Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rybicki Mateusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rybicki Mateusz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 grudnia 2025

Mateusz Rybicki — “Apokalypsis”

Mateusz Rybicki  

Mateusz Rybicki – klarnet, saksofon tenorowy
Katarzyna Klebba - skrzypce, viola
Piotr Damasiewicz - trąbka
Paweł Niewiadomski - puzon
Kamil Piotrowicz - fortepian
Zbigniew Kozera - kontrabas
Samuel Hall - perkusja, instrumenty perkusyjne

Tytuł albumu: “Apokalypsis”   

Wydawca: Audio Cave (2025)

Tekst: Marcin Kaleta

W moim przekonaniu nie istnieje niebezpieczniejszy tekst aniżeli Apokalipsa Janowa. Dokonuje się w niej obłaskawianie horroru zbawienia. Otóż katastrofę o kosmicznym rozmiarze jakoby usprawiedliwia konsolacja, w myśl której Nowe Jeruzalem zastąpi nasz ustawicznie marny świat (w optyce religijnej: vanitas vanitatum). Czyli wieczność podmieni doczesność, rajski totalizm — chaotyczną rzeczywistość. Każdy fanatyk czy radykał gotów przyklasnąć owej wizji, a nawet pokusić się o to, by ją pośpiesznie wypełnić, nie bacząc na ofiary. Dlatego chyba współcześnie nowotestamentowa księga prorocka nie wydaje się “popularna”; popularne najwyżej są motywy apokaliptyczne, stamtąd się wywodzące.

piątek, 15 września 2023

Ascetic - Ascetic (2023)

Ascetic

Mateusz Rybicki – klarnet, saksofon tenorowy
Tomasz Kaczmarek – fortepian
Ju Ghan – kontrabas
Jan Słowiński – perkusja

"Ascetic" (2023)

Wydawca: AudioCave

Tekst: Jędrek Janicki

Logika awangardy rządzi się swoimi prawami, których zgłębienie do najprostszych zadań nie należy. Pewnym paradoksem jednak jest to, że nieraz bywa tak, że to właśnie akt odejścia od awangardy jest prawdziwie rewolucyjny. W zalewie wszechogarniających okołojazzowych eksperymentów (których jestem, przyznaję się chętnie, miłośnikiem) powrót do jazzowej tradycji jawić się może jako działalność wywrotowa – co intrygujące, nieraz wobec jazzu i to w jego tradycyjnej odmianie takie właśnie „inwektywy” wszak padały. Wszystko to okazuje się tym bardziej zaskakujące, że tym orędownikiem powrotu do nieco bardziej tradycyjnych form okazał się uznany już „rewolucjonista” – klarnecista i saksofonista Mateusz Rybicki.

Utworzony przez niego kwartet Ascetic wydał niedawno nakładem wytwórni Audio Cave swój debiutancki album zatytułowany, a jakże, Ascetic. I choć możliwe, że rację ma belgijska pisarka Amélie Nothomb, która twierdzi, że „asceza nie wzbogaca ducha”, to jednak pewna oszczędność kompozycyjna i dystans do tworzonych dźwięków nadal tworzą konwencję muzycznie niewyeksploatowaną. Właśnie, Ascetic brzmi wyjątkowo świeżo i klarownie. Muzycy unikają jak ognia piekielnego (choć pewnie są tacy, którzy tych płomieni wcale nie chcieliby unikać) artystycznego gawędziarstwa czy angażowania się w jakąkolwiek „estetyczną ideologię”. Ascetic tworzy swoisty mikroświat, który zbudowany jest wokół dwóch przeciwieństw – intymności i pewnego rodzaju chłodu. Każda fraza zdaje się być w jakiś ontologiczno-magiczny sposób obecna podczas jej odbioru, jednak nie pozwala ona nam się w żaden sposób uchwycić i podporządkować. Jest niczym zjawa czająca się tuż za oknem, która w lekko drwiący sposób kusi i odpycha samą swoją obecnością. Przeżycie z obcowania z tego typu dźwiękami jest tak naprawdę oczyszczające, gdyż pozwala nam na kontakt z pewnym wymiarem, o którego istnieniu możemy na co dzień tylko rozmyślać. Eleganckie zagrywki Rybickiego, które raz na jakiś czas pobrzmiewają pewną zaczepnością (ah ten klarnet), znakomicie współgrają z pracą reszty zespołu. Na szczególne słowa uznania zasługuje również pianista Tomasz Kaczmarek, którego gra przypomina mi trochę podejście do materii muzycznej Pata Metheny’ego. Obaj panowie tworzą struktury, które „rozwijają się” wraz z kolejnym ich odsłuchaniem. Są one pozornie proste, lecz pod fasadą rozwiązań, które łatwo można sobie przyswoić, kryją się kolejne warstwy świadczące o wybuchach muzycznej fantazji i wyobraźni.

O płycie, której hasłem przewodnim jest pojęcie „asceza” napisałem i tak stanowczo zbyt wiele i stanowczo zbyt efekciarsko. W związku z tym, teraz nie napiszę już nic. Nie, jedno tylko napiszę. Ascetic to nagranie wybitne.


sobota, 2 maja 2020

Sundogs - In The Land Of Green Dust (2019)

Sundogs

Mateusz Rybicki - clarinet, voice, wind instruments, kalimba
Zbigniew Kozera - double bass, preparations, wind nstruments, kalimba
Samuel Hall - drums, percussion, preparations, wind instruments

In The Land Of Green Dust


MULTIKULTI MPI 046

By Andrzej Nowak

Najwyższa pora wybrać się na… spacer do lasu! Pomocni w realizacji tego przedsięwzięcia będą: Mateusz Rybicki (klarnet, głos instrumenty dmuchane i kalimba), Samuel Hall - perkusja, instrumenty perkusyjne, preparacje, instrumenty dmuchane) oraz Zbigniew Kozera (kontrabas, preparacje, instrumenty dmuchane i kalimba). Muzycy funkcjonują pod nazwą Sundogs, a nagranie powstało w Lesie Osobowickim we Wrocławiu. Dwie, jak to w lesie, wyjątkowo swobodne improwizacje, łącznie 32 minuty i kilka sekund.

Być może "In The Land Of Green Dust" to bardziej nagranie field recording albo coś na kształt słuchowiska radiowego. Być może muzycy i ich instrumenty znaleźli się w Lesie Osobowickim zupełnie przypadkowo, a za całość rejestracji dźwiękowej odpowiada tu jedynie matka natura. Być może warto przywołać w pamięci nagranie Mikołaja Trzaski i braci Oleś, którzy na początku ubiegłej dekady postanowili muzykować na ulicy, dla całkiem przypadkowych przechodniów. Jakkolwiek by tego nie nazwać, przed nami … być może rodzaj improwizowanego performansu.

Szum lasu, garść mikroskopijnych fonii, bezwzględnie do odsłuchu słuchawkowego. Tajemna podróż w poszukiwaniu zagubionych dźwięków. Lekki klarnet, mikro grzmoty kontrabasu, small drum kit ledwie dotykany małym palcem. Sztuka zaniechania, minimalizmu, czyniona w przestrachu przed naruszaniem równowagi fonicznej zastanego ekosystemu. Pierwszy ze snu zimowego zdaje się budzić niedźwiedzi bas, sójka-klarnet delikatnie podśpiewuje, małe dzwonki pobrzmiewają, a ptaki, te prawdziwe, snują mikro melodie. Wokół także sporo dodatkowych, niezidentyfikowanych fonii wprost z żywego lasu. Kontrabas ma tu chyba najwięcej do powiedzenia, wydaje się wyznaczać kierunek improwizacji. 

Druga partycja nagrania wnosi do tej zabawy odrobinę więcej życia - klarnet nawołuje do gromadzenia się wokół ogniska, perkusjonalia przelewają życiodajną wodę, a kontrabas stoi w miejscu i pohukuje. Spektakl etno free improv on minimal trwa w najlepsze. Don Cherry i jego "Multikulti"? Air Henry’ego Threadgilla? Muzycy zmieniają instrumenty jak rękawiczki, od dawna nie wiemy już, kto odpowiada za dany dźwięk, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Odrobina dynamiki rodzi się z grzmotów kontrabasu i śpiewu dwóch dęciaków, które niespodziewanie nabrały ochoty na swobodny taniec. Repetycje, skoki w górę i bystre opadanie. Na moment flow narracji przejmują ptaki, muzycy milkną i czekają na rozwój wypadków dźwiękowych. Potem wracają, by wydobyć ostatnie oddechy ze swoich instrumentów.

Tekst pierwotnie opublikowany na blogu Trybuna Muzyki Spontanicznej.

piątek, 26 stycznia 2018

Sundogs - Sundogs (2017)

Sundogs

Mateusz Rybicki - clarinet, bass clarinet, preparations
Zbigniew Kozera - bass, preparations, objects
Samuel Hall - percussion, objects, prepared oven-tray, electronics, cymbals, drums, environment

Sundogs


FSR 2017/10

By Maciej Krawiec

Nadawanie etykiet muzyce nie należy do najciekawszych zadań piszącego o sztuce. Zdarzają się jednak takie albumy, które z daną koncepcją twórczą wydają się tak sprzężone, tak naturalnie ją realizujące, że o posłużenie się tym czy innym określeniem aż się prosi. Tak jest w kontekście debiutanckiego albumu tria Sundogs i hasła "free improvised". Grupa, którą tworzą klarnecista Mateusz Rybicki, kontrabasista Zbigniew Kozera i australijski perkusista Samuel Hall, operujący również elektroniką, do materii dźwiękowej podchodzą w sposób pozbawiony jakkolwiek ograniczających ich ram.

Instrumenty są preparowane, w ruch idą bezimienne przedmioty – stąd w opisie albumu wzmianki o "objects" czy "environment", na których artyści grają. I tak jak wiele swobody jest w tym, na czym i w jaki sposób członkowie tria muzykują, tak i w strukturach zarejestrowanych utworów wolności jest co niemiara. Dźwięki fluktuują, przechodząc z braku kształtu po formy określone, choć dalekie od przewidywalnej logiki. 

Z początku może się wydawać, że sztuce tria brakuje konsystencji, namiastki kompozycji, klarownych sinusoid, by oddziaływać w sposób przekonujący. Ale gdy przyjmie się ich warunki wstępne – brak barier, niespieszność, abstrakcję, bezkompromisową wolność – jest się wręcz pochłoniętym przez dziwny, obcy, zaskakujący świat dźwięków, które kreują. Błądzenie, które jest ich udziałem, przywodzi na myśl Jarmuschowskich flanerów: trochę samotni, trochę towarzyscy, skupieni na chwili, intensywnie jej oddani. Dlatego ich meandrujące ścieżki, w całym ich braku oczywistości, śledzi się z fascynacją.


czwartek, 14 grudnia 2017

Rybicki/Kozera - Xu (2017)

Rybicki/Kozera

Mateusz Rybicki - clarinet, bass clarinet, kalimba
Zbigniew Kozera - double bass, kalimba

Xu

MULTIKULTI MPI 036



By Piotr Wojdat

Kolejne wydawnictwo z cyklu "Improvised Music Series", który zapoczątkowała i z dużą konsekwencją kontynuuje poznańska oficyna Multikulti Project, na pierwszy rzut oka powinno zwiastować muzykę o silnym ładunku emocjonalnym i huraganowej ekspresji. Instrumentalne szarże, porywcze solówki, eksperymenty z brzmieniem i technikami gry - to wszystko mogłoby się i znaleźć na albumie duetu Rybicki/Kozera.

Przywołani przeze mnie artyści, choć nie są wciąż bardzo rozpoznawalni na naszej scenie muzycznej, mają wystarczające umiejętności na to, by grać ostry jak brzytwa awangardowy jazz. Udowodnili to m.in. w ramach pięciodniowej rezydencji Petera Brötzmanna w Pardon, To Tu, która miała miejsce w 2016 roku. Na "Xu" pokazują jednak, że improwizacja może mieć zupełnie inne oblicze: dużo bardziej stonowane, kameralne, ale i wciąż odznaczające się poszukującym charakterem.

Klarnecista Mateusz Rybicki i kontrabasista Zbigniew Kozera współpracują ze sobą już od dłuższego czasu. Są wyróżniającymi się postaciami wrocławskiej sceny muzyki jazzowej i eksperymentalnej, a na swoim koncie mają występy u boku Piotra Damasiewicza, Wacława Zimpla, Macieja Obary, czy Mikołaja Trzaski. Razem z basistą Jakubem Cywińskim oraz perkusistą Wojciechem Romanowskim tworzyli kwartet Owl Mountains. Na "Xu" słuchamy jak radzą sobie w duecie na klarnety i kontrabas oraz afrykański instrument kalimba, którego popularyzację w tej części świata zawdzięczamy kongijskiej formacji Konono Nº 1.

Jak już wspomniałem we wstępie, na płycie Rybickiego i Kozery nie uświadczymy szybkich zmian tempa oraz ciągłego napinania free jazzowych muskułów. Dominuje tu raczej klarowna narracja, niespieszne nawiązywanie dialogów i intymna, choć daleka od pretensjonalności atmosfera. Klarnecista snuje nieoczywiste melodie, przywołuje na myśl prawie namacalne filmowe skojarzenia, a kontrabas i egzotycznie brzmiąca kalimba spełniają na wydawnictwie funkcję sekcji rytmicznej.

"Xu" to album, któremu warto poświęcić nieco więcej czasu, żeby docenić jego zawartość i dać mu w pełni wybrzmieć. Nie jest to muzyka od razu chwytająca za gardło i wywołująca nagłe emocje. Jej siłą jest spokój, swobodne budowanie napięcia i klimatu oraz wyczucie w prowadzeniu narracji. Rybicki i Kozera doskonale odnaleźli się w repertuarze kameralnym, a ich muzyka, choć surowa i minimalistyczna, może silnie oddziaływać na wyobraźnię i sprawdza się w obecnych warunkach pogodowych, które widzimy za oknem.

środa, 15 stycznia 2014

Marcin Ciupidro - Talking Tree (2013)

Marcin Ciupidro

Marcin Ciupidro - vibraphone, marimba, Moog
Shoko Sakai - marimba
Mateusz Rybicki - clarinets
Zbigniew Kozera - double bass
Hubert Zemler - drums
Wojciech Romanowski - drums
Marcin Rak - drums



Talking Tree (2013)

By Maciej Nowotny

Marcin Cipiudro may be recognized by Polish public thanks to his cooperation with the cult band called Robotobibok. After the dissolution of this group, one of the first in Poland experimenting with usage of electronic and dance rhythm in modern jazz, its members dispersed into different projects and collectives. Two of its most important members, trumpeter Artur Majewski and drummer Jakub Suchar, formed Mikrokolektyw which become one of the leading avant jazz formations in our country. Saxophonist Adam Pindur on the other hand turned toward mainstream by participating in hugely successful project of another young trumpeter Piotr Damasiewicz. All these musicians are connected in some way with a city of Wrocław as is Marcin Ciupidro.

So far he was not so well known as his other colleagues from Robotobibok but it may very well change with his first own record "Talking Tree". Supported by Japanese marimba player Shoko Sakai, clarinetist Mateusz Rybicki, bassist Zbigniew Kozera and drummers Hubert Zemler, Wojciech Romanowski, Marcin Rak, Marcin Ciupidro with his vibraphone created a musicial space like no other in Polish music. As in Robotobok his music is saturated with complicated yet dance-like rhythms, full of freedom but far from chaotic. What did really astonished me on this record is wonderful use of melody, the art which seems to be almost forgotten in modern avant jazz music. Ciupidro proves that melody is still a powerful tool of communication though it is a challenge how to make it sound fresh and original. But here Ciupidro is fully successful and as often with good tunes it is simply impossible to stop listening to this album and it now accompanies me as much at home, at work or during long car rides. There are albums which instead of speaking too much of it is better just to listen to. We are lucky to have a sample of music from it accompanying this note, so do not hesitate, turn on your Hi-Fi and judge for yourself...


Zobacz też: