Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarwid Grzegorz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarwid Grzegorz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2025

PEGAZI - "/I\ Pegazi /I\"

PEGAZI

Bartosz Weber – elektronika
Grzegorz Tarwid - fortepian

Album: "/I\ Pegazi /I\"

Wydawnictwo: Lado ABC

Tekst: Piotr Banasiak


W sobotę 12 lipca, w godzinach południowych, Panowie Tarwid i Weber swoim dziełem muzycznym przetestowali cierpliwość mojego zestawu stereo i moich domowników.

Efekt? Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem myszy taszczące walizki. Nawet mi nie pomachały...

środa, 26 czerwca 2024

Marek Pospieszalski - "No Other End Of The World Will There Be"

Marek Pospieszalski 

Marek Pospieszalski – saksofony altowy i tenorowy, klarnet oraz magneton szpulowy
Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy,
Tomasz Dąbrowski – trąbka,
Tomasz Sroczyński – altówka,
Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna,
Grzegorz Tarwid – fortepian,
Max Mucha – kontrabas,
Qba Janicki – perkusja i elektronika.

"No Other End Of The World Will There Be (Based On The Works Of Polish Female Composers Of The 20th Century)" 

Wytwórnia: Clean Feed (2023)

Tekst: Marcin Kaleta

Bogusławowi Schaefferowi zawdzięczam, że Barbarę Buczek (Buczkównę) poznałem ćwierć wieku wcześniej aniżeli Grażynę Bacewicz. Pierwszej poświęcił bowiem rozdział w dwutomowych "Kompozytorach XX wieku" (biblia nastolatka, obok trzytomowej "Historii filozofii" Tatarkiewicza), drugiej nie (acz pisywał o niej gdzie indziej). Własną protegowaną komplementował tam niepomiernie i zaliczył "nie tylko do twórców wybitnych, ale zgoła wyjątkowych". Podkreślał: umiejętność przekazania "ogromu niedoli ludzkiej", wielowarstwowość i wielogłosowość, wyrafinowanie kolorystyczne i wysublimowanie, "bogactwo odcieni interpretacyjnych i agagogicznych", "arcyosobisty" charakter, nowatorstwo, wreszcie nieustępliwość na rzecz "doraźnego efektu", czyli niechęć do przypodobywania się producentom czy publiczności. Dla mnie ideał, dla innych niekoniecznie.

Powyższe przełożyło się bowiem na stan, który utrzymuje się od półwiecza: jej twórczość "pozostaje ogółowi odbiorców nieznana". O ile płyt Bacewicz uzbierałem kilkanaście, o tyle Buczkówny żadnej, znam jedynie nagrania z YouTube. Ostatnio zdwoiłem wysiłki. Prowadzę blog poświęcony wiolonczelistkom i wiolonczelistom, zatem potrzebowałem zaprezentować kogoś, kto wykonuje "Hipostazę" (1978) na sopran, flet, wibrafon, wiolonczelę i saksofon, podobno "utwór przepiękny". Dotąd się nie udało, ale w ten sposób niespodziewanie natrafiłem na pozycję, gdzie dzieła obu pań ze sobą sąsiadują!

Mowa o "No Other End of the World Will There Be" Marka Pospieszalskiego (2023, Clean Feed). Fenomenalna i unikatowa jest już sama koncepcja tego albumu. Oto w kraju, w którym wielu zawadzają feminatywy, zaś herstoria w zasadzie nie istnieje (albo w bólach się rodzi), częstochowski jazzman zdecydował się zarejestrować materiał wyłącznie w oparciu o utwory polskich kompozytorek (podtytuł: "Based on the works of Polish Female Composers of the 20th Century"). Ponadto mamy do czynienia z przedsięwzięciem niezmiernie erudycyjnym: konsekwentnie przybliża przedstawicieli polskiej szkoły kompozytorskiej, którzy bywają nieznani nie tylko za granicą, lecz nawet przez rodaków.

Poprzednie wydawnictwo z tej serii, podwójne: "Polish Composers Of The 20th Century" (2023, Clean Feed), prezentowało dwunastu kompozytorów. Uznane zostało za sensację i zdobyło m.in. zaszczytne miano Albumu Roku 2022 w plebiscycie magazynu "Jazz Forum". Co ciekawe, na liście sklasyfikowana została inna płyta Pospieszalskiego – naówczas muzyka roku, docenionego również za aranżację – nagrana w kwartecie „Durer’s Mother” (2022, Clean Feed). Obecnie omawiana w analogicznym zestawieniu za 2023 w ogóle nie wystąpiła! Trudno wytłumaczyć, dlaczego.

Nikt mi nie wmówi, że dzieła Elżbiety Sikory, Bernadetty Matuszczak, Lucii Dlugoszewski, Grażyny Bacewicz, Barbary Buczek, Hanny Kulenty, Krystyny Moszumańskiej-Nazar, Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil, Marty Ptaszyńskiej, Agaty Zubel w czymkolwiek ustępują dziełom Zygmunta Krauzego, Włodzimierza Kotońskiego, Tadeusza Bairda, Zbigniewa Rudzińskiego, Marka Stachowskiego, Jana Krenza, Kazimierza Serockiego, Romana Palestera, Witolda Szalonka, Andrzeja Panufnika, Tomasza Sikorskiego czy Bogusława Schaeffera. Jeżeli nie napiszę, że bywają ciekawsze, to wyłącznie dlatego, że na tym poziomie artystycznym hierarchie po prostu nie obowiązują. Natomiast zdarza się, że są bardziej radykalne.

Poza tym od początku "oba albumy traktowane były jako monolit" (Pospieszalski). Identyczna jest ich koncepcja. Jak i poprzednio, nie są to oryginalne kompozycje, tylko "wariacje na temat" pierwowzoru, ewentualnie improwizacje inspirowane tymże. Jak informuje twórca: "Chwytałem się małych fragmentów, z których rozwijałem własne transowe, minimalistyczne, długie formy". Również one nie są rozpisane na oryginalne instrumentarium, lecz na oktet jazzowy. Obok lidera na saksofonach altowym i tenorowym oraz klarnecie (ponadto magnetofon szpulowy) usłyszymy znakomitych muzyków: Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy, Tomasz Dąbrowski – trąbka, Tomasz Sroczyński – altówka, Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna, Grzegorz Tarwid – fortepian, Max Mucha – kontrabas, Qba Janicki – perkusja i elektronika.

W tym miejscu postawię zarzuty, trzy. Po pierwsze, niewystarczająco ujawnia się indywidualność tych panów. Materiał, zarejestrowany podczas krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum w sierpniu 2022, jest zbyt kolektywny; w moim przekonaniu za mało tu sugestywnych partii stricte solowych. Po drugie, tytułowa fraza (staruszka uprawiającego ogród) powinna zostać jednak wykrzyczana po angielsku. Po trzecie, brak bookletu, o który aż się prosiło. Poza pierwszym, drobiazgi? Owszem. Bo to bardzo dobra pozycja.

Otrzymujemy wręcz gwarancję niezawodnego grania. Widzę tu i ówdzie, że potraktowano tę muzykę jako jazz awangardowy. Owszem, ale umiarkowanie. Przy okazji jest bardzo komunikatywny, przyswajalny i na pewno idealnie się sprawdza podczas koncertów. Momentami istna ściana dźwięków, różne szarże, a niektóre zagrania zrytmizowane w sposób, który kojarzę z progresywnego rocka. Niemniej przeważa tempo stateczne, występują nawet spowolnienia, rozwleczenia – utwór czwarty mógłby stanowić akompaniament dla konduktu pogrzebowego. Gdzieniegdzie "wykorzystanie środków ze świata sound designu, noise’u i muzyki elektronicznej" przypomina, że to estetyka w pełni nowoczesna.

Myślę, że album usatysfakcjonowałby jedną z jego bohaterek, śp. profesor Krystynę Moszumańską-Nazar. Zapytana o fascynację młodych artystów elektroniką, nadmieniła: "nie przeczę, niektóre rozwiązania są interesujące". Przede wszystkim jednak wspominała: "My, Polacy, nie umiemy zatroszczyć się o własną kulturę wysoką. [...] Piętno polskiego syndromu: w repertuarze muzycznym nieobecni są Malawski, Serocki, Baird – ba, nawet Karłowicz" i inni, im podobni. A tu proszę, mamy to, mamy i tamto, przynajmniej w pewnym zakresie. Tylko czy potrafimy docenić? Czy ktokolwiek zacznie teraz szukać informacji, których tu zabrakło, mianowicie o tych wspaniałych polskich kompozytorkach i (wcześniej) kompozytorach?


piątek, 26 kwietnia 2024

Grzegorz Tarwid Trio – "Flowers"

Grzegorz Tarwid Trio 

Grzegorz Tarwid – fortepian
Max Mucha – kontrabas
Albert Karch - perkusja

Tytuł płyty: "Flowers"

Wydawca: Clean Feed Records (2024)

Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz

Choć Grzegorz Tarwid jest już dość rozpoznawalnym muzykiem na polskiej scenie jazzowej, to dopiero teraz doczekał się debiutu wydanego pod swoim szyldem w formacie większym niż solo. Album „Flowers” ukazał się nakładem portugalskiej wytwórni Clean Feed.

Ciekawostką jest fakt, że nagrań dokonano na magnetofonie szpulowym. W jednym z wywiadów lider zespołu mówi, że to dzięki temu płyta brzmi tak niesamowicie. Szczerze mówiąc, ja się tej niesamowitości tutaj nie dosłyszałem. Płyta brzmi bardzo dobrze, nie da się jej właściwie nic zarzucić pod tym kątem, to prawda. Nie bardzo jednak wiem, na czym miałaby polegać ta niesamowitość. Może po prostu tego nie słyszę.

Album otwiera utwór „Baiao B”. Idealnie pasuje on do tego, do czego Grzegorz Tarwid zdążył nas już przyzwyczaić – dużo zabawy rytmem, zmiany nastrojów i modyfikacji ogólnego charakteru muzyki. Słyszalny jest w nim specyficzny dla Tarwida sznyt i sposób prowadzenia frazy. Utwór, choć zróżnicowany i może lekko dziwny konstrukcyjnie, brzmi na swój sposób spójnie.

Osobiście jestem fanem podejścia do kompozycji w utworach takich jak „Oberek”, czy „Barok i Barcelona”. Na sam wierzch wyciągnięto w nich jeden charakterystyczny, kojarzący się z daną stylistką element (w przypadku „Oberka” jest to rytm, a w utworze „Barok i Barcelona” fundamentem jest harmonia). Natomiast to co się dzieje wokół jest, wydawać by się mogło, kompletnie niespójne z motywem zaciągniętym z pierwowzoru. W „Oberku” mamy więc z jednej strony rytmikę charakterystyczną dla naszego tradycyjnego tańca, a z drugiej całkowicie odmienną, momentami wręcz mroczną, melodykę i harmonię, która do charakteru oberka nijak nie pasuje. Z kolei fundamentem „Baroku i Barcelony” jest harmonia kojarząca się właśnie z barokiem, a cała reszta została przetworzona przez muzyków w sposób, który z tym nurtem europejskiej kultury nie ma za wiele wspólnego.

Całe to z pozoru niespójne podejście zostało spięte w całość w tak elegancki i gustowny sposób, że nie ma możliwości, aby przejść obok tych utworów w sposób obojętny. Intrygują i zachęcają do dalszego słuchania praktycznie przez cały czas. Mimo tych teoretycznie niepasujących puzzli, kompozycje zostały ułożone w taki sposób, że nie da się tu mówić o braku koherencji.

Choć Grzegorz Tarwid Trio dopiero debiutuje albumem „Flowers”, słychać tu wysoki poziom dojrzałości muzycznej. O genialnym zgraniu muzyków nie ma co wspominać, bo jest to oczywiste – grają ze sobą nie od wczoraj. Kunszt wykonawczy również nie podlega dyskusji. Brzmienie całości, podejście kompozycyjne, wykonanie, ogólny pomysł – wszystko na swoim miejscu. Generalnie jest to album kompletny.


środa, 13 marca 2024

Mad Ship - "Time Shift"

Mad Ship

Kuba Wójcik - guitar, electronics
Tomasz Licak - tenor and soprano saxophone,
Grzegorz Tarwid - grand piano, synthesizers
Krzysztof Szmańda - drums, percussions

Time Shift

Wydawca: OFFczART (2023)

Autor tekstu: Viačeslavas Gliožeris


Jazz golden era when it was it was music not only creative but also popular among public, when seen form the perspectives of decades, seems to lasted not so long time. Soon after its heyday the rock'n'roll was born but it wasn't Elvis Presley but Woodstock which buried the bright jazz future. And Paris barricades in a very same year of 1968. Rock music became a new world religion, with thousands of yesterday's jazz stars finding themselves jobless, useless and often homeless. Show business, which has been always quite critical to jazz commercial capacities, found rock much more attractive in that sense and turned its back to jazz – for years to come.

Many jazz musicians, trying to find their place in a new world or simply to survive, started to play rock – from jazz artist perspective, that way jazz fusion movement was born. Besides some initial euphoria and huge success of fusion early acts as Chick Corea's Return To Forever or Weather Report, fusion creative limitations and musical “sameness” bring it to decline just a very few years after. Funk-jazz-rock hybrid, essentially represented by Herbie Hancock's Headhunters was even more short-living. For a decades to come jazz fusion as jazz-rock-fusion-latin crossover survived on a marginal scenes as a niche sub-genre. Even such fusion fanatics as jazziest world nation of Japanese gave up and at the edge of the new Millennium lost their long-lasting interest to this music.

Hereupon a new generation of jazz musicians started demonstrating their interest to rock music, already more contemporary one. From early brutal John Zorn's experiments mixing New York downtown free jazz with Japanese avant-rock (on “Naked City”) to later Bill Frisell and Electric Masada works, new, much more eclectic and chaotic form of jazz fusion was born. In a New Millennium it got a new influences from ethnic music and electronics artists as well.

Warsaw-based bass-less quartet Time Shift is are an obvious product of the above mentioned contemporary eclectic fusion wave. The band was founded in 2018 by guitarist/electronics artist Kuba Wójcik, renown by his work in Minim band. On their debut album (“Flash Years”, 2020) besides of “cosmic” aesthetics, recalling progressive rockers of 70s (Hawkwind, Van der Graaf Generator, etc), the influence of contemporary nu jazz (or New Millennium urban hipster jazz) is obvious. Guitar sounds and electronic effects are quite abstract, but mellow and tuneful, with all sound being often on a polished side. Still, there are some true rock guitars moments, rhythm changes on the same song and quite free pieces too.

On their new, second, album “Time Shift” the quartet starts from the similar point but shifts towards more rock-oriented sound. Same way as some other contemporary bands (as rule they all have band's names in rock culture tradition, not named by members' names, as is usual in jazz), Mad Ship plays here quite tuneful electronic rock songs with sax inserts and longish freer sections. Cosmic themes are not dominating anymore, but still presented with characteristic old-school electronics loops and bubbles (“Watchmaker 1 & 2”), even with touch of psychedelia in a moments (“Witching Hour”). Some pieces come right from prog rock of 70s library (“Big Time”). There is enough place for Frippean angular guitars and some post 80s King Crimson's aesthetics too. “Wake Up” is a true rocker, coming from Fripp & Co. stables. Even more conventional songs, as tuneful and mellower “Stream”, radiate chamber rock ballad spirit against more hip jazzier pieces of Mad Ship debut.

Similar music isn't all that rare on nowadays scene, usually more interesting artists come from regions where jazz-rock has some specific traditions and in one or another form has stronger local following. Some better examples are Serbian Hashima and Finnish Black Motor, among others. Usually popular locally, they rarely gain international success (Hashima's second album “The Haywain” has been re-issued on American Odradek label though). Returning back to review's beginning, covering the wider range of musical genres can provide wider audience to the artist, still there is some risk to lose the focus. All in all, it's a listener who decides.

 

środa, 14 czerwca 2023

Sundial Trio - IV

Sundial Trio

Wojciech Jachna – trąbka
Grzegorz Tarwid - fortepian
Krzysztof Szmańda- perkusja, instr. perkusyjne

"IV" (2022)

Wydawnictwo: Alpaka

Tekst: Piotr Banasiak

Uważam, że ta płyta to praca naukowa, szeroko zakrojony eksperyment. A skoro mogą eksperymentować muzycy, to dlaczegóż by nie mógł poeksperymentować słuchacz? 

Otóż ja - w ramach eksperymentu - po pierwsze: nie zapoznałem się z dotychczasowym dorobkiem Panów Sundialów, zespół debiutuje w moich organach usznych. Po drugie - nie przeczytałem ani jednej z grubego tomiszcza recenzji, których ten album się doczekał. Starałem się też, aby nazwiska trzech Artystów Improwizatorów, których dorobek darzę estymą i szacunkiem, nie sparaliżowały mojego wewnątrzorganizmowego systemu odbiorczego. Do dzieła!

Album rozpoczyna się nadzwyczaj w moim Larks'TonguesInAspicowym guście - opusem "Misy" Pana Szmańdy. Rodzący się z nicości misowy rytuał, sukcesywnie acz niespiesznie wzbogacany melizmatem trąbki i pianizmem na wciśniętym - tak jak lubię - pedale "forte". W dalszej części utworu pozostaje nam osamotniony Pan Tarwid. Chwilo trwaj... ale pora na płynne przejście do kompozycji "Aknakaks". On żóc. Łsymop z mełutyt tewan ynpicwod , kandej tsartnok yzdęimop myt merowtu a mindezrpop - ynmorgoezrp. Że trąbka zdziczała, że bębny sieką gęsto - to furda. Ale wysil drogi słuchaczu wyobraźnię i wyobraź sobie, że Pan Tarwid gra dokładnie te same riffy, ale na mocno przesterowanej gitarze z obniżonym strojem. Muzycy takich jazzowych formacji jak Biohazard czy Life Of Agony pękliby z zazdrości. W każdym razie, kompozycja ustawiona w takim a nie innym miejscu płyty, brzmi tyleż mocno co drażniąco. Przy okazji sygnalizuje i podkreśla zjawisko, które wyraźnie odczuwam - niejednorodność, czy wręcz niespójność tego albumu. Jak dla mnie czwarty materiał Sundial dzieli się na trzy części: 1. Szmańdowe "Misy", 2. "kręgosłup płyty"- czyli cztery utwory Pana Tarwida uzupełnione Szmańdową "Aknakaks" oraz 3. Jachnowe zakończenie w postaci "Hator". Te trzy części różnią się brzmieniem i klimatem. Co je łączy? POMYSŁ NA GRANIE.

Ten POMYSŁ NA GRANIE najlepiej słychać w Tarwidowej części eksperymentu sundialnego. Jest to jak dla mnie rozwinięcie idei Drugiego Kwintetu Davisa słyszalnej w kompozycji "Nefertiti" z '67r. W największym skrócie: Pan Jachna trąbi w nieskończoność pewne motywy, tematy, nieznacznie je modulując, rozwijając. Są one bardzo charakterystyczne i stanowią oś melodyczną, często bardzo atrakcyjną. Np. w "Oleo II" słyszę Pana Jachnę pogodnego i frywolnego, zupełnie jakby w drodze z Bydgoszczy do Studia S3 PR w Warszawie słuchał non stop radosnych symfonii Antonína Dvořáka. Z kolei w "Terpsichore Still" trębacz brzmi jak kompletnie wstawiony lider bigbandu ledwie grającego pod koniec trzydniowego wesela. Kontrastem do tego stoickiego trąbkowego szkieletu melodycznego jest gra sekcji fortepian - perkusja. Nieprzewidywalna, pełna zwrotów akcji i wahań dynamiki, w pewnych momentach bardzo gęsta, w innych zdecydowanie kameralna, minimalistyczna. Czasami doświadczamy dźwiękowych wzmożeń i erupcji, a czasami doświadczamy - ciszy. Czasami, np. w "Materiach" doświadczamy czegoś, co nazwałbym "precyzyjnie zaplanowaną matematyką karabinu maszynowego"; na dodatek płynnie przechodzącego w delikatny i swobodny opis popołudniowego parku zaraz po deszczu. Nie zostałem zrozumiany? No to zachęcam do posłuchania.

Generalnie moją uwagę zwraca brzmieniowa i rytmiczna pomysłowość Pana Szmańdy, a już prawdziwie intrygujące jest słuchanie Pana Tarwida. Pan Tarwid ponownie potwierdza, że nie jest słingujacym pianistą dżezowym, że idzie zdecydowanie swoją ścieżką, a swój styl buduje poszukując na ogromnym terytorium muzyki klasycznej. Czasami, ze względu na słyszalny moim zdaniem wpływ tradycji romantycznej, mam ochotę grę pianisty określić jako "dżezowy new romantic". I wcale mnie nie dziwi, że partnerzy Pana Tarwida, świadomi jego błyskotliwości miejscami ocierającej się o geniusz, chętnie tu i tam "wypuszczają go na solo" na preludium, na intermezzo, na kodę... W efekcie słuchacz otrzymuje porcję ciekawej formalnie i brzmieniowo muzyki. Niekoniecznie dżezowej, ale na pewno współczesnej.

Doceniam też spostrzegawczość, elastyczność i zaradność muzyków. Album rozpoczęty kapitalnymi, transowymi "Misami" kończy równie transowy "Hator". Być może Pan Jachna puścił kolegom "Blind Love" Swans i zapytał "to jak? spróbujemy?" Spróbowali, ale spostrzegli , że jest to nieco rozwleczone i jakieś takie wątłe harmonicznie. No to dograli dodatkowy ślad trąbki z tłumikiem. Gotowe. I po problemie. Szacunek.

Mój znajomy stwierdził, że jest to trudna muzyka. Z kolei ja zauważyłem, że moje ośmioletnie potomstwo chętnie przy "IV" pochłania kolejne księgi komiksu "Tytus, Romek I A'Tomek" oraz protestuje, jeśli chcę wyłączyć. Zatem chyba nie jest tak źle z przyswajalnością i komunikatywnością. Reasumując - nie napiszę, że wielokrotny odsłuch czwartego albumu Sundial Trio wywołał u mnie huragan emocji i burzę hormonalną. Natomiast ten eksperyment muzyczny wypadł niesłychanie INTRYGUJĄCO. I mnie osobiście to odpowiada.

środa, 22 lutego 2023

Franciszek Pospieszalski Quintet - Jazz.PL vol.3 (2022)

Franciszek Pospieszalski Quintet

Piotr Damasiewicz - trąbka
Marek Pospieszalski - saksofon tenorowy
Grzegorz Tarwid - fortepian
Franciszek Pospieszalski - kontrabas
Bartosz Szabłowski - perkusja

Jazz.PL vol.3 (2022)

Wydawca: Polskie Radio Dwójka

Autor recenzji: Maciej Nowotny

Zawartość tego krążka stanowi ponowne odegranie, w zamierzeniu jak najbardziej wierne, materiału z dwóch mniej znanych płyt nagranych przez zespoły Charlesa Mingusa w latach 70tych. Najsłynniejszy projekt tego typu to prawdopodobnie płyta zatytułowana "Blue" wydana przez kultowy i obrazoburczy skład Mostly Other People Do the Killing (trębacz Peter Evans, saksofonista Jon Irabagon, basista Matthew "Moppa" Elliott i perkusista Kevin Shea). W zamierzeniu miała ona być odtworzeniem nuta w nutę, nadmieńmy odtworzeniem przez muzyków którzy w nowoczesnym jazzie zasłynęli ze wszystkiego poza odtwarzaniem, słynnej sesji z roku 1959, którą poprowadził Miles Davis z towarzyszeniem Johna Coltrane'a, Billa Evansa, Wyntona Kelly, Cannonball Adderleya, Paula Chambersa i Jimmy Cobba, a która zaowocowała albumem jazzowym numer 1 w ogóle czyli "Kind of Blue". 

Franiszek i jego kompani - nie mniej prominentni w polskim jazzie czy na jego młodej scenie, niż ich wymieni wcześniej poprzednicy, w swoich czasach i miejscach - postanowili zatem w pewnym sensie powtórzyć powtórzenie, chociaż oczywiście na innym materiale. Takie rzeczy - z góry skazane na porażkę przez nie do uniknięcia porównania z oryginałem - robi się tylko i wyłącznie z miłości. Jeśli tak jest to chociaż samo założenie jest pozbawione sensu, ta karkołomna sztuka może zakończyć się sukcesem. Może, ale nie musi. 

Przystąpiłem zatem do odsłuchu z mieszanymi uczuciami. Przy czym zacząłem od przypomnienia sobie oryginałów, na których oparte jest to nagranie czyli dwóch plyt combo Charlesa Mingusa: nagranej w 1972 "Change  One" i w 1974 "Change Two". Oba te albumy, chociaż nie tak słynne jak Mingusa "The Black Saint and the Sinner Lady" czy "Ah Um", po prostu zmiażdżyły mnie tak kapitalnym poziomem wykonania jak i koncepcyjnie niezwykle dojrzałą muzyką eksplorującą pogranicze hard bopu i free jazzu, nigdzie nie popadając w nacechowaną nostalgią wtórność czy autodestrukcyjną  awangardowość. Mierzyć się z takim materiałem, nawet jeśli to nie ten poziom charyzmy co na "Kind of Blue", mimo wszystko jest szaleństwem. Jak się zatem udało? 

Ano udało się - a może lepiej powiedzieć na szczęście nie udało się - ku mojemu zaskoczeniu nawet lepiej niż Peterowi Evansowi i spółce. Po prostu w pewnym momencie - zwłaszcza w dłuższych utworach, których immanentną część stanowiła improwizacja - polska fantazja wzięła górę, a dyscyplinę szlag trafił. I nagle - Bogu dź(w)ięki - usłyszałem w "Sue Changes" góralską z ducha solówkę dobrze mi znanego Damasia, a w "Orange Was the Color of Her Dress, Then Silk Blue" - ekstatyczny fortepian Grzegorza Tarwida, którego droga jest jedną z najbardziej pogmatwanych i artystycznie ciekawych w młodym polskim jazzie. W tym samym utworze z cienia grającego na oryginalnych nagranich zjawiskowego saksofonisty Georga Rufusa Adamsa wyszedł saksofon Marka Pospieszalskiego, zdaniem wielu muzyka roku 2022 dzięki dwóm wydanym w Cleen Feedzie krążkom, które zdobyły zasłużone uznanie tak w Polsce jak i zagranicą. 

Wisienką na torcie tego nagrania jest poprzedzająca koncert zapowiedź Rocha Sicińskiego, merytoryczna, ale szczera i niepozbawiona zjadliwego poczucia humoru, którego odczytanie pozostawiam koneserom. W podobnym tonie utrzymany jest też znakomity liner autorstwa tegoż dziennikarza, co zresztą skłania mnie do podziękowania radiowej Dwójce za wydanie tej płyty, w takim właśnie standarcie jak i za organizację koncertu, którego uczestnikom należy zazdrościć. Ale bez przesady. Mam nadzieję, że moich zachwytów w tekście artyści, a szczególnie młodzi muzycy, nie zrozumieją jako zachęty do nagrywania kolejnych powtórek klasycznych jazzowych nagrań. Nie, kochani, wystarczy, następne może za dekadę, od kolejnego pokolenia, ok?


sobota, 8 października 2022

Marek Pospieszalski - Polish Composers Of The 20th Century (2022)

Marek Pospieszalski

Marek Pospieszalski - soprano, alto & tenor saxophone, clarinet, flute 
Piotr Checki - tenor saxophone
Tomasz Dabrowski - trumpet
Tomasz Sroczynski - viola
Szymon Mika - electric guitar & acoustic guitar
Grzegorz Tarwid - piano
Max Mucha - double bass
Qba Janicki - drums & soundboard

Polish Composers Of The 20th Century (2022)

Wydawnictwo: Cleen Feed

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Marek Pospieszalski to saksofonista młodego pokolenia z dość już dobrze ugruntowaną pozycją w polskim jazzie. Choć chyba bardziej adekwatnym byłoby tu określenie „w polskiej muzyce improwizowanej”. Pomimo, iż jestem zagorzałym fanem awangardy, do dotychczasowej twórczości Marka Pospieszalskiego podchodziłem z pewną rezerwą. Nie przekonywała mnie ona. Instynktownie wyczuwałem, że może być w niej coś nie do końca autentycznego. Z tak oto wyrobionym zdaniem, w moje ręce wpadł album „Polish Composers Of The 20th Century”.

Inspiracją albumu, jak nie trudno się domyśleć, jest muzyka polskich kompozytorów XX w. Na warsztat Pospieszalskiego trafili Zygmunt Krauze, Włodzimierz Kotoński, Tadeusz Baird, Zbigniew Rudziński, Marek Stachowski, Jan Krenz, Kazimierz Serocki, Roman Palester, Witold Szalonek, Andrzej Panufnik, Tomasz Sikorski oraz Bogusław Schaeffer. Na co warto zwrócić uwagę to fakt, że wcale nie tak łatwo jest się tu tych powiązań doszukać. Pierwowzory stanowią niejako tylko fundament otwierający muzykom drogę do kolektywnej improwizacji.

Interesującym aspektem jest to, że przy opracowywaniu materiału Pospieszalski nie korzystał z partytur pierwotnych utworów. Zamiast tego oparł się na doznaniach słuchowych. Wydaje się, że to m.in. dzięki temu udało się stworzyć coś tak głęboko osadzonego w oryginałach, a jednocześnie na tyle unikalnego i „innego”, że równie dobrze mogłoby stanowić spójną całość oderwaną od oryginalnych kompozycji.

W osiągnięciu takiego efektu końcowego z całą pewnością wpływ miał także dobór muzyków. Poza liderem projektu (saksofony, klarnety, flet i taśma), w nagraniach wzięli udział Piotr Chęcki (saksofon tenorowy), Tomasz Dąbrowski (trąbka), Tomasz Sroczyński (wiolonczela), Szymon Mika (gitary), Grzegorz Tarwid (fortepian), Max Mucha (kontrabas) oraz Qba Janicki (perkusja i soundboard). Jak widać, są to głównie muzycy młodego pokolenia, którzy już wielokrotnie dali się poznać jako niezwykle otwarci artyści potrafiący w każdym projekcie dodać „coś” od siebie. Wartym odnotowania jest to, jak poszczególni muzycy współpracują ze sobą. Właściwie nie da się wyróżnić jednego instrumentu, który górowałby nad resztą. Cały band funkcjonuje jak jeden, żywy i spójny organizm, który konsekwentnie zmierza w tym samym kierunku.

Odsłuch omawianego albumu jest niezwykle mistycznym doznaniem. Dość powiedzieć, że to dwupłytowe wydanie to prawie dwie godziny muzyki. Raczej sceptycznie podchodzę do tak długich albumów, gdyż zdarza się dość często, że muzyka wyczerpuje swój potencjał w ciągu pierwszej godziny. Tu jest jednak zupełnie inaczej. Przestrzeń, którą udało się stworzyć jest nieporównywalna z niczym innym. Ugrzęzłem w tych brzmieniach na dobre. Jest to coś nowego dla mojego ucha, a właśnie tego szukam w awangardowych projektach.

Choć pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, to do twórczości Marka Pospieszalskiego od teraz podchodzić będę z dużo większym respektem i otwartością. Lider projektu powiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko i z niecierpliwością czekam na jego dalsze kroki.

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Minim feat. Sainkho - Manifesto Live at SPATiF (2021)

Minim feat. Sainkho

Sainkho Namtchylak - vocal
Kuba Wójcik - guitar
Grzegorz Tarwid - piano, synth
Andrzej Święs - double bass
Albert Karch - drums

Manifesto Live at SPATiF (2021)

Tekst: Dominik Konieczny



To bardzo przewrotne, ale dopiero wirus w pakiecie z izolacją, pozwolił mi się skupić na tej płycie na tyle, żeby móc o niej napisać. Przewrotne, bo do wydania tego materiału przyczyniła się pandemia i związane z nią ograniczenia, które szczególnie dotknęły muzyków. Trzeci album w dyskografii Minim, drugi we współpracy z wokalistką Sainkho, pierwszy na żywo.

I ta żywość albumu przemawia do mnie najbardziej - dużo płyt z dopiskiem “live” jest tylko rejestracją materiału zagranego w klubie przy obecności widowni (zwykle jeszcze więcej pecha mają te zagrane z udziałem publiczności i orkiestry symfonicznej), tutaj przez cały czas czuć emocje pomiędzy zespołem a publicznością, jest wyczuwalna dobra wspólnotowa więź.

Muzyka jest zupełnie inna od tej z albumu studyjnego (Earth), jest bardziej transowo, jamowo, mocniej. Jest więcej sekcji, gitara miejscami przesterowana, częściej gra cały zespół z Sainkho włącznie. Kuba Wójcik, lider zespołu, w wywiadach wspomina o fascynacji dziwnymi dźwiękami Sainkho i dużo dziwnych dźwięków od Sainkho dostajemy. Ale te dźwięki współgrają z muzyką, są absolutnie spójne, aczkolwiek nie są łatwe w odbiorze, wymagają uwagi i otwartości. Jak już znajdziemy w tę uważność, to przynajmniej w moim przypadku mam wrażenie, że świat staje się większy, ciekawszy i lepszy.

Dla tych, którym spodobał się pierwszy album Minim z Sainkho, ten będzie świetnym rozwinięciem. Dla tych, którzy jak ja albo nie mieli okazji poznać tej muzyki albo nie zarezonowali przy pierwszym podejściu mocno polecam drugie podejście.



wtorek, 22 czerwca 2021

Relacja z cyklu koncertów w ramach projektu "W Sieci Dźwięków" #2

By Krzysztof Komorek

"W sieci dźwięków" to cykl siedmiu różnorodnych koncertów zorganizowanych przez Fundację Generator Sztuki, w wykonaniu jazzowych muzyków ze Szczecina, Berlina, Poznania, Krakowa i Warszawy, oraz szkolenie on-line z zakresu korzystania ze współczesnych mediów dla zaangażowanych w projekt artystów. Koncerty odbywały się w formie tradycyjnej w klubie Jazzment i były dostępne za darmo dla wszystkich zainteresowanych. Łącznie w cyklu wzięło udział 25 muzyków. W każdym koncercie w klubie Jazzment wzięło udział co najmniej 50 osób, a transmisje on-line oglądano już łącznie ponad 12000 razy.

"Kind Of Blue"

Tytuł koncertu został przez wykonawców potraktowany metaforycznie. Nie była to bowiem prezentacja utworów z kultowej płyty Milesa Davisa. Jedyne nagranie z tego albumu - "Blue In Green" - pojawiło się dopiero jako bis. Chociaż echa jazzowej płyty wszechczasów można odnaleźć w doborze repertuaru: kluczem do skonstruowania programu były blues i szeroko rozumiane powiązania z Milesem. Kwartet w składzie: Joanna Gajda - fortepian, Bartosz Świątek - kontrabas, Marcin Rakowski - instrumenty perkusyjne i Krzysztof Kołłątaj - perkusja, rozpoczął więc od "Blue Skies" Irvinga Berlina. Jako kolejny utwór pojawił się "Tokyo Blues" Horacego Silvera, z atrakcyjnym fragmentem duetowej konwersacji perkusji i perkusjonaliów. Popisy tych instrumentów ubarwiły również "Blue Bossę" Joe’go Hendersona i finałowy "No More Blues". Z kolei kontrabas znalazł pole do solowej prezentacji w "Memories Of Tomorrow" Keitha Jarreta, utworze znanym między innymi z solowej interpretacji wybitnego pianisty na płycie "Köln Concert". Program uzupełniła jeszcze kompozycja "When Sunny Gets Blue" z intrygującym duetem fortepianu i kontrabasu. 


"Jobim & Gilberto"

Antonio Carlos Jobim i Joao Gilberto oraz oczywiście bossa nova byli bohaterami kolejnego koncertu cyklu. Wśród zaprezentowanych utworów znalazły się klasyki gatunku, którego prekursorami byli dwaj wspomniani artyści. Kwartet w składzie Maja Koterba - wokal, Michał Starkiewicz - gitara, Paweł Grzesiuk - akustyczna gitara basowa i Andrzej Janusz - instrumenty perkusyjne, z dopasowanym do stylistyki instrumentarium wykonał więc "Corcovado", "Desafinado", "'S Wonderful", "Caminhos Cruzados", "One Note Samba", "Once I Loved" i "Aqua de Beber". W programie pojawiła się również polska piosenka "Spoza nas" z  repertuaru Mietka Szcześniaka, z wplecionym w tekst wierszem ks. Jana Twardowskiego. Koncert zamknął wybór najoczywistszy z oczywistych, czyli powszechnie znana i uwielbiana "The Girl From Ipanema". Warto podkreślić, że obok wokalu prezentowanego w trzech językach, również instrumentaliści wzbudzili aplauz publiczności prezentacją swoich umiejętności w rozbudowanych kilkuminutowych interpretacjach. 


                                           "Jazz'N'Dance"

Nie zawsze pamiętamy o tym, że jazz był muzyką do tańca. O fakcie tym przypomina kolejny z koncertów cyklu. Taneczną stronę jazzu przybliżył widzom kwartet w składzie: Tomasz Licak - saksofon, Michał Starkiewicz - gitara, Kajetan Galas - organy hammonda oraz Krzysztof Szmańda - perkusja. Po raz kolejny zestaw  instrumentów świetnie dopasowano do charakteru programu. I chociaż nikt spośród publiczności nie zerwał się do tańca, to bez wątpienia  udało się muzykom - kolokwialnie mówiąc - rozbujać atmosferę na sali. Podobnie do wcześniejszych koncertów usłyszeć mogliśmy dość nieoczywisty wybór utworów, tym razem zinterpretowanych jako "taneczne". W programie znalazły się więc między innymi "Money In The Pocket" Nata Adderleya, "Do Like Eddie" Johna Scofielda, ale także kompozycja "Dansevise", która w roku 1963 reprezentowała Danię na Festiwalu Eurowizji. Zespół sięgnął również po muzykę autorstwa Michała Starkiewicza, prezentując utwór "Pod Nóżkę", który znalazł się na debiutanckiej płycie grupy The Beat Freaks, współtworzoną między innymi właśnie przez Michała Starkiewicza oraz Tomasza Licaka.  


 "Future Jazz - Impro Session"

Intrugujący cykl koncertów zamknęła kolejna sesja improwizowana, tym razem opisana jako jazz przyszłości - Future Jazz. I już na samym początku mogę zdradzić, że było to spotkanie równie intrygujące, co zaprezentowana wcześniej sesja "Jazz & Tradycja". Sekstet, który wystąpił podczas finałowego koncertu, zagrał ze sobą w tym składzie - jak to zostało zaanonsowane - po raz pierwszy. Przed kamerą (występ odbył się bez udziału publiczności) zaprezentowali się: Grzegorz Tarwid - instrumenty klawiszowe, Tomasz Licak - saksofon, Wojciech Jachna - trąbka, Michał Starkiewicz - gitara, Ksawery Wójciński - kontrabas oraz Krzysztof Szmańda - perkusja, czyli grupa muzyków należących do czołówki sceny improwizowanej, imponujących doświadczeniem. Dobrze się rozumiejących także dlatego, że grających wspólnie w innych zespołach - ot, żeby wymienić chociażby The Beat Freaks (Starkiewicz i Licak) czy też Sundial Trio (Tarwid, Jachna i Szmańda). A zaprezentowali się fantastycznie, zabierając słuchaczy w ponad godzinną, nieprzerwaną, hipnotyzującą muzyczna podróż. Doceniając wszystkie mainstreamowe odsłony cyklu, które oglądałem z dużą przyjemnością, muszę jednak stwierdzić, że to obie improwizowane części wywarły na mnie największe wrażenie. 

niedziela, 30 maja 2021

Case Kämäräinen - Joyride (2021)

Case Kämäräinen 

Marek Konarski - tenor saxophone
Grzegorz Tarwid - electric piano
Petter Asbjørnsen - bass
Tomi Kämäräinen - drums

Joyride

ECLIPSE CK 0920



By Krzysztof Komorek

"Mam nadzieję, że ta czwórka znajdzie czas na kolejne spotkania w studiu" - napisałem w podsumowaniu recenzji debiutanckiej płyty kwartetu Case Kämäräinen, wydanej pod koniec 2018 roku. Nieco ponad dwa lata później nadzieje spełniły się i do moich rąk trafiło kolejne wydawnictwo firmowane przez skandynawsko-polski zespół. Jaki tym razem był efekt spotkania krytyka z muzyką?

Nieoczekiwanie formacja wpędziła mnie w pewien kłopot. Uprzedzając fakty zdradzę, że nie straciłem entuzjazmu co do produkcji zespołu. Jednak jako zwolennik zwięzłych i rzeczowych recenzji mógłbym w zasadzie ograniczyć się do zacytowania tytułu najnowszej płyty kwartetu. Proste słowo "Joyride" perfekcyjnie opisuje bowiem to, co dzieje się podczas czterdziestu sześciu minut wybrzmiewania albumu. Więcej nie trzeba, a może nawet nie powinno się tu dodawać. Ponieważ nie jest to jednak konkurs na najkrótszą recenzję świata, pozwolę sobie skreślić jeszcze kilka opisowo-ocennych zdań w temacie.

W zasadzie wiele nie zmieniło się w porównaniu do "Waiting". Personel pozostał ten sam. Ponownie pierwsze skrzypce gra w kwartecie polski duet Marek Konarski/Grzegorz Tarwid. Grupa nie dokonała również jakiejś nieoczekiwanej artystycznej wolty, ale dzięki drobnym detalom udało się muzykom wprowadzić pierwiastki interesującej zmiany w obliczu zespołu. Najważniejszy z nich to "przesiadka" Grzegorza Tarwida z fortepianu na pianino elektryczne.

Ta mała zmiana cieszy niezmiernie. Tarwid chętnie sięga ostatnimi czasy po ten instrument, a na "Joyride" wypada wręcz rewelacyjnie. To jest największy "smaczek" na nowej płycie Case Kämäräinen. "Cream", w którym ton nadaje właśnie elektryczne piano oraz saksofon, jest dla mnie mocnym kandydatem na jazzowy przebój tego roku. Większość płyty czaruje lekkością, choć nieco stylistycznej odmiany dają dwa ostatnie utwory, które przełamują nieco stylistykę całości, zmierzając śmiało w kierunku bardziej otwartych form.

Przytoczona na wstępie konkluzja recenzji sprzed dwóch lat nie straciła na aktualności. Przy drugiej odsłonie bawiłem się równie dobrze jak przy debiucie. Znowu z zainteresowaniem czekał będę na, trzeci tym razem, album. I z jeszcze większą niecierpliwością wyglądał koncertów kwartetu.

wtorek, 14 lipca 2020

Mad Ship - Flash Years (2020)

Mad Ship

Tomasz Licak - tenor saxophone, bass clarinet
Kuba Wójcik - guitar, electronics
Grzegorz Tarwid - synthesizers
Krzysztof Szmańda - drums

Flash Years

KOLD 0003


By Adam Baruch

This is the debut album by the Polish Jazz ensemble Mad Ship, which comprises of saxophonist Tomasz Licak, guitarist Kuba Wójcik, keyboardist Grzegorz Tarwid and drummer Krzysztof Szmańda. The album presents nine original compositions, all by Wójcik.

The music presents a highly charged, soaked in synthesizer and electronic effects sound, with an eerie ambiance and very atypical overall approach, surely as far as Jazz is concerned. The pieces range between atmospheric, slow developing vistas a la New Age and energetic up-tempo dense explorations, almost Heavy Metal in nature, surely not something one would expect from a Jazz album, but on the other hand a reflection of a steady trend in contemporary Polish Jazz to increasingly involve electronics within the genre. But pushing these convoluted descriptions aside, this album definitely offers an interesting listening experience, which keeps surprising and keeps the listener at his toes.

All four players are experienced and talented musicians and therefore the performances are highly effective. Licak, in spite of his harsh tone, plays highly lyrically and melodically for the duration, spicing the proceeding with some superb Free Form improvisations. Wójcik concentrates on electronics and his guitar contributions are mostly riffs and background chords, with occasional soloing, Tarwid, nor surprisingly, steals the show completely with his brilliant synthesizer parts, which provide most of the content and finally Szmańda keeps the entire havoc together with his excellent versatile and solid drumming.

Overall this is a superb debut effort, perhaps still not completely focused but offering a lot of very interesting music, with a strong emotional impact resulting in a dense, demanding listening experience. As usual, the most important factor is the effort to leave conventional approach behind and keep exploring, which this music surely represents. I am already waiting for the next album, but in the meantime this one is certainly worth investigating!

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Diomede - Przyśpiewki (2020)

Diomede

Grzegorz Tarwid - piano, keys
Tomasz Markanicz - saxophone
Hubert Zemler - drums

Przyśpiewki

AUDIO CAVE 2020/008




By Adam Baruch

This is the second album by Polish Jazz outfit Diomede, which started as a duo of keyboardist Grzegorz Tarwid and saxophonist Tomasz Markanicz and on this album was expanded to a trio with the addition of drummer Hubert Zemler. The album presents ten original compositions, which are not credited on the alum's artwork and assumed to be co-composed by all three musicians.

The music seems to stick to the modus operandi of the debut album, presenting melodic pieces, which are only partly related to the Jazz idiom, but involve the element of improvisation and the adventurous spirit, and which could be easily perceived as Art Rock, cinematic music, World-Jazz Fusion and many other sun-genres. This chameleonic character of the music is truly charming and fascinating, and keeps the listener on his toes for the entire duration.

Tarwid emerges as one of the most interesting representatives of the young Polish Jazz scene, and his recorded legacy so far offers an astonishing stylistic diversity and unusual level of excellence, which are certainly worth watching closely. His contributions on this album are a clear indication of his multi-talented musical personality.

Markanicz evidently matured since the recording of the debut and his improvising skill and power of expression are certainly more impressive, placing him shoulder to shoulder with the two more experienced colleagues. Joining forces with Zemler, who is another example of the strength and diversity of the Polish scene and a remarkable performer, certainly added a lot of new creativity into the outfit's presence and strengthened the overall sound significantly, now able to present a full palette of an bona fide ensemble.

Overall this is a very impressive album, wonderfully unusual, rich in musical contents and surprising variety, excellently performed and obviously standing out as far as creativity and exploration are concerned. Absolutely well done, Gentlemen, and congratulations are in order for passing the critical sophomore album test.

piątek, 27 marca 2020

Alfons Slik - Nie Przejmuj Się (2019)

Alfons Slik

Grzegorz Tarwid - piano, voice
Szymon Gąsiorek - drums, voice

Nie Przejmuj Się

LOVE & BEAUTY 06





By Adam Baruch

This is the debut album by Avant-Garde Polish Jazz duo Alfons Slik, consisting of pianist / composer Grzegorz Tarwid and drummer / composer Szymon Gąsiorek. The album presents nine original compositions, three composed by Tarwid, two by Gąsiorek and four co-composed by them both. In addition to the obvious piano and drums the duo utilizes some spoken word parts on three of the tracks, which are on the borderline of Jazz & Poetry/Rap.

The music is everything the listeners familiar with the work of these two brilliant young musicians (separately and collectively) might expect, and beyond. Although definitely unconventional and innovative, and therefore Avant-Garde, the music is not missing some melodic touches and coherent continuity. The total playing time of just under half an hour is a wise decision in this case as the intensity and diversity of the musical content is mercilessly multifarious and complex.

Piano and drums duet is surely not a typical musical setting, especially when both instruments receive a completely equally important role within the music. The dialogue the two partners are able to develop herein is truly spectacular and rarely present elsewhere.

Overall this is a fascinating musical adventure, which stands apart from most Avant-Garde projects in Polish/European Jazz. Paraphrasing on an old slogan, this is Avant-Garde with a human face, which rather than alienating the listener tries to bring him into the music and embrace it. This little gem is absolutely wholeheartedly recommended!

poniedziałek, 24 lutego 2020

Grzegorz Tarwid – Plays (2019)

Grzegorz Tarwid

Grzegorz Tarwid - piano

Plays

PRIVATE EDITION






By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by Polish Jazz pianist/composer Grzegorz Tarwid, one of the upcoming young Polish Jazz personalities, who already managed to bring attention to himself through his recordings with the Jachna/Tarwid/Karch (a.k.a. Sundial) trio and other work as sideman/co-leader. This solo piano album presents just four improvised pieces called Etudes, the first three of which were recorded in the studio and the last was recorded live. The total playing time of the album is just slightly above the half hour mark, so technically it is an EP.

The music is extremely hard to categorize, as it manages to slip between the commonly accepted definitions of contemporary genres. It could be embraced by Avant-Garde contemporary Classical Music as easily as Improvised Music, but again it is innovative and unique enough to define its own niche. It combines a minimalist absence of melody with a fury of staccato notes, which create almost a "wall of sound" effect at times.

This album is definitely the most detached Tarwid's recording from his Jazz base, but his followers will have no problem with connecting the dots to his previous recordings. Such bold venture into uncharted territory reflects Tarwid's desire to expand his horizons and his journey in music, influenced by his residency in Denmark and the involvement with the local scene seems to suit ideally his growth path.

This music is as far from easy listening as music goes, which means that it requires an intellectual/emotional effort from the listener and certainly does not apply to the average Jazz listener. Nevertheless it is exemplary in its boldness and unprecedented in its approach as far as the composition and piano playing are concerned. Overall this is a highly unusual piece of music, recommended to open-minded listeners who are willing to make an effort before they can fully enjoy the music.


wtorek, 3 grudnia 2019

Festiwal Jazz & Literatura 2019


Osiem koncertów oraz dwa wydarzenia: literackie i edukacyjno-artystyczne. 7 września, jako zapowiedź V edycji festiwalu Jazz & Literatura, w Muzeum Zamkowym w Pszczynie wystąpił wybitny argentyński pianista i kompozytor Julio Mazziotti. Faktyczna inauguracja festiwalu - recital fortepianowy legendy jazzu, mistrza improwizacji Adama Makowicza - odbyła się 6 października w postindustrialnej przestrzeni chorzowskiej Sztygarki. W Chorzowskim Centrum Kultury zagrało Kasia Pietrzko Trio, porywające Dock In Absolute z Wielkiego Księstwa Luksemburga i polsko-japoński kwartet Tomasza Dąbrowskiego Ad Hoc Ninjazz wystąpili w Miejskim Domu Kultury Batory. Literacki akcent pojawił się w nietuzinkowych tekstach zespołu MÓW (Starochorzowski Dom Kultury) oraz w autorskich piosenkach duetu Bolewski & Tubis (Park Tradycji w Siemianowicach Śląskich). Organizatorzy przygotowali literacką niespodziankę we współpracy z Wolnością Czytania 2019, a także przedstawili wernisaż "Niezwykłe historie z Polski i Japonii" dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha z Krakowa.

Festiwal Jazz & Literatura jest wspólną inicjatywą Miejskiego Domu Kultury Batory reprezentowanego przez Dyrektora Sylwestra Paprockiego oraz Agencji New Talents’ Resources Marzena Anioł i powstał w porozumieniu z Miastem Chorzów. Współorganizatorami tegorocznej edycji byli: Miasto Chorzów, Muzeum Zamkowe w Pszczynie – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Śląskiego, Chorzowskie Centrum Kultury, Kompleks Sztygarka, Starochorzowski Dom Kultury, Siemianowickie Centrum Kultury - Park Tradycji, Wolność Czytania oraz Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha z Krakowa .

Przedstawiamy krótką fotorelacją z wybranych wydarzeń festiwalu.

                                            Julio Mazziotti

                               Adam Makowicz (fot. Jarek Rerych)

                           Adam Makowicz (fot. Jarek Rerych)

                                                 MÓW

                     Tomasz Dąbrowski Ad Hoc (fot. Kinga Brzezicka)

                            Dock In Absolute (fot. Anna Wietecha)

                         Dock In Absolute (fot. Anna Wietecha)

                                         Bolewski & Tubis

                                           Bolewski & Tubis

piątek, 15 listopada 2019

Koncerty Minim feat. Sainkho


Sainkho Namtchylak - śpiew
Kuba Wójcik - gitara
Grzegorz Tarwid - fortepian
Andrzej Święs - kontrabas
Albert Karch - perkusja


16.11 - Novum Jazz Festival, Łomża
29.11 - Klub Żak, Gdańsk
30.11 - SPATiF, Warszawa

Spotkanie dwóch muzycznych światów; wyjątkowy projekt muzyków jazzowych młodego pokolenia i światowej sławy tuwiańskiej artystki – Sainkho Namtchylak. Muzyka grana przez kwintet jest niezwykłym połączeniem awangardowego jazzu z muzyką tradycyjną, nowoczesności z folklorem. Zespół proponuje słuchaczom muzyczną podróż pomiędzy kulturą i naturą w miejsce w którym współczesność przegląda się w swoim dziedzictwie. Artystyczna refleksja nad współczesnością, wielokulturowością, dynamicznymi zmianami na świecie i ich relacją do tradycji.

Sainkho Namtchylak - światowej sławy tuwińska wokalistka mieszkająca w Wiedniu. Artystka, poetka i szamanka. Mistrzyni śpiewu gardłowego i alikwotowego, dysponująca 7 oktawową skalą głosu. Nagrała kilkadziesiąt płyt z rozmaitymi artystami. Porusza się w różnorodnej stylistyce: od jazzu, poprzez world music, folk, awangardę, na muzyce eksperymentalnej kończąc.

Minim - międzynarodowy projekt eksplorujący rejony jazzu, muzyki improwizowanej i awangardy. W duchu minimalistyczny, oparty na oryginalnych kompozycjach gitarzysty i lidera - Kuby Wójcika. Współtworzą go uznani muzycy młodego pokolenia: pianista i kompozytor Grzegorz Tarwid, perkusista i producent Albert Karch, a także świetny kontrabasista Andrzej Święs.

środa, 9 października 2019

Tomasz Dąbrowski Ad Hoc i zespół Dock In Absolute na festiwalu Jazz & Literatura 2019 !!!


Tomasz Dąbrowski Ad Hoc "Ninjazz" - Chorzów, MDK Batory - 09.10.2019, godz. 19.00.

Zespół powstał w 2014 roku podczas pierwszej wizyty Tomasza Dąbrowskiego w Japonii. W jego skład wchodzi legendarny pianista Hiroshi Minami, Hiroki Chiba na kontrabasie i looperach, Hiroshi Tsuboi na perkusji oraz Dąbrowski na trąbce. W 2015 roku ukazała się ich pierwsza płyta "Strings" wydana przez wytwórnię Airplane Records ekskluzywnie na rynek japoński, gdzie też okazała się dużym sukcesem. Muzyka, jaką skomponował Dąbrowski, jest bardzo intuicyjna, otwarta, ale bardzo poukładana. Zespół odbył dwie trasy koncertowe po Japonii i jedną w Polsce. Ninjazz to już drugi wspólny projekt nagrany w znakomitym teamie z japońskimi muzykami, tym razem wydany tylko na winylu (Wydawnictwo ForTune).

Tomasz Dąbrowski - trębacz, kompozytor, improwizator. Wielokrotnie nagradzany artysta zarówno w Polsce, jak i za granicą. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jako pierwszy Polak w historii, utytułowany nagrodą "Jazzowego Muzyka Roku" na wyspie Fyn w Danii, przyznawanego przez Związek Muzyków Jazzowych - Foreningen Af Fynske Jazzmusikere. Uczestnik programu „You Me - Young Musicians play Europe”, którego zadaniem jest prezentacja najciekawszych osobowości muzycznych w Europie. W dorobku artystycznym ma sześć solowych płyt, oraz dziesiątki albumów jako sideman i współlider. Tomasz jest przez krytyków wymieniany wśród najlepszych trębaczy i kompozytorów młodego pokolenia w Europie. Znany z nagrań grupy TOM TRIO [nominacja do Fryderyka 2013], serii koncertów S-O-L-O: „30 urodziny / 30 miast / 30 koncertów”, projektów z Tyshawn Sorey'em, Krisem Davisem i Andrew Drury’m. 

Dotychczasowe projekty odbiły się szerokim echem, otrzymując znakomite recenzje na całym świecie, co stało się przyczynkiem do tras koncertowych w Europie, Ameryce Północnej i Azji. Grał między innymi z takimi muzykami i zespołami jak Tomasz Stańko, Kresten Osgood, Jacob Anderskov, Fredrik Lundin, the Copenhagen Art Ensemble, Jamaaladeen Tacuma, Greg Osby, RJ Miller, Gilad Hekselman, Evan Parker, Aaron Parks, Richard Bona, Pheeroan akLaff, Tony Scheer, Rudi Mahall, Avishai Cohen, Sam Pluta, Jonathan Blake i Jaleel Shaw. Tomasz Dąbrowski jest członkiem kolektywu muzycznego i wytwórni płytowej Barefoot Records.


Dock In Absolute - Chorzów, MDK Batory - 10.10.2019, godz. 19.00.

Porywające jazzowe trio fortepianowe z Wielkiego Księstwa Luksemburga tworzą Jean-Philippe Koch (fortepian), David Kintziger (gitara basowa) oraz Michel Mootz (perkusja). W oparciu o kompozycje własne pianisty kreują unikalny styl łączący progresywny jazz, muzykę klasyczną i rocka. Wtłaczają swoją energią nowe życie w scenę muzyczną i cieszą się rosnącą popularnością. Dock in Absolute dowodzi, że jazz ma niezliczoną ilość historii do opowiedzenia.

Trio prezentowało swoją muzykę na wielu festiwalach i imprezach, wśród których znalazły się m.in.: Tokyo Jazz Festival, Hong Kong International Jazz Festival, Edinburgh Jazz Festival, Liverpool Jazz Festival, Paris Jazz Festival à la Cité, Jarasum International Jazz Festival, Jazz Au Chellah, Ottawa Jazz Festival, Jazz May Penza Festival, Beishan International Jazz Festival, Yokohama Jazz Promenade Festival, Brussels Jazz Marathon, Stuttgart Musikfest, Südtirol Jazz Festival, Aglan Jazz Festival, Sibiu Jazz Festival, Jazzit Fest Torino, Jazz Bez Festival, Ploiesti Hot Jazz Summit, Shenzhen Fringe Festival, Jazz In July Singapore, 9Gates Festival, Blues’n Jazz Rallye, B Flat Berlin, Like A Jazz Machine Festival, Luxembourg Jazz Meeting. Niedawno, jako najbardziej aktywny zespół w Luksemburgu, Dock in Absolute otrzymali tytuł “Export Artist of the Year” w dziedzinie muzyki.

piątek, 16 sierpnia 2019

Sundial feat. Irek Wojtczak - Sundial III (2019)

Sundial feat. Irek Wojtczak

Wojciech Jachna - trumpet
Grzegorz Tarwid - piano
Albert Karch - drums, percussion
Irek Wojtczak - tenor & soprano saxophones

Sundial III

HEVHETIA 0186


By Adam Baruch

This is the third album by the excellent Polish Jazz trio consisting of trumpeter Wojciech Jachna, pianist Grzegorz Tarwid and drummer Albert Karch. This time the trio is expanded into a quartet with the inclusion of the veteran saxophonist Irek Wojtczak. The album, recorded live, presents nine original compositions, all composed or co-composed by the trio members.

It is quite a challenge to follow the two superb albums which the trio recorded earlier with another extraordinary piece of music, which will continue the same level of emotional depth and sophistication. This is perhaps the reason why the trio members decided to reinforce their ranks with the addition of Wojtczak, who has achieved a remarkable level of respect and appreciation on the Polish scene, being one of the most creative and open-minded musicians on the scene. In retrospect this decision proved to be most fruitful and successful musically.

The music on this album is even more open and adventurous than on the two earlier albums, still offering a pre-composed skeleton but relaying more on spontaneous improvisation than ever before. It is therefore further removed from the Contemporary Classical tendencies followed earlier on and moves toward Avant-Garde contemporary music, with an emphasis on both group and individual improvisation. The melodic themes become more minimalist and nebulous, strongly related to the Krzysztof Komeda legacy he defined in the mid-1960s. I am pretty sure this music would put a smile on his face.

As usual, the individual contributions by the trio members are highly inspired and perfectly executed. Wojtczak integrates with the trio completely and unconditionally, becoming entirely naturally an integral part of the music making unit. Obviously his presence enhances and deepens the overall sound and adds new possibilities, which are immediately sized upon by the trio members. One could hardly hope for a more innate combination of improvising powers than this. The future will tell weather Wojtczak joins the trio on a permanent basis, turning it into a quartet or this was just a one time only collaboration, but the potency of this ensemble is fully exposed on this album.

It is only natural that musicians of this caliber refuse to stand still and keep searching constantly, and therefore it is completely normal to see the music evolving and developing from one album to the next. As long as they manage to keep it interesting, inspiring and deeply satisfying, like in this case, we should be grateful and feel blessed that such music is being made. Overall this is a remarkable album, certainly marking a noteworthy event in the 2019 list of Polish Jazz releases and deserving the admiration and respect reserved only for the very best of its kind. Thank you for the music, as always!

czwartek, 7 marca 2019

Sundial feat. Irek Wojtczak - Sundial III (2019)

Sundial feat. Irek Wojtczak

Wojciech Jachna - trumpet
Grzegorz Tarwid - piano
Albert Karch - drums, percussion
Irek Wojtczak - tenor & soprano saxophones

Sundial III

HEVHETIA 0186


By Krzysztof Komorek

Po dwóch studyjnych albumach trio Sundial przygotowało dla słuchaczy płytę koncertową. Tytuł pierwszych wydawnictw stał się już swego rodzaju marką i potocznie używaną nazwą grupy, tak więc zespół występujący dotąd jako Jachna/Tarwid/Karch, dokonał przy okazji kolejnej płyty wizualizacyjnej zmiany. 

Na tym jednak nie kończą się niespodzianki związane z omawianym tu albumem. Te znaleźć można bowiem także w stricte artystycznych elementach wydawnictwa. Muzycy wspominali w rozmowach, że po kilku latach wspólnej pracy potrzebowali impulsu, który pozwoli na przełamanie pojawiających się koncertowych schematów. Takim bodźcem stało się zaproszenie do nagrań czwartej osoby. Sundial miał już okazję przetestować występy w rozszerzonym składzie, grając koncert z Tomkiem Dąbrowskim, natomiast na czas nagrywania nowej płyty gościem tria został Irek Wojtczak - trójmiejski saksofonista, improwizator, kompozytor, aranżer, animator polskiej muzyki ludowej, która inspirowała firmowane przez niego albumy. 

Cała czwórka spotkała się w wypróbowanym (to już nie pierwszy nagrywany tam album live) miejscu, łódzkich Ciągotach i Tęsknotach, na dwudniowej koncertowej rezydencji, którego efektem jest najnowsza odsłona Sundiala. Często nagrania live stanowią prezentację znanego wcześniej repertuaru. "Sundial III" składa się w większości z kompozycji nowych, a choć zabrzmiały na płycie także dwa utwory z pierwszego albumu, to zostały one przearanżowane i przekomponowane. Pewnym nawiązaniem - chociażby w tytule - do drugiej z kolei płyty jest także "Return Of The Hedgehog". 

Zespół zdecydował się na kilka ciekawych zabiegów przy okazji produkcji całości. Pełną koncertową spontaniczność zastąpiło połączenie wybranych utworów, które płynnie przechodzą z jednego w drugi, tworząc rodzaj suity. Dopiero po wybrzmieniu ostatnich dźwięków kończącego album nagrania możemy usłyszeć reakcję publiczności. "Celestailly Light" Alberta Karcha, który na żywo zabrzmiał jako monumentalna całość, finalnie rozbity został na trzy części, tworząc interludia pomiędzy pozostałą szóstką utworów. Byłem obecny podczas koncertowej sesji i muszę przyznać, że ów drugi zabieg świetnie się sprawdził, pozwalając zaistnieć na płycie ciekawej, acz wymagającej w odbiorze kompozycji. 

Nie jest zaskoczeniem udane wkomponowanie się w występ Sundiala Irka Wojtczaka. Saksofonista nie starał się swoją obecnością gwałtownie zmieniać oblicza tria. Stał się uzupełnieniem, a może raczej znakomitym dopełnieniem brzmienia zespołu. Dociekliwym podpowiem, że wsłuchując się uważnie w "Sudden Rush Recomposed", można wyłapać pojawienie się niewymienionego na okładce instrumentu, którego Irek Wojtczak użył podczas koncertu. 

Pięćdziesiąt trzy minuty samej muzyki, stylistycznie nie stanowią wielkiego zaskoczenia. Mamy do czynienia ze współczesną improwizacją. Oczywiście zróżnicowaną i bogatą w tempa oraz nastroje. Wspomniany już "Sudden Rush Recomposed" daje posmakować energetycznego free. "Sundial III" z kolei, niczym dobry thriller, porusza tajemniczością i mrokiem. Trzy części "Celestially Light" wprowadzają uspokojenie minimalizmem oraz mantrami perkusji i perkusjonaliów. Zachwycająco wybrzmiewa "Hymnical" z dynamicznym początkiem i pianinem fundującym słuchaczowi szeroki wachlarz emocji. 

Nadmieniłem już, że miałem okazję być na koncertowej sali podczas nagrań. Czekałem więc na zmaterializowanie się płyty z zaciekawieniem i niecierpliwością. Finalny efekt mnie nie zawiódł. Poza miłym wspomnieniem "Sundial III" dostarcza solidnej dawki znakomitej, oryginalnej muzyki.

Zobacz też: