Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Braszak Wojciech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Braszak Wojciech. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2026

Witczyński/Braszak - "Imaginarium"

Witczyński / Braszak

Szymon Witczyński - gitara
Wojtek Braszak - saksofon

Tytuł: „Imaginarium” (wydanie planowane na jesień 2025)

Tekst: Maciej Nowotny



Nie każda muzyka powstaje z planu - czasami kluczową rolę odgrywa przypadek, zbieg okoliczności, chwila fascynacji brzmieniem drugiego człowieka. Tak się wydarzyło w przypadku gitarzysty Szymona Witczyńskiego i saksofonisty Wojtka Braszaka, którzy - choć z różnych miast i muzycznych światów — spotkali się w połowie drogi między swoimi wrażliwościami, by stworzyć „Imaginarium”. Do tej pory opublikowali zaledwie kilka utworów z planowanego większego materiału na płytę, ale już ta próbka zwiastuje jeden z być może najciekawszych debiutów 2025 roku. 

piątek, 3 listopada 2023

Stanisław Aleksandrowicz Oktet – "Pieśń o bębnie"

Stanisław Aleksandrowicz Oktet

Stanisław Aleksandrowicz – perkusja, syntezatory, elektronika
Flavio Gullotta – kontrabas
Wojciech Braszak – klarnet basowy, saksofon 
Patryk Rynkiewicz – trąbka
Marianna Kanke oraz Kinga Kozel – skrzypce 
Anna Tchórzewska – altówka
Małgorzata Namiot – wiolonczela

"Pieśń o bębnie" (2023)

Autor tekstu: Marcin Kaleta


Ta pozycja zaintrygowała mnie w okamgnieniu: Stanisław Aleksandrowicz Oktet – "Pieśń o bębnie".

Przypadkiem zobaczyłem zapowiedź i okładkę, nieszczególnie urokliwą. Natychmiast odnotowałem w pamięci: trzeba pozyskać. Przede wszystkim dlatego, że nagrania – po tytule wnosząc, jak i według lakonicznego opisu – zainspirowała twórczość Zbigniewa Herberta. Zresztą, gdyby podmienić go kimkolwiek z pozostałych wybitnych współczesnych polskich poetów / którąkolwiek z poetek, moja reakcja byłaby identyczna. O nich przy każdej sposobności powinniśmy przypominać. Już tylko z tego względu, że to uczynił, Stanisław Aleksandrowicz zasługuje na pochwałę.

Docenić należy również to, w jaki sposób to uczynił. Otóż, po pierwsze, zebrał aż ośmioosobowy skład: on – perkusja, syntezatory, elektronika; Flavio Gullotta – kontrabas; Wojciech Braszak – klarnet basowy i saksofon; Patryk Rynkiewicz – trąbka; Marianna Kanke oraz Kinga Kozel – skrzypce; Anna Tchórzewska – altówka; Małgorzata Namiot – wiolonczela. Dzięki temu, jak nadmienia: "Muzyka jest połączeniem światów muzyki poważnej (zawiera w pełni zapisane i zaaranżowane partie smyczkowe), nieskrępowanej niczym jazzowej improwizacji (otwarte formy improwizacji solowych czy kolektywnych) i muzyki elektronicznej (modularna synteza analogowa i sample)". Natomiast repertuar to skomponowana przez niego suita, której każda z dziewięciu części jest inspirowana osobnym wierszem. Zarejestrowana została latem 2021 roku w studiu Marcina Górnego Splendor i Sława, wydana w 2023.

I tutaj należy poczynić dygresję. W jednym z wywiadów zdziwiona dziennikarka indaguje Aleksandrowicza, iż on, jazzman, zdecydował się wzbogacić instrumentarium o smyczki. Wyjaśniam: nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Usmyczkowienie jazzu postępuje co najmniej od półwiecza i nie dotyczy tylko występów solowych czy big bandów. W moim przekonaniu to, co obecnie najciekawsze w muzyce improwizowanej, właśnie na kontrabasistach, wiolonczelistach, altowiolistach i skrzypkach stoi. Wątek rozwinę przy innej okazji.

Również wykorzystanie kwartetu smyczkowego w jazzie nie stanowi żadnego ewenementu: we własnej płytotece znalazłbym około dwudziestu przykładów. Najbliższy bieżącego tematu jest Soundcheck IV, któremu przewodzi Maciej "Kocin" Kociński, z albumem "Marysia – wiersze z Kazachstanu" (2011), gdzie zagościł Dell’Arte String Quartett. Tamta koncepcja jednak jest odmienna od aktualnie omawianej, typowa dla płyt, których bohaterami są poeci/poetki czy pisarze/pisarki. Mianowicie twórczość Marii Kocińskiej została zaśpiewana i/lub wyrecytowana, o czym przed dekadą wspominał Maciej Nowotny. Tego na "Pieśni o bębnie" nie uświadczymy ani w ogóle żadnego namacalnego odniesienia do poezji Herberta, poza tytułami. Aleksandrowicz tłumaczy: "Chciałem stworzyć muzykę tylko instrumentalną, a inspiracje poezją przenieść na poziom bardziej abstrakcyjny […]. Bardziej na zasadzie muzyki programowej".

Do powyższego również można zgłosić zastrzeżenia, skoro jeden z krótszych wierszy Herberta, "Dróżnika", reprezentuje akurat najdłuższa, dziewięcioipółminutowa kompozycja, która ponadto posiada charakter fugi. Nie można jednak postawić zarzutu, iż polski poeta i eseista został potraktowany pretekstowo. On tu istnieje, przemawia nawet osobiście: "Głos na płycie to wypowiedzi Herberta z paru spotkań autorskich i wywiadów. Wyciąłem słowa kluczowe, które kojarzyły mi się z esencją przekazu danego wiersza i wykorzystałem je, jako integralną część kompozycji, czasem traktując poprzez przekształcenia elektroniczne po prostu jako zbiór dźwięków. Chciałem zatrzeć granicę między słowami a dźwiękami, tworząc kolaże, trochę jak w muzyce konkretnej".

W zasadzie można odnieść wrażenie, że bardziej niż poezja muzykę podyktowała biografia Herberta autorstwa Andrzeja Franaszka. Znajomy, któremu płytę odtwarzałem kilkakrotnie, odniósł się doń bardzo pozytywnie i podsumował: "Dzieje się, dzieje. Nieźle. Ciekawe utwory. Urozmaicone. Jak w życiu przechodzimy przez różne etapy, tak tutaj też". Dokładnie. Być może nie chodzi tu o konkretne wiersze, tylko etapy życia twórcy i historii, która to życie zawłaszczyła. Co ciekawe, przeważnie sygnalizowane poprzez... gatunki jazzowe. Mamy zatem echa żołnierskich czy powstańczych pieśni, przemarsze wojskowe; ale już dalej ragtime i swing jako egzemplifikację krótkotrwałego okresu swobody, odwilży; hard bop naszej małej stabilizacji lat 60.; freejazzowy zamęt brutalnie tłumionych strajków i stanu wojennego. Wszystko w oprawie elektroniki i "gramofonowych" trzasków, co uwydatnia klaustrofobiczną atmosferę totalitaryzmu.

Mimo tych historycznych skojarzeń, muzykę cechuje świeżość. Słuchając, od razu pomyślałem, że kompozytor jest rozeznany zarówno w tradycji, jak i innowacjach. Potwierdziła to dyskusja z nim. Na partie smyczkowe wpłynęła kameralistyka Beethovena i Brahmsa. Trudno uznać je za wyjątkowe, niemniej bardzo dobrze zostały zintegrowane, zaś utwór na kwartet i kontrabas wyróżnia się. Z kolei jazzowi soliści czynią swą powinność. Tym samym całość wpisuje się w nurt nowoczesnego współczesnego jazzu, w którym awangarda miesza się i dopełnia z klasyką, kameralistyka (wszelakie small formations) z big bandem, improwizacja z kompozycją, estetyka akustyczna z elektroniczną. Rzadkie dokonanie na naszym rodzimym podwórku.

Osobna sprawa to tytuł albumu. Owa "Pieśń o bębnie" odnosi się do tekstu z lat 50. ubiegłego wieku, który interpretatorzy tłumaczą jako "metaforyczny obraz spustoszenia" czy "poemat o demuzykalizacji" świata. "Polityczno-militarna symbolika nadana bębnowi w tym wierszu sprawiła, że w późniejszych utworach Herberta pojawiła się negatywna metaforyka instrumentów perkusyjnych, oznaczająca terror policyjny, wojenny czy rewolucyjny" bądź proces "barbaryzacji dwudziestowiecznej kultury" (Jerzy Wiśniewski). Oczekiwać by zatem można, że lider zdominuje repertuar, zatarabani wszechwładnie, uwydatniając w ten sposób "przekleństwo" ubiegłego wieku. Tymczasem nie afiszuje się, tylko dyskretnie uobecnia. Ustawicznie. Na różne sposoby. Pomysłowo. Jak inny gdańszczanin, Oskar Matzerath: jest "nieznaczny" a sugestywny.

Dodam na koniec, że po półrocznym obcowaniu z tą płytą zgłaszam ją niniejszym do tytułu jazzowego albumu roku 2023. Może i powstały w kraju lepsze nagrania, lecz te zasługują na wzmożoną uwagę, zarówno z powodów artystycznych, jak i przez wzgląd na koncept im przeświecający. Zresztą, kogo bym o nie podpytał, reaguje entuzjazmem.

poniedziałek, 17 października 2022

Stanisław Aleksandrowicz Quintet - Teoria względności / Relativity Theory (2022)

Stanisław Aleksandrowicz Quintet

Stanisław Aleksandrowicz – percussion, compositions, production / perkusja, kompozycje, produkcja
Maciej Kocin Kociński – saxophone/saksofon
Wojciech Braszak – saxophone/saksofon
Patryk Rynkiewicz – trumpet/trąbka
Flavio Gullotta – double bass / kontrabas

Teoria względności / Relativity Theory (2022)

Autor tekstu: Szymon Stępnik

Czytając niegdyś wywiad z Krzysztofem Lenczowskim, znanym wiolonczelistą jazzowym, gdzie opowiadał o powstawaniu płyty swojego pobocznego projektu Fusionator (ach, szkoda, że już więcej nic nie wydali), powiedział: “Wszyscy komponujemy. Oczywiście za wyjątkiem Szymona Linette, który gra na perkusji”. Fakt, niewielu jest kompozytorów - perkusistów w historii jazzu. Samemu na myśl przychodzą mi tylko takie nazwiska jak Art Blakey, Buddy Rich a wśród polskich - Andrzej Dąbrowski. W muzyce popularnej również chyba niewielu (Philu Collinsie - do Ciebie piję). Stanisław Aleksandrowicz jest więc pod tym względem wyjątkowy, komponując wyjątkową i różnorodną suitę jazzową pod nazwą “Teoria Względności”.

Stanisław Aleksandrowicz jest ciekawą postacią na polskiej scenie jazzowej. Jego pierwszym instrumentem na którym nauczył się grać były skrzypce, co chyba sporo wyjaśnia w kwestii mojego zaskoczenia jego umiejętnościami kompozycyjnymi. Na drugi instrument przerzucił się dopiero, gdy rozpoczynał studia muzyczne drugiego stopnia. Od tej pory rozpoczął serię zdobywania wielu prestiżowych stypendiów oraz brał udział w najznamienitszych festiwalach. Osobiście poznałem go jako członka równie ciekawego zespołu “Kwaśny Deszcz” w ramach zeszłorocznej Letniej Akademii Jazzu w Łodzi, który również stawiał w dużym aspekcie nacisk na free jazz.

Nazwanie muzyki granej przez jego solowy kwintet free jazzem, byłoby mimo wszystko sporym uproszczeniem. Perkusista skomponował swoje utwory podczas pisania pracy magisterskiej, gdzie, jak wspomina, miał spore pokłady czasu na rozmyślanie o filozofii i teorii względności właśnie. Dzieło Einsteina stało się dla niego inspiracją, dzięki której powstała przedmiotowa płyta. Kazał ją zresztą przeczytać wszystkim współpracującym instrumentalistom, aby jeszcze mocniej umocnić koncepcyjność albumu. Głównym tematem jest tutaj czas, który w tytułowej teorii jest względny i może być traktowany w tradycyjnym jego znaczeniu, ale również być rozciąganym w przestrzeni do granic możliwości.

Choć holistyczne podejście jest tutaj aż nad wyraz narzucane przez artystę, to koncepcja jest niestety dość trudna do rozgryzienia, co jest moim największym zarzutem wobec tego krążka. Słuchając poszczególnych części suity trudno odnieść wrażenie, że stanowią jedną, kompletną całość. Owszem, kompozycjom przyświeca idea mieszania różnych metrum, dopasowania ich do solisty danego utworu oraz późniejszego ich łączenia. Do pełni szczęścia zabrakło mi jednak jakiegoś wspólnego tematu w sferze melodycznej. Myślę, że taki zabieg mógłby zapewnić jeszcze większą spójność płyty. Poza tym, jest ona niemalże perfekcyjnie przemyślana i zagrana.

Zaangażowanie dwóch saksofonistów, sprawiających często wrażenie walczących ze sobą, to jeden z bardziej intrygujących pomysłów. Nierzadko grają w polirytmii, by później zgrabnie łączyć się ze sobą w tożsame metrum. O dziwo, ani przez chwilę nie uderza tutaj jakikolwiek chaos. Zresztą, to samo można powiedzieć o grze innych muzyków. Wszyscy brzmią jakby znali się i rozumieli od kilkudziesięciu lat. Zachwyca również zmyłka, gdzie niektóre kompozycje brzmią początkowo nieco “konserwatywnie”, by potem eksplodować we free-jazzowe szaleństwo.

Najbardziej słyszalny i dominujący nad innymi jest oczywiście lider Stanisław Aleksandrowicz. Perkusja jedynie “bywa” od grania rytmu, a przede wszystkim służy niemal do grania linii melodycznej, tworząc tym samym tożsamość każdego z utworów. Najfajniej oraz chyba najbardziej oryginalnie zagrał w czwartej części suity, zaskakujący przewodnią rolą werbla. Bardzo kreatywne użycie perkusji to bez wątpienia jedna z największych mocy tego longplayu.

Reasumując, Stanisław Aleksandrowicz Quintet dostarczył nam dzieło bardzo dobre oryginalne, aczkolwiek trudne w odbiorze. Nie nazwałbym tej płyty jednakże wybitną, gdyż brakowało tu jakiegoś bardziej wyraźnego motywu przewodniego, widocznego na pierwszy rzut oka, co uznaję za rzecz kluczową w przypadku koncepcyjności albumu. Niemniej, jeżeli słuchacz poświęci mu odpowiednią ilość uwagi, może odczuć ogromną satysfakcję po wgłębieniu się w jego strukturę.


Zobacz też: