Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klemensiewicz Jakub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klemensiewicz Jakub. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2026

Gdynia Improvisers Orchestra - "Miliony słońc"

Gdynia Improvisers Orchestra

Filip Arasimowicz – kontrabas
Maja Babyszka – pianino
Wojtek Bergiel – saksofon
Stefan Biedronka – głos
Michał Andrys – gitara elektryczna / sampler / noise
Sławomir „Rodriguez” Porębski – perkusjonalia
Tomasz Gadecki – saksofon
Jakub Klemensiewicz – saksofon
Wiktor Klemensiewicz – handpan
Maria Krajk – akordeon
Michał Markiewicz – altówka
Emilia Pollock – głos
Adam Skorczewski – trąbka
Paulina Sidoruk – skrzypce
Piotr Szlempo – trąbka
Grzegorz Aleksander Sycz – perkusja
Zofia Esden-Tempska – głos
Xenia Uranova – handpan / perkusjonalia
Łukasz Żurawski – saksofon
Marcin Bożek – dyrygent

Tytuły albumów: "Plastikowy jednorożec" (2024) i "Miliony słońc" (2025)

Tekst: Maciej Nowotny


Gdynia Improvisers Orchestra gra już 8 lat! Lecz ja – podobnie jak zapewne wielu naszych czytelników – nic o tym nie wiedziałem. A kiedy dotarła do mnie ich druga płyta zatytułowana "Miliony Słońc", czułem się akurat jak ów człowiek "wydrążony" z poematu T.S. Elliota (podaję w przekładzie Antoniego Libery):

"To martwa ziemia, kraina
Kaktusów i kamieni,
Z których się wznoszą posągi,
Do których w błagalnej modlitwie
Pod znikającą gwiazdą
Wznoszą się ręce umarłych".

piątek, 23 sierpnia 2024

Zofia Bielak - "Therapy"

Zofia Bielak

Zofia Bielak – fortepian
Ksenia Witek – recytacja
Michalina Sokołowska – wiolonczela
Jakub Klemensiewicz–- klarnet
Magdalena Kuraś – wokal
Julia Przybysz – gitara basowa
Maciej Chrzęszczyk – perkusja
Dominika Massloch – taniec

"Therapy" (2024)

Tekst: Maciej Nowotny

Podoba mi się ta muzyka, bo jest jakaś. Jedną z wyróżniających, acz nieformalnych cech muzyki jazzowej, jest jej indywidualizm. Nadać muzyce piętno swojej własnej osobowości stanowi szczególne wyzwanie dla młodych debiutujących artystów, przecież są dopiero na początku swej drogi. Aby posiąść niezbędną wiedzę i umiejętności, młodzi ludzie muszą umieć słuchać mądrzejszych i bardziej doświadczonych od siebie. Ale aby stać się sobą muszą umieć zakwestionować to, czego się nauczyli. Zadanie nauczycieli, by przekazać to co jest "świętą tradycją" i jednocześnie pozostawić przestrzeń dla ekspresji indywidualności uczniów, ba, nawet dla ich buntu, jest dużym wyzwaniem dla wszelkiego rodzaju szkół i systemów edukacyjnych. W Polsce generalnie - włączając w to edukację jazzowa- bywa z tym kiepsko. Wydziały jazzu i akademie muzyczne wypuszczają wielu muzyków, którzy nie są w stanie potem mówić swoim własnym głosem, co jest warunkiem niezbędnym by z rzemieślników stali się artystami. Ale są wyjątki i do tych wyjątków należy — od jakiegoś czasu - szkoła muzyczna z Gdańsku.

Zosia Bielak i jej debiutancki album jest tylko jednym z wielu przykładów, jakie w ostatnim czasie miałem słuchać i które świadczą o tym, że w tym miejscu starają się młodym ludziom dać nie tylko niezbędną wiedze i umiejętności, ale i swobodę do odkrywania samych siebie. Zosia kończyła fortepian jazzowy u Sławka Jaskułke i Włodzimierza Nahornego, a kontynuuje studia na poziomie magisterskim u Leszka Kułakowskiego. Ponadto studiuje rytmikę, lubi tańczyć, stąd ważny wymiar taneczny tego projektu. W koncertowych odtworzeniach tej muzyki słuchacz i widz ma możliwość skonfrontować się z odzwierciedlaniem muzyki ruchem, co w intencji młodej artystki ma podnosić stopień zaangażowania odbiory i pozwolić mu bardziej skupić się na muzyce. Taka interdyscyplinarność staje się coraz powszechniejszą cechą projektów, w których biorą udział młodzi artyści. Oprócz muzyków i tancerki Dominika Massloch, w projekcie uczestniczy także poetka Ksenia Witek, której teksty dopełniają strukturę tego wielopłaszczyznowego przedsięwzięcia.

Te teksty nie są przypadkowe. Odzwierciedlają ważne dla młodej artystki doświadczenie, jakim był proces dojrzewania i tworzą "opowieść o moim procesie leczenia duszy. (Stanowią) zaproszenie słuchacza do doświadczenia procesu gojenia ukrytych ran, traum i zranień". Wg artystki materiał powstawał 3 lata i jest intymnym zapisem  terapii, która pozwoliła jej odkryć siebie, swoje emocje, swoje wewnętrzne piękno. Dzięki terapii była w stanie nabrać pewności siebie jako człowiek, ale i artystka, muzyk, kompozytorka. 

Muzyczny program płyty odzwierciedla tę wewnętrzną ewolucję. Pierwsze utwory są jeszcze klasycyzujące, filmowe, ale następnie - stopniowo, krok po kroku- muzyka staje się coraz bardziej jazzowa, swobodna i otwarta  na improwizację. Będąc świadkami odkrywania siebie przez artystkę, stopniowo odkrywamy kolejne utwory, które stają coraz bardziej emocjonalne, angażujące, wręcz szalone. Jest to kwintesencja prawdziwej sztuki, która przecież zakłada chęć odkrycia się, swego rodzaju ekshibicjonizm, a jednocześnie emocjonalne katharsis, rzecz na którą zwracał uwagę już Artystoteles. 

Że to wszystko się muzycznie zgadza jest zasługą nie tylko samej liderki, grającej na fortepianie, ale i towarzyszących jej młodych muzyków, którzy pokazują, że mają wielkie serce i przyszłość przed sobą. Warto wymienić i docenić wszystkich: Michalinę Sokołowską grająca na wiolonczeli, Julię Przybysz na gitarze basowej, rewelacyjnego Macieja Chrzęszczyka na perkusji. Ale na szczególne słowa uznania zasługują Jakub Klemensiewicz grający na klarnecie i wokalistka Magdalena Kuraś, których wkład jest na tyle wyrazisty i duży, ze śmiało mogą nazwać ten projekt także własnym.

Przechodząc do konkluzji: jest to bez wątpienia ciekawy debiut, zwiastujący artystkę o talencie, odwadze i pewności siebie wystarczających, by pokusić o zajęcie stałego na naszej scenie. Czy tak się stanie to jest już jednak inne pytanie? Bo chociaż projekt uwiódł mnie swoją unikalnością i odwagą, to z drugiej strony taka nieortodoksyjna muzyka ma zawsze ten problem, że niełatwo jej znaleźć swoją publiczność. Świętym Graalem współczesnego jazzu i muzyki improwizowanej jest granie muzyki osobistej, unikalnej, otwartej, ale w taki sposób, aby pozostała ona atrakcyjna dla publiczności i mogła przemawiać nie tylko do koneserów. To zadanie jeszcze przed tymi młodymi muzykami, trzymam kciuki aby im się udało, ale pierwszy, być może najważniejszy krok już wykonali: odkryli dla nas i pokazali kawałek swojego wewnętrznego piękna, które potrafili  wyrazić w zrozumiałym i intrygującym dla piszącego te słowa muzycznym języku. I za to należą się brawa!

środa, 17 stycznia 2024

Emil Miszk & The Sonic Sindicate - "Scratches For 8 Musicians"

Emil Miszk & The Sonic Sindicate

Emil Miszk – trąbka
Piotr Chęcki – saksofon tenorowy
Jakub Klemensiewicz – saksofon barytonowy
Paweł Niewiadomski – puzon
Michał Zienkowski – gitara
Mikołaj Basiukiewicz – fortepianKonrad Żołnierek – kontrabas
Sławek Koryzno – perkusja

"Scratches For 8 Musicians" (2022)

Tekst: Piotr Banasiak


Wydawnictwo: Alpaka

Trzeci album Syndykatu dowodzonego przez Pana Miszka. Zapis koncertu w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, który odbył się wiosną 2021 i który wydano w ekspresowym tempie - już latem 2022. Zatem i ja się dostosuję - opisuję moje wrażenie pod koniec roku 2023. Przynajmniej będzie okazja, aby fanom muzyki improwizowanej przypomnieć ten album. Album dość niezwykły z wielu względów. Co ciekawe: koncert ten, nagrany dla Programu Drugiego PR przez trzy lata można sobie było OBEJRZEĆ w internecie. Niestety - "Dwójka" to video niedawno usunęła. Zatem płyta pozostaje jedynym dokumentem tego wydarzenia.
 
Osoby Pana Emila i Jego kompanów nie ma potrzeby przedstawiać, bowiem powszechnie znane są: twórcze ADHD, stachanowska aktywność i mrówcza pracowitość środowiska artystów z okolic Zatoki Gdańskiej. Artystów takich jak Pan Emil - czyli grających jednocześnie w 50 projektach i myślących już o 50 następnych. Miszkowy Syndykat Soniczny debiutem "Don't Hesitate" i jego kontynuacją "Artificial Stupidity" zyskał uznanie amatorów muzyki błyskotliwej, modernjazzowo eklektycznej acz klasycznymi wpływami znamiennej. Niemniej ambitny lider przedsięwzięcia postanowił, że pora na zmiany, pora wymyśleć się na nowo. I wymyślił.

Pierwszą zmianę widzę na początku - trzymam w rękach album z bardzo intrygującą okładką. Okładki poprzednich płyt wpisywały się idealnie popularny w polskim jazzie trend pt. "zniechęcić do zapoznania się z zawartością". Tym jednak razem patrzy na mnie monochromatyczna ludzka głowa pokrojona w kromki, jak świeży chleb. Nic, tylko masłem posmarować. Pierwszy plus.

Druga zmiana to podejście do formy i receptury. W miejsce dość zwartych i ewidentnie zakomponowanych utworów Syndykat funduje nam 40sto minutową kolubrynę - suitę, podzieloną na 4 dłuuuugie, choć znacznie odmienne od siebie fragmenty. Od razu słychać, że jest to dzieło otwarte, dające pole do swobodnych improwizacyjnych wycieczek. Wg wykładni oficjalnej tytuł płyty pochodzi od terminu "from scratch" - od zera, od nowa. Ja się jednak skupiam na słowie "scratch" - szkic, albo - a co tam! - bazgroły. Zwłaszcza słychać to we części "III", czyli partytura złożona z kilku symboli na pięciolinii - i jedziemy panowie, w nieznane.

Trzecią zmianę także rychło można usłyszeć. Podniebny i "jasny" sax alt Pana Kuby Więcka został zastąpiony growlingiem saxu tenorowego Pana Klemensiewicza, co nadaje dźwiękom większej siły rażenia, zwłaszcza we fragmentach że tak powiem - bigbandowych. Kolejny plus.

A zatem suita - 40 minutowy fresk dźwiękowy. Otwierający "I" to nieśpiesznie rozwijający się z nicości opus, w którym usłyszymy wpływ muzyki współczesnej, z częstymi w twórczości Pana Miszka fragmentami progresywnymi, zwłaszcza w kulminacjach, kiedy dęciaki (ach ten puzon z barytonem) zapodają ciężką, crimsonowską riffownię. Następny, pełen powietrza i przestrzeni "II" spoczywa na barkach Pana Zienkowskiego. Najpierw jego gitara natarczywym ostinanto buduje niepokojący klimat i konstrukcję bazową dla pozostałych muzyków. Gdy zaś to ostinanto przejmie kontrabas, gitara zaczyna swój solowy - równie niepokojący - poemat. Jeśli "I" można opisywać słownictwem progresywnym, to "II" przywołuje nieco motorykę krautrockową. Fragment "III" - bardzo intuitywna wyprawa sonorystyczna na terytoria, które penetruję nie często, ale za sprawą albumów Pani Kamili Owczarek od pewnego czasu nabrały dla mnie specyficznego uroku i powabu. Zwieńczenie, czyli "IV" rozpoczyna się szaleństwami free Pana Chęckiego i kolegów, by stopniowo nabierać formy coraz bardziej uporządkowanej, w której moją uwagę zwraca bardzo barwna i zmienna gra perkusji Pana Koryzno.

Album ciekawy i nienudny, choć wymagający uwagi i skupienia. Nagrodą jest odkrywanie detali, smaczków oraz dowodów pomysłowości i wyobraźni muzyków, zwłaszcza w improwizacjach. Pan Miszk na pewno zaproponował coś nowego w muzycznym języku Sonic Sindicate - coś, co można rozwijać na koncertach. Czy tak w istocie nastąpi - to jest zupełnie inne zagadnienie. Dość powiedzieć, że o Sonic Sindicate od dłuższego czasu głucho i cisza w eterze... Trochę mnie to niepokoi...

Panie Emilu - sugestia ode mnie. Pan może zbierze chłopaków - tak wiem, że minęło kilka lat i niektórzy to już gwiazdy - ale może się uda. Pojedźcie w miejsce, które Pan doskonale zna - to z widokiem na Śnieżnik. Tam jakieś dobre fluidy są. Fajne płyty tam powstają. Powodzenia!

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Anna Jopek – Insight (2022)

Anna Jopek

Anna Jopek – fortepian / pianino z moderatorem
Jakub Klemensiewicz – saksofon sopranowy / saksofon tenorowy / klarnet
Adam Skorczewski – trąbka
Michalina Sokołowska – wiolonczela

Insight (2022)


Wydawca: Alpaka Records

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Anna Jopek zadebiutowała albumem „Insight” w kwietniu 2022 roku. W nagraniach wzięli udział Jakub Klemensiewicz (saksofon sopranowy / saksofon tenorowy / klarnet), Adam Skorczewski (trąbka), Michalina Sokołowska (wiolonczela) oraz sama liderka na fortepianie. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Jopek zrezygnowała z tradycyjnej jazzowej sekcji rytmicznej. Jest to zdecydowany wyróżnik na tle innych młodych projektów obecnych na polskiej scenie jazzowej. Utwory nagrane zostały w bardzo kameralnych składach, często jest to tylko duet fortepianu i saksofonu/klarnetu.

W materiałach możemy przeczytać, że twórczość ta jest połączeniem muzyki klasycznej, współczesnej, jazzowej oraz muzyki ilustracyjnej. Tak też jest w rzeczywistości, choć z głównym naciskiem na muzykę jazzową i ilustracyjną. Bardzo silnie przebiją się tu motywy folklorystyczne. Słowiańskość obecna jest niemal na każdym kroku. Na „Insight” próżno szukać indywidualnych solowych popisów. Płyta przepełniona jest nostalgią.

O tym jak dobrze artyści oddali klimat płyty niech świadczy fakt, że przy pierwszym odsłuchu, nie przyglądając się jeszcze okładce i innym elementom „brandingowym”, od razu pomyślałem o naszych rodzimych krajobrazach. Jak się później okazało, stanowiły one dla Anny Jopek silną inspirację. Muzyka jest wysoce uduchowiona, absolutnie nie do tańca, a bardziej do różańca.

Wydaje się, że liderka projektu ma jeszcze nad czym pracować pod kątem kompozycyjnym. Utwory na ogół posiadają stosunkowo prostą konstrukcję. Samo w sobie nie jest to czymś złym. Zresztą możliwe, że taki był zamysł samego albumu. Dzięki temu uzyskany został efekt pewnej surowości w brzmieniu, który prawdopodobnie lepiej oddaje powiązanie muzyki z naturą. Niemniej jednak, liderka ma jeszcze spore pole do popisu na kolejnych płytach właśnie w zakresie kompozycji.

Reasumując, debiutancki album Anny Jopek uznaję za całkiem udany. Liderka pokazała się tu jako osoba z pomysłem na swoją muzykę. Świadczy o tym choćby rezygnacja z klasycznej sekcji rytmicznej. Muzyka, choć ściśle powiązana z polskim folklorem, jest wyraźnie odmienna niż inne projekty odnoszące się do dziedzictwa naszego narodu.

Osobiście sądzę, że pomysł wart jest jeszcze dalszej eksploracji, ponieważ płyta pozostawia po sobie pewien niedosyt. Liczę, że kolejny album ten niedosyt zaspokoi.


wtorek, 24 maja 2022

Adam Skorczewski Quintet - Stream Of Consciousness (2021)

Adam Skorczewski Quintet

Adam Skorczewski - trumpet, composer
Jakub Klemensiewicz – tenor saxophone
Dominik Kisiel – piano, synthesizer
Bartosz Borzeszkowski – doublebass
Hussam Abdul-Samad – drum

Stream Of Consciousness (2021)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Album „Stream Of Consciousness” w wykonaniu Adam Skorczewski Quintet to fonograficzny debiut lidera zespołu. Nagrań dokonano w warunkach koncertowych w sopockim Teatrze Boto dnia 04.04.2019 roku. Na całość składają się trzy kompozycje.

Muzycy właściwie już od pierwszych dźwięków wyraźnie zarysowują sferę swoich inspiracji. Wyraźnie słyszymy tu skandynawską wyobraźnię pomieszaną z polską szkołą free jazzu w wykonaniu Krzysztofa Komedy czy Tomasza Stańki. Mówiąc o tym ostatnim, nie sposób w pewnych aspektach nie skojarzyć ze sobą brzmienia trąbki Adama Skorczewskiego właśnie z brzmieniem kolosa polskiej trąbki.

Kompozycje posiadają niewiele zapisanych struktur. W olbrzymiej większości mamy tu do czynienia z otwartym muzycznym dialogiem, bardzo zróżnicowanym pod kątem energetycznym. Poza wcześniej wspomnianymi źródłami inspiracji, znajdziemy tu także klimaty przywodzące na myśl zespoły Johna Coltrane’a z lat 60-tych czy zabiegi kompozycyjne podobne do tych zarejestrowanych na płytach Piotra Damasiewcza.

W samej jakości brzmienia słychać, że nagranie wykonane zostało w warunkach koncertowych. Niekiedy udaje się zminimalizować ten niekorzystny efekt, tu jednak tak nie jest. Jak zwykle ma to miejsce w takich przypadkach, ucierpiało głównie brzmienie perkusji. Na uwagę zasługuje również brzmienie pianina, które znajduje się w Teatrze Boto. Słychać wyraźnie, że nie jest to fortepian, co niektórych może zakłuć w ucho, ale prawdę mówiąc, ma to też swój niepowtarzalny urok.

Właściwie u każdego uczestniczącego muzyka słychać pewne elementy charakterystyczne dla ich własnego brzmienia. Jakub Klemensiewicz na saksofonie dość często stosuje nietypowe techniki gry na tym instrumencie. Słychać w jego brzmieniu również Wayne’a Shortera ze swoich najlepszych lat. Z kolei Dominik Kisiel dobrze jest już znany na polskiej jazzowej scenie ze swojej olbrzymiej wszechstronności i charakterystycznego sposobu prowadzenia akompaniamentu w solówkach.

Muzycy uczestniczący w projekcie dobrze się rozumieją. Uzupełniający kwintet Bartosz Borzeszkowski na kontrabasie i Hussam Abdul-Samad na perkusji bardzo sprawnie trzymają groove, a jednocześnie uczestniczą w całości nie ograniczając się tylko do tego jednego swojego zadania. W tego typu muzyce, gdy zapisanych struktur jest niewiele, niezwykle ciężko jest uzyskać efekt spójnej całości. Wzajemne zrozumienie muzyków jest tu kluczowe.

„Stream Of Consciousness” to bardzo solidny debiut z jasno zakreśloną sferą inspiracji właściwie od pierwszych dźwięków. Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem jak to wszystko się tutaj ze sobą spójnie miksuje. Fani jazzu, którzy są dobrze osłuchani z tymi klimatami, z całą pewnością będą usatysfakcjonowani.


sobota, 4 września 2021

Michał Bąk Quartetto - Fortress (2021)

Michał Bąk Quartetto

Michał Bąk - doublebass
Emil Miszk - trumpet
Jakub Klemensiewicz - tenor saxophone
Sławek Koryzno - drums

Fortress (2021)

Alpaka Records

By Maciej Nowotny

Początkowo myślałem, że jest to debiut Michała Bąka, bo nie miałem okazji słuchać jego pierwszej płyty zatytułowanej po prostu "Quartetto". Adam Baruch skomplementował wtedy ten album na łamach naszego bloga w swojej recenzji, a sam album uznaliśmy za jeden z najlepszych debiutów w tamtym roku, umieszczając go w prestiżowej kategorii FOCUS ON DEBUT. Ja jednak myślałem, że jest to debiut Michała i byłem po prostu wniebowzięty poziomem tej płyty. Teraz wiedząc, że debiutem nie jest, mój podziw wcale nie maleje, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że mamy do czynienia z w pełni dojrzałym artystą, otoczonym grupą wyśmienitych muzyków, którzy nagrali jeden z najlepszych materiałów jaki do tej pory, w tym roku 2021, miałem okazję słyszeć w polskim jazzie.

Na czym polega unikalny charakter tej muzyki? Jest ona bardzo, ale to bardzo zgrabnym połączeniem czterech nurtów. Na pewno mamy tu szeroko pojęty mainstream, ale mainstream nowoczesny, troszkę taki nowojorski. Niekiedy nawet spod znaku Hell's Kitchen, bo nie brak w tej muzyce nawiązań do estetyki awngardowej, okazjonalnych free jazzowych z ducha odjazdów, indywidualnych jak zespołowych improwizacji. Ale zasadniczo wszystko jest tu pod kontrolą mówimy raczej o inspiracji, nie jest to muzyka chaotyczna, spontaniczna ze wszystkimi tego konsekwencjami, najcześciej wątpliwej wartości. Nie, tu mamy koncepcję i dobrane do niej odpowiednie środki, improwizacja i eksperymenty pełnią rolę wobec tej koncepcji służebną, tak na przykład było u Stańki z ery ECM, co chyba przesądza sprawę mojej opinii o tym podejściu.

Ale jest jeszcze coś poza tym równie ważnego. W muzyce tej bowiem bardzo silnie obecne są elementy duchowości (zresztą tytuł płyty do tego nawiązuje, co wyjaśnia cytat z Psalmu 62, 2-3)/ Tylko nie tak jak u wielu naszych jazzamanów, takiej spod znaku katolicko-częstochowskiego, a po prostu duchowości czysto artystycznej, muzycznej i jazzowej. Ten nurt w jazzowym świecie uoasabiają John i Alice Coltrae, Sun Ra, William Parker, David Murray, w ogóle całe środowisko AACM, a z białych np. Charles Loyd czy Joe Zawinul. W Polsce ten kierunek też był eksplorowany w latach 70-tych przez Stańkę, a bliżej czasów współczesnych np. przez Wacka Zimpla. 

Ostatni wreszcie nurt obecny na tym krążku to sakralna muzyka klasyczna, co jest logicznym i jakże odpowiednim nawiązaniem mając na uwadze to co zaznaczyłem w powyższym akapacie. To przecież Monteverdi, Mozart, Bach czy Haendel byli mistrzami takiej muzyki zanim stała się ona domeną salonów za czasów Chopina, Lista, Schuberta czy Brahmsa. Stąd muzycy cytują wprost z Haendela, a momentami brzmią nie jak zespół grający muzykę współczesną, czy jazz w szczególności, ale jak quartetto (odpowiednia to nazwa dla tego zespołu) grający niemal muzykę dawną, oczywiście bez popadania w inną estetykę, trzymając cały czas stylistyczny fason, jedność czasu i miejsca. Podsumowując: miałem ciarki słuchając tego krążka, kapitalna muzyka, do której mam ochotę wracać po wielekroć. Brawo!


środa, 24 marca 2021

Klemensiewicz/Kisiel - Cassubia-Live At Sfinks 700 (2021)

Klemensiewicz/Kisiel

Jakub Klemensiewicz - tenor saxophone
Dominik Kisiel - piano
Dariusz Herbasz - baritone saxophone (3)

Cassubia-Live At Sfinks 700

MJUSE 2021


By Jędrzej Janicki

Jastarnia to niewielkie miasto na Półwyspie Helskim. Wróć. Tak naprawdę zacząć powinienem zupełnie inaczej. Są dwie Jastarnie. Jedna wesoła i rozkrzyczana, pełna żądnych wakacyjnych przygód urlopowiczów, tętniąca życiem od czerwca do września. A druga zgoła inna - melancholijna, zimna i pusta, której rytm życia wyznacza miarowy szum fal, zdający się nigdy nie milknąć. Ta pierwsza, choć być może nawet sympatyczna, na dłuższą metę okazuje się tandetna i nudna. Ta druga za to z każdą kolejną chwilą uwodzi i hipnotyzuje coraz bardziej. 

I właśnie tej drugiej Jastarni swoją muzyczną opowieść poświęcili saksofonista Jakub Klemensiewicz oraz pianista Dominik Kisiel. "Cassubia", bo tak nazwali oni swoje wspólne muzyczne dzieło, to zapis koncertu duetu z sopockiego klubu Sfinks 700 z 2018 roku. Płytę współtworzą tylko trzy kompozycje - wszystkie z nich to autorskie aranże tradycyjnych kaszubskich melodii autorstwa poety Mariana Sellina. Choć płyta niesie w sobie niewątpliwy walor etnograficzny, to jednak nie ten aspekt świadczy o jej sile. Muzyka duetu (a w pewnym momencie tria, gdyż w utworze "Jak miło" gościnnie pojawia się z saksofonem barytonowym Dariusz Herbasz) wytwarza specyficzny i niełatwo uchwytny nastrój. Uwodzi swego rodzaju melancholijnym pięknem, które tak bardzo naznaczone jest pewną dozą smutku i niepokoju.

Interpretacje muzyków pozostają niezwykle eleganckie i w żadnym fragmencie nie popadają w tandetną przesadę czy efekciarstwo. Wszystkie dźwięki zdają się być niejako sprzężone ze sposobem życia tamtejszych rybaków. Wiodą oni żywoty proste i pozostające w zgodzie z naturą, lecz na swój charakterystyczny sposób tak bardzo refleksyjne. Klemensiewicz i Kisiel swoją muzyką sięgają głębiej, tworząc tak naprawdę przestrzeń nie tylko odbioru estetycznego, lecz również egzystencjalnej zadumy. Utwory w tych interpretacjach zlewają się w jedną całość z rzeczywistością, w której powstały. Jednak nie jest to zwykła "ścieżka dźwiękowa do życia rybaków", a raczej odważna próba wkroczenia w ich dusze i zmaterializowania ujrzanego tam obrazu w formie dźwiękowej.

"Cassubię" można odczytywać jako muzyczny hołd złożony kaszubskiej społeczności. I choć tradycja odgrywa na tej płycie jakże ważną rolę, to na pewno jednak ani trochę nie krępuje ona wyobraźni artystów. W odważny, lecz skromny sposób budują oni charakterystyczną narrację, która jest po prostu bardzo, bardzo wciągająca. Cóż, wypada tylko życzyć nam wszystkim, abyśmy i my byli w stanie dostrzec tę tajemniczą część Jastarni. 

czwartek, 18 lutego 2021

Klemensiewicz/Kisiel - Cassubia-Live At Sfinks 700 - premiera nowej płyty w MJÙSE Records

Jakub Klemensiewicz - saksofon tenorowy
Dominik Kisiel - fortepian
Dariusz Herbasz - saksofon barytonowy (3)

Debiutancki album duetu Klemensiewicz/Kisiel - "Cassubia-Live At Sfinks 700" to zwrócenie się ku korzeniom saksofonisty Jakuba Klemensiewicza. Materiał muzyczny prezentowany przez duet to improwizowana opowieść o życiu małej rybackiej społeczności z Jastarni, miejscowości położonej na półwyspie helskim, z której to właśnie wywodzi się saksofonista. Duet powstał w 2015 roku z inicjatywy Klemensiewicza i już wtedy rozpoczęły się prace nad "Cassubią". Muzycy na warsztat wzięli pieśni ludowego artysty z Jastarni - Mariana Selina, dla którego najwyższym sensem twórczości był zapis otaczającego go świata. Na tym skrawku ziemi otoczonym z trzech stron wodą, temat śmierci jest wszystkim bardzo bliski. Tu artyści przedstawiają ją w sposób subtelny jako część rybackiego żywota i w pewnym sensie niezmienne prawo istnienia. Melodie Selina, które swym kierunkiem przypominają kołysanie fal, w których pojęcie czasu jest tak nieokreślone, jak nieokreślone i niepowtarzalne jest morze, stały się świetną podstawą do improwizacji i opowiedzenia tych historii w sposób instrumentalny.

Nagranie live zostało zrealizowane na koncercie stypendystów Marszałka Województwa Pomorskiego, którego muzycy są laureatami. Występ odbył się w sopockim klubie Sfinks 700 30 września 2018 roku. Materiał dźwiękowy został zrealizowany techniką "z daleka", która przypomina stare klubowe nagrania z lat 50., kiedy to oprócz samej muzyki słyszymy reakcje i zachowania publiczności. W tym wypadku jest to ciekawe zjawisko, ponieważ muzyka prezentowana przez duet do tych najprostszych w odbiorze nie należy, a już na pewno daleka jest od tej "tanecznej". Dlatego warto zwrócić uwagę na korelacje, jakie występują między artystami a publicznością. W ostatnim utworze możemy usłyszeć saksofon barytonowy, na którym zagrał Darek Herbasz, który pod wpływem emocji postanowił spontanicznie dołączyć do duetu w trakcie koncertu. 

Cyfrowa premiera albumu odbyła się 11-ego lutego na serwisie Bandcamp. Płyta ukazała się w wydawnictwie MJÙSE Records założonym przez Jakuba Klemensiewicza, współwydawcą jest Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubskiej w Wejherowie. W sklepach muzycznych dostępna będzie na przełomie marca i kwietnia.

Zobacz też: