Big Band Wiesława PieregorólkiHenryk Miśkiewicz – as, ts Wiesław Wysocki – as, cl Janusz Muniak – ts Paweł Dalach – ts, cl Waldemar Kurpiński – bs Tomasz Szukalski – ts Joachim Ziebura – fl Janusz Kania – tp, flh Wacław Smoliński – tp, flh Henryk Majewski – tp, flh Mieczysław Pawelec – tp, flh Robert Majewski – tp, flh Dariusz Macioch – tb Jerzy Wysocki – tb Waldemar Wąchała – tb Andrzej Życzyński – b-tb Mariusz Bogdanowicz – b Adam Buczek – dr (1-3, 6, 8) Mirosław Żyta – dr (4, 5, 7) Wojciech Karolak – p, org Wiesław Pieregorólka – leader
Tytuł: "Big Band Wiesława Pieregorólki"
Wydawca:GAD Records (2025)
Tekst: Szymon Stępnik
W latach osiemdziesiątych Wiesław Pieregorólka, absolwent wydziału jazzu katowickiej Akademii Muzycznej i kompozytor wielkiego przeboju Andrzeja Zauchy „C’est La Vie – Paryż z pocztówki”, stworzył big band. Zaprosił do współpracy zarówno prawdziwych weteranów polskiej sceny jazzowej, jak i przedstawicieli młodszego pokolenia — w tym Wojciecha Karolaka, który napisał dla niego kilka utworów. Owocem ich współpracy był wydany w 1989 roku album “Big Band Pieregorólka”, który następnie doczekał się reedycji w roku 2025.
Arrangements by Wojciech Karolak (3, 8) & Wiesław Pieregorólka (1, 2, 4, 6, 9, 10).
Nika sings Ella (2022)
Wydawca: For Tune
Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz
W sierpniu 2022 roku premierę miał album Niki Lubowicz „Nika Sings Ella”, który stanowi hołd dla twórczości „Pierwszej Damy Piosenki”. Na krążku znajdziemy dziesięć kompozycji, w tym takie hity jak „Cheek to Cheek”, „In a Mellow Tone”, czy „It Don’t Mean a Thing”. Za aranżacje odpowiadali Wiesław Pieregorólka oraz Wojtek Karolak, któremu niestety nie dane było wziąć udziału w nagraniach.
Nika Lubowicz zaprosiła do współpracy prawdziwą śmietankę polskiego jazzu. Na płycie usłyszymy takich mistrzów jak Henryk Miśkiewicz, Piotr Baron, Robert Murakowski, Grzegorz Nagórski, Dariusz Plichta, Kamil Karaszewski, Andrzej Jagodziński, Wojciech Pulcyn, Kazimierz Jonkisz, Marcin Jahr oraz Wojciech Myrczek.
Album muzycznie głęboko zakorzeniony jest w tradycji swingu. Nie znajdziemy tu właściwie żadnych odstępstw od tradycyjnego brzmienia tego typu muzyki. Trzeba uczciwie przyznać, że aranże oraz ich wykonanie stoją na niezwykle wysokim poziomie. Ciężko spodziewać się czegoś innego po takim składzie. Uwagę zwraca także fakt, że Nika Lubowicz nie stara się imitować Elli. Frazę prowadzi w charakterystyczny dla siebie sposób, dzięki czemu standardy jazzowe ujęte na płycie, choć na wskroś swingujące, mają w sobie mały element oryginalności.
Niemniej jednak, w głowę zachodzę w jakim celu wydawane są tego typu albumy. Pomimo genialnego wykonania, obecności mistrzów polskiego jazzu i interesującego głosu Niki Lubowicz, nie ma w tej muzyce czegoś ekstra. Płyta niestety nie wnosi nic ciekawego do dorobku polskiej sceny jazzowej. Wszystko jest tu bardzo bezpieczne i ortodoksyjne. Przyjemne dla ucha… i właściwie to wszystko.
W materiałach promocyjnych możemy przeczytać, że album stanowi dla Niki Lubowicz artystyczny hołd dla twórczości Elli Fitzgerald, która była i nadal jest dla Niki wzorem i inspiracją. Jednak porządne wykonanie to niestety w moim odczuciu za mało. Rozumiem koncert ku czci Elli, a nawet całą trasę koncertową po Polsce. Nawet sam bym się na takie wydarzenie wybrał. Nie rozumiem jednak koncepcji nagrania takiego albumu. Jedynie bardzo zagorzali fani swingu być może znajdą tu coś dla siebie.
Andrzej Dąbrowski – vocals, mouth trombone (1, 4)concert: Robert Majewski – trumpet, flugelhorn Henryk Miśkiewicz – alto sax Michał Tomaszczyk – trombone Andrzej Jagodziński – piano Sławomir Kurkiewicz – double bass Marcin Jahr – drums
bonus track: Piotr Baron Quintet: Piotr Baron – tenor sax Robert Majewski – flugelhorn Łukasz Żyta – drums Maciej Adamczak – double bass Michał Tokaj – piano Jerzy Semkow Polish Sinfonia Iuventus Orchestra Marek Wroniszewski – conductor
Live (2022)
Wydawca: For Tune
Tekst: Maciej Nowotny
Nagrana w rezultacie projektu ad hoc, niemal bez prób, spontanicznie, płyta ta jest hołdem złożonym wielkości polskiej muzyki rozrywkowej, w jej jazzującej odmianie, i osobie wokalisty, który miał i ma to co w sztuce bardzo ważne: własny, niepowtarzalny styl. Mimo upływu lat Andrzej Dąbrowski zachwyca entuzjazmem, swobodą, dezynwolturą nawet, które mimo niedoskonałości głosu (czy języka angielskiego) nieuchronnie związanych z wiekiem, powodują że płyty tej słucha się z olbrzymią przyjemnością i chce się to doświadczenie powtarzać. Nie mniejsze słowa uznania należą się akompaniującym mu muzykom, którzy wyczarowali coś niepotarzalnego niemalże z niczego. Co za klasa, co za charyzma, co za DUCH! Wielkie gratulacje także dla wytwórni For Tune, która nie pozwoliła temu nagraniu spocząć gdzieś w szufladzie. Na repertuar koncertu składa się garść standardów w rodzaju "Fly Me To The Moon", "My Romance" czy "Come On Home", które są zaśpiewane z takim "czujem", że brak słów. Ale wśród nich najpiękniej wybrzmiewają cudowne piosenki Ptaszyna do słów Osieckiej: "Zielono mi" czy genialna "Przygoda z Marią". A już ostatni utwór na płycie "Bądź wiernym sobie" z tekstem A. Libery sprawił, żem oniemiał. Poważnie. Podsumowując, sentymentalna podróż na najwyższym poziomie nie tylko dla słuchaczy 50+ (jak piszący te słowa).
Henryk Miśkiewicz - saksofon Leszek Możdżer - fortepian Marek Napiórkowski - gitary Michał Tokaj - fortepian Michał Barański - kontrabas Paweł Dobrowolski - perkusja
Wodecki Jazz '70-Dialogi (2021)
Tekst: Jacek Sołkiewicz
Węzeł marzeń, tęsknot i pragnień. Węzeł nie do rozwiązania. Czas minął i pozostaje się pogodzić z faktem, że zagadka takich dźwięków pozostanie właśnie...nierozwiązana.
Bardzo czekałem na ten album. Raz, że w jego DNA są lata siedemdziesiąte, które w przypadku Wodeckiego są obietnicą nieprawdopodobnej muzyki a dwa, że pomysł na złączenie kilku epok i ludzi w nich grających to naprawdę niesamowicie karkołomna aczkolwiek bardzo pociągająca wizja artystyczna.
I oto jest. Zbigniew Wodecki i Jego muzyczne poszukiwania w czasie przeszłym w zderzeniu z obecną wrażliwością, talentem i wizją absolutnie wybitnych muzyków jazzowych.
Henryk Miśkiewicz, Leszek Możdżer, Marek Napiórkowski, Michał Tokaj, Paweł Dobrowolski i Michal Baranski. Brzmi jak supergrupa? Tak, zdecydowanie. I jestem przekonany, że po nagraniu takiej płyty Zbigniew Wodecki ruszyłby w trasę z tym zespołem.
Gdy pojawił się singiel pilotujący - 'Fantazja', wiedziałem, że będzie to materiał absolutnie nietuzinkowy. Przesycony wspomnieniami, tęsknotą i setkami innych emocji - nawet nie próbujmy ich wszystkich nazwać. Wybrano wyjątkowy utwór - z przejmującą wokalizą Wodeckiego i do tego taką, która natychmiast cofa czas. Jeśli ktoś słyszał Jego debiut z 1976 roku z łatwością wyczuje wspólny klimat tych kompozycji. 'Fantazja' pilotuje i otwiera tę płytę i robi to w najlepszy możliwy sposób. Brzmienie jest po prostu genialnie. Motyw prowadzący, zagrany na pianinie Fender Rhodes, dosłownie wciąga od pierwszego taktu. Jest miękko, przestrzennie, lampowo i przede wszystkim ciepło, bardzo ciepło. Wodecki śpiewa tak jakby świat nie istniał. Prosto do ucha, dosłownie. Kompozycyjny majstersztyk - tu niczego nie jest za dużo. Idealne połączenie wpadających w ucho fraz z nieco bardziej freestyle'owymi motywami, które wprowadzają odrealniony klimat. No i te emocje...
Dla mnie całe wydawnictwo skazane jest na ogromną ilość wzruszeń, refleksji i wspomnień. One nie zagłuszają muzyki, one są jej nierozerwalną częścią i definiują jej temperaturę. Gdzieś pomiędzy nutami zaciera się granica czasu i trudno momentami rozpoznać kto i kiedy zagrał daną frazę, ale ta nieostrość kształtów i chronologii są właśnie urokiem 'Dialogów'. Inspiracje płyną z przeszłości szerokim echem i napędzają muzyków, którzy dołączyli do zespołu Wodeckiego niemalże pięćdziesiąt lat później. Pięćdziesiąt lat - tyle było trzeba by ten materiał dotarł na powierzchnię! Wspomniani muzycy zagrali z ogromną powagą i szacunkiem. W każdej nucie czuć respekt i grację wykonania. To w ogóle jest bardzo 'elegancko' zagrany materiał, idealnie wyczuwający estetykę wykonawczą Zbigniewa Wodeckiego.
Drugi utwór na płycie - 'Dialogi', wykonany wspólnie z Leszkiem Możdżerem przynosi całkowitą zmianę nastroju zahaczając w dużej części o niezwykle popularny w tamtym czasie styl fusion jazz. Pędzący do przodu, z wewnętrznym wiatrem i niewątpliwie nutami szaleństwa wygrywanymi przez skrzypce. Dzięki doskonałej partii Możdżera ma się wrażenie jakby pięciolinia powstawała rozwijając się w trakcie jego grania. Natomiast przełamanie, które następuje pod koniec jest momentem nie do zapomnienia. Trudno opisać to słowami. Przecudowne, horyzontalne wokalizy Wodeckiego i fortepian Możdżera płynący gdzieś ponad wszystkim zamykają całość w niewiarygodnie melancholijny sposób.
Przepiękny, wzruszający moment na płycie, idealny na jej zamknięcie a przecież ona dopiero się zaczęła!
'Ballada o nieznajomych' musiała być zagrana przez Henryka Miśkiewicza, którego od zawsze uważałem za Mistrza niezapomnianych, wpadających w ucho partii saksofonowych. Delikatnie, ale z werwą. Kaskadująco, ale z niezwykłą miękkością i kontrolą ekspresji. Romantycznie, ale bez lukru. To taka kompozycja, w której praktycznie każda nuta brzmi kryształowo. Tu wszystko błyszczy się w bardzo wysublimowany sposób. Błyszczy, nie oślepia.
'Etiuda na głos i skrzypce' to ponownie Wodecki i Możdżer w akcji. Dosłownie. Galopująca, pełna zakrętów etiuda jest najlepszym dowodem, że Wodecki idealnie czuł się również w takich mocniejszych, strukturalnie złożonych aranżacjach. Szalona perfekcja...a może perfekcyjne szaleństwo?
Po raz kolejny tempo podkręcane przez duet skrzypce-fortepian (co za dialog Wodeckiego i Możdżera!) do górnych limitów tętna, ale tym razem dochodzi jeszcze niezwykle karkołomna wokaliza unisono z poszczególnymi instrumentami. Cudowne przeżycie biec tak w jednym szeregu z dźwiękami. Zadyszka gwarantowana, ale to wyjątkowy stan.
Po czymś tak rozedrganym, 'Fantazja' w wykonaniu Michała Tokaja jest niczym wolno padający śnieg w cichy grudniowy wieczór. To niezwykle przytulna wersja utworu, który otwierał ten album. Spokój sączący się z każdego taktu obezwładnia...i zaprasza do innego wymiaru. Słuchając partii fortepianu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przez te sześć minut znajdujemy się w szklanej kuli, która chroni nas przed najdrobniejszymi wstrząsami. Cudownie rozmarzony moment.
Kolejny taki czeka na Was w 'Dzielę z Tobą czas na dwoje', w którym jak zwykle zjawiskowo zagrał Marek Napiórkowski. Refleksyjnie i z ogromną wrażliwością. Oszczędnie, ale jakże wymownie. Liryczna narracja rozmywająca rzeczywistość...niepowtarzalna okazja by rozpłynąć się gdzieś na krańcach leniwie napiętych strun..
Na 'Wodecki Jazz'70 dialogi' jest więcej utworów, ale resztę odkryjcie sami. Odurzające przeżycie, naprawdę. Usłyszycie echo człowieka, które przez 5 dekad wędrowało do nas by finalnie wyprzedzić go na ostatnich metrach... Pozostaje jednak cudowna pamiątka czasów, które od teraz, za sprawą wszystkich muzyków, którzy wzięli udział w tej sesji, należą do teraźniejszości. Ruszajcie w tę podróż bez zastanowienia, wszystko jest na wyciągnięcie ręki zatem dystans nie będzie wymówką.
Piotr Schmidt - trumpet Wojciech Niedziela - grand piano Maciej Garbowski - double bass Krzysztof Gradziuk - drums
featuring: Jan Ptaszyn Wróblewski Zbigniew Namysłowski Henryk Miśkiewicz Maciej Sikała Adam Wendt Grzech Piotrowski
Saxesful vol. II (2021)
Tekst: Jacek Sołkiewicz
Wyobraźcie sobie gorące popołudnie. Jeden z tych dni, kiedy już nigdzie nie musicie się spieszyć. Zachodzące leniwie słońce faluje na horyzoncie, jest pomarańczowo. P-o-m-a-r-a-ń-c-z-o-w-o. Rynek a wokół niego kamienice ze spalonym upałem tynkiem. Pootwierane okna, delikatnie powiewające zasłony...budzi się ekscytacja nadchodzącym wieczorem. To może być Wasze miasto. To może być dowolne miasto. Przysiadacie na rynkowej ławce i nie spodziewając się niczego stajecie się mimowolnym uczestnikiem niewidzialnego koncertu. Taka okazja zdarza się bardzo rzadko zatem nie otwierajcie oczu i nasłuchujcie.
Pozwólcie by Piotr Schmidt i Jego Znakomici Goście przemówili w sposób w jaki tylko muzyka może przemówić. To ich język. Znany wszystkim od dekad, ale wciąż mówią nim nieliczni. Wyobraźcie sobie, że podczas gdy życie toczy się sielsko na rynku, w jednej z tych kamienic, w pięknej sali spotykają się cztery pokolenia muzyków jazzowych. Codzienność zderza się z niepowtarzalnością. Aż trudno słowami uchwycić romantyzm tego albumu i tej chwili. Jedna sesja a w niej legendy polskiej muzyki jazzowej i ci, którzy mają spore szanse dołączyć do tego znakomitego grona. Utwory znane, ograne, powszechnie uznawane za standardy.
Zatem, czy można było to zagrać tak by rynek stanął w miejscu? Jan ‘Ptaszyn’ Wróblewski, Henryk Miśkiewicz, Zbigniew Namysłowski, Wojciech Niedziela, Krzysztof Gradziuk, Maciej Garbowski i oczywiście spiritus movens projektu, Piotr Schmidt. Jazz All-Stars? Zapewne tak. Jednakże historia zna przypadki gdy takie galaktyczne składy niestety rozpływały się wraz z zadziwiająco rozrzedzonymi dźwiękami. To nie zawsze się udaje. Natomiast udaje się zawsze gdy jest wizja i przede wszystkim pomysł wszystkich muzyków na każdy takt ich obecności w muzyce.
‘Saxesful vol. II’ to modelowy przykład perfekcyjnego wykorzystania talentów wszystkich artystów biorących udział w projekcie. Wszystkie gwiazdy świecą, nie oślepiają i co najważniejsze, żadna z nich nie wchodzi na kurs kolizyjny. Cudowna symbioza rezultatem której są dźwięki docierające bez zbędnego lawirowania prosto do serca słuchacza. To album bezkompromisowy, ale nie w kwestii burzenia porządku jazzowego wszechświata tylko bycia sobą. Bycia tym, kim było się przez całą swoją karierę. To muzyka naznaczona osobowością każdego grającego, wręcz podpisana jego wrażliwością i stylem. Dlatego raz po raz uśmiechamy się do niej, ponieważ momentami z daleka słychać echa dokonań każdego artysty. Ta płyta emanuje niezwykłą emocjonalnością, płynącą do nas szerokim, ciepłym strumieniem z bardzo dalekiej przeszłości. Przeglądamy się w niej niczym w lustrze czasów minionych widząc świetność tych muzyków w całej swej okazałości. Nie dość, że podczas sesji zarejestrowano evergreeny to jeszcze zagrali je ci, którzy mają głośne przyzwolenie na ich dowolną interpretację. I z tego prawa wszyscy skwapliwie skorzystali. Tak oto powstała płyta, której słucha się z zapartym tchem, czekając na kolejny utwór i jego kolejne wcielenie. Jubilerski jazz. 24 karatowy. Muzyczny kruszec, którego wartość nie poddaje się inflacji czasu.
Album składa się z dwóch części - pierwszej, z wybranymi utworami z ‘Saxesful vol I’ i drugiej, ‘właściwej’, z zapisem sesji ‘Saxesful vol. II’. Niewątpliwie bonus w postaci selekcji części pierwszej jest miłym zaskoczeniem a dodatkowo pozwala odczuć różnicę między oboma wydawnictwami. I właśnie, ten ostatni fakt, jest dla mnie największym zaskoczeniem. Zdaję sobie sprawę, że utwory, które pojawiły się na ‘vol. II’ pochodzą z tej samej sesji co ‘vol. I’ a jednak… Możliwe, że to magia osobnych wydawnictw, możliwe, że czas zrobił swoje a możliwe, że…i tak, stawiam na to, dobrano zdecydowanie mocniej rezonujące utwory . Muzycznie, obie części są bardzo udane, ale to ta druga z nich ma w sobie pierwiastek magii.
Jak zwykle, trudno określić to słowami, jednakże aura najnowszej części niesie w sobie tę wspomnianą na początku ekscytację. Te dźwięki wirują wokół nas, zostawiając za sobą błyszczący pył swojego arcymistrzostwa. To ten rodzaj wirtuozerii, który przyciąga i przytrzymuje słuchaczy w bezruchu.
Kokieteryjna nonszalancja Mistrzów, którzy zawsze grają na swoich zasadach.
Nie ma tu drogi na skróty, która przy tego typu standardach kusi wielu. Każda nuta zagrana jest z niezwykłą gracją i pietyzmem. Ta szczegółowość aranżacyjna zwraca uwagę już od pierwszej sekundy.
Ornamentowość wykutej w złocie pięciolinii ‘Saxesful vol. II’ to wypadkowa miękkich zderzeń finezji, kunsztu i frywolności. Muzycy, których słyszymy na tym albumie, mogą sobie pozwolić na wiele i niewątpliwie robią to, ale z właściwym dla ikon wdziękiem i umiarem.
Stąd taki ładunek emocjonalny tej płyty. Czy chcemy tego czy nie, wyobrażenie, że grają między innymi jazzmani tworzący fundamenty Polish Jazz, dominuje odsłuch. To taka piękna chwila, w której nagle wszystko staje się olśniewająco proste i bliskie. Nie ma zbędnych słów, labiryntów myśli…każda sekunda wybrzmiewa w naturalnym dla naszych serc rytmie. Jest galowo, jest wczesnowieczorno, jest cocktailowo, jest nobliwie, jest tak jak chcemy by było. Dzisiaj mało kto potrafi zagrać tak retroautentycznie. Ta sesja to cud pamięci przywołującej czasy, które mało kto wspomina.
Wystarczy posłuchać otwierającego ellingtonowskiego ‘Caravan’. Zwiewność, uniesienie i to wyczucie!
Ta wersja wieje tak ognistym temperamentem, że trudno usiedzieć przy tym spokojnie w miejscu a jednocześnie zachowuje niesamowicie dystyngowany charakter. Wierzę, że taki perfekcyjny groove mogą osiągać jedynie wybitni muzycy.
Dalej jest niemniej wizytowo…’On the Sunny Side of the Street’ gra niczym soundtrack z naprawdę odległych, przedwojennych czasów i robi się naprawdę bardzo, ale to bardzo nostalgicznie. Bardzo podobnie jest także w ‘Cherokee’, który urzeka swoją niedzisiejszością, ale podaną w tak wyszukany sposób, że żadna z zagranych nut nie pokryła się patyną. To właśnie ogromny atut obu części ‘Saxesful’ - te skrawki historii jazzu zostały opowiedziane językiem teraźniejszości dzięki czemu dotrze ona do wielu.
Nawet wtedy, gdy zacznie grać nieśmiertelne ‘When I Fall in Love’ - cudowna puchowość tego utworu jest ponadczasowa a jednak, w tej wersji zyskuje ona kolejną klasę. Niespieszny, senny klimat azylu dla wszystkich, którzy zdecydowali się przestać biec. Płynne ciepło…stan umysłu zanurzonego w nieskazitelności.
Po czymś takim najlepiej obudzić się zjawiskową wersją ‘Footprints’ Wayne’a Shortera, w której znajdziecie wszystko to co najlepsze w tej genialnej kompozycji, ale, po raz kolejny, wyniesione na inny poziom. Lekkość, niemalże efemeryczność dźwięków zagranych niezwykle przestrzennie daje jakże bezcenne poczucie nieważkości. To moment prawdziwego oderwania na tej płycie. Trudno nie dać się ponieść tak zagranej muzyce.
Wieńczące ‘Ach śpij kochanie’, Henryka Warsa błogo wycisza i uświadamia nam niezliczoność sposobów zagrania tych samych dźwięków, emocji i słów…cóż za wersja! Śpiewali to Mieczysław Fogg, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza a teraz ten utwór dociera do nas w takiej postaci. Aksamitny magnetyzm na koniec…byśmy nawet nie pomyśleli, że to pierwszy i jedyny raz.
‘Saxesful vol. II’ to spotkanie z muzyką, którego nie wolno przekładać. Nieważne czy to zaskoczy Was w Waszym mieście czy gdziekolwiek indziej…jeśli usłyszycie ją dobiegającą w rynku, z okna kamienicy a może innego miejsca, zatrzymajcie się, ponieważ nieczęsto te sytuacje kończą się tak wzruszająco. Trzeba powiedzieć sobie jasno: instynktownie szukamy takich dźwięków, ale rzadko kiedy znajdujemy coś tak wartościowego. Czar tej płyty pozostanie na zawsze, ale świadomość ulotności chwili, w której została nagrana wprawia w szczerą zadumę. Trudno bowiem momentami oddzielić radość obcowania od kruchości wybrzmiewającego echa. Tym bardziej, iż dobiega ono do nas sprzed prawie 100 lat. Czas płynie, zmieniają się tylko jazzowe sztafety, które przekazują nam tę porcję wyjątkowych wrażeń a skoro obecnie jedna z nich biegnie tuż obok nas, wsłuchajmy się w każdy ich krok.
Rzadko kiedy doświadczam takiego efektu jak przy odsłuchu tej płyty. Po prostu nogi mi się ugięły i jęknąłem z zachwytu. Wydawnictwo GAD Records po raz kolejny wynajduje dla nas nie perełeczkę, nie perłę nawet, ale perełczysko po prostu! Nagranie, które jest tak olśniewające, że śmiało stanąć może w szranki z najlepszymi nagraniami ery fusion jazzu w naszym kraju. Jak bardzo celnie podsumował w książeczce dołączonej do płyty Michał Wilczyński: "Zmęczeni to nieodkryty diament, który można postawić obok nagrań Laboratorium czy Extra Ball (...)"!
Ale kto to nagrał? Nigdy nie słyszałem o takim zespole! - możecie słusznie zapytać. Wszakże za nagraniem stoi grupa bardzo dobrze wszystkim znanych muzyków. Przede wszystkim lider, gitarzysta Winicjusz Chrust, którego pamiętamy (odszedł w zeszłym roku) jako gitarzystę Breakoutu, muzyka współpracującego z Big Bandem Polskiego Radia Andrzeja Trzaskowskiego i posiadacza legendarnego studia nagraniowego. A poza nim zespół tworzyli saksofonista Henryk Miśkiwicz, klawiszowiec Marek Stefankiewicz, gitarzysta basowy Arkadiusz Żak i perkusiści Wojciechowie Kowalewski i Morawski. Ci wspaniali muzycy, w apogeum swoich sił, grali po prostu nadzwyczajnie. Muzyka ma nie tylko groove, ale przede wszystkim wspaniałe melodie, które lider niczym rasowy magik wyciąga jedną po drugiej jak króliki z kapelusza.
Jaki jest klimat tej płyty? Jeśli pamiętacie kultowy film Sylwestra Chęcińskiego "Wielki Szu" z niezapomnianą muzyką Andrzeja Korzyńskiego to na tej płycie odnajdziecie dokładnie to samo brzmienie. I nie będzie to przypadek, bo muzyka do tego filmu została nagrana przez zespół w niemal dokładnie takim składzie jak odpowiedzialny za to nagranie. Dodatkowo muzyka z tej konkretnej płyty była w latach 80-tych wykorzystywana regularnie jako ilustracja dla felietonów Polskiej Kroniki Filmowej. Te felietony same w sobie nieraz bywały dziełami sztuki, a dzisiaj są bezcennym dokumentem epoki, w której upłynęła m.in. moja młodość. Podsumowując, Zmęczeni i ich muzyka z tego nagrania, to doprawdy odkrycie roku 2021, przynajmniej dla mnie i pozostaje żałować, że zespół niemal natycmiast, bo w roku 1982 rozpadł się. Tego nie da się już zmienić, ale to co można ciągle zrobić, to dotrzeć do tej płyty, wsadzić ją do odtwrzacza CD, zamknąć oczy i udać się w podróż w czasie do złotych lat 80-tych polskiego fusion jazzu. Polecam gorąco!
Ta płyta, podobnie jak jej część pierwsza, okaże się niewątpliwie sukcesem. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości i to co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, obiektywnie rzecz biorąc jest to muzyka zagrana świetnie. Piotrowi Schmidtowi udało się namówić do współpracy jedną z najlepszych sekcji rytmicznych w tym kraju - Macieja Garbowskiego na kontrabasie i Krzysztofa Gradziuka na perkusji - których znamy z jednego z najlepszych i najdłużej grających polskich trio - RGG. Do tego dochodzi Wojtek Niedziela na fortepianie, zero komentarza, nazwisko mówi samo za siebie. To po prostu musiało dobrze zabrzmieć i brzmi, i to jak!
Po drugie, ten genialny w swojej prostocie marketingowy pomysł, aby zebrać saksofonistów o znanych nazwiskach, w wielu przypadkach muzyków otoczonych legendą, zresztą oczywiście świetnych, którzy wiele, niekiedy bardzo wiele zrobili dla polskiego jazzu, w takim czy innym momencie jego historii. Co ważne wszyscy oni aspirują w jakiejś mierze do własnego, indywidualnego dźwięku na saksofonie, a to jak wiadomo zawsze jest w jazzie najwyższą nobilitacją.
Zatem takiej płyty nikt w Polsce, rozkochanej w benefisach, nie skrytykuje, wręcz przeciwnie. Ponieważ ta płyta jest po prostu świetna w warstwie wykonawczej, to ochom i achom nie będzie końca, i będziemy musieli uważać, żeby z nimi nie przesadzić i zachować miarę w pochwałach (niektórzy nie zachowają): tymczasem płyta ta jest bardzo dobra, ale nic ponadto.
Tylko, że jazzowy obywatel M., nie za bardzo jest zainteresowany czymś "ponadto". I tu dochodzimy do po trzecie: program płyty stanowi garść standardów, świetnie słuchaczom znanych, które słuchali setki razy, zagranych na olśniewającym poziomie, ale bez żadnych zaskoczeń. Płytę testowałem na znajomych. Podoba się po prostu wszystkim!!! Błagano mnie, aby zostawił egzemplarz do posłuchania. A kiedy wracałem to szła ona u niektórych "na okrągło". A zatem sukces!
Sukces? Mimo wszystko tak, ale przynajmniej dla mnie, nie z tych powodów, które wymieniłem powyżej. Niektóre z nich nawet mnie drażnią co jasno jak sądzę widać ze sposobu w jaki o nich opowiadam. Jest to zatem sukces z zupełnie innego powodu. Z powodu Piotra Schmidta. Śledzę jego karierę od samego poczatku. Pierwsze kroki dla mnie osobiście nie były porywające. Krytykowałem go za kurczowe trzymanie się standardów, jazzu traktowanego jak nowa muzyka klasyczna, zastygłego w przepięknej, ale skończonej formie. Nie robił sobie wiele z tej krytki, lecz szedł własną drogą. Dzisiaj jego trąbka brzmi piękniej niż kiedykolwiek. To de facto on trzyma tę płytę, on dominuje i tam, gdzie ma na to przestrzeń okazuje się najbardziej interesującym instrumentalistą ze wszystkich. Do tego objawił się jako lider potrafiący zmontować bardzo silny zespół i sformułować ideę, która przyciągnie publiczność. To olbrzymie osiągnięcie!
Zatem gratulucje. Ze szczerego serca. Ale... ale jak wyda trzecią część Saxesful, to zapowiadam, że nawet jaby się na tej płycie pojawił sam John Coltrane, nic nie powstrzyma mnie przed zaśnięciem.
Czy gigant może mieć na imię Henio? Bo tak mówią na niego przyjaciele, a przecież Henryk Miśkiewicz jest gigantem. Proponuję pozostać przy Henryku, tym bardziej, że artysta skończył właśnie 70 lat, czyli – jak na jazzmana – zaczyna wchodzić w wiek średni. Urodziny są dla mnie zawsze ważnym świętem, niezależnie od liczby lat – kokietuje jubilat. Natomiast 70-te wydają się wyjątkowe, bo w pewnym sensie są podsumowaniem dotychczasowej pracy, osiągnięć artystycznych i moich muzycznych przemyśleń.
Siedemdziesięciolecie artysty to okazja do ukazania panoramy jego twórczości, oczywiście z udziałem muzyków, którzy w różnym czasie pojawiali się na jego orbicie. Będą to Anna Maria Jopek, Andrzej Jagodziński, Robert Kubiszyn, Marek Napiórkowski, Adam Nowak, Janusz Strobel i Jan Ptaszyn Wróblewski, jak również pełny skład towarzyszący Henrykowi Miśkiewiczowi na znakomitej, najnowszej płycie Nasza Miłość (2021), firmowanej wespół z córką: Dorota Miśkiewicz, Piotr Orzechowski „Pianohooligan”, Sławomir Kurkiewicz i Michał Miśkiewicz. Wystąpi więc cały klan Miśkiewiczów - rodzinny fenomen, w którym talent łączy pokolenia. Koncert poprowadzi Marcin Kydryński.
Henryk Miśkiewicz to na polskiej scenie jazzowej (i nie tylko) postać wyjątkowa. Należy do wąskiego grona najwybitniejszych saksofonistów altowych, ale gra także na sopranie i na klarnecie. W latach 70. i 80. jego saksofon było słychać na co drugiej polskiej płycie, wchodził w skład zespołów Jazz Carriers oraz Sun Ship, był solistą Studia Jazzowego Polskiego Radia, do dziś jest liderem formacji Full Drive. Spośród polskich muzyków jazzowych łatwiej byłoby wymienić tych, z którymi nie grał. Koncertował na całym świecie między innymi z Ewą Bem, Andrzejem Jagodzińskim, Jarosławem Śmietaną, Wojciechem Karolakiem i Adzikiem Sendeckim. Grał z takimi gwiazdami, jak Pat Metheny, Joe Lovano czy David Murrray. Jest wielokrotnym zwycięzcą plebiscytu Jazz Top magazynu „Jazz Forum” w kategorii saksofonu altowego i klarnetu, a także zdobywcą trzech Fryderyków (m.in. w kategorii Jazzowy Artysta Roku oraz Jazzowy Muzyk Roku).
Jan Ptaszyn Wróblewski obliczył, że z nikim nie grał dłużej niż z Henrykiem Miśkiewiczem, bo aż 45 lat. Przyszedł taki kudłaty dwudziestoparolatek do studia i z miejsca zaskoczył tym, że nuty czytał lepiej, niż książki czy gazety – wspomina Ptaszyn. I podkreśla fenomenalne zdolności improwizacyjne saksofonisty. Bo Henryk Miśkiewicz wycina na alcie nieziemskie solówki. I to zawsze. Na licznych płytach firmowanych własnym nazwiskiem oraz na niezliczonych, na których jego gra wynosi do stratosfery muzykę innych artystów. Bez względu na gatunek, bo jubilat ma w dorobku i pop, i rock, i bluesa, a nawet poezję śpiewaną, chociaż w sercu pozostaje rasowym, nowoczesnym jazzmanem. Ale wiecie, co w tym wszystkim jest najlepsze? Że na Miśkiewicza mówią jeszcze Misio. Sto lat plus vat, Gigancie!
(Daniel Wyszogrodzki)
Bilety do nabycia w kasie Och-Teatru oraz online: www.och-teatr.pl, www.bilety24.pl, www.ewejsciowki.pl
Koncert dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury w ramach programu „Muzyka” realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca oraz z Funduszu Promocyjnego Związku Artystów Wykonawców STOART.
Jan Ptaszyn Wróblewski – tenor saxophone
Henryk Miśkiewicz – alto saxophone
Robert Majewski – trumpet (CD1)
Łukasz Poprawski – soprano saxophone (CD2)
Wojciech Niedziela – piano
Sławomir Kurkiewicz – bass
Marcin Jahr - drums
Komeda. Moja Słodka Europejska Ojczyzna
PN 0190295700348
By Krzysztof Komorek
Szczerze mówiąc, w pierwszym momencie mocno zdziwiła mnie zapowiedź wydania tego albumu. Podobnie jak wielu innych obserwatorów krajowej sceny jazzowej, nieco cierpiałem z racji nadmiaru komedowskich projektów (zwłaszcza tych średnio udanych) oraz wpychania za wszelką cenę dziedzictwa wybitnego kompozytora do kolejnych albumów. Zdumienie potęgowała osoba lidera, bowiem Jan Ptaszyn Wróblewski zawsze zdawał mi się osobą dokonującą przemyślanych wyborów artystycznych. Stąd może decyzja, by projektowi przyjrzeć się jednak uważniej. Decyzja ze wszech miar słuszna, bo sprawa nie okazała się wcale tak oczywista, jak wskazywałoby na to pierwsze wrażenie. I to z kilku równoprawnych powodów.
Pierwszy z nich to nagrany materiał. Uznawany przez samego Komedę (jak wieść głosi) za najważniejsze dzieło życia, powstały w roku 1967 i wydany w Niemczech zbiór "Meine Süsse Europäische Heimat - Dichtung Und Jazz Aus Polen” – łączy polską poezję (wiersze m.in. Szymborskiej, Miłosza, Herberta, Ważyka czy Przerwy-Tetmajera przełożone na niemiecki przez Karla Dedeciusa) z polską muzyką. Nigdy jednak nie doszło do zarejestrowania czysto instrumentalnej wersji dzieła. Chociaż kilka muzycznych fragmentów płyty pojawiło się potem w zmienionej niekiedy formie na innych albumach Komedy – "Temat dla jednego, a wariacje dla drugiego świata" jest pierwowzorem "Nighttime Daytime Requiem", dobrze znane są "Litania" i "Po katastrofie".
Po drugie, płyta firmowa przez Ptaszyna Wróblewskiego nie jest owocem pochopnej decyzji. Pierwotnie całość przygotowywano do widowiska z udziałem Andrzeja Seweryna, recytującego wiersze. Spektakl zamykał w 2013 roku Letnią Akademię Jazzu organizowaną przez łódzki klub Wytwórnia. Jeszcze w trakcie prac zdecydowano się na opracowanie i nagranie wersji instrumentalnej. Doszło do tego dzień po koncercie, w tej samej sali, ale już bez udziału publiczności. Trzy lata później ową instrumentalną całość przedstawiono na Polish Jazz Fetsival w Tomaszowie Mazowieckim, a koncert ów także został nagrany. Materiał, jak widać, przeleżał nieco na półkach. Koniec końców w momencie finalizowania decyzji wydawniczych Jan Ptaszyn Wróblewski stanął przed koniecznością wyboru wersji, która miała się ukazać. Na szczęście dla nas, słuchaczy, decyzji tej nie udało mu się podjąć i do rąk publiczności trafił album dwupłytowy.
Program obu płyt jest wprawdzie dokładnie taki sam - różnicę stanowi jedynie zapowiedź lidera rozpoczynająca koncertową wersję – ale jak wspomniałem, możliwość posłuchania obu rejestracji jest niezwykle cenna. Przede wszystkim ze względu na odmienne składy, które wystąpiły przy każdej z okazji. W studyjnym nagraniu w sali Wytwórni w sekcji dętej zagrali Ptaszyn, Henryk Miśkiewicz oraz trębacz Robert Majewski. Podczas koncertu tego ostatniego zastąpił saksofonista Łukasz Poprawski, tworząc w ten sposób unikalne w odczytaniu Komedy saksofonowe trio tenoru, altu i sopranu. Obydwu części słucha się znakomicie. Każda z wersji przynosi solidną porcję znakomitej, nowoczesnej muzyki. Trudno nie pochwalić instrumentalistów – obok wspomnianych dęciaków, wyróżnia się jeszcze Wojciech Niedziela. Choć po prawdzie będzie to jedynie wskazanie pierwszych pośród równych w całym ansamblu.
Nad samą muzyką nie będę się tutaj więcej rozwodził. O twórczości Komedy pisano równie często, jak ją nagrywano. Ponadto dołączona do wydawnictwa książeczka zawiera między innymi obszerną analizę "Mojej słodkiej europejskiej ojczyzny" pióra Bogdana Chmury, do której odsyłam zainteresowanych. Warto wspomnieć, że opracowania kompozycji dokonał Ptaszyn na podstawie wydanych w Niemczech nagrań, wspomagając się jedynie oryginalnymi partyturami Komedy. Sam mogę jedynie "podbić" wyrażane zewsząd komplementy i zachwyty. Od pierwszego przesłuchania nie miałem wątpliwości, że to jedna z najważniejszych płyt roku 2018. Co potwierdziłem umieszczeniem albumu w moim Top 10 ubiegłych dwunastu miesięcy. Decyzję i dziś uważam ze wszech miar słuszną.
This is a live recording of a gigantically
ambitious project conceived by Polish Jazz vocalist Dorota Miśkiewicz, which
pays tribute to the Polish Jazz piano school, which spans several generations
and is a sublime example of Polish/European Jazz tradition. The album
presents twelve songs, one original by Miskiewicz and eleven "Polish
standards" composed and written by the best Polish composers and lyricists,
each performed by Miśkiewicz accompanied by a different pianist and on eight of
them also accompanied by the renowned Atom String Quartet.
The list of the
pianists reads like the who's who of Polish Jazz: Michał Tokaj, Andrzej
Jagodziński, Lutosławski Piano Duo, Bogdan Hołownia, Leszek Możdżer, Piotr
Orzechowski, Tomasz Kałwak, Marcin Wasilewski, Krzysztof Herdzin, Dominik Wania,
Grzegorz Turnau (who also briefly sings) and Włodzimierz Nahorny. Saxophonist
Henryk Miśkiewicz (Dorota's Father) guests on one song. The DVD (filmed during
the concert), included in the package, adds the concert's intro, outro and a
couple of songs not included on the CD.
I am happy to say that I
managed to have a more modest (with just three pianists) version of this
project perform at the 2018 Singer Jazz Festival, which was extremely successful. As expected, all the
performances are absolutely wonderful, a typical example of European haute
Culture, where music, words and stage performance are combined to deliver an
overall experience, which is more than just a sum of its ingredients. The album
moves between Jazz & Poetry and highly lyrical popular music, all expertly
arranged and brilliantly executed, especially in view of the fact that it was
captured live.
This album delivers exactly what
it promises: an extraordinary panorama of Polish Jazz piano, full of elegance,
virtuosity and flair. Miśkiewicz moves with ease from one song to another, with
a chameleonic change of moods and emotions, as appropriate for a great
performer.
For lovers of Polish Jazz in
general and Polish Jazz piano in particular, this album is a superb
introduction to the subject. Even for listeners beyond the Polish language sphere,
this music easily penetrates and language barriers and should be completely accessible
to every music lover.
Piotr Schmidt - trumpet
Jan Ptaszyn Wróblewski - saxophone
Zbigniew Namysłowski - saxophone
Henryk Miśkiewicz - saxophone
Piotr Baron - saxophone
Maciej Sikała - saxophone
Adam Wendt - saxophone
Grzech Piotrowski - saxophone
Wojciech Niedziela - piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums
Saxesful
SJ 032
By Jędrzej Janicki
Dziesiąta autorska płyta w dziesiątą rocznicę muzycznej aktywności to doskonały powód do świętowania. Z podobnego założenia wychodzi trębacz Piotr Schmidt, którego album "Saxesful" jest swego rodzaju ukoronowaniem dotychczasowej kariery. Schmidt znany jest głównie jako znakomity trębacz, natomiast jego niespełnioną miłością pozostaje saksofon. Nic więc dziwnego, ze do swojego ostatniego projektu zaprosił absolutną czołówkę polskich saksofonistów. Efektem pracy tak zacnego grona jest naprawdę udany album.
Owe sławy polskiego saksofonu
jazzowego, które wzięły udział w nagraniu płyty, to Henryk Miśkiewicz, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Maciej Sikała, Piotr Baron, Grzech Piotrowski
i Adam Wendt. Trudno wyobrazić sobie jakikolwiek podręcznik do historii
polskiego jazzu, w którym te nazwiska nie byłyby wymienione, co podkreśla
tylko jak dużym szacunkiem i uznaniem darzony jest Schmidt w muzycznym
środowisku. Sukcesu tak dużego przedsięwzięcia nie byłoby jednak bez trzech
muzyków, którzy uzupełniają skład "podstawowego" kwartetu Schmidta. Trojkę tę
stanowi pianista Wojciech Niedziela (wieloletni muzyczny kompan Schmidta –
panowie stworzyli wspólnie chociażby kameralną płytę "Dark Morning") oraz
kontrabasista Maciej Garbowski i perkusista Krzysztof Gradziuk, czyli
fundamenty genialnego tria RGG.
Całe "Saxesful" zdominowane jest
przez eleganckie interpretacje klasycznych utworów muzyki jazzowej, mieszczące
się raczej w jej głównym, mainstreamowym nurcie. Rzecz jasna, nie jest to
zarzut, wszak nie każda płyta musi być rewolucyjnym eksperymentem. To wyważone
granie, w którym bardzo dużo przestrzeni otrzymują zaproszeni goście.
Fantastycznie wypada nestor polskiej muzyki Jan Ptaszyn Wróblewski w utworze "You Don’t Know What Love Is", jazzowym
standardzie, po którego bardzo chętnie sięgają muzycy różnych stylistyk
(przypomina się od razu świetna wersja Lee Konitza z Joe Hendersonem). Ptaszyn
w niczym jednak nie ustępuje swoim amerykańskim kolegom po fachu i z właściwym
sobie urokiem tworzy przepiękną balladę o bardzo romantycznym i melancholijnym
nastroju. Świetnie brzmi również bluesowa wręcz melodyjność utworu "Blue Monk" genialnego Theloniousa Monka.
Odrobina chropowatości w partiach Piotra Schmidta, a zwłaszcza Adama Wendta,
przenosi nas w zupełnie inną rzeczywistość, z której bardzo trudno się później
wyrwać i wrócić do tak zwanej „normalności”.
"Saxesful"to płyta, którą traktować należy raczej jako hołd
złożony wybitnym polskim saksofonistom i jazzowi samemu w sobie. Jako nagranie
niosące radość z samego obcowania z muzyką sprawdza się naprawdę doskonale.
Panteon gwiazd zgromadzony przez Schmidta zapewnia różnorodność stylistyczną i
pokazuje przeróżne oblicza saksofonu. Właśnie dzięki tej różnorodności "Saxesful"(choć jest albumem długim) nie
nuży nawet w najdrobniejszym fragmencie. Godnym najgłośniejszych oklasków jest,
że pomimo tylu zaproszonych osobistości, kwartetowi Schmidta udaje się
wypracować własne rozpoznawalne brzmienie. To nie jest płyta-ciekawostka, lecz
kawałek historii jazzu i naprawdę świetnego grania. Doprawdy, przepiękne te
urodziny, które urządził sobie Piotr Schmidt.
1 września wielbiciele jazzu oraz muzyki improwizowanej staną się uczestnikami wyjątkowego wydarzenia. Tego dnia odbędzie się premiera płyty Piotr Schmidt Quartet – "Saxesful", z plejadą najbardziej znanych saksofonistów polskiego jazzu, której towarzyszyć będzie seria koncertów w największych salach koncertowych w całej Polsce. Będzie to 10-ta autorska płyta trębacza przypadająca w 10-tą rocznicę jego działalności artystycznej.
Jeden z najlepszych trębaczy polskiego jazzu, Piotr Schmidt, zaprosił do swojego kwartetu pianistę Wojciecha Niedzielę, znanego choćby z wieloletniej współpracy z Janem Ptaszynem Wróblewskim. Schmidt współpracuje z nim regularnie od 3 lat oraz nagrał i wydał dokładnie rok temu płytę "Dark Morning". Do sekcji rytmicznej trębacz tym razem zaprosił Macieja Garbowskiego oraz Krzysztofa Gradziuka, znanych z tria RGG.
Jako goście specjalni na płycie wystąpili jedni z najwybitniejszych i najbardziej znanych polskich saksofonistów jazzowych, a wśród nich: Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Henryk Miśkiewicz, Grzech Piotrowski, Maciej Sikała, Piotr Baron oraz Adam Wendt. Mistrzowie towarzyszyć będą zespołowi Piotr Schmidt Quartet także na trasie koncertowej, która zagości w wielu filharmoniach w Polsce!
Po premierze 1 września szykuje się także trasa koncertowa. Będą to m.in. Filharmonia Śląska, Podkarpacka, Bałtycka, Częstochowska, Dolnośląska, a także duża sala wrocławskiego Impartu. Repertuar zespołu to hity muzyki jazzowej: znane standardy we własnych aranżacjach plus kilka niespodzianek. Jest to 32 płyta wydawnictwa SJ Records.
Piotr Schmidt, urodzony w 1985 roku trębacz jazzowy, producent muzyczny, wydawca, lider zespołów, wykładowca na AM w Katowicach oraz na Instytucie Jazzu w PWSZ w Nysie. Absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach, na której w czerwcu 2016 roku uzyskał tytuł doktora w dziedzinie sztuk muzycznych. Piotr Schmidt jest stypendystą University of Louisville, Kentucky, USA 2006, ponadto w okresie debiutanckim w latach 2006 - 2010 zdobył wiele indywidualnych nagród i Grand Prix na najbardziej prestiżowych konkursach jazzowych organizowanych w Polsce i w Europie.
Piotr Schmidt ma na swoim koncie dziewięć wydanych, autorskich płyt w tym trzy z zespołem Piotr Schmidt Electric Group (Schmidt Electric). Od siedmiu lat w czołówce ankiety Jazz Top magazynu Jazz Forum jako jeden z najlepszych trębaczy polskiego jazzu. Współpracował m.in. z takimi muzykami jak: Walter Smith III, Alex Hutchings, Ernesto Simpson, Grzegorz Nagórski, Dante Luciani, Zbigniew Namysłowski, Jan Ptaszyn Wróblewski, Maciej Sikała, Piotr Baron, Wiesław Pieregorólka, Grzech Piotrowski, Adam Wendt, Wojciech Karolak, Wojciech Myrczek, Apostolis Anthimos, Marek Napiórkowski, Dominik Wania, Paweł Kaczmarczyk, Paweł Tomaszewski, Kazimierz Jonkisz, czy Michał Barański. Także z artystami popularnej estrady: Krystyna Prońko, Ewa Bem, Kuba Badach, Ten Typ Mes (Piotr Szmidt) i Miuosh. Piotr Schmidt jest również właścicielem wydawnictwa SJRecords, które w ciągu siedmiu lat istnienia wydało 31 płyt.
Wojciech Majewski - piano
Henryk Miśkiewicz - alto saxophone
Robert Murakowski - trumpet, flugelhorn
Sławomir Kurkiewicz - double bass
Paweł Pańta - double bass
Michał Miśkiewicz - drums
This is an album by Polish Jazz
pianist/composer Wojciech Majewski, dedicated to poetry written by the
relatively esoteric Polish poet/playwright Stanisław Grochowiak. This
ambitious and complex project involves an ensemble of Polish Jazz
instrumentalists, a string quartet, a brass/woodwind section, six vocalists
and two persons reciting poems. Some of the well known musicians appearing on
this album are: saxophonist Henryk Miśkiewicz, bassists Sławomir Kurkiewicz and
Paweł Pańta, drummer Michał Miśkiewicz, percussionist Krzysztof Szmańda and
vocalists Janusz Szrom and Stanisław Soyka. The entire
list is simply way too long to be listed. The album presents twenty one
relatively short pieces, all linked together into a Jazz & Poetry suite.
The music is a collection of
Jazz songs which use the poems as lyrics and background/incidental music
played under the recitation of the poems or between the songs. Mostly deeply
melancholic and often outright gloomy, the music does ideally suit the texts,
which of course is the essence of this project. As such it is a brilliant
collaboration of music and words, which expresses the spirit of Grochowiak's
complex poetry. The songs are superbly performed by the vocalists invited by
the composer and are all a continuation of the Polish lyrical Jazz & Poetry
tradition.
There is no doubt that Polish
Jazz musicians create more Jazz & Poetry projects than any other country on
earth, which reflects their sensitivity to Art Forms other than music. Music
and words are of course both expressions of the innermost human feelings and
the combination of the two is probably the most powerful means of human
creativity. The love of the Polish language and Polish literary tradition is a
strong characteristic of this and other similar projects.
Although the language barrier
seemingly limits the potential audience to Polish Language speaking listeners,
the overall wealth and powerful musical content this album offers should be
also of interest to people who do not know the language but can enjoy the music
and absorb the Artistic atmosphere. Overall this is a wonderful
piece of music artistry, clever, intelligent, sensitive and dazzling in its
complexity. It will take a while for the listener to comprehend the
multi-layered intricacy of this music and its many hidden treasures, but every
effort invested in the listening process will pay back with hefty interest.
Definitely most wholeheartedly recommended!
Miłosz Gawryłkiewicz, Tomasz Gluska, Jakub Marszałek, Marcin Gawdzis - trumpets
Maciej Sikała, Henryk Miśkiewicz, Szymon Łukowski, Adam Kołacki, Jacek Rodziewicz - saxophones
Michał Tomaszczyk, Jacek Namysłowski, Dariusz Plichta, Piotr Wróbel - trombones
Mike Stern, Piotr Olszewski - guitars
Adam Lemańczyk - piano
Zbigniew Wrombel - double bass
Józef Eliasz - drums
After The Catastrophe
PRIVATE EDITION
By Krzysztof Komorek
"After The Catastrophe" to komedowski album zrealizowany z wielką pompą przez Józefa Eliasza, bydgoskiego perkusistę i lidera Eljazz Big-Bandu. Samorządowo-ministerialne wsparcie pozwoliło na dość spory i z rzadka spotykany w krajowych jazzowych projektach rozmach. W składzie big-bandu znaleźli się zarówno muzycy młodszych generacji, choć często już legitymujący się indywidualnymi sukcesami, jak Szymon Łukowski, Michał Tomaszczyk czy Jacek Namysłowski, oraz doświadczeni "wyjadacze": począwszy od lidera, poprzez basistę Zbigniewa Wrombla, aż po sekcję instrumentów dętych z Maciejem Sikałą i Henrykiem Miśkiewiczem na czele. Wisienką, czy może jak to jest teraz w modzie mówić, truskawką na torcie, jest gościnny udział niewątpliwej gwiazdy, w osobie znakomitego gitarzysty Mike’a Sterna. Last but not least, big-band wsparła Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej.
Dziesięć wybranych kompozycji to utwory, jak zaznacza w opisie animator całego przedsięwzięcia, ponadczasowe i najbardziej inspirujące. Jednocześnie należące do najbardziej znanych z komedowskiego repertuaru. Znajdzie więc słuchacz na płycie muzykę skomponowaną do filmów – oczywiście jest wśród nich "Kołysanka Rosemary", a także temat z "Dwóch ludzi z szafą" – ale również nagrania z polskiej jazzowej płyty wszechczasów "Astigmatic". Big-bandowe aranżacje przygotowane zostały dla każdego utworu przez innego artystę. Obok biorących udział w nagraniach Jacka Namysłowskiego i Michała Tomaszczyka, na liście aranżerów pojawili się między innymi Andrzej Jagodziński, Nikola Kołodziejczyk, Aleksandra Tomaszewska, Bogdan Ciesielski i Jan Walczyński.
Taki ogrom bogactwa repertuarowego i osobowego nie zawsze przekłada się na artystyczny sukces. W przypadku "After The Catastrophe" udało się jednak osiągnąć całkiem zgrabny efekt finalny. Nie ma tu co prawda żadnych artystycznych poszukiwań czy odkryć, a jedyny nieco odważniejszy aranżacyjnie fragment pojawia się w zamykającym płytę utworze tytułowym. Poza tym jest lekko, melodyjnie, wręcz piosenkowo. I to właśnie najbardziej mi się w tym albumie spodobało: niewątpliwa przyjemność ze słuchania i relaksacyjny nastrój, w jaki wprawia on odbiorcę. Eleganckie aranże i znakomite solówki - przede wszystkim Henryka Miśkiewicza, który jest tu głównym solistą, oraz Mike’a Sterna. Jedyne, co mi przeszkadza, to niezbyt fortunnie przyjęty tytuł całości oraz zbyt wielkie "zadęcie" w okładkowym komentarzu do albumu. Przyjęte rozwiązania stylistyczne skłaniały mnie raczej do refleksji nad "nieznośną lekkością bytu" niż do rozważań nad kondycją świata, w którym żyjemy.
This is a live album recorded at the Polish Radio Studio Three by Polish Jazz guitarist/composer Marek Napiórkowski. The recording captures Napiórkowski in a sextet setting with some of the absolute top Polish Jazz payers: saxophonists Adam Pierończyk and Henryk Miśkiewicz (who also plays on bass clarinet), pianist Krzysztof Herdzin (who also plays flute), bassist Robert Kubiszyn and drummer Paweł Dobrowolski. They perform six original compositions, all by Napiórkowski.
The music is a superb example
of modern mainstream Jazz, which combines excellent compositions with perfect
execution. Based on beautiful and masterly woven melodic themes, full of
romanticism, melancholy and typical Polish mystery, the tunes presented here
have been masterly arranged for the sextet by Herdzin, who is celebrated for
his ability to create wonderful sonic structures, which are elaborate and
highly sophisticated but sound remarkably pleasing.
The lineup selected by
Napiórkowski ensured a truly marvelous performance, with all the musicians
involved having plenty of opportunity to play extended and expressive solos.
The leader delivers his usual, slightly Fusion oriented strings of pearls on
his electric guitar, which are, as always, dazzling. He also uses the acoustic
guitar no less effectively. The saxophonists have plenty of opportunities to
play heartwarming solos, the bass clarinet and flute provide nice atmospheric
layers, the piano keeps the harmony together and leads the way and the
excellent rhythm section takes care of the pulse, always perfectly on time.
However, the individual
performances are only pieces of the puzzle, which, when combined together,
creates a much stronger and more satisfying whole. This is one of the best mainstream
Jazz ensemble albums I came across lately, which proves that mainstream Jazz
can be fulfilling and sophisticated, if talented and dedicated musicians are
involved. The arrangements and the team work present here are a classic example
of contemporary mainstream Jazz perfection.
As if all this wasn't enough,
the album is also beautifully recorded and considering the fact that this is a
live recording, the quality is even more remarkable. Overall this is a superb modern
mainstream album, which offers beautiful compositions and perfect execution,
and which should satisfy even the sternest connoisseurs and bring joy to all
true Jazz lovers. Hats off!
Robert Majewski - trumpet, flugelhorn
Jan Ptaszyn Wróblewski - tenor saxophone
Henryk Miśkiewicz - alto saxophone
Andrzej Jagodziński - piano, yamaha piano
Wojciech Majewski - yamaha piano
Adam Cegielski - double bass
Czesław Bartkowski - drums
This album is exactly what it is supposed to be: a loving tribute to one of the Godfathers of Polish Jazz, trumpeter/composer Henryk Majewski, recorded by his colleagues and sons to commemorate the tenth anniversary of his death.
All
seven musicians participating in this recording are top Polish Jazz musicians
and the ensemble could have been easily called Polish Jazz All Stars. They are:
trumpeter Robert Majewski (Henryk's son), saxophonists Jan Ptaszyn Wróblewski
and Henryk Miśkiewicz, pianists Andrzej Jagodziński and Wojciech Majewski
(Henryk's son), bassist Adam Cegielski and drummer Czesław Bartkowski. The
album was recorded partly live in a club and partly at the legendary Tokarnia
Studio, with a stunning sound quality. The ensemble performs ten tunes, six of
which are original compositions (four by Henryk Majewski and two by Robert
Majewski) and the remaining four are standards.
The
music is, as expected, well within the Jazz mainstream, mostly Bebop oriented,
with no surprises but excellently performed from start to finish. Many fabulous
solos, most of which feature Robert Majewski, ornament the album and the
overall atmosphere of great time was had by all seems to be the essence. For
listeners unaware of Polish Jazz history this album symbolizes the process of
growing up by the Polish Jazz scene, proving that European Jazz musicians can
play (and swing!) as well as their counterparts across the pond, and the
inferiority complex of past generations is completely baseless today.
So both
as a great mainstream Jazz album and a document of Polish Jazz history, this
beautifully packaged and lovingly executed package is absolutely worth having!
As someone who knew Henryk Majewski I can only salute with a tear in the corner
of my eye, in memoriam!
Jan Ptaszyn Wróblewski - tenor saxophone
Robert Majewski - trumpet, flugelhorn
Henryk Miśkiewicz - alto saxophone
Wojciech Niedziela - piano
Sławomir Kurkiewicz - bass
Marcin Jahr - drums
This is a live recording by one of Polish Jazz Godfathers, saxophonist/composer Jan Ptaszyn Wróblewski and his sextet, which also includes trumpeter Robert Majewski, saxophonist Henryk Miśkiewicz, pianist Wojciech Niedziela, bassist Sławomir Kurkiewicz and drummer Marcin Jahr, all renowned Polish Jazz musicians. As the album's title suggests, Wróblewski (born 1936) pays tribute to three Polish Jazz icons, with whom he played as a young musician: Krzysztof Komeda (born 1931), Andrzej Trzaskowski (born 1933) and Andrzej Kurylewicz (born 1932). Sadly all three are no longer with us. Of the six tracks on the album, three were composed by Komeda, two by Trzaskowski and one by Kurylewicz. In the liner notes Wroblewski lists the many differences between these three legendary figures and his personal experiences from the encounters with them.
The music is kept well within
the mainstream modern Jazz idiom, perfectly and flawlessly performed by all the
musicians involved, but somehow lacking the excitement and exhilaration one
might expect but such classy company and such ambitious task. The arrangements
of the remarkable compositions presented herein are also not in par with the expectations,
especially the Komeda tunes, which sound as if they were simplified and sound
way too "smooth" in comparison to their original form, as intended by
the composer.
Overall this is a first class
collection of classic Polish Jazz compositions, played by a highly professional
sextet, which sadly fails to reach the level of depth and sincerity these tunes
deserve. Of course mainstream Jazz enthusiasts will find this album to be
perfectly adequate, but for me a feeling of a missed opportunity is lingering as
this music plays in the background. The individual solo spots, which are quite
impressive in some cases, fail to save the day. I'm sure Wróblewski and his
cohorts will rise to the challenge again next time.
This is the debut album by Polish Jazz pianist / composer Kuba Stankiewicz recorded in a quartet setting with saxophonist Henryk Miskiewicz, bassist Adam Cegielski and drummer Cezary Konrad. It presents nine tracks, seven of which are original compositions by Stankiewicz and two are standards. Stankiewicz started his career in the mid 1980s as a member of Zbigniew Namyslowski's group at the time, recording with him two albums. In the late 1980s he studied at the Berklee Collage of Music in Boston and upon his return to Poland formed the quartet which recorded this album. Over time he established for himself a leading position on the local Jazz scene as composer, arranger, performer and educator.
This album presents melodic
mainstream Jazz, executed with flair and perfection by a quartet of highly
talented and experienced players, who continue the tradition of Polish Jazz
established three decades earlier with a mixture of American Jazz tradition at
its best and European lyricism and elegance combined into an irresistible
swinging and sparkling Jazz presentation. The individual performances by all
quartet members are truly outstanding. Miskiewicz plays with his usual fluency
and melodic smoothness, which makes him one of the best players on the scene.
The rhythm section is also right where it belongs, with the bass supporting the
melody lines on one hand and stating the rhythmic pulse on the other and the
drums keep perfect time without being obtrusive.
But it is Stankiewicz, who is
at the center of the listener's attention, both as a player and a composer. His
beautiful tunes sound remarkably "familiar" even at the first
encounter, which of course is a sign of perfect harmonic balance and melodic excellence
that characterizes all great Jazz pieces. His piano playing is another proof of
his sublime sensitivity and feel for Jazz, which is immediately apparent. It is
hardly surprising that this album won the "Album of the Year" title
at the time of its release, over twenty years before these notes are being
written.
In retrospect it is quite clear
that great music ages well, and this album sounds as relevant and exciting
today as it did at the time it was recorded. Although it is rooted in the
mainstream tradition, it presents the best side of the tradition, which is
simply eternal. Listening to this album should be pleasurable to every true
Jazz connoisseur, anywhere on this planet, as it is simply one of those gems
that are always worth revisiting.
Marek Napiorkowski - guitar
Adam Pieronczyk - saxophone
Henryk Miskiewicz - bass clarinet
Krzysztof Herdzin - piano
Robert Kubiszyn - bass
Clarence Penn - drums
Although this is only his fourth album as a leader, Polish guitarist / composer Marek Napiorkowski is one of the most recorded artists on the local scene, being probably the most in-demand session guitarist since many years, which resulted in him taking part in over 140 different albums so far. He played and recorded with many world famous musicians and literally with everybody who is anybody on the local Polish scene; people like Tomasz Stanko and Anna Maria Jopek, to mention just two extremely different environments, which emphasize his legendary diversity and chameleonic ability to suit every musical milieu.
This is by far his most ambitious project so far, which involves eight of his original compositions arranged for a Jazz ensemble and a nine-piece chamber ensemble. The Jazz players are saxophonist Adam Pieronczyk, bass clarinet player Henryk Miskiewicz, pianist Krzysztof Herdzin, bassist Robert Kubiszyn and American drummer Clarence Penn. Herdzin was also the man in charge of the arrangements, orchestration and conducting the chamber ensemble, turning him in many respects into the most significant contributor to this album alongside Napiorkowski.
The result is a sophisticated Jazz-Classical Fusion, based on solid melodies and featuring many excellent guitar solos, which floats between energetic up-tempo moods and gentle melancholic themes. Although the individual tunes are not related per se, the overall ambience and atmosphere of the album turns it into a kind of orchestral suite for chamber orchestra and Jazz soloists. The guitar work on this album, both in the acoustic and the electric tonalities, is simply brilliant and for me the best ever achieved by Napiorkowski. Rather than trying to prove his ability as a player, which is already established anyway, Napiorkowski really concentrates on playing music, the essence that so often tends to be forgotten in favor of flashy emptiness.
Herdzin, the Polish musical Wizard of Oz, once again manages to sprinkle his magic all over this music, both as a pianist and of course as the man behind the ornamentation, which makes this music spark and sizzle. Luckily he found the way of balancing the basic Jazz contents and the chamber enhancements, keeping them both intact and coexisting alongside each other rather than mixing them into an undistinguishable mesh, which happens, unfortunately, way to often in such situations. Herdzin is probably the only person on the local scene who can pull this off.
Some listeners might have a problem to identify with this music, which often happens when an Artist changes his established path in search of new means of expression. Perhaps this will be either too Jazzy or not Jazzy enough for some? One can never satisfy everybody and it's preferable that the Art prevails rather than the attempt to be liked by everyone. This album is a statement by a mature, self-aware musician, who presents his vision, hoping that other can share it with him. I certainly hope many will do so!
This is an excellent album by veteran Polish Jazz saxophonist / composer Henryk Miskiewicz, accompanied here by the best Polish piano trio called at the time of the recording Simple Acoustic Trio, which consist of pianist Marcin Wasilewski, bassist Slawomir Kurkiewicz and drummer Michal Miskiewicz. There is a family connection of course as Michal is Henryk's son. The quartet performs seven tunes, four of which are original compositions by the leader, one by Wasilewski, one is a standard and the remaining one is by the US composer Maria Schneider.
Neither Miskiewicz nor Simple Acoustic Trio needs any introductions to people familiar with the Polish Jazz scene; Miskiewicz has been active on the scene since the early 1970s and over time played in several important ensembles like Sun Ship and was member of groups led by many of the leading Polish Jazz musicians as well as leader of his own groups. Simple Acoustic Trio are commonly recognized as the leading Polish piano trio, propelled to fame as the rhythm section on the seminal ECM recordings by trumpeter Tomasz Stanko and now recording for ECM on their own.
Therefore there are no surprises here as far as the level of performances, which are simply spotless. Miskiewicz plays some great lyrical lines and the support from the trio is simply phenomenal, inventive and daring in some aspects but always solid and within the boundaries specified as the albums motto: music as a device to tell a story in a non-verbal setting. All the compositions selected for this album, original or not, fit the bill perfectly and the overall result is a prime example of intelligent modern mainstream Jazz, which remains fresh and moving in complete disregard of the passing time.
This is definitely an album no Polish Jazz music collector will be able to skip in their collection and a great example of how mainstream Jazz can remain valid and artistically sound today. Highly recommended!