Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurek Wojtek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurek Wojtek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2024

doskocz _ kurek - "wrr"

doskocz_kurek

Paweł Doskocz (gitara), Wojtek Kurek (perkusja)

Tytuł płyty: "Wrrr"

Wydawca: Antenna Non Grata (2024)

Tekst: Jędrek Janicki


Gonił Was kiedyś Moi Milusińscy wściekły pies? Nie jeden z tych z filmu Tarantino, lecz rasowy kundel o oczach przepełnionych żądzą mordu? Idziecie sobie brutalnie zimnym wieczorem listopadowego wieczoru syci schyłkiem jakiegokolwiek światła, gdy nagle słyszycie mrukliwe wrr, wrrr, wrrr!

No i co wtedy Moje Drogie Żuczki? Popłoch i Kazikowe „salwowanie się ucieczką”? Gdzieżby, to dobre dla frajerów z plastikowymi pistoletami. Wy przecież jesteście jak Clint Eastwood i w nocy o północy, choćby z roztrzaskaną ręką, staniecie do każdego, nie tylko rewolwerowego, pojedynku. Wasze „wściekłe pięści” kontra kły niczym szable psiej bestii z naprzeciwka. Fight Club, być może tak, wszak jaki listopad, taki Chuck Palahniuk. Gitarowy przester wrzyna Wam się w mózg a połamana, motoryczna perkusja napędza rytm Waszego bijącego jak oszalałe serca. Pełne impro prosto z punkowego uniwersum syfiastych sal prób i stroboskopowa ciemność w oczach. Darmowy odlot, za który podziękujcie Doskoczowi i Kurkowi. I teraz chwilę na poważnie. Tylko dla takich chwil warto słuchać muzyki, precz z przyjemnością i sensem.

czwartek, 3 czerwca 2021

Impro Session #4 - improwizowany dzień z Antenna Non Grata !!!

By Piotr Wojdat

Zapraszam na lekturę krótkiego przeglądu najnowszych albumów wydanych przez niewielki, niezależny i zdecydowanie niekomercyjny label Antenna Non Grata. Tytułem wstępu warto wspomnieć, że wydawnictwo rozpoczęło swoją działalność w 2017 roku z inicjatywy Tomasza Misiaka i Marcina Olejniczaka. Specjalizuje się w muzyce niszowej, której źródeł można szukać w różnych gatunkach i stylistykach. Do tej pory nagrywali dla niego m.in. klarnecista Piotr Mełech, perkusista Wojtek Kurek, gitarzysta Paweł Doskocz czy znakomity kataloński perkusista Vasco Trilla. Antenna Non Grata ciągle się rozwija i sukcesywnie powiększa swój katalog. Jak na razie 2021 rok w przypadku tej wytwórni wydaje się szczególnie owocny i pracowity, a albumom projektów Sambar i Szpety warto poświęcić nieco więcej uwagi.   


Sambar - Pierwotniak Pantofelek (2021)

Paulina Owczarek - baritone saxophone
Tomasz Gadecki - baritone saxophone

ANTENNA NON GRATA 2021

Jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć, szczególnie mając na uwadze, kto wchodzi w skład zespołu Sambar - to właśnie ten projekt jest tym bardziej konwencjonalnym spośród omawianych przeze mnie na potrzeby tego mini przeglądu. Ta konwencjonalność jest jednak w dużej mierze umowna. Nie mogłoby zresztą być inaczej, bo formację tworzy dwójka nietuzinkowych muzyków, którzy na improwizacji zjedli zęby i od wrocławskiego Art Of Improvisation z 2012 roku współpracują ze sobą w duecie. W 2014 roku wydali nakładem Not Two Records album zatytułowany "Melt!" i chyba tylko najbardziej wtajemniczeni spodziewali się kontynuacji tego dzieła w… 2021 roku.

Dobrze się jednak stało, że zespół nie przepadł i funkcjonuje dalej. Saksofonistkę Paulinę Owczarek znamy dobrze z Krakow Improvisers Orchestra, Saksofonarium czy tegorocznego Morświna. Na "Pierwotniaku Pantofelku" towarzyszy jej Tomasz Gadecki działający pod szyldami Olbrzym i Kurdupel, Lonker See czy Awatair, którego interpretacje nagrań Johna Coltrane’a spotkały się ze sporym uznaniem, np. moich redakcyjnych kolegów z bloga Polish Jazz.
 
W przypadku "Pierwotniaka" do tego, żeby przyciągnąć uwagę słuchacza wystarczą dwa saksofony barytonowe - Pauliny Owczarek i Tomasza Gadeckiego. Artyści na przestrzeni 40 minut prezentują szerokie spektrum dźwięków, które można wydobyć z tego instrumentu. Sprawiają wrażenie, jakbyśmy przysłuchiwali się ciekawym, poszukującym, abstrakcyjnym dialogom. Swobodnym, zróżnicowanym i świadczącym o dużych umiejętnościach obu improwizatorów.

Szpety - Szpety (2021)

Antonina Nowacka - voice
Gosia Zagajewska - voice
Wojtek Kurek - drums, electronics

ANTENNA NON GRATA 2021

O ile Sambar wpisuje się w paradygmat improwizowanego jazzu i z tego też powodu jest propozycją bardziej przystępną dla słuchacza, to Szpety wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Warszawskie trio tworzą Antonina Nowacka, Gosia Zagajewska i Wojtek Kurek, którzy w 2018 roku zadebiutowali albumem wydanym przez sublabel krakowskiego Instant Classic - Ersatz Recordings. Nagranie odbyło się w wyjątkowym miejscu, a były nim podziemia pokamedulskiego kościoła na warszawskich Bielanach.

Oryginalne są też inne projekty autorów omawianej przeze mnie płyty. Wokalistka Antonina Nowacka współpracowała swego czasu z zespołem kIRk, a w zeszłym roku za sprawą warszawskiej wytwórni Mondoj wydała solowy album zatytułowany "Lumunan". Gosia Zagajewska współtworzyła z kolei Amoon-na-fi - projekt łączący teksty bajek ludowych z byłych republik radzieckich ze skomponowaną muzyką. Skład Szpetów uzupełnia Wojtek Kurek, który jest bardzo aktywnym muzykiem i współpracował już np. z klarnecistą Piotrem Mełechem czy Łukaszem Kacperczykiem grającym na syntezatorze modularnym. Oprócz tego ma na koncie sporo nagrań elektroakustycznych.

Szpety na swoim drugim albumie prezentują muzykę odrealnioną i minimalistyczną. Głównym punktem zaczepienia są teatralne, momentami nieco "upiorne" wokalizy. Ważna jest też, podobnie jak w przypadku debiutu, przestrzeń. Tym razem grupa nagrała muzykę w konińskiej galerii CKiS Wieża Ciśnień. Pogłos uwydatnia tutaj brzmienie Szpetów i sprawia, że dźwięki perkusyjne i elektroniczne rozpływają się w zwolnionym tempie. Muzyka jest niezwykle intymna, ale z każdym przesłuchaniem coraz bardziej odsłania swoją wartość i w kategorii autorskiego pomysłu na projekt i brzmienie należy ją ocenić wysoko. 

piątek, 9 kwietnia 2021

Impro Session #3 - Abyss, Wojtek Kurek i Wolne Pokoje


Abyss - Water Thrown Into Space (2020)

Maja Laura Jaryczewska - piano, synth
Szymon Zalewski - bass
Artur Paszkowski - drums

PRIVATE EDITION 2020

By Andrzej Nowak

"Woda w kosmosie" to album stworzony przez muzyków, którzy niechybnie po raz pierwszy zagościli w odtwarzaczach redakcji. Całość to efekt improwizowanych sesji, jakie artyści przeprowadzili w czasach jeszcze przez pandemią (jesienią 2019), jak i w lockdownowych warunkach roku kolejnego, które - jak pokazuje szereg przykładów - potrafią wpływać niezwykle silnie na kreatywność muzyków, zwłaszcza w obszarze improwizacji.

Abyss to przykład twórczości, która z jednej strony istotnie łechta podniebienie konesera bystrej muzyki z powabem swobodnej kreacji, z drugiej wciąż stawia pytania i sieje wątpliwości natury czysto artystycznej. To bowiem zwinne połącznie muzyki "post-fusion" (świetny bas, zwinna perkusja) z niebanalną, nienachalną i naprawdę ciekawą warstwą syntetycznych dźwięków budowanych przez syntezator, na które w ramach deseru (a może wątku naczelnego?) nakładany jest - jakby na etapie post-produkcji - strumień czystej, kameralnej pianistyki, na ogół szczędzącej nam poważniejszych porcji improwizacji. Efekt chwilami bywa intrygujący, w innych momentach sytuacja dramaturgiczna aż prosi się o to, by coś w niej zmienić. Na przykład, choćby jedynie przesunąć akcenty - syntezatorowe wojny światów na pierwszy plan, piano w backgroundzie. Ale dość tych recenzenckich egzegez - wskażmy najciekawsze wodne przygody trójki młodych, polskich muzyków.

Niemal każdy z utworów zaczyna się udaną basową introdukcją, istotnie współtworzoną przez elektroakustyczne zdobienia, płynące ze strony syntezatora (choćby trzecia, czwarta i siódma część). Niezłą czujnością dramaturgiczną, prawie w każdym przypadku, wykazuje się drummer. Wchodzi zawsze w punkt, zdobi narrację plastrami ciekawych dźwięków, a jak trzeba - intensyfikuje akcję. Abyss definitywnie lepiej radzi sobie w dynamicznych pasażach (jak w części piątej), niż w około jazzowych meta spowolnieniach (które na ogół narzuca piano często wchodzące do gry po pewnym czasie). Zdecydowanie najciekawszym utworem na płycie jest część ostatnia i wcale nie szkodzi jej fakt, iż jest najkrótsza. Zaczyna ją echo post-techno, które płynie do nas z nieznanych lądów. W ten kontekst pięknie wślizguje się bas, a zaraz potem perkusja, która łamie rytm, rwie frazy, sieje zdrowy ferment. Syntetyka dokłada tu warstwę zjawisk quasi plądrofonicznych. Muzycy śmiało brną do przodu, jakby starali się wskazywać drogę na przyszłość. Opowieść gaśnie po dwóch minutach, nim fortepian zdoła wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. 


Wojtek Kurek - Buoyancy (2021)

Wojtek Kurek - drums, percussion, max MSP patch

PAWLACZ PERSKI PPT 51

Umiejętność stylowego łączenia dźwięków akustycznych i syntetycznych w procesie improwizacji nie jest cechą, którą muzycy wysysają z mlekiem matki. Ba, nawet pobieżna analiza przypadków wskazuje, iż zdolność ta występuje w przyrodzie niezwykle rzadko. 

Warszawski perkusista Wojtek Kurek nie tylko dostarcza nam fantastycznych nagrań w duetach i triach, świetnie potrafi wkomponowywać się w zdradliwe składy ad hoc, podsuwane mu przez organizatorów spontanicznych festiwalach dziwnej muzyki, ale nagrywa także solowe płyty, którymi zadaje kłam teorii, iż nie da się udanie łączyć żywego i martwego dźwięku w procesie improwizacji. Dodatkowo, na płycie "Buoyancy" pokazuje także, iż jest zręcznym konstruktorem specjalnych urządzeń generujących elektroakustyczne frazy. Na rzeczonym bowiem nagraniu wyczarowuje dźwięki przy pomocy zestawu perkusyjnego wspartego autorskimi efektami stworzonymi w środowisku MAX/MSP, które przetwarzają materiał akustyczny w czasie rzeczywistym.

Partnerem Wojtka w utworze otwarcia zdaje się być metronom, który regularnym stuk-puk daje życie akustycznej improwizacji. Tło rodzi się tu systematycznie z każdym jego uderzeniem, jakby z kropli wody, z dygoczącej wilgoci dekonstruowanych fraz. Na tym tle budowany jest drumming, który niesie za sobą smugę pogłosu. W kolejnym epizodzie hydrauliczne konotacje znów dają znać o sobie. Słyszymy perkusję, która brzmi jak zanurzony w wodzie kontrabas. Lepka ciecz wokół niego kreuje urokliwy ambient. Z kolei w części czwartej muzyk umieszcza na werblu przedmioty i daje im nowe życie, tuż po śmierci ich akustycznego wymiaru. Rezonans, szum, oddychające ciało muzyka, a na finał dark ambient budowany dźwiękami talerzy i miseczek. Zaraz potem, w wyjątkowo krótkim interludium, perkusjonalne świecidełka płyną wilgotnym strumieniem repetycji. Wreszcie kluczowa, dziewięciominutowa epopeja - perkusyjny trans, który rodzi się w strugach szorstkiego ambientu, w tajemniczych okolicznościach elektroakustyki. Z morza falującej syntetyki wyłania się rytualne bębnienie, taniec, który zdaje się nie mieć końca. W finale słyszymy dzwon pokutny, który wybija ostatnią godzinę, zanurza nas w mroku, nie dając nadziei na wybudzenie. 


Wolne Pokoje - Obiekty Rozmyte (2020)

Robert Demidziuk - tenor saxophone, guitar, bass, xylophone, synth, field recording, korg wavedrum, acoustic laptop, voice, drums

PLAŻA ZACHODNIA 2020

Za dźwięki w formie bliżej niezidentyfikowanych "Obiektów Rozmytych", pomieszczone we wciąż Wolnych Pokojach nieustannie wolnego Miasta Gdańsk, odpowiada jeden człowiek - Robert Demidziuk. Krótka, siedmioczęściowa opowieść zdaje się być dość precyzyjnie zaplanowana, raz za razem skutecznie zdobiona jednak zabiegami aranżacyjnymi, noszącymi znamiona improwizacji. 

"Obiekty" to morze syntetyki, posiadającej silny drive i strumienie akustyki, które chwilami płyną głównym nurtem, ale częściej chowają się w mgławicach post-syntetycznego ambientu, zdobiącego narracyjny background. To cienie electro, kreowane połamanymi strukturami rytmicznymi, które dobrze zderzają się z dźwiękami sfuzzowanego basu i post-metalowym drummingiem. Raz za razem pojawia się tu zmutowany dźwięk saksofonu, który kreśli pół drony, rysuje pętle i intersująco zdobi ów niekiedy plądrofoniczny drums'n'bass. 

W drugiej części nagrania co rusz natrafiamy na dubowe obłoki ciekawych dźwięków, które definitywnie dodają całości uroku. Bywa, że opowieść Roberta brzmi jak stary, dobry Bill Laswell, tu napotykający na gitarowe szaleństwa swojego wieloletniego kompana Bucketheada. Skojarzenie na pozór wydaje się dość karkołomne, gdyż de facto nie słyszymy w nagraniu ani charakterystycznego dołu basu, ani świergoczącej silnym prądem gitary, ale klimat nagrania ewidentnie ma wiele wspólnego z soundem nowojorskiego Downtown lat 90. ubiegłego stulecia i jego improwizującego post-electro-jazz-rocka. Nagranie wydaje się być punktem wyjścia do dalszych poszukiwań. Kierunek ciekawy - osobiście urozmaiciłbym wszakże arsenał dostępnych środków wyrazu. 

sobota, 24 października 2020

Piotr Mełech/Wojtek Kurek - Split Here (2019)

Piotr Mełech/Wojtek Kurek

Piotr Mełech - clarinet & bass clarinet
Wojtek Kurek - drums

Split Here

ANTENNA NON GRATA 2019/07





By Adam Baruch

This is an album by Polish Improvising Music duo comprising of clarinetist Piotr Mełech and drummer Wojciech Kurek. The album presents six improvised pieces, which are, as usual in such cases, uncredited.

Mełech is a prominent figure on the Polish Avant-Garde scene in the last decade and a prolific recording artist, associated mostly with the Multikulti label, but also releasing albums on other Polish niche labels, like the Antenna Non Grata, which released this album. Kurek, also a prolific recording artist, with about twenty albums under his belt, works as improvising musician but also composes for multimedia installations and theatre. It seems that this recording is the first cooperation between these two Artists.

As I have already stated often in my reviews of Mełech's other albums, I am a great fun of his clarinet shenanigans, and since the clarinet is one of my favorite instruments Mełech always has an open ear as far as I am concerned. He is obviously a completely unique clarinetist, who is able to take the instrument into uncharted territory time after time. He is able to play relative melodic music as well as totally Free improvisations with the same power of expression and obvious virtuosity.

I am not familiar with Kurek's other recordings, but his performances here expose his openness to dialogue and cooperation, which the duo demonstrates whenever they play together. Obviously highly skilled technically, Kurek proves to be a very supportive partner to Mełech's spacey explorations, and they are able to produce many magic moments together on this album.

Since Free/Improvised Music is a priori oriented towards very limited audiences, this album belongs to the same category. The magic that happened during the recording of this music has no guarantees to be embraced by many listeners, which sadly is almost an intrinsic characteristic of the Avant-Garde. Hopefully, since Melech has a solid following on the local scene, this music will resound in many homes, as it certainly deserves.

sobota, 26 września 2020

Degenerative 4. Spontaneous Music Festival 2020 !!!

W czasach wszechogarniającej zarazy organizacja kilkudniowego festiwalu, nawet w obszarze jakże niszowej muzyki swobodnie improwizowanej, graniczy z zaawansowanym stadium szaleństwa. Dragon Social Club i Trybuna Muzyki Spontanicznej nie złożyły jednak broni i - przy zachowaniu nadzwyczajnego reżimu sanitarnego - podjęły się przeprowadzenia kolejnej edycji Spontaneous Music Festiwal. Na scenie poznańskiego klubu Dragon, od 9 do 11 października, pojawią się muzycy z Barcelony, Londynu, Amsterdamu, Wrocławia, Warszawy, Zielonej Góry i Poznania! Zapraszamy serdecznie! 

Czwarta edycja międzynarodowego Festiwalu Muzyki Spontanicznej odbędzie się tym razem pod hasłem Degenerative, które odnosi się rzecz jasna do istoty części muzyki, jaka będzie zaprezentowana na scenie festiwalowej, ale także pokrętnie stara się oddać naszą bezradność wobec rzeczywistości czasów zarazy.

Główną postacią imprezy będzie wenezuelski saksofonista, improwizator i kompozytor - El Pricto. Muzyk od wielu lat rezydujący w Barcelonie, jest najważniejszą postacią tamtejszej, jakże interesującej, sceny muzyki kreatywnej - zarówno improwizowanej, jak i notyfikowanej muzyki współczesnej. Jest także szefem wydawnictwa płytowego Discordian Records.

El Pricto zaprezentuje na scenie Dragona dwa całkowicie autorskie projekty. Pierwszym z nich będzie improwizowana interpretacja muzyki klasycznej pod hasłem Degenerative Music. Artysta przekładał będzie klasyczne partytury, m.in. Fryderyka Chopina i Karola Szymanowskiego, na język improwizacji i dyrygował rozbudowaną personalnie Orkiestrą Festiwalową, którą utworzą muzycy zagraniczni i polscy zaproszeni na Festiwal. W innym przedsięwzięciu El Pricto zaprezentuje - specjalnie napisaną na potrzeby poznańskiego wydarzenia - kompozycję dla improwizującego kwintetu gitar elektrycznych, także złożonego z muzyków zagranicznych i polskich. Ponadto Wenezuelczyka usłyszymy w improwizujących składach - w trio Hung Mung i duecie General Ludd. Pojawi się także w jednym z utworzonych na potrzeby festiwalu składów "ad hoc", tradycyjnie konfigurowanych przez organizatorów z muzyków, którzy nigdy wcześniej nie grali za sobą.

Drugim niezwykle ważnym wydarzeniem festiwalu będzie urodzinowy koncert polskiego pianisty Witolda Oleszaka. Artysta, który latem skończył 50 lat, zaprosił na specjalny koncert dwóch wybitnych, legendarnych muzyków brytyjskich - Johna Edwardsa i Marka Sandersa

Poza wyżej wymienionymi muzykami, w trakcie trzech dni festiwalowych - w przeróżnych układach personalnych - wystąpią: brytyjski saksofonista Colin Webster, holenderski gitarzysta Jasper Stadhouders, kolejni goście z Barcelony - perkusista Vasco Trilla oraz gitarzysta Diego Caicedo oraz jak zwykle rozbudowana załoga polskich muzyków: gitarzyści Hubert Kostkiewicz, Michał Sember i Paweł Doskocz, saksofoniści Piotr Łyszkiewicz i Michał Giżycki, skrzypek Ostap Mańko, perkusiści - Wojtek Kurek i Michał Joniec oraz last, but not least - trębaczka Weronika Kulesza-Gryszczuk

czwartek, 7 listopada 2019

Jesienna edycja Spontaneous Live Series


Seria koncertowa, realizowana przez poznański Klub Dragon i Trybunę Muzyki Spontanicznej, wkracza w decydującą fazę. W jej części jesiennej bywalcy Dragona mieli okazję zobaczyć już koncerty Spinifex, Tatvamasi, Jorge Torrecillas Ensemble, a także kilka dni temu francuskiego perkusisty Petera Orinsa, który zagrał set solowy oraz duet z poznańskim saksofonistą i klarnecistą Michałem Giżyckim. Do końca serii pozostały jeszcze cztery wydarzenia, w tym jedno, które nie było anonsowane w momencie startu tej edycji.

12 listopada w Poznaniu zagra polsko-duńskie trio Witold Oleszak (fortepian), Tomo Jacobson (kontrabas) i Peter Ole Jørgensen (perkusja). Poznań będzie jednym z przystanków na krótkiej trasie koncertowej formacji, która rozpocznie się występem w Alchemii, w ramach 14. Krakowskiej Jesieni Jazzowej. Koncert tria w Poznaniu poprzedzi set solowy Jacobsona, który ma w dorobku niebywałą, dwunastoczęściową serię solowych nagrań, rejestrowaną w roku 2017 miesiąc po miesiącu i w takim cyklu wydawaną własnym sumptem, każda w nakładzie 25 sztuk. 

Nim trio Oleszak/Jacobson/Jørgensen zagra w Krakowie, potem w Bielsku Białej i wreszcie w Poznaniu, już 2 listopada w Kopenhadze wystąpi jako kwartet, albowiem z dwoma Polakami i Duńczykiem zagra saksofonistka Laura Taxvaerd. W jak doskonałej formie artystycznej są od dłuższego dwaj Polacy, przekonać się można słuchając nagrań zamieszczonych poniżej. 


Trzy dni po koncercie w/w tria, w piątek 15 listopada w Dragonie zagra Bomb. To w pełni już skandynawskie (nawet szwedzkie) trio, to Ola Paulson na saksofonie, Anders Lindsjö na gitarze basowej oraz Anders Uddeskog na perkusji. Ten pierwszy, to m.in. właściciel bardzo ciekawego labelu Konvoj Records. Muzycy Bomb tak udanie potrafią pisać o sobie, iż nie pozostaje nam nic innego, jak ich zacytować:

„Bomb to laboratorium - poligon doświadczalny dla dźwięków i postaw muzycznych, przestrzeń interakcji między różnymi perspektywami i doświadczeniami. Celem (jeśli istnieje) jest znalezienie nieoczekiwanych, być może niesprawdzonych do tej pory, sposobów i nowych podejść w kontekście muzyki improwizowanej (... bla, bla, bla). Jest to jednak przede wszystkim niekończący się eksperyment - dokładny wynik jest stałym przypuszczeniem”.

W subiektywnej opinii organizatorów, Bomb może być prawdziwym czarnym koniem jesiennej części Spontaneous Live Series. By posmakować, czego spodziewać się można po Szwedach, warto kliknąć w poniższy link.


Po kolejnych dwunastu dniach, w środę 27 listopada zagra w Dragonie nowa formacja z udziałem Matsa Gustafssona, The End. Znów w pełni skandynawska załoga, która zdaje się gwarantować dużo emocji i konstruktywnego noise’ free jazzu - Kjetil Møster (The Core) na saksofonie barytonowym, tenorowym i elektronice, gitarzysta barytonowy Anders Hana (MoHa!, Ultralyd, Noxagt), perkusista Børge Fjordheim (Cloroform) oraz wokalistka Sofia Jernberg. Sam Gustafsson zagra na saksofonie barytonowym i elektronice. 

Ich bezkompromisowy debiut wydany przez RareNoise "Svårmod Och Vemod Ęr Värdesinnen" (tytuł, którego przybliżone tłumaczenie ze szwedzkiego na angielski, można by określić jako „mroczną melancholię i smutek to zmysły, które należy docenić”), jest potężną dawką energii o sile młota kowalskiego.


Tegoroczny cykl Spontaneous Live Series zakończy koncert przedstawicieli młodej, polskiej sceny improwizowanej – gitarzysty Pawła Doskocza i perkusisty Wojtka Kurka. Muzycy dobrze już znani dragonowej publiczności, w tej stosunkowo nowej konfiguracji personalnej, są zdolni poważnie zaskoczyć. Na ich koncert zapraszamy w sobotę 4 grudnia.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Wojtek Kurek & Anna Jędrzejewska - Copy Of Pianodrum (2018)

Wojtek Kurek & Anna Jędrzejewska

Anna Jędrzejewska - piano
Wojtek Kurek - drums

Copy Of Pianodrum

PLAŻA ZACHODNIA 2018




By Andrzej Nowak

Oto i kolejna w naszym zestawie istotnie swobodna improwizacja, silnie zakorzeniona we free jazzie i czerpiąca pełnymi garściami z historii gatunku, acz przy tym ożywcza, świeża, niebanalna i doskonale przyswajalna nawet dla mniej obytych. Wojtek Kurek - zwinny, aktywny perkusista i perkusjonalista, stopa, która wybija rytm w świat, kocia przebiegłość. Obok pianistka Anna Jędrzejewska, która mieści się w każdym niemal idiomie współczesnej pianistyki. Wyczulona na niuanse minimalistyki, obyta na salonach pełnych kameralnych incydentów, ale także pełnokrwista, free jazzowa torpeda, której obawiać się mógłby nawet Alex von Schlippenbach, i to w kwiecie wieku. Pomiędzy zaś muzykami dobra komunikacja, wyczulenie na narracyjne drobiazgi i fura radości ze wspólnego grania.

Jeśli w pierwszym fragmencie szukamy korelacji między jazzem a kameralistyką, to w drugim płoniemy już prawdziwym ogniem free. W trzecim dokładamy duży stelaż preparacji, w których bogactwo Kurka kontrapunktowane jest skromnością Jędrzejewskiej. W czwartym muzycy realizują się w krótkich, nerwowych frazach, gonią za skrawkami szczęścia i często je odnajdują. Fajerwerki i kocie pląsy na płocie. Emocje w fazie silnego wzrostu, a z twarzy recenzenta nie znika uśmiech zadowolenia. W piątym muzycy ślą moc pozdrowień dla wspomnianego już wcześniej niemieckiego pianisty, ogień buzuje, werbel wrze, a klawiatura piana skacze pod sam sufit. 

Wreszcie rozbudowany, niemal epicki finał. Fortepianowe preparacje z samego dna pudła rezonansowego, echo po nieboskłon i cisza jako ważny element dramaturgiczny. Obok szmery i małe dźwięki perkusji, która aż boi się odezwać. Prawdziwe królestwo mikrobiologii dźwięków. Anna czyni honory gospodarza domu, Wojtek skromnie łyżeczkuje. Narracja nadyma się i wygasa, pulsuje i stawia stemple jakości w każdym zakamarku sceny. Na ostatniej prostej zmysły kipią, a dźwięki tańczą aż do nagłej śmierci całej płyty.

Tekst pierwotnie opublikowany na blogu Trybuna Muzyki Spontanicznej.


Zobacz też: