New Bone to zespół istniejący niemal trzydzieści lat, który nagrał i właśnie wydał swój 7 krążek. Zanim popędzimy z tekstem dalej warto chwilę się zatrzymać chwilę i docenić ile pasji, konsekwencji i - nie bójmy się tego stwierdzenia - przychylności opatrzności, potrzeba by coś prowadzić tyle lat. Warto docenić te trwanie w tym świecie, w którym wszystko tak szybko się zmienia, najczęściej niestety na gorsze. W tym sensie New Bone to ewenement, szczególnie że w tym długim okresie skład zmieniał się niewiele. Oczywiście zawsze obecny był w nim grający na trąbce i skrzydłówce Tomasz Kudyk, spiritus movens projektu, który niezmiennie potrafił przyciągnąć do niego wybitnych muzyków. Na siódmej w dyskografii zespołu płycie towarzyszą mu dobrze znani z poprzednich nagrań: Dominik Wania na fortepianie, Maciej Adamczak na kontrabasie oraz Dawid Fortuna na perkusji. Te nazwiska mówią same za siebie. Ale jest i nowa postać, to Marcin Konieczkowicz grający na saksofonie altowym. Ponadto w dwóch utworach pojawiają się wokaliści - czy nie po raz pierwszy w dziejach zespołu? - Zuzanna Baum oraz Jan Piwowarczyk.
Adam Bałdych – skrzypce, skrzypce renesansowe Sebastian Zawadzki – fortepian, pianino preparowane Marek Konarski – saksofon tenorowy Andrzej Święs – kontrabas Dawid Fortuna – perkusja Kari Sál – głos Piotr Odoszewski – głos
Wydawnictwo: Imaginary Music
Tekst: Mateusz Chorążewicz
Adam Bałdych od lat wypracowuje własny, rozpoznawalny język muzyczny – pełen elegancji, skupienia i emocjonalnej powściągliwości. Najnowszy album „Portraits” to kolejny rozdział tej konsekwentnej drogi. Z jednej strony mamy tu wszystko, czego można by się spodziewać po artyście tej klasy: dopracowane aranże, pełną kontrolę nad brzmieniem i zespołem, a z drugiej – subtelne poszerzenie granic estetycznych, które czyni ten album bardziej refleksyjnym niż efektownym.
Motyl to piękno, delikatność, wolność. Motyl to także przemiana, przeobrażenie i ulotność. Motyl to natura.
W końcu motyl, a raczej „Butterfly”, to tytuł ostatniej płyty Kari Sal, czyli Kariny Bałdych.
Czy tytuł jest spójny z tym, co słyszymy na tym albumie?
Pierwszą myślą, która nasuwa się w trakcie słuchania, jest ta, że to muzyka bardzo osobista i intymna. Wrażenie to nasuwa się za sprawą pięknego, kobiecego, czystego wokalu Kari Sal, ale również dlatego, że prawie wszystkie teksty na tym longplayu wyszły spod pióra tejże wokalistki. Próbuje ona w nich uchwycić klimat swoich wewnętrznych podróży i emocji, wynikających ze zmian w jej życiu osobistym, macierzyństwa, i koniecznością pogodzenia wielu ról życiowych, ale także z poszukiwaniem swojej własnej artystycznej drogi. W sferze muzycznej w pewnym stopniu słychać odniesienia do jej debiutanckiej płyty „Betesda”, ale jednocześnie słychać, że wokalistka aktywnie szuka innych inspiracji.
I tak, wokal utrzymany jest w klimacie indie popu z domieszką funky i jazzu, ale da się wysłyszeć też inspiracje na przykład Joni Mitchell czy też łemkowską muzyką ludową. W porównaniu do debiutanckiej płyty Kari Sal na krążku „Butterfly” mniej jest wokalnych eksperymentów i niemal wszystkie utwory utrzymane są w podobnym charakterze, co wydaje się to zabiegiem celowym. Artystka chce utrzymać spójny nastrój płyty, słychać, że pewnie się czuje w ramach swojej skali głosu i świetnie nim operuje. Co ciekawe, śpiewa ona nie tylko główną linię melodyczną utworów, ale też chórki, jeśli jest taka potrzeba. Użycie tej samej barwy głosu to według mnie interesujący zabieg, dzięki któremu mamy jeszcze większe wrażenie spójności tego albumu, przemyślanego i konsekwentnie realizowanego konceptu.
Wokalistkę fantastycznie wspomagają świetni instrumentaliści, którzy z jednej strony mają przestrzeń na puszczenie wodzy swoich muzycznych fantazji, ale także stanowią dopełnienie, a czasami kontrapunkt, do linii melodycznych Kari Sal. To, jaki jest zestaw instrumentów oraz w jaki sposób są obecni w ramach danego utworu, determinuje głównie konkretny charakter danej kompozycji.
Najczęściej słyszane są chyba skrzypce, ale nie ma w tym nic dziwnego, bo skrzypek Adam Bałdych to współproducent tego krążka, a prywatnie mąż wokalistki. Bałdych wykorzystuje zarówno skrzypce klasyczne, jak i renesansowe, dając aksamitne, tak charakterystyczne dla siebie brzmienie. Czasem brzmienie jest bardziej gęste, soczyste, dające muzyce większy dynamizm i energię, czasem wspomaga linię melodyczną wokalu i wręcz unisono jej towarzyszy. W niektórych utworach słyszymy też chyba ulubioną technikę gry Bałdycha pizzicatto, a kiedy jego gra przeplata się z grą gitary, dostajemy bardzo ciekawy efekt kontrapunktu gitary ze skrzypcami potraktowanymi również jako instrument strunowy szarpany.
Zresztą tak naprawdę każdy z instrumentalistów ma przestrzeń na wyrazistą obecność na tej płycie, prezentując kompozycje, którę wydobywają styl gry każdego z muzyków. I tak, słyszymy jazzowe intro kontrabasu w wykonaniu Romana Chraniuka, brzmienie w stylu funky i przesterowaną gitarę, ale czasem też słyszalne flamenco na gitarze klasycznej u Kacpra Budziszewskiego. Na szczególną uwagę zasługują fortepianowe improwizacje wykreowane przez znakomitego szwedzkiego pianistę Jacoba Karlzona. Co ciekawe, artysta nie znalazł na tej płycie przypadkiem, gdyż wielokrotnie był już zapraszany do współpracy przez Adama Bałdycha. Słychać to zresztą na płycie. Skrzypce świetnie dogadują się z fortepianem, a ich muzyczne konwersacje są na pewno jednymi z mocnych punktów tej płyty.
Podobnie Dawid Fortuna, który także był obecny w wielu projektach Bałdycha. Dzięki temu świetnie rozumie on i realizuje wszystkie pomysły muzyczne, wykorzystane w tym albumie. Moją uwagę przykuł zwłaszcza utwór „I am”, jeden z ostatnich na płycie, gdzie Fortuna po mistrzowsku dostosowuje się do połamanego rytmu, a tworząc wraz z kontrabasem świetny set rytmiczny, spaja utwór w całość. Słyszymy tu cudownie nieoczywisty harmonicznie wokal Kari Sal i wspierający te harmoniczne zaskoczenia fortepian oraz improwizację skrzypiec potwierdzającą wirtuozerię Bałdycha. To chyba najbardziej jazzowy w charakterze kawałek i szczerze mówiąc, chciałoby się spotkać więcej takich kompozycji na tej płycie.
Podsumowując, to piękna, nastrojowa muzyka, niosąca powiew świeżości i optymizmu, a teraz, na wiosnę, jest chyba najlepszy czas na jej słuchanie. Dlaczego? Powód sugeruje sama artystka w jednym z utworów z tego albumu:
Muzyka różni się od rzeczywistości materialnej. Jest to teza filozoficzna godna średnio rozgarniętego pięciolatka, natomiast wynika z niej jasno, że do adekwatnego opisu świata muzyki i świata materialnego potrzeba chyba również zgoła różnych sposobów myślenia. Punktem zaczepienia w rzeczywistości materialnej jest kategoria stałego bytu (choć ta toporem ciosana teza o zawał przyprawić mogłaby Hegla czy Whiteheada), natomiast w świecie muzycznym (zwłaszcza jazzowym) za kluczową uznać należy kategorię stawania się. Te w trzy światy wywody swoje urzeczywistnienie znajdują jednak bardzo wyraźnie na płycie Legato pianisty Krzysztofa Dysa.
Trzeba więc stwierdzić, że muzyka Dysa tworzy się poprzez wyjątkowo umiejętne zsyntezowanie kilku co najmniej jazzowych tropów. Pobrzmiewa w niej sporo skandynawskiego jazzu spod znaku trio Esbjörna Svenssona, jednak zespół dowodzony przez Dysa unika bolesnej przypadłości ECMowskiego przynudzania, które Dionizy Piątkowski tak uroczo określa jako nachalne brzmienie powyżej ciszy[1]. Awangardowość i tropy klasyczne Dys tylko muska, pozostawiając o wiele więcej domysłowi i wyobraźni odbiorcy niż łopatologicznemu przemawianiu intensywnością. Dys i jego zespół we wszystkim zachowują umiar, elegancję i tak potrzebną, a tak niejednokrotnie per noga w świecie jazzu traktowaną dźwiękową wstrzemięźliwość. Pewien chłód i minimalizm w brzmieniu zespołu podkreśla to, jak doskonale wszystkie kompozycje są przemyślane. Jak się wydaje, po raz kolejny okazuje się, że w świecie sztuki harmonijny i spójny rozwój całości o wiele ważniejsze są niż indywidualne popisy. Dys jako twórca płyty wykazuje się mieszanką cech osobowościowych, które tak naprawdę są gwarantem artystycznego sukcesu – skromności i odwagi. Na Legato nic was z krzesła nie zrzuci, ani nie przyprawi o łomot serca. I bardzo dobrze, wszak takie atrakcje zapewnia nam od pewnego czasu tzw. rzeczywistość za oknem, czymkolwiek miałaby ona być… Obcowania z tym dziełem wymaga od odbiorcy pewnego skupienia i uwagi. Wysiłek ten jednak naprawdę warto podjąć, gdyż wtopienie się w misterną konstrukcję tkaną przez zespół Krzysztofa Dysa to przeżycie niezwykle satysfakcjonujące.
No to stała nam się piękna płyta! Wszystko w niej tak naprawdę się zgadza, te już zagrane dźwięki doskonale zapowiadają te, które mają dopiero nastąpić, a każda drobna nawet fraza stanowi logiczną część większej całości. Mimo tego niezwykłego wręcz zdyscyplinowania w sposobie grania zespołu, sama płyta nic nie traci jednak ze świeżości i oryginalności. Koniecznie!
This is the sixth album by Polish
Jazz quintet New Bone founded in 1996 and led by trumpeter/composer Tomasz
Kudyk and including in its current lineup saxophonist Bartłomiej Prucnal,
pianist Dominik Wania, bassist Maciej Adamczak and drummer Dawid Fortuna. The
album presents nine original compositions, eight by Tomasz Kudyk and one by his
late father Jan Kudyk, who was one of the pioneers of Polish Traditional Jazz,
trumpeter/composer and founder/leader of the Jazz Band Ball Orchestra.
The music of New Bone was
initially characterized by strict mainstream Jazz tendencies, but with the arrival
of Wania in 2013 it took a slow but consistent turn towards more modern
approach, which on this album reaches an apogee of bravado and creativity. Still
firmly based on melodic themes, full of melancholy and typical Polish lyricism,
the music now ventures into much more complex, both harmonically and rhythmically,
explorations, moving even further away from the old-fashioned customary mainstream
doodling.
Kudyk weaves beautiful themes,
which on this album reflect his feelings resulting from his Father's passing,
which are sometimes heartwrenching, and which is completely understandable. All
five members of the band are clearly experienced and highly talented musicians,
who mange to maximize the qualities of the themes, stretching them into
beautiful mini suites. The soloing by Kudyk and Prucnal is stronger than ever,
highly inspired by the collective input of all the players, producing a well
structured and attractive result time after time.
Wania is, as always, the alpha
and omega of everything that happens around him, taking the music into another
dimension (or more than one for that matter), playing wonderful accompaniments all
along the way and wondering into stratosphere when soloing. He is one of the
most unique players today on the European and every album in which he takes
part is irresistible.
The rhythm section does a
wonderful job supporting the soloist and providing a steady flow to the music,
all this without being obtrusive, which probably is the best compliment one can
offer to a rhythm section. Overall this is by far the best
album by New Bone so far, miles ahead (pun intended) of everything recorded
previously and an enormous promise as far as their future is concerned. As much as I was sorry in the
past to criticize the band for conventionality, it gives me an enormous pleasure
now to praise them now for their success. This is Polish Jazz at its best!
Tomasz Kudyk - trumpet, flugelhorn
Bartłomiej Prucnal - alto saxophone
Dominik Wania - piano
Maciej Adamczak - double bass
Dawid Fortuna - drums
Longing
CM RECORDS 1030
By Krzysztof Komorek
Kwintet New Bone, prowadzony przez trębacza Tomasza Kudyka, zaprezentował w tym roku swój szósty album. Po dość długiej, kilkuletniej przerwie, zespół powrócił z płytą "Longing". Ów twórczy przestój miał swoje źródła w osobistej tragedii lidera zespołu. W roku 2015 zmarł bowiem ojciec Tomasza Kudyka - Jan. Również znakomity muzyk, trębacz i wokalista przez wiele lat związany z zespołem Jazz Band Ball Orchestra. Płyta "Longing" zadedykowana została jego pamięci.
Najnowszy album New Bone powstał w tym samym składzie, co wydany w roku 2014 "Follow Me". Muzycy pracowali również wspólnie przy projekcie "Teatr Witkacego od-JAZZ-dowo". Lider - Tomasz Kudyk - zdecydował się tym razem w całości wypełnić wydawnictwo własnymi kompozycjami. Jedynym wyjątkiem jest "Head Dizziness" napisane niemal pół wieku temu przez Jana Kudyka, teraz zaaranżowane przez Wojciecha Groborza, który ze zmarłym przed pięciu laty autorem muzyki współpracował przez dwie dekady. Finalnie dziewięć nagrań z "Longing" zajmuje godzinę i dwie minuty.
Całość rozpoczyna się minutową solową introdukcją w wykonaniu Kudyka. Cztery kolejne utwory to już solidne porcje zespołowego grania. Na pierwszym planie najczęściej pozostają trąbka i saksofon altowy Bartłomieja Prucnala. Ciekawie brzmią fragmenty zagrane solo przez lidera we wstępach i zakończeniach niektórych utworów. Nie brakuje także solowych wstawek Dominika Wani. Świetnie wypada chociażby, rozegrana w triu fortepian/kontrabas/perkusja, druga część "Heritage".
Kolejne części albumu przynoszą kilka moim zdaniem najciekawszych utworów. Tytułowy "Longing", delikatna nastrojowa ballada, zagrany przez duet Kudyk-Wania, oferuje cztery minuty mistrzowskiej jazzowej kameralistyki. Z kolei finałowy "Farewell" fantastycznie prezentuje wszystkich członków kwintetu. Znakomicie pracuje sekcja rytmiczna, a całość zaczyna się i kończy solem na werblach, które stanowić ma odniesienie do nowoorleańskich uroczystości żałobnych.
Wyróżniłem dwa nagrania, ale "Longing" jest niezwykle równy, nie ma słabszych momentów. Świetne kompozycje, znakomita współpraca całego zespołu, który z dużą klasą prezentuje się zarówno w interakcjach pomiędzy muzykami, jak i w indywidualnych popisach. Pomimo smutnej dedykacji muzyka nie narzuca nastroju żałoby, prowokując raczej do zadumy, dając nadzieję. Tomasz Kudyk powtarzał w wywiadach, że chciał, by "Longing" stał się kontynuacją tego, co zespół grał wcześniej. To moim zdaniem znakomicie się udało i powstała kolejna bardzo dobra płyta firmowana nazwą New Bone.
Stanisław Słowiński - violin
Zbigniew Szwajdych - trumpet
Marta Wajdzik - saxophones, flute
Szymon Mika - guitar
Kuba Płużek - piano
Justyn Małodobry - double bass
Dawid Fortuna - drums
with AUKSO Chamber Orchestra
This is the third album as a
leader by young Polish Jazz violinist/composer Stanisław Słowiński, recorded
with a Jazz septet comprising of musicians that took part in the recording of the
two earlier albums: trumpeter Zbigniew Szwajdych, saxophonist/flautist Marta
Wajdzik, guitarist Szymon Mika, pianist Kuba Płużek, bassist Justyn Małodobry
and drummer Dawid Fortuna, as well as the Aukso Chamber Orchestra conducted by
Marek Moś. The music, recorded live, presents a violin concerto in three
movements, and includes both the audio (CD) and video (DVD) version of the
premiere performance of the concerto.
The music is a typical romantic
Classical concerto, incorporating melodic themes strongly based on Polish
folkloristic influences, full of melancholy and beautiful lyricism. The Jazz
and Classical elements are loosely integrated, which causes the music to move
between the Classical and Jazz worlds rather than present a unified/amalgamated approach, with the solo violin parts serving as a bridge between
the two worlds.
As expected, the performances,
both by the septet members and the string orchestra, are excellent from start
to finish, as are the violin solo parts by Słowiński. He joins the ranks of the
young Polish violin stars, which are constantly growing, building the new
generation of the Polish
Jazz Violin
School. This ambitious undertaking is
perhaps a tad too tamed overall, with Słowiński taking no risks and following
19th Century Classical Music conventions and mainstream Jazz
patterns, whereas contemporary listeners probably expect a little more
experimentation these days.
Having said that, this album is
a solid, well structured and beautifully performed piece of music, which can be
enjoyed by a wide range of listeners, both from the Jazz and Classical Music
circles. Definitely worth investigating!
"Longing" to szósta płyta w dorobku kwintetu New Bone. Zawiera głównie kompozycje lidera grupy, trębacza Tomasza Kudyka. Zadedykował on ten album swojemu ojcu, Janowi Kudykowi, wieloletniemu liderowi grupy Jazz Band Ball Orchestra. Przez pełną liryzmu muzykę autor chce wyrazić wdzięczność i szacunek dla swojego ojca, który na początku jego drogi muzycznej był dla niego ważną inspiracją i autorytetem. Jak podkreśla Tomasz Kudyk: To dzięki Tacie jestem w tym miejscu dzisiaj i robię to, co On. Na płycie obok autorskich kompozycji Tomasza Kudyka znajduje się też utwór jego ojca "Head Dizziness" w aranżacji Wojtka Groborza. Album "Longing" ukaże się nakładem wydawnictwa CM Records.
New Bone to kwintet jazzowy złożony z samych uznanych muzyków. Pięcioma, w tym trzema autorskimi, płytami utwierdził swoją pozycję na polskim rynku jazzowym. O ich dotychczasowych dokonaniach niezwykle entuzjastycznie wypowiadali się cenieni w tej branży artyści i dziennikarze, tacy jak: Jarek Śmietana, Piotr Baron czy Bogdan Chmura. Pozytywny oddźwięk w branżowej prasie, zarówno polskiej, jak i zagranicznej, przyczynił się do wzrostu zainteresowania zespołem poza granicami naszego kraju. Dziś grupa otrzymuje propozycje koncertów w najdalszych zakątkach globu.
Do tej pory formacja zaprezentowała się w ramach drugiej edycji festiwalu Polskie Gwiazdy Światowego Jazzu w Moskwie, a także w czasie Międzynarodowego Delhi Jazz Festival w 2013 r. Grupa była również jedną z gwiazd Varna Summer International Jazz Festival w Bułgarii w 2014 r. oraz brała dział w festiwalu Art Jazz Cooperation – Ukraina 2015 r. W lutym 2014 r. zespół przy współpracy z Instytutem Polskim w Moskwie po raz kolejny zagrał dla rosyjskiej publiczności. Tym razem w dalekim Uralu zaprezentował swoja muzykę w Czelabińsku w Filharmonii i renomowanym klubie Ever Jazz w Jekaterynburgu. W marcu 2015 r. New Bone wystąpił w Filharmonii Narodowej w Mińsku na Białorusi, na koncercie, którego współorganizatorem był Instytut Polski. Warto dodać, ze zespół w czasie pobytu w Indiach zapisał się także w historii muzyki jako pierwsza formacja, która zagrała koncert jazzowy na żywo w Kaszmirze! W listopadzie 2018 r. rupa, na oficjalne zaproszenie Konsulatu Generalnego w Kaliningradzie, wystąpiła w ramach cyklu "Jazz w Filharmonii", gdzie została gorąco przyjęty przez rosyjską publiczność.
This is an album by Polish Jazz
violinist/composer Adam Bałdych, recorded in a quartet setting with Polish
Jazz musicians: pianist Krzysztof Dys, bassist Michał Barański and drummer
Dawid Fortuna. It is the first album recorded by Bałdych with Polish musicians
released on the prestigious ACT label, which released several earlier albums by
Bałdych, recorded with international partners. The album presents ten tracks,
five of which are original compositions by Bałdych, three are medieval/baroque sacred music pieces arranged by Bałdych and Dys, one is an ancient
Polish hymn and one is by contemporary, deeply spiritual Tatar-Russian
avant-gardist Sofia Gubaidulina.
The album's title refers to the
"concept" which Bałdych wishes to present to the listener, based on
the philosophical/religious conflict between the sacred and the profane
worlds, in which we, human beings, exist simultaneously. The trivial
interpretation of that concept would be of course to consider the five sacred
pieces as the Sacrum facet of the music and the original pieces as the
Profanum, but the truth is way more complicated than such simplistic approach.
Bałdych obviously treats Classical Music and Jazz with the same measure of
spirituality and his life and musical path so far are a classical example of
the rite of passage between the diverse musical idioms, which results in his
own compositions being certainly no less spiritual/sacred than those a priori
designated as such.
The entire musical contents of
this album can be therefore considered as an amalgamation of the lofty,
spiritual ingredients of music and its earthly embodiment, which we are able to
actually hear; the notes, harmonies, pulses and melodies. The overall
atmosphere is deeply lyrical and spiritual of course and since Bałdych
personifies the Polish melancholy more profoundly than most, the resulting
music is both deeply Polish as it is Universal. The inclusion of the
Gubaidulina piece will hopefully awaken interest in the work of this
exceptional composer among new listeners, as it is truly amazing.
Although obviously deeply
involved in Jazz improvisation, this music should be of interest to a wide
audience of music connoisseurs, those from the Jazz side of the spectrum,
Classical and Sacred Music enthusiasts and all true lovers of great music. It
is, as already stated, completely universal and boundless, and as such able to
touch the listeners both spiritually and intellectually.
Following Bałdych's musical
path over the last decade has been a true revelation. Being blessed by enormous
talent and unprecedented skill is often not quite enough to ensure an Artistic
triumph, but in his case he is also hard working, disciplined and open minded,
which enables him to achieve the two fundamental goals leading to Artistic
accomplishment: consistency and constantly coherent course of progression. As a
result his international career keeps blossoming and his collective recording
précis to date is unblemished.
Overall this is an amazing
piece of Artistry, splendidly conceived, put together and executed by the finest
musicians on the Polish Jazz scene, which should be an essential part of any
serious music collection. Absolutely not to be missed!
Paweł Kaczmarczyk - piano
Jakub Dworak - double bass
Dawid Fortuna - drums
Mino Cinelu - percussion
Mr Krime - electronics
with brass section
Kaczmarczyk vs Paderewski: Tatra
AAMR 0002
By Krzysztof Komorek
"Lubię muzyczne mieszanki, tak właśnie staram się działać w trakcie swojej kariery, a najnowsza płyta jest tego najlepszym przykładem" – w taki sposób Paweł Kaczmarczyk podsumował swój album "Kaczmarczyk vs Paderewski: Tatra" podczas inauguracji promocyjnej trasy koncertowej. Pozwoliłem sobie zacytować jego wypowiedź, bowiem stanowi ona celne podsumowanie ubiegłorocznej produkcji pianisty. Album jest rzeczywiście swoistą mieszanką, zderzeniem czterech różnych muzycznych żywiołów.
Pierwszym z bohaterów płyty jest oczywiście jazz, reprezentowany przez lidera i jego zespół. Sam Kaczmarczyk, świetny jako autor całości aranżacji, znakomicie wypada także jako instrumentalista. Jazzowo jest w centralnej części "Forest". Dynamiczny jazz z kapitalną partią kontrabasu słychać w "Love", drugim utworze albumu. Finałowy "Icon" pędzi przez pierwsze pięć minut, by na koniec przerodzić się niespodziewanie w przepiękną jazzową balladę, puentującą całość. Warto podkreślić fantastyczną grę Kuby Dworaka – solówka w drugiej minucie kończącego album nagrania rozłożyła mnie na łopatki.
Na poprzedniej płycie firmowanej nazwiskiem Kaczmarczyka gościnnie pojawił się Wojciech Długosz aka Mr Krime. Prekursor krajowego turntablizmu, teraz jest już pełnoprawnym członkiem zespołu i symbolizuje drugi muzyczny pierwiastek – elektronikę, współczesną artystyczną nowoczesność. Paradoksalnie obecność Mr Krime’a jest na "Tatrze" subtelniejsza niż poprzednio. Dzięki temu udało się uniknąć pułapki powtórek i autonaśladownictwa, a Długosz i tak znalazł miejsce – choćby w początkowych fragmentach "Trial" i "Hills" oraz w krótkim "Bridge" – by zaznaczyć swój udział w charakterystyczny dla siebie sposób.
Trzeci styl muzyczny to klasyka, a zatem i osoba Ignacego Paderewskiego. Wybitny kompozytor jest autorem "Albumu tatrzańskie", sześcioczęściowej suity inspirowanej polskimi pieśniami góralskimi. "Tatra" za punkt wyjścia wzięła właśnie wspomniane dzieło Paderewskiego i jest – znów posiłkując się słowami Pawła Kaczmarczyka – jego adaptacją i rozwinięciem. W klasyczny idiom wpisuje się także udział piętnastoosobowej sekcji dętej. Blachy (dwie tuby, cztery puzony i waltornie oraz pięć trąbek) kapitalnie wypadają w zaczynającym płytę "Stone" oraz we wspomnianych już "Love" i "Icon".
Wreszcie czwarty element układanki, czyli muzyka ludowa, oczywista poprzez wspomniane wcześniej inspiracje. Już w pierwszym utworze wpada w ucho motyw "W murowanej piwnicy". W "Hills" wyskakuje z kolei "Za górami, za lasami". Pojawiają się jednak także nieoczekiwane nawiązania do bardziej egzotycznych folklorystycznie rejonów – przede wszystkim za sprawą zaproszonego do nagrań Mino Cinelu. Jego solowy popis i wokalizy w "Roots" przenoszą nas z Podhala w odległe kulturowo i geograficznie rejony.
Cały ów pozorny misz-masz jest w końcowym efekcie kolorową, efektowną i bardzo spójną prezentacją. Znakomicie ukazuje różnorodność, ale i uniwersalność muzycznego języka, umiejętnie odnajdując elementy wspólne i łącząc pozornie odległe od siebie światy. Pokazując w jak różne strony podążyć można wychodząc od korzeni, jakimi jest muzyczna tradycja. Owa zmienność stylów powoduje, że nie sposób popaść tu w znużenie. Cały czas z ciekawością oczekuje się, co wydarzy się w kolejnych odsłonach, wręcz w kolejnych sekundach suity Kaczmarczyka/Paderewskiego.
"Tatrę" oceniam więc wysoko muzycznie, ale także edytorsko. Trzeba bowiem podkreślić wartość omawianego tu wydawnictwa także od strony wizualnej. Wyróżnia się ona zdecydowanie pośród ubiegłorocznych, rodzimych produkcji jazzowych. Słuchacz otrzymuje eleganckie pudełko, skrywające okładkę z książeczką i płytą. Wzrok przyciąga oryginalna koncepcja plastyczna, która kolażami i fotomontażami podkreślającymi ideę albumu idealnie wpasowuje się w artystyczną koncepcję i przesłanie albumu.
Na koniec pozwolę sobie na drobną uwagę. Nie krytykę, bowiem na taką ten bardzo dobry album nie zasługuje, ale raczej sugestię. Marzy mi się wersja "de luxe" omawianego tu tytułu, która wypełni bogate opakowanie jeszcze obfitszą treścią. Przede wszystkim nieco obszerniejszą książeczką, z szerszą informacją o Paderewskim, dłuższą notką o "Albumie Tatrzańskie" i poszerzonym tekstem o całym projekcie, inspiracjach i powiązaniach, a także z drugą płytą z dziełem Paderewskiego, najlepiej w autorskim wykonaniu.
Adam Bałdych - violin
Krzysztof Dys - piano
Michał Barański - double bass
Dawid Fortuna - drums, crotales, gran cassa
Sacrum Profanum
ACT 9881-2
By Maciej Krawiec
Casus Adama Bałdycha to jedna z ciekawszych historii w polskim jazzie ostatnich lat. Piekielnie utalentowany muzyk, który przebojem i zasłużenie wdarł się na europejskie sceny, ma zarówno oddanych fanów, jak i odbiorców zdecydowanie bardziej sceptycznych. Jedni i drudzy, jak sądzę, doceniają kunszt wykonawczy skrzypka, ale krytycy zarzucają mu nadmierne epatowanie techniką, zbytnią przewidywalność formy czy skłonność do patosu.
Przyznaję, że i mnie bliższy jest punkt widzenia tych ostatnich. Uważam, że po bardzo dobrej płycie "Imaginary Room" Bałdych nadmiernie skupił się na brzmieniu swojego instrumentu, które stało się dla niego wręcz czymś w rodzaju fetyszu. Z tego powodu forma nieraz brała górę nad treścią; kunsztowna powierzchowność muzyki broniła dostępu do jej głębszego przekazu. W efekcie trudno było brać na poważnie emocjonalne paroksyzmy czy subtelne wzruszenia, które nie wybrzmiewały przekonująco, nieraz ocierając się o kicz. Ponadto, dwa niedawne albumy, "Bridges" i "Brothers", Polak nagrał ze skandynawskim triem Helgego Liena i jest to zespół na tyle bezbarwny, że nasz skrzypek mógł niemalże bez ograniczeń dyskontować swoją ekstrawersję. Jego nadaktywność kojarzyła mi się wtedy z postawą stepującego tancerza z francuskiej animacji pt. "Trio z Belleville": tak chciał się popisać, tak wywijał nogami, że w końcu buty do stepowania go... pożarły.
Na płycie "Sacrum Profanum" muzykowanie Bałdycha się nie zmienia. Wciąż mamy do czynienia z wirtuozem, który preferuje śpiewną melodykę i raczej czytelne struktury utworów, chętnie "podpala" skrzypce podczas solówek, jego ekspresja bywa to rozbuchana, to delikatna. Tym razem jednak, za sprawą całego szeregu czynników, udało mu się wprzęgnąć te preferencje w faktycznie bardzo ciekawą muzyczną całość. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki jego kompanom: pianiście Krzysztofowi Dysowi, kontrabasiście Michałowi Barańskiemu i perkusiście Dawidowi Fortunie. Bałdych wywiódł ten skład z sekstetu, z którym koncertował ponad rok temu – poza wymienionymi artystami grali tam Maciej "Kocin" Kociński na saksofonie i Szymon Mika na gitarze.
Pomimo uznania dla obu, ograniczenie składu uważam za dobre posunięcie, gdyż dzięki temu obecni w studiu muzycy mogli bardziej rozwinąć skrzydła. Na to bowiem lider im pozwolił, co wcale – znając postawę skrzypka z niejednego koncertu – nie było oczywiste. Może wreszcie uznał, że oddanie większego pola znakomitym kolegom bardzo pozytywnie wpłynie na obraz jego muzyki? Ich wkład w "Sacrum Profanum" trudno przecenić: zawdzięczamy im niesztampową grę sekcyjną, znakomite partie solowe, zaangażowanie w niebanalną warstwę sonorystyczną albumu. Nie wiem, co bardziej zasługuje na pochwały: czy wyczucie wieloplanowej gry Dysa i jego interesujące sola, czy galopujące pasaże Barańskiego, czy wreszcie gigantyczna praca wykonana przez Fortunę, który nawet lirycznemu motywowi nada frapującą, współczesną rytmikę?
Dzięki temu składowi, być może najlepszemu ze wszystkich zespołów Bałdycha, wybrane przez niego utwory (pięć własnych i pięć z repertuaru muzyki dawnej, religijnej oraz współczesnej) mogą wreszcie zaciekawić, wywołać wstrząs, pobudzić emocje. Patos i nadmiar, tak bliskie skrzypkowi, w końcu znajdują wykonawców, którzy z tymi treściami są w stanie zrobić coś zajmującego. Pomógł im w tym na pewno również realizator albumu z hamburskiego studia Clouds Hill, dzięki któremu dźwięki są jakby zamglone, eteryczne, pozbawione dosłowności. To po pierwsze adekwatnie koresponduje z zamierzonym namysłem Bałdycha nad sakralnością i świeckością sztuki, a po drugie – z pożytkiem dla muzyki (!) – rozmywa nieco brzmieniowe detale pracy skrzypka. Mądrym ruchem była także mniejsza, niż na przykład na ostatnich albumach Pawła Kaczmarczyka, ekspozycja Dawida Fortuny. Dzięki temu jego rozbiegana, skrząca się od pomysłów gra służy muzyce na dziesiątki sposobów, zamiast okazjonalnie burzyć jej wewnętrzną harmonię.
Pomimo kilku słabszych momentów w drugiej części albumu, "Sacrum Profanum" to płyta warta polecenia – nie tylko dla fanów ekwilibrystycznej wiolinistyki, ale przede wszystkim dla miłośników pobudzającego, kolektywnego grania, które ujmie zarówno urodą podniosłej melodii i metodą jej rozwinięcia, jak i enigmatycznymi poszukiwaniami form i brzmień.
This is the fourth album as a leader by the young (born 1988) Polish Jazz pianist/composer Kuba Płużek and his third recording with the same quartet, which also includes saxophonist Marek Pospieszalski, bassist Max Mucha and drummer Dawid Fortuna. The album presents fifteen relatively/untypically short compositions, nine of which were composed by Płużek, three were co-composed by him with Pospieszalski and another three were co-composed by all the members of the quartet, although "composed" has to be taken with a grain of salt, as in fact all except two of the pieces on the album are improvised and Płużek "admits" to composing only two of the pieces, which appear towards the very end of the album.
Płużek, who first appeared on
the Polish Jazz scene as a sideman in 2010 and recorded his debut album as a
leader in 2012, took part in more than a dozen recordings since, which offer a
chameleonic stylistic diversity, which could only mean either a complete lack
of focus of an exceptional multi-layered musical talent, which in his case is
definitely the latter. Even if one follows only his recordings as a leader,
there is clear evidence that Płużek is trying to cover an unlimited
(stylistically) ground in his search for the genius loci of his musical
universe.
It is therefore not really
surprising that Płużek should arrive in his quest of exploration to the very
source of music, as the album's title suggests. The "primitivism" of
sound before melody, harmony and rhythm took over, as he suggests in his
comments about the music. One could of course say that the same process
happened countless times before, when Jazz musicians abandoned the form in
order to explore the source/spirit of music, moving from the traditional Jazz
towards Free and Improvised Music, which in fact although commonly called
avant-garde was in reality completely retro-garde.
The music on this album offers
the listener a sublime journey, which is propelled more by hints and
suggestions rather than by actual directions. It is up to the listener to
create the music in his head, based on the "primitives", supplied by
the musicians, except, as already stated earlier, in the case of the two fully
developed compositions appearing towards the finale, which could be envisaged
as the "Let there be light" of the creation process.
There is no doubt that Płużek
consistently paves his way towards a respected position on the crowded Polish
Jazz piano scene and this excellent album is definitely a step in the right
direction. Perhaps this is a closing chapter in the initial chapter of his
career, which now passes towards the mature stage when he leaves the boisterous
"twenties" behind.
This album, recorded at the now
already legendary Monochrom Studio, offers a spectacular sound quality in
addition to the extraordinary music, and is of course wholeheartedly
recommended to all Polish/European Jazz connoisseurs, who already know where
truly great music comes from.
Kuba Płużek - piano, fender rhodes, wurlitzer, harmona 85, korg
Marek Pospieszalski - tenor saxophone, alto clarinet
Max Mucha - double bass
Dawid Fortuna - drums
Creationism
FOR TUNE 0077
By Maciej Krawiec
Wsłuchując się w najnowszy album Kuby Płużka pt. "Creationism", wróciłem do mojej recenzji na temat jego solowej płyty "Eleven Songs" z 2015 roku. Doceniałem wówczas to, iż na tamtym krążku można było usłyszeć "pianistę jazzowego, który nie uciekając się do ekwilibrystycznej preparacji instrumentu, zajmuje nas efektownym frazowaniem i bogactwem klasycznych dźwięków fortepianu". Ów album dowodził kompetencji Płużka jako improwizatora w obrębie czytelnie podawanych kompozycji. Według podobnych założeń, choć z bardziej rozległą paletą ekspresji i pomysłów formalnych, zrealizowane były dwa dobre krążki jego kwartetu: "First Album" (2014) i "Froots" (2017).
Z tego punktu widzenia płyta "Creationism" wydaje się być znaczącym zwrotem głównych zainteresowań artysty. Przede wszystkim dlatego, że stanowi niemal odwrotność tego, czym nas do tej pory raczył: w miejsce interpretowanych przebojów bądź utworów autorskich pojawiają się tu (w zdecydowanej większości) improwizacje, które przybrały formy eksperymentalne: to owoce spontanicznych poszukiwań, które pianista prowadził daleko od utartych szlaków. Sięgał po różne instrumenty – akustyczne, elektroakustyczne, elektroniczne, a nawet... całkiem rozstrojone (!) – aby budować intrygujące brzmienia i nieznane struktury, nieraz przybliżające się do awangardy czy sonorystyki, choć dostrzec można również nawiązania choćby do bluesa.
Słuchając tych solowych peregrynacji Płużka, myślałem o paru płytach innych polskich pianistów – Piotra Orzechowskiego i Marcina Maseckiego. Autor "Creationism" dodaje bowiem do tego, co ten pierwszy przekazywał nam o oberkach i Pendereckim, a drugi o mazurkach czy jazzie przedwojennym, swoje własne spostrzeżenia. Składają się one na wypowiedź współczesnego pianisty-erudyty, który szuka osobnego, nieoczywistego głosu w gęstwinie konwencji.
Omawiana płyta bynajmniej nie jest finałem tych poszukiwań – nie opowiada się on ani za jedną estetyką, ani nawet za grą wyłącznie solo. W kilku improwizacjach (i dwóch utworach) towarzyszą Płużkowi bowiem jego kompani z kwartetu i ich bardzo ciekawe, otwarte muzykowanie świadczy o znakomitym wzajemnym wyczuciu oraz dużym kolektywnym potencjale. Mam więc nadzieję, że pomimo zaangażowania w różne przedsięwzięcia jazzrockowe czy hip-hopowe, Płużek będzie kontynuował tworzenie w takim duchu, jak na "Creationism".
Stanisław Słowiński Quintet - Chorzów, Starochorzowski Dom Kultury - 10.10.2018, godz. 19.00.
Stanisław Słowiński - skrzypek, aranżer, kompozytor, producent muzyczny, multiinstrumentalista. Laureat Grand Prix 39. Międzynarodowego Konkursu Młodych Zespołów Jazzowych Jazz Juniors z autorskim projektem Stanisław Słowiński Quintet. Laureat Nagrody Publiczności na I Międzynarodowym Jazzowym Konkursie Skrzypcowym im. Zbigniewa Seiferta. Laureat Stypendium Twórczego Miasta Krakowa 2014. Wielokrotnie nominowany w kategoriach "Skrzypce" oraz "Nowa nadzieja" w ankiecie Jazz Top czytelników Jazz Forum. Związany z muzyką od ponad 18 lat; naukę gry na skrzypcach rozpoczął w wieku 5 lat. Jako lider projektów autorskich, sideman oraz współpracując z kilkunastoma orkiestrami kameralnymi i symfonicznymi (m.in. Sinfonietta Cracovia, Krakowska Orkiestra Kameralna) koncertuje regularnie w całej Polsce oraz za granicą.
Stanisław Słowiński Quintet, czerpiąc inspiracje z klasyki polskiego jazzu oraz pozostając pod silnym wpływem muzyki współczesnej, stawia sobie za priorytet pracę nad indywidualnym brzmieniem, zbudowanym na wypadkowej zawartych w muzyce emocji. Zespół odwiedził wiele krajów europejskich; m.in. Hiszpanię, Serbię, Rumunię, Słowację, Czechy, Węgry; wziął też udział w największej w historii polskiej jazzowej trasie koncertowej w Chinach - Jazzpopolsku. Podczas festiwalu Jazz & Literatura kwintet zaprezentuje materiał z pięknej debiutanckiej płyty "Landscapes Too Easy To Explain".
Tubis Trio - Chorzów, Chorzowskie Centrum Kultury - 11.10.2018, godz. 19.00.
Docenione przez krytyków trio jazzowe tworzą od 2008 roku Maciej Tubis (fortepian), Paweł Puszczało (kontrabas) oraz Przemek Pacan (perkusja). Zespół wykonuje autorskie kompozycje, których styl nakreśla improwizacja zaczerpnięta z jazzu, ale otwarta na szersze horyzonty. W ten sposób powstają utwory z melodyjnymi tematami, ale nieprzewidywalnymi formami, klasycyzujące polifonie przechodzą w rockowe ostinata. Porównywane do szwedzkiego e.s.t. Tubis Trio zaskakuje publiczność świeżością i ekspresją, która jest najważniejsza w tym zespole i którą publiczność zawsze docenia.
Pierwszy album zespołu „Live In Luxembourg” został uznany przez brytyjski magazyn Jazzwise za jedną z najlepszych płyt jazzowych na świecie roku 2009. W 2017 roku trio powróciło ze studyjną płytą „The Truth”, proponując całą gamę podskórnych niuansów, będących równocześnie znakomitą ofertą dla ludzi, którzy nie są na co dzień fanami jazzu. „To urzekający i autentycznie pozytywny album dla ludzi o wszystkich gustach muzycznych.” – zrecenzował ostatni album, wydany przez holenderską wytwórnię Challenge Records, amerykański krytyk jazzowy Geno Thackara z portalu All About Jazz. Na październik 2018 Tubis Trio szykuje premierę najnowszego krążka.
Stanisław Słowiński - Touring The Universe Concert Tour Polska | Chiny | Węgry | Niemcy | Gruzja | Słowacja
Feat. Zbyszek Szwajdych, Marta Wajdzik, Szymon Mika, Kuba Płużek, Justyn Małodobry, Adam Stępniowski, Dawid Fortuna, Hang An, Franek Raczkowski, Szymon Frankowski, Joanna Słowińska, Theo Jörgensmann.
Po trasach promujących znakomicie przyjęte przez publiczność i krytyków albumy "Landscapes Too Easy To Explain" i "Visions|Between Love And Death" zespół Stanisława Słowińskiego rozpoczyna międzynarodowe tournee zapowiadające kolejne autorskie wydawnictwo lidera. Na specjalnie przygotowany pod kątem trasy, przekrojowy program złożą się kompozycje z poprzednich albumów, a także nowe utwory zapowiadające kolejny solowy album Słowińskiego (premiera - wiosna 2019).
Trasa Sound Universe to podsumowanie mojej dotychczasowej drogi artystycznej - czas, który będę miał szczęście spędzić w gronie przyjaciół i wspaniałych muzyków; nasza wspólna podróż przez dźwięki i kontynenty pozwoli nam spojrzeć z nowej perspektywy na naszą muzykę, a także skonfrontować z publicznością całego świata nowy, premierowy materiał; zapis tej podróży i tych emocji znajdzie swoje miejsce na nadchodzącym albumie; nie możemy się już doczekać. To także czas przygotowań do premiery I Koncertu skrzypcowego; to dla mnie wielka radość i największe jak do tej pory muzyczne wyzwanie.
W trakcie rozpoczynającego trasę chińskiego tournée kwintet zaprezentuje specjalny program poświęcony twórczości Karola Szymanowskiego, wpisując się tym samym w prezentację najważniejszych piewców polskiej kultury w związku z obchodami stulecia odzyskania niepodległości.
Wybrane kompozycje poddamy twórczej dekonstrukcji, której celem jest znalezienie optymalnej drogi do połączenia twórczości jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów ze współczesnym językiem muzyki improwizowanej oraz nowoczesnymi technikami elektronicznego przetwarzania dźwięku. Re-harmonizacja i swoboda, jaką daje otwarta improwizacja, sampling i procesowanie przygotowanych fragmentów klasycznych wykonań; to tylko niektóre z zabiegów, które pozwolą nam na znalezienie nowego, szerokiego kontekstu dla muzyki Szymanowskiego.
Podczas trasy odbędą się również dwa niezwykłe wydarzenia; premiera spektaklu łączącego współczesny balet z techniką body-paintingu, wizualizacjami i muzyką improwizowaną oraz kulminacyjny punkt trasy - premiera I Koncertu skrzypcowego "Visions" na improwizujące skrzypce solo, combo jazzowe i orkiestrę kameralną; koncert połączony będzie z nagraniem albumu live.
Myślą przewodnią projektu "Jazz z Wami" jest popularyzacja przede wszystkim polskich artystów tworzących improwizowaną muzykę jazzową, a w szczególności tych młodych, stojących na początku swojej drogi artystycznej. 4 marca 2018 (niedziela) o godz. 19:00 zapraszamy miłośników jazzu do Dworu Zieleniewskich w Trzebinii na koncert zespołu Kuba Płużek Quartet.
Kuba Płużek - fortepian
Marek Pospieszalski - saksofon tenorowy i sopranowy
Max Mucha - kontrabas
Dawid Fortuna - perkusja
Kuba Płużek – pianista i kompozytor. Urodzony w 1988 roku w Krakowie, studiował na Akademii Muzycznej w Katowicach na wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. To jeden z najbardziej utalentowanych i twórczych instrumentalistów na polskiej scenie muzycznej. Jego twórczość charakteryzuje wielka muzyczna wyobraźnia, idealne panowanie nad instrumentem i piorunująca siła wyrazu. Niepokorna postać muzycznego światka i jednocześnie śmiały wirtuoz, który w porywających kompozycjach łamie i rozrywa frazy, z wyczuciem balansuje na cienkiej linii zachowania harmonii oraz otwiera przed słuchaczem świat prawdziwego jazzu z najwyższej półki. Jego debiut jest porównywalny z osiągnięciami jego wybitnych kolegów po fachu zza Wielkiej Wody. Finalista Montreux Piano Competition, nominowany do nagrody Fryderyk 2015, zwycięzca i finalista najważniejszych polskich oraz międzynarodowych konkursów jazzowych.
This is the second album by Polish Jazz violinist/composer Stanisław Słowiński, recorded in a sextet setting with two of the musicians who played on his debut: trumpeter Zbigniew Szwajdych and bassist Justyn Małodobry and three new players: guitarist Szymon Mika, pianist Kuba Płużek and drummer Dawid Fortuna. Vocalist Joanna Slowińska guests on one track. The album presents seven original compositions, six of which were composed by Słowiński and one is a collective improvisation.
The music is a continuation of
the approach initiated by the debut, with major emphasis on the compositions,
which have a suite-like structure, such that the entire album could be
considered as one continuous piece of music. Although clearly melody based, the
music allows individual freedom of expression and personal interpretation by
the sextet members. The melodic themes are again mostly very lyrical and
somewhat melancholic, but at the same time dynamic and multi-layered enough to
keep the listener at his toes.
As expected form the sextet's
lineup, which consists of some of the most prominent representatives of the
young Polish Jazz scene, the individual contributions are all fabulous.
Szwajdych is the romantic element, Mika the Fusion oriented vigorous voice and
the leader takes the role of a charmer, with his violin seductively swirling around
the basic melody lines. With these three front-line players sadly there is very
little solo space left for Płużek, who is an excellent player but is limited
here mostly (except for one track) to the role of an accompanist, which of
course he fulfills perfectly. The dynamic rhythm section is an integral part of
the sextet and steers the soloists safely across the sometimes troubled waters
of the tricky compositions.
Overall this is an excellent
sophomore album, which definitely stands up to the expectations aroused by the
debut. The Polish Jazz violin school is proudly developing before our very
eyes, which is a source of joy, and albums like this one confirm that Polish/European Jazz is doing well and manages to avoid stagnation. Well done indeed!
Kuba Płużek - piano, electric piano Marek Pospieszalski - tenor & soprano saxophones Max Mucha - double bass
Dawid Fortuna - drums
Froots
FOR TUNE 0129
By Jędrzej Janicki
Od czasu wydania brawurowej płyty "Eleven Songs" wiążę z twórczością Kuby Płużka ogromne nadzieje i oczekiwania. Moim zdaniem jest on obok Mateusza Gawędy i Piotra Orzechowskiego najciekawszym polskim pianistą młodego pokolenia. Płyta "Froots" jego kwartetu to kolejne świadectwo dojrzewającego talentu. Obok Płużka zespół tworzą trzej muzycy - saksofonista Marek Pospieszalski, basista Max Mucha i perkusista Dawid Fortuna. To także bardzo młodzi instrumentaliści, którzy już od jakiegoś czasu odważnie szturmują polska scenę jazzową. Kuba jest jednak niewątpliwym liderem tego składu. Skomponował wszystkie utwory, nic więc dziwnego, że to właśnie brzmienie klawiszy definiuje każdą z kompozycji.
Mówienie właśnie o kompozycjach w kontekście "Froots" jest jak najbardziej uzasadnione, gdyż sama struktura płyty jest specyficzna. Oś stanowią trzy minisuity, wzbogacone dwoma utworami rozpoczynającymi i kończącymi album. To bardzo ciekawy i niezbyt często spotykany zabieg, koncentrujący uwagę słuchacza na dłuższych fragmentach wydawnictwa. Pozwala to na wprowadzenie pewnej narracyjności i większej zabawy z samą strukturą kompozycji.
Tytułowe "Froots" zaskakuje swoją przebojowością i młodzieńczą "zaczepnością". Ciekawe, że muzykom udało się zbudować bardzo ciekawą rzecz w oparciu o jeden, niezbyt skomplikowany, motyw. Fantastyczną częścią płyty jest początkowy fragment suity "Ogumienie". To rasowa jazzowa kompozycja, a wejście całego zespołu po kilkunastu sekundach utworu to najwyższy światowy poziom. Absolutnie należy podkreślić i wyróżnić umiejętności kompozytorskie i aranżacyjne Płużka. Bardzo świadome i dojrzałe tematy, pozostawiające przestrzeń na wrażliwość każdego muzyka, lecz podporządkowane myśli i koncepcji lidera to największa wartość "Froots".
Kwartet swoje bardziej liryczne i sentymentalne oblicze prezentuje w znakomitym zakończeniu albumu - utworze "Ballad For Janusz Muniak". Sam Płużek nie kryje podziwu wobec zmarłego na początku 2016 roku mistrza saksofonu. Co jednak ważniejsze w kontekście tej płyty, jest to ukłon w stronę tradycji, pozwalający jednak na jej świadome rozwinięcie i stworzenie klarownego jazzowego brzmienia. Tam, gdzie aura nowoczesności miesza się z tradycją i historią, tworząc bardzo oryginalne dzieło. To kolejny dowód na swoistą odrębność polskiej myśli jazzowej i jej doskonałą kondycję.
Na albumie "Visions-Between Love And Death" Stanisław Słowiński zgromadził utwory podsumowujące intensywny etap jego twórczości, rozpoczęty wydaniem w 2016 roku "Landscapes Too Easy To Explain". Następna płyta jest kolejnym krokiem skrzypka na drodze definicji własnego języka muzycznego, na bazie inspiracji i doświadczeń ostatnich lat, tras i koncertów, które dały mu możliwość obcowania z bogatą paletą rodzajów muzyki improwizowanej i współpracy z muzykami z całego świata.
W sesji nagraniowej "Visions Between Love And Death" wzięli udział:
Zbyszek Szwajdych - trąbka, flugelhorn
Szymon Mika - gitara
Kuba Płużek - fortepian
Justyn Małodobry - kontrabas
Dawid Fortuna - perkusja
Na koncerty trasy promocyjnej albumu dołączą również: Joachim Mencel (fortepian) i Piotr Budniak (perkusja). Album ukaże się w październiku nakładem Hevhetia Records.
Koncerty Stanisława Słowińskiego:
2017:
27.10 Quintet | Mała Czarna | Bochnia
04.11 Quintet | Blue Note | Poznań
11.11 Sextet | JazzForSale | Koszyce | Słowacja
17.11 Solo | CK | Chełmek
24.11 Quintet | Koncert premierowy albumu | Sala koncertowa im. Romany Bobrowskiej | Radio Kraków
Drugi album kwartetu NSI zgodnie z zapowiedziami stanowić miał rozwinięcie i dopełnienie tego, co zespół zaprezentował na debiutanckim wydawnictwie zatytułowanym "Introducing". Muszę stwierdzić, że ten deklarowany proces kontynuacji nie stał się jedynie czczą, marketingową gadką. Nietrudno odnaleźć na "The Look Of Cobra" nawiązania i kontynuacje tego, co zawierała poprzednia płyta. Począwszy od pojawiającego się motywu kobry, poprzez tytuły, konstrukcje i klimat utworów.
Całość materiału ponownie jest dziełem Cypriana Baszyńskiego i Bartka Prucnala. Znów pojawia się duetowy dialog tych dwóch muzyków ("Dialogues II"), choć tym razem w znacznie bardziej rozbudowanej formie. Za rozwinięcie formuły trzeba niewątpliwie uznać zaproszenie do kilku nagrań znakomitego Dominika Wani. Instrument harmoniczny w składzie zespołu otworzył nowe możliwości przed muzykami, choć można mieć wątpliwości, czy nieco – w tym akurat przypadku – nie zachwiało to spójnością prezentowanego materiału.
Najlepiej i najciekawiej wypadły kompozycje zarejestrowane w podstawowym składzie kwartetu. Jednak stosunkowo krótka długość płyty – zaledwie pięćdziesiąt jeden minut – nie pozwala na drążenie i rozpamiętywanie ewentualnych jej niedoskonałości. Lepiej skupić się na tym, co dobre – a w zasadzie w przypadku "The Look Of Cobra" – bardzo dobre. Moją uwagę przykuły dwa utwory: otwierający płytę "Tvoor" i przedostatni "Udu". Zwłaszcza w drugim z nich, najdłuższym w zestawie, możemy zapoznać się z pełnym spektrum pomysłów NSI Quartet i różnorodnością sposobów ich realizacji.
Chwaląc zespół muszę ze szczególną atencją wspomnieć o przebudowanej – w stosunku do debiutu – sekcji rytmicznej (Mike'a Parkera zastąpił Maciej Adamczak). To właśnie Adamczak i Fortuna znakomicie wypadli w solówkach, ale także, a może przede wszystkim, w budowaniu drugiego planu dla instrumentów dętych. Często cofałem się w trakcie słuchania, by z lubością odkrywać smaczki i niuanse gry kontrabasu oraz perkusji. Zaletą jest też zaznaczona już wcześniej zwięzłość wydawnictwa.
Choć "The Look Of Cobra" zostawia słuchacza z lekkim uczuciem niedosytu, to wolę zdecydowanie takie wrażenia niż niecierpliwe oczekiwanie na koniec rozdętej do granic możliwości nośnika płyty, co niestety czasem się zdarza. NSI Quartet ma do przekazania dokładnie tyle, ile trzeba, i jest to zdecydowanie przemyślana i zaplanowana decyzja. Zalecam więc skrzyżować spojrzenie z tytułową kobrą.