Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nosewicz Daniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nosewicz Daniel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 października 2021

Wywiad z Danielem Nosewiczem - część II


II część rozmowy jaką Alek Jastrzębski przeprowadził z Danielem Nosewiczem zaczyna się od pytania o najnowszy debiutancki krążek artysty. Warto oczywiście zapoznać się także z I częścią tej rozmowy, także opublikowanej na naszym blogu: 

8. Jakie znaczenie kryje się za tytułem „The Shining”? Ma jakiś związek z książką Kinga lub filmem Kubricka?

Film ani książka nie mają żadnego związku z płytą. Chodziło mi bardziej o to, by wyrazić sposób, w jaki finalnie powstały kompozycje. Starałem się całą muzykę zmieścić w głowie, zwizualizować ją i przenieść na papier, a nie usilnie siedzieć nad klawiaturą czy gryfem i czekać w nadziei: „a może coś wyjdzie?”. Ten sposób okazał się bardzo rozwojowy w kwestii instrumentacji czy też pojmowania formy. Myślę, że w przyszłości będę rozwijał w sobie tę umiejętność, jest ona niezwykle trudna.

9. Co w takim razie ze znaczeniami poszczególnych utworów? Szczególnie nurtuje mnie „Gulliver's Travels”.

Miałem taki jeden dzień, podczas którego siadłem na sofie i starałem sobie wyobrazić, z czym te kompozycje mi się kojarzą, co odzwierciedlają. Co do kilku miałem wątpliwości, ale miały one tytuły robocze. Ciekawe jest to, że nucąc temat z „Gulliver’s Travels”, w głowie pojawił mi się obraz bohatera powieści Swifta oraz jego przygody, te morskie także. Sama kompozycja jest nieco baśniowa, utrzymana w metrum trójdzielnym, a więc lekko „buja”. Uznałem, że to chyba dobry pomysł nazwać właśnie tak ten utwór. I tak też zostało. Weźmy np. „Kaleidoscope” - wystarczy posłuchać riffu otwierającego ten utwór, by stwierdzić, że jest on lekko przesunięty, a z początku wydaje się symetryczny. Mamy tu więc czystą analogię do tego urządzenia optycznego. Z kolei „Something’s Coming” to utwór, który przez cały przebieg rozwija się, dąży do jakiegoś punktu. Jakby coś miało nadejść. Mamy tu dwie kluczowe kulminacje, świetnie zresztą poprowadzone przez Michała Ciesielskiego i Szymona Łukowskiego, po których następuje rozładowanie napięcia.

10. Co było największym wyzwaniem podczas prac nad płytą? Oczywiście poza dostaniem się do Budapesztu w czasie pandemii.

Cały ten projekt był jednym wielkim wyzwaniem. Każdy etap spoczywał na moich barkach. Po raz pierwszy oprócz kompozycji, prowadzenia prób, dyrygowania - czyli tej strony czysto muzycznej - musiałem zmierzyć się także z logistyką, produkcją, organizacją, nadzorem nad miksem, okładką czy samym wydaniem płyty. Pracy było rzeczywiście mnóstwo, trzeba było zmieścić się jeszcze między różnymi zleceniami. Kilka osób pomogło i doradziło, co przyspieszyło nieco moje działania. Wiedziałem na co się piszę, ale w głowie miałem jeden cel w postaci tej płyty. Cieszę się, że udało się to wszystko złożyć w całość.

11. Coś Cię zaskoczyło? A może miałeś jakieś obawy?

Przygotowując się do tego projektu rozpisałem każdy etap i w miarę trzymałem się planu, zaburzonego nieco przez pandemię. Miałem zaplanowaną sesję z orkiestrą w Budapeszcie na kwiecień 2020, a więc na sam początek pandemii. Musiałem ją przebookować na lipiec. Po otwarciu granic udałem się na Węgry. Na miejscu pojawiła się obawa, a w zasadzie impuls. Przy wejściu do radia, ochroniarz na bramce „strzelał” termometrem w głowy i wtedy pomyślałem, że gdybym miał gorączkę lub stan podgorączkowy, to przecież nie wszedłbym do studia i nie zadyrygował orkiestrą. Byłby to duży kłopot. Na szczęście wszystko udało się bez problemów i cała sesja przebiegła bardzo dobrze. Orkiestra zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie - sposób w jaki pracują, jak grają. Wielkie doświadczenie. Sesja z kwintetem też należała do bardzo udanych. Patrząc już z perspektywy czasu, to miałem same pozytywne zaskoczenia.

12. W jednym z wywiadów wspomniałeś, że praca nad płytą poza satysfakcją, przyniosła też zmęczenie. Co męczyło Cię najbardziej?

Jak już wspomniałem - każdy etap był na mojej głowie. Siłą rzeczy musiał dostarczyć zmęczenia, ale nie frustracji! I to było bardzo ważne w całym procesie. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że może coś jest nie tak, albo że coś mnie przerasta. Z wieloma rzeczami mierzyłem się po raz pierwszy, np. praca z orkiestrą w obcym języku, miksy korespondencyjne z Dave’em Darlington’em, współpraca z grafikiem. W każdym momencie czułem się komfortowo i pewnie. Dokładnie wiedziałem, w którą stronę zmierzam i jaki jest mój cel, ale też bez zbędnego ciśnienia. Pewne rzeczy same pięknie się toczyły i niespecjalnie wtrącałem się w ten bieg zdarzeń. Na pewno doba mogłaby być dłuższa.

13. Czy któryś z dziesięciu utworów mógłbyś nazwać ulubionym? Jeśli tak, to dlaczego akurat ten konkretny?

Chyba nie mam tego jedynego, ulubionego. Kompozycje są różne pod względem aparatu wykonawczego, ale już słyszałem głosy: „że wyszły spod jednego pióra” i to mnie bardzo cieszy. Praca nad własnym językiem jest niezwykle trudna i wymaga czasu, mogę śmiało rzec, że jest to praca czysto intelektualna. Myślę, że interesujące są dwa Kaprysy. W pierwszym użyłem trochę współczesnych technik kompozytorskich, klasterów. W zderzeniu z kwintetem, uzyskałem dość oryginalny efekt. Ciekawy jest też Nokturn na orkiestrę smyczkową i flugelhorn. Do jego wykonania zaprosiłem Jurka Małka, który idealnie wpasował się i poczuł klimat tej kompozycji.

14. Jakie są Twoje dalsze plany twórcze? Zamierzasz pogłębiać symbiozę orkiestry symfonicznej i kwintetu jazzowego czy może kuszą Cię jakieś inne wyzwania i nowe światy warte odkrycia?

Moje plany twórcze są często narzucane przez zlecających, co mnie oczywiście bardzo cieszy. Aranżacja też jest przecież aktem twórczym, w Polsce nieco niedocenianym. Każdy projekt, który przyjmuję, traktuję z taką samą dokładnością. Co ważne, musi być interesujący i wartościowy. Jeśli chodzi o autorską muzykę, mam kilka pomysłów na płyty. Jednym z nich jest płyta big-bandowa. Podczas studiów dużo pracowałem nad tym aparatem wykonawczym. Udało mi się nawet dostać do finałowej piątki konkursu kompozytorskiego w Kopenhadze, gdzie premierowo tamtejszy big-band wykonał moją kompozycję. Na tę chwilę nie jestem jednak w stanie powiedzieć, jaki kształt będzie miała kolejna płyta i co mi w duszy zagra.

sobota, 9 października 2021

Wywiad z Danielem Nosewiczem - część I

Daniel Nosewicz nagrał niedawno swój debiutancki album "Shining". Sylwetkę tego utalentowanego muzyka przybliża nam w wywiadzie Alek Jastrzębski:

1. Twoja edukacja muzyczna zaczęła się od gitary klasycznej i fortepianu. Ostatecznie zostałeś jednak przy gitarze. Dlaczego?

Rodzice zaprowadzili mnie i brata na egzaminy wstępne do Szkoły Muzycznej I st. w Lidzbarku Warmińskim. Wybór instrumentu głównego był bardzo duży - od perkusji po flet, ale ostatecznie padło na fortepian. Wynikało to chyba z jakiejś mody na ten instrument. Dodatkowo mieliśmy w domu pianino, na którym już jako kilkuletnie dzieci graliśmy, a raczej wygłupialiśmy się. Ukończyłem I stopień na fortepianie, ale pod koniec edukacji zastanawiałem się, co dalej. We wrześniu zreflektowałem się, że dalej chcę uczyć się w szkole muzycznej, ale było już po egzaminach wstępnych i żadnych miejsc na gitarę. Dyrektor poszedł mi na rękę i bez egzaminów przyjął mnie na... klarnet w cyklu młodzieżowym. Pograłem na „kiju” półtora roku i w trakcie nauki zwolniło się miejsce na gitarze. Wskoczyłem więc do klasy gitary i tak już zostało. Granie na klarnecie, jak się później okazało, bardzo przydaje się w aranżowaniu i komponowaniu muzyki. W końcu to „dęciak”. Dobrze się stało, że choć trochę na tym instrumencie pograłem.

2. Chciałeś grać klasykę czy już wtedy w głowie dźwięczał Ci jazz? A może jeszcze inna muzyka?

W ogóle muzyka dźwięczy mi w głowie. Ta dobra. Muzyka klasyczna w pewnym stopniu jest ograniczona przez zapis. Można ją wykonywać i interpretować na wiele sposobów – są wybitni wykonawcy, którzy to czują i świetnie robią, ja jestem ulepiony z nieco innej gliny, stoję bliżej swobody i wolności w muzyce. Jako dziecko z wielką chęcią dodawałem różne składniki do akordów w utworach wielkich mistrzów - septymy, nony - albo grałem ze słuchu zasłyszane w radiu piosenki. To mi sprawiało najwięcej radości i już na początku edukacji wiedziałem, że nie będę specem od klasyki. Z pewnością jednak, gruntowne wykształcenie i osłuchanie się z muzyką klasyczną jest nie do przecenienia i z perspektywy czasu cieszę się, że przez te wszystkie szczeble edukacji przeszedłem. Pamiętam sytuacje w II st. szkoły muzycznej, gdzie zawsze na początku roku migałem się od grania suit Bacha i proponowałem mojemu nauczycielowi repertuar współczesny, w którym lepiej się czułem.

3. Kiedy poczułeś potrzebę komponowania/aranżowania? Coś Cię do tego zainspirowało?

Przyszło to w momencie, gdy zacząłem czerpać radość z grania i muzyki w ogóle, czyli pod koniec I st. szkoły muzycznej. Pierwsze kompozycje zapisane w nutach pojawiły się w II. stopniu. W drugiej klasie liceum organizowaliśmy spektakl w 150 rocznicę śmierci Adama Mickiewicza, podczas którego wykonaliśmy moje utwory na kwartet i orkiestrę smyczkową. W tym samym roku z grupą muzyków ze szkoły muzycznej w Olsztynie stworzyliśmy spektakl „Metro”, który był niejako repliką hitu teatru Buffo i tu aranżowałem na orkiestrę z sekcją rytmiczną. To była moja pierwsza, duża „robota” aranżacyjna. Miałem z tego wiele radości i chyba wtedy, jako siedemnastolatek, po raz pierwszy poczułem, że chcę także pisać aranżacje. W „Metrze” grałem w sekcji na gitarze, ale już wtedy wiedziałem, że przy kolejnych projektach powinienem stanąć za pulpitem dyrygenckim.

4. Czy chciałeś łączyć świat muzyki symfonicznej z jazzem zanim Leszek Kułakowski zapoznał Cię ze zjawiskiem trzeciego nurtu?

Myślę, że tak, choć było to nieświadome. To profesor uświadomił mnie w wielu kwestiach, głównie ideowych. Pokazał na przykładzie swoich partytur i innych, że tak można. Otworzył przede mną bramy, których przekroczenie okazało się bardzo fascynujące. Muzyka symfoniczna i jazzowa były obecne w moim życiu od zawsze, za sprawą rodziców, którzy słuchali dobrej muzyki. Można powiedzieć, że dzięki nim mam wyrobiony gust muzyczny. Chciałbym tu też wspomnieć o moim drugim nauczycielu - Macieju Grzywaczu, u którego kończyłem równolegle gitarę jazzową, a który jest także świetnym kompozytorem. Namówił mnie, by na dyplomie magisterskim z gitary zagrać tylko swoje kompozycje. To było bardzo cenne doświadczenie. Z wielu utworów do dziś jestem zadowolony.

5. Co zafascynowało Cię w trzecim nurcie? Opowiedz też o swoich mistrzach.

Świat trzeciego nurtu jest bardzo rozległy i dużo wymaga od kompozytora. Trzeba przede wszystkim panować nad formą, która w jakimś stopniu musi być zamknięta ze względu na zapisane partie orkiestrowe. I tu muzycy jazzowi muszą także dostosować się do nut i przebiegu całej kompozycji. Jest to ciekawe, bo uruchamia w nich inne pokłady energii, zmusza do większej samokontroli i w ogóle kontroli formy. Trzeci nurt wymaga także od kompozytora odpowiedniego warsztatu symfonicznego. Przystępując do kompozycji i orkiestracji tych utworów, czułem, że jest to właściwy moment, że jestem w dobrym punkcie, by zacząć pokazywać szerzej swoją muzykę. Samo opanowanie orkiestry symfonicznej zajmuje wiele lat. Mistrzów wskazał mi, wspomniany już Leszek Kułakowski - Marię Schneider, Boba Brookmeyera czy wreszcie Gunthera Schullera. Przy pierwszym zderzeniu z ich muzyką poczułem, że jest jeszcze wiele do odkrycia. To zawsze inspiruje.

6. Zdaje się, że od jakiegoś czasu aranżujesz głównie dla telewizji i najczęściej są to aranże pod wokal. Skąd więc potrzeba nagrania płyty instrumentalnej?

Aranżacje do programów telewizyjnych czy koncertów z orkiestrą są na pewno sporym wyzwaniem, bo mamy tu zderzenie kilku podmiotów: reżysera, który trzyma pieczę nad całością, wokalistę/kę, który/a musi dobrze czuć się w aranżacji i gdzieś z tyłu jestem jeszcze ja, który stara się przemycić swoje pomysły aranżacyjne, ciekawe harmonie, instrumentacje. I w takiej sytuacji, to linia wokalna oraz tekst są najważniejsze. Percepcja rozkłada się wtedy zupełnie inaczej, warstwa instrumentalna schodzi nieco na dalszy plan i nie może zagłuszać, ani przytłaczać wokalu, a go wspierać. O swojej muzyce często myślałem jako instrumentalnej. Akurat przy okazji tej płyty nie usłyszałem w głowie wokalu, ale nie wykluczam w przyszłości wykorzystania także śpiewu.

7. W notce biograficznej w zapowiedzi pewnego festiwalu z 2014 roku jest informacja, że udzielasz się jako sideman i muzyk sesyjny. W aktualnej notce na Twojej oficjalnej stronie tej informacji już nie ma i raczej sugeruje ona, że obecnie jesteś bardziej kompozytorem, aranżerem i dyrygentem niż gitarzystą. Jednak na debiutanckiej płycie zdecydowałeś się wystąpić również jako gitarzysta. Dlaczego?

To znak czasu (śmiech). Na przykład w 2013 roku wraz z kolegami (Tomasz Chyła, Konrad Żołnierek, Sławek Koryzno, Andrzej Józefów) zagraliśmy koncert „Tribute to Rage Against The Machine”, byliśmy jeszcze na studiach czy w końcówce toku nauczania. Był to zupełnie inny etap dla każdego z nas. Minęło siedem, osiem lat, teraz podążamy już własną ścieżką kariery i każdy z nas ma na siebie inny pomysł. Gitarę traktuję jako mój instrument główny, na którym ćwiczę cały czas. W przypadku tej płyty poczułem silną potrzebę uczestniczenia także jako instrumentalista. Uznałem to za coś naturalnego i niczym niewymuszonego. Czy jestem bardziej kompozytorem, aranżerem, dyrygentem niż gitarzystą? Po prostu jestem muzykiem. Pisanie aranżacji, prowadzenie orkiestry czy granie na gitarze, dostarcza trochę innych emocji. Wiem na pewno, że nie mógłbym być tylko gitarzystą.

piątek, 1 października 2021

Daniel Nosewicz - The Shining (2021)

Daniel Nosewicz

Daniel Nosewicz - kompozycje, orkiestracje, gitara
Szymon Łukowski - tenorowy, saksofon sopranowy, flet altowy
Michał Ciesielski - fortepian
Konrad Żołnierek - kontrabas
Sławek Koryzno - perkusja
Jerzy Małek - trąbka, flugelhorn
Budapest Scoring Orchestra
conductor: Daniel Nosewicz


The Shining (2021)


Tekst: Maciej Nowotny

Jazz zawsze był związany i to mocno z muzyką klasyczną, w szczególności symfoniczną. Śledzenie ich różnych związków samo w sobie byłoby rzeczą fascynującą. Temat na pewno na książkę, a nie krótki tekst, ale tu wystarczy powiedzieć, że ta dwa elementy - jazz i muzyka klasyczna - mogą jak dwie chemiczne substancje wchodzić w różnego typu reakcje, przekształcać się nawzajem, tworząc coś nowego, udowadniając tym samym, że cały czas są żywe i potrafią się aktualizować. To nagranie spokojnie można zaliczyć do tej właśnie kategorii, przy czym jego charakterystyka jest taka, że jazz i muzyka klasyczna istnieją tu obok siebie, zachowując swoją odrębną tożsamość. Z jednej bowiem strony mamy Budapest Scoring Orchestra, a z drugiej kwintet jazzowy w składzie: Daniel Nosewicz grający na gitarze, Szymon Łukowski na saksofonie i flecie, Michał Cisielski na fortepianie, Konrad Żołnierek na kontrabasie, Sławek Koryzno na perskusji i - gościnnie - Jerzy Małek na trąbce. 

Ale głównymi aktorami - poza muzykami grającymi bez wyjątku na fantastycznym poziomie - są kompozycje i orkiestracje Daniela Nosewicza. Ich poziom jest po prostu kosmiczny! Aż głupio jest pisać, że ta płyta jest jego debiutem. Ponieważ w tej trudnej sztuce aranżacji, uwzględniającej specyfikę brzmienia orkiestry symfonicznej i jazzowego kombo, Nosewicz reprezentuje poziom po prostu mistrzowski, nie do uwierzenia wręcz jak na tak młodego człowieka, w sumie nieznanego szerokiej publiczności, a nawet niektórym tzw. "znawcom" (jak np. piszącemu te słowa).

Ok, wszystko dobrze, ale jak brzmi sama muzyka? Najłatwiej mi określić ją jako ścieżkę dżwiękową do nieistniejącego filmu. Przy czym byłby to film nakręcony z iście hollywoodzkim rozmachem. Byłoby w nim wszystko: radość życia, odkrywania nowych lądów, ludzi, dzika zabawa, miłość, ale i nostalgia, smutek, wzruszenie, nawet patos. Byłby to film niesłychanie atrakcyjny wizualnie, ale mądry, humanistyczny, trzymający w napięciu, a jednocześnie taki który zastanawia, nie pozostawia obojętnym, sprawia że po wyjściu z kina wracamy do pewnych wątków, nie przestajemy stawiać sobie pytań. Słuchając tej muzyki nie trzeba wielkiej wyobraźni by to wszystko ujrzeć, muzyka jest tak komunikatywna i sugestywna, że obrazy same stają przed oczami.

A zatem na polskiej scenie mamy nowy wielki talent orkiestracyjny i aranżatorski. My słuchacze wiele możemy jeszcze dobrego od Nosewicza oczekiwać. Zdecydowanie tym albumem udało mu się zabłysnąć, co też być może było jego intencją, tak przynajmniej sugeruje jedno z możliwych odczytań tytułu tej płyty. Ale jest to debiut tej jakości, że samo ciśnie się na usta pytanie: co dalej? Co nas czeka po tym oszałamiającym pokazie kompozytorskiej i orkiestracyjnej biegłości? Co Nosewicz będzie chciał zakomunikować, powiedzieć nam od siebie, co bedzie czymś jego własnym i jednOcześnie będzie ważne dla nas? Życzę mu z całego serca, żeby tę własną ideę, przekaz znalazł, ale co to będzie to się dopiero okaże i doswiadczenie uczy, że jest to kto wie czy nie najtrudniejsza do odkrycia część rzeczywistości jaką jest bycie artystą. Powodzenia. 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Zapowiedź debiutanckiej płyty kompozytora i gitarzysty Daniela Nosewicza


We wrześniu 2021 r. będzie miała miejsce oficjalna premiera debiutanckiej płyty kompozytora, aranżera, dyrygenta i gitarzysty Daniela Nosewicza. W nagraniu albumu udział wzięli czołowi polscy muzycy jazzowi: pianista Michał Ciesielski, saksofonista i klarnecista Szymon Łukowski, kontrabasista Konrad Żołnierek i perkusista Sławek Koryzno, a także Budapest Scoring Orchestra. Gościnnie na płycie usłyszymy również trębacza Jerzego Małka. Miks i mastering materiału wykonał trzykrotny zdobywca nagrody Grammy, Dave Darlington.

Daniel Nosewicz - kompozytor, aranżer, dyrygent i gitarzysta. Urodził się 4 maja 1987 r. w Lidzbarku Warmińskim, gdzie ukończył I stopień Państwowej Szkoły Muzycznej w klasie fortepianu i gitary klasycznej. Edukację muzyczną kontynuował w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia w Olsztynie w klasie gitary Adama Giski. W 2013 roku ukończył studia z wyróżnieniem w Akademii Muzycznej w Gdańsku na kierunku Jazz i Muzyka Estradowa w klasie aranżacji i kompozycji prof. Leszka Kułakowskiego oraz w klasie gitary jazzowej dr. Macieja Grzywacza. W latach 2010/2011 student Royal Conservatoire de Musique de Bruxelles na Wydziale Jazzu w ramach programu Erasmus.

Laureat wielu konkursów międzynarodowych i ogólnopolskich, m.in: I NAGRODA na VII Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Krzysztofa Komedy (2013 r.), finalista The 1st Annual Young European Bigband Composer Competition w Kopenhadze (2013 r.), Oticons Faculty Film Music Competition 2016r., Young Talent Award 2015 r., laureat programu stypendialnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Młoda Polska" (2020), laureat Stypendium Artystycznego Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego (2011 r.), II NAGRODA na Big Band Festival w Bydgoszczy (2009 r.), II NAGRODA na Ogólnopolskim Festiwalu Big Bandów w Nowym Tomyślu (2010 r.). 

W 2014 roku odbyła się premiera jego koncertu na gitarę i orkiestrę symfoniczną w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej podczas IX Międzynarodowego Kursu i Konkursu Gitarowego w Olsztynie. W 2015 roku aranżował i dyrygował orkiestrą podczas koncertu w 100. rocznicę urodzin Franka Sinatry w Operze Leśnej w Sopocie, gdzie wystąpili m. in. Kasia Cerekwicka, Kasia Wilk, Łukasz Zagrobelny, Sławek Uniatowski. Dyrygent, aranżer i kierownik muzyczny telewizyjnego programu "Hit Hit Hurra!" w TVP1, w którym występował m. in. z Edytą Górniak, Kayah, Natalią Szroeder, Zbigniewem Wodeckim, Ryszardem Rynkowskim, Michałem Szpakiem, Sound’n’Grace.

W 2016, 2017 i 2018 roku podczas festiwalu Blues Na Świecie dyrygował i aranżował dla czołówki europejskiego i światowego bluesa. W koncertach wzięli udział m.in.: Frank McComb, Lachy Doley, Matt Schofield, Mike Andersen, Sari Schorr, Ben Poole, Henrik Freichlader, Innes Sibun, Stanisław Soyka, Grażyna Łobaszewska, Natalia Przybysz i inni. W sierpniu 2018 r. jako aranżer i dyrygent wystąpił wraz z Orkiestrą podczas transmitowanego koncertu "The Best Of Sopot" w ramach Sopot Top Of The Top Festival, towarzysząc gwiazdom polskiej estrady. Na scenie Opery Leśnej wystąpili: Edyta Górniak, Natalia Szroeder, Kasia Kowalska, Kasia Cerekwicka, Patricia Kazadi, Kasia Wilk, Izabela Trojanowska, Sławek Uniatowski, Andrzej Piaseczny, Andrzej Dąbrowski oraz zespoły: Feel, Pectus i grupa VOX.

27 grudnia 2018 r. odbył się koncert "Muzyka Wolności" z okazji setnej rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Na Stadionie Miejskim w Poznaniu wystąpili Perfect, Kayah, Edyta Górniak, Lady Pank , Andrzej Piaseczny, Maryla Rodowicz, Natalia Kukulska, Margaret, Kamil Bednarek, Natalia Szroeder, Kasia Kowalska, Michał Szpak, Varius Manx & Kasia Stankiewicz, Anna Wyszkoni, Lombard, Cleo, Stanisław Soyka, Sebastian Riedel, Kasia Wilk & Mezo, Sztywny Pal Azji, Ola Gintrowska oraz orkiestra symfoniczna pod kierownictwem muzycznym: Adama Sztaby, Daniela Nosewicza i Nikoli Kołodziejczyka. Organizatorem koncertu był Samorząd Województwa Wielkopolskiego. Wydarzenie było transmitowane przez telewizję TVN.

Zobacz też: