Irek Wojtczak - saks. sopranowy, klarnet basowy Tomasz Dąbrowski - trąbka Emil Miszk - trąbka Tomasz Ziętek - trąbka Piotr Chęcki - saks. tenorowy Michał Ciesielski - saks. sopranowy Piotr Mania - fortepian Paweł Niewiadomski - puzon Adam Żuchowski - kontrabas Krzysztof Szmańda - perkusja
Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Suita" była dodatkiem do numeru JAZZ Forum w marcu 2023! .
Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku ciężkiej harówy aktorskiej jako hoplita na planie zdjęciowym "Odysei"...
Michał Zienkowski - gitara Piotr Chęcki - saksofony, syntezator Roland Juno Ileś Tam Tomasz Sadecki - bas, syntezator Moog Sławek Koryzno - perkusja
Album: "Mova"
Wydawnictwo: Alpaka Records (2022)
Tekst: Piotr Banasiak
W życiu niejednego muzyka - a zwłaszcza muzyka jazzowego - może czasem nastąpić taki okres, w którym ww muzyk egzystuje głównie w oparciu o czekoladę gorzką oraz produkty ziołowe, choć niekoniecznie z tych oferowanych przez Herbapol. Ponadto w życiu niejednego polskiego muzyka średniego pokolenia pojawia się podejrzenie, że historia muzyki wcale nie zaczęła się od Radiohead. Powstaniu takiej sensacyjnej myśli może sprzyjać np. przypadkowe zetknięcie się z twórczością kapel takich, jak powiedzmy Żółw* albo Eksplozje Na Nieboskłonie*. Co więcej! Omawiany tu muzyk może niechcący natknąć się na ślad Legendarnych Różowych Kropek* albo Jastrzębiegowiatru*. Co więcej! Taka czekoladowoziołowa podróż poza drzwiami percepcji może naszego Artystę zaprowadzić hen, daleeeeeko w przeszłość, np. do Grupy 1860* albo nawet do Generatora Van der Graafa*!
Hiroki Chiba - Double Bass, Synth, Effects Jacek Prościński - Drums, Bells, Triangle Piotr Chęcki - Saxophone, Sampler Piotr Kaliński - Synth, Loops, Tape, Triangle
Tytuł: "Ita"
Wydawnictwo: Instant Classic (2025)
Tekst: Mateusz Chorążewicz
Album "Ita" jest propozycją, która wymyka się klasyfikacjom gatunkowym. Mimo obecności kontrabasu, saksofonu czy perkusji, nie mamy tu do czynienia z jazzem w tradycyjnym sensie. To raczej podróż w stronę ambientu – muzyki o charakterze przestrzennym, skupionej na brzmieniu i atmosferze, a nie na wirtuozerskich popisach. Właśnie w tym tkwi jej siła: zamiast klasycznej narracji improwizacyjnej dostajemy dźwiękowy krajobraz, który bardziej kontemplujemy, niż analizujemy.
Wojtek Mazolewski – kontrabas Marcel Baliński – fortepian Piotr Chęcki – saksofon Paul Butscher – trąbka Tymek Papior– bębny
Tytuł albumu: "Live Spirit I"
Wydawca: WMQ RECORD
Tekst: Robert Kozubal
Gdyby Wojciecha Mazolewskiego nie było, należałoby go stworzyć. Ten facet robi dla jazzu stokroć więcej aniżeli armia znawców gatunku. Pokazuje uśmiechnięte oblicze tej muzyki, rozprasza ją kolorowo w internecie i w radio, podsuwając pod nos statystycznego Kowalskiego i przekonując, że wbrew obiegowym opiniom to muzyka dla wszystkich, że nie jest - jak mniema wielu - ponura czy przeintelektualizowana, a tym bardziej (fuj!) elitarna. W przerwach między swą dydaktyczną działalnością nagrywa zaś świetne płyty. Właśnie opublikował album koncertowy pt. "Live Spirit 1", który zarejestrowano podczas występu w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego.
Marek Pospieszalski – saksofony altowy i tenorowy, klarnet oraz magneton szpulowy Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy, Tomasz Dąbrowski – trąbka, Tomasz Sroczyński – altówka, Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna, Grzegorz Tarwid – fortepian, Max Mucha – kontrabas, Qba Janicki – perkusja i elektronika.
"No Other End Of The World Will There Be (Based On The Works Of Polish Female Composers Of The 20th Century)"
Wytwórnia: Clean Feed (2023)
Tekst: Marcin Kaleta
Bogusławowi Schaefferowi zawdzięczam, że Barbarę Buczek (Buczkównę) poznałem ćwierć wieku wcześniej aniżeli Grażynę Bacewicz. Pierwszej poświęcił bowiem rozdział w dwutomowych "Kompozytorach XX wieku" (biblia nastolatka, obok trzytomowej "Historii filozofii" Tatarkiewicza), drugiej nie (acz pisywał o niej gdzie indziej). Własną protegowaną komplementował tam niepomiernie i zaliczył "nie tylko do twórców wybitnych, ale zgoła wyjątkowych". Podkreślał: umiejętność przekazania "ogromu niedoli ludzkiej", wielowarstwowość i wielogłosowość, wyrafinowanie kolorystyczne i wysublimowanie, "bogactwo odcieni interpretacyjnych i agagogicznych", "arcyosobisty" charakter, nowatorstwo, wreszcie nieustępliwość na rzecz "doraźnego efektu", czyli niechęć do przypodobywania się producentom czy publiczności. Dla mnie ideał, dla innych niekoniecznie.
Powyższe przełożyło się bowiem na stan, który utrzymuje się od półwiecza: jej twórczość "pozostaje ogółowi odbiorców nieznana". O ile płyt Bacewicz uzbierałem kilkanaście, o tyle Buczkówny żadnej, znam jedynie nagrania z YouTube. Ostatnio zdwoiłem wysiłki. Prowadzę blog poświęcony wiolonczelistkom i wiolonczelistom, zatem potrzebowałem zaprezentować kogoś, kto wykonuje "Hipostazę" (1978) na sopran, flet, wibrafon, wiolonczelę i saksofon, podobno "utwór przepiękny". Dotąd się nie udało, ale w ten sposób niespodziewanie natrafiłem na pozycję, gdzie dzieła obu pań ze sobą sąsiadują!
Mowa o "No Other End of the World Will There Be" Marka Pospieszalskiego (2023, Clean Feed). Fenomenalna i unikatowa jest już sama koncepcja tego albumu. Oto w kraju, w którym wielu zawadzają feminatywy, zaś herstoria w zasadzie nie istnieje (albo w bólach się rodzi), częstochowski jazzman zdecydował się zarejestrować materiał wyłącznie w oparciu o utwory polskich kompozytorek (podtytuł: "Based on the works of Polish Female Composers of the 20th Century"). Ponadto mamy do czynienia z przedsięwzięciem niezmiernie erudycyjnym: konsekwentnie przybliża przedstawicieli polskiej szkoły kompozytorskiej, którzy bywają nieznani nie tylko za granicą, lecz nawet przez rodaków.
Poprzednie wydawnictwo z tej serii, podwójne: "Polish Composers Of The 20th Century" (2023, Clean Feed), prezentowało dwunastu kompozytorów. Uznane zostało za sensację i zdobyło m.in. zaszczytne miano Albumu Roku 2022 w plebiscycie magazynu "Jazz Forum". Co ciekawe, na liście sklasyfikowana została inna płyta Pospieszalskiego – naówczas muzyka roku, docenionego również za aranżację – nagrana w kwartecie „Durer’s Mother” (2022, Clean Feed). Obecnie omawiana w analogicznym zestawieniu za 2023 w ogóle nie wystąpiła! Trudno wytłumaczyć, dlaczego.
Nikt mi nie wmówi, że dzieła Elżbiety Sikory, Bernadetty Matuszczak, Lucii Dlugoszewski, Grażyny Bacewicz, Barbary Buczek, Hanny Kulenty, Krystyny Moszumańskiej-Nazar, Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil, Marty Ptaszyńskiej, Agaty Zubel w czymkolwiek ustępują dziełom Zygmunta Krauzego, Włodzimierza Kotońskiego, Tadeusza Bairda, Zbigniewa Rudzińskiego, Marka Stachowskiego, Jana Krenza, Kazimierza Serockiego, Romana Palestera, Witolda Szalonka, Andrzeja Panufnika, Tomasza Sikorskiego czy Bogusława Schaeffera. Jeżeli nie napiszę, że bywają ciekawsze, to wyłącznie dlatego, że na tym poziomie artystycznym hierarchie po prostu nie obowiązują. Natomiast zdarza się, że są bardziej radykalne.
Poza tym od początku "oba albumy traktowane były jako monolit" (Pospieszalski). Identyczna jest ich koncepcja. Jak i poprzednio, nie są to oryginalne kompozycje, tylko "wariacje na temat" pierwowzoru, ewentualnie improwizacje inspirowane tymże. Jak informuje twórca: "Chwytałem się małych fragmentów, z których rozwijałem własne transowe, minimalistyczne, długie formy". Również one nie są rozpisane na oryginalne instrumentarium, lecz na oktet jazzowy. Obok lidera na saksofonach altowym i tenorowym oraz klarnecie (ponadto magnetofon szpulowy) usłyszymy znakomitych muzyków: Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy, Tomasz Dąbrowski – trąbka, Tomasz Sroczyński – altówka, Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna, Grzegorz Tarwid – fortepian, Max Mucha – kontrabas, Qba Janicki – perkusja i elektronika.
W tym miejscu postawię zarzuty, trzy. Po pierwsze, niewystarczająco ujawnia się indywidualność tych panów. Materiał, zarejestrowany podczas krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum w sierpniu 2022, jest zbyt kolektywny; w moim przekonaniu za mało tu sugestywnych partii stricte solowych. Po drugie, tytułowa fraza (staruszka uprawiającego ogród) powinna zostać jednak wykrzyczana po angielsku. Po trzecie, brak bookletu, o który aż się prosiło. Poza pierwszym, drobiazgi? Owszem. Bo to bardzo dobra pozycja.
Otrzymujemy wręcz gwarancję niezawodnego grania. Widzę tu i ówdzie, że potraktowano tę muzykę jako jazz awangardowy. Owszem, ale umiarkowanie. Przy okazji jest bardzo komunikatywny, przyswajalny i na pewno idealnie się sprawdza podczas koncertów. Momentami istna ściana dźwięków, różne szarże, a niektóre zagrania zrytmizowane w sposób, który kojarzę z progresywnego rocka. Niemniej przeważa tempo stateczne, występują nawet spowolnienia, rozwleczenia – utwór czwarty mógłby stanowić akompaniament dla konduktu pogrzebowego. Gdzieniegdzie "wykorzystanie środków ze świata sound designu, noise’u i muzyki elektronicznej" przypomina, że to estetyka w pełni nowoczesna.
Myślę, że album usatysfakcjonowałby jedną z jego bohaterek, śp. profesor Krystynę Moszumańską-Nazar. Zapytana o fascynację młodych artystów elektroniką, nadmieniła: "nie przeczę, niektóre rozwiązania są interesujące". Przede wszystkim jednak wspominała: "My, Polacy, nie umiemy zatroszczyć się o własną kulturę wysoką. [...] Piętno polskiego syndromu: w repertuarze muzycznym nieobecni są Malawski, Serocki, Baird – ba, nawet Karłowicz" i inni, im podobni. A tu proszę, mamy to, mamy i tamto, przynajmniej w pewnym zakresie. Tylko czy potrafimy docenić? Czy ktokolwiek zacznie teraz szukać informacji, których tu zabrakło, mianowicie o tych wspaniałych polskich kompozytorkach i (wcześniej) kompozytorach?
Emil Miszk – trąbka Piotr Chęcki – saksofon tenorowy Jakub Klemensiewicz – saksofon barytonowy Paweł Niewiadomski – puzon Michał Zienkowski – gitara Mikołaj Basiukiewicz – fortepianKonrad Żołnierek – kontrabas Sławek Koryzno – perkusja
Trzeci album Syndykatu dowodzonego przez Pana Miszka. Zapis koncertu w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, który odbył się wiosną 2021 i który wydano w ekspresowym tempie - już latem 2022. Zatem i ja się dostosuję - opisuję moje wrażenie pod koniec roku 2023. Przynajmniej będzie okazja, aby fanom muzyki improwizowanej przypomnieć ten album. Album dość niezwykły z wielu względów. Co ciekawe: koncert ten, nagrany dla Programu Drugiego PR przez trzy lata można sobie było OBEJRZEĆ w internecie. Niestety - "Dwójka" to video niedawno usunęła. Zatem płyta pozostaje jedynym dokumentem tego wydarzenia.
Osoby Pana Emila i Jego kompanów nie ma potrzeby przedstawiać, bowiem powszechnie znane są: twórcze ADHD, stachanowska aktywność i mrówcza pracowitość środowiska artystów z okolic Zatoki Gdańskiej. Artystów takich jak Pan Emil - czyli grających jednocześnie w 50 projektach i myślących już o 50 następnych. Miszkowy Syndykat Soniczny debiutem "Don't Hesitate" i jego kontynuacją "Artificial Stupidity" zyskał uznanie amatorów muzyki błyskotliwej, modernjazzowo eklektycznej acz klasycznymi wpływami znamiennej. Niemniej ambitny lider przedsięwzięcia postanowił, że pora na zmiany, pora wymyśleć się na nowo. I wymyślił.
Pierwszą zmianę widzę na początku - trzymam w rękach album z bardzo intrygującą okładką. Okładki poprzednich płyt wpisywały się idealnie popularny w polskim jazzie trend pt. "zniechęcić do zapoznania się z zawartością". Tym jednak razem patrzy na mnie monochromatyczna ludzka głowa pokrojona w kromki, jak świeży chleb. Nic, tylko masłem posmarować. Pierwszy plus.
Druga zmiana to podejście do formy i receptury. W miejsce dość zwartych i ewidentnie zakomponowanych utworów Syndykat funduje nam 40sto minutową kolubrynę - suitę, podzieloną na 4 dłuuuugie, choć znacznie odmienne od siebie fragmenty. Od razu słychać, że jest to dzieło otwarte, dające pole do swobodnych improwizacyjnych wycieczek. Wg wykładni oficjalnej tytuł płyty pochodzi od terminu "from scratch" - od zera, od nowa. Ja się jednak skupiam na słowie "scratch" - szkic, albo - a co tam! - bazgroły. Zwłaszcza słychać to we części "III", czyli partytura złożona z kilku symboli na pięciolinii - i jedziemy panowie, w nieznane.
Trzecią zmianę także rychło można usłyszeć. Podniebny i "jasny" sax alt Pana Kuby Więcka został zastąpiony growlingiem saxu tenorowego Pana Klemensiewicza, co nadaje dźwiękom większej siły rażenia, zwłaszcza we fragmentach że tak powiem - bigbandowych. Kolejny plus.
A zatem suita - 40 minutowy fresk dźwiękowy. Otwierający "I" to nieśpiesznie rozwijający się z nicości opus, w którym usłyszymy wpływ muzyki współczesnej, z częstymi w twórczości Pana Miszka fragmentami progresywnymi, zwłaszcza w kulminacjach, kiedy dęciaki (ach ten puzon z barytonem) zapodają ciężką, crimsonowską riffownię. Następny, pełen powietrza i przestrzeni "II" spoczywa na barkach Pana Zienkowskiego. Najpierw jego gitara natarczywym ostinanto buduje niepokojący klimat i konstrukcję bazową dla pozostałych muzyków. Gdy zaś to ostinanto przejmie kontrabas, gitara zaczyna swój solowy - równie niepokojący - poemat. Jeśli "I" można opisywać słownictwem progresywnym, to "II" przywołuje nieco motorykę krautrockową. Fragment "III" - bardzo intuitywna wyprawa sonorystyczna na terytoria, które penetruję nie często, ale za sprawą albumów Pani Kamili Owczarek od pewnego czasu nabrały dla mnie specyficznego uroku i powabu. Zwieńczenie, czyli "IV" rozpoczyna się szaleństwami free Pana Chęckiego i kolegów, by stopniowo nabierać formy coraz bardziej uporządkowanej, w której moją uwagę zwraca bardzo barwna i zmienna gra perkusji Pana Koryzno.
Album ciekawy i nienudny, choć wymagający uwagi i skupienia. Nagrodą jest odkrywanie detali, smaczków oraz dowodów pomysłowości i wyobraźni muzyków, zwłaszcza w improwizacjach. Pan Miszk na pewno zaproponował coś nowego w muzycznym języku Sonic Sindicate - coś, co można rozwijać na koncertach. Czy tak w istocie nastąpi - to jest zupełnie inne zagadnienie. Dość powiedzieć, że o Sonic Sindicate od dłuższego czasu głucho i cisza w eterze... Trochę mnie to niepokoi...
Panie Emilu - sugestia ode mnie. Pan może zbierze chłopaków - tak wiem, że minęło kilka lat i niektórzy to już gwiazdy - ale może się uda. Pojedźcie w miejsce, które Pan doskonale zna - to z widokiem na Śnieżnik. Tam jakieś dobre fluidy są. Fajne płyty tam powstają. Powodzenia!
Marek PospieszalskiMarek Pospieszalski - soprano, alto & tenor saxophone, clarinet, flute Piotr Checki - tenor saxophone Tomasz Dabrowski - trumpet Tomasz Sroczynski - viola Szymon Mika - electric guitar & acoustic guitar Grzegorz Tarwid - piano Max Mucha - double bass Qba Janicki - drums & soundboard
Polish Composers Of The 20th Century (2022)
Wydawnictwo: Cleen Feed
Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz
Marek Pospieszalski to saksofonista młodego
pokolenia z dość już dobrze ugruntowaną pozycją w polskim jazzie. Choć chyba
bardziej adekwatnym byłoby tu określenie „w polskiej muzyce improwizowanej”. Pomimo,
iż jestem zagorzałym fanem awangardy, do dotychczasowej twórczości Marka
Pospieszalskiego podchodziłem z pewną rezerwą. Nie przekonywała mnie ona.
Instynktownie wyczuwałem, że może być w niej coś nie do końca autentycznego. Z
tak oto wyrobionym zdaniem, w moje ręce wpadł album „Polish Composers Of The
20th Century”.
Inspiracją albumu, jak nie trudno się
domyśleć, jest muzyka polskich kompozytorów XX w. Na warsztat Pospieszalskiego
trafili Zygmunt Krauze, Włodzimierz Kotoński, Tadeusz Baird, Zbigniew
Rudziński, Marek Stachowski, Jan Krenz, Kazimierz Serocki, Roman Palester,
Witold Szalonek, Andrzej Panufnik, Tomasz Sikorski oraz Bogusław Schaeffer. Na
co warto zwrócić uwagę to fakt, że wcale nie tak łatwo jest się tu tych
powiązań doszukać. Pierwowzory stanowią niejako tylko fundament otwierający
muzykom drogę do kolektywnej improwizacji.
Interesującym aspektem jest to, że przy
opracowywaniu materiału Pospieszalski nie korzystał z partytur pierwotnych
utworów. Zamiast tego oparł się na doznaniach słuchowych. Wydaje się, że to
m.in. dzięki temu udało się stworzyć coś tak głęboko osadzonego w oryginałach,
a jednocześnie na tyle unikalnego i „innego”, że równie dobrze mogłoby stanowić
spójną całość oderwaną od oryginalnych kompozycji.
W osiągnięciu takiego efektu końcowego z całą
pewnością wpływ miał także dobór muzyków. Poza liderem projektu (saksofony,
klarnety, flet i taśma), w nagraniach wzięli udział Piotr Chęcki (saksofon tenorowy),
Tomasz Dąbrowski (trąbka), Tomasz Sroczyński (wiolonczela), Szymon Mika
(gitary), Grzegorz Tarwid (fortepian), Max Mucha (kontrabas) oraz Qba Janicki
(perkusja i soundboard). Jak widać, są to głównie muzycy młodego pokolenia,
którzy już wielokrotnie dali się poznać jako niezwykle otwarci artyści
potrafiący w każdym projekcie dodać „coś” od siebie. Wartym odnotowania jest
to, jak poszczególni muzycy współpracują ze sobą. Właściwie nie da się wyróżnić
jednego instrumentu, który górowałby nad resztą. Cały band funkcjonuje jak
jeden, żywy i spójny organizm, który konsekwentnie zmierza w tym samym
kierunku.
Odsłuch omawianego albumu jest niezwykle
mistycznym doznaniem. Dość powiedzieć, że to dwupłytowe wydanie to prawie dwie
godziny muzyki. Raczej sceptycznie podchodzę do tak długich albumów, gdyż
zdarza się dość często, że muzyka wyczerpuje swój potencjał w ciągu pierwszej
godziny. Tu jest jednak zupełnie inaczej. Przestrzeń, którą udało się stworzyć
jest nieporównywalna z niczym innym. Ugrzęzłem w tych brzmieniach na dobre. Jest
to coś nowego dla mojego ucha, a właśnie tego szukam w awangardowych
projektach.
Choć pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, to do
twórczości Marka Pospieszalskiego od teraz podchodzić będę z dużo większym
respektem i otwartością. Lider projektu powiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko
i z niecierpliwością czekam na jego dalsze kroki.
Emil Miszk - trumpet
Kuba Więcek - alto saxophone
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Paweł Niewiadomski - trombone
Szymon Burnos - piano
Michał Zienkowski - guitar
Konrad Żołnierek - bass
Sławek Koryzno - drums
This is the second album by
Polish Jazz trumpeter / composer / bandleader Emil Miszk and his octet called
Sonic Syndicate, which also includes saxophonists Piotr Chęcki and Kuba Więcek,
trombonist Paweł Niewiadomski, pianist Szymon Burnos, guitarist Michal
Zienkowski, bassist Konrad Żołnierek and drummer Sławomir Koryzno, same lineup
as on the debut. The album presents six original compositions, which strangely
are not credited on the album's artwork and are therefore assumed to be all by
the leader. The total playing time of the album is just below thirty-five
minutes, which is closer to an EP than a full album.
The brilliant debut album
released a couple of years earlier created enormously high expectations from
the sophomore release, which are almost impossible to be fulfilled. Considering
the fact that the music on this album is significantly different from that on its
predecessor, any attempt to compare the two is practically fruitless. Combined
with loosing the element of surprise, the resulting effect is somewhat less
exciting.
Nevertheless this is still
brilliant music, beautifully performed by some of the best young generation
Polish Jazz musicians. The compositions are complex and combine several melodic
and rhythmic themes within each of the pieces. They are all carefully designed,
ordered and planned, cerebral and refined, oriented towards the "big
sound" the octet is able to create, at times offering up-to-date Big Band
mannerisms.
There is no doubt that Miszk
and his Sonic Syndicate offer some of the cleverest music on the Polish Jazz
scene, which can eventually lead to some level of estrangement with the
audience. This album, as already mentioned, has a short playing time, but is so
intensive and demanding that perhaps any additional material might have been
simply over the top. Miszk obviously gives up almost completely his role as an
instrumentalist and is completely absorbed by his role of a composer and
arranger.
Overall this is a dazzling
piece of music, which concentrates on highly complex, sophisticated
compositions, which are difficult to follow but highly rewarding to advanced
Jazz listeners. The (almost) orchestral arrangements are devilishly tricky and must
have been a real challenge to perform and record, which makes me wonder if this
music is possible to be played live. In any case Miszk is surely an Artist to
be watched closely, as he obviously is just worming up.
Tomasz Chyła - violin
Piotr Chęcki - saxophone
Szymon Burnos - piano
Konrad Żołnierek - double bass
Sławomir Koryzno - drums
Live At Polish Radio 3
POLSKIE RADIO 2019
By Krzysztof Komorek
Drugi album zespołu Tomasza Chyły zatytułowany "Circlesongs" zasłużenie zebrał uznanie krytyki i uplasował się wysoko w podsumowaniach roku 2018. Elementem promocji nowego i co zgodnie podkreślano zaskakującego (acz w pozytywnym sensie) materiału były koncerty. Występ na radiowej scenie Polskiego Radia w siedzibie Trójki został zarejestrowany i niespełna rok po płycie studyjnej, udostępniony słuchaczom w formie cyfrowej.
Może to właśnie brak fizycznego nośnika sprawił, że koncertowa odsłona "Circlesongs" przeszła nieco bez echa. Dodam, że całkowicie niesłusznie. Biję się przy tym także we własne piersi, bowiem w wydawniczym szaleństwie końca poprzedniego roku "Live at Polish Radio 3" zwyczajnie zagubiła mi się pośród innych tytułów. Jednakże niewątpliwa wysoka jakość albumu powoduje, że warto do niego powrócić i zwrócić na niego baczniejszą uwagę.
Nie będę tutaj powtarzał peanów, które towarzyszyły wspomnianej na początku "Circlesongs". Zdumiewająca wolta, jaka dokonała się w stosunku do debiutanckiej płyty, oraz niesamowita dojrzałość materiału - te elementy nie zmieniły się ani na jotę. To dalej niezwykle mocna strona całości. Koncertowa wersja nie jest jednak "odegraniem" tego, co działo się w studiu. Sam charakter tej muzyki takową sytuację wyklucza.
"Circlesongs" zostały wyimprowizowane w studiu. "Live At Polish Radio 3", bazując na tych samych pomysłach, zabiera nas jednak w nieco inną podróż. Wyprawę do równoległego świata. Z pozoru identycznego, w którym jednak przy dokładnym przyjrzeniu się dostrzegamy odrębności. Muzyczna narracja płynnie przechodzi pomiędzy kolejnymi tytułowymi kręgami, w których znajdziemy delikatność, zadumę, niepokój, rozpierającą energię. Melodię i dynamiczne free. Jedynym prawdziwym odstępstwem od pierwowzoru jest finałowy "You Who Wrong", którego na studyjnej płycie zabrakło.
Jazz dla mnie osobiście najlepiej, najpełniej prezentuje się właśnie w wersji koncertowej. "Live At Polish Radio 3" to najlepszy przykład na potwierdzenie tej tezy. "Circlesongs" miało miejsce na jazzowym podium. Koncertowa płyta uniosła kwintet Tomasza Chyły ponad nie. Ku Olimpowi.
Emil Miszk – trąbka Kuba Więcek – saksofon altowy Piotr Chęcki – saksofon tenorowy Paweł Niewiadomski – puzon Michał Zienkowski – gitara Szymon Burnos – fortepian Konrad Żołnierek – kontrabas, gitara basowa Sławek Koryzno – perkusja
Emil Miszk, trębacz jazzowy młodego pokolenia, laureat Fryderyka 2019 w kategorii Jazzowy Debiut Roku, wraca z drugim albumem sygnowanym nazwą Emil Miszk And The Sonic Syndicate. Na "Artificial Stupidity" znalazło się sześć autorskich utworów, które swoją finezją, ale też lekkością, zauroczą zarówno miłośników jazzu, jak i tych, w których dopiero rodzi się uwielbienie do tego gatunku.
Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną – Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów, mający "supermoce", których nie boją się stosować podczas koncertów. Siłę formacji stanowi niespieszny charakter działań – "Idąc powoli, zajdziesz dalej". Wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromna radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych ośmiu indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tego rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko. Pierwsza płyta zespołu, "Don’t Hesitate!", otrzymała nagrodę Akademii Fonograficznej Fryderyk 2019 w kategorii Jazzowy Debiut Roku.
This is the third album by young Polish Jazz ensemble Algorhythm, this time reduced to a quartet which includes trumpeter Emil Miszk, saxophonist Piotr Chęcki, keyboardist Szymon Burnos and drummer Sławomir Koryzno. It presents fourteen short compositions, which are not credited on the album's artwork and therefore assumed to be co-composed by all four members of the ensemble. In fact even the name of the ensemble is (almost) missing from the artwork.
The music and the ambience of
this album are radically different from their earlier work and moves almost
completely away from the traditional Jazz idiom into contemporary ambient/electronic
music, Avant Rock and Avant-Garde explorations. However, Jazzy improvisations, are
still an important ingredient of the music, and as such are an obvious link
with the past. This album must have taken the followers of the group and the
Polish Jazz scene by surprise, as it is both quite unexpected and stylistically
revolutionary.
In order to appreciate this
music properly one has to put aside the ensemble's earlier work and accept the
music for what it is rather than judging what it should/could have been,
which some "critics" graciously implied. Of course experimenting and
searching for new ways of expression is always welcome, even if it produces a
less appealing or immediately accepted result.
Obviously this music sets a
challenge in front of the listeners, who have to decide if they are willing to
follow the musicians on their new path or let this music pass them by. The
audiences are more often than not much more stagnant and conservative than the
music makers, which creates the commonly accepted reserved attitude towards
Avant-Garde, blaming the musicians for leaving the listeners behind, but it
fact it is the listeners who are lingering behind of their own choice.
Personally I find this album as
a bold and important experiment, which finds the ensemble in a transitory stage
between the established and safe musical environment and a new experimental
milieu, without actually quite making up their mind. The future will tell if
this was just a one time venture or a start of a new aesthetics which will be
further developed.
Whatever the future may hold
for them, Algorhythm deserve respect for daring to experiment and looking into
new forms of expression, threading the less travelled road. Their individual
ability as instrumentalists is already well established and now is the time to
forge their unique personal musical identities. May the Force be with you.
Gdzieś pomiędzy post-jazzem a psychodelicznym rockiem - tak swoją twórczość definiują muzycy grupy Nene Heroine, a w utworze "Prince" wyraźnie słychać, że wcale nie przesadzają. Grupę tworzą: Peter Stanley Chester, Michael Zismann, Simon Burns, Mike Bone, Bart Pugsley i Stan Corazon. Najnowszy singiel trójmiejskiej ekipy to zwiastun debiutanckiego albumu - "Total Panorama" - który ukaże się nakładem jednego z najprężniejszych wydawnictw jazzowych w Polsce, Alpaka Records (Algorhythm, Joanna Duda, Entropia Ensemble). Premierę zaplanowano na drugą połowę lipca.
Alpaka Records to nowe, niezależne wydawnictwo muzyczne z Gdańska, które na celu ma promowanie głównie lokalnej sceny improwizowano-alternatywnej, ale nie tylko.
Kwartet Algorhythm to aktualnie jeden z najważniejszych młodych zespołów wywodzących się z Trójmiasta, obok tych prowadzonych przez Tomasza Chyłę i Kamila Piotrowicza – i pewnie należy on do najciekawszych składów pokolenia dwudziestolatków w Polsce w ogóle. Na dwóch pierwszych albumach grupa dała się poznać jako sprawny, jazzowy kolektyw. Na debiutanckim "Segments" realizowali raczej typowy akustyczny mainstream; wykonany wprawdzie z werwą, ale bez zaskoczeń. Potem muzycy wydali płytę "Mandala", gdzie rozwinęli formułę swej gry: poszerzyli instrumentarium o perkusjonalia, porozrzucali pośród bardzo dobrych kompozycji nieco abstrakcji, w większym stopniu niż na "Segments" zabawili się formą i przestrzenią. Do tego stopnia te odświeżające zabiegi się powiodły, że płyta znalazła się w 2018 roku w gronie nominowanych do Fryderyka w kategorii Album Roku.
Trzeci, wydany niedawno, krążek pt. "Termomix" przynosi jeszcze więcej nowości. Przede wszystkim zmienił się skład grupy – odszedł z niego kontrabasista Krzysztof Słomkowski. W rezultacie muzycy Algorhythmu stanęli przed wyborem: albo szukać nowego członka zespołu, albo własnymi siłami zastąpić brakujący niski rejestr. Wybrali to ostatnie rozwiązanie i w efekcie akustyczny dotychczas skład stał się elektryczną machiną z prawdziwego zdarzenia: pianista Szymon Burnos gra m.in. na Moogu i Rhodesie, trębacz Emil Miszk i saksofonista Piotr Chęcki wykorzystują elektronikę, natomiast praca perkusisty Sławka Koryzno urozmaicona jest przez rytmizujące sample i przeszkadzajki.
W parze ze wzbogaconym instrumentarium i całkowicie zmienionym soundem grupy idzie nowa koncepcja budowania utworów. Album powstał bowiem nie tyle podczas sesji w gdańskim studiu Maska, co w trakcie późniejszego montowania zarejestrowanego materiału z głosowymi samplami, zapętlania go w loopy i dodawania nowych elementów. Już dzięki tym działaniom zrodziła się płyta, której słucha się z dużym zainteresowaniem – opracowany kolaż jest wydarzeniem pod względem technicznym i produkcyjnym.
Satysfakcja z "Termomixu" nie ogranicza się jednak do zaciekawienia formą. Algorhythm wciąż pisze świetne kompozycje – do niewątpliwych przebojów albumu należą "Baba Ganoush" (!), "Hakula Chakula", "Mario" i "Transgroove" – ale teraz zespół czyni je jeszcze bardziej atrakcyjnymi, zanurzając w sosie rewelacyjnych pomysłów brzmieniowych. Tym samym udaje im się połączyć jazzowe wyrafinowanie aranżacji oraz to, co wynika z ich solidnego muzycznego wykształcenia, z ultranowoczesną i bardzo efektowną zabawą w elektronikę, ambient, world music czy drum'n'bass. Artyści nie wyrzekają się też improwizacji, które przybierają nieraz formę soczystych solówek, a czasem błądzących, fragmentarycznych wypowiedzi, które znakomicie kontrapunktują chwytliwe i rytmiczne całości.
Jest wreszcie "Termomix" interesujący jako swego rodzaju album konceptualny. Tytuł był zainspirowany nazwą wielofunkcyjnego urządzenia kuchennego i sposób, w jaki Algorhythm "gotuje" muzykę, koresponduje z ową wielofunkcyjnością. Wielość brzmieniowych składników zgrabnie łączy się z kulinarnymi nazwami utworów: po ich przetłumaczeniu otrzymujemy na przykład "Suitę przystawkową", "Skórkę cytrynową" albo "Pieprzową zupę". Kulinarną tematykę dopełnia treść sampli, wziętych z internetowych filmów zawierających instrukcję obsługi termomiksu bądź kuchenne przepisy. Nieraz wywoła to na twarzy uśmiech, ale na pierwszym miejscu stoi tu bez wątpienia muzyka, a nie zgrywa.
Reprezentant polskiej myśli kompozytorskiej, w której wyraźne wpływy technik charakterystycznych dla języka Lutosławskiego czy Pendereckiego syntetyzują z muzyczną erudycją i kontrabasową wirtuozerią. Garbowski zasłuchany w muzyce XX wiecznych twórców eksploruje zagadnienie melodyki i harmoniki, wplatając w nią słowiański liryzm i autorski charakter przepełniony wrażliwością i subtelnością. Współzałożyciel jednego z najważniejszych i najbardziej utytułowanych triów fortepianowych - RGG. Inicjator IMP (International Musical Project) – platformy muzycznej i wydawniczej, której działania obejmują nie tylko jazz, ale także muzykę improwizowaną oraz obszary na styku muzycznych dziedzin. Jest również członkiem międzynarodowych platform twórczych Jazz Plays Europe oraz Take Five Europe. Zainicjował międzynarodowy muzyczny projekt Lutosławski Collective, do którego zaprosił takie sławy jak śpiewaczkę Lenę Willemark czy kontrabasistę Andersa Jormina. W latach 2002-2005 był stałym członkiem słynnej orkiestry kameralnej AUKSO prowadzonej przez Marka Mosia. W 2004 roku ukończył wydział jazzowy, a rok później wydział klasyczny Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie kontrabasu. Od prawie dekady sam jest nauczycielem w Instytucie Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach.
Płyty wydane w 2018 roku:
RGG/Verneri Pohjola/Samuel Blaser - City Of Gardens
RGG & Trevor Watts - RAFA
Anna Gadt Quartet feat. Annemie Osborne - Mysterium Lunae
Pohjola/Garbowski/Gradziuk - Gemstones
Garbowski/Cruz/Orins - Lines Of Flux
Piotr Schmidt Quartet - Saxesful
Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela - Tribute To Tomasz Stańko
DEBIUT ROKU 2018: EMIL MISZK AND THE SONIC SYNDICATE - DON'T HESITATE!
Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną - Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów lecz przede wszystkim wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromną radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tege rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko. Materiał zarejestrowany na płycie "Don't Hesitate!" to podsumowanie dotychczasowych dokonań trójmiejskiego twórcy. Bez tego albumu, jego przemiana w postrzeganiu muzyki i wykonywaniu jej nie mogłaby się w pełni urzeczywistnić.
REEDYCJA/NAGRANIE ARCHIWALNE 2018 ROKU: JERZY MILIAN - CIRCULATIONS
Dokumentacja jednego z najbardziej kolorowych epizodów w twórczości Jerzego Miliana – historia współpracy z belgijskimi radiem, dla którego napisał szereg rozbudowanych, ambitnych form, daleko wykraczających poza jazz. A wszystko w czasie, gdy równie intensywnie pielęgnował gorące, swingujące rytmy z orkiestrą Gustava Broma, prowadził nowoczesne wibrafonowe trio i nagrywał muzykę rozrywkową w poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia. "Circulations" to siódma część serii "Jerzy Milian Tapes". Sześć rozbudowanych form napisanych i nagranych przez BRT w latach 1966-69 ukazało się na płycie po raz pierwszy. Wydanie uzupełnia książeczka z niepublikowanymi zdjęciami i szkicem na temat współpracy z Belgami.
This is the third album by
Polish Jazz pianist/composer/bandleader Kamil Piotrowicz recorded with the
same sextet lineup which recorded the previous album a couple of years earlier.
Besides Piotrowicz the sextet also includes trumpeter Emil Miszk, saxophonists
Kuba Więcek and Piotr Chęcki, bassist Andrzej Świes and drummer Krzysztof
Szmańda. The album presents eight original compositions, all by Piotrowicz, one
of which is an epic multipart eighteen and a half minutes long piece and another
is a short bonus track closing the album.
The music on this album makes a
bold step towards Free Jazz and other less constrained musical forms in
comparison to the two earlier albums, with the traditional sense of composition
almost completely lost in the process. Of course the music has a coherent
continuum and sense of direction, but there are almost no melody lines or
steady rhythmic passages. As a result the music simply flows propelled by its
intrinsic drive and allows the instrumentalists to create the sound on the fly.
It is often very difficult to distinguish between the "composed" and
the improvised ingredients of this music, not that it really matters, as the
end result is what counts, similarly to an attempt to analyze an abstract painting
and try to find in it the pre-designed and the spontaneous smears of paint.
The album is a stupendous
exhibit of ensemble work, without which the entire creation would have simply
collapsed on itself. The level of conversation and mutual influence, as
displayed by the sextet members, is simply phenomenal. Obviously they are all
superb instrumentalists, as is clearly heard all along the way, but this music
is all about fusion of individual statements into an amalgam, which is way
grander than just a sum of its ingredients. Piotrowicz obviously plays a
central role in the entire process and his piano lines and synthesizer parts
serve both as the glue and the backbone of the entire musical structure, strangely
playing more a role of a conductor rather than a soloist.
In spite of the devilish
complexity, multi-layered and multi-directional structure, unusual approach and
even eerie sound at times, this music is remarkably lucid and comprehensible and
as a result accessible. In complete contrast to most Avant-gardish statements of
such scope, this album is a true pleasure to listen to, which hopefully will
help this music to reach as wide an audience as possible.
Overall this is another
brilliant album made by young Polish Jazz musicians and another pretender to
the title of one of the best albums of 2018. It is also another statement of
quality, which puts the Polish Jazz right at the very top of the European level.
By now Piotrowicz has entered the "serious" league of contemporary
European Jazz Artists, well earned and praiseworthy by any standards. Personally
I already can't wait for the next album. Well done messieurs and hats off high!
This is the second album by young Polish Jazz violinist/composer Tomasz Chyła, recorded with his quintet which also includes saxophonist Piotr Chęcki, pianist Szymon Burnos (also in charge of the electronic effects), bassist Krzysztof Słomkowski and drummer Sławomir Koryzno. The album presents fifteen relatively short original compositions, all of which were collectively composed by the quintet members, grouped into three "circlesongs".
In complete contrast to the
debut album, the music on this album is a cosmic jump into Avant-garde, Free
Jazz and Improvised Music, which comes as an overwhelming and complete
surprise. One can expect development and progression, sometimes gradual and in
other cases quite rapid, but taking such a dramatic and drastic step, like in
this case, is almost unheard off.
As a result the music almost
completely shuns any effort to be described. "Making love via
telephone" comes to mind in this case, as words are simply inadequate to
express the essence of this music, surely not adequately. So what can be said?
There is almost no melody, at most short bursts of a few consecutive notes, no
steady rhythm, but rather drone like passages, little dynamics and no soloing
in the traditional sense. At times the music sounds like contemporary
minimalist music, at others like Free Jazz group improvisation, and yet at
others like Avant-garde soundscapes of cinematic or theatre music.
But enough of trying to
describe the music; which is an a priori futile attempt anyway. The most
important thing is that this innovative and courageous approach works out
amazingly well and the music is simply astounding. It manages to drown in the
listener completely and entangle his attention like a spider's web. The
continuity and constant development creates a natural flow, which when
succumbed to, takes the listener on a phantasmagorical journey into the
unknown. Listening to the music for the first time is a shocking experience but
consecutive listening sessions have the power of addiction.
It makes no sense to write
about the individual contributions by the quintet members, as this album is a
classic team effort. My praise goes to the leader, who keeps his playing on the
same level, and perhaps even more modest, that his cohorts, which in this case
is the most sensible decision. These players have already proved their chops on
numerous other recordings, and this music is all about unison.
It is not often that a new
genre/idiom/form is created in music, especially so in Jazz (in its broad
meaning), but this album definitely is an eye (ears) opener in many aspects.
Many of the elements used here have been tried out earlier on, but placing them
together in this specific climate, order and context is completely innovative,
even for the Polish Jazz scene, which bursts with innovation. One can not
predict the future of course, but this album is definitely a Giant Step as far
as Polish/European Jazz are concerned and only future will tell of its
influence on the genre. It epitomizes everything that European Jazz stands for:
innovation, inventiveness, boldness, open-mindedness, elegance and beyond all
musical aesthetics, which exists only in Europe.
To put things boldly: this is a
fucking great album (excuse my French) and you better believe it! As far as I am concerned, this
album is already the winner of the best Polish Jazz album for 2018 and it will
take a miracle to change my mind. I am not so sure if the usual bunch of Polish
Jazz "critics" will be able to swallow this music so easily, but who
gives a damn. Hopefully they will, as usual, follow my lead, even when they
hate the music.
Sławek Jaskułke - piano
Emil Miszk - trumpet, flugelhorn
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Michał Jan Ciesielski - alto saxophone
Piotr Kułakowski - double bass
Roman Ślefarski - drums
Komeda Recomposed
PRIVATE EDITION 2018
By Maciej Krawiec
Najnowszy krążek pianisty Sławka Jaskułke to kreacja inspirowana twórczością Krzysztofa Komedy. Nie jest to jednak kolejne przedsięwzięcie biorące na warsztat oryginalne kompozycje autora legendarnego „Astigmatic”, ale zawiera ono utwory nowe, pod różnymi względami do dorobku Komedy nawiązujące.
Chodzi o pewne motywy melodyczne,
akcentowanie fraz, przetwarzane pasaże czy aurę utworów, które natychmiast
odsyłają do klasycznych tematów patrona albumu „Komeda Recomposed”. Zasługą
pianisty jest wykazanie, że na pewne konstrukcje reaguje się spontanicznym
skojarzeniem z pomysłami Komedy – choć przecież w bardzo inteligentny nieraz
sposób, zwykle nie dosłowny, Jaskułke wplótł je w swoją nową muzykę.
Owa inspiracja „Crazy Girl”,
„Niekochaną” czy „Svantetic” nie sprowadza się jednak do interesującego dla
jazzfana, wyrafinowanego mrugnięcia okiem. Jaskułke wywodzi bowiem z ogromu
pomysłów Komedy złożoną architekturę własnych utworów, ciekawie modyfikując ich
dramaturgię, natężenie rytmiczne, fakturę brzmień. Wprawdzie wplata zamyślone,
minimalistyczne tony znane ze swych solowych albumów „Sea” bądź „Senne”, czy
proponuje kolektywny groove przywodzący płytę jego tria „On”, ale środków
wyrazu jest tutaj znacznie więcej. Dzięki temu o mniej udanych sekwencjach – np.
drugiej części „Nastic” czy konwencjonalnym „Szaro” – pozwalają zapomnieć inne,
iście wspaniałe – choćby wprowadzający duet pianisty z trębaczem Emilem
Miszkiem w „Kato” czy złowrogi motyw w dolnym rejestrze w „Oxis”.
Na „Komeda Recomposed” dominują
szlachetne, poważne formy, pokazujące zarówno wykonawcze, jak i
improwizatorskie zalety dobrego zespołu Sławka Jaskułke. Szczególnie podoba mi
się saksofonowy tandem Chęcki-Ciesielski, których dyskusja w „Oxis” to jeden z
najlepszych momentów albumu. Tytułowa „rekompozycja” muzyki Komedy udała się –
dzięki sekstetowi słyszymy ją w nowym, intrygującym kontekście, choć nie
zapominajmy, że to dzięki Komedzie ukazuje nam się w ciekawym wydaniu Jaskułke.
Sławek Jaskułke - fortepian, pianino
Emil Miszk - trąbka, flugehorn
Piotr Chęcki - saksofon tenorowy
Michał Jan Ciesielski - saksofon altowy
Piotr Kułakowski - kontrabas
Roman Ślefarski - perkusja
Projekt "Komeda Recomposed" powstał w 2016 roku z inicjatywy festiwalu Letnia Akademia Jazzu w Łodzi. W 50-tą rocznicę wydania płyty "Astigmatic" Krzysztofa Komedy, Sławek Jaskułke został poproszony o skomponowanie muzyki, dla której punktem wyjścia była twórczość Komedy.
Sławek Jaskułke: Projekt Komeda Recomposed i muzyka napisana przeze mnie na sextet jazzowy, jest interpretacją i odniesieniem do twórczości Krzysztofa Komedy. Zaglądanie wstecz w muzyce jest bardzo cenne, bo dzięki temu poznajemy język starych mistrzów. To niezwykle pomocne w kształtowaniu swojego stylu. Dlatego z radością przyjąłem propozycję napisania interpretacji muzyki Komedy i przyznam, że praca nad jego melodyką, formą, harmonią, całościowym spojrzeniem była inspirująca.
Komponując swój sextet Sławek Jaskułke myślał nie tylko o zawartości merytorycznej i estetyce płyty Astigmatic, ale także o okolicznościach, w jakich ona powstała.
Sławek Jaskułke: Krzysztof Komeda do nagrania tego, przełomowego dla polskiego jazzu, albumu zaprosił m.in. młodziutkich Zbyszka Namysłowskiego i Tomka Stańkę, którzy dziś obrośli własną legendą. Idąc tym tropem postawiłem na nową, młodą falę polskiego jazzu: Piotra Chęckiego i Michała Ciesielskiego na saksofonach oraz Emila Miszka na trąbce przy wsparciu bardziej doświadczonych Romana Ślefarskiego na bębnach i Piotra Kułakowskiego na kontrabasie.
Od pierwszej prezentacji projektu w Łodzi do dziś trójmiejscy muzycy prezentowali "Komeda Recomposed" wielokrotnie, m.in. na festiwalach Jazz Jantar, Królewskie Arkady Sztuki czy w sali kameralnej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, za każdym razem spotykając się z zachwytem i aplauzem publiczności. Nagrania zrealizowano w najlepszym koncertowym studiu nagraniowym w tej części Europy - studiu im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Dla zachowania spójności ze sposobem realizacji nagrań dokonywanych przez Krzysztofa Komedę płyta została zarejestrowana w systemie na tzw. setkę. To znaczy rejestrując wszystkie instrumenty razem, bez oddzielnego dogrywania poszczególnych partii. W ten sposób wypracowano koncertowe brzmienie, a dźwięk uzyskał więcej powietrza i przestrzeni. Album ukaże się równolegle w Polsce i Japonii, gdzie od 2015 roku Sławek Jaskułke sukcesywnie zdobywa rynek kolejnymi koncertami i publikacjami.
Sławek Jaskułke od wielu lat pracuje nad uzyskaniem unikalnego, jedynego w swoim rodzaju brzmienia – zarówno w zakresie komponowania muzyki, jak i sposobów rejestracji dźwięku oraz doboru instrumentów. Przełomem w tej pracy była wydana w 2014 roku płyta "SEA", nagrana w pracowni, na pianinie z moderatorem. Brzmienie zachwyciło zarówno samego Sławka, jak i jego fanów, a ostatecznym potwierdzeniem była przyznana przez audiofilski magazyn "High Fidelity" w 2015 roku nagroda właśnie za brzmienie albumu.
Od tej pory Sławek nagrywał i koncertował przede wszystkim na pianinach. Ich wybór podyktowany był dotychczasowym brakiem możliwości instalowania moderatora na fortepianie, a to właśnie moderator nadaje owo charakterystyczne brzmienie. Kolejna płyta, "Senne", została zarejestrowana na szwedzkim pianinie marki Billberg – instrumencie wyszukanym oraz specjalnie zakupionym do celów nagrania.
Wiosną 2018 roku inżynier Tadeusz Gilert opracował dla Sławka Jaskułke specjalny system montowania moderatora do fortepianu. Możliwość instalowania go na dowolnym instrumencie (fortepianie) otworzył zupełnie nowe możliwości. Efektów ich wykorzystania mogą już słuchać Japończycy na płycie "Senne Part II", której premiera miała miejsce 12 czerwca tego roku w Tokio. Płyta ta została zarejestrowana na instrumencie marki Malmsjo z 1935 roku, już z użyciem systemu moderatorów inż. Gilerta.
Emil Miszk - trumpet
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Kuba Więcek - alto saxophone
Paweł Niewiadomski - trombone
Szymon Burnos - piano
Michał Zienkowski - guitar
Konrad Żołnierek - bass
Sławomir Koryzno - drums
This is the debut album as a
leader by young and upcoming Polish Jazz trumpeter/composer Emil Miszk, who
has made a significant mark on the local scene lately. On this album he leads
an impressive octet, called Sonic Syndicate, which also includes saxophonists
Piotr Chęcki and Kuba Więcek, trombonist Paweł Niewiadomski, guitarist Michał Zienkowski, pianist Szymon Burnos, bassist Konrad Żołnierek and drummer
Sławomir Koryzno. The album presents seven original compositions, all by the
leader.
The stunning music consists of
some of the most original Jazz compositions I have heard in many years. Miszk
uses brilliantly the power of the octet, which has almost the strength and
possibilities of a Big Band/Orchestral scale, to express his complex, suite
like compositions, which are all multilayered, with twisted melody lines and
constant tempi changes, but which in spite of their devilishly clever intricacy
sound completely coherent and complete. The music moves between melodic
statements of the composed themes and almost Free Form mini-improvised
passages, presenting a fresh and invigorating approach to Jazz composition,
which is simply phenomenal. At times the music ventures into the Brass Rock
approach, fondly remembered from the work of ensembles like Chicago and Chase
(and many more), but of course is completely brought up to date and modernized.
All the members of the octet
are of course radiant instrumentalists, who are able to execute the convoluted
and challenging twists and turns of the music spotlessly. The music calls
mostly for an ensemble/orchestral sound and presentation, which means that
individual soloing, is not the focus of this music, but rather creating sound
vistas that require discipline and collaboration by all the participants; which
of course does not exclude some blood-curdling solo work by the leader and
others and surprising Rocky guitar statements by Zienkowski.
This music is also the epitome
of European Jazz, being completely open to all musical styles and influences,
managing to amalgamate them in a perfect way. There is a lot of tradition here,
some conscious and some subconscious, but absolutely no stagnation or
repetition. This is exactly what European Jazz aesthetics is all about –
experiment and elegance, good taste and talent. This kind of music can probably
only be made in Poland.
Any attempt to describe this
beautiful piece of music is of course completely futile and does not replace
the experience of listening to it, which of course I absolutely recommend. It
is very rare that a debut album of this magnitude appears and usually it
happens only once or twice in a given year, and for 2018 this is definitely it.
Absolutely not to be missed!
Emil Miszk - trumpet
Kuba Więcek - alto saxophone
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Paweł Niewiadomski - trombone
Michał Zienkowski - guitar
Szymon Burnos - piano
Konrad Żołnierek - bass
Sławomir Koryzno - drums
Don't Hesitate!
W dniu 17.03.2018 r., podczas kolejnej edycji Festiwalu Jazz Jantar, będzie miała miejsce koncertowa premiera nowej płyty z wytwórni Alpaka Records.
Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną - Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów lecz przede wszystkim wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromną radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tege rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko.
Materiał zarejestrowany na płycie "Don't Hesitate!" to podsumowanie dotychczasowych dokonań trójmiejskiego twórcy. Bez tego albumu, jego przemiana w postrzeganiu muzyki i wykonywaniu jej nie mogłaby się w pełni urzeczywistnić.