Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marciniak Łukasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marciniak Łukasz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2023

Perforto - "Uragano"

Perforto

Ola Rzepka - fortepian
Łukasz Marciniak - gitara elektryczna

"Uragano"(2023)

Wydawca: Ramble Records 

Tekst: Jędrek Janicki

Duet fortepianu i gitary wcale nie musi brzmieć jak pipczenie na szkolnej akademii. Wszak, wzorem Jacquesa Derridy, brzmienie tego instrumentarium można porządnie zdekonstruować. Właśnie tym drugim tropem zdają się podążać pianistka Ola Rzepka (znana z trio Drekoty) oraz gitarzysta Łukasza Marciniak (znany zewsząd, chociażby z Brzoska Kolektyw, El Topo, czy tri_io).

W warstwie rozwiązań formalnych dominuje fortepian preparowany i przeróżne niestandardowe wykorzystanie gitary. Płyta, choć skrajnie eksperymentalna, nie „przydusza” jednak słuchacza swoją intensywnością, dając raz po raz chwilę na odzipnięcie. Duet bardzo dobrze się uzupełnia i „wyczuwa chwilę”, pozostawiając poszczególnym partiom tyle czasu na wybrzmienie, ile potrzeba – bez pośpiechu, lecz również bez nachalnie manifestowanej powolności. Szczególnie interesująco wybrzmiewa utwór Tonques, w którym pojawia się gra akordowa Rzepki. Ciężkie i posępne uderzenia w klawisze nadają temu właśnie utworowi nieco inny wymiar niż reszcie nagrania – nie świadczy to oczywiście źle o całości płyty, lecz wskazuje, że takie momenty przełamania narracji są jak najbardziej wskazane w tego typu muzyce.

Uragano to bardzo ciekawa propozycja, śmiało ukazująca, że wszelki eksperyment dźwiękowy obyć się może bez nadmiaru elektroniki. Zawsze ujmują mnie nagrania, które stają się urzeczywistnieniem artystycznej wyobraźni twórców, a Uragano bez wątpienia do tej właśnie grupy należy zaliczyć.

poniedziałek, 28 listopada 2022

El Topo - Wet (2022)

El Topo

Łukasz Marciniak - guitar
Alan Kapołka - drums, percussion
Kamil Guźniczak - bass

Wet (2022)

Wydawca: Ramble Records

Autor tekstu: Maciej Nowotny

Projekt El Topo powstał we wrześniu 2021 roku w rezultacie spotkania doświadczonego gitarzysty "antysystemowego" Łukasza Marciniaka i młodego, nikomu nieznanego perkusisty Alana Kapołki. Jeśli chodzi o Marciniaka to jego gra w takich na przykład formacjach jak Trio_io (płyty "Waves" z 2019 i zjawiskowe "New Animals" z 2021) czy trio Brzoska/Marciniak/Markiewicz (płyty "Brodzenie" z 2018 i  "Wpław" z 2019 roku) duże wywarły wrażenie na piszących na tym blogu Andrzeju Nowaku, Jędrku Janickim czy Szymonie Stępniku. Co do Kapołki, to nazwisko przecież znane, bo pamiętam dobrze Grzegorza Kapołkę, gitarzystę jazzowego m.in. w kultowej formacji Young Power. Okazuje się, że to ojciec Alana.

Młody muzyk wyznaje, że wcześnie miał okazję osłuchać się z jazzem i bluesem, towarzysząc na koncertach i w trasie ojcu. Zarzekał się wtedy, że nigdy nie zagra jazzu i wałęsał się po wszelkich możliwych gatunkach muzycznych, aż w końcu jednak znalazł drogę z powrotem do jazzowej strugi, ale już na własnych warunkach, na swój własny sposób. Wszystkie te muzczne peregrynacje były potrzebne, uważa, chociaż wydawały się chaotyczne i przypadkowe. W pełni się z nim zgadzam, bo dzięki temu muzyka którą nagrali na tej płycie brzmi fascynująco i jest amalgamatem punku, ciężkiego free jazzu, muzyki filmowej i.. muzyki granej na weselach. Oczywiście to ostatnie określenie to żart, ale po prostu chciałem zwrócić uwagę na obecny w tej muzyce luz, dezynwolturę, poczucie humoru, które bardzo zwiększa atrakcyjność brzmienia tego trio. Zresztą odnaleźć je można także w nazwie zespołu - El Topo - to nawiązanie do tytułu kompletnie zwariowanego westernu w reżyserii Alejandro Jodorowsky'ego, a tytuł płyty - "Wet" - wziął się stąd że jeden z koncertów latem zagrali w padającym rzęsiście deszczu.

Wreszcie do zespołu dołączył trzeci członek trio to jest basista Kamil Guźniczak (jego bas świetnie grzmi i dudni na tej płycie, co bardzo pasuje do ciężkiego uderzenia zespołu) i po kilku miesiacach prób panowie decydują się na nagranie w studiu, wszystko w ciągu jednego dnia, niemalże jak w czasie koncertu na żywo. Dzięki temu udało się uchwycić bardzo ważny dla tej muzyki jej spontaniczny charakter, oparty o improwizacje, ciągłe zmiany i przetworzenia materiału. W rezultacie otrzymujemy jeden z najbardziej udanych debiutów tego roku (nie dla Marcniaka oczywiście, dla którego jest to potwierdzenie klasy i dalsze umocnienie swojej pozycji na naszym muzycznym rynku), charyzmatyczny, dojrzały, brzmiący świeżo, atletycznie, potężnie, ale z wdziękiem. Kapitalny projekt, nawet jeśli zapewne jednorazowy, który stanowi duże osiągnięcie i każe nam uważnie śledzić artystyczne kroki całej trójki. Brawo!

wtorek, 16 listopada 2021

Trio_io - New Animals (2021)

Trio_io


Zofia Ilnicka – flet

Łukasz Marciniak- gitara

Jakub Wosik - skrzypce

New Animals (2021)

Wydawca: Antenna Non Grata

Tekst: Szymon Stępnik

Trio_io jest stosunkowo młodym i świeżym zespołem polskiej sceny jazzowej. Brawurowy debiut w postaci "Waves" z 2019 roku przeszedł jednakże bez większego echa. Cóż, niepokojące, post-gatunkowe improwizacje jazzowe nigdy nie cieszyły się szerokim zainteresowaniem publiczności. Cieszy więc fakt, że mimo to Trio_io podąża za ciosem i proponuje kolejny, mocno szalony krążek jakim jest "New Animals" z 2021 roku.

Już pierwsze dźwięki sugerują, że słuchacz nie będzie miał do czynienia ze zwykłą płytą. Niemal każdy instrument jest tu preparowany i wykorzystywany w niecodzienny sposób. Nie brakuje uderzania, szarpania, a także innych alternatywnych sposobów wykorzystania skrzypiec, gitary oraz fletu poprzecznego. Szczególne w tym kontekście uznanie należy się jednak dla Łukasza Marciniaka. Gdyby nie informacja na płycie, iż jest odpowiedzialny za gitarę, nie domyśliłbym się, że ten istrument w ogóle występuje na tym nagraniu! Nie ma tutaj bowiem klasycznych, jazzowych fraz, a raczej struny tworzą nastrój, szaleją, dopowiadają swoje trzy grosze do ogólnego chaosu. Często przypominają skrzypienie starych drzwi lub jakieś elektroniczne trzaski. Coś fenomenalnego.

Każdy utwór zdefiniować można pokrótce jako awangardową, freejazzową improwizację z elementami muzyki folkowej. Nie oddaje to jednak choćby połowy doświadczenia, które oferuje "New Animals". Muzyka wędruje w najgłębsze zakamarki awangardy, nie trzymając się jakichkolwiek utartych konwencji. Pobrzmiewająca wszędzie amelodyjność wcale nie irytuje, a intryguje. Z każdym kolejnym dźwiekiem ciekawość odbiorcy rośnie i stawia on sobie pytanie: "Gdzie jeszcze Ci znakomici muzycy powędrują ze swoimi pomysłami?".

Oprócz wspomnianej preparacji instrumentów, największą siłą albumu zdają się, co zaskakujące, same nazwy poszczególnych utworów. Każdy nosi nazwę na cześć danego zwierzęcia, przez co słuchacz może wyobrazić sobie ich sylwetki malowane muzyką. Udaje się to jednak różnie. O ile "Ants" i "Woodpeckers" (wciąż nie wiem, jak oni osiągnęli takie dźwięki bez syntezatora) są genialne i plastyczne, to jednak trudno powiedzieć co autor miał na myśli w utworach takich jak np. "Llamas" czy "Whales". Niemniej jednak, zabieg ciekawy i godny zwrócenia uwagi.

Awangarda występuje tu przede wszystkim w brzmieniu instrumentów. Rytmicznie jest prosto, bez większych udziwnień. Metrum jest repetytywne i często w klasycznym 4/4. Pozwala to jednak bardziej uwidocznić zabawę z barwą, brzmieniem oraz preparacją instrumentów. Nie każda awangarda musi wydziwniać w sferze rytmicznej, czyż nie?

Moim największym zarzutem dla "New Animals" jest flet. Nie śmiem jednak obrażać umiejętności flecistki, Zofii Ilnickiej. Mam ogromny problem z jego produkcją. Często słychać dmuchanie pustego powietrza lub dźwięki dotykanych przycisków. Być może był to celowy zabieg, ale nie potrafię go kupić. Dla mnie brzmi po prostu niedbale i tak, jakby flet został nagrany trochę na "odwal się".

Podsumowując, choć jest to mój pierwszy kontakt z Trio_io, jestem urzeczony pomysłowością tego zespołu. Każdy utwór jest inny, nie nudzi oraz zachwyca alternatywnym podejściem do grania muzyki. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zespół zostanie doceniony i bardziej zauważony w polskiej scenie jazzowej. Ci muzycy bez wątpienia na to zasługują.

wtorek, 4 lutego 2020

trio_io - Waves (2019)

trio_io

Zofia Ilnicka - flute
Łukasz Marciniak - electric guitar
Jakub Wosik - violin

Waves

BR1055




By Andrzej Nowak

Trójka młodych, polskich muzyków proponuje intrygujący melanż post-gatunkowej, inteligentnie zdefiniowanej improwizacji. Radzą sobie z tą pokrętną materią niezwykle przebiegle, a nic, co boskie, nie jest im obce. Niemal trzy kwadranse zmysłowej zabawy w dźwięk, w dziewięciu częściach opatrzonych tytułami. Zapraszam koniecznie!

Wita nas fonia amplifikatora, który cicho pracuje. Dźwięki snują się płaskim dronem, pełnym niepokoju, mroku, pewnej analogowej niepewności, co do ciągu dalszego. Po niedługiej chwili wiemy już, że na scenie są trzy instrumenty. Sustained piece as well! Roztańczone fale radiowe na końcu świata rzeczywistego – podpowiada wyobraźnia recenzenta. Skrzypce i flet jakby śpiewały, gitara rozdziera szaty pod nimi, a aura oniryzmu zmysłowo pożera narrację. Druga pieśń stawia na suchą akustykę. Bukiet dźwięków najrozmaitszych – drżenie struny, tuba fletu, gryf gitary, przedmioty. Wolna kameralistyka na otwartej przestrzeni. Garść mikrofaz, pytania i odpowiedzi. 

Na starcie trzeciej opowieści flet śpiewa o porzuconej miłości. Ckliwe pasaże o semickim posmaku, w towarzystwie depresyjnego smyczka. Delikatność i drapieżność w tym samym niemal momencie. Szczypta rytmicznej inspiracji ze strony łagodnej gitary. Taniec, który wyzbywa się smutku, ale nie do końca. Czwarta część, podobnie jak druga, budowana trochę na zasadzie kontrastu – ucieczka od harmonii, pląsy, akcje i reakcje, twórczy chaos swobodnej improwizacji z elementami elektroakustyki. Post-gitarowy rezonans i płacz na strunach skrzypiec. Śpiew fletu i basowe pulsacje u samego dołu. Piąta historia - matowe skrzypce, akcenty percussion na gryfie gitary i flet, który szuka zaczepki. Dobra szkoła brytyjskiego free improv z wyważoną dawką preparacji - podpowiada google research. 

Szósta piosenka i wolt stylistycznych ciąg dalszy – electro pulsar, harmonia, melodia i metaforyczny śpiew na nieistniejących ustach fletu. Gitara frazuje wręcz post-jazzowo, skrzypce odrabiają zadanie domowe z free chamber, aura zagubionej, rockowej estetyki także staje się udziałem muzyków. Po małej kulminacji, narracja gaśnie magią potencjometru. Po szóstej czas na siódmą opowieść, którą na wejściu kreuje modulowany ambient gitary. Struny stroszą pióra, flet buduje mikro dron. Znów posmak kameralistyki, stylowy, ładny i intensywnie niepokojący. 

Ósma część i drobna zabawa improwizacyjna, czyniona metodą call & responce! Akord gitary, pląsy fletu, cisza skrzypiec. Po chwili temperatura narracji rośnie, cała trójka rusza w imitacyjne tango, które wieńczy rockowa niemalże kipiel. Tuż po niej ślad ciszy i basowy przester gitary. Repetycja w kierunku dobrego zakończenia. Ostatnia część "Waves" zdaje się kontynuować pomysł części ósmej – taneczna repetycja gitary, małe śpiewy po góralsku. Rytm, bijące serce, zwarty półgalop. Free after rock with chamber taste! – językiem Szekspira recenzent puentuje tę wyjątkowo smakowitą płytę.


sobota, 27 lipca 2019

Brzoska/Marciniak/Markiewicz - Wpław (2019)

Brzoska/Marciniak/Markiewicz

Wojciech Brzoska - voice
Łukasz Marciniak - electric guitar
Marcin Markiewicz - trumpet

Wpław

Fundacja Kaisera Söze 2019




By Jędrzej Janicki

Przyznać muszę, że album "Brodzenie" tria Brzoska / Marciniak / Markiewicz to nagranie, do którego wracam wyjątkowo często. Z niekłamaną więc radością powitałem informację o pojawieniu się płyty "Wpław" – kolejnego wydawnictwa tego niezwykłego składu. Muzykom już na "Brodzeniu" udało się wytworzyć niepowtarzalną strukturę grania, która zgrabnie wymykała się wszelkim stylistycznym szufladom i muzycznym ograniczeniom. "Wpław" można traktować jako rozwinięcie i dopracowanie tego przepięknego języka, w którym przemawia do nas muzyka formacji.

Jak mówi stare porzekadło, zwycięskiego składu się nie zmienia. Na płytach "Brodzenie" i "Wpław" pojawiają się ci sami artyści – poeta Wojciech Brzoska (to właśnie wokół recytowanej przez niego autorskiej poezji zbudowana jest cała koncepcja muzyczna), gitarzysta Łukasz Marciniak oraz trębacz Marcin Markiewicz. W sposobie pisania Brzoski zwraca uwagę niezwykła dbałość i szacunek wobec słowa. Całe napięcie budowane jest w przemyślany sposób, które z pozornej leniwości przechodzi w dziką intensywność. Rzecz jasna, zespół ten w żadnym razie nie jest teatrem jednego aktora, wszak Marciniak i Markiewicz również muszą zagospodarować naprawdę kawał muzycznej przestrzeni. W ich dźwiękowych ilustracjach dominują transowe, hipnotyczne wręcz struktury, które z każdą kolejną sekundą zaskakują coraz bardziej.

Brzmienie i poetyka składu zogniskowane są w znakomitym utworze "Dwóch mija się z psami". Pozornie prosta historia opowiedziana jest w przejmujący sposób, zmieniając ją ze zwykłej sytuacji w kadr rodem z filmu noir. Jednostajny podkład z zagrywkami trąbki to perfekcyjnie dobrane tło dla rozgrywającej się sceny. W podobnej, tylko nieco gęstszej, atmosferze utrzymany jest kompozycja "Czarna magia" – trzeba przyznać, że artyści najlepiej odnajdują się w mrocznych i powolnych utworach, wszelkie przejawy "skoczności" (jak np. w utworze "Klan") wypadają jednak nieco gorzej i mniej przekonująco. 

"Wpław" to skok na wyjątkowo głęboka wodę. Już nawet nie tyle dla samych muzyków, co dla odbiorców tego wydawnictwa. To magiczne współbrzmienie znakomitej poezji z minimalistyczną i transową muzyką wciąga i pochłania bez reszty. Potrafi drażnić, niepokoić, straszyć – jednym słowem, trafia do najgłębiej skrywanych pokładów uczuć i emocji. Obcowanie z albumem "Wpław" wymaga pewnej odwagi, lecz w efekcie zapewnia przeżycia, które daleko wykraczają poza zwykłą przyjemność ze słuchania bardzo dobrej płyty. 


niedziela, 30 czerwca 2019

Brzoska/Marciniak/Markiewicz - Brodzenie (2018)

Brzoska/Marciniak/Markiewicz

Wojciech Brzoska - voice
Łukasz Marciniak - guitars
Marcin Markiewicz - trumpet

Brodzenie

Fundacja Kaisera Söze 2018




By Jędrzej Janicki

"Czynność polegająca na powolnym przesuwaniu się poprzez zalegające błoto"- prawdopodobnie taką definicję znaleźć można w przypadkowym słowniku języka polskiego pod hasłem "brodzenie". Świat polskiej muzyki improwizowanej temu terminowi nadaje jednak o wiele donioślejsze znaczenie. "Brodzenie" bowiem to także tytuł płyty tria Brzoska/Marciniak/Markiewicz. Płyty śmiało poszerzającej kontekst stylistycznych granic i schematów.

Centralną postacią tego muzycznego przedsięwzięcia wydaje się być poeta Wojciech Brzoska. Popularny nie tylko w Polsce, dał się poznać słuchaczom głównie jako współtwórca duetu Brzoska i Gawroński. To właśnie wokół jego wierszy (na płycie samodzielnie przez siebie wyrecytowanych) zbudowana jest cała muzyczna koncepcja albumu. Odpowiedzialni za nią są z kolei Łukasz Marciniak i Marcin Markiewicz. Marciniak, gitarzysta i miłośnik muzyki improwizowanej, upust swoim fascynacjom dawał przede wszystkim w świetnym projekcie Makemake. Markiewicza za to zawsze bardziej ciągnęło w stronę zespołów reggae, w których udzielał się jako trębacz. Połączenie sił tych indywidualności dało prawdziwie odświeżający efekt.

Całą płytę otwiera znakomity transowy "basquiat". Przestrzeń tworzy gitarowy riff (w dalekich echach przypominający bluesowe zagrywki legendarnego Roberta Johnsona), na tle którego wyraźnie odcinają się soczyste dźwięki trąbki, rodowodem sięgające Dzikiego Zachodu i Chucka Mangione. Niepokojąca deklamacja Brzoski dodaje nastroju grozy, jakby żywcem wyjętego z najlepszych książek Cormaca McCarthy’ego. Świetnie wypadają również bardziej balladowe "mosty", których pozornie senna narracja przybiera formę na wskroś hipnotyzującą. Każdego miłośnika gitary slide uwiodą dźwięki tworzone przez Marciniaka w tej kompozycji. Ale trio Brzoska / Marciniak / Markiewicz to również pole doświadczalne, jeżeli chodzi o dźwiękowy eklektyzm. Świadczy o tym chociażby "drun drun", które sposobem budowania nastroju nieustannie przypomina mi "Horse Lattitudes" zespołu The Doors. 

Na "Brodzeniu" muzykom udało się wypracować charakterystyczny styl, opierający się nie tylko na samej strukturze kompozycji, lecz również (a może przede wszystkim) na wytworzeniu specyficznego nastroju, dryfującego gdzieś między grozą, sielanką a surrealizmem. Wyjątkową, nieco nawet perwersyjną, przyjemność ze słuchania tego albumu przyrównuję tutaj chociażby do odczuć towarzyszących poznawaniu płyt Błażeja Króla. Podsumowując, "Brodzenie" to płyta niezwykle atrakcyjna, którą śmiało można traktować jako wyjątkowo udany mariaż muzyki współczesnej z poezją.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Makemake - From The Earth To The Moon (2016)

Makemake

Rafał Blacha - prepared guitar
Łukasz Marciniak - guitar, electronics, percussion
Sebastian Kłopotowski - bass guitar (5,6)

From The Earth To The Moon 

Złe Litery 2016


By Jack Chuter

I press play. Suddenly I’m squatting amidst the junk objects and cymbals, with two well-worn guitar amplifiers pointing inward from either side. The room feels dank and unpleasantly cramped. In my mind, Makemake are hunched over their speakers like wretched beasts locked away in the dark, banished from the outside world for their obsessive, occasionally gruesome pursuits of contorting sound. 

The volume feels deliberate dialled down to minimise intrusions upon those that find Makemake little more than a sinful compulsion; they play for themselves exclusively, engaged in a closed feedback loop of persistent experiment and gratified curiosity. Galvanised by privacy and solitude, the duo send sudden inspiration and creative quirks trampling over the counter-voice of moderation and cautious forethought. Part rehearsal space, part unlicensed laboratory of impulse.

Strings feature heavily: the crooked clunks of prepared guitars, the lament of misused violin bows, the drawl of drunken free jazz imitation. At certain points I can hear the sounds of knuckles and fingernails attacking the strings, with friction cutting viscerally above the muddier, amplified alter-ego. Everything feels eroded and second-hand, the timbre fatigued by the passing of time and accumulation of neglect; I can hear the dents in cymbals as they wash outward, and wince as the strings wobble out of tune as their elastic strength is sapped by oxidation.

"From The Earth To The Moon: puts a momentary halt to the process of degradation, rousing aged materials with fresh improvisatory spirit. For 40 minutes, even the most decrepit sonic materials bounce and bend with the jubilation of the new and the now.

Zobacz też: