Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawartko Magdalena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawartko Magdalena. Pokaż wszystkie posty
sobota, 9 marca 2024
poniedziałek, 26 lutego 2024
Magdalena Zawartko - "Satyagraha"
Magdalena Zawartko
Magdalena Zawartko - głos
Marcin Kaletka - saksofony
Michał Tokaj - fortepian
Michał Barański - kontrabas
Michał Miśkiewicz - perkusja
Wydawca: Requiem Records - Lydian Series
"Satyagraha" (2023)
Magdalena Zawartko - głos
Marcin Kaletka - saksofony
Michał Tokaj - fortepian
Michał Barański - kontrabas
Michał Miśkiewicz - perkusja
Wydawca: Requiem Records - Lydian Series
"Satyagraha" (2023)
Autor tekstu: Maciej Nowotny
Magdalena Zwartko debiutowała w roku 2015 albumem "Leć Głosie", który był - jak pisał Adam Baruch w recenzji na naszym blogu - bardzo udanym połączeniem elementów polskiej muzyki ludowej, klasycznej i jazzu. W kolejnych latach Magdalena potwierdziła swoją pozycję jako jeden z najciekawszych głosów w młodym polskim jazzie pojawiając się na tak różnorodnych stylistycznie i ciekawych albumach jak na przykład "Wagabunda" - nagranym w duecie z kontrabasistą Grzegorzem Piaseckim i inspirowanym kulturą muzyczną Gruzji, Maroka, Izraela, Ameryki Północnej i Polski czy "Voices" - nagranym przez legendę polskiej sceny jazzowej trębacza Piotra Wojtasika. Jej udział w tym drugim projekcie nasz kolega Mateusz Chorążewicz odnotował w rzadkich dla niego entuzjastycznych słowach: "Jedną z bardziej intrygujących warstw muzycznych (tego albumu) jest głos Magdaleny Zawartko. Wokalistka bardzo sprawnie porusza się między różnorodnymi technikami – począwszy od techniki klasycznej, a na śpiewie etnicznym skończywszy".
Jak widać nasza krytyka jazzowa, w tym pisząca na tym blogu, od dawna i z życzliwością śledzi rozwój talentu Zawartko, która obok takiej na przykład Natalii Kordiak czy Anny Rybackiej, tworzy awangardę przedstawicieli młodego pokolenia wokalistyki jazzowej w Polsce. W tym kontekście najnowszy album Magdaleny Zawartko, co znamienne pierwszy wydany całkowicie pod swoim nazwiskiem, symbolicznie kończy pierwszy okres jej kariery, kiedy z sukcesem zbudowała swoją pozycję na naszym jazzowym rynku i przystępuje do etapu drugiego jakim jest przebicie się ze swoim nazwiskiem do świadomości szerokiej jazzowej publiczności, a najlepiej i pozajazzowej. Czy patrząc z tej perspektywy jej najnowsza płyta może w tym pomóc?
Jestem zdania, że zdecydowanie tak. Bo ze wszystkich wydanych przez nią do tej pory ten materiał jest zdecydowanie najbliżej tzw. "głównego nurtu", ale w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Przede wszystkim warto tu odnotować muzyków, których wokalistka zaprosiła do współpracy. Michał Tokaj to nie tylko wybitny pianista, ale przede wszystkim muzyk znany z bardzo udanych projektów z wokalistkami, w tym z wieloletniej współpracy z Agą Zaryan, a także z wokalistami, w tym bardzo udanych projektów z Grzegorzem Karnasem. Zatem Tokaj jest dla naszej wokalistyki jazowej trochę jak legendarny Hank Jones i to porównanie powinno wyjaśnić wiele co oznacza dla Zawartko jego obecność na tej płycie. Ale poza nim w składzie grającym na tym krążku znajdziemy równie prominentnych kontrabasistę Michała Barańskiego, laureata wszelkich możliwych nagród za jazzowy album roku 2022 za swoją płytę "Mazovian Mantra" i Michała Miśkiewicza, członka polskiego combo numer 1 czyli trio Marcina Wasilewskiego, a także młodego i utalentowanego saksofonistę Marcina Kaletkę. Słuchanie tych muzyków grających razem na tej płycie to wielka przyjemność, sama w sobie usprawiedliwająca odsłuchanie tej płyty, ale też pokazująca, że głos liderki na tle tych granych przez tych muzyków dźwięków, jawi się jako co najmniej równie interesujący, fascynujący i mistrzowsko opanowany instrument.
Tym samym przechodzimy do samego clou czyli programu płyty i jego wykonania. Dojrzałość artystki potwierdza spójny artystycznie program płyty, na który składają się jej własne kompozycje (w tym jedna wspólna z Tokajem), ale także kompozycje innych autorów, których wybór jest jednak bardzo nieoczywisty jak np. autora pieśni kościelnych, muzykologa i dyrygenta Wojciecha Lewkowicza, czy twórców muzyki żydowskiej Maurice'a Raucha i Meira Finkelsteina. Tak indywidualny wybór repertuaru, w części oryginalnego, w części niezwykle rzadko słuchanego, świadczy o dojrzałym smaku muzycznym i intencji by muzyka pozostała ze słuchaczem na dłużej i mogła być odkrywana podczas wielokrotnych odsłuchów.
I to także się udało, co budzi tym większe uznanie, że album wypełniają, poza jedną piosenką zaśpiewaną po hebrajsku (?), same wokalizy. Ryzykowne zagranie, bo abstrakcyjne dźwięki ludzkiego głosu, pozbawione kotwicy słów, są jednak nieco trudniejsze w odbiorze dla przeciętnego słuchacza. Jednak możliwości wokalne Zawartko, jej wspaniała muzykalność, szukanie współbrzmień z mistrzowsko zagranymi partiami instrumentalnymi, sprawiają że ani przez sekundę nie czujemy się znużeni wokalizami. Wręcz przeciwnie, abstrakcyjne dźwięki wyśpiewane przez Zawartko płyną całkowicie naturalne, swobodnie, płynnie, a nasz umysł sam znajduje nieznane nam wcześniej słowa, które serce zdaje się nam podpowiadać w odpowiedzi na dźwięki tworzone przez wokalistkę.
Podsumowując, do muzyki na tej płycie doprawdy trudno się krytykowi przyczepić. Jest tu wszystko co powinno być, a nawet więcej, poza jednym: słuchaczem. I pozostaje tylko mieć nadzieję, że jak największa ich ilość znajdzie drogę do tej perełki. Nie zawiodą się.
sobota, 24 września 2022
Piotr Wojtasik – Voices (2022)
Piotr WojtasikPiotr Wojtasik – trumpet
Magdalena Zawartko – vocal
Julia Ziembińska – harp
Marcin Kaletka - tenor saxophone
Michał Tokaj – piano
Michał Barański - double bass
Kazimierz Jonkisz – drums
Chór Synagogi pod Białym Bocianem we Wrocławiu
Stanisław Rybarczyk – conductor
Voices (2022)
Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz
Piotr Wojtasik to artysta, którego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Dorobek artystyczny i wkład dla polskiej sceny muzycznej, nie tylko jazzowej, jest niekwestionowany. Jednak od kilku lat odnosiłem wrażenie, jakby jeden z najwybitniejszych polskich trębaczy jazzowych był nieco odtwórczy, w pewnym sensie odcinał kupony od dotychczasowej kariery.
Nie zrozumcie mnie źle. Albumy „To Whom It May
Concern” z 2018 roku czy „Tribute To Akwarium” z 2017 to pod kątem muzycznym
świetne płyty. Każdy miłośnik jazzu je doceni. W końcu czego innego się
spodziewać po takim artyście jak Piotr Wojtasik. Niemniej jednak, kogoś, kto w
muzyce poszukuje czegoś nowego, elementu odświeżającego, wyżej wspomniane płyty
nie były w stanie usatysfakcjonować.
W związku z powyższym do albumu „Voices”
podszedłem początkowo z pewną rezerwą. Wystarczyły jednak pierwsze dźwięki, bym
ugrzązł w tej muzycznej opowieści na dobre.
W nagraniach, które miały miejsce w lutym
2020, brał udział kwintet Piotra Wojtasika (Piotr Wojtasik na trąbce, Marcin
Kaletka na saksofonie, Michał Tokaj na fortepianie, Michał Barański na
kontrabasie i Kazimierz Jonkisz za perkusją) poszerzony o Magdalenę Zawartko na
wokalu i Julię Ziembińską na harfie. Całość dopełnia Chór
Synagogi pod Białym Bocianem pod dyrekcją Stanisława Rybarczyka.
Już samo zestawienie wykorzystanych brzmień
jest na tyle intrygujące, że nie można koło tej muzyki przejść obojętnie. Jedną
z bardziej intrygujących warstw muzycznych jest głos Magdaleny Zawartko.
Wokalistka bardzo sprawnie porusza się między różnorodnymi technikami –
począwszy od techniki klasycznej, a na śpiewie etnicznym skończywszy. Generalnie,
całe wykonawstwo stoi na wysokim poziomie, ale to właśnie wokal wyróżnia się
najbardziej. Osobiście mam słabość do wykorzystywania w muzyce głosu ludzkiego
właśnie tak w przypadku albumu „Voices”. Magdalena Zawarto nie wyśpiewuje tu
bodaj ani jednego słowa. Zamiast tego, jej głos traktowany jest jak dodatkowy instrument.
Kompozycyjnie i aranżacyjnie (za wszystko
odpowiada Piotr Wojtasik, za wyjątkiem utworu Cherrys) album jest absolutnie
wybitny. Do wykorzystania i zagospodarowania jest tutaj naprawdę wiele
różnorodnych brzmień. W końcu to nie tylko klasyczny jazzowy kwintet, ale
również chór, wokal solowy i harfa. Kompozycje są dość złożone, wieloczęściowe,
ale ucho z łatwością podąża za nimi. Nie ma tu momentów bez znaczenia,
dłużących się, czy nie pasujących do siebie. Całość jest bardzo koherentna, co
świadczy o wysokim poziomie również właśnie pod kątem kompozycji i aranżacji.
Nie lubię nadmiernie słodzić. W przypadku
praktycznie każdego albumu da się znaleźć coś, co można poprawić, zrobić
lepiej. Choć starałem się jak mogłem, tutaj nie doszukałem się niczego takiego.
Liderowi projektu udało się stworzyć prawdziwą muzyczną opowieść, w której po
prostu nie da się nie zakopać po uszy. Odsłuch tej płyty to iście metafizyczne
doznanie. Zdecydowane 10/10.
piątek, 19 listopada 2021
Zawartko/Piasecki - Wagabunda (2021)
Zawartko/Piasecki
Magdalena Zawartko - głos
Grzegorz Piasecki - kontrabas
gościnnie:
Tomasz Pruchnicki - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna
Tomasz Wendt - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy
Robert Jarmużek - fortepian
Wojciech Lubertowicz - bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk
Grzegorz Pałka - perkusja
Wagabunda (2021)
Tekst: Paweł Ziemba
Magdalena Zawartko - głos
Grzegorz Piasecki - kontrabas
gościnnie:
Tomasz Pruchnicki - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna
Tomasz Wendt - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy
Robert Jarmużek - fortepian
Wojciech Lubertowicz - bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk
Grzegorz Pałka - perkusja
Wagabunda (2021)
Tekst: Paweł Ziemba
Z dużą ciekawością i zainteresowaniem odsłuchałem najnowszą płytę duetu Zawartko/Piasecki „Wagabunda”. Nie myślałem, że muzyka tego duetu, wcześniej mi nie znana, tak bardzo mnie zaintryguje (zdecydowałem się sięgnąć dodatkowo po debiutancki krążek duetu „Leć Głosie” z 2015 roku, co w tym przypadku było słuszną decyzją). Zawartko/Piasecki to duet, który łączy nie tylko pasja do tworzenia muzyki i pragnienie „artystycznego samostanowienia”, ale również potrzeba i świadomość korzystania z indywidualnych technicznych możliwości, umożliwiających przekraczanie barier swoich instrumentów. „Artystyczne samostanowienie” jest istotnym faktem w twórczości duetu, który swoje początki wiąże z wrocławską Akademią Muzyczną a następnie Laboratorium Muzyki „We Are From Here” pod kierownictwem Włodka Pawlika. Umiejętność łączenia ludowości muzyki z jazzową aranżacją, wyznacza nowe możliwości brzmieniowe duetu. Od wydanej w 2015 roku debiutanckiej płyty „Leć głosie” minęło 6 lat, a duet konsekwentnie porusza się i rozwija brzmieniowo we współczesnym gatunku ethno jazzu i robi to naprawdę ciekawie.
„Wagabunda” to pełna w swojej koncepcji realizacja muzycznej podróży, czyli - muzyka świata, dynamiczna, przepełniona jazzową improwizacją, momentami drapieżna i intrygująca. Można by powiedzieć, że nie ma w tym nic nowego, bo przecież światowi pionierzy ethno jazzu tacy jak John Coltrane, Ornette Coleman czy Yusef Lateef inspirowali się muzyka innych kultur wplatając ją w swoje utwory już dużo wcześniej. Również nasza polska scena jazzowa ma swoich „jazzowych folklorystów” jak Zbigniew Namysłowski, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Trzaskowski czy też Jan "Ptaszyn" Wróblewski. Ale jak widać, również muzycy młodszego pokolenia mają potrzebę sięgania do różnych form i kultur muzycznych, znakomicie odnajdując się w tej stylistyce.
Album rozpoczyna ujmująca tkliwością ballada „Lala Usingizi” wyśpiewana nastrojową wokalizą i zagrana w przepięknym stylu. Od samego początku uwagę zwracają aranżacje muzyczne. Ciekawe, zaskakujące, momentami drapieżne i wciągające, czego przykładem może być kompozycja „Udabno” osadzoną swoim klimatem głęboko w stylistyce jazzowej. Głos Zawartko ciekawie wypełnia i poszerza skalę ekspresji, wsparty głębokim brzmieniem dwóch saksofonów. Słuchając tego utworu miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś w tym świecie, do którego muzycznie zabiera nas duet, spotykam Tomasza Stańko i Krzysztofa Komedę. A może to tylko moja wyobraźnia i tęsknota za ty co ulotne, jak mawiał mistrz Stańko. Takich muzycznych perełek na tym krążku znajdziemy jeszcze wiele. Zaszyty w melodykę utworów liryzm nie powstrzymuje muzyków przed dynamicznymi, intrygującymi solówkami znakomicie wplatających się w muzyczną całość.
Album z pewnością nie byłby tym czym jest, gdyby nie muzycy, którzy doskonale odnajdują się w zamierzonej stylistyce. Obok Magdaleny Zawartko (wokal) i Grzegorza Piaseckiego (kontrabas), do nagrania swojego najnowszego albumu duet zaprosił znanych i uznanych muzyków Tomasza Pruchnickiego (saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna), Tomasza Wendta (saksofon tenorowy, saksofon sopranowy), Roberta Jarmużka (fortepian), Wojciecha Lubertowicza (bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk) i Grzegorza Pałkę (perkusja)
Przez pełne dynamizmu wokalizy Magdy Zawiertko przemawia nie tylko mocny głos, jakim obdarzyła ją natura, ale i ogromna świadomość tego co chce przekazać słuchaczom. Wszyscy muzycy uzupełniają się wzajemnie, znakomicie wpisują się w cały koncept tego projektu.
Album kończy dość zaskakujący w swojej strukturze melodyjnej utwór tytułowy „Wagabunda”. To jedyny utwór wykonany przez Zawiertko w języku polskim i mocno osadzony w podhalańskim folklorze. Interesujące jest to, że w swojej środkowej fazie muzyczne rozwinięcie tematu jest bardzo jazzowe, co tylko potwierdza dominację muzyczną tego gatunku.
Płyta oferuje 9 wielobarwnych muzycznie utworów inspirowanych kulturą Gruzji, Maroka, Izraela, Ameryki Północnej i Polski. Przy tej folklorystycznej monotonii mogłoby by wydawać się, że płyta będzie jednolita i po prostu nudna. Tak nie jest. Liczne zmiany tempa i przeskoki tematyczne jakie odnajdujemy na tej płycie - zaskakują, ale również przykuwają uwagę muzyczną. Bez wątpienia „Wagabunda” to świadomy i bardzo dobrze zrealizowany projekt. Jest to płyta kompletna, zwarta muzycznie, przemyślana od początku do końca. To album dla osób otwartych na odkrywanie nowych brzmień i nieoczekiwanych improwizacji oraz emocji związanych z ulotnością tej muzyki. Efekt końcowy jest w mojej ocenie ciekawy i zasługuje na uwagę.
czwartek, 12 sierpnia 2021
Jazz ponownie zabrzmi nad Odrą

Po symbolicznej edycji w 2020 roku Jazz nad Odrą powraca w pełnej krasie. Pięć dni koncertów na trzech scenach, gwiazdy polskiego i światowego jazzu oraz tradycyjne jam session do rana – Strefa Kultury Wrocław odkrywa pierwsze karty tegorocznego programu.
Na ten moment czekali wszyscy fani wrocławskiego festiwalu – poznaliśmy pierwszych artystów, którzy we wrześniu wystąpią nad Odrą, ale także nowe miejsca tegorocznych koncertów. Scenę główną przeniesiono do Teatru Polskiego, na drugą lokalizację organizatorzy wybrali scenę w podwórku Impartu. W trakcie festiwalu zobaczymy tam m.in. Brytyjczyków z GoGo Penguin, grupy okrzykniętej „Radiohead brytyjskiego jazzu” oraz wrocławski kwartet Błoto z ich brzmieniem mocno osadzonym na brutalnych hip-hopowych fundamentach. „Piotr Wojtasik Presents” – pod takim szyldem wrocławski trębacz zaprezentuje nowy projekt, do którego zaprosił – swoim zdaniem – najbardziej wartościowych i inspirujących muzyków różnych generacji. Na scenie pojawią się m.in. Viktor Tóth, Bartosz Pernal, Darek Oleszkiewicz, Leszek Możdżer, Emose Uhunmwangho, Magdalena Zawartko oraz Anna Maria Mbayo.
Do Wrocławia przyjedzie także Nubya Garcia, wielokrotnie nagradzana saksofonistka i kompozytorka, która w 2020 roku wydała swój debiutancki album „Source” inspirowany hip-hopem, dubstepem, soulem i calypso. Wraz ze swoim debiutem dla wytwórni Blue Note pojawi się także Gerald Clayton – pianista zagra utwory oryginalnie zarejestrowane na, nominowaną do nagrody Grammy, płytę „Happening: Live at the Village Vanguard". W programie znajdziemy także występ Joe Lovano, giganta saksofonu tenorowego, który zaprezentuje się w odsłonie Trio Tapestry wraz z pianistką Marylin Crispell oraz perkusistą Carmenem Castaldim. Nie zabraknie emocjonujących przesłuchań finałowych w konkursie na Indywidualność Jazzową 2021, które zakończy uroczysta gala wręczenia nagród. Nad Odrę powrócą również laureaci poprzednich edycji konkursu – zobaczymy wspólny występ składu Marcin Pater Trio (Grand Prix 2020) z Leszkiem Możdżerem oraz koncert Kuba Banaszek Quartet (Grand Prix 2019). Szczegółowy program znajduje się na stronie www.jazznadodra.pl.
Nie jest to koniec festiwalowych ogłoszeń – nową tradycją wydarzenia jest bezpłatna scena na placu przed Impartem, która cieszy się wielką popularnością. Tam dla amatorów szerokopojetego jazzu – szczególnie tego pod chmurką – przygotowano równie bogaty program koncertów, który organizatorzy ujawnią w kolejnych tygodniach. Na najwytrwalszych czeka także jam session w klubie festiwalowym ulokowanym w Imparcie. Tegoroczna 57. edycja Jazzu nad Odrą potrwa od 15 do 19 września.
Bilety trafią do sprzedaży 3 sierpnia o godz. 13:00 i będą dostępne na: www.jazznadodra.pl, www.strefakultury.pl oraz www.eventim.pl.
PROGRAM
15 września (środa)
Teatr Polski – scena im. J. Grzegorzewskiego
godz. 19:00 Marcin Pater Trio & Leszek Możdżer | GoGo Penguin
Impart – scena w podwórku
godz. 19:00 Jerzy „Wilk” Kaczmarek Quartet – Wilcze Sidła | Błoto
16 września (czwartek)
Teatr Polski – scena im. J. Grzegorzewskiego
godz. 19:00 Shai Maestro Quartet | Piotr Wojtasik Presents
Impart – scena w podwórku
godz. 19:00 Jerzy Mączyński – Jerry&ThePelicanSystem „SARIANI” | Kuba Banaszek Quartet
17 września (piątek)
Teatr Polski – scena im. J. Grzegorzewskiego
godz. 16:00 I finałowy koncert konkursu na Indywidualność Jazzową 2021
godz. 19:00 Reggie Washington Quintet| Nubya Garcia
18 września (sobota)
Teatr Polski – scena im. J. Grzegorzewskiego
godz. 16:00 II finałowy koncert konkursu na Indywidualność Jazzową 2021
godz. 19:00 Darek „Oles” Oleszkiewicz & Alan Pasqua | Gerald Clayton „Happening: Live At The Village Vanguard”
19 września (niedziela)
Teatr Polski – scena im. J. Grzegorzewskiego
godz. 17:00 Gala wręczenia nagród konkursu na Indywidualność Jazzową 2021 | Joe Lovano Trio Tapestry feat. Marilyn Crispell & Carmen Castaldi | Bartosz Pernal Orchestra Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do zmian w programie
Żródło: materiały organizatora
czwartek, 30 maja 2019
Zawartko/Piasecki – Leć Głosie (2015)
Zawartko/PiaseckiMagdalena Zawartko - vocals
Grzegorz Piasecki - bass
Piotr Wojtasik - trumpet
Tomasz Wendt - saxophone
Artur Tuźnik - piano
Wojciech Buliński - drums
Marek Kądziela - guitar
Jose Torres - percussion
Leć Głosie
PRIVATE EDITION
By Adam Baruch
This is the debut album by Polish Jazz duo comprising of vocalist Magdalena Zawartko and bassist Grzegorz Piasecki, recorded with other top Polish Jazz musicians: trumpeter Piotr Wojtasik, saxophonist Tomasz Wendt, pianist Artur Tuźnik, guitarist Marek Kądziela, drummer Wojciech Buliński and percussionist Jose Torres. The album presents eight compositions (one repeated twice as intro and outro) which include Classical and Folklore pieces and two original compositions, one each by Zawartko and Piasecki, also inspired by external sources.
The concept behind the music is
the amalgamation of Folklore and Classical Music with Jazz, which of course has
been already attempted numerous times before, but in this case the selection of
the music, the arrangements and the entire production of the project, which
were entirely in the hands of the duo, as well as the superb execution of the
music by the excellent team generate a wonderful and entirely successful outcome.
Zawartko sings occasional
lyrics but mostly uses vocalese and her voice is by and large used as another
instrument within the instrumental environment. Piasecki plays brilliant bass
parts and naturally gets more exposure than bassists usually get in ensemble
projects. The rest of the instrumentalists, mostly veterans of the scene, perform
accordingly, without a hitch.
Overall this is an excellent
piece of music from start to finish, intelligent, elegant and highly sensitive,
tastefully conceived and brilliantly executed, in accordance to the usual high standards
of the Polish Jazz scene. I have no idea why this album landed on my desk years
after it was released, but better late than never. Highly recommended!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

