Dominik Bukowski – wibrafon/vibraphone
Piotr Lemańczyk – kontrabas/double bass
Krzysztof Gradziuk – perkusja/drums
„Inflow” (2024)
Wydawnictwo: Music Corner Records
Tekst: Renata Rybak
Autor tekstu: Maciej Nowotny
Nie wszystko może, a nawet powinno się zmieniać. Zmieniają się epoki, zmieniają się estetyki i gatunki, ale pozostaje miłość do muzyki, ładna melodia, mądry, a czasem dowcipny tekst i radość czerpana z grania razem. I to wszystko tu jest! Dzięki temu, mimo że muzyka ta jest beznadziejnie sentymentalna, to słucha się jej... świetnie. A nawet z pewnym żalem... Bo gdzież dzisiaj są takie melodie jak te, które pisali Jerzy Abratowski czy inni luminarze polskiej piosenki jak Władysław Szpilman czy Jerzy Wasowski? Gdzie teksty takie jak te, które wyczarować potrafili np. Agnieszka Osiecka czy Kazimierz Winkler? Gdzie taka czułość jak między grającym na saksofonie ponad osiemdziesięcioletnim Przemkiem Dyakowskim, a wokalistką Joanną Knitter, która potrafiła powściągnąć swój drapieżny styl i swingować jakby jutro miał się skończyć świat. Wiecie co? Postęp w jazzie jest zdecydowanie przereklamowany i często zapominamy, że miłość do tradycji jest w nim co najmniej równie potrzebna i ważna.
Duet wibrafonisty Dominka Bukowskiego i pianisty Dominika Kisiela nagrał jedna z najwazniejszych tegorocznych płyt w polskim jazzie "Delta Scuti". Płytę byłą naszym ALBUMEM MIESIĄCA (pozostałe płyty miesiąca może znależć w Editors' Choice). Obecnie Panowie ruszają w trasę koncertową. Jeśli znadujecie się gdzieś w pobliżu to naprawdę warto się wybrać:
Jestem wielbicielem wibrafonu, marimby, ksylofonu, zatem w tym tekście nie będzie mi łatwo być obiektywnym. Niemniej spróbuję. Jeśli chodzi o pomysł, to myślę, że przyjdzie mi to łatwo. Uważam, że tak obiektywnie jak subiektywnie pomysł na płytę jest po prostu świetny. Po pierwsze muzyka Jerzego Miliana zupełnie się nie starzeje, a raczej starzeje się jak wino czyli nabiera smaku. Każdy kto zna Miliana z przyjemnością posłucha jego znanych i mniej znanych kompozycji w nowym świeżym wykonaniu, zaś Ci, którzy ich nie znają odkryją muzykę, która dla polskiego jazzowego wibrafonu jest równie ważna jak, dajmy na to, muzyka Komedy dla polskiego jazzu w ogóle.
Uważam także, że obiektywnie patrząc pomysł, aby zaprosić do nagrania grupę polskich wybitnych wibrafonistów, oprócz lidera Bernarda Maseliego, grają tu: Bartosz Pieszka, Dominik Bukowski i Karol Szymanowski, jest po prostu świetny. Mamy tu do czynienia nie tylko z grupą wirtuozów instrumentu, ale przede wszystkim artystami mającymi własną wyraźną osobowość artystyczną. Nakłonienie ich do udziału w tym niezwykłym projekcie, by dzielić z nimi radość z grania tego materiału jest wielkim sukcesem i świadczy o wybitnej klasie lidera. Cieszenie się ich grą stanowi mocną stronę tej płyty i samo w sobie stanowi dobry powód, by się z nią zapoznać, bo ile w końcu w życiu słuchaliśmy zespołów, w których grało 4 wibrafonistów?
Kolejny obiektywny plus, który chciałbym zapisać na rzecz tej płyty, to fakt że jest to zapis koncertu na żywo, mającego miejsce w trakcie 2 edycji odbywającego się w Tomaszowie Mazowieckim festiwalu Love Polish Jazz Festiwal (nagranie zostało dokonane 22 września 2017). Bardzo to pomaga tej muzyce, która była pisana dla szerokiej publiczności, ku rozrywce i zyskuje, gdy jest grana dla grona entuzjastycznych słuchaczy. Udało się to zawrzeć na nagraniu, które brzmi dobrze, w czym duża zasługa sekcji rytmicznej złożonej z ciągle młodych, ale już rozpoznawalnych na polskiej scenie muzyków: Bogusława Kaczmara na fortepianie, Michała Kapczuka na kontrabasie i Marcina Jahra na perkusji.
Podsumowując, płyty się słucha świetnie, zwłaszcza przy pierwszym przesłuchaniu. Kompozycje Miliana ciągle mają moc uwodzicielską, czuć entuzjazm muzyków i towarzyszące im wsparcie publiczności. Wystarczy zamknąć oczy i czujemy się jak w klubie, słuchając świetnego, energetycznego jazzu. Natomiast przy kolejnych odsłuchach materiał ten - przy najmniej w moim subiektywnym odczuciu - już nie broni się tak dobrze. Może chiałbym, aby pojawiły się w nim oprócz kompozycji Miliana także własne utwory członków zespołu. Jest jeden taki przypadek na tej płycie, mowa to o trzecim utworze "The Miner", kompozycji pióra Bartka Pieszki, która brzmi równie świetnie jak te milianowskie.
Ale jest w tym nawet coś więcej. Zestawiając współczesnego "The Miner" z zagraną wcześniej genialną milianowską "Ballad for Olga" słyszymy o wiele więcej w obu tych utwórach przez kontrast jaki je dzieli: w stylu, w nastroju, w sposobie użycia instrumentów. To spotkanie jest fascynujące i bardzo brakuje tego napięcia w dalszej części płyty. Kolejne utwory to typowe Milianowskie hity: "Jerks At The Audience", "Luciano Coxcomb", "Street 2000", brzmią trochę jak sztampowy koncert muzyki rozrywkowej tamtych lat, publika klaszcze, gramy tym samym tempem, brakuje zatrzymania się, oddechu, głębi, refleksji. Dopiero udana interpretacja "At The Watchmaker's" znowu budzi ciekawość słuchacza. Dlatego słuchając po raz kolejny tego repertuaru myślałem o tym jak fascynujące byłoby włączenie większej ilości kompozycji członków zespołu, pozwalających z jednej strony zademonstrować swój indywidualny styl, a z drugiej konfrontować styl grania milianowskiego ze współczesnym, pokazać koncepcje wykorzystania wibrafonu kiedyś i dzisiaj we współczesnym jazzie czy szerzej muzyce improwizowanej. W momencie kiedy napisałem to zdanie, zdałem sobie sprawę, że brak tego elementu nie powinien być zarzutem wobec tego krążka skoro koncepcja była inna. Zatem lepiej nazwę go czysto subiektywnym odczuciem albo marzeniem i prośbą skierowaną nieśmiało w kierunku członków septetu, w kontekście ich - miejmy nadzieję - następnego spotkania czy wspólnego nagrania.
DUX 1221
By Adam Baruch
Dominik Bukowski/Dominik Kisiel
Delta Scuti
GO NORTH 2021
By Alek Jastrzębski
Fale
STM 007
By Maciej Nowotny
Fale. To nieprzypadkowo też tytuł najnowszego albumu Krystyny Stańko. A fale lubią dobre źródła. W tym przypadku obok głębokiego kontralatu wokalistki, kto wie czy nie najlepszy wibrafon w Polsce - Dominika Bukowskiego oraz gitara basowa i kontrabas Piotra Lemańczyka, którego w Polsce nikomu przedstawiać nie trzeba. Dlatego fale biegną jak po czystym jak łza jeziorze, nie tkniętym tchnieniem wiatru ani żadną inną troską, zmartwieniem, przelotnym, przypadkowym, nieokreślonym. Spontanicznie uporzadkowane.
O czym jest ta płyta? Nie wiem. Co chciałem napisać? Nie pamiętam. Dlaczego czytacie ten tekst? Kto wie. Ale po płytę warto sięgnąć. Po muzykę. Po falę. Po rytm. A więc ku jezioru.
Fale
STM 007
By Krzysztof Komorek
Dominik Bukowski Quartet
Krystyna Stańko
Wojciech Staroniewicz feat. Erik Johannessen