Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chyła Tomasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chyła Tomasz. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 stycznia 2024

Tomasz Chyła Quintet - „Music We Like to Dance To”

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła – skrzypce
Emil Miszk – trąbka
Krzysztof Hadrych – gitara
Konrad Żołnierek – kontrabas, gitara basowa
Sławek Koryzno – perkusja

„Music We Like to Dance” (2023)

Wydawnictwo: Alpaka Records

Autor: Jędrek Janicki

Możecie się ze mną zgadzać lub nie (nawet nasz Naczelny pozwala nam na odważne sądy – Polish Jazz, wolne media ha!), lecz w Polsce zawsze brakowało grania jazz-rockowego. Niby pojawiały się jakieś delikatniutkie kapelki z nurtu fusion, które opierały się na wirtuozersko-wymuskanych rifficzkach (bo przecież nie solidnych riffach!) wygrywanych na tle monotonnej jak piłkarska Serie B pracy sekcji rytmicznej. Chlubnym wyjątkiem zawsze był zespół Niechęć, który, jak chłopaki sami twierdzą, jest raczej kapelą rockową z jazzowym instrumentarium. Samą Niechęcią człowiek jednak nie żyje, a oczekiwanie na ich kolejny album umiliło mi nowe nagranie kwintetu skrzypka Tomasza Chyły. „Umiliło”, co ja w ogóle bredzę, ci panowie po prostu rozerwali mi łeb!

I choć już poprzednia studyjna płyta kwintetu, zatytułowana przesadnie górnolotnie da Vinci (to ten włoski aktor??), zwiastowała nadejście ery rockowej, to jednak cała ta kumulowana energia z niezwykłą wręcz mocą wystrzeliła ku górze dopiero na Music We Like To Dance To. I choć wiem, że na płycie tej grają mistrzowie swoich instrumentów co się zowie (trębacz Emil Miszk, kontrabasista i basista Konrad Żołnierek oraz perkusista Sławek Koryzno), to dla mnie jednak album ten jest porywającym show dwóch innych wymiataczy – gitarzysty Krzysztofa Hadrycha i lidera całego zamieszania, czyli skrzypka Tomasza Chyły. Ten pierwszy balansuje na krawędzi rocka progresywnego spod znaku Roberta Frippa – gitarzysty rockowego, który być może jako pierwszy porzucił w tego typu graniu bluesa i uciekł w stronę jazzu i awangardy, nie stroniąc przy tym od naprawdę ciężkich brzmień. Hadrych absolutnie nie jest jednak w nawiązywaniu do tradycji odtwórczy! Wszak dodaje on do solówek bardzo wiele przesteru, sporo nieczystości, brzmień znanych bardziej czasami być może z estetyki noise, a wyjątkowa ognistość jego gry sprawia, że ta mieszanka to istny ładunek wybuchowy. O zaszczytne miano „sergioleonowskiego Johna Mallory’ego” z Hadrychem zaciekle walczy jednak sam Chyła. Ten bohater z kolei przypomina o starym dobrym Mahavishnu Orchestra – swoją grą nierzadko nadaje dynamikę i napędza poszczególne struktury. Jego rola jest jednak chyba nieco inna niż Hadrycha. Tak naprawdę ci muzycy wcale ze sobą nie walczą, a raczej założyli specyficzną spółkę – pozostając w klimacie mistrza Leone, dogadują się niczym Clint Eastwood i Eli Wallach z początkowej części filmu Dobry, zły i brzydki. Chyła dzieło zniszczenia rozpoczyna, podkłada dynamit, podpuszcza swojego młodszego kumpla. Tego, jak się pewnie domyślacie, zbyt długo namawiać nie trzeba. Ich muzyczny plan rozwałki jest jednak precyzyjnie przemyślany. Co więcej, wydaje się, że w pewnym sensie kontrolują oni nawet przypadkowość, a na pewno starannie wyznaczają ramy tego, w którym momencie może się ona pojawić.

Music We Like To Dance To zdecydowanie zapełnia pewną lukę w polskiej przestrzeni muzycznej. Jest niczym powiew ognistego, lecz krystalicznie świeżego wiatru. Kwintet Chyły staje się coraz lepiej funkcjonującym bandem, którego brzmienie po prostu porywa. Dołóżcie do tego naprawdę niezłe kompozycje i oto mamy prawdziwego, by posłużyć się językiem hiphopowego podziemia, bangera!

piątek, 17 lutego 2023

Carillon Electric Orchestra - Matter Of Reverberations (2021)

Carillon Electric Orchestra

Monika Kaźmierczak – carillon (karylion)
Emil Miszk - trąbka
Tomasz Chyła - skrzypce
Mikołaj Basiukiewicz - syntezator analogowy
Sławek Koryzno - perkusja, syntezator modularny

Matter Of Reverberations (2021)

Wydawnictwo: Alpaka

Autor recenzji: Piotr B.

Na początku przeprosiny - ten album wybłagałem u Szefa jeszcze latem zeszłego roku. Niestety - ku mojemu zaskoczeniu - w słoneczne dni i upalne noce nijak nie potrafiłem się z nim zestroić. Okazało się, że te dźwięki smakują najlepiej i przemawiają do mnie w takim czasie, w jakim zostały nagrane. Jest to Muzyka Spadających Liści. A dlaczego molestowałem Naczelnego o możliwość zrecenzowania tego albumu? Tutaj po raz drugi muszę przeprosić, konkretnie Pana Miszka i Jego kolegów - tym razem to nie o Panów głównie chodziło. Chodziło mi głównie o karylion i Panią Kaźmierczak.

Istnieją takie instrumenty, których dźwięk, jakże charakterystyczny ze względu na swoje składowe harmoniczne, powoduje natychmiastową miłość lub nienawiść do siebie. I tak jak w niebie prawdopodobnie zagrają nam harfy, a już na pewno wibrafony, tak w piekle z pewnością będą mnie torturować akordeonem. Jedni skrzypce czy mandolinę uwielbiają, inni ledwie tolerują. Tak samo jest z dzwonami. Nie pozostawią one słuchacza obojętnym.

Karylion - zestaw kilkudziesięciu dzwonów, wielki kilku - kilkudziesięciotonowy spiżowy monster, którego "klawiaturę" obsługuje się pięściami. Potrafi bardzo wiele. Raz zagra dźwiękiem potężnym, nieuchronnym i nieodwołalnym jak sąd ostateczny. Innym razem zadzwonmi trelem niczym skowronek gdzieś hen przestworzach. W jakimkolwiek otoczeniu dźwiękowym go usłyszymy, karylion z miejsca nada muzyce monumentalnego a zarazem pastoralnego charakteru. Instrument o 500-letniej historii, lokowany na wieżach kościelnych i ratuszowych. W Europie Zachodniej dość powszechny i trwały element miejskiego życia, dla przykładu w Holandii populacja karyliona to ok. 200 osobników. W Polsce gatunek rzadki i zdecydowanie endemiczny - wszystkiego raptem 5 okazów, z tego 4 sprawne, w tym 3 karyliony koncertowe w Gdańsku. Oswajanie krajowych karylionów to zdecydowanie domena pań, a gdańskim matecznikiem karylionowym zarządza od lat Pani Monika Kaźmierczak.

Poczynania Pani Moniki możemy obserwować tutaj. Jest to artystka nader interesująca, żądna przygód i nie bojąca się wyzwań. Jej koncerty obejmują szerokie spektrum: od baroku do muzyki współczesnej, od Bacha do Zygmunta Krauze i ACpiorunDC. Jeśli trzeba, to jedynym w Polsce karylionem mobilnym (kilkutonowe maleństwo z 48 dzwonami zainstalowane na przyczepie samochodowej) rusza w plener na wspólne koncerty z DJami techno, a nawet takie audiokstrema, które mój afekt do twórczości Pani Moniki wystawiły na najcięższą próbę . Osobnym i bardzo ciekawym rozdziałem jest współpraca karylionistki z członkami grupy Tubicinatores Gedanenses, przybliżająca słuchaczom tradycyjną muzykę miejską, chorały grane przy różnych uroczystościach, a także nowe kompozycje na karylion i trąbki historyczne. Całą gamę aktywności i kolaboracji Pani Moniki dokumentują bardzo interesujące płyty, które można znaleźć w wydawnictwach Anaklasis, Ars Sonora, albo hurtem - w witrynie Sklepu Muzeum Gdańska. Co ważne - członkiem Tubicinatores Gedanenses jest m.in. Wulkan Pomysłów Gdańskiej Sceny Impro: wszędobylski Pan Emil Miszk. Wydaje mi się, że to właśnie Pan Emil wpadł na pomysł: "ożeńmy karylion z jazzmanami!".
 
Przepis był taki. Bierzemy pięć fragmentów karylionowego cyklu „Ludus Modalis” pióra Belga Geerta D’Hollandera oraz jeden utwór litewskiej kompozytorki Lorety Narvilaitė. Pani Monika zagra je zgodnie z partyturą. To będzie nasz punkt wyjścia. Bierzemy wdzięczne akustyki: trąbkę, skrzypce. Bierzemy perkusję. A co z "dołem"? Karylion to potęga w niskich częstotliwościach, zdominuje nam kontrabas. To może organy? Oliwskich nie pożyczą, nawet Panu Miszkowi, odpada. To weźmiemy syntezator z tłustym analogowym brzmieniem, coś w deseń mooga. Panowie - strzał w dziesiątkę!
Dźwięki karylionu nie zostały obudowane, czy też oblepione tkanką pozostałych instrumentów. Karylion, nie tracąc swego unikalnego charakteru, znakomicie wtopił się w skład, wchodząc w dialogi, unisona i inne relacje z pozostałymi, równoprawnymi instrumentami, co dało wspaniały i bardzo uniwersalny pejzaż dźwiękowy. Podkreślam: UNIWERSALNY.
 
Album spokojnie mógłbym polecić na każdym forum zwolenników muzyki progresywnej. Oczywiście co bardziej zaczadzeni fanatycy zwiewnoszatnych symfonzimów w pierwszym odruchu zawyli by sakramentalne "Carillion bez Fisha to już nie to samo", ale sądzę, że już przy otwierającym płytę "Spring Morning" zbierali by szczęki z podłogi. Karylion zapodaje żwawy temat w ciekawym metrum, za chwilę dochodzą pozostałe instrumenty i słuchamy rzeczy, za które Genesis czy Curved Air daliby się pokroić, a Robert Fripp przybiłby piątkę! Werwa, dynamika, polot, niespodziewane i dające oddech wdzięczne interludium skrzypcowe. A chwilę przedtem świetne, swobodne, jakby od niechcenia solo Miszkowej trąbki. Równie prześwietnie Pan Miszk zasoluje w "Sorrowing". Jest też miejsce na jakże miłą symforockowym uszom syntezatorową emersoniadę. Ani sekundy nudy.

Większość utworów na tym albumie jest równie wielowątkowa. Choćby "Reflections", w którym rozgrywa się jakiś dramat. Na początku karylion, skrzypce i trąbka równocześnie snują swoje kantyleny, ich linie splatają się, tworząc aurę jesiennej zadumy... Nagle to wszystko burzy kanonada perkusji i napastliwa moogowa tyrada, rozgrywa się gwałtowna walka dźwiękowa syntezatora z trąbką i skrzypcami krzyczącymi jak wystraszone ptactwo... po chwili jest po wszystkim. Bitewny kurz opada, a na placu boju pozostaje zwycięski moog niezdarnie i nerwowo dialogujacy z karylionem...

Tak się składa, że poza "Spring Morning" pozostałe kompozycje tworzą zdecydowanie molowy, oniryczny, jesienny nastrój. W "Reflections" wręcz elegijno - epitafijny. Moja propozycja dla Artystów: odpalcie karyliona mobilnego i pojedźcie z tym materiałem na coroczny festiwal do Bolkowa. Fani gotyku nareszcie posłuchaliby naprawdę wartościowej muzyki.

Bardzo ciekawie wpada kompozycja "Layers". Utwór ten byłby prawdziwą ozdobą dorobku Depeche Mode z najlepszych lat '86 - '87. To wrażenie potęguje okoliczność, że zamiast perkusji puls utrzymują tu dźwięki rodem z przepastnej biblioteki sampli Alana Wildera. Jestem zaskoczony. Nie podejrzewałem starych jazzowych wyjadaczy o takie inspiracje, na dodatek - na moje oko - Pani Moniki na pewno jeszcze wtedy na świecie nie było. Ale - u Depeszów nigdy nie usłyszałem tak pięknie grających skrzypiec i trąbki, no i gdzie tam Depeszowemu dzwoniącemu złomowisku z Emulatora do soundu karyliona!

Nie zapominajmy jednak, że karylion jest instrumentem nierozerwalnie związanym z organizmem miasta, wtopionym w jego krajobraz dźwiękowy. Wtopionym tak dalece, że codzienny, systematyczny głos karylionowych dzwonów może stać się np. dla Gdańszczanina niewyróżnialnym już fragmentem miejskiego zgiełku, składnikiem semantycznego szumu. I odwrotnie - gdzieś tam wysoko na wieży słyszymy szum wiatru, krzyki ptaków oraz dobiegające z dołu odgłosy wielkiego ludzkiego mrowiska, które po jakimś czasie stają się oczywistym elementem spektaklu dźwiękowego, jaki za sprawą karylionu w tej wieży się odgrywa. O tym opowiada utwór "Matter Of Reverberations" i ten aspekt jest "drugim dnem" zamykającego płytę "Bell Speaks Into Silence". Wystarczy posłuchać ich odpowiednio głośno. O tak. Pogłos ma znaczenie...
 
Zderzenie czy też zespolenie wiekowego instrumentu pastoralnego, wdzięcznych solowych instrumentów akustycznych oraz najnowszego katalogu elektroniki dało w moim przekonaniu fantastyczny efekt. To samo mogę powiedzieć o "przyprawieniu" form zakomponowanych elementami improwizowanymi. Powstał album, którego konteksty historyczne, kulturowe i bogactwo muzyczne można niespiesznie odkrywać, a niuanse smakować. Będę kibicował dalszej współpracy Pani Kaźmierczak z gdańskimi improwizatorami. Mam nawet kolejną propozycje dla Artystów. Jak wiadomo, już barok improwizacją stał. Pamiętając o tym, może następnym razem Panowie stworzycie formę, a Pani Monika zaszaleje we free solówkach? Ja chętnie bym posłuchał!

sobota, 3 kwietnia 2021

Tomasz Chyła Quintet - da Vinci (2021)

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin, voice
Emil Miszk - trumpet, percussion
Krzysztof Hadrych - guitar
Konrad Żołnierek - double bass
Sławomir Koryzno - drums, modular synth
with Vocal Ensemble Art'n'Voices

da Vinci


ALPAKA 014

By Krzysztof Komorek

Tomasz Chyła, trzy lata po znakomitym poprzednim studyjnym albumie swojego kwintetu, prezentuje nowy materiał, podobnie do poprzednich projektów, zaskakując wieloma złożonymi aspektami najnowszej produkcji. Pierwszą niespodzianką są personalia. Ze starego składu zespołu pozostał tylko perkusista  Sławek Koryzno. W prezentowanych tu nagraniach skrzypkowi towarzyszyli: kontrabasista Konrad Żołnierek, znany już z poprzedniego cyfrowego wydawnictwa z rejestracją występu w Studiu Koncertowym Trójki, trębacz Emil Miszk, muzyk o ugruntowanej renomie zarówno sidemana jak i lidera, którego śmiało można zaliczyć do czołówki krajowej sceny jazzowej, oraz debiutant Krzysztof Hadrych, gitarzysta, student Tomasza Chyły. 

Sięgnąwszy wstecz w historię artystycznych działań lidera kwintetu, można skonstatować, że z nowym składem powracają znane już z początków kariery skrzypka personalne konfiguracje. Na płycie wystąpił również zespół wokalny Art'n'Voices, którego członkiem jest na co dzień Chyła. Warto przy tym wspomnieć, że  prowadzi on jako dyrygent również dwa inne chóry, których udział w projekcie "da Vinci" był planowany, jednak powstrzymany został przez pandemiczne ograniczenia. 

Poprzednie studyjne nagrania skrzypka ("Circlesongs") koncentrowały się na formie. Tym razem tytuł płyty sugeruje, że koncepcja artystyczna zasadza się na inspiracji postacią Leonarda da Vinci. Nawet materiały prasowe kierują uwagę odbiorcy ku zbieżności istnienia niezliczonych talentów da Vinciego z artystyczną wszechstronnością lidera kwintetu. Sam Tomasz Chyła w wywiadach nie ucieka od takich interpretacji, deklaruje jednak, że album bardziej odnosi się do zainteresowania całym okresem renesansu. 

Słynny artysta jest tu więc przywołany jako postać symboliczna, co do istotności której dla epoki odrodzenia, ale i dla historii ludzkości, wątpliwości mieć trudno. Przed słuchaczem (i jednocześnie recenzentem) koncepcyjność płyty otwiera liczne możliwości snucia analogii i odniesień. Trzeba oczywiście uważać, by w tych enuncjacjach nie popaść w pułapkę przesady. Jednak można śmiało stwierdzić, że zarówno założenia albumu, jak i gotowe już kompozycje (w formie w jakiej znalazły się na płycie) tego typu rozważaniom sprzyjają.   

Tytuły utworów odnoszą się raczej do renesansowych obszarów zainteresowań i działań mistrza Leonarda i jemu podobnych. Nie ma w nich bezpośrednich nawiązań - poza jednym wyjątkiem - do konkretnych prac. Ów wyjątek to druga na płycie "Macchina Volante". Ostre, przeszywające, gitarowe brzmienie, kapitalnie korespondujące z ponadczasowością wynalazków Leonarda. Szaleńcza, rockowa gitara na pierwszym planie wyrywa się ku przestworzom na kształt tytułowej maszyny latającej, pędząc naprzód niczym współczesna jej emanacja obleczona w postać super samochodu Pagani Huayra BC. 

Z renesansową wszechstronnością zderzać się będziemy na "da Vincim" w różnych przejawach. Muzyka raz wprowadza nas w nastrój podniosłości, by za chwilę uderzyć energetyczną pasją. Przebijają z kolejnych nagrań echa dzieł o tematyce religijnej,  zaangażowania w nauki matematyczne (kapitalne "Strong Algorithms" z wykorzystaniem syntezatorów modularnych, które dla mnie w pełni oddają skomplikowaną, acz uporządkowaną naturę matematyki), odkryć geograficznych (kompozycja "Amerigo" poświęcona odkrywcy Amerigo Vespucciemu - fantastyczne zobrazowanie wyprawy w nieznane, oczekiwań, trudów, nadziei, napotkanego piękna, ale i towarzyszących temu przeciwieństw). 

Takie alegorie nasuwają się  przy słuchaniu tego albumu dość często. To muzyka zrodzona z bogatej wyobraźni i otwierająca szerokie możliwości przed imaginacją słuchacza. "da Vinci" jest układanką skomplikowaną, ale za to złożoną i funkcjonującą z niezwykłą precyzją. Wszystkie elementy - a myślę tu zarówno o samym dziele, jak i każdym z wykonawców - są tu perfekcyjnie dopasowane i potrzebne. Płyta - co oczywiste - wymaga skupienia podczas słuchania - bez tego nie ma szans, by odkryć i docenić niuanse poszczególnych opowieści. Ale za skupienie odpłaci się bogactwem wrażeń i satysfakcji, nawet bez przypisywania nagraniom jakiejkolwiek domniemanej symboliki.  

środa, 10 marca 2021

Tomasz Chyła Quintet - da Vinci - premiera nowej płyty w Alpaka Records

Tomasz Chyła - skrzypce, głos
Emil Miszk - trąbka, perkusjonalia
Krzysztof Hadrych - gitara
Konrad Żołnierek - kontrabas
Sławek Koryzno - perkusja, syntezator modularny
Vocal Ensemble Art'n'Voices

"da Vinci" to kolejne wcielenie skrzypka i kompozytora Tomasza Chyły, jednego z najciekawszych objawień polskiej sceny jazzowej ostatnich lat. Tak jak tytuł trzeciego studyjnego albumu jego kwintetu odnosi się do renesansowego malarza, architekta, matematyka, geologa i… muzyka, tak i w środku mamy do czynienia z połączeniem różnych technik wykonawczych, kompozytorskich i estetyk.

Materiał z albumu "da Vinci" stanowi zwartą, skomponowaną formę, co świadczy o nieustannym rozwoju artystycznym kwintetu. Bodźcem do powstania płyty była osoba Leonarda da Vinci - geniusza i legendy, jego fascynacja człowiekiem, światem, ale też nieokiełznana i nieposkromiona ciekawość, poparta nieustannym dążeniem do doskonałości. Jako erudyta i osoba niezliczonych talentów stanowi więc z jednej strony inspirację, z drugiej - wyzwanie. Bazując na tych przesłankach, nowy album opiera się właśnie na jego osobie, jako głównej i tytułowej inspiracji. Na jednym ze spotkań prasowych Piotr Metz porównał działalność artystyczną Tomasza Chyły do wszechstronności Leonadra da Vinci, stąd właśnie tytuł i pomysł na kolejną płytę.

Na albumie znajduje się szereg różnorodnych muzycznych koncepcji, przybliżających impresje tego, w jaki sposób działać może wszechstronny umysł. Muzyka na "da Vinci" stanowi połączenie, jazzu, rocka, tzw. contemporary music, a nawet muzyki chóralnej. Do udziału w projekcie zaproszono także zespół wokalny Art'n'Voices, którego członkiem jest Tomasz Chyła. Po "Eternal Entropy" i "Circlesongs" formacja debiutuje w nowym składzie - poza liderem i silną sekcją rytmiczną (Sławek Koryzno i Konrad Żołnierek) nowością jest laureat nagrody Fryderyka, trębacz Emil Miszk i intrygująco rozwijający się gitarzysta Krzysztof Hadrych

Singiel promujący płytę, "The Ritual", w którym niespodziewanie pojawia się żeński skład zespołu Art’n’Voices, to utwór mistyczny, oparty o miarowe uderzenia w gong, którego kulminacja prezentuje klimat niemalże jak z "Dziadów" Mickiewicza. Kwintet czujnie bada tutaj granice muzyki współczesnej oraz minimalizmu, momentami wchodząc w mocny riff oddający ducha tej kompozycji. Można tu doszukiwać się pewnego rodzaju symbolizmu, polegającego na nieustannym przekraczaniu granic pomiędzy sacrum a profanum. W kompozycji ukazane zostały rytuały przejścia, które wiążą się z decydującymi momentami życia. Rytuały, które momentami stawiają artystę jako postać najwyższą, który poprzez sztukę decyduje o stanach emocji jej odbiorców. "The Ritual" brzmi raz orkiestralnie, raz bardzo oszczędnie, eksponuje melodie i ciekawe motywy albo zagłębia się w sonoryzm. Muzycy są otwarci na poszukiwania, co owocuje strukturą ukazującą nową perspektywę Chyły i jego zespołu.

czwartek, 4 czerwca 2020

Tomasz Chyła Quintet - Live At Polish Radio 3 (2019)

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - saxophone
Szymon Burnos - piano
Konrad Żołnierek - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Live At Polish Radio 3

POLSKIE RADIO 2019


By Krzysztof Komorek

Drugi album zespołu Tomasza Chyły zatytułowany "Circlesongs" zasłużenie zebrał uznanie krytyki i uplasował się wysoko w podsumowaniach roku 2018. Elementem promocji nowego i co zgodnie podkreślano zaskakującego (acz w pozytywnym sensie) materiału były koncerty. Występ na radiowej scenie Polskiego Radia w siedzibie Trójki został zarejestrowany i niespełna rok po płycie studyjnej, udostępniony słuchaczom w formie cyfrowej. 

Może to właśnie brak fizycznego nośnika sprawił, że koncertowa odsłona "Circlesongs" przeszła nieco bez echa. Dodam, że całkowicie niesłusznie. Biję się przy tym także we własne piersi, bowiem w wydawniczym szaleństwie końca poprzedniego roku "Live at Polish Radio 3" zwyczajnie zagubiła  mi się pośród innych tytułów. Jednakże niewątpliwa wysoka jakość albumu powoduje, że warto do niego powrócić i zwrócić na niego baczniejszą uwagę. 

Nie będę tutaj powtarzał peanów, które towarzyszyły wspomnianej na początku "Circlesongs". Zdumiewająca wolta, jaka dokonała się w stosunku do debiutanckiej płyty, oraz niesamowita dojrzałość materiału - te elementy nie zmieniły się ani na jotę. To dalej niezwykle mocna strona całości. Koncertowa wersja nie jest jednak "odegraniem" tego, co działo się w studiu. Sam charakter tej muzyki takową sytuację wyklucza. 

"Circlesongs" zostały wyimprowizowane w studiu. "Live At Polish Radio 3", bazując na tych samych pomysłach, zabiera nas jednak w nieco inną podróż. Wyprawę do równoległego świata. Z pozoru identycznego, w którym jednak przy dokładnym przyjrzeniu się dostrzegamy odrębności. Muzyczna narracja płynnie przechodzi pomiędzy kolejnymi tytułowymi kręgami, w których znajdziemy delikatność, zadumę, niepokój, rozpierającą energię. Melodię i dynamiczne free. Jedynym prawdziwym odstępstwem od pierwowzoru jest finałowy "You Who Wrong", którego na studyjnej płycie zabrakło. 

Jazz dla mnie osobiście najlepiej, najpełniej prezentuje się właśnie w wersji koncertowej. "Live At Polish Radio 3" to najlepszy przykład na potwierdzenie tej tezy. "Circlesongs" miało miejsce na jazzowym podium. Koncertowa płyta uniosła kwintet Tomasza Chyły ponad nie. Ku Olimpowi.

środa, 11 grudnia 2019

Szymon Sutor - Jazz Septet & String Orchestra (2019)

Szymon Sutor

Szymon Sutor - conductor
Adam Pierończyk - tenor & soprano saxophones
Maciej Grzywacz - guitar
Cezary Paciorek - accordion
Gaba Janusz - voice
Dominik Kisiel - piano
Michał Bąk - double bass
Patryk Dobosz - drums
with string orchestra

Jazz Septet & String Orchestra

SUTOR MUSIC 2019

By Krzysztof Komorek

Kompozytor, aranżer, dyrygent, pianista. Tak sam opisuje siebie Szymon Sutor. "Jazz Septet & String Orchestra" jest pierwszym albumem, który firmuje swoim nazwiskiem. Jednak trudno mówić, że jest debiutantem absolutnym. Liczne kompozycje do spektakli teatralnych i filmów, nagrody – między innymi dwukrotnie podczas Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego im. Krzysztofa Komedy – zaangażowanie w wiele, zróżnicowanych projektów muzycznych, współpraca ze znakomitościami świata jazzu, klasyki i muzyki rozrywkowej, świadczą o pokaźnym doświadczeniu, jakie już udało mu się zdobyć. 

Słuchacza może zaskoczyć skala przedsięwzięcia wybrana na debiutancki album. Jednak poznawszy biografię artysty,  można było takiej właśnie decyzji się domyślić. Duże formy stanowią ewidentnie pasję Sutora. Wspomniane już prace dla teatru, cztero-częściowa msza "Missa de Beata Maria Virgine", współautorstwo wykonanej premierowo podczas szczytu klimatycznego ONZ 2018 w Katowicach kompozycji "The Lost Seasons" inspirowanej "Czterema porami roku" Vivaldiego, wreszcie prowadzenie własnej orkiestry rozrywkowej, stanowią najważniejsze składniki jego artystycznego curriculum vitae. 

Właśnie połączeniem jazzu, klasyki i muzyki rozrywkowej cechuje się debiutancki album Szymona Sutora. Jazzowy septet w doborowym składzie wspaniale równoważy się z 24-osobową orkiestrą smyczkową. Stricte jazzowe fragmenty przeplatają się z muzyką, która znakomicie sprawdziła by się w charakterze ilustracyjnym. Wśród smyczków znaleźć można znakomitych solistów (Tomasz Chyła). Z kolei septetem dowodzi Adam Pierończyk, który – według zamieszczonych na płycie podziękowań – był dobrym duchem całego projektu przez cały czas jego powstawania. 

I to solówki saksofonów wyróżniają się na ogół z jazzowych fragmentów całego albumu. Najciekawiej brzmi tu "Ceper", gdzie interesująco przeplata się gra właśnie saksofonu, perkusji i fortepianu. Oszczędnie, ale równie świetnie wplatają się w muzyczną narrację wokalizy. Pewnym wyjątkiem jest bonusowy "Monday". Delikatna ballada, niemal w całości oddana we władanie fortepianowi, który przez długie fragmenty prezentuje się solowo, niekiedy tylko dopuszczając delikatny szmer smyczków w tle. Bardzo interesujący debiut w oryginalnej, dość mało eksploatowanej w naszym kraju jazzowo-symfonicznej formule. 

czwartek, 8 listopada 2018

Tomasz Chyła Quintet - Circlesongs (2018)

Tomasz Chyla Quintet

Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Szymon Burnos - piano
Krzysztof Słomkowski - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Circlesongs



POLSKIE RADIO 2208

By Adam Baruch

This is the second album by young Polish Jazz violinist/composer Tomasz Chyła, recorded with his quintet which also includes saxophonist Piotr Chęcki, pianist Szymon Burnos (also in charge of the electronic effects), bassist Krzysztof Słomkowski and drummer Sławomir Koryzno. The album presents fifteen relatively short original compositions, all of which were collectively composed by the quintet members, grouped into three "circlesongs".

In complete contrast to the debut album, the music on this album is a cosmic jump into Avant-garde, Free Jazz and Improvised Music, which comes as an overwhelming and complete surprise. One can expect development and progression, sometimes gradual and in other cases quite rapid, but taking such a dramatic and drastic step, like in this case, is almost unheard off.

As a result the music almost completely shuns any effort to be described. "Making love via telephone" comes to mind in this case, as words are simply inadequate to express the essence of this music, surely not adequately. So what can be said? There is almost no melody, at most short bursts of a few consecutive notes, no steady rhythm, but rather drone like passages, little dynamics and no soloing in the traditional sense. At times the music sounds like contemporary minimalist music, at others like Free Jazz group improvisation, and yet at others like Avant-garde soundscapes of cinematic or theatre music.

But enough of trying to describe the music; which is an a priori futile attempt anyway. The most important thing is that this innovative and courageous approach works out amazingly well and the music is simply astounding. It manages to drown in the listener completely and entangle his attention like a spider's web. The continuity and constant development creates a natural flow, which when succumbed to, takes the listener on a phantasmagorical journey into the unknown. Listening to the music for the first time is a shocking experience but consecutive listening sessions have the power of addiction.

It makes no sense to write about the individual contributions by the quintet members, as this album is a classic team effort. My praise goes to the leader, who keeps his playing on the same level, and perhaps even more modest, that his cohorts, which in this case is the most sensible decision. These players have already proved their chops on numerous other recordings, and this music is all about unison.

It is not often that a new genre/idiom/form is created in music, especially so in Jazz (in its broad meaning), but this album definitely is an eye (ears) opener in many aspects. Many of the elements used here have been tried out earlier on, but placing them together in this specific climate, order and context is completely innovative, even for the Polish Jazz scene, which bursts with innovation. One can not predict the future of course, but this album is definitely a Giant Step as far as Polish/European Jazz are concerned and only future will tell of its influence on the genre. It epitomizes everything that European Jazz stands for: innovation, inventiveness, boldness, open-mindedness, elegance and beyond all musical aesthetics, which exists only in Europe.

To put things boldly: this is a fucking great album (excuse my French) and you better believe it! As far as I am concerned, this album is already the winner of the best Polish Jazz album for 2018 and it will take a miracle to change my mind. I am not so sure if the usual bunch of Polish Jazz "critics" will be able to swallow this music so easily, but who gives a damn. Hopefully they will, as usual, follow my lead, even when they hate the music.

poniedziałek, 30 października 2017

Tomasz Chyła Quintet Autumn Tour !!!


Kolejna, jesienna trasa koncertowa trójmiejskiego kwintetu rozpoczęła się 19 października br. Formacja rozpoczyna mini europejską trasę od występu podczas festiwalu Jazz.hr w Zagrzebiu. Kolejny występ w Czechach, 21 października w Ostrawie w Pjetka Music Club. 

Koncerty w Polsce odbędą się również:

05.11.2017 Lublin, Centrum Kultury
10.11.2017 Sopot, Hotel Sopot, Teatr Atelier
16.11.2017 Słupsk, Komeda Jazz Festiwal
18.11.2017 Gorzów Wielkopolski, Pod Filarami
20.11.2017 Kościerzyna, Sala Widowiskowa im. L. Szopińskiego
21.11.2017 Warszawa, Prom Kultury, Saska Kępa
23.11.2017 Częstochowa, Słodko-Gorzki
25.11.2017 Poznań, Klub Dragon
27.11.2017 Wrocław, Stary Klasztor
28.11.2017 Katowice, Sala Kameralna NOSPR


Tomasz Chyła Quintet to trójmiejska formacja jazzowa. W grudniu ubiegłego roku wygrali 40. jubileuszowy Festiwal Młodych Zespołów Jazzowych "Jazz Juniors" w Krakowie. Jedną z nagród było wydanie płyty we współpracy z Agencją Muzyczną Polskiego Radia. Płyta zespołu "Eternal Entropy” została wydana również we współpracy z Narodowym Instytutem Audiowizualnym. Do tej pory zagrali wiele koncertów na terenie całej Polski, brali udział w festiwalach jazzowych m. in. Jazz Wolności w Sopocie, Letni Festiwal Jazzowy w Krakowie.

Liderem zespołu jest skrzypek Tomasz Chyła. Młodzi muzycy z TCQ odwołują się do mainstreamowego jazzu, ale jest to muzyka podszyta młodzieńczą energią i werwą. Materiał na "Eternal Entropy" zachwyca lekkością, a jednocześnie szlachetnym rysem kompozycji. Zespół gra czujnie i błyskotliwie, a zaaranżowane kompozycje momentami zahaczając o folk. Kwintet pozwala się ponieść w rejony szerokiej improwizacji oraz pokazuje młodzieńczą buńczuczność. To muzyka wyrazista, zagrana przez artystów, którzy doskonale poruszają się po szerokim spektrum stylistyki jazzowej. Potrafią zabrzmieć romantycznie, ale jednocześnie treściwie i dobitnie, podkreślając swój charakter. A jeśli spojrzeć na tytuł debiutanckiego albumu - "Eternal Entropy" - to określenie stopnia nieuporządkowania stanu należy rozumieć wyłącznie jako wciąż ewoluujący, zbierający różne inspiracje i otwarty na pomysły zespół.

niedziela, 11 czerwca 2017

Tomasz Chyła Quintet - Eternal Entropy (2017)

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - saxophone
Szymon Burnos - piano, electronics
Krzysztof Słomkowski - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Eternal Entropy


POLSKIE RADIO 2033

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz violinist/composer Tomasz Chyła, recorded in a quintet setting with saxophonist Piotr Chęcki, keyboardist Szymon Burnos, bassist Krzysztof Słomkowski and drummer Sławomir Koryzno. These four players are also members of the quintet called Algorhythm. The album presents nine original compositions, three of which were composed by Chyła, three were co-composed by him and other members of the quintet, one was co-composed by him and his teacher at the Gdansk Music Academy Witosława Frankowska and two were composed by Słomkowski.

The music is mostly modern mainstream Jazz, but allows a lot of freedom to the quintet members to spread their wings. The melodic themes are very solid, mostly lyrical, with strong ties to Polish Folklore and typical Polish melancholy, felt even on the up-tempo numbers. The level of the compositions is surprisingly mature and coherent for such young musicians/composers, and again emphasizes the incredible strength of the young Polish Jazz scene.

All three soloists play some amazing solo parts on this album and the rhythm section manages to support them amicably all the way through. Słomkowski deserves special mention as his bass pulsations are a stronghold of stability on which this entire music rests. Koryzno also plays exceptionally well, proving that drumming can be creative and atypical and at the same time fulfill the role assigned to the instrument.

All five musicians are superb instrumentalists and they perform the music with passion and obvious mixture of talent and professionalism. Chyła has a surprisingly original tone and stylistic approach, quite different form other violinists active on the Polish violin scene. His playing is much closer to Polish Folklore than to classical music, which is usually the starting point for violinists and he is more open to less constrained improvisation, which at time borders with Free. He is definitely the most interesting new arrival on the crowded Polish Jazz violin scene, and a most welcome one due to his divergence. Overall this is an outstanding debut offer, one of the strongest on the Polish Jazz scene so far this year. The creativity and inventiveness of these young musicians simply never ceases to amaze. Hats off!


niedziela, 28 maja 2017

Do trzech razy sztuka

Wszystko płynie. I w zasadzie nasz wybór ogranicza się do tego czy siedzimy na brzegu obserwując bieg wydarzeń czy też mamy ochotę wskoczyć na fale i surfować z ich biegiem. Ostatnio dołączyłem jakby do tych drugich i postanowiłem skorzystać z okazji by zajrzeć w błękitne jak ocean niespokojny oczy pewnej uroczej blondynki ze Szczecina, dawnej redakcyjnej koleżanki z Radia Jazz.

Spotkaliśmy się w foyer mojego ukochanego Lutosławskiego na warszawskim Mokotowie, a okazją był koncert skrzypka Łukasza Górewicza, którego ostatni krążek “The String of Horizons” wydało wydawnictwo nomen omen Big Flow wspomnianej wyżej Zuzanny Borawskiej. Ponieważ jako prawdziwi koneserzy lubicie wiedzieć kto z kim, to może Was rozczaruję, ale powiem tylko o muzyku, że zanim rozpoczął karierę solową współtworzył m.in. z Rafałem Gorzyckim bardzo ceniony Ecstasy Project, jeden z najciekawszych składów związanych z bydgoskim Mózgiem.

W studiu koncertowym PR zebrała się garstka publiczności i wkrótce przestrzeń zaczęły wypełniać tak bliskie Łukaszowi nasycone jazzem ambientowe pasaże, w których od czasu do czasu pobrzmiewał miły memu uchu seifertowski blues. Tworzący resztę kwartetu Mikołaj Gruszecki na fortepianie, Martin Buhl na kontrabasie i Kuba Gudz na perkusji mieszkają podobnie jak lider w Berlinie i grali momentami naprawdę ciekawie, niemniej słychać było, że wiele jeszcze wspólnego ćwiczenia przed nimi. Wyszedłem z koncertu odświeżony jak po muzykoterapii za co jestem tak muzykom jak i Zuzannie bardzo wdzięczny.


Nie dane mi jednak znowu pogrążyć się w mojej słodkiej bezczynności, bo oto po koncertowym piątku w poniedziałek znalazłem w naszej polishjazzowej skrzynce najnowszy album kolejnego skrzypka Mateusza Smoczyńskiego. Mateusza znają Państwo niewątpliwie z Atom String Quartet o którym nie będę się rozpisywał jako o powszechnie znanej success story. Przechodząc do autorskiego składu Mateusza to bez względu na to czy jest to trio, kwartet czy kwintet towarzyszy mu na fortepianie brat Jan i w miarę stabilna grupa muzyków, do której należą współtworzący jego najnowszy krążek gitarzysta Konrad Zelmer, basista Wojtek Pulcyn, natomiast postacią nową jest udział w tym nagraniu Michała Miśkiewicza, gwiazdy trio Marcina Wasilewskiego i wytwórni ECM.

Muzyka poraża jakością wykonania, wszystko tu płynie, buja, unosi się w sposób cudownie harmonijny i człowiek nie słucha, lecz po prostu rozpływa się w niej, nawet jeśli nurt, któremu dajemy się porwać jest chwilami nieco chłodny jak na mój gust. Jeśli do tego dodać krystaliczną czystość dźwięków, która nie dziwi jeśli się wie, że w innym swym wcieleniu bracia Smoczyńscy są twórcami Tokarni, będącej jednym z najlepszych polskich studiów nagraniowych, otrzymujemy produkt skończony. Jak jednak zauważa dowcipnie autor linear notes do tego albumu Roch Siciński, z którym swego czasu prowadziliśmy razem audycję radiową, “nie w sensie potocznym”, ale jako produkt kompletny. Brawo dla Mateusza, muzyków jak i Rocha za uwieńczone sukcesem zmagania z formą!


I tu zasadniczo mógłbym skończyć, gdyby tytuł tego felietonu nie sugerował czego innego. A było tak, że wybrałem się w drogę do Wrocławia i aby umilić sobie jazdę wziąłem pierwszą lepszą płytę, wkładam do CD w moim wieśwagenie i ku mojemu zdziwieniu znów słyszę skrzypce! Patrzę na okładkę, widzę nazwę Tomasz Chyła Quintet i coś mi zaczyna świtać w głowie, bo przypominam sobie jakąś nagrodę na zeszłorocznym Jazz Juniors, a patrząc po takich dobrze znanych nazwiskach jak saksofonista Piotr Chęcki, pianista Szymon Burnos, perkusista Sławek Koryzno czy basista Krzysztof Słomkowski orientuję się, że jestem w środowisku trójmiejskim i mam do czynienia z naprawdę ciekawym debiutem.

Najbardziej seifertowska ze wszystkich, żywiołowa, entuzjastyczna, taneczna, momentami ekstatyczna, lecz nie chaotyczna porwała mnie swoją różnorodnością i stylistyczną odwagą, która sprawia, że słuchając jej etykietki takie jak mainstream czy awangarda nie mają sensu. Płyta nosi bardzo apropos tytuł “Eternal Entropy” i okazuje się być pod naszym patronatem - nie moja zasługa, lecz zapewne Tomka Łuczaka - nadto jest podobnie jak krążek Mateusza dostępna via spotify nie pozostaje mi więc nic innego jak zachęcić do słuchania, bo może jak mi i Wam sztuka się uda.


Autor: Maciej Nowotny
Chief Editor

niedziela, 30 kwietnia 2017

Tomasz Chyła Quintet - Eternal Entropy - premiera płyty i trasa koncertowa

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - saxophone
Szymon Burnos - piano, electronics
Krzysztof Słomkowski - double bass
Sławomir Koryzno - drums

Eternal Entropy


PR CD 2033

W dniu 27.04.2017 r., podczas festiwalu Jazz Nad Odrą we Wrocławiu, miała miejsce koncertowa premiera debiutanckiej płyty kwintetu skrzypka Tomasza Chyły zatytułowana "Eternal Entropy". W maju formacja zaplanowała trasę promującą album. Wydawcą albumu jest Agencja Muzyczna Polskiego Radia.

27.04 - Wrocław - Jazz Nad Odrą
05.05 - Bielsko-Biała, Aquarium
06.05 - Kraków, Harris Piano Jazz Bar
07.05 - Kielce - Czerwony Fortepian
08.05 - Warszawa - Nowy Świat Muzyki
09.05 - Warszawa - Studio im. Agnieszki Osieckiej
10.05 - Sopot - Teatr BOTO
31.05 - Elbląg - Mjazzga
18.06 - Sopot - Muszla Koncertowa
28.07 - Kraków - Letni Festiwal Jazzowy

Tomasz Chyła Quintet to trójmiejski zespół, który świetnie obrazuje, że młoda scena jazzowa w Polsce rośnie w siłę. To doskonale doprecyzowana wizja muzyki, jaką ma lider tego zespołu, skrzypek Tomasz Chyła, który do współpracy zaprosił znakomitych muzyków. Jego pozornie niepasujący do jazzu instrument błyskotliwie funkcjonuje w symbiozie z resztą członków zespołu, którzy prężnie budują i rozwijają trójmiejską scenę w takich składach jak Algorhythm, Kamil Piotrowicz Quintet, Inner Out czy Jerzy Małek Group. Skrzypce frapująco dialogują z saksofonem Piotra Chęckiego i fortepianem Szymona Burnosa, a mocne podstawy utworów zapewnia sekcja rytmiczna kontrabasisty Krzysztofa Słomkowskiego i perkusisty Sławomira Koryzno. Muzycy pokazują nowe oblicze, naznaczone muzyczną charyzmą lidera, zafascynowanego postacią jazzowego skrzypka Zbigniewa Seiferta. Największym dotychczasowym osiągnięciem zespołu było zdobycie Grand Prix na 40. Festiwalu Jazz Juniors w Krakowie w 2016 roku.

Tomasz Chyła Quintet odwołuje się do mainstreamowego jazzu, ale jest to muzyka podszyta młodzieńczą energią i werwą. Materiał na "Eternal Entropy" zachwyca lekkością, a jednocześnie szlachetnym rysem kompozycji. Zespół gra czujnie i błyskotliwie, momentami zahaczając o folk. Kwintet pozwala się ponieść w rejony szerokiej improwizacji oraz pokazuje młodzieńczą buńczuczność. To muzyka wyrazista, zagrana przez artystów, którzy doskonale poruszają się po szerokim spektrum stylistyki jazzowej. Potrafią zabrzmieć romantycznie, ale jednocześnie treściwie i dobitnie podkreślając swój charakter. A jeśli spojrzeć na tytuł debiutanckiego albumu, to określenie stopnia nieuporządkowania stanu należy rozumieć wyłącznie jako wciąż ewoluujący, zbierający różne inspiracje i otwarty na pomysły zespół. 

Zobacz też: