Skład:
Szymon Szczot – fortepian / instrumenty klawiszowe
Klaudia Wachtarczyk – gitara basowa
Aleksander Gonsior – perkusja
Tytuł płyty: "Jazztronika"
Wydawnictwo: własne
Data Premiery: 21/11/2025
Tekst: Paweł Ziemba
Szymon Szczot – fortepian / instrumenty klawiszowe
Klaudia Wachtarczyk – gitara basowa
Aleksander Gonsior – perkusja
Tytuł płyty: "Jazztronika"
Wydawnictwo: własne
Data Premiery: 21/11/2025
Tekst: Paweł Ziemba
…między bitem a improwizacją
Od dawna wiadomo, że muzyka potrafiąca zaskakiwać swoim brzmieniem ma szczególną moc wpływania na nasze postrzeganie świata. Nieoczekiwane dźwięki, nietypowe harmonie i nieprzewidywalne struktury formalne pobudzają uwagę, wytrącają z rutyny słuchania i uruchamiają emocje, których nie dałoby się wywołać za pomocą przewidywalnych schematów. Nagła zmiana tempa czy niespodziewany motyw potrafią na chwilę zatrzymać myśl i skierować ją ku głębszemu, bardziej świadomemu odbiorowi.
Z takim właśnie doświadczeniem mierzyłem się, sięgając po debiutancki album tria J.Tronix zatytułowany Jazztronika. Początkowo moje skojarzenia powędrowały w stronę japońskiego nu-jazzu spod znaku Ryoty Nozakiego – choćby ze względu na podobieństwo nazw. Szybko jednak okazało się, że polskie trio: Klaudia Wachtarczyk, Aleksander Gonsior i Szymon Szczot proponuje estetykę znacznie bardziej drapieżną, organiczną i wyraźnie osadzoną w „tu i teraz”. To nie jest muzyka, która ma łagodzić obyczaje, lecz raczej ścieżka dźwiękowa do nocnego przejazdu przez miasto, w którym światła neonów odbijają się w kałużach, a puls rytmu wyznacza tempo współczesnej metropolii.
Album składa się z siedmiu autorskich kompozycji i z każdym kolejnym utworem coraz wyraźniej czułem, że nie jest to jedynie kolejna próba mariażu jazzu z elektroniką. To raczej spójna refleksja nad tym, czym może być dziś trio jazzowe w epoce loopów, syntezatorów i precyzyjnie zaprogramowanego pulsu.
Już od pierwszych minut uderza konsekwencja, z jaką zbudowany jest język rytmiczny płyty. Perkusja i elektronika funkcjonują tu jak jeden organizm – zestaw akustyczny nie tyle kontrastuje z sekwencerami, ile stapia się z nimi w jednolity puls. Rytm przestaje być jedynie nośnikiem tempa, a staje się strukturą narracyjną, wokół której rozwija się harmonia. Powtarzalne patterny w metrum 4/4, z wyraźnym akcentem na off-beat, budują coś na kształt hipnotycznej mantry, a drobne przesunięcia akcentów sprawiają, że groove nigdy nie staje się przewidywalny.
Muzycy poznali się na studiach w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Ich wspólna fascynacja improwizacją jazzową zanurzoną w nowoczesnych brzmieniach elektronicznych szybko przerodziła się w spójny projekt artystyczny. Ich dotychczas największym wyróżnieniem był udział w finale konkursu na Indywidualność Jazzową im. Wojtka Siwka podczas festiwalu Jazz nad Odrą w 2023 roku, gdzie Szymon Szczot otrzymał nagrodę indywidualną. Trio jest również laureatem Grand Prix Poznań Blue Note Competition 2024.
W samej muzyce wyraźnie słychać twórczą energię oraz świadomość formy. Zespół zaciera granice między tym, co zaprogramowane, a tym, co zagrane intuicyjnie – “z ręki”. Fundamentem tej gęstej materii dźwiękowej pozostaje sekcja rytmiczna: bas Klaudii Wachtarczyk i perkusja Aleksandra Gonsiora tworzą hipnotyczny puls, na którym Szymon Szczot buduje swoje syntezatorowe pejzaże.
Linie basu mają często charakter konstrukcyjny, stanowiąc oś, wokół której klawisze rozwijają barwne, niekiedy niemal ambientowe płaszczyzny.Improwizacja nie jest tu eksplozją emocji, lecz logicznym rozwinięciem materiału. Frazy są oszczędne, precyzyjnie wpisane w strukturę rytmiczną – to improwizacja bardziej architektoniczna niż romantyczna.
Album otwiera kompozycja „Ostdorf”, będąca wyraźnym manifestem estetyki fusion. Słychać to zarówno w warstwie harmonicznej, jak i w szybkich unisonowych przebiegach klawiszy i basu. Szczególnie interesująco wypada dialog między perkusją a syntezatorami w środkowej części utworu, gdzie rytmy momentami zbliżają się do estetyki drum’n’bassu, zachowując jednak jazzową lekkość.
Jednym z najbardziej intrygujących punktów albumu jest „iMazur”. Kompozycja opiera się na ostinatowym motywie basowym prowadzonym z imponującą dyscypliną. Utwór stanowi fascynującą grę z formą: z jednej strony dominuje w nim cyfrowy chłód, z drugiej pulsacja zakorzeniona w tradycyjnych strukturach rytmicznych kojarzących się z polskim folklorem. Klasyczne schematy zostają tu jednak „poszatkowane” i złożone na nowo. To właśnie w tym utworze najpełniej ujawnia się filozofia J.Tronix: wzięcie tego, co znane, i przepuszczenie przez filtr nieoczywistych brzmień oraz kontrolowanej przypadkowości.
Słuchając kolejnych kompozycji, coraz wyraźniej odczuwam napięcie pomiędzy kontrolą a swobodą. Z jednej strony wszystko jest precyzyjnie zaplanowane – formy, wejścia instrumentów, powroty motywów. Z drugiej muzycy pozwalają sobie na momenty, w których rytm się rozszczelnia, a harmonia dryfuje w mniej oczywiste rejony. To dowód na próbę wypracowania własnego idiomu, a nie jedynie ilustrowania estetyki „jazz + elektronika”.
Najbardziej przekonuje mnie spójność całej płyty. Nie jest to zbiór luźnych kompozycji, lecz muzyczny esej o pulsie, powtarzalności i harmonicznym napięciu. Motywy powracają w różnych konfiguracjach, rytmy bywają karkołomne, a klawisze budują pomost między tym, co akustyczne, a tym, co elektroniczne. Całość sprawia wrażenie świadomego projektu artystycznego, a nie efektu przypadkowego jam session z podpiętym komputerem.
Po kilku odsłuchach dochodzę do wniosku, że Jazztronika działa najlepiej wtedy, gdy słucha się jej jak opowieści o rytmie i przestrzeni, a nie jak zbioru tematów do zapamiętania.
Nie sposób uniknąć skojarzeń z jazz-fusion spod znaku Chick Corea Elektric Band czy Herbiego Hancocka. J.Tronix, podobnie jak klasycy tego nurtu, stawia na wirtuozerię, gęste podziały rytmiczne i dialog między syntetycznym brzmieniem klawiszy a fizyczną energią sekcji rytmicznej. Największe wrażenie robi Klaudia Wachtarczyk, jawiąca się jako motor całego projektu. Jej gra łączy precyzję tradycji fusion z nowoczesnym, selektywnym brzmieniem. Nie ogranicza się do akompaniamentu, lecz często prowadzi kontrapunkt wobec syntezatorów, nadając muzyce wyraźną trójwymiarowość.
Aleksander Gonsior operuje matematyczną precyzją charakterystyczną dla współczesnego jazzu, znakomicie radząc sobie z przesunięciami rytmicznymi i subtelną artykulacją. Z kolei Szymon Szczot – jako pianista i twórca brzmienia – projektuje całą przestrzeń albumu, traktując syntezatory jak pełnoprawne instrumenty solowe i obdarzając je niemal wokalną ekspresją.
Wszechobecne syntezatory nie są tu jedynie elementem estetycznym, lecz częścią filozofii artystycznych poszukiwań zespołu. Elektronika nie tłumi naturalnych faktur instrumentalnych, lecz wchodzi z nimi w dialog. Cyfrowa ekspresja spotyka się z analogową nostalgią, a oba światy wzajemnie się prowokują do nowych rozwiązań.
Myślę, że Jazztronika nie tyle ogłasza rewolucję, ile wskazuje kierunek: jazz jako formę otwartą na technologię, repetycję i rytmiczną obsesję współczesności. To album, do którego wraca się nie po to, by nucić melodie, lecz by ponownie zanurzyć się w jego pulsującej, chłodnej, a zarazem intelektualnie pobudzającej przestrzeni. I choć odbiór muzyki zawsze zależy od nastroju i kontekstu, jestem przekonany, że każdy słuchacz odnajdzie tu przynajmniej jeden moment, który stanie się dla niego osobistym punktem odniesienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz