Adam Lemańczyk – fortepian, instr. klawiszowe Antoni Olszewski - kontrabas, git. basowa Mateusz Krawczyk - perkusja
gościnnie Marta Wajdzik - saksofon altowy w "Go Around"
Album: "Go Around" (2022)
Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. W końcu album „Go Around” był w moim TOP - 5 A.D.2023! Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to nieszczęsne półtora roku w Legii Cudzoziemskiej...
Wojciech Jachna - trąbka, flugehorn Marek Malinowski - gitara el. Jacek Cichocki - fortepian, Vermona piano, Moog, Crumar Paweł Urowski - kontrabas Mateusz Krawczyk - instr. perkusyjne
Album: "Earth Remixed"
Wydawnictwo: MellowYellow (2022)
Tekst: Piotr Banasiak
Aaaaaa witam! Witam serdecznie Panie Wojtku! No baaaardzo się cieszę.
Proszę spocząć. Pani Jadziu! Pani poda, o tam, dziękuję! A wie Pan? Ja Pana też. Bardzo. Od lat - Panie Wojtku kochany.
Cygaro może? Aha. No to może ziółko? Pani Jadzia zawinie! He he he, żaaaaaart Panie Wojtku, żaaaaaaart. My wiemy jak to jest z wami dżezmenami, he he... Zgoda, niech będzie herbatka. Jad... Pani Jadziu! Dla mnie jak zwykle.
Ok. Pośmialiśmy się, pożartowaliśmy, ale przejdźmy do adremu.
Wojciech Jachna - trąbka, skrzydłówka Marek Malinowski - gitara elektryczna Jacek Cichocki - fortepian, Vermona, Moog, Crumar Paweł Urowski - kontrabas Mateusz Krawczyk - perkusja, perkusjonalia
Earth (2022)
Wydawca: AUDIO CAVE 2022
Tekst: Piotr B.
Druga płyta flagowego w moim mniemaniu okrętu pośród potężnej armady projektów i dokonań Pana Jachny, zwanego w Polskim Radiu "Naszym Znakomitym Trębaczem". Album obrazujący niepokoje Artystów co do przyszłości naszej Matki Ziemi. Pora działać. Żeby nie marnować tuszu w klawiaturze i nieco oszczędzić nasze naturalne zasoby, w dalszej części pozwolę sobie nazywać Naszego Znakomitego Trębacza skrótowo: NZT.
A zatem analizujemy "Earth", którą dzieli dwa lata od poprzedniczki: "Elements". Od razu zaznaczam, ani mi się śni pisać, że "Earth" jest płytą lepszą czy też dojrzalszą od debiutu. Natomiast oświadczam - ta płyta jest INNA i w moim przekonaniu, choć niekoniecznie zgodnie z zamiarem NZT i Jego Kompanów - JAŚNIEJSZA. Rozwińmy to.
Postaci NZT nie ma potrzeby przybliżać, warto natomiast wspomnieć, że "liderowanie" NZT jest iście Davisowskie, Ja bym je raczej nazwał impresariatem. NZT daje pograć kolegom a przede wszystkim pokomponować. Krążą nawet plotki, że koledzy NZT aktywnie - o zgrozo! - partycypowali w trakcie miksowania materiału! Jaki mamy efekt? Różnorodną, wielobarwną, a zarazem niezwykle zbalansowaną i STYLOWĄ płytę pięciu lubiących się facetów. No to cóż? Herbata, ciacho, CD do kieszeni odtwarzacza i jedziemy.
"Antonietta" - małe arcydzieło Pana Malinowskiego, pięknie osadzone w klasycznej formie: temat - wariacje - temat, ale wzbogacone ciekawym zawieszeniem tempa, kiedy po zespołowym początku następuje zawieszenie akcji oraz impresyjne przebudzenie gitary. Następnie od 02min 30sek słuchamy, co Pan Malinowski chce nam opowiedzieć swoimi sześcioma strunami, najpierw tylko z rozkołysaną sekcją, później zdawkowo podkreślany przez Pana Cichockiego, na końcu w dialogu z NZT oraz zostawiając pole liderowi. Moje prywatne najpiękniejsze kilka minut polskiego grania tej wiosny! A wszystko bazujące na miłej dla ucha, finezyjnej, bardzo naturalnej progresji akordów. Aż korci, żeby się przyłączyć i "popikać" sobie na czymś ze Squadem. Jeśli ktoś z Szanownych Zaglądających ma ochotę, służę uprzejmie, spisane ze słuchu: Gmoll, Hmoll, Ddur, Fdur, Bdur, Adur... oczywiście, wszystkie akordy jakieś tam septymowe zmniejszone, zwiększone, powykręcane... no w końcu to jest dżez!
Po tak wspaniałym, rozmarzonym początku znienacka zostajemy poczęstowani smutna przypowieścią o ludzkiej głupocie i chciwości - "The Last White Rhino". Wyraźny rockowy puls, niepokojące dźwięki syntezatorów, pełna złości gitara i motoryczny, rozpychający się w miksie kontrabas autora tego utworu, Pana Urowskiego. Dwie ciekawostki. Modulowane (DCO/VCF?) brzmienie syntezatora powoduje, że irracjonalnie cofam się do nowofalowej końcówki lat 70tych by miło wspomnieć, co wyczyniał Dave Formula w Magazine. Zaś energiczne uderzenia Pana Urowskiego (z resztą nie tylko w tym utworze) powodują, iż zastanawiam się, czy kontrabasista nie miał rockowej "przeszłości". Albo czy za młodu nie chciał grać w Rage Against The Machine :)
Nadchodzi pora na improwizowaną opowieść zespołową. "The Forest" - na początku spokój i ład oraz trąbka NZT jak świergot ptactwa. Ale z wolna klimat zaczyna się zmieniać, pojawiają się dźwięki coraz bardziej niepokojące, pojawia się podskórny puls. To w lesie pojawiają się ludzie. Z siekierami. I to słychać. Dynamika narasta, perkusja i kontrabas tworzą już jednostajnie pracującą maszynę. Niczym w tartaku. Epilogiem tego dramatu jest łkanie gitary i krzyk trąbki - jak wrzask ptaków pozbawionych gniazd. Tak to słyszę. Bardzo sugestywne.
I ponownie zmiana nastroju. "Sigmunt Freud's Last Nightmare" zaczyna się faktycznie koszmarnie. Koszmarną, katarynkową barwą wyczarowaną przez Pana Cichockiego. Pamiętam podobny dźwięk bodajże w "Checkers" z poprzedniej płyty. Też mnie wtedy drażnił. W końcówce "Sigmunta" katarynkowy koszmar znów powraca. Na szczęście pomiędzy tymi momentami mamy kilka minut ciekawej, dynamicznej muzyki, znamiennej różnorodną rytmiką, zmianami dramaturgii, swobodnymi improwizacjami osadzonymi na groovie sekcji. Chwilami atmosfera utworu zaczyna mi się kojarzyć z "The Talking Drum" Crimsonów. Podsumowując - garnek miodu zaprawiony katarynkowym dziegciem.
Dla odpoczynku po Zygmuntowych Koszmarach NZT i koledzy serwują nam... wielkie rozczarowanie. Jestem rozczarowany faktem, że zwiewny, eteryczny, choć pięknie perkusyjnie unerwiony "Earth" jest tak krótki. Na początku było mi bardzo przykro, że NZT "zmarnował" szansę na pełnokrwisty drum'n'basowy improambient. Później dodatkowo dowiedziałem się, że na koncertach Squad gra "Earth" w długiej, jak mi doniesiono "pełnej" wersji! I teraz jestem na NZT po prostu zły! Jak wiadomo, flagowy okręt w Jachnowej armadzie nie często wypływa na koncertowe wody. U nas w Pomiechówku nie byli już ho, ho...w zasadzie nigdy u nas nie byli. Czyli "Earth" w pełnej krasie mogę sobie tylko wyobrazić...
I cóż dalej? Dalej mamy muzykę do czarno białego filmu ze szkoły polskiej. Intymnego dramatu psychologicznego opisującego atrofię uczuć, rozpad związku i pełnego niedopowiedzeń. Trąbka NZT, szerokoskalowe pasaże fortepianu i swingujace miotełki Pana Krawczyka zabierają nas w lata 60te. Na ekranie Ona wsiada do autobusu Jelcz "ogórek", a On w czarnych rogowych okularach paląc papierosa patrzy za nią, stopniowo zakrywany przez napisy końcowe... O tym, że piękny Jachnowy "All Around" powstał w trzeciej dekadzie XXIw. przypomina jednak orzeźwiająca Malinowska gitara.
Fantastycznym, zwieńczeniem albumu jest kojący "Steps To The West" Pana Cichockiego. Kolejny niespieszny, hipnotyzujący, zadymiono-knajpiany obrazek gdzieś hen, z Amerykańskiego Południa. Bagienno-bluesowa gitara, swobodna, nieco magiczna trąbka, fortepian jak krople porannego deszczu wiszące na pajęczynie. Wszystko nieco rozmazane, odrealnione. A na początku utworu świetna, wyrachowana pułapka zastawiona na słuchacza: Najpierw 4 takty rozbiegu, później 4 takty gitary monologujacej jak zaspany kowboj... i nagle wszystko zwalnia, a trąbka i gitara grają uwodzicielskie melodie.... ale nie przez kolejne 4, tylko przez 3 takty. Trąbka pięknie wybrzmiewa, a w tle wszystko wraca do pierwotnego rytmu. Ta delikatna operacja na chwilkę dezorientuje słuchacza, przyzwyczajonego do równych podziałów, Proste, wytrawne zagranie profesjonalistów - a jaki wspaniały efekt, jak w pijackim tańcu. Na końcu utwór rozrzedza się, rozpływa.. jak myśli ukojone burbonem...
Płyta ma piękne, selektywne brzmienie. Tak jak napisałem, moim zdaniem "jaśniejsze" niż poprzedniczka. Na tę "jaśniejszą" aurę wpływa też większy odsetek akordów durowych ( choćby "Steps To The West" ) oraz nieobecność utworów wybitnie szorstko-niepokojących, takich jak "Porcupine" na debiucie. Występują pewne podobieństwa w konstrukcji utworów np. "Antonietta" versus "Elements" i absolutnie mi to nie przeszkadza. Trochę elektroniki, ale z umiarem. Mnóstwo wysublimowanych, wysmakowanych motywów, zagrywek i melodii. Wspaniały, wciągający, naturalny puls "Antonietty" oraz utworów zamykających album. Krótko - piękna, stylowa, wytrawna, wyrafinowana muzyka. Drogi Słuchaczu - istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że po wybrzmieniu ostatnich dźwięków "Steps To The West" zapragniesz od razu ponownie wcisnąć "PLAY ALL". Zaś sobie życzę, żebym jednak w końcu miał okazję usłyszeć "Earth" na żywo!
Wojciech Jachna - trąbka, flugelhorn Marek Malinowski - gitara Jacek Cichocki - pianino, elektryczne pianino, syntezator Moog, fx Paweł Urowski - kontrabas Mateusz Krawczyk - perkusja, perkusjonalia
30 lipca w bydgoskim MCK odbył się koncert grupy Wojciech Jachna Squad, promujący album "Elements", przygotowany w ramach dotacji udzielonej przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w "Programie stypendialnym na upowszechnianie kultury przez osoby fizyczne - Kultura w sieci". Koncert został nagrany i zrealizowany przez bydgoskie Miejskie Centrum Kultury, a następnie udostępniony za pośrednictwem YouTube poprzez strony oraz platformy zajmujące się kulturą. Działanie to ma na celu pokazać zespół w warunkach koncertowych, których zabrakło na skutek wiosennej pandemii Covid-19 i braku możliwości kontaktu ze słuchaczem.
Płyta "Elements" stanowi pomost pomiędzy kreatywnie wykorzystaną elektronikę i otwartymi formami muzycznymi, a bardziej tradycyjnym, jazzowym podejściem do kompozycji i improwizacji. Wielką wartością albumu Wojciecha Jachny są czytelne i atrakcyjne melodie, które powodują, że nawet te bardziej eksperymentalne fragmenty pozostają nadal przystępne dla słuchacza. Bogactwo pomysłów sprawia, że nie sposób przy tej muzyce się nudzić.
This is the debut album by the
Polish Jazz ensemble Wojciech Jachna Squad led by trumpeter/composer Wojciech
Jachna and including also guitarist Marek Malinowski, keyboardist Jacek
Cichocki, bassist Paweł Urowski and drummer Mateusz Krawczyk. Four of these
musicians (except for Malinowski) recorded already an album together five years
earlier, called "The Right Moment". The album presents seven original
compositions, three composed by Jachna, two co-composed by all five members of
the ensemble and one each by Cichocki and Malinowski.
During the last decade (2010s)
Jachna emerged as one of the leading representatives of the young (but rapidly maturing)
Polish Jazz musicians, leading and taking part in many projects, which cover a diverse
stylistic range between modern mainstream to advantageous avant-garde, managing
to sound equally convincing regardless of the circumstances. The fact that his
name appears on about thirty albums released during that period is no less than
astonishing.
This album seems to fall
somewhere in the middle of the range, based on strictly composed and melodic themes
on one hand, but being widely open to momentary free improvisation excursions. The
addition of the guitar added new colors and influences like Blues and even Fusion,
albeit subtle enough to be distinguishable primarily by a trained ear. The
overall sound of the ensemble is brighter and spacier than on the a.m. album
and noticeably more electric, with the addition of synthesizer and electric
guitar sounds.
Jachna's trumpet parts, superb
as always, seem to gradually gong more and more mellow and lyrical, loosing the
rough edge that characterized his early days, which for me works all for the
best. He is an absolute Master of minimalist expression and manages to create a
remarkable amount of tension within relative brief solo parts.
But the rest of the ensemble
players all perform beautifully as well, emerging as ideal partners to the
leader and contributing impressive soloing and collective performances and
excellent rhythm section backbone support, which is inventive and contributes essentially
to the entire musical fabric. It is truly satisfying to see Jachna and his
partners evolving and exploring, continuously producing wonderful albums on the
way. Overall this is a most
impressive and deeply moving album, another great achievement for Jachna and
his colleagues and a superb addition to his extensive recorded legacy. For all
lovers of Polish/European Jazz this is an absolute must!
Wojciech Jachna - trumpet, flugelhorn, shaker Marek Malinowski - guitar Jacek Cichocki - piano, electric piano, moog, effects Paweł Urowski - double bass Mateusz Krawczyk - drums, percussion
Wojciech Jachna, jeden z najbardziej zapracowanych trębaczy polskiej sceny, powołał do życia kolejny projekt - Wojciech Jachna Squad, który jutro zadebiutuje płytą "Elements". Skąd pomysł na kolejny zespół? W nowym projekcie jest tak, że to ja jestem odpowiedzialny za jego aktywność i podejmuję wszelkie kluczowe decyzje. Jestem również kompozytorem, co nie znaczy, że nie korzystam z talentów moich kolegów - bo te są ogromne - informuje Wojciech Jachna.
Nowy skład jest kontynuacją kwartetu Jachna / Cichocki / Urowski / Krawczyk, który w 2015 roku wydał płytę "The Right Moment". Grono muzyków uzupełnił gitarzysta Marek Malinowski. Konfiguracja personalna z "Elements" zachwyca zgraniem, pomysłowością i oryginalnymi rozwiązaniami. Na płycie wbrew pozorom nie dominuje jednak trąbka. Muzycy z tego składu to świetni improwizatorzy i kompozytorzy. Skwapliwie skorzystałem z ich utworów, które moim zdaniem są wyjątkowe - sam bym takich nie napisał. Cały materiał, jaki mieliśmy, został jednak poddany rygorystycznej selekcji - album „Elements”, pomimo wyraźnego zróżnicowania, miał być płytą spójną - dodaje trębacz.
Wielość w jedności jest w przypadku tej płyty kluczowa. "Elements" wyrasta z jazzu, ale klasycznie jazzowe tematy w wielu miejscach - zwłaszcza dzięki pomysłowo wykorzystanej elektronice oraz dynamicznym partiom gitary - pączkują wyraźnie w kierunku innych stylistyk. Wyrazem dużej dojrzałości jest również zachowanie złotych proporcji pomiędzy twardym reżimem skomponowanych i zamkniętych form a improwizacją. Tytuł w luźny, ale jednocześnie trafny sposób oddaje charakter wydawnictwa. Nasza muzyka składa się z bardzo wielu różnorodnych elementów. Powstały swego rodzaju puzzle muzyczne, które jednak są dowodem na krystalizację własnego stylu. To dla mnie najważniejsze, choć mam świadomość, że jest to proces, który nie skończy się na jednej płycie - podsumowuje Jachna.
This is the debut album by a Polish Jazz quartet comprising of trumpeter Wojciech Jachna, pianist Jacek Cichocki, bassist Paweł Urowski and drummer Mateusz Krawczyk. The quartet performs nine original compositions: three by Cichocki, two each by Urowski and Jachna and another two co-composed by all four members of the quartet. Saxophonist Wojciech Piórkowski guests on one track.
The music is a typical
contemporary modern Polish Jazz, somewhat more "conventional" than
what one might expect from such names as Jachna and Urowski, but nevertheless
excellent. This musical environment serves as a perfect opportunity to hear
Jachna play more melodically than on most of his recordings, showing one more
of his excellent qualities as a trumpeter.
The atmosphere of this
recording and the music bring a fond memory of the modern Polish Jazz period of
the 1960s, especially the revolutionary Krzysztof Komeda and Tomasz Stańko
recordings. All the tunes herein have the same melancholic touch of Polish
lyricism, which was so archetypal of that period, and which makes them sound
quite "retro". It is difficult to say if this effect was intentional,
but regardless of the actual intentions, the "spiritual" similarity
is very apparent.
The performances are, as
expected, excellent from start to finish and although Jachna's trumpet is the
most evocative instrument, all four members of the quartet are superb
instrumentalist and the quartet plays together like a dream, even when the
music gets to be complex and demanding. Cichocki, whom I have not heard
earlier, is especially impressive as a newcomer and I certainly hope to hear a
lot more of him in the future.
Overall this is a superb album,
which definitely stands among the best achievements of the current year, even
if it is not especially innovative or groundbreaking. Such music continues a
tradition that is worth preserving invigorates it and refreshes it with new creative
powers. These still relatively young musicians are already the main creative
power of the Polish Jazz scene, and the next generations are already puffing on
their necks. These are good times for Polish Jazz and it's great to be alive while
they last!