Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młynarski Jan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młynarski Jan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2024

Tomasz Dąbrowski & The Individual Beings - "Better"

Tomasz Dąbrowski & The Individual Beings

Tomasz Dąbrowski – trąbka, elektronika, muzyka, produkcja
Fredrik Lundin – saksofon tenorowy
Ireneusz Wojtczak – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy
Grzegorz Tarwid – fortepian, syntezatory
Max Mucha – kontrabas
Knut Finsrud – perkusja, perkusja elektroniczna
Jan Emil Młynarski – perkusja, perkusja elektroniczna

Tytuł płyty: “Better”

Wydawnictwo : April Records & Music (2024)

Tekst: Paweł Ziemba

Współczesny jazz coraz częściej porusza się po nieoczywistych drogach, łącząc elementy skrajnie różnych gatunków muzycznych, tworzy nowe nadając im jednolitą całość. Bez wątpienia Tomasz `Dąbrowki jest przykładem artysty, który umiejętnie korzystając z wielu gatunków współczesnej muzyki, przesuwa granice możliwości brzmieniowych, znajdując własną ścieżkę i miejsce w świecie muzyki. Jego najnowszy albym “Better” jest przykładem oryginalności i tak popularnego dziś w muzyce synkretyzmu.

Dąbrowski to szczególna postać na europejskiej scenie jazzowej. Uznany przez wielu krytyków za jednego z najlepszych polskich trębaczy młodego pokolenia w Europie i “następcę” Tomasza Stańki. Nic oczywiście nie przychodzi samo, nie spada jak przysłowiowa manna z nieba. Na wszystko trzeba było ciężko zapracować. Tytuł najnowszego albumu Tomasza Dąbrowskiego & The Individual Beings “Better” , znakomicie oddaje poziom muzyki zarejestrowanej na krązku. Parafrazując go napisałbym, że “LEPIEJ BYĆ NIE MOŻE”.

Co by nie powiedzieć, jest to bardzo przemyślana, pogłębiona o faktury i brzmienie muzyka, zachowująca swój logiczny ciąg z nagraniami z wydanej 2 lata temu debiutanckiej płycie zespołu The Individual Beings. Dąbrowski bardzo swobodnie i bez kompromisów prezentuje nam własną, ciekawą wizję muzyki. Bez szaleństwa, przepychu i naśladownictwa przeprowadza słuchacza przez kolejne etapy muzycznej podróży. To muzyka, która nawiązuje do wibracyjnej natury dźwięku i urzekającej atmosfery. Wzbudza emocje i wywołuje refleksje.

Sam lider w dołączonym do płyty opisie, tak mówi o wynikającym z niej przesłaniu: „Wszyscy powinniśmy dążyć do bycia lepszymi. Być lepszymi wersjami samych siebie i obserwować, jak rezonuje to w nas i w ludziach wokół nas. W miarę jak rozwijamy się poprzez doświadczenie, niektóre wcześniejsze wyzwania ujawniają się jako zewnętrzne projekcje. Uznanie ich za takie jest potężną bronią w walce z naszą własną, czasem śmieszną przewidywalnością”.

Dąbrowski poprzez sprawne przełamywanie istniejących schematów wprowadza słuchacza w nowe, wcześniej nieznane obszary muzycznej egzystencji. Robi to na tyle sprawnie, że całość albumu brzmi świeżo i zaskakuje swoją oryginalnością. Oczywiście podjęte przez lidera ryzyko odkrywania nowego, wyjście poza znane sobie ramy jest ogromnym wyzwaniem. Można je zmitygować wsparciem ludzi tworzących spójny mentalnie oraz duchowo kolektyw. Nie mam złudzeń, że ten zdecydowany muzycznie krok jest efektem współdziałania i współegzystencji całego siednioosobowego zespołu.

Wszystkie kompozycje na krążku chwytają ujmującym liryzmem, swoją melodyką i zdecydowanym brzmieniem. Z drugiej strony są pełne pozytywnej energii. Trudno jest wydzielić któryś z utworów, gdyż wszystkie dziewięć kompozycji tworzy nierozerwalnie intrygującą, wciągającą całość. Album potwierdza niezwykłą wszechstronność i siłę zespołu, który w bardzo umiejętny sposób wykorzystując rozbudowane instrumentarium, tworzy ciekawe tekstury dźwięków, melodyjność i ostinatowy groove.

Muzyka na płycie ma bardzo silne egzystencjonalne przesłanie związane z procesem rozwoju, świadomością tworzenia siebie. Aby siebie poznać trzeba wystawić się na próbę. Wykonać krok, który będzie początkiem nowego, lepszego JA .

Życie jest jak rzeka pełna wirów i kamieni, których staranie każdy człowiek unika. W takim podejściu tkwi pułapka. Funkcjonujemy w kulturze pochwały dla zachowawczości, odpuszczania, celebracji wygody a przede wszystkim unikania ryzyka. Lęk przed utraceniem jest silniejszym bodźcem niź chęć odkrycia nowego.

Aby jednak poznać siebie przesunąć granice naszych możliwości, stać się lepszym, powinniśmy świadomie mierzyć się z wyzwaniami. Wyjście ze strefy komfortu jest walką ze swoimi uprzedzeniamia, nawykami, ale jest również krokiem do reflekscji nad sensem i celem życia.

Dąbrowski doskonale wie i czuje, czym dla niego jako artysty jest możliwość tworzenia i sam tak o tym mówi: „Staram się unikać pisania z góry ustalonym planem - to zmarnowana okazja, by powtarzać rzeczy, które sprawdziły się w przeszłości. Staram się wychylać w nieznane i ufać swoim instynktom. Im bliżej jestem muzyków, z którymi gram, tym mniej muszę o tym myśleć”.

Chęć rozwijania się, wchodzenia w nowe, do tej pory nieznane obszary muzyki, poszukiwanie nowych brzmień, Dąbrowski bardzo sprawnie rozbudził u wszystkich członków zespołu. W nagraniach na płycie jeszcze bardziej znalazły zastosowanie elektyroniczne zestawy perkusyjne, pedały i efekty zmieniające brzmienie instrumentów.. Wykorzystanie dwóch perkusistów jak również dwóch saksofonów i trąbki dało możliwości zaoferowania nowych brzmieniowo konfiguracji. Całość zyskała na wyrazistwości i muzycznej zadziorności. Bez wątpienie umiejętne połączenie instrumentów akustycznych z elektroniką sprawia, że muzyka na krążku jest wielowymiarowa a Tomasz Dąbrowni & The Individual Beings ma swoje wyjątkowe brzmienie.

“Better” to jedenasta autorska płyta w dyskografii Dąbrowskiego prezentująca lidera i zespół w kolejnej bardzo ciekawej odsłonie.

poniedziałek, 28 marca 2022

Kapela Irka Wojtczaka – Rom Tom Dada (2021)

Kapela Irka Wojtczaka 

Irek Wojtczak - soprano & tenor saxophonesTomasz Dabrowski - trumpet
Max Mucha - double bass
Jan Młynarski - drums
Tadeusz Kubiak - voice, violin

Rom Tom Dada (2021)

Tekst:  Dominik Konieczny

 

Kiedy myślę o ostatnim albumie Irka Wojtczaka, do głowy przychodzą mi trzy hasła: święta, rżnięcie i wiedźmin.

Święta, bo na tę płytę czekałem jak na święta. Swoim pojawieniem zaskoczyła mnie jak święta (nie ma w tym grama sprzeczności), a sama płyta jest krótka jak święta - 30 minut dla takiego składu, z takim materiałem, to trochę jak rozgrzewka, jak święta rozłożone na sobotę i niedzielę, bez żadnych dodatkowych dni wolnych.  

Rżnięcie to termin, który jest trochę nacechowany pejoratywnie, ale rżnąć muzykę to bardzo dobry termin: to granie tak, że chodzą ściany, jakby muzycy nie mieli litości dla swoich instrumentów, jakby nie mieli litości dla jakichkolwiek ustalonych granic. I ja w to wchodzę, poddaję się bez jęczenia i negocjacji, jestem ich i tej muzyki, poddaję się rżnięciu.

Trzecim hasłem tej recenzji jest Wiedźmin - obudził w światowej wyobraźni strzygi, bruksy, biednego leszego i parę innych dobrych konceptów swojskich niczym barszcz i pierogi - Irek Wojtczak swoimi składami pokazuje współczesnemu światu kujony, mazury i obery. I nie piszę tego z pozycji wstawania z kolan, jestem zagorzałym wrogiem wszelkiej maści nacjonalizmów, ale w czasach szalejącej globalizacji gubimy bezcenne drobiazgi, dzięki którym tak pięknie się różnimy i uzupełniamy.

Świętem mogło być dla Irka Wojtczaka odkrycie, że w XXII tomie „Dzieł Wszystkich” Oskara Kolberga będą melodie ze wsi Parzęczew, w której Wojtczak spędził swoje dzieciństwo. Trochę jak odkrycie kapsuły czasu z pocztówką dźwiękową, z dużym prawdopodobieństwem od przodków, tak dobre 4 pokolenia wstecz.

Rżnięcie jest dla mnie synonimem mocnego transowego grania, czymś z czym kojarzy mi się folk, jak tylko uda się przebić przez cepelię. To figura, na której można próbować oprzeć recenzję, ale dla albumu uczepienie się tego będzie krzywdzące – bo dzieje się dużo więcej – jest i muzyka improwizowana, jest muzyka współczesna, a jeden z mazurów jak dla mnie to zdecydowanie muzyka funeralna.  

Irek Wojtczak zebrał do tego projektu rewelacyjny skład: Jan Jakub Młynarski (perkusja),,Max Mucha (bas), Tomek Dąbrowski (trąbka) – drogi tych muzyków parę razy się przecinały, ale tutaj brzmią jakby oni wszyscy razem od maleńkości na tej wsi się razem chowali.

Wiedźmin jest fajnym przykładem, że jakieś elementy naszej przeszłości mogą być punktem wyjścia do stworzenia czegoś uniwersalnego, co będzie mogło funkcjonować w swojej a nie w narodowej kategorii. Czegoś, co nie będzie hermetyczne i strawne lub ciekawe dla bardzo wąskiego grona, coś co będzie się przebijało przez różne bańki. Irkowi Wojtczakowi ta sztuka się udała albumem Folk Five. ROM TOM DADA jest i świetną kontynuacją i doskonałym rozwinięciem i polecam!

niedziela, 11 sierpnia 2019

Polonka - Poemat Konfesyjny (2018)

Polonka

Michał Górczyński - contrabass clarinet
Piotr Zabrodzki - clavichord, positive organ
Jan Emil Młynarski - drums

Poemat Konfesyjny

BRLP06


By Jędrzej Janicki

Jakże nierozsądnie głosił włoski poeta Filipo Tommaso Marinetti i jego koledzy futuryści, gdy wspólnie i w porozumieniu nawoływali do brutalnego zniszczenia tradycji. W swym rewolucyjnym szale nie zauważali pewnej bardzo ciekawej prawidłowości – wszak tradycja to nie tylko zamierzchła przeszłość, lecz również trampolina inspiracji do stworzenia dzieł świeżych i skrajnie oryginalnych. Spojrzenie w przeszłość może być zatem bardzo odważnym krokiem w... przyszłość. Tworzący formację Polonka zdają się to doskonale rozumieć, a ich zatopienie się w muzykę dawną i odległą od naszego kręgu kulturowego stało się pretekstem do nagrania zachwycającej płyty zatytułowanej "Poemat Konfesyjny".

Polonka nie od zawsze była Polonką. Początkowo zespół (w takim samym składzie jak obecnie) nazywał się Pole. Właśnie jeszcze jako Pole trio wydało debiutancki album "Radom". Po taktycznej zmianie nazwy i wydawcy (obecnie nastawione na awangardę Bôłt Records) oraz kilku długaśnych latach milczenia nareszcie doczekaliśmy się "Poematu Konfesyjnego". Stworzyli go niezwykli muzycy, którzy zdołali już sobie wyrobić markę wytrawnych poszukiwaczy nieoczywistych improwizowanych dźwięków. Tymi orędownikami niekoniecznie jazzowej awangardy są perkusista Jan Emil Młynarski, klarnecista Michał Górczyński oraz grający na potrzeby "Poematu" na klawikordzie oraz pozytywie organowym Piotr Zabrodzki. 

Otwierająca płytę kompozycja "Pogadanka" znów nieco przywodzi na myśl futurystów i ich bruityzm z szerokim zastosowaniem "generatorów hałasu" imitujących warkot, charczenie i świst maszyn. W "Wirze" słychać agresywną strukturę niczym z berlińskich klubów techno, na tle której ogromne wrażenie wywołują klarnetowe jęki Górczyńskiego. Z drugiej strony najbardziej skoczny i taneczny na płycie Kantyk przypomina troszeczkę "Watermelon Man" z ponadczasowego albumu "Head Hunters" Herbie'ego Hancocka. Kończący wydawnictwo "Drobnicowiec" swoim posępnym charakterem śmiało mógłby stać się ozdobą niejednej ścieżki dźwiękowej filmu grozy absolutnie najwyższej jakości.

Można opisywać bogate inspiracje Polonki, kulturowy mariaż pod znakiem muzyki jazzowej czy sięganie po dawne struktury utworów – prawdziwa siła tego niezwykłego tria tkwi jednak w czymś zupełnie innym. Jakkolwiek wyświechtane miałoby być to sformułowanie, to Polonka naprawdę brzmi jak jeden muzyczny organizm. Panowie się doskonale rozumieją, a każdy dźwięk "Poematu Konfesyjnego" brzmi jak świadectwo nieograniczonej wręcz pasji i zaangażowania muzyków. Polonka to niespotykana machina, która dziką wręcz siłę przekazu opiera na łączeniu stylów i przeróżnych nurtów muzyki ludowej. Jak się okazuje tradycja nie zawsze musi być nudna i zbutwiała, lecz przy odpowiedniej dozie wyobraźni i przekształcenia może okazać się kopalnią oryginalnych i świeżych inspiracji.

sobota, 22 listopada 2014

Pole – Radom (2014)

Pole

Michał Górczyński - clarinets, flute
Piotr Zabrodzki - guitar, bass, synth, EMS synthi
Jan Emil Młynarski - drums, percussion, monomachine

Radom




KILOGRAM 029

By Michał Pudło

Piotr Zabrodzki ma w tym roku fantastyczną passę. Pochód sukcesów wydawniczych rozpoczyna się w kwietniu, kiedy to nakładem ForTune Records ukazuje się jazzowy album „Spoon” zespołu Second Exit, na którym możemy usłyszeć Zabrodzkiego w roli niekonwencjonalnego pianisty i basisty. Mniej więcej miesiąc później na półki sklepowe trafia drugi pełnometrażowy album formacji The Kurws. Całości dopełnia czerwcowy debiut składu Pole. I podczas gdy dwa pierwsze z wymienionych zaistniały już w świadomości słuchaczy (sympatyków jazzu oraz sympatyków gitar) jako dokonania szczególnie godne uwagi, „Radom” wciąż stanowi „gorący towar”, który zasługuje na pięć minut w świetle jupiterów.

Pole to wspólny projekt Zabrodzkiego, Jana Emila Młynarskiego i Michała Górczyńskiego. Swoista odskocznia od ich wcześniejszych/ważniejszych projektów, tak przynajmniej się zapowiadało. Po tym jednak, co słyszę na debiucie, ustawiam kompletnie inną optykę. Mógłby zostać oczkiem w głowie trójki muzyków, ponieważ przemycili tu zadziwiająco wiele z poprzednich projektów, takich jak Cukunft, Baaba czy Profesjonalizm – z zachowaniem odpowiednich proporcji. Pojawia się natomiast pytanie: czy ryzykowny miks nie powinien spowodować kompletnego chaosu i pogubienia?

Debiut Pola brzmi niekonwencjonalnie z prostego względu: trudno wskazać jeden określony nurt, będący kamieniem węgielnym tej muzyki. Niby to improwizowany jazz, a jednak na tyle niepokorny i frywolny jednocześnie, że nie wpisuje się ani w typowe free-jazzowe awantury, ani w surową non-idiomatyczną estetykę, ani nawet w miksturę acid-jazzu. Wcale nie chcę sprzedawać w tym momencie gadki „tak bardzo eklektyczne = wybitne”, a jedynie wyrazić tę prostą obserwację, że niesztampowy sposób gry zespołu zwyczajnie może intrygować. Spośród trójki muzyków jedynie inspiracja Michała Górczyńskiego wydaje się czytelna – będzie to nowy żydowski jazz w kluczu dokonań zespołu Cukunft (którego zresztą Górczyński jest członkiem). Solówki klarnecisty przesiąknięte są „chasydzkim” duchem, słychać to dobitnie zwłaszcza w kawałkach „Radom” czy „Bi Ba”. Z kolei rozbrajająco nieokreślone okazują się wyczyny Młynarskiego, który dosłownie szaleje na perkusji, z utworu na utwór proponując zupełnie inny zestaw timbre’ów i wariacji na temat rytmu. 

Wizja muzyki Pola doskonale skupia się w pierwszym tracku – „Kieniewicz” – gdzie sekcja rytmiczna wkracza w wir (nie wiem, w jaki sposób Zabrodzki uzyskuje swoje charakterystyczne, „geometryczne” brzmienie gitary basowej, ale dawno nie słyszałem tak pociągająco kanciastych dołów), podczas gdy klarnet wygłasza laudację na temat nadwiślańskich ziem. Są też „Godzinki”, z Górczyńskim rozwijającym tym razem smętne liźnięcia, Młynarskim zataczającym się w zgiełku własnych perkusjonaliów i Zabrodzkim wznoszącym półprzytomne toasty; wszyscy są jakby zalani. Godzinki mijają, lecz trzeźwość nie powraca. Tak właśnie brzmi „Radom”, którego nazwę różni od słowa „random” tylko jedna litera. Ale jednak różni! I ta różnica czyni z zespołu Pole niemałe objawienie.

środa, 24 kwietnia 2013

J=J - 2013 EP (2013)


Joanna Duda - synths, voice (6)
Jan Młynarski - drums, synth, voice (6)
Agim Dżeljilji - synth (track 3, 5)
Ive Ostrowska - voice & lyrics (track 5)





(Editor) Electronic improvised experimental - these keywords well decribe this EP by this young collective led by talented pianist and keyboardist Joanna Duda.


piątek, 30 grudnia 2011

Bel Air - Monday Dream (MP Production, 2010)

Bel Air
Piotr Gucia - Chapman stick, bas, sitar, Gotham 
Piotr Zabrodzki – Fender piano, Hammond organs, Moog, clavinet, guitars 
Marcin Gańko - saxophones, flute 
Jan Emil Młynarski – drums 
Jose Manuel Alban Juarez – percussion 

guests: Robert Majewski – trumpet 
Piotr Wrombel – piano
Michał Rudaś - vocal

MP Production, 2010

Good funk is a rare visitor in our country and to no surprise: right now when I am writing these words it is beginning of August and there are days when it is less than 15 Celsius degree. During daylight. In the sun... We cannot change our place on Earth for a bit warmer but we can at least play some funk! And that's exactly what Bel Air did last year, a band led by Piotr Gucia, bassist, supported by Piotr Zabrodzki (keyboards, guitars), Marcin Gańko (saxophones, flute), Jan Emil Młynarski (drums) and Jose Manuel Alban Juarez – percussion. This music is heavily indebted in fusion era, in memorable combos led by post-Bithes-Brew Miles Davis bands (or musicians who at some moment cooperated with Dark Magus) with drops of madness as supplied by Roy Ayers or James Brown influences. All musicians who took part in "Monday Dream" recording might easily repeat famous words of Marcus Miller: "In groove we trust".

On the other hand there is nothing new here, melodic lines sound monotonous at times (I believe it's probably better at concerts), and rhythm may seem full of madness and spontaneity but only for someone who wasn't in touch with New York or African (better) versions of funk. But let us not be too tedious: this is light and merry muse for holidays and as such it works perfectly. On beaches, in fancy bars, even on dance floors it shall fit well and I would like to appreciate it for this since it's quite rare in Polish modern music where such genres as trip-hop or nu jazz are sadly kind of underdeveloped.

Finally me let me add few words about guests on this album which are many and notable. I would like to single out two: first of all trumpeter Robert Majewski, truly a great virtuoso of cool jazz trumpet in Poland (check such his albums as "Komeda" or "My One And Only Love"). Yet here he plays more aggressively and I like very much this newly found energy since it's perfect complement for his generally restrained and thoughtful style. Words of praise shall also go to vocalist Michał Rudaś whose Orient-inspired vocalise on track titled "Holi" is one of the coolest moments I found on this album.

Great ride with Bel Air in piece titled "Stick Dance":


Author of text: Maciej Nowotny

Zobacz też: