No i mamy ten długo wyczekiwany krążek, zarazem dopiero drugi autorski, w 25-letniej karierze Jacka Namysłowskiego. Ale niewykluczone, że na następne czekać już nie bedziemy tak długo, bo ostatnio kariera Jacka jakby przyspieszyła. Na przykład w zeszłym roku uczestniczył w nagraniu świetnie przyjętego - nominacja do Fryderyka dla Mary Rumi za Fonograficzny Debiut Roku 2023 w kategorii: Jazz - albumu Mary Rumi (prywatnie swojej siostry) "Depressed Lady", na który napisał własne kompozycje i zaaranżował wszystkie utwory. Był więc bez wątpienia współautorem sukcesu tej płyty - jednej z moich ulubionych w polskim jazzie w roku 2022 - i kiedy się słuchało tamtego albumu, to materiał jakie słyszymy na "Kalatówkach" brzmi jak swego rodzaju kontynuacja poprzedniego nagrania tego rodzeństwa.
Zresztą płyta zaczyna się od piosenki i zarazem tytułowego utworu w wykonaniu Mary Rumi i jest to jednocześnie kolejny przebój w jej wykonaniu. Głos Mary Rumi jest jakby stworzony do jazzu wykonywanego gdzieś w znajdującym się w w piwnicy zadymionym jazzowym klubie. Jej sposób interpretacji jest niezwykle osobisty, niepowtarzalny, nacechowany emocjami, a jednocześnie dowcipem, wręcz dezynwolturą, znajdującą odbicie tak w warstwie muzycznej piosenek (tu ukłon w stronę Jacka Namysłowskiego), a jeszcze bardziej w tekstach: inteligentnych, oryginalnych, niebanalnych, co tak rzadkie w dzisiejszych czasach. Słuchaczowi przychodzi tylko nieco żałować, że to jej jedyny występ na płycie, ale przecież w końcu to album jej brata. Pozostaje mieć nadzieję, że duet Mary Rumi - Jacek Namysłowski usłyszymy już niebawem z nowym materiałem, w którym ta wokalistyka znowu będzie błyszczeć swoim talentem.
Dalszy ciąg płyty ma charakter czysto instrumentalny, ale bynajniej nie nudzimy się. Kolejne pięć utworów zawiera nazwę różnych metali w swoich tytułach i nie powinno to nikogo dziwić, bo w rolach głównych występują tzw. blachy czyli Jacka Namysłowskiego - puzon, baryton marszowy i flet, Łukasza Poprawskiego - saksofon altowy i sopraninowy, Ignacego Wendta - trąbka i Tomasza Wendta - saksofon tenorowy. Ci Panowie grają co najmniej równie dobrze jak lider, a chwilami nawet to oni występują w rolach głównych, jak np. Łukasz Poprawski, którego sopran w ostatnim na płycie przebojowym "Niepokoju w pokoju" brzmi tak bardzo w stylu Zbyszka Namysłowskiego, że aż czułem ciarki na plecach i włosy stające dęba na głowie.
Ale generalnie należy powiedzieć, że właśnie muzycy zaproszeni do nagrania tego materiału - oprócz wymienionych poprzednio to jeszcze zjawiskowy Patryk Dobosz na perkusji, Mateusz Kaszuba na fortepianie i Michał Rutkowski na kontrabasie - usprawiedliwiają w pełni czas poświęcony na zapoznanie się z tą muzyką. Poziom gry tych dżentelmenów jest tak wysoki, że będąc ostatnio po odsłuchach kilku naprawdę udanych debiutów młodych polskich muzyków jazzowych, muszę przyznać że jednak jest różnica między między muzyką wykonywaną przez nawet bardzo utalentowanych debiutantów, a tą graną przez przez muzyków na poziomie mistrzowskim.
Podsumowując, Jacek Namysłowski nagrał udany hołd dla otoczonych już legendą jazzowych kempingów na Kalatówkach, którym przez kilka dekad patronował Zbyszek Namysłowski. Moje jazzowe serce cieszy, że Jacek i jego siostra Mary Rumi chcą kontynuować tę piękną tradycję i nie dać jej wygasnąć. Równocześnie życzę im, żeby spoglądając z szacunkiem i podziwem wstecz tym odważniej patrzyli w przyszłość. Na "Depressed Lady" udowodnili, że mają coś absolutnie własnego, unikalnego do powiedzenia. Na "Kalatówkach 22" dostaliśmy wspaniale brzmiące, ale mam nadzieję, że ostatnie spojrzenie wstecz. Życzę Jackowi i pozostałym muzykom, aby teraz udowodnili, że jazz ma nie tylko wspaniałą przeszłość, ale i równie ekscytującą przyszłość przed sobą.
Tomasz Sołtys - fortepian Michał Kapczuk - kontrabas Michał Miśkiewicz - perkusja Jacek Namysłowski - puzon, baryton marszowy, flet poprzeczny Robert Murakowski - trąbka, flugelhorn Łukasz Poprawski - saksofon altowy, fagot Tomasz Wendt - saksofon tenorowy Atom String Quartet
"Depressed Lady" (2022)
Tekst: Maciej Nowotny
Debiut wokalistki Mary Rumi to wydarzenie kropka. Wspaniale, że zostało ono dostrzeżone przez całość naszego środowiska jazzowego, a wokalistka została nawet nominowana do Fryderyka za rok 2023 w kategorri Fonograficzny Debiut Roku - Jazz. Wielu przywoływało w tym kontekście nazwisko Zbigniewa Namysłowskiego i słusznie. Bez wątpienia jego duch unosi się nad tym projektem, a wieść niesie, że przed śmiercią miał jeszcze okazję słuchać aranżacji niektórych piosenek. Było to możliwe, bo Mary Rumi i Jacek Namysłowski to córka i syn wielkiego polskiego saksofonisty, a większość piosenek na płycie (8 na 12) to piosenki jego autorstwa. Ale chociaż to wszystko prawda, chciałbym podkreślić, że ten projekt to przede wszystkim autorskie dzieło Mary Rumi i Jacka Namysłowskiego, dzięki którym piosenki dostały nowoczesną formę i brzmią nie jakby były wyjęte z lamusa, ale zostały napisane przed chwilą, a następnie były zaśpiewane i zagrane dla współczesnej publiczności.
Dwie rzeczy na tym nagraniu chciałbym szczególnie docenić: wspaniały po prostu poziom akompaniamentu jaki dostarczyli wokalistce muzycy tej klasy co wspomniany wyżej Jacek Namysłowski na puzonie, barytonie marszowym i flecie poprzecznym, Tomasz Sołtys grający na fortepianie, Michał Kapczuk na kontrabasie, Michał Miśkiewicz na perkusji, Robert Murakowski na trąbce i flugelhornie, Łukasz Poprawski na saksofonie altowym i fagocie, Tomasz Wendt na saksofonie tenorowym czy wreszcie cały Atom String Quartet! Dzięki nim z przyjemnością słucha się nie tylko głosu Mary Rumi, ale i gry całego zespołu, tak iż właściwie zamiast akompaniementu lepiej byłoby mówić tutaj o współtworzeniu i współgraniu, a o muzyce na płycie nie jako o wokalistyce jazzowej, ale po prostu o jazzie.
Lecz wszystko to nie zrobiłoby może na mnie aż takiego wrażenia, gdyby nie nieśmiertelne teksty do tych piosenek, które sprawiają że każdy z nich jest cudem wrażliwości, empatii i głęboko ukrytej pod ironią i dowcipem mądrości. Te "skrzydlate słowa" w tekstach są autorstwa takich mistrzów jak Wojciech Młynarski (Kocham się w poecie), Agnieszka Osiecka (Wyszłam z domu, nie wróciłam), Jan Wołek (Zmęczona miłość) i Ryszard Groński (Sprzedaj mnie wiatrowi). Ale trzeba przyznać, że i teksty napisane przez Mary Rumi do utworów instrumentalnych Zbigniewa Namysłowskiego (Ani słowa/Not a Word, Sekretnie i poufnie/Secretly and Confidentially, Wsłuchaj się w wiatr/ Listen to the Wind) są na równie doskonałym poziomie. Wreszcie piosenki całkiem nowe, z których trzy są autorstwa Mary (As we, Ghathijiin, Powstawanie) i jedna Jacka (Opadam o kwintę) są także wspaniałe, a ta ostatnia zarówno pod względem muzycznym jak i tekstowym w ogóle najbardziej przypadła do gustu piszącemu te słowa, i może nie tyle przebija kompozycje samego Mistrza Namysłowskiego czy teksty legend polskiego tekściarstwa, ale udowadnia że i dzisiaj można napisać intelignetny, dowcipny, błyskotliwy tekst, zamiast kolejnych wypocin o miłości co to tak serce rozdziera i rani, że aż strach.
A zatem brawa! Ale i niecierpliwie oczekiwanie na kolejną odsłonę tej przygody. Duet Mary Rumi i Jacka Namysłowskiego to może być nowe zjawisko nie tylko na naszej scenie jazzowej, ale w ogóle w w muzyce. Niech tylko nie oglądają się za siebie, lecz patrzą w to co przed nimi i dalej "wsłuchują w wiatr".
Maciek Mazurek - gitary Piotr Mazurek - gitara basowa Michał Maliński - perkusja
gościnnie: Artur Lesicki - gitara akustyczna Tomasz Wendt - saksofon tenorowy Robert Jarmużek - klawisze Natalia Lubrano - wokal Bartek Pająk - perskusjonalia (2,3,6,7)
My Home (2023)
Wydawca: V Records
Autor tekst: Maciej Nowotny
Zachęcony znakomitym albumem "Daily Things" (2023) młodego saksofonisty Tomasz Wendta sięgnąłem po ten krążek zatytułowany skromnie "My Home". I nie zawiodłem się, bo młody Wendt zagrał brawurowo w utworze zatytułowanym "Minor Ground", ale przy tym okazało się, że cała płyta ma o wiele więcej do zaoferowania niż tylko jego obecność. Przede wszystkim jest to debiut gitarzysty Maćka Mazurka i jego trio, w skład którego wchodzą ponadto basista Piotr Mazurek i perkusista Michał Maliński. Od razu "rzuca się w uszy", że to świetni rzemieślnicy. Wszystko jest zagrane na naprawdę bardzo wysokim poziomie. I chociaż to formalnie debiut Maćka to mimo młodego wieku jest on doświadczonym muzykiem, znanym tak w środowisku jazzowym jak i muzyki popularnej, gdzie współpracował m.in. z Edytą Bartosiewicz, Justyną Steczkowską czy Edytą Górniak. Ten flirt z muzyką popularną być może sprawił, że napisana na album muzyka jest przystępna, melodyjna, łatwa wpadająca w ucho. Idealna do porannej kawy, jazdy samochodem na wakacje, kolacji z przyjaciółmi. Ociera się niekiedy o smooth jazz, ale nie przekracza granicy dobrego smaku. Przy powtarzających się odsłuchach może nieco tracić ze względu na zamknięty charakter utworów, ale nie każdy potrzebuje czuć się współautorem odsłuchiwanej muzyki. Do atutów muzyki należą też zaproszeni goście, oprócz Wendta, np. znany ze współpracy z Markiem Napiórkowskiem gitarzysta Artur Ślesicki - cudny "sound" na gitarze klasycznej Artura w dialogu z liderem w pięknej piosence "Meeting With Friends" przenosi od razu całą muzykę w stratosferę. Także pozostali goście wnoszą coś ciekawego, osobistego, mieszcząc się zgrabnie i z klasą w paradygmacie jazzu jako muzyki rozrywkowej. Dla niektórych ta rozrywka będzie zbyt sztampowa, ale inni - ze swego punktu widzenia zapewne słusznie - stwierdzą, że rozrywka ma po prostu rozrywać i kropka.
Tomasz Wendt – saksofon Szymon Mika - gitara Max Mucha – kontrabas Michał Miśkiewicz – perkusja
Wydawnictwo: SJRecords
Tekst: Paweł Ziemba
Co sprawia, że muzyk komponuje taką a nie inną muzykę? Jaką „historię” chce nam przekazać? Na ile ta jedyna i wyjątkowa możliwość eksperymentowania z dźwiękiem jest wynikiem natchnienia i odczuwanych emocji? Ilość pytań jakie przychodzą do głowy jest ogromna.
Inspiracja jest zjawiskiem, bez którego trudno wyobrazić sobie istnienie literatury, muzyki, czy architektury. Nawet postęp technologiczny uwarunkowany jest kreatywnością. To właśnie inspiracja sprawiła, że możemy oglądać obrazy Claude Moneta, podziwiać instalacje Magdaleny Abakanowicz, spędzać godziny zaczytując się w książkach Tolkiena, czy też radować się możliwością zrobienia wspaniałego zdjęcia naszym smartphone’m.
Antonio Vivaldi, zainspirowany zmiennością i różnorodnością pór roku, skomponował „Four Seasons”, przekładając na język muzyki pełną paletę barw, nastrojów oraz dźwięków charakterystycznych dla różnych sezonów. Podobnie Astor Piazzolla komponując „The Four Seasons of Buenos Aires”. Wprawdzie różni się ona kolejnością zestawionych utworów od propozycji Vivaldiego, ale źródło twórczej weny jest to samo.
W 2015 roku amerykański saksofonista Ben Wendel zainspirowany pomysłem zrealizowanym przez Czajkowskiego, opublikował na YouTube 12 teledysków, przedstawiających kolejno dwanaście kameralnych duetów. W każdym z nich zaprezentował muzycznie jeden miesiąc. Po sukcesie tej kampanii w 2018 roku Wendel nagrał krążek „The Seasons”.
Odbieramy otaczający ich nas świat wszystkimi zmysłami. To one są impulsem do kreowania i tworzenia. Czasami natchnienie czy też zapał twórczy może mieć swoje źródło w zwykłej codzienności i nie ma znaczenia, czy jest ona szara czy też pełna kolorów. Drobiazg, detal, pozornie nieistotny szczegół możne być inspiracją do stworzenia dzieła.
„Daily Things” to czwarty autorski krążek Tomasza Wendta. Album łączy w sobie elementy post-bopu z nowoczesnymi brzmieniowymi pomysłami modern jazzu. Płyta jest dowodem na to, że Wendt jako kompozytor i instrumentalista odnalazł w grze „Świętego Grala” i zrozumiał, że muzyka bez emocji pozostaje nic nie znaczącym zapisem nutowym.
Album składa się z 13 utworów. Siedem z nich artysta przypisał konkretnym dniom tygodnia, a pozostałe sześć to muzyczne epizody zainspirowane codziennymi sytuacjami jak też rytmem pospolitego dnia. Rutyna i systematyczna powtarzalność zostały czasami zburzone jakimś drobnym zdarzeniem, małą rzeczą, które potrafią przedefiniować nasz sposób myślenia tudzież postrzegania rzeczywistości. Dzięki takim sytuacjom zaczynamy dostrzegać sens trudnych doświadczeń co więcej - cieszyć się drobnymi rzeczami.
„Daily Things” to ciekawa, wielobarwna muzyczna podróż przez wszystkie dni tygodnia, demonstrująca możliwości kompozycyjne lidera, a także umiejętności instrumentalne członków zespołu. Wszystkie utwory brzmią świeżo, naturalnie i różnią się swoim nastrojem i rytmem. Charakteryzuje je swoboda i kreatywność wyszukanych melodii a także ciekawe improwizacje lidera na saksofonie. Perfekcjonizm w grze Szymona Miki (mimo że dla niektórych może być drażliwy) jest wyrazem doskonałych technicznych umiejętności artysty jak też jego bogatej wyobraźni. Bez wątpienia Tomasz Wendt, Szymon Mika, Max Mucha i Michał Miśkiewicz potrafią wprowadzić słuchacza w muzyczną medytację, stawiając przede wszystkim na emocje i autentyczność, a niekoniecznie eksperymentowanie z dźwiękiem. Fakt ten bynajmniej nie powoduje, aby krążek tracił na atrakcyjności i nowoczesności brzmienia.
Muzyka „Daily Things” jest plastyczna i ciekawa pod względem harmonicznym. Znajdujemy w niej wiele niuansów upiększających intymny przekaz bądź wzmacniających napięcie. Szymon Mika znakomicie wpisał się w klimat płyty, przeplatając dźwięki gitary z liniami saksofonu. Formy muzyczne nakładają się na siebie budując pełne emocji obrazy.
Brzmienie saksofonu Wendta i gitary Miki są rdzeniem interakcji całego kwartetu.
"Monday" - pierwszy utwór na płycie, choć trochę leniwy po niedzieli, nie jest pozbawiony energii. Ta liryczna opowieść, ubarwiona szorstkim brzmieniem saksofonu Wendta i gitarą Miki, zachowała swój kontemplacyjny klimat. Na uwagę zasługuje znakomita praca sekcji rytmicznej w tle.
Moim faworytem jest „Lost Fireman”. To melodyjna kompozycja wpadająca wyraźnie w klimat nagrań z połowy lat 70-tych, Keith’a Jarrett ‘a i Jana Garbarka. Brak fortepianu (co jest bardzo dobrym wyborem w tym przypadku) sprawia, że gitara bierze na siebie główny ciężar budowy całego układu harmonicznego. Mika bardzo precyzyjnie wypełnia muzyczną przestrzeń, budując tło dla dynamicznej, pełnej emocji gry lidera. Ciekawe brzmienie Wendta jest równie ekscytujące jak mistrzowski dobór dźwięków Miki na gitarze.
„Boys” to utwór z nieregularnym metrum. Delikatność sopranu Wendta, wsparta dźwiękami gitary ma urzekające kołysanie - jak gałąź ciężka od owoców, popychana siłą szybkich uderzeń Miśkiewicza na perkusji.
Pojawiająca się po „Friday” kompozycja „Blue” to utwór stawiający na agresywne niuanse, o wymagającej strukturze harmonicznej, jak również nakładających się na siebie akordów (granych przez Mikę).
Z tej ściany dźwięków wyłania się, napędzone elektronicznymi efektami, solo gitary. Całość wybucha gorącą, ale zgrabnie wyodrębnioną fuzją. Obaj instrumentaliści, wsparci sekcją rytmiczną, płoną intensywnie, a następnie powoli zanikają, utrzymując powstałe napięcie, które może, ale wcale nie musi ustąpić. To jeden z ciekawszych utworów na płycie. Jego usytuowanie nie jest przypadkowe, lecz dokładnie przemyślane.
Tak jak każdy tydzień kończy niedziela wprowadzająca nas powoli w nastrój nadchodzącego poniedziałku, tak tę wyjątkową sesję zamyka krótki, pozostający w kontemplacyjnym nastroju utwór „Sunday” - z falującym brzmieniem saksofonu oraz spokojną grą gitary.
„Daily Things” jest próbą wprowadzenia słuchacza w świat, w którym wyrażone emocje nadają dźwiękom inny sens. Tomasz Wendt stara się opowiedzieć historie związane z codziennością i wynikającymi z niej emocjami. Dobrze jest posłuchać albumu w całości i traktować go jako całość. Ta osobliwa muzyczna podróż, odważnie wprowadza słuchaczy w kanon współczesnego jazzu. Artysta oferuje ciekawe, zróżnicowane brzmienie, wsparte zupełnie innym podejściem w realizacji muzycznych pomysłów. Cały kwartet doskonale odnajduje się w zaproponowanej koncepcji. Mika (na gitarze) wnosi wiele delikatności i zróżnicowania, podczas gdy Max Mucha (na kontrabasie) zapewnia solidny fundament rytmiczny. Całości dopełnia Miśkiewicz (na perkusji). Jego dynamiczna, jak też pełna zaskakujących zmian gra buduje napięcie i bazę dla swobodnych improwizacji pozostałych członków zespołu.
„Daily Things” zaskakuje swoim brzmieniem i pomysłowością. Jest to bardzo współczesny, osadzony w stylistyce post-bopowej z elementami nowoczesnego jazzu album. Gratulacje za bardzo dobrą realizację nagrań!
Każdy, kto szuka czegoś nowego, świeżego i ciekawego w brzmieniu muzyki - powinien sięgnąć po ten krążek.
Magdalena Zawartko - głos Grzegorz Piasecki - kontrabas gościnnie: Tomasz Pruchnicki - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna Tomasz Wendt - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy Robert Jarmużek - fortepian Wojciech Lubertowicz - bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk Grzegorz Pałka - perkusja
Wagabunda (2021)
Tekst: Paweł Ziemba
Z dużą ciekawością i zainteresowaniem odsłuchałem najnowszą płytę duetu Zawartko/Piasecki „Wagabunda”. Nie myślałem, że muzyka tego duetu, wcześniej mi nie znana, tak bardzo mnie zaintryguje (zdecydowałem się sięgnąć dodatkowo po debiutancki krążek duetu „Leć Głosie” z 2015 roku, co w tym przypadku było słuszną decyzją). Zawartko/Piasecki to duet, który łączy nie tylko pasja do tworzenia muzyki i pragnienie „artystycznego samostanowienia”, ale również potrzeba i świadomość korzystania z indywidualnych technicznych możliwości, umożliwiających przekraczanie barier swoich instrumentów. „Artystyczne samostanowienie” jest istotnym faktem w twórczości duetu, który swoje początki wiąże z wrocławską Akademią Muzyczną a następnie Laboratorium Muzyki „We Are From Here” pod kierownictwem Włodka Pawlika. Umiejętność łączenia ludowości muzyki z jazzową aranżacją, wyznacza nowe możliwości brzmieniowe duetu. Od wydanej w 2015 roku debiutanckiej płyty „Leć głosie” minęło 6 lat, a duet konsekwentnie porusza się i rozwija brzmieniowo we współczesnym gatunku ethno jazzu i robi to naprawdę ciekawie.
„Wagabunda” to pełna w swojej koncepcji realizacja muzycznej podróży, czyli - muzyka świata, dynamiczna, przepełniona jazzową improwizacją, momentami drapieżna i intrygująca. Można by powiedzieć, że nie ma w tym nic nowego, bo przecież światowi pionierzy ethno jazzu tacy jak John Coltrane, Ornette Coleman czy Yusef Lateef inspirowali się muzyka innych kultur wplatając ją w swoje utwory już dużo wcześniej. Również nasza polska scena jazzowa ma swoich „jazzowych folklorystów” jak Zbigniew Namysłowski, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Trzaskowski czy też Jan "Ptaszyn" Wróblewski. Ale jak widać, również muzycy młodszego pokolenia mają potrzebę sięgania do różnych form i kultur muzycznych, znakomicie odnajdując się w tej stylistyce.
Album rozpoczyna ujmująca tkliwością ballada „Lala Usingizi” wyśpiewana nastrojową wokalizą i zagrana w przepięknym stylu. Od samego początku uwagę zwracają aranżacje muzyczne. Ciekawe, zaskakujące, momentami drapieżne i wciągające, czego przykładem może być kompozycja „Udabno” osadzoną swoim klimatem głęboko w stylistyce jazzowej. Głos Zawartko ciekawie wypełnia i poszerza skalę ekspresji, wsparty głębokim brzmieniem dwóch saksofonów. Słuchając tego utworu miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś w tym świecie, do którego muzycznie zabiera nas duet, spotykam Tomasza Stańko i Krzysztofa Komedę. A może to tylko moja wyobraźnia i tęsknota za ty co ulotne, jak mawiał mistrz Stańko. Takich muzycznych perełek na tym krążku znajdziemy jeszcze wiele. Zaszyty w melodykę utworów liryzm nie powstrzymuje muzyków przed dynamicznymi, intrygującymi solówkami znakomicie wplatających się w muzyczną całość.
Album z pewnością nie byłby tym czym jest, gdyby nie muzycy, którzy doskonale odnajdują się w zamierzonej stylistyce. Obok Magdaleny Zawartko (wokal) i Grzegorza Piaseckiego (kontrabas), do nagrania swojego najnowszego albumu duet zaprosił znanych i uznanych muzyków Tomasza Pruchnickiego (saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna), Tomasza Wendta (saksofon tenorowy, saksofon sopranowy), Roberta Jarmużka (fortepian), Wojciecha Lubertowicza (bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk) i Grzegorza Pałkę (perkusja)
Przez pełne dynamizmu wokalizy Magdy Zawiertko przemawia nie tylko mocny głos, jakim obdarzyła ją natura, ale i ogromna świadomość tego co chce przekazać słuchaczom. Wszyscy muzycy uzupełniają się wzajemnie, znakomicie wpisują się w cały koncept tego projektu.
Album kończy dość zaskakujący w swojej strukturze melodyjnej utwór tytułowy „Wagabunda”. To jedyny utwór wykonany przez Zawiertko w języku polskim i mocno osadzony w podhalańskim folklorze. Interesujące jest to, że w swojej środkowej fazie muzyczne rozwinięcie tematu jest bardzo jazzowe, co tylko potwierdza dominację muzyczną tego gatunku.
Płyta oferuje 9 wielobarwnych muzycznie utworów inspirowanych kulturą Gruzji, Maroka, Izraela, Ameryki Północnej i Polski. Przy tej folklorystycznej monotonii mogłoby by wydawać się, że płyta będzie jednolita i po prostu nudna. Tak nie jest. Liczne zmiany tempa i przeskoki tematyczne jakie odnajdujemy na tej płycie - zaskakują, ale również przykuwają uwagę muzyczną. Bez wątpienia „Wagabunda” to świadomy i bardzo dobrze zrealizowany projekt. Jest to płyta kompletna, zwarta muzycznie, przemyślana od początku do końca. To album dla osób otwartych na odkrywanie nowych brzmień i nieoczekiwanych improwizacji oraz emocji związanych z ulotnością tej muzyki. Efekt końcowy jest w mojej ocenie ciekawy i zasługuje na uwagę.
Although her career goes back
over two decades, this is finally the debut album by Polish vocalist Małgorzata
Markiewicz. It was recorded with the vocals supported by a basic trio
consisting of keyboardist Nikola Kołodziejczyk, bass guitarist Maciej
Szczyciński and drummer Michał Bryndal. In addition a string quartet, which is
3/4 of the Atom String Quartet (violinist Dawid Lubowicz, violist Michał Zaborski (Małgorzata's husband) and cellist Krzysztof Lenczowski) and violinist
Marta Zalewska takes part in the recording as well as eight other musicians
playing/singing on selected tracks.
The album presents twelve original songs,
nine of which were composed by Markiewicz (two co-composed with others) and
three were composed by Gabriela Kapczuk. She also wrote three of the lyrics and
co-wrote one with the rest being by different authors. Six of the songs feature
lyrics in Polish language and the other six feature lyrics in English. The
album is elegantly packaged and offers the lyrics, arty photographs and stylish
design.
The songs are all typical
contemporary Polish Pop, very melodic and solidly written but slightly samey. The
album offers a modern production and sound, which I personally don't appreciate
very much. But the instrumental arrangements, with just a tinge of Jazz here
and there, and the playing / singing are absolutely perfect and professional.
If not for the Polish lyrics, this album might have been mistaken for an American
album, which proves that the Poles can beat the Americans at their own Smooth Jazz
production game, but as such does not offer much originality.
With that said, Markiewicz
proves she can write great tunes and sing them with true feeling, even in
English, which most of her local vocal colleagues fail at badly. It is obvious
that a lot of thought and work was invested into creating this album and the
result is highly entertaining and offers a great listening experience, which
Pop and Smooth Jazz listeners should enjoy immensely. Overall this is an excellently
produced and beautifully performed album, full of great tunes and typical
Smooth Jazz feel, which should make aficionados of that genre perfectly happy.
This is the second album by
Polish Jazz saxophonist/composer Tomasz Wendt recorded in a quartet setting
with excellent partners: violinist Mateusz Smoczyński, keyboardist Jan Smoczyński
and drummer Paweł Dobrowolski. The album presents eight original compositions,
all by Wendt. The music was recorded at the superb Studio Tokarnia and was
engineered by Jan Smoczyński, with the usual spectacular sound quality.
The music is modern European
Jazz at its best, melody based but allowing for extensive improvisations and
odd meters, creating diverse sonic vistas by taking advantage of the unusual instrumental
lineup. The melodies are all well structured and coherent, full of romanticism and
melancholy, and yet lively and exciting, with often complex rhythm changes.
The instrumental work by all
the participants is absolutely amazing. Wendt matured and achieved a wonderful tonality
over time, Mateusz Smoczyński is absolutely amazing as always and his soloing
on this album is especially welcome as it has been a while since he recorded in
a pure Jazz environment. Jan Smoczyński, the older brother, not only plays some
great keyboard parts but also provides the bass lines. Dobrowolski, who needs
to take care of all the rhythmic duties, is also brilliant, which is hardly
surprising.
Overall this album simply
explodes with great musicianship and excellent compositions, creating a most enjoyable
listening experience, in spite of its non-trivial instrumentation and rhythmic
complexity. It should be accessible to the majority of true Jazz connoisseurs
and will also raise a few brows, as it offers a very novel instrumentation and
highly unusual sound. Well done indeed!
Miłosz Rutkowski - vibraphone
Tomasz Grabowy - bass
Tomasz Wendt - saxophone
Robert Jarmużek - piano
Łukasz Sobolak - drums
Marcin Wawrzynowicz - vocals
Different Wor(l)ds
MILOR 001
By Adam Baruch
This is the second album by
Polish Jazz ensemble Vibraslap, co-led by vibraphonist/composer Miłosz
Rutkowski and bassist Tomasz Grabowy. The current sextet version of the
ensemble also includes saxophonist Tomasz Wendt, pianist Robert Jarmużek,
drummer Łukasz Sobolak and vocalist Marcin Wawrzynowicz. The album presents eight
original compositions, all by the ensemble members. The music was recorded at
the excellent Monochrom Studio and engineered by Ignacy Gruszecki, with the
usual superb sound quality.
The music is definitely on the
easy side of the Jazz spectrum, based on simple melodies and catchy riffs, but
altogether offering a pleasant and entertaining listening experience. The group members are excellent
and experienced musicians and their performances are all beyond reproach,
appropriate within this specific genre. The vocals are the weakest chain on the
album, but again excusable in that context. Jarmużek and Wendt offer the most
ambitious soloing spots, Rutkowski has a nice touch and the rhythm section keeps
the music swinging, and all is well.
As I have already stated many
times before, Jazz is a wide phenomenon that is flexible enough to embrace more
approachable and entertaining facets, including music like what this album
offers, which has its following and should not be a priori rejected by
condescending snobbery. To each his own…
Magdalena Zawartko - vocals
Grzegorz Piasecki - bass
Piotr Wojtasik - trumpet
Tomasz Wendt - saxophone
Artur Tuźnik - piano
Wojciech Buliński - drums
Marek Kądziela - guitar
Jose Torres - percussion
This is the debut album by Polish Jazz duo comprising of vocalist Magdalena Zawartko and bassist Grzegorz Piasecki, recorded with other top Polish Jazz musicians: trumpeter Piotr Wojtasik, saxophonist Tomasz Wendt, pianist Artur Tuźnik, guitarist Marek Kądziela, drummer Wojciech Buliński and percussionist Jose Torres. The album presents eight compositions (one repeated twice as intro and outro) which include Classical and Folklore pieces and two original compositions, one each by Zawartko and Piasecki, also inspired by external sources.
The concept behind the music is
the amalgamation of Folklore and Classical Music with Jazz, which of course has
been already attempted numerous times before, but in this case the selection of
the music, the arrangements and the entire production of the project, which
were entirely in the hands of the duo, as well as the superb execution of the
music by the excellent team generate a wonderful and entirely successful outcome.
Zawartko sings occasional
lyrics but mostly uses vocalese and her voice is by and large used as another
instrument within the instrumental environment. Piasecki plays brilliant bass
parts and naturally gets more exposure than bassists usually get in ensemble
projects. The rest of the instrumentalists, mostly veterans of the scene, perform
accordingly, without a hitch.
Overall this is an excellent
piece of music from start to finish, intelligent, elegant and highly sensitive,
tastefully conceived and brilliantly executed, in accordance to the usual high standards
of the Polish Jazz scene. I have no idea why this album landed on my desk years
after it was released, but better late than never. Highly recommended!
This is the debut album as a leader by Polish Jazz saxophonist/composer Tomasz Wendt presented in a trio setting with bassist Grzegorz Piasecki and drummer Wojciech Buliński. The trio is accompanied on several tracks by the excellent Atom String Quartet (violinists Dawid Lubowicz and Mateusz Smoczyński, violinist Michał Zaborski and cellist Krzysztof Lenczowski). Vocalist Magdalena Zawartko guests on two tracks and pianist Łukasz Damrych guests on three tracks. The album presents eight original compositions, all composed and beautifully arranged by Wendt.
What might appear on the
surface as another "Sax & Strings" Smooth Jazz project turns out
to be a brilliant musical enterprise, which offers superb Mainstream Jazz
music, which has depth and meaning. The compositions are all wonderfully solid
and coherent, full of typical Polish melancholy and lyricism, and all
skillfully arranged for this unusual setting. The music is diverse and rich in
harmonic layers and rhythmic patterns, providing a fascinating journey to the
listener, which is moving from one climax to another.
Wendt plays expressively and
his improvisations perfectly suit the musical boundaries, being interesting and
complex but not crossing the line into becoming too intricate for a mainstream
Jazz enthusiast. The rhythm section supports the leader amicably, with Piasecki
filling the bottom pulsations which make this music swing and Buliński setting
the pace with his skillful and highly original drum parts. The Atom String
Quartet does exactly what it is famous for, i.e. plays some superb string
ornamentations and in the process produces breathtaking violin solos.
The album is a wonderful
example of good taste and elegance. The proportions between the saxophone,
rhythm section and the string quartet are beautifully balanced, magnificently
recorded at the RecPublica Studios and engineered by Łukasz Olejarczyk. Overall this is a gem of an
album for fans of sophisticated mainstream Jazz, which offers an unusual
instrumental setting and great compositions, superb arrangements and perfect
execution; in short some of the best Polish Jazz has to offer. Wholeheartedly
recommended!
This is the sixth album as a leader by veteran Polish Jazz saxophonist/composer Adam Wendt, recorded in an acoustic setting with his trio which features accordionist Paweł Zagańczyk and bassist Jarosław Stokowski. Three guest musicians are heard on a few tracks: vocalist Laura Cubi Villena, saxophonist Tomasz Wendt and euphonium player Grzegorz Nagórski. The album presents twelve tracks, ten of which are originals by Wendt (two of which are repeated in vocal and instrumental versions) and two come from the Jazz-World repertoire, composed one each by Richard Galliano and Astor Piazzolla. Villena wrote the lyrics for the three songs she performs on the album.
The music is a Jazz-World Fusion/Smooth Jazz effort, presenting a set of nice melodic compositions by the
leader, all of which have a South American feel about them, mostly associated
with the Tango. Wendt has a beautiful saxophone tone but his improvisations are
limited within the melodic "safe" zone. It's great to hear the
accordion, which is such beautiful and yet so neglected instrument in the Jazz
idiom. The bass plays clean and precise backing notes and keeps the trio well
together.
Overall this is a pleasant
album, which offers no innovation or exploration whatsoever, staying well within
the mainstream formula at all times but on the other hand it is very well
executed and is very accessible for listeners who are well outside of the
strict Jazz milieu.
This is the debut album by the Polish Jazz sextet, which as the name suggests, presents the Father-to Son continuity on the local scene; four of the sextet's members are second generation of Polish Jazz personalities. Trumpeter Piotr Schmidt is a son of Andrzej Schmidt, a renowned educator and author of Jazz history books, trombonist Jacek Namyslowski is a son of the legendary saxophonist / composer Zbigniew Namyslowski, Gabriel Niedziela is a son of the celebrated bassist / composer Jacek Niedziela and finally saxophonist Tomasz Wendt is a son of saxophonist Adam Wendt. The remaining two members of the sextet are Italian bassist Francesco Angiuli and veteran drummer Arek Skolik. The sextet performs seven original compositions, two each by Schmidt, Namyslowski and Wendt and one by Niedziela. The material was recorded live at the Jazz Nad Odra Festival and at the Polish Radio's Warsaw studio.
The idea of forming a musical ensemble based on the fact that the members have something in common, other than the music they play, is always a perilous affair. Just imagine a group of left-handed players, or red-haired players or musicians who like strawberry ice cream? This is perhaps not the case at hand, but on the other hand it is difficult to guess what the purpose of this sextet really is. The music they play is straight-forward mainstream, which is completely déjà-vu and contributes no thrill and no challenge. Yes, they are all excellent players individually, but does their presence together on this album create any special interaction, which would have not happened in different circumstances? Not really.
So here we have it, an unremarkable Jazz recording, which is listenable enough but simply fades away as soon as the music is over. Considering the fact that there are hordes of fabulous young Jazz musicians on the Polish scene, who make outstanding music, this is sadly an example of what should be avoided.