Muzyka, która nie zna gatunkowych paszportów. O naturze jazzu i nowym głosie Emmy Rawicz.
W świecie zdominowanym przez algorytmy, playlisty do prasowania i cyfrową powtarzalność jazz pozostaje jedną z ostatnich przestrzeni prawdziwej wolności — choć niektórzy jego ortodoksyjni strażnicy najchętniej zamknęliby go w formalinie.
„Czy muzyka potrzebuje jeszcze jazzu – tak jak nauka potrzebuje filozofii?
A może odpowiedź brzmi po prostu: nie wiem?”
To pytanie, wypowiedziane gdzieś na granicy żartu i powagi na początku albumu „Brudna-Bielizna” zespołu Kosmonauci, zostaje ze mną na dłużej niż pierwsze dźwięki. Nie dlatego, że domaga się odpowiedzi – przeciwnie, dlatego że ją zawiesza.
W historii jazzu zdarzają się momenty szczególne – koncerty, które w chwili wykonania są po prostu kolejnym wieczorem na scenie, lecz z upływem czasu zaczynają nabierać zupełnie innego znaczenia. Dopiero po latach okazuje się, że były spotkaniem muzyków, którzy reprezentowali różne pokolenia, odmienne doświadczenia i własne języki improwizacji, a jednak potrafili stworzyć wspólną przestrzeń brzmienia. Takie nagrania stają się czymś więcej niż dokumentem koncertu – są zapisem chwili, której nie da się powtórzyć.
Skład: Szymon Szczot – fortepian / instrumenty klawiszowe Klaudia Wachtarczyk – gitara basowa Aleksander Gonsior – perkusja
Tytuł płyty: "Jazztronika"
Wydawnictwo: własne Data Premiery: 21/11/2025
Tekst: Paweł Ziemba
…między bitem a improwizacją
Od dawna wiadomo, że muzyka potrafiąca zaskakiwać swoim brzmieniem ma szczególną moc wpływania na nasze postrzeganie świata. Nieoczekiwane dźwięki, nietypowe harmonie i nieprzewidywalne struktury formalne pobudzają uwagę, wytrącają z rutyny słuchania i uruchamiają emocje, których nie dałoby się wywołać za pomocą przewidywalnych schematów. Nagła zmiana tempa czy niespodziewany motyw potrafią na chwilę zatrzymać myśl i skierować ją ku głębszemu, bardziej świadomemu odbiorowi.
Grażyna Auguścik – wokal Krzysztof Herdzin – fortepian / aranże Gilad Atzmon – saksofon altowy i sopranowy Piotr Lemańczyk – kontrabas Rafał Sarnecki – gitara Rafał Jackiewicz – saksofon Adam Golicki – perkusja
Orkiestra: Polska Filharmonia Kameralna Sopot Dyrygent: Szymon Morus
Tytuł albumu: “The Great Time”
Wydawnictwo: Afro Vibe (2025)
Tekst: Paweł Ziemba
Jak często zdarzają się Wam sytuacje, w których decydujecie się na jakiś krok bez wyraźnego przekonania, kierując się raczej ciekawością niż rozsądkiem? Życie bywa nieprzewidywalne — i całe szczęście, bo to właśnie takie niepewne decyzje nierzadko okazują się przełomowe. Otwierają nowe drzwi, a czasem nawet całe korytarze. Tak właśnie było ze mną, gdy sięgnąłem po najnowszą płytę Adama Golickiego. Towarzyszyło mi to samo, dobrze znane pytanie: w którą stronę tym razem poprowadzi swoją muzyczną opowieść?
Są artyści, których twórczość nie potrzebuje chwytania się modnych etykiet czy też podążania ścieżkami, którymi wszyscy wędrują. Wystarczy, że na plakatach pojawią się ich nazwisko — i już wiadomo, że wydarzy się coś ciekawego. Leszek Możdżer, Lars Danielsson i Zohar Fresco należą właśnie do tej kategorii twórców, których obecność w projekcie działa jak magnes. Każdy z nich to muzyczna osobowość, razem tworzą jednak konfigurację, która od ponad 20 lat budzi zachwyt i ciekawość. To muzycy, którzy zbudowali wokół siebie aurę niepodrabialnej autentyczności. Bez względu na to, czy sięgają po nowe brzmienia, czy też powracają do rozpoznawalnych, charakterystycznych dla siebie motywów – ich muzyka zawsze przyciąga uwagę i wywołuje emocje.
Każdy ma swój sposób, by poradzić sobie z “nadmiarem” świata: jedni znikają w górach z termosikiem herbaty, inni udają, że czytanie pięciuset stron powieści pod rząd to świetny relaks. A są też tacy, którzy wolą... zanurzyć się w głębię muzyki – dosłownie i metaforycznie. “Into the Blue” to zaproszenie do eksploracji. Tam, gdzie znika światło, a zamiast bezpiecznych kształtów pojawia się nieznane. Russell Snyder i Sławomir Dudar zabierają nas w podróż, w której każdy dźwięk jest jak oddech pod wodą – intensywny, niezbędny, a jednocześnie kruchy.
Marek Raduli – gitara Wojciech Pilichowski – gitara basowa Zbigniew Lewandowski – perkusja
Album: "Live! in Jazz Club Pinokio"
Wydawca: GAD Records (wyd. 2025)
Tekst: Paweł Ziemba
Jakiś czas temu, nawet nie pamiętam kiedy otrzymałem od znajomego kilka plików cyfrowych z koncertowymi nagraniami perkusisty Zbigniewa Lewandowskiego wraz z gitarzystą Markiem Radulim i Wojciechem Pilichowskim grającym na basie. Wtedy jeszcze nie nie miałem pojęcia co do mnie trafiło. Dziś już wiem, że był to niewielki fragment nagrań pochodzących z płyty Three Generations Trio – “Live! In Jazz Club Pinokio!“ zarejestrowanej w 1992 roku, która dziś po ponad 30 latach, dzięki wydawnictwu GAD Records dostępna jest w zremasterowanej formie.
Grzegorz Masłowski – perkusja Marcin Kaletka – saksofon tenorowy Jarosław Bothur – skasofon tenorowy Mateusz Pałka – fortepian Piotr Południak – kontrabas
Album: “Through the Hourglass”
Wydany: SJ Records, Czerwiec 2025
Tekst: Paweł Ziemba
Czas w jazzie ma szczególne znaczenie. Nie chodzi tylko o rytm i puls, granie właściwych nut, czy też subtelne niuanse timingu i groove'u tworzących porywające muzyczne doznania, ale o coś głębszego – o pamięć, przemijanie, ciągłość.
Joe Lovano / Marcin Wasilewski, Sławomir Kurkiewicz, Michał Miśkiewicz
Joe Lovano: Tenor Saxophone Marcin Wasilewski: Piano Sławomir Kurkiewicz: Double Bass Michał Miśkiewicz: Drums
Tytuł płyty: "Hommage"
Wydawnictwo: ECM Records (2025)
Nagrano: November 2023, Van Gelder Studio, New Jersey
Autor tekstu: Paweł Ziemba
Rok temu na platformie Polish-jazz.blogspot.com opublikowałem swoją ostatnią recenzję, która dotyczyła płyty “Better” autorstwa Tomasza Dąbrowskiego & The Individual Being. To muzyka niezwykła, pełna emocji i witalnej energii. Dziś trzymam w ręku album HOMAGE, wydany przez ECM Records — owoc współpracy Joe Lovano i Marcin Wasilewski Trio. Nieprzypadkowo właśnie od tej płyty rozpoczynam mój powrót do pisania o muzyce. Choć oba albumy dzieli nie tylko czas, ale i skład wykonawców, to w mojej ocenie łączy je jedno — duch Tomasza Stańki. Obecny nie w dźwiękach dosłownie, lecz w sposobie myślenia, w emocjonalnej głębi i szczerości przekazu.
Już dzisiaj w Piątek 28.06 tym razem już od godz. 18:00 do 20:00 prowadzący Maciej Nowotny i Pawel Ziemba zapraszają do wysłuchana na antenie RadioJAZZ.FM na kolejne wydanie naszej Audycja "Muzyka, która leczy". Tym razem naszymi gośćmi będą redaktorzy recenzujący płyty polskich wykonawców jazzowych na blogu Polish Jazz: Agnieszka Gawrych, Robert Kozubal i Szymon Stępnik. Tematem naszej rozmowy, jak również prezentacji muzycznych, będą wybrane nagrania, które w okresie ostatnich sześciu miesięcy ukazały się na polskim rynku i wzbudziły zainteresowanie naszych gości. Jak zawsze trochę porozmawiamy i będzie dużo, dobrej, ciekawej i różnorodnej muzyki. Zapraszamy!!!
Tomasz Dąbrowski – trąbka, elektronika, muzyka, produkcja Fredrik Lundin – saksofon tenorowy Ireneusz Wojtczak – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy Grzegorz Tarwid – fortepian, syntezatory Max Mucha – kontrabas Knut Finsrud – perkusja, perkusja elektroniczna Jan Emil Młynarski – perkusja, perkusja elektroniczna
Tytuł płyty: “Better”
Wydawnictwo : April Records & Music (2024)
Tekst: Paweł Ziemba
Współczesny jazz coraz częściej porusza się po nieoczywistych drogach, łącząc elementy skrajnie różnych gatunków muzycznych, tworzy nowe nadając im jednolitą całość. Bez wątpienia Tomasz `Dąbrowki jest przykładem artysty, który umiejętnie korzystając z wielu gatunków współczesnej muzyki, przesuwa granice możliwości brzmieniowych, znajdując własną ścieżkę i miejsce w świecie muzyki. Jego najnowszy albym “Better” jest przykładem oryginalności i tak popularnego dziś w muzyce synkretyzmu.
Dąbrowski to szczególna postać na europejskiej scenie jazzowej. Uznany przez wielu krytyków za jednego z najlepszych polskich trębaczy młodego pokolenia w Europie i “następcę” Tomasza Stańki. Nic oczywiście nie przychodzi samo, nie spada jak przysłowiowa manna z nieba. Na wszystko trzeba było ciężko zapracować. Tytuł najnowszego albumu Tomasza Dąbrowskiego & The Individual Beings “Better” , znakomicie oddaje poziom muzyki zarejestrowanej na krązku. Parafrazując go napisałbym, że “LEPIEJ BYĆ NIE MOŻE”.
Co by nie powiedzieć, jest to bardzo przemyślana, pogłębiona o faktury i brzmienie muzyka, zachowująca swój logiczny ciąg z nagraniami z wydanej 2 lata temu debiutanckiej płycie zespołu The Individual Beings. Dąbrowski bardzo swobodnie i bez kompromisów prezentuje nam własną, ciekawą wizję muzyki. Bez szaleństwa, przepychu i naśladownictwa przeprowadza słuchacza przez kolejne etapy muzycznej podróży. To muzyka, która nawiązuje do wibracyjnej natury dźwięku i urzekającej atmosfery. Wzbudza emocje i wywołuje refleksje.
Sam lider w dołączonym do płyty opisie, tak mówi o wynikającym z niej przesłaniu: „Wszyscy powinniśmy dążyć do bycia lepszymi. Być lepszymi wersjami samych siebie i obserwować, jak rezonuje to w nas i w ludziach wokół nas. W miarę jak rozwijamy się poprzez doświadczenie, niektóre wcześniejsze wyzwania ujawniają się jako zewnętrzne projekcje. Uznanie ich za takie jest potężną bronią w walce z naszą własną, czasem śmieszną przewidywalnością”.
Dąbrowski poprzez sprawne przełamywanie istniejących schematów wprowadza słuchacza w nowe, wcześniej nieznane obszary muzycznej egzystencji. Robi to na tyle sprawnie, że całość albumu brzmi świeżo i zaskakuje swoją oryginalnością. Oczywiście podjęte przez lidera ryzyko odkrywania nowego, wyjście poza znane sobie ramy jest ogromnym wyzwaniem. Można je zmitygować wsparciem ludzi tworzących spójny mentalnie oraz duchowo kolektyw. Nie mam złudzeń, że ten zdecydowany muzycznie krok jest efektem współdziałania i współegzystencji całego siednioosobowego zespołu.
Wszystkie kompozycje na krążku chwytają ujmującym liryzmem, swoją melodyką i zdecydowanym brzmieniem. Z drugiej strony są pełne pozytywnej energii. Trudno jest wydzielić któryś z utworów, gdyż wszystkie dziewięć kompozycji tworzy nierozerwalnie intrygującą, wciągającą całość. Album potwierdza niezwykłą wszechstronność i siłę zespołu, który w bardzo umiejętny sposób wykorzystując rozbudowane instrumentarium, tworzy ciekawe tekstury dźwięków, melodyjność i ostinatowy groove.
Muzyka na płycie ma bardzo silne egzystencjonalne przesłanie związane z procesem rozwoju, świadomością tworzenia siebie. Aby siebie poznać trzeba wystawić się na próbę. Wykonać krok, który będzie początkiem nowego, lepszego JA .
Życie jest jak rzeka pełna wirów i kamieni, których staranie każdy człowiek unika. W takim podejściu tkwi pułapka. Funkcjonujemy w kulturze pochwały dla zachowawczości, odpuszczania, celebracji wygody a przede wszystkim unikania ryzyka. Lęk przed utraceniem jest silniejszym bodźcem niź chęć odkrycia nowego.
Aby jednak poznać siebie przesunąć granice naszych możliwości, stać się lepszym, powinniśmy świadomie mierzyć się z wyzwaniami. Wyjście ze strefy komfortu jest walką ze swoimi uprzedzeniamia, nawykami, ale jest również krokiem do reflekscji nad sensem i celem życia.
Dąbrowski doskonale wie i czuje, czym dla niego jako artysty jest możliwość tworzenia i sam tak o tym mówi: „Staram się unikać pisania z góry ustalonym planem - to zmarnowana okazja, by powtarzać rzeczy, które sprawdziły się w przeszłości. Staram się wychylać w nieznane i ufać swoim instynktom. Im bliżej jestem muzyków, z którymi gram, tym mniej muszę o tym myśleć”.
Chęć rozwijania się, wchodzenia w nowe, do tej pory nieznane obszary muzyki, poszukiwanie nowych brzmień, Dąbrowski bardzo sprawnie rozbudził u wszystkich członków zespołu. W nagraniach na płycie jeszcze bardziej znalazły zastosowanie elektyroniczne zestawy perkusyjne, pedały i efekty zmieniające brzmienie instrumentów.. Wykorzystanie dwóch perkusistów jak również dwóch saksofonów i trąbki dało możliwości zaoferowania nowych brzmieniowo konfiguracji. Całość zyskała na wyrazistwości i muzycznej zadziorności. Bez wątpienie umiejętne połączenie instrumentów akustycznych z elektroniką sprawia, że muzyka na krążku jest wielowymiarowa a Tomasz Dąbrowni & The Individual Beings ma swoje wyjątkowe brzmienie.
“Better” to jedenasta autorska płyta w dyskografii Dąbrowskiego prezentująca lidera i zespół w kolejnej bardzo ciekawej odsłonie.
Krzysztof Dys - fortepian Michał Bryndal - perkusja Max Mucha - kontrabas
“Kołysanki Dla Dorosłych”
Wydawca: Borzym Music Polska 2024
Tekst: Paweł Ziemba
Monika Borzym to artystka wymykająca się wielu stereotypom. Z jednej strony, wokalistka o korzeniach jazzowo – soulowych; jej głosem zachwycają się zarówno krytycy jak i słuchacze. Szczera w tym co robi, nie pozostawiająca żadnych zudzeń co do posiadanych umiejętności i możliwości wokalnych. Jej głos przepełniony jest emocjami , głęboką soulową barwą i ogromną muzykalnością. Z drugiej strony - praktykująca seksuolożka, prowadząca w Radiu Nowy Świat autorską audycję „Muzyczny Gabinet Terapeutyczny". Zaskakujące zestawienie i dość nietypowa osobowość. Czy można łączyć te dwa obszary aktywności zawodowych?
Niejednokrotnie słyszałem pojęcie: “muzyka łagodzi obyczaje”; oddziaływuje na nasze emocje i psychikę. Jak się okazuje - wiara w jej płynącą z serca magiczną siłę jest jednym z elementów motywujących artystkę do tworzenia.
Od ponad 13 lat Monika Borzym nagrywa płyty, które zaskakują, a jednocześnie sprawiają, że trudno sprowadzić jej muzyczne realizacje do jednej tylko stylistyki. Od debiutanckiej pyty "Girl Talk" nagranej i zrealizwanej przy współudziale muzyków jazzowych pochodzących z USA, przez piosenki Joni Mitchell czy też utwory Radiohead zagrane na trzy waltornie, klarnet basowy i trio improwizujące, aż po najnowszy konceptualny album zatytułowany “Kołysanki dla `dorosłych”, składający się z dobrze znanych nam piosenek mających dziś określenie standardów jazzowych – Borzym stale zaskakuje!
Najnowszy krążek, w założeniach artystki, jest albumem o szczególnym przeznaczeniu - ma być muzyką na randki we dwoje, bądź wsparciem towarzystwa siebie samego. To muzyka, która ma pomóc słuchaczom w sensualnych momentach ich życia; która poprzez nasycone namiętnością aranżacje i subtelne wykonanie ma stymulować; która ma pomagać w stworzeniu nastroju i przestrzeni na bliskość.
Po pierwszych kilkunastu minutach słuchania piosenek z albumu pomyślałem, że to dość odważne i nietypowe założenie - większość artystów tworzy swoje dzieło z założeniem wyróżnienia się poprzez oryginalność w brzmieniu bądż też nowe, często własne kompozycje. Ten album zaskakuje w zupełnie inny sposób.
Przede wszystkim kto dziś nagrywa standardy? A jeśli już - to po co? Wielu uważa, że to passe. Niestety dzisiejszy świat kręci się szybko, wszyscy chcą pokonywać kolejne bariery bez względu na cenę, jaką często przychodzi za to zapłacić. “Kołysanki dla Dorosłych” to krok w inną stronę. Przede wszystkim to w karierze Moniki Borzym pierwszy album koncepcyjny, którego fundament stanowi zestaw wyselekcjonowanych i znanych piosenek określanych dziś jako standardy (nie tylko) jazzowe. (KISS – Prince’s). Dodatkowo to płyta minimalistyczna, spokojna z muzyką snującą się czasami niezauważalnie.
Na krążku znajdziemy kompozycje takie jak “Blame It on My Youth” – utwór z 1934 roku skomponowany przez Oscara Levanta do słów Edwarda Heymana, “It Amazes Me” z roku 1958, “Old Devil Moon” z 1947 oraz “Kiss” Prince’a z 1986 roku.
Wokalistce towarzyszy doskonale dobrane trio, złożone ze znakomitych muzyków: Krzysztof Dys (fortepian), Michał Bryndal (perkusja), Max Mucha (kontrabas), którzy potrafili w organiczny sposób dopasować się do założeń i oczekiwań artystki. Muzyka na płycie została zredukowana do niewielu dźwięków i wolnego tempa; brzmi bardzo zmysłowo i tworzy wyjątkowy klimat. Można tych nagrań słuchać bez obawy, że za moment zostaniemy zaskoczeni nawałnicą dźwieków, zupełną zmianą nastroju lub niespodziewanym zwrotem akcji, wytrącającym nas ze stanu relaksu i skupienia.
Kołysanki to ciekawy koncept “muzy do towarzystwa” , zrealizowany najlepiej jak można sobie wyobrazić.
Muzyka na krążku łączy intymny klimat, delikatność i pewną czułość. Przypomina nagrania Ann Burton z Luis Van Dijk Trio. Całość przepełniona jest duchowością, a zaproponowany przez artystów sposób interpretacji i rytmiki utworów sprowadza warstwę muzyczną na jeden wspólny grunt - elegancką estetykę, śpiewność oraz dbałość o każdy poszczególny dźwięk. Dużo tu POWIETRZA.
Nie byłoby możliwe osiągnięcie tego znakomitego efektu bez przekonania i wiary w umiejętności wszystkich uczestników projektu. Piosenki śpiewane są z niemal niewidocznym akompaniamentem na fortepianie Krzysztofa Dysa, który ma szczególnie delikatny dotyk - jakby zawieszał w powietrzu na dłużej poszczególne nuty. Sposób gry idealny dla eterycznej interpretacji melodii przez artystkę. Borzym jest szczera w tym co prezentuje. Śpiewa delikatnie, zmysłowo, jakby szeptała niemalże do ucha.
Fakt, że wszystkie wybrane przez wokalistkę utwory to powszechnie znane standardy sprawia, że w niemal niezauważalny sposób snują się tworząc elegancki, intymny nastrój. Bez wątpienia Monika Borzym ma duszę do takiego grania.
Jak więc traktować najnowszy album “Kołysanki dla Dorosłych”? Czy jest to płyta jazzowa? Sama artystka mówi, że nie chodziło o nagranie kolejnego albumu zamknietego w pewnej konwencji jak i grupie odbiorców. To płyta na randki, dla wszystkich. Bardzo minimalistyczna, z rodzaju mniej znaczy więcej. Zmysłowa, intymna, oszczędna w formie. Ciepła barwa głosu, melodyjność utworów, delikatność gry tworzą niezwykłą konstelację muzycznych perełek. To muzyka pozbawiona elementów destrukcji, nachalności, chaosu i napięcia. W zamian za to Borzym proponuje duchową zmysłowość, koi I pobudza wyobrażnię.
Nie ma znaczenia czy odbiorca lubi jazz czy też nie. Artystce jest też zupełnie obojetne, czy nazwiemy krążek albumem jazzowym. Nie o to w tym projekcie chodzi. Wokalistka eksponuje doznania odbiorcy, a nie swoje artystyczne ambicje.
Czy jesteśmy sami, czy w miłym towarzystwie - album staje się współtowrzyszem chwili. Borzym świadomie traktuje muzykę jako element terapii, medium, które przede wszystkim ma nam pomóc. Artystka zakłada, że muzyka po pierwsze ma nie przeszkadzać, ma być miła dla ucha. Poprzez swój minimalizm ma prowokować do zadumy, zwolnienia tempa, delikatności, odnajdywania przyjemności w celebracji chwili - wartości, które w dzisiejszych czasach jakby zanikały.
“Kołysanki dla Dorosych” to również manifest artystki dla sensualności, intymności, szacunku dla uczuć.
Płyta jest bardzo dobrze zrealizowana, pięknie zagrana z jazzowym feelingiem i świetnie zmiksowana przez samego Krisa Allena ( miksował wszystkie pierwsze trzy amerykańskie płyty artystki). To muzyczna uczta dla audiofilów.
Zbigniew Jakubek - Instrumenty klawiszowe Marek Raduli, Damian Kurasz - gitara elektryczna, Michał Grott, Tomasz Grabowy, Robert Kubiszyn, Krzysztof Ścierański, Zbigniew Wrombel - gitara basowa, Michał Dąbrówka, Wojciech Fedkowicz, Cezary Konrad, Dariusz Kaliszuk, Artur Lipiński, Krzysztof Zawadzki - perkusja, Bernard Masali - mallet kat, Adam Wendt - saksofon, Lora Szafran, Mietek Szcześniak, Bartłomiej Eskaubei Skubisz - wokal, Jose Torres - instrumenty perkusyjne
Wydawca: Afro Vibe AV 006 (2023)
Kierownictwo muzyczne – Marek Raduli
Mix – Tomek Bidiuk (Ballada o pokuszeniu)
Wojtek Olszak (pozostałe)
Mastering – Wojtek Olszak – Woobie Doobie Studio
Tekst: Paweł Ziemba
Muzyka potrafi budzić wspomnienia, spowodować, że serce zaczyna bić szybszym rytmem. Wystarczy kilka nutek, aby coś w nas drgnęło wywołując radość i uśmiech; wystarczy krótka fraza, abyśmy zapomnieli o otaczającej nas rzeczywistości i czasie, który niestety z każdą sekundą upływa, oddalając nas od tego co jeszcze chwilę temu było przed nami. Dźwięk to cudowne medium, przenoszące emocjonalne impulsy, poruszające naszą wyobraźnię i wspomnienia. To niezbywalny element ludzkiej egzystencji.
Wydawać by się mogło, że napisanie recenzji płyty z muzyką tak charakterystycznego muzyka i kompozytora jakim był Zbigniew Jakubek powinno być proste. Niestety pojawiający się kontekst - śmierć artysty, jak również fakt, że mamy do czynienia z nagraniami do tej pory nie publikowanymi (wyjątek stanowią dwa utwory zrealizowane z Walk Away) sprawiają, że trudno jest odnieść się jedynie do muzyki, zapominając o człowieku, który ją stworzył.
Czas… trudno go zatrzymać, spowolnić, czy też cofnąć. Oczywiste i niekwestionowane pojęcie, którego istoty nikt nie określił, jak również nie uniknął skutków jego upływu.
Mija niemal czterdziści lat, gdy po raz pierwszy usłyszałem nagrania Jakubka będącego wówczas współzałożycielem formacji Walk Away. Słuchając wydanej w ubiegłym roku płyty “Tribute to Zbigniew Jakubek” (kompozycji przygotowanych w okresie ostatnich 10 lat) mam wrażenie, że wielu z nas odnajdzie w tych utworach wszystko co najlepsze w muzyce.
Jakubek, muzyk, kompozytor i instrumentalista, którego utwory przetrwały zmiany systemu i gustów odbiorców, nie tylko pozostają tak samo spekatkularne jak w przeszłości, ale dodatkowo potwierdzają fakt, że nie trzeba łamać sobie i słuchaczom głowy zawiłymi muzycznie rozwiązaniami, aby nie stracić tego co najcenniejsze - boskiej melodyjności i współczesności brzmienia. Tego, aby fizyka dźwięku była metafizyką muzyki. Jakubek to mistrz melodii. To muzyk, który bez względu na czas i moment nic nie utracił ze swojej kompozytorskiej siły rażenia. Wystarczy tylko trochę posłuchać, aby rozpoznać, jak muzyka tego geniusza z łatwością przechodzi przez czas.
“Tribut to Zbigniew Jakubek” to hołd oddany reprezentantowi pokolenia artystów, których talent muzyczny był jedynie uzupełnieniem ich niespotykanej osobowości; których każda pojedyncza cząstka składała się na piękną całość – pogodnego duchem, oddanego ludziom, twórczego człowieka.
W czym tkwi muzyczny sekret muzyki Jakubka, że tak skutecznie przeciwstawia się upływowi czasu, czy też muzycznym trendom? Wydaje się, że sukces tej muzyki jest zasługą i chęcią artysty do sublimacji indywidualnego ego dla wspólnego dobra jakim jest MUZYKA. Niektóre rzeczy, aby zostały docenione wymagają czasu. Muszą się zestarzeć, aby osiągnąć doskonałość. Żaden artysta funkcjonujący w jakimś gatunku muzycznym (czy to rock, country, muzyka klasyczna czy jazz), nie może przetrwać ponad czterech dekad, opierając się wyłącznie na zgrabnych dźwiękach i na czystym szczęściu. Piękno i długowieczność tej muzyki wynika w dużej mierze z faktu, że Jakubek doskonale rozumiał i czuł jej rolę oraz funkcje. Był mistrzem harmonii i melodii. Jego uniwersalność pozwoliła tworzyć kompozycje dla wszystkich bez względu na czas, styl czy też formację. Od duetów po big bandy. Od muzyki rozrywkowej po fusion jazz.
Świat wzorców i inspiracji muzycznych jest ściśle związany z ważnymi osobowościami. Zbigniew Jakubek był postacją, która ze względu na swoją wiedzę, doświadczenie i muzyczny kunsz objawiający się cudownymi harmoniami, barwą dżwięku, kulturą rytmu i artykulacją, był niedoścignionym wzorcem. Cechy te sprawiły, że jego kompozycje nawet dziś, po wielu latach od ich powstania, brzmią nowocześnie i wyjątkowo.
Wszystkie utwory zebrane na płycie miały w przyszłości złożyć się na materiał autorskiej płyty Jakubka i jego kwartetu. Niestety śmierć artysty spowodowała, że stało się inaczej.
Podwójny album “Tribute to Zbigniew Jakubek” oferuje nam tuzin utworów o epickich proporcjach, między fusion i smooth jazz. Marek Raduli - gitarzysta, kolega z kwartetu Jakubka, dzięki wsparciu i uprzejmości rodziny pozyskał z prywatnych zbiorów artysty dwanaście kompozycji (czasami ich fragmenty) i wraz z zaproszonymi do skompletowania płyty wyśmienitymi instrumentalistami dokończył pracę. W konsekwencji, powstało to wyjątkowe, unikalne wydawnictwo składające się z dziesięciu do tej pory nie publikowanych kompozycji oraz dodatkowych dwóch utworów z płyt Walk Away – “Walk Away” oraz Walk Away “F/X”, pozyskane dzięki uprzejmości Krzysztofa Zawadzkiego i Walk Away Records. Poszczególne brzmienia zostały nagrane w różnych składach muzyków, jednak bez względu, który z instrumentalistów gra, głównym dominatorem na płycie jest Zbigniew Jakubek. To on z wdziękiem dzieli się tronem ze swoimi kolegami. Obok samego lidera grającego na instrumentach klawiszowych możemy usłyszeć towarzyszących mu: Marek Raduli oraz Damian Kurasz na gitarze, Michał Grott, Tomasz Grabowy, Robert Kubiszyn, Krzysztof Ścierański, Zbigniew Wrombel gitara basowa, Michał Dąbrówka, Wojciech Fedkowicz, Cezary Konrad, Dariusz Kaliszuk, Artur Lipiński, Krzysztof Zawadzki perkusja, Bernard Masali mallet kat, Adam Wendt saksofon, Lora Szafran, Mietek Szcześniak, Bartłomiej Eskaubei Skubisz wokal, Jose Torres instrumenty perkusyjne. Muzykalność wszystkich jest niezrównana i sprawia, że wszyscy artyści płynnie tkają piękne, precyzyjne muzyczne gobeliny. Gra Jabubka na klawiszach jest prawdziwą gratką a płyta i triumfalną celebracją osiągnięć kompozytora.
Jakubek po raz kolejny udowadnia, że jest muzykiem o charakterystycznym tonie, lirycznym skrzywieniu, nieomylnym instynkcie tworzenia melodii i oszałamiającym wyczuciu harmonii. Dla niektórych odbiorców może być zbyt blisko granicy smooth jazzu, ale po przebrnięciu przez rytm i zmiany w harmonii, jest w tej muzyce o wiele więcej niż wydaje się to na pierwszy rzut oka. Nie żeby miało to jakiekolwiek znaczenie; Jakubek zawsze miał talent do melodyjnych improwizacji, ale w przeciwieństwie do wielu współczesnych mu artystów, nigdy nie przedkładał stylu nad treść.
Muzyka na płycie porywa. Jest tak zagrana, że momentami zapiera dech w piersiach.
Oczywiście jest to również zasługą zaproszonych do współpracy znakomitych instrumentalistów. Jeżeli miałbym ocenić całoś, to z pewnością powiedziałbym, że od strony muzycznej płyta jest bliska ideałowi i nie ma znaczenia, że pojawiają się pewne skojarzenia. Jakby nie było - Jakubek współpracował z najlepszymi mistrzami gatunku: Frank Gambale, Dean Brown. To oni mówili o artyście, że jest geniuszem kompozytorskim, który nie zdaje sobie sprawy, że nim jest.
Zdolność Jakubka do budowania zapadających w pamięć solówek - wypełnionych ciekawą barwą i inwencją jest tak niesamowita, jak jego rozpoznawalne połączenie śpiewnego tonu z sugestywnymi podkręceniami wibrato i szybkimi przebiegami po klawiszach keyboardu. Wciągający od początku do końca ”Tribute to Zbigniew Jakubek” niekoniecznie wnosi wiele nowego, ale zbiera cały dorobek i warsztat kompozytorski artysty. To, że większość z tych utworów może wydawać się znajoma, świadczy o wszechobecności muzyki Jakubka, a jego zarejestrowane solówki mogą służyć jako lekcja wyrafinowanego smaku.
To był rewelacyjny wieczór w audycji "Muzyka, która leczy" w RadioJAZZ.FM,w trakcie którego nasi redaktorzy - Maciej Nowotny i Paweł Ziemba - mieli możliwość zaprezentować Państwu sylwetkę i muzykę Aga Derlak - podwójnej laureatki tegorocznych jazzowych Fryderyków!!! Zapraszamy Was do wysłuchania podkastu z tego spotkania na stronie RadioJAZZ.FM - Audycja nr 63.
Jeśli chcesz napisać do autorów audycji"Muzyka, która leczy" i podzielić się wrażeniami z odsłuchu audycji lub zaproponować kolejny jej temat to pisz na adres mejlowy: muzyka.ktora.leczy@gmail.com
Zapraszamy czytelników bloga do wysłuchania podcastu z rozmow Redaktorów bloga Polish Jazz nagranej w audycji "Muzyka, która leczy" (w każdy piątek 19.00-20.00) w RadioJAZZ.FM. Rozmawialiśmy na temat nowych płyt z polskim jazzem, o których pisaliśmy na naszych łamach w miesiąciu styczniu 2024. A co najważniejsze zagraliśmy mnóstwo dobrej muzyki zgodnej z profilem audycji ;-)))
Player z podcastem:
Poniżej lista płyt opisywanych w miesiącu lutym 2024 na blogu. Wystarczy kliknąć link aby przeczytać jej recenzję.
Marek Malinowski/Robert Rychlicki-Gąsowski/Wojciech Zadrużyński
Marek Malinowski – gitara elektryczna, gitara akustyczna Robert Rychlicki-Gąsowski – kontrabas, gitara basowa Wojciech Zadrużyński – perkusja
„Scratching Fork II”
Wydawca: Fundacja Słuchaj 2024
Tekst: Paweł Ziemba
„ALTERNATYWA WOBEC MAKABRYCZNIE PRZEWIDYWALNEGO”
Carl Dahlhaus i Hans Heinrich Eggebrecht w swojej książce „Co to jest muzyka “stwierdzili, że z uwagi na fakt, iż muzyka jest tak różnie rozumiana i interpretowana - nie tworzy żadnego spójnego systemu. Nie ma pojęcia jednej muzyki w innym, niż tylko trywialnym sensie, a łączy i czyni ją współzależną: dźwięk, rytm czy też fraza.
Swobodna improwizacja jest dla muzyki tym, czym poezja dla pisarstwa – niepowtarzalną formą komunikacji o wyjątkowej zdolności dotykania ludzkich serc i emocji. Poprzez formę i dźwięk powstaje swoisty rodzaj dialogu między muzykiem a słuchaczem. Poezję i muzykę improwizowaną łączą: rytm, emocjonalność, ekspresja, jak również nieodłączne ryzyko tej formy wypowiedzi – częsty brak zrozumienia.
Bez wątpienia żyjemy w kulturze, która przesadnie promuje wygodę, bezpieczeństwo, przewidywalność, spokój i w której unikanie ryzyka, zmiany, konfrontacji, otwartości na nieznane coś nam odbiera. Z drugiej strony doświadczamy szaleństwa emocji, jesteśmy wrażliwi, może nawet nadwrażliwi, nasączeni ideałami, zastanawianiem się...czasami nawet za bardzo.
Będąc doświadczonym odbiorcą jazzu, nie mam wątpliwości, że do rozumienia muzyki prowadzi w równym stopniu jej ogólne poznawanie oraz pojedyncze, indywidualne, każdorazowo inne doświadczanie.
Nagrania z płyty „Scratching Fork II” przekonują, że improwizacja jest najbardziej praktykowaną formą tworzenia muzyki, opartą na intuicji, doświadczaniu chwili oraz etosie dzielenia się ideami. Jest to dość trudne i zapewne stanowi spore wyzwanie na poziomie, umiejętności, emocji i wrażliwości każdego z członków zespołu.
Wymowna refleksyjność, kontrolowana ofensywa, figlarna łatwość, muzyczna delikatność i wspólna perspektywa to tylko część elementów, które można odnaleźć słuchając nagrań zespołu.
Aby naprawdę docenić radykalny smak tego albumu, moja rada jest jedna: nie należy się spieszyć, trzeba spokojnie posłuchać. Gitara Malinowskiego momentami eksploduje wielością głosów, które nic nie robią sobie ze skal i przyjętych zasad gry. Lider czuje potencjał kreatywnej destrukcji tkwiący w swobodnej improwizacji i wykorzystuje szansę na jeszcze dalsze przesunięcie granic w rozumieniu norm i zasad swobodnego wyrażania się. Można odnieść wrażenie, że powstała muzyka płynie wprost ze zmysłowego kontaktu artysty z instrumentem.
Słuchając utworów zarejestrowanych na krążku niemal w każdym momencie wyczuwa się bardzo osobliwą koncentrację na właściwościach dźwięku a tym samym inne podejście do rytmu, melodii i harmonii. Trio udowadnia, że kunszt artysty oraz prawdziwa sztuka jest wynikiem procesu pełnej integracji i cielesnej bliskości z materiałem – w tym przypadku z dźwiękiem.
To przecież nikt inny jak gitarzysta Derek Bailey powiedział: „muzyka improwizowana nie jest rodzajem muzyki (...) jest sposobem tworzenia muzyki”.
Bez wątpienia, aby uczynić ten rodzaj grania interesującym językiem komunikacji, potrzebne jest mentalne porozumienie, wspólne dzielenie przestrzeni lub czasu.
Sposób gry Malinowskiego na gitarze przypomina precyzyjną pracę artysty rzeźbiarza, który poprzez umiejętne posługiwanie się dłutem chce przedstawić obraz - efekt artystycznej wyobraźni. Każde przesunięcie palców, opór strun i powstający w wyniku tego dźwięk, pobudza kreatywność pozostałych członków zespołu, prowadząc do poszukiwania nowych rozwiązań, które w muzyce Scratching Fork stają się częścią kolektywnego języka muzycznej ekspresji.
Myślenie o muzyce swobodnie improwizowanej z perspektywy jej dziwnego, nie do końca zrozumiałego brzmienia, nieprzygotowanej i nieprzemyślanej aktywności jest błędem. „Scratching Fork II” to muzyka podana w bardzo surowy, bezpośredni sposób – tu i teraz;
to album o sztuce improwizacji, formy skupionej na zaangażowaniu w muzykę funkcjonującą poza znanymi schematami, ucieczce od gatunku. To muzyka dla każdego zmęczonego oczywistością i przewidywalnością życia, kto szuka nowych brzmień oraz dźwięku jako inspiracji. To alternatywa dla makabrycznie przewidywalnego. Muzyka, która uderza we wszystkie właściwe miejsca…
Ten swoisty język ekspresji muzycznej zespołu wymaga całkowitego poddania się temu co do nas dociera. Maria Schneider w jednym z wywiadów powiedziała:” Słuchacz powinien ufać temu co słyszy. Odbiorca nie powinien analizować, zastanawiać się co do niego dociera. Zamykasz oczy i chłoniesz.” Wydaje się, że jest to najlepsza rada dotycząca odbioru: nie myśleć a bardziej poczuć muzykę - ona jest tym, czym jest i takie było zamierzenie artysty.
Zapraszamy czytelników bloga do wysłuchania podcastu z rozmową Redaktorów bloga Polish Jazz na temat nowych płyt z polskim jazzem, o których pisaliśmy na naszych łamach w miesiąciu styczniu 2024. Mnóstwo dobrej muzyki zgodnej z profilem audycji, sporo ciekawostek i jak zwykle zmagania redaktorów z konsolą ;-)))
Poniżej lista płyt opisywanych w miesiącu styczniu 2024 na blog. Wystarczy kliknąć link aby przeczytać jej recenzję.
Piotr Komosiński – kompozycje, kontrabas, gitara basowa, ukulele basowe, kalimba, elektronika Michał PanMajk Mike – trąbka (4,5,9,11) Wojciech Jachna – trąbka (8)
„Wietrzne Historie”
Wydanie własne: Piotr Komosiński (2023)
Tekst: Paweł Ziemba
Czy rosnąca popularność muzyki minimalistycznej może być wyznacznikiem czasów w jakich żyjemy? W dzisiejszym mocno zabieganym i przeładowanym informacjami świecie, funkcjonowania w dwóch rzeczywistościach - realnej i wirtualnej jednocześnie, potrzeba wyciszenia, refleksji wydaje się być coraz częściej pożądaną wartością. Czy dlatego muzyka, której istoty piękna upatruje się w pojedynczym dźwięku i w ciszy sprawia, że zapamiętujemy ją lepiej i czujemy się w jej towarzystwie dobrze?
Muzyka inspiruje, porywa na szczyty emocji i rzuca w ich głębie. Bywa też często najlepszym lekarstwem.
Być samemu to czasami być w najlepszym towarzystwie - to coś, co przychodzi na myśl, gdy słuchamy autorskiej płyty kontrabasisty Piotra Komosińskiego.
Bardzo niski, kroczący, niemal bezdenny dźwięk kontrabasu ma w sobie coś elementarnego. To muzyka sprzed dominacji maszyn i technologii – to oddech, ruch i dźwięk. Artysta funkcjonuje dokładnie na tym podstawowym poziomie, gdzie sztuka polega na spektakularnym, bardzo selektywnym doborze formy i dźwięków. Komosiński dzięki swoim umiejętnościom kompozytorskim, poczuciu dobrego smaku, doświadczeniu oraz technice zanurza nas w minimalistycznych groove'ach, w królestwie swoich malowniczych opowieści.
Żywiołową podstawą tej muzyki jest dźwięk, a jej istotą rytm — tętno wszelakiej muzyki, które porusza melodię połączoną z harmonią. Ta płyta wymyka się kategoriom sprowadzającym ją do jazzu lub muzyki swobodnie improwizowanej - to pojedyncze, czasami bardzo krótkie etiudy pojawiające się jak chwilowe myśli zamknięte w dźwiękach minimal music z jednej i ambient z drugiej strony (co najwyraźniej słychać to w tytułowym utworze "Wietrzne Historie").
Muzyka Komosińskiego uspokaja, wycisza i pozwala z poczuciem wewnętrznego spokoju wejść w świat opowieści.
To bez wątpienia album koncepcyjny. Brak natarczywych powtórzeń, natłoku dźwięków sprawia, że ten niezbyt rozbudowany muzyczny materiał zaskakuje formą, pomysłem, kolorowymi obrazami, które w następstwie ciszy i swoistego cedzenia treści tworzą jego moc.
W rzeczywistości Piotr Komosiński jawi się jako artysta z jasną wizją, napędzany ciekawością, szczerością wypowiedzi i wielką siłą twórczą. Szerokie pejzaże malowane dźwiękami trąbki Michała PanMajk Mike i Wojciecha Jachny, oplecione ostinatowymi groove'ami lidera, grane są w taki sposób, że wirtuozeria nie jest celem samym w sobie. To czyni tę muzykę jeszcze bardziej zdumiewającą.
Niezależnie od tego, czy są to hipnotyczne brzmienia kalimby, czy delikatne, przeczące grawitacji niebiańskie dźwięki trąbki, album demonstruje pełną moc i potencjalny zakres ekspresji - nieodłączny element umysłu artysty.
Każdy z dwunastu utworów zawartych na płycie, bez względu na jego długość i formę, jest bardzo plastyczny. Zastosowanie przez muzyka wszelkiego rodzaju overdubów i subtelnych elementów elektroniki sprawia, że wrażenia słuchowe są jeszcze bardziej imponujące. Czystość formy oraz kompozycji jest surowa, pozbawiona jakichkolwiek skojarzeń. Fakt ten powoduje, że słuchacz jest pozostawiony sam na sam z muzyką, co pozwala na indywidualną interpretację.
„Wietrzne Historie” budują trwałą więź odbiorcy z albumem, który niesie ze sobą określone przesłanie i emocje.
Czy muzyka, aby była ciekawa i współczesna musi być trudna i skomplikowana?
Utwory Komosińskiego zdecydowanie zaprzeczają takiemu poglądowi. To piękna, ilustracyjna propozycja, która urzeka swoim minimalizmem. Nie znajdziecie tu wypchanych, przypominających pękate pluszaki nagrań. Usłyszycie idealne wyczucie i styl, hipnotyzującą swoim brzmieniem trąbkę, subtelnie zastosowaną elektronikę, ciekawe improwizacje kontrabasu, kołysankowy nastrój. Jednocześnie odnajdziecie wiele powietrza i ciszy. To bardzo uniwersalna muzyka, uszyta na indywidualne potrzeby każdego odbiorcy.
Jak często w życiu bywa, tak i w przypadku tej płyty mniej - znaczy w rzeczywistości więcej.