócz perkusisty Marka Sandersa, wchodzi Mikołaj Trzaska. 

Nie będę się jednak rozpisywać na temat wspólnych wydawnictw Trzaski z Brice’em i Sandersem, choć jest to temat nęcący. Powodem jest fakt, że na potrzeby "Immune To Clockwork" Olie Brice zaprzągł do wspólnego grania klarnecistę Wacława Zimpla. Artystę, którego album ze składem To Tu Orchestra zajął drugie miejsce w rankingu Polish Jazz na najlepszą jazzową płytę 2014 roku. Co ważne - docenianego także przez inne środowiska, w tym te zainteresowane szeroko pojętą muzyką alternatywną czy eksperymentalną. 

Zimpel, podobnie jak to było w przypadku albumu saksofonisty Keefe’a Jacksona "A Round Goal", musiał się tym razem zadowolić rolą sidemana. I wywiązał się z niej bardzo dobrze. Duża w tym zasługa lidera, czyli Oliego Brice’a, który dał muzykom występującym na "Immune To Clockwork" szerokie pole do popisu, jednocześnie umiejętnie tonując zbyt śmiałe zapędy do wolnej improwizacji. Rozbudowana sekcja dęta (oprócz Wacława Zimpla na płycie usłyszymy saksofonistę Marka Hanslipa oraz trębacza Alexa Bonney’a), w zderzeniu z sekcją rytmiczną (Olie Brice - kontrabas, Jeff Williams - perkusja) nie tylko znakomicie się uzupełnia, ale też prowadzi do nawiązywania interesujących dialogów czy wyłaniania się naturalnych, solowych partii. W efekcie zapamiętywalne zarysy melodii korespondują z kreatywnym podejściem do improwizacji, a sam Brice stara się nadać całości frapującą formułę.

"Immune To Clockwork" potwierdza wysoką klasę kwintetu i każdego muzyka z osobna. Udowadnia jednocześnie, że grając w sposób otwarty, można zachować komunikatywność przekazu. Miejmy nadzieję, że kwintet Oliego da nam jeszcze wiele powodów do radości, w tym także tych koncertowych.

Zobacz też: