Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mucha Max. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mucha Max. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2024

Marek Pospieszalski - "No Other End Of The World Will There Be"

Marek Pospieszalski 

Marek Pospieszalski – saksofony altowy i tenorowy, klarnet oraz magneton szpulowy
Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy,
Tomasz Dąbrowski – trąbka,
Tomasz Sroczyński – altówka,
Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna,
Grzegorz Tarwid – fortepian,
Max Mucha – kontrabas,
Qba Janicki – perkusja i elektronika.

"No Other End Of The World Will There Be (Based On The Works Of Polish Female Composers Of The 20th Century)" 

Wytwórnia: Clean Feed (2023)

Tekst: Marcin Kaleta

Bogusławowi Schaefferowi zawdzięczam, że Barbarę Buczek (Buczkównę) poznałem ćwierć wieku wcześniej aniżeli Grażynę Bacewicz. Pierwszej poświęcił bowiem rozdział w dwutomowych "Kompozytorach XX wieku" (biblia nastolatka, obok trzytomowej "Historii filozofii" Tatarkiewicza), drugiej nie (acz pisywał o niej gdzie indziej). Własną protegowaną komplementował tam niepomiernie i zaliczył "nie tylko do twórców wybitnych, ale zgoła wyjątkowych". Podkreślał: umiejętność przekazania "ogromu niedoli ludzkiej", wielowarstwowość i wielogłosowość, wyrafinowanie kolorystyczne i wysublimowanie, "bogactwo odcieni interpretacyjnych i agagogicznych", "arcyosobisty" charakter, nowatorstwo, wreszcie nieustępliwość na rzecz "doraźnego efektu", czyli niechęć do przypodobywania się producentom czy publiczności. Dla mnie ideał, dla innych niekoniecznie.

Powyższe przełożyło się bowiem na stan, który utrzymuje się od półwiecza: jej twórczość "pozostaje ogółowi odbiorców nieznana". O ile płyt Bacewicz uzbierałem kilkanaście, o tyle Buczkówny żadnej, znam jedynie nagrania z YouTube. Ostatnio zdwoiłem wysiłki. Prowadzę blog poświęcony wiolonczelistkom i wiolonczelistom, zatem potrzebowałem zaprezentować kogoś, kto wykonuje "Hipostazę" (1978) na sopran, flet, wibrafon, wiolonczelę i saksofon, podobno "utwór przepiękny". Dotąd się nie udało, ale w ten sposób niespodziewanie natrafiłem na pozycję, gdzie dzieła obu pań ze sobą sąsiadują!

Mowa o "No Other End of the World Will There Be" Marka Pospieszalskiego (2023, Clean Feed). Fenomenalna i unikatowa jest już sama koncepcja tego albumu. Oto w kraju, w którym wielu zawadzają feminatywy, zaś herstoria w zasadzie nie istnieje (albo w bólach się rodzi), częstochowski jazzman zdecydował się zarejestrować materiał wyłącznie w oparciu o utwory polskich kompozytorek (podtytuł: "Based on the works of Polish Female Composers of the 20th Century"). Ponadto mamy do czynienia z przedsięwzięciem niezmiernie erudycyjnym: konsekwentnie przybliża przedstawicieli polskiej szkoły kompozytorskiej, którzy bywają nieznani nie tylko za granicą, lecz nawet przez rodaków.

Poprzednie wydawnictwo z tej serii, podwójne: "Polish Composers Of The 20th Century" (2023, Clean Feed), prezentowało dwunastu kompozytorów. Uznane zostało za sensację i zdobyło m.in. zaszczytne miano Albumu Roku 2022 w plebiscycie magazynu "Jazz Forum". Co ciekawe, na liście sklasyfikowana została inna płyta Pospieszalskiego – naówczas muzyka roku, docenionego również za aranżację – nagrana w kwartecie „Durer’s Mother” (2022, Clean Feed). Obecnie omawiana w analogicznym zestawieniu za 2023 w ogóle nie wystąpiła! Trudno wytłumaczyć, dlaczego.

Nikt mi nie wmówi, że dzieła Elżbiety Sikory, Bernadetty Matuszczak, Lucii Dlugoszewski, Grażyny Bacewicz, Barbary Buczek, Hanny Kulenty, Krystyny Moszumańskiej-Nazar, Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil, Marty Ptaszyńskiej, Agaty Zubel w czymkolwiek ustępują dziełom Zygmunta Krauzego, Włodzimierza Kotońskiego, Tadeusza Bairda, Zbigniewa Rudzińskiego, Marka Stachowskiego, Jana Krenza, Kazimierza Serockiego, Romana Palestera, Witolda Szalonka, Andrzeja Panufnika, Tomasza Sikorskiego czy Bogusława Schaeffera. Jeżeli nie napiszę, że bywają ciekawsze, to wyłącznie dlatego, że na tym poziomie artystycznym hierarchie po prostu nie obowiązują. Natomiast zdarza się, że są bardziej radykalne.

Poza tym od początku "oba albumy traktowane były jako monolit" (Pospieszalski). Identyczna jest ich koncepcja. Jak i poprzednio, nie są to oryginalne kompozycje, tylko "wariacje na temat" pierwowzoru, ewentualnie improwizacje inspirowane tymże. Jak informuje twórca: "Chwytałem się małych fragmentów, z których rozwijałem własne transowe, minimalistyczne, długie formy". Również one nie są rozpisane na oryginalne instrumentarium, lecz na oktet jazzowy. Obok lidera na saksofonach altowym i tenorowym oraz klarnecie (ponadto magnetofon szpulowy) usłyszymy znakomitych muzyków: Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy, Tomasz Dąbrowski – trąbka, Tomasz Sroczyński – altówka, Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna, Grzegorz Tarwid – fortepian, Max Mucha – kontrabas, Qba Janicki – perkusja i elektronika.

W tym miejscu postawię zarzuty, trzy. Po pierwsze, niewystarczająco ujawnia się indywidualność tych panów. Materiał, zarejestrowany podczas krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum w sierpniu 2022, jest zbyt kolektywny; w moim przekonaniu za mało tu sugestywnych partii stricte solowych. Po drugie, tytułowa fraza (staruszka uprawiającego ogród) powinna zostać jednak wykrzyczana po angielsku. Po trzecie, brak bookletu, o który aż się prosiło. Poza pierwszym, drobiazgi? Owszem. Bo to bardzo dobra pozycja.

Otrzymujemy wręcz gwarancję niezawodnego grania. Widzę tu i ówdzie, że potraktowano tę muzykę jako jazz awangardowy. Owszem, ale umiarkowanie. Przy okazji jest bardzo komunikatywny, przyswajalny i na pewno idealnie się sprawdza podczas koncertów. Momentami istna ściana dźwięków, różne szarże, a niektóre zagrania zrytmizowane w sposób, który kojarzę z progresywnego rocka. Niemniej przeważa tempo stateczne, występują nawet spowolnienia, rozwleczenia – utwór czwarty mógłby stanowić akompaniament dla konduktu pogrzebowego. Gdzieniegdzie "wykorzystanie środków ze świata sound designu, noise’u i muzyki elektronicznej" przypomina, że to estetyka w pełni nowoczesna.

Myślę, że album usatysfakcjonowałby jedną z jego bohaterek, śp. profesor Krystynę Moszumańską-Nazar. Zapytana o fascynację młodych artystów elektroniką, nadmieniła: "nie przeczę, niektóre rozwiązania są interesujące". Przede wszystkim jednak wspominała: "My, Polacy, nie umiemy zatroszczyć się o własną kulturę wysoką. [...] Piętno polskiego syndromu: w repertuarze muzycznym nieobecni są Malawski, Serocki, Baird – ba, nawet Karłowicz" i inni, im podobni. A tu proszę, mamy to, mamy i tamto, przynajmniej w pewnym zakresie. Tylko czy potrafimy docenić? Czy ktokolwiek zacznie teraz szukać informacji, których tu zabrakło, mianowicie o tych wspaniałych polskich kompozytorkach i (wcześniej) kompozytorach?


piątek, 7 czerwca 2024

Tomasz Dąbrowski & The Individual Beings - "Better"

Tomasz Dąbrowski & The Individual Beings

Tomasz Dąbrowski – trąbka, elektronika, muzyka, produkcja
Fredrik Lundin – saksofon tenorowy
Ireneusz Wojtczak – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy
Grzegorz Tarwid – fortepian, syntezatory
Max Mucha – kontrabas
Knut Finsrud – perkusja, perkusja elektroniczna
Jan Emil Młynarski – perkusja, perkusja elektroniczna

Tytuł płyty: “Better”

Wydawnictwo : April Records & Music (2024)

Tekst: Paweł Ziemba

Współczesny jazz coraz częściej porusza się po nieoczywistych drogach, łącząc elementy skrajnie różnych gatunków muzycznych, tworzy nowe nadając im jednolitą całość. Bez wątpienia Tomasz `Dąbrowki jest przykładem artysty, który umiejętnie korzystając z wielu gatunków współczesnej muzyki, przesuwa granice możliwości brzmieniowych, znajdując własną ścieżkę i miejsce w świecie muzyki. Jego najnowszy albym “Better” jest przykładem oryginalności i tak popularnego dziś w muzyce synkretyzmu.

Dąbrowski to szczególna postać na europejskiej scenie jazzowej. Uznany przez wielu krytyków za jednego z najlepszych polskich trębaczy młodego pokolenia w Europie i “następcę” Tomasza Stańki. Nic oczywiście nie przychodzi samo, nie spada jak przysłowiowa manna z nieba. Na wszystko trzeba było ciężko zapracować. Tytuł najnowszego albumu Tomasza Dąbrowskiego & The Individual Beings “Better” , znakomicie oddaje poziom muzyki zarejestrowanej na krązku. Parafrazując go napisałbym, że “LEPIEJ BYĆ NIE MOŻE”.

Co by nie powiedzieć, jest to bardzo przemyślana, pogłębiona o faktury i brzmienie muzyka, zachowująca swój logiczny ciąg z nagraniami z wydanej 2 lata temu debiutanckiej płycie zespołu The Individual Beings. Dąbrowski bardzo swobodnie i bez kompromisów prezentuje nam własną, ciekawą wizję muzyki. Bez szaleństwa, przepychu i naśladownictwa przeprowadza słuchacza przez kolejne etapy muzycznej podróży. To muzyka, która nawiązuje do wibracyjnej natury dźwięku i urzekającej atmosfery. Wzbudza emocje i wywołuje refleksje.

Sam lider w dołączonym do płyty opisie, tak mówi o wynikającym z niej przesłaniu: „Wszyscy powinniśmy dążyć do bycia lepszymi. Być lepszymi wersjami samych siebie i obserwować, jak rezonuje to w nas i w ludziach wokół nas. W miarę jak rozwijamy się poprzez doświadczenie, niektóre wcześniejsze wyzwania ujawniają się jako zewnętrzne projekcje. Uznanie ich za takie jest potężną bronią w walce z naszą własną, czasem śmieszną przewidywalnością”.

Dąbrowski poprzez sprawne przełamywanie istniejących schematów wprowadza słuchacza w nowe, wcześniej nieznane obszary muzycznej egzystencji. Robi to na tyle sprawnie, że całość albumu brzmi świeżo i zaskakuje swoją oryginalnością. Oczywiście podjęte przez lidera ryzyko odkrywania nowego, wyjście poza znane sobie ramy jest ogromnym wyzwaniem. Można je zmitygować wsparciem ludzi tworzących spójny mentalnie oraz duchowo kolektyw. Nie mam złudzeń, że ten zdecydowany muzycznie krok jest efektem współdziałania i współegzystencji całego siednioosobowego zespołu.

Wszystkie kompozycje na krążku chwytają ujmującym liryzmem, swoją melodyką i zdecydowanym brzmieniem. Z drugiej strony są pełne pozytywnej energii. Trudno jest wydzielić któryś z utworów, gdyż wszystkie dziewięć kompozycji tworzy nierozerwalnie intrygującą, wciągającą całość. Album potwierdza niezwykłą wszechstronność i siłę zespołu, który w bardzo umiejętny sposób wykorzystując rozbudowane instrumentarium, tworzy ciekawe tekstury dźwięków, melodyjność i ostinatowy groove.

Muzyka na płycie ma bardzo silne egzystencjonalne przesłanie związane z procesem rozwoju, świadomością tworzenia siebie. Aby siebie poznać trzeba wystawić się na próbę. Wykonać krok, który będzie początkiem nowego, lepszego JA .

Życie jest jak rzeka pełna wirów i kamieni, których staranie każdy człowiek unika. W takim podejściu tkwi pułapka. Funkcjonujemy w kulturze pochwały dla zachowawczości, odpuszczania, celebracji wygody a przede wszystkim unikania ryzyka. Lęk przed utraceniem jest silniejszym bodźcem niź chęć odkrycia nowego.

Aby jednak poznać siebie przesunąć granice naszych możliwości, stać się lepszym, powinniśmy świadomie mierzyć się z wyzwaniami. Wyjście ze strefy komfortu jest walką ze swoimi uprzedzeniamia, nawykami, ale jest również krokiem do reflekscji nad sensem i celem życia.

Dąbrowski doskonale wie i czuje, czym dla niego jako artysty jest możliwość tworzenia i sam tak o tym mówi: „Staram się unikać pisania z góry ustalonym planem - to zmarnowana okazja, by powtarzać rzeczy, które sprawdziły się w przeszłości. Staram się wychylać w nieznane i ufać swoim instynktom. Im bliżej jestem muzyków, z którymi gram, tym mniej muszę o tym myśleć”.

Chęć rozwijania się, wchodzenia w nowe, do tej pory nieznane obszary muzyki, poszukiwanie nowych brzmień, Dąbrowski bardzo sprawnie rozbudził u wszystkich członków zespołu. W nagraniach na płycie jeszcze bardziej znalazły zastosowanie elektyroniczne zestawy perkusyjne, pedały i efekty zmieniające brzmienie instrumentów.. Wykorzystanie dwóch perkusistów jak również dwóch saksofonów i trąbki dało możliwości zaoferowania nowych brzmieniowo konfiguracji. Całość zyskała na wyrazistwości i muzycznej zadziorności. Bez wątpienie umiejętne połączenie instrumentów akustycznych z elektroniką sprawia, że muzyka na krążku jest wielowymiarowa a Tomasz Dąbrowni & The Individual Beings ma swoje wyjątkowe brzmienie.

“Better” to jedenasta autorska płyta w dyskografii Dąbrowskiego prezentująca lidera i zespół w kolejnej bardzo ciekawej odsłonie.

piątek, 3 maja 2024

Monika Borzym - “Kołysanki Dla Dorosłych”

Monika Borzym

Krzysztof Dys - fortepian
Michał Bryndal - perkusja
Max Mucha - kontrabas

“Kołysanki Dla Dorosłych”

Wydawca: Borzym Music Polska 2024

Tekst: Paweł Ziemba


Monika Borzym to artystka wymykająca się wielu stereotypom. Z jednej strony, wokalistka o korzeniach jazzowo – soulowych; jej głosem zachwycają się zarówno krytycy jak i słuchacze. Szczera w tym co robi, nie pozostawiająca żadnych zudzeń co do posiadanych umiejętności i możliwości wokalnych. Jej głos przepełniony jest emocjami , głęboką soulową barwą i ogromną muzykalnością. Z drugiej strony - praktykująca seksuolożka, prowadząca w Radiu Nowy Świat autorską audycję „Muzyczny Gabinet Terapeutyczny". Zaskakujące zestawienie i dość nietypowa osobowość. Czy można łączyć te dwa obszary aktywności zawodowych?

Niejednokrotnie słyszałem pojęcie: “muzyka łagodzi obyczaje”; oddziaływuje na nasze emocje i psychikę. Jak się okazuje - wiara w jej płynącą z serca magiczną siłę jest jednym z elementów motywujących artystkę do tworzenia.

Od ponad 13 lat Monika Borzym nagrywa płyty, które zaskakują, a jednocześnie sprawiają, że trudno sprowadzić jej muzyczne realizacje do jednej tylko stylistyki. Od debiutanckiej pyty "Girl Talk" nagranej i zrealizwanej przy współudziale muzyków jazzowych pochodzących z USA, przez piosenki Joni Mitchell czy też utwory Radiohead zagrane na trzy waltornie, klarnet basowy i trio improwizujące, aż po najnowszy konceptualny album zatytułowany “Kołysanki dla `dorosłych”, składający się z dobrze znanych nam piosenek mających dziś określenie standardów jazzowych – Borzym stale zaskakuje!

Najnowszy krążek, w założeniach artystki, jest albumem o szczególnym przeznaczeniu - ma być muzyką na randki we dwoje, bądź wsparciem towarzystwa siebie samego. To muzyka, która ma pomóc słuchaczom w sensualnych momentach ich życia; która poprzez nasycone namiętnością aranżacje i subtelne wykonanie ma stymulować; która ma pomagać w stworzeniu nastroju i przestrzeni na bliskość.

Po pierwszych kilkunastu minutach słuchania piosenek z albumu pomyślałem, że to dość odważne i nietypowe założenie - większość artystów tworzy swoje dzieło z założeniem wyróżnienia się poprzez oryginalność w brzmieniu bądż też nowe, często własne kompozycje. Ten album zaskakuje w zupełnie inny sposób.

Przede wszystkim kto dziś nagrywa standardy? A jeśli już - to po co? Wielu uważa, że to passe. Niestety dzisiejszy świat kręci się szybko, wszyscy chcą pokonywać kolejne bariery bez względu na cenę, jaką często przychodzi za to zapłacić. “Kołysanki dla Dorosłych” to krok w inną stronę. Przede wszystkim to w karierze Moniki Borzym pierwszy album koncepcyjny, którego fundament stanowi zestaw wyselekcjonowanych i znanych piosenek określanych dziś jako standardy (nie tylko) jazzowe. (KISS – Prince’s). Dodatkowo to płyta minimalistyczna, spokojna z muzyką snującą się czasami niezauważalnie.

Na krążku znajdziemy kompozycje takie jak “Blame It on My Youth” – utwór z 1934 roku skomponowany przez Oscara Levanta do słów Edwarda Heymana, “It Amazes Me” z roku 1958, “Old Devil Moon” z 1947 oraz “Kiss” Prince’a z 1986 roku.

Wokalistce towarzyszy doskonale dobrane trio, złożone ze znakomitych muzyków: Krzysztof Dys (fortepian), Michał Bryndal (perkusja), Max Mucha (kontrabas), którzy potrafili w organiczny sposób dopasować się do założeń i oczekiwań artystki. Muzyka na płycie została zredukowana do niewielu dźwięków i wolnego tempa; brzmi bardzo zmysłowo i tworzy wyjątkowy klimat. Można tych nagrań słuchać bez obawy, że za moment zostaniemy zaskoczeni nawałnicą dźwieków, zupełną zmianą nastroju lub niespodziewanym zwrotem akcji, wytrącającym nas ze stanu relaksu i skupienia.

Kołysanki to ciekawy koncept “muzy do towarzystwa” , zrealizowany najlepiej jak można sobie wyobrazić.

Muzyka na krążku łączy intymny klimat, delikatność i pewną czułość. Przypomina nagrania Ann Burton z Luis Van Dijk Trio. Całość przepełniona jest duchowością, a zaproponowany przez artystów sposób interpretacji i rytmiki utworów sprowadza warstwę muzyczną na jeden wspólny grunt - elegancką estetykę, śpiewność oraz dbałość o każdy poszczególny dźwięk. Dużo tu POWIETRZA.

Nie byłoby możliwe osiągnięcie tego znakomitego efektu bez przekonania i wiary w umiejętności wszystkich uczestników projektu. Piosenki śpiewane są z niemal niewidocznym akompaniamentem na fortepianie Krzysztofa Dysa, który ma szczególnie delikatny dotyk - jakby zawieszał w powietrzu na dłużej poszczególne nuty. Sposób gry idealny dla eterycznej interpretacji melodii przez artystkę. Borzym jest szczera w tym co prezentuje. Śpiewa delikatnie, zmysłowo, jakby szeptała niemalże do ucha.

Fakt, że wszystkie wybrane przez wokalistkę utwory to powszechnie znane standardy sprawia, że w niemal niezauważalny sposób snują się tworząc elegancki, intymny nastrój. Bez wątpienia Monika Borzym ma duszę do takiego grania.

Jak więc traktować najnowszy album “Kołysanki dla Dorosłych”? Czy jest to płyta jazzowa? Sama artystka mówi, że nie chodziło o nagranie kolejnego albumu zamknietego w pewnej konwencji jak i grupie odbiorców. To płyta na randki, dla wszystkich. Bardzo minimalistyczna, z rodzaju mniej znaczy więcej. Zmysłowa, intymna, oszczędna w formie. Ciepła barwa głosu, melodyjność utworów, delikatność gry tworzą niezwykłą konstelację muzycznych perełek. To muzyka pozbawiona elementów destrukcji, nachalności, chaosu i napięcia. W zamian za to Borzym proponuje duchową zmysłowość, koi I pobudza wyobrażnię.

Nie ma znaczenia czy odbiorca lubi jazz czy też nie. Artystce jest też zupełnie obojetne, czy nazwiemy krążek albumem jazzowym. Nie o to w tym projekcie chodzi. Wokalistka eksponuje doznania odbiorcy, a nie swoje artystyczne ambicje.

Czy jesteśmy sami, czy w miłym towarzystwie - album staje się współtowrzyszem chwili. Borzym świadomie traktuje muzykę jako element terapii, medium, które przede wszystkim ma nam pomóc. Artystka zakłada, że muzyka po pierwsze ma nie przeszkadzać, ma być miła dla ucha. Poprzez swój minimalizm ma prowokować do zadumy, zwolnienia tempa, delikatności, odnajdywania przyjemności w celebracji chwili - wartości, które w dzisiejszych czasach jakby zanikały.

“Kołysanki dla Dorosych” to również manifest artystki dla sensualności, intymności, szacunku dla uczuć.

Płyta jest bardzo dobrze zrealizowana, pięknie zagrana z jazzowym feelingiem i świetnie zmiksowana przez samego Krisa Allena ( miksował wszystkie pierwsze trzy amerykańskie płyty artystki). To muzyczna uczta dla audiofilów.

Przyjemności !!!



piątek, 26 kwietnia 2024

Grzegorz Tarwid Trio – "Flowers"

Grzegorz Tarwid Trio 

Grzegorz Tarwid – fortepian
Max Mucha – kontrabas
Albert Karch - perkusja

Tytuł płyty: "Flowers"

Wydawca: Clean Feed Records (2024)

Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz

Choć Grzegorz Tarwid jest już dość rozpoznawalnym muzykiem na polskiej scenie jazzowej, to dopiero teraz doczekał się debiutu wydanego pod swoim szyldem w formacie większym niż solo. Album „Flowers” ukazał się nakładem portugalskiej wytwórni Clean Feed.

Ciekawostką jest fakt, że nagrań dokonano na magnetofonie szpulowym. W jednym z wywiadów lider zespołu mówi, że to dzięki temu płyta brzmi tak niesamowicie. Szczerze mówiąc, ja się tej niesamowitości tutaj nie dosłyszałem. Płyta brzmi bardzo dobrze, nie da się jej właściwie nic zarzucić pod tym kątem, to prawda. Nie bardzo jednak wiem, na czym miałaby polegać ta niesamowitość. Może po prostu tego nie słyszę.

Album otwiera utwór „Baiao B”. Idealnie pasuje on do tego, do czego Grzegorz Tarwid zdążył nas już przyzwyczaić – dużo zabawy rytmem, zmiany nastrojów i modyfikacji ogólnego charakteru muzyki. Słyszalny jest w nim specyficzny dla Tarwida sznyt i sposób prowadzenia frazy. Utwór, choć zróżnicowany i może lekko dziwny konstrukcyjnie, brzmi na swój sposób spójnie.

Osobiście jestem fanem podejścia do kompozycji w utworach takich jak „Oberek”, czy „Barok i Barcelona”. Na sam wierzch wyciągnięto w nich jeden charakterystyczny, kojarzący się z daną stylistką element (w przypadku „Oberka” jest to rytm, a w utworze „Barok i Barcelona” fundamentem jest harmonia). Natomiast to co się dzieje wokół jest, wydawać by się mogło, kompletnie niespójne z motywem zaciągniętym z pierwowzoru. W „Oberku” mamy więc z jednej strony rytmikę charakterystyczną dla naszego tradycyjnego tańca, a z drugiej całkowicie odmienną, momentami wręcz mroczną, melodykę i harmonię, która do charakteru oberka nijak nie pasuje. Z kolei fundamentem „Baroku i Barcelony” jest harmonia kojarząca się właśnie z barokiem, a cała reszta została przetworzona przez muzyków w sposób, który z tym nurtem europejskiej kultury nie ma za wiele wspólnego.

Całe to z pozoru niespójne podejście zostało spięte w całość w tak elegancki i gustowny sposób, że nie ma możliwości, aby przejść obok tych utworów w sposób obojętny. Intrygują i zachęcają do dalszego słuchania praktycznie przez cały czas. Mimo tych teoretycznie niepasujących puzzli, kompozycje zostały ułożone w taki sposób, że nie da się tu mówić o braku koherencji.

Choć Grzegorz Tarwid Trio dopiero debiutuje albumem „Flowers”, słychać tu wysoki poziom dojrzałości muzycznej. O genialnym zgraniu muzyków nie ma co wspominać, bo jest to oczywiste – grają ze sobą nie od wczoraj. Kunszt wykonawczy również nie podlega dyskusji. Brzmienie całości, podejście kompozycyjne, wykonanie, ogólny pomysł – wszystko na swoim miejscu. Generalnie jest to album kompletny.


czwartek, 29 czerwca 2023

Tomasz Wendt - Daily Things (2023)

Tomasz Wendt

„Daily Things” (2023)

Tomasz Wendt – saksofon
Szymon Mika - gitara
Max Mucha – kontrabas
Michał Miśkiewicz – perkusja

Wydawnictwo: SJRecords 

Tekst: Paweł Ziemba

Co sprawia, że muzyk komponuje taką a nie inną muzykę? Jaką „historię” chce nam przekazać? Na ile ta jedyna i wyjątkowa możliwość eksperymentowania z dźwiękiem jest wynikiem natchnienia i odczuwanych emocji? Ilość pytań jakie przychodzą do głowy jest ogromna.

Inspiracja jest zjawiskiem, bez którego trudno wyobrazić sobie istnienie literatury, muzyki, czy architektury. Nawet postęp technologiczny uwarunkowany jest kreatywnością. To właśnie inspiracja sprawiła, że możemy oglądać obrazy Claude Moneta, podziwiać instalacje Magdaleny Abakanowicz, spędzać godziny zaczytując się w książkach Tolkiena, czy też radować się możliwością zrobienia wspaniałego zdjęcia naszym smartphone’m.

Antonio Vivaldi, zainspirowany zmiennością i różnorodnością pór roku, skomponował „Four Seasons”, przekładając na język muzyki pełną paletę barw, nastrojów oraz dźwięków charakterystycznych dla różnych sezonów. Podobnie Astor Piazzolla komponując „The Four Seasons of Buenos Aires”. Wprawdzie różni się ona kolejnością zestawionych utworów od propozycji Vivaldiego, ale źródło twórczej weny jest to samo.

W 2015 roku amerykański saksofonista Ben Wendel zainspirowany pomysłem zrealizowanym przez Czajkowskiego, opublikował na YouTube 12 teledysków, przedstawiających kolejno dwanaście kameralnych duetów. W każdym z nich zaprezentował muzycznie jeden miesiąc. Po sukcesie tej kampanii w 2018 roku Wendel nagrał krążek „The Seasons”.

Odbieramy otaczający ich nas świat wszystkimi zmysłami. To one są impulsem do kreowania i tworzenia. Czasami natchnienie czy też zapał twórczy może mieć swoje źródło w zwykłej codzienności i nie ma znaczenia, czy jest ona szara czy też pełna kolorów. Drobiazg, detal, pozornie nieistotny szczegół możne być inspiracją do stworzenia dzieła.

„Daily Things” to czwarty autorski krążek Tomasza Wendta. Album łączy w sobie elementy post-bopu z nowoczesnymi brzmieniowymi pomysłami modern jazzu. Płyta jest dowodem na to, że Wendt jako kompozytor i instrumentalista odnalazł w grze „Świętego Grala” i zrozumiał, że muzyka bez emocji pozostaje nic nie znaczącym zapisem nutowym.

Album składa się z 13 utworów. Siedem z nich artysta przypisał konkretnym dniom tygodnia, a pozostałe sześć to muzyczne epizody zainspirowane codziennymi sytuacjami jak też rytmem pospolitego dnia. Rutyna i systematyczna powtarzalność zostały czasami zburzone jakimś drobnym zdarzeniem, małą rzeczą, które potrafią przedefiniować nasz sposób myślenia tudzież postrzegania rzeczywistości. Dzięki takim sytuacjom zaczynamy dostrzegać sens trudnych doświadczeń co więcej - cieszyć się drobnymi rzeczami.

„Daily Things” to ciekawa, wielobarwna muzyczna podróż przez wszystkie dni tygodnia, demonstrująca możliwości kompozycyjne lidera, a także umiejętności instrumentalne członków zespołu. Wszystkie utwory brzmią świeżo, naturalnie i różnią się swoim nastrojem i rytmem. Charakteryzuje je swoboda i kreatywność wyszukanych melodii a także ciekawe improwizacje lidera na saksofonie. Perfekcjonizm w grze Szymona Miki (mimo że dla niektórych może być drażliwy) jest wyrazem doskonałych technicznych umiejętności artysty jak też jego bogatej wyobraźni. Bez wątpienia Tomasz Wendt, Szymon Mika, Max Mucha i Michał Miśkiewicz potrafią wprowadzić słuchacza w muzyczną medytację, stawiając przede wszystkim na emocje i autentyczność, a niekoniecznie eksperymentowanie z dźwiękiem. Fakt ten bynajmniej nie powoduje, aby krążek tracił na atrakcyjności i nowoczesności brzmienia.

Muzyka „Daily Things” jest plastyczna i ciekawa pod względem harmonicznym. Znajdujemy w niej wiele niuansów upiększających intymny przekaz bądź wzmacniających napięcie. Szymon Mika znakomicie wpisał się w klimat płyty, przeplatając dźwięki gitary z liniami saksofonu. Formy muzyczne nakładają się na siebie budując pełne emocji obrazy.

Brzmienie saksofonu Wendta i gitary Miki są rdzeniem interakcji całego kwartetu.

"Monday" - pierwszy utwór na płycie, choć trochę leniwy po niedzieli, nie jest pozbawiony energii. Ta liryczna opowieść, ubarwiona szorstkim brzmieniem saksofonu Wendta i gitarą Miki, zachowała swój kontemplacyjny klimat. Na uwagę zasługuje znakomita praca sekcji rytmicznej w tle.

Moim faworytem jest „Lost Fireman”. To melodyjna kompozycja wpadająca wyraźnie w klimat nagrań z połowy lat 70-tych, Keith’a Jarrett ‘a i Jana Garbarka. Brak fortepianu (co jest bardzo dobrym wyborem w tym przypadku) sprawia, że gitara bierze na siebie główny ciężar budowy całego układu harmonicznego. Mika bardzo precyzyjnie wypełnia muzyczną przestrzeń, budując tło dla dynamicznej, pełnej emocji gry lidera. Ciekawe brzmienie Wendta jest równie ekscytujące jak mistrzowski dobór dźwięków Miki na gitarze.

„Boys” to utwór z nieregularnym metrum. Delikatność sopranu Wendta, wsparta dźwiękami gitary ma urzekające kołysanie - jak gałąź ciężka od owoców, popychana siłą szybkich uderzeń Miśkiewicza na perkusji.

Pojawiająca się po „Friday” kompozycja „Blue” to utwór stawiający na agresywne niuanse, o wymagającej strukturze harmonicznej, jak również nakładających się na siebie akordów (granych przez Mikę).

Z tej ściany dźwięków wyłania się, napędzone elektronicznymi efektami, solo gitary. Całość wybucha gorącą, ale zgrabnie wyodrębnioną fuzją. Obaj instrumentaliści, wsparci sekcją rytmiczną, płoną intensywnie, a następnie powoli zanikają, utrzymując powstałe napięcie, które może, ale wcale nie musi ustąpić. To jeden z ciekawszych utworów na płycie. Jego usytuowanie nie jest przypadkowe, lecz dokładnie przemyślane.

Tak jak każdy tydzień kończy niedziela wprowadzająca nas powoli w nastrój nadchodzącego poniedziałku, tak tę wyjątkową sesję zamyka krótki, pozostający w kontemplacyjnym nastroju utwór „Sunday” - z falującym brzmieniem saksofonu oraz spokojną grą gitary.

„Daily Things” jest próbą wprowadzenia słuchacza w świat, w którym wyrażone emocje nadają dźwiękom inny sens. Tomasz Wendt stara się opowiedzieć historie związane z codziennością i wynikającymi z niej emocjami. Dobrze jest posłuchać albumu w całości i traktować go jako całość. Ta osobliwa muzyczna podróż, odważnie wprowadza słuchaczy w kanon współczesnego jazzu. Artysta oferuje ciekawe, zróżnicowane brzmienie, wsparte zupełnie innym podejściem w realizacji muzycznych pomysłów. Cały kwartet doskonale odnajduje się w zaproponowanej koncepcji. Mika (na gitarze) wnosi wiele delikatności i zróżnicowania, podczas gdy Max Mucha (na kontrabasie) zapewnia solidny fundament rytmiczny. Całości dopełnia Miśkiewicz (na perkusji). Jego dynamiczna, jak też pełna zaskakujących zmian gra buduje napięcie i bazę dla swobodnych improwizacji pozostałych członków zespołu.

„Daily Things” zaskakuje swoim brzmieniem i pomysłowością. Jest to bardzo współczesny, osadzony w stylistyce post-bopowej z elementami nowoczesnego jazzu album. Gratulacje za bardzo dobrą realizację nagrań!

Każdy, kto szuka czegoś nowego, świeżego i ciekawego w brzmieniu muzyki - powinien sięgnąć po ten krążek.

wtorek, 30 maja 2023

Marek Napiórkowski - String Theory (2022)

Marek Napiórkowski Feat. AUKSO

Marek Napiórkowski – gitary
Max Mucha – kontrabas
Michał Bryndal – perkusja

AUKSO – Orkiestra Kameralna Miasta Tychy

String Theory (2022)

Wydawnictwo: AGORA S.A.

Tekst: Paweł Ziemba


W jednym z wywiadów z Coltrane’m na temat siły muzyki i jej oddziaływania na publiczność, zamieszczonych w książce „Coltrane według Coltrane’a”, możemy przeczytać: „Wciąż nie znam prawdziwej potęgi muzyki. Myślę, że ambicją każdego muzyka powinna być chęć kontrolowania tej potęgi. Fascynuje mnie wiedza o tych nieznanych siłach. Chciałbym umieć wywołać u publiczności reakcje, wywołać określoną atmosferę. W takim kierunku chcę podążać i dotrzeć jak najdalej”.

Nie bez kozery przytoczyłem ten fragment wywiadu, gdyż mam wrażenie, że właśnie podobne przemyślenia i chęć wywołania emocjonalnych „wibracji” u słuchaczy (poza rozwiązywaniem zagadnień harmonicznych, melodyjnych czy też rytmicznych), stanowi fundament najnowszej płyty Napiórkowskiego.

Muzyka ma ogromny wpływ na nas i nasze emocje. Bez niej nasze życie byłoby monotonne i przygnębiające. Podobno muzyka leczy, łagodzi obyczaje, zmniejsza napięcie nerwowe i łagodzi stres. Jak by na to nie patrzeć, z pewnością muzyka daje nam energię, inspiruje, a innym razem działa relaksująco.

„String Theory” zyskała już uznanie słuchaczy i aprobatę wielu recenzentów, więc mój tekst potraktuję jako osobiste, nieskrywane uznanie i pochwałę dla muzyki i muzyka, o którym można powiedzieć: „weteran” polskiej sceny jazzowej.

Marek Napiórkowski jest czołowym polskim kompozytorem, gitarzystą jazzowym, artystą wszechstronnym, tworzącym własny, niepowtarzalny język muzyczny. Od ponad 10 lat głosami czytelników Jazz Forum, wybierany jest Jazzowym Gitarzystą Roku. Od wielu lat nominowany do Nagrody Muzycznej Fryderyk w kategoriach: Jazzowy Muzyk Roku oraz Jazzowy Album Roku. Kompozytor muzyki teatralnej i filmowej… zapewne wiele aktywności Pana Marka pominąłem. Jeśli nagrał pond 150 płyt z różnymi wykonawcami, to aż chciałoby się spytać: z kim jeszcze nie grał J.

Każdy kolejny projekt muzyczny Napiórkowskiego niesie ze sobą coś nowego. Wydaje się, że zakres kreatywności muzycznej gitarzysty jest niczym nieograniczony. „String Theory” to kolejny stopień w drabinie wyzwań muzycznych, jakie wyznaczył sobie muzyk. Niektórzy uważają, że ciągłe poszukiwanie kolejnego sposobu wyrażania siebie poprzez muzykę jest ryzykownym wyzwaniem i zawsze ma gdzieś swój kres. Myślę, że Marek Napiórkowski na szczęście nie ma takich dylematów. Po ciekawym albumie „Hipokamp”, na którym wykorzystuje sporo brzmień elektronicznych, przyszedł czas na orkiestrę smyczkową. To co wyróżnia ten krążek od wielu innych płyt zrealizowanych przy współudziale orkiestry smyczkowej, można wyrazić w czterech słowach: współistotność brzmienia, nowoczesność, partnerstwo. Wszystkie utwory z założenia pisane były z uwzględnieniem orkiestry jako równoprawnego partnera. Ten unikalny i rzadko spotykany „zabieg” kompozytorski sprawił, iż ze względu na różnorodność muzycznych faktur „String Theory” jest zdecydowanie silnym muzycznie krążkiem; stanowi integralną całość, pełną kolorowych wibracji i oryginalnej, intrygującej muzyki.

Ta wieloczęściowa suita (składająca się z 7 utworów), trwająca niewiele ponad 43 minuty, łączy talent, ambicje z doświadczeniem i muzyczną kreatywnością wszystkich współuczestników tego projektu.

Parafrazując słowa Churchilla powiedziałbym, „że jeszcze nigdy tak wielu nie zrobiło tak wiele dla jednego”.

Muzyka na tym krążku jest spójna i logiczna, a zarazem zaskakująca i świeża w brzmieniu. Gitarowy ton, linie kreślone na gitarze, harmonie, jak również ogólna precyzja i słodycz, z których następnie układa swoje kompozycje lider, może ucieszyć niejedno wybredne „ucho”. To bujny pokaz muzycznej elegancji, ciekawych układów harmonicznych i brzmień, podanych słuchaczowi w interesujący i angażujący sposób. Zapewniam, że jeśli w tej bezpośredniej konfrontacji, pozwolimy się ponieść bogactwu tych utworów, konsekwencji i subtelności, które w rzeczywistości stanowią istotny element całości tego muzycznego projektu - będziemy aktywnie towarzyszyć muzykom w ich dalszym pochodzie.

Napiórkowski w swojej grze wykorzystuje cały szereg muzycznych faktur. Dzięki wspaniałej aranżacji i elementom orkiestracji utwory brzmią bardzo współcześnie. Na uwagę zasługuje niewiarygodna adekwatność zastosowanych rozwiązań harmonicznych. Mimo faktu, że mamy do czynienia z orkiestrą kameralną, do której naturalnie pasującym instrumentem wydawałaby się, gitara akustyczna, Napiórkowski używa jedynie gitar elektrycznych. Całość brzmi spójnie i nowocześnie. Riff gitary często stanowi tło dla linii melodyjnych bądź zastosowanych rozwiązań harmonicznych granych przez orkiestrę. Zmienność ról w układzie gitara – orkiestra oraz interesujących artykulacji, sprawiają, że muzyka jest bardzo obrazowa, intrygująca, oferująca słuchaczowi nietypowy rodzaj estetyki, melodyjności i wiele różnorodności.

„String Theory” Marka Napiórkowskiego zrealizowana wspólnie z orkiestrą kameralną AUKSO, „przykuwa uwagę i tuli kaszmirowym szalem”.

Gitarzysta zaprosił do współpracy najlepszych w tym fachu. Za orkiestrację odpowiadał wybitny aranżer Nikola Kołodziejczyk, który doskonale zrealizował oczekiwania lidera, tworząc z orkiestry równorzędnego członka zespołu. Ruch ten pozwolił nadać muzyce niespotykane a zarazem wyjątkowe rozwiązania harmoniczno- melodyczne.

W nagraniu płyty wzięli udział: Orkiestra Kameralna AUKSO pod batutą maestro Marka Mosia, oraz sekcja rytmiczna: Max Mucha kontrabas i Michał Bryndal perkusja.

Trudno byłoby dziś znaleźć lepszy skład do realizacji tej muzycznej koncepcji, łączącej świat jazzowych improwizacji z pięknym brzmieniem instrumentów smyczkowych. AUKSO to jedna z najlepszych orkiestr kameralnych w Europie. Grupę tworzą doświadczeni, znakomici muzycy, pełni zaangażowania i aspiracji absolwenci Akademii Muzycznej w Katowicach.

Interesujące z perspektywy współpracy przy realizacji płyty jest funkcjonowanie orkiestry w swoistej strefie pogranicza muzycznego - łączenia klasyki z jazzem i muzyką alternatywną. Bez pełnego zaangażowania, poczucia identyfikacji, umiejętności kolektywnego myślenia oraz zabawy przeciwieństwami i zderzaniem odrębnych języków muzycznych, tak nowoczesnego projektu nie udałoby się zrealizować.

Max Mucha to wybitny kontrabasista. Od wielu lat aktywnie działa na polskiej i europejskiej scenie jazzowej. Współpracował z takimi muzykami, jak: Maciej Obara, Dominik Wania, Adam Pierończyk, Mateusz Pospieszalski. Od kilku lat gra m.in. z Christianem Scottem, trębaczem ze światowego topu. Na perkusji towarzyszy w oryginalny sposób Michał Bryndal, odnajdujący się bardzo dobrze w obszarze jazzu eksperymentalnego jak i brzmień zespołów rokowych.

W kontekście tak mocnej muzycznie koncepcji, jaką niewątpliwie jest „String Theory”, słowa nie mają dużego znaczenia - muzyka wyraża wszystko. Gratulacje za pomysł i realizację tak ciekawego albumu!



sobota, 8 października 2022

Marek Pospieszalski - Polish Composers Of The 20th Century (2022)

Marek Pospieszalski

Marek Pospieszalski - soprano, alto & tenor saxophone, clarinet, flute 
Piotr Checki - tenor saxophone
Tomasz Dabrowski - trumpet
Tomasz Sroczynski - viola
Szymon Mika - electric guitar & acoustic guitar
Grzegorz Tarwid - piano
Max Mucha - double bass
Qba Janicki - drums & soundboard

Polish Composers Of The 20th Century (2022)

Wydawnictwo: Cleen Feed

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Marek Pospieszalski to saksofonista młodego pokolenia z dość już dobrze ugruntowaną pozycją w polskim jazzie. Choć chyba bardziej adekwatnym byłoby tu określenie „w polskiej muzyce improwizowanej”. Pomimo, iż jestem zagorzałym fanem awangardy, do dotychczasowej twórczości Marka Pospieszalskiego podchodziłem z pewną rezerwą. Nie przekonywała mnie ona. Instynktownie wyczuwałem, że może być w niej coś nie do końca autentycznego. Z tak oto wyrobionym zdaniem, w moje ręce wpadł album „Polish Composers Of The 20th Century”.

Inspiracją albumu, jak nie trudno się domyśleć, jest muzyka polskich kompozytorów XX w. Na warsztat Pospieszalskiego trafili Zygmunt Krauze, Włodzimierz Kotoński, Tadeusz Baird, Zbigniew Rudziński, Marek Stachowski, Jan Krenz, Kazimierz Serocki, Roman Palester, Witold Szalonek, Andrzej Panufnik, Tomasz Sikorski oraz Bogusław Schaeffer. Na co warto zwrócić uwagę to fakt, że wcale nie tak łatwo jest się tu tych powiązań doszukać. Pierwowzory stanowią niejako tylko fundament otwierający muzykom drogę do kolektywnej improwizacji.

Interesującym aspektem jest to, że przy opracowywaniu materiału Pospieszalski nie korzystał z partytur pierwotnych utworów. Zamiast tego oparł się na doznaniach słuchowych. Wydaje się, że to m.in. dzięki temu udało się stworzyć coś tak głęboko osadzonego w oryginałach, a jednocześnie na tyle unikalnego i „innego”, że równie dobrze mogłoby stanowić spójną całość oderwaną od oryginalnych kompozycji.

W osiągnięciu takiego efektu końcowego z całą pewnością wpływ miał także dobór muzyków. Poza liderem projektu (saksofony, klarnety, flet i taśma), w nagraniach wzięli udział Piotr Chęcki (saksofon tenorowy), Tomasz Dąbrowski (trąbka), Tomasz Sroczyński (wiolonczela), Szymon Mika (gitary), Grzegorz Tarwid (fortepian), Max Mucha (kontrabas) oraz Qba Janicki (perkusja i soundboard). Jak widać, są to głównie muzycy młodego pokolenia, którzy już wielokrotnie dali się poznać jako niezwykle otwarci artyści potrafiący w każdym projekcie dodać „coś” od siebie. Wartym odnotowania jest to, jak poszczególni muzycy współpracują ze sobą. Właściwie nie da się wyróżnić jednego instrumentu, który górowałby nad resztą. Cały band funkcjonuje jak jeden, żywy i spójny organizm, który konsekwentnie zmierza w tym samym kierunku.

Odsłuch omawianego albumu jest niezwykle mistycznym doznaniem. Dość powiedzieć, że to dwupłytowe wydanie to prawie dwie godziny muzyki. Raczej sceptycznie podchodzę do tak długich albumów, gdyż zdarza się dość często, że muzyka wyczerpuje swój potencjał w ciągu pierwszej godziny. Tu jest jednak zupełnie inaczej. Przestrzeń, którą udało się stworzyć jest nieporównywalna z niczym innym. Ugrzęzłem w tych brzmieniach na dobre. Jest to coś nowego dla mojego ucha, a właśnie tego szukam w awangardowych projektach.

Choć pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, to do twórczości Marka Pospieszalskiego od teraz podchodzić będę z dużo większym respektem i otwartością. Lider projektu powiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko i z niecierpliwością czekam na jego dalsze kroki.

poniedziałek, 28 marca 2022

Kapela Irka Wojtczaka – Rom Tom Dada (2021)

Kapela Irka Wojtczaka 

Irek Wojtczak - soprano & tenor saxophonesTomasz Dabrowski - trumpet
Max Mucha - double bass
Jan Młynarski - drums
Tadeusz Kubiak - voice, violin

Rom Tom Dada (2021)

Tekst:  Dominik Konieczny

 

Kiedy myślę o ostatnim albumie Irka Wojtczaka, do głowy przychodzą mi trzy hasła: święta, rżnięcie i wiedźmin.

Święta, bo na tę płytę czekałem jak na święta. Swoim pojawieniem zaskoczyła mnie jak święta (nie ma w tym grama sprzeczności), a sama płyta jest krótka jak święta - 30 minut dla takiego składu, z takim materiałem, to trochę jak rozgrzewka, jak święta rozłożone na sobotę i niedzielę, bez żadnych dodatkowych dni wolnych.  

Rżnięcie to termin, który jest trochę nacechowany pejoratywnie, ale rżnąć muzykę to bardzo dobry termin: to granie tak, że chodzą ściany, jakby muzycy nie mieli litości dla swoich instrumentów, jakby nie mieli litości dla jakichkolwiek ustalonych granic. I ja w to wchodzę, poddaję się bez jęczenia i negocjacji, jestem ich i tej muzyki, poddaję się rżnięciu.

Trzecim hasłem tej recenzji jest Wiedźmin - obudził w światowej wyobraźni strzygi, bruksy, biednego leszego i parę innych dobrych konceptów swojskich niczym barszcz i pierogi - Irek Wojtczak swoimi składami pokazuje współczesnemu światu kujony, mazury i obery. I nie piszę tego z pozycji wstawania z kolan, jestem zagorzałym wrogiem wszelkiej maści nacjonalizmów, ale w czasach szalejącej globalizacji gubimy bezcenne drobiazgi, dzięki którym tak pięknie się różnimy i uzupełniamy.

Świętem mogło być dla Irka Wojtczaka odkrycie, że w XXII tomie „Dzieł Wszystkich” Oskara Kolberga będą melodie ze wsi Parzęczew, w której Wojtczak spędził swoje dzieciństwo. Trochę jak odkrycie kapsuły czasu z pocztówką dźwiękową, z dużym prawdopodobieństwem od przodków, tak dobre 4 pokolenia wstecz.

Rżnięcie jest dla mnie synonimem mocnego transowego grania, czymś z czym kojarzy mi się folk, jak tylko uda się przebić przez cepelię. To figura, na której można próbować oprzeć recenzję, ale dla albumu uczepienie się tego będzie krzywdzące – bo dzieje się dużo więcej – jest i muzyka improwizowana, jest muzyka współczesna, a jeden z mazurów jak dla mnie to zdecydowanie muzyka funeralna.  

Irek Wojtczak zebrał do tego projektu rewelacyjny skład: Jan Jakub Młynarski (perkusja),,Max Mucha (bas), Tomek Dąbrowski (trąbka) – drogi tych muzyków parę razy się przecinały, ale tutaj brzmią jakby oni wszyscy razem od maleńkości na tej wsi się razem chowali.

Wiedźmin jest fajnym przykładem, że jakieś elementy naszej przeszłości mogą być punktem wyjścia do stworzenia czegoś uniwersalnego, co będzie mogło funkcjonować w swojej a nie w narodowej kategorii. Czegoś, co nie będzie hermetyczne i strawne lub ciekawe dla bardzo wąskiego grona, coś co będzie się przebijało przez różne bańki. Irkowi Wojtczakowi ta sztuka się udała albumem Folk Five. ROM TOM DADA jest i świetną kontynuacją i doskonałym rozwinięciem i polecam!

sobota, 20 lutego 2021

WeBand - Cavatina Session (2020)

WeBand

Piotr Wyleżoł - piano, rhodes piano
Marcin Kaletka - tenor & soprano saxophones
Szymon Mika - guitar
Max Mucha - double bass
David Hodek - drums

Cavatina Session


PRIVATE EDITION

By Alek Jastrzębski

Spontaniczność i frajda z grania to słowa często pojawiające się w opisach "Cavatina Session" i faktycznie stanowią one świetny punkt wyjścia do myślenia o tej płycie. Szczególnie, że to jedno z tych wydawnictw, których geneza pozwala odkryć dodatkowe konteksty w samej muzyce. Najbardziej intryguje mnie fakt, że o nagraniu zadecydował właściwie impuls. Po kilku wspólnych koncertach muzycy poczuli, że wytworzyła się między nimi chemia i postanowili pójść za tym uczuciem. I pomyśleć, że wystarczyło jedno "e tam", a być może ominęłoby nas ponad 46 minut pociągającej muzyki. 

Na szczęście instrumentaliści poszli za przeczuciem i odwiedzili studio nagraniowe, dając upust swojej kreatywności, nieskrępowanej wizją jednego lidera. Głównym założeniem była wspomniana frajda z grania, każdy z muzyków mógł przynieść swoje kompozycje, zespół nie planował też tego, jak ma brzmieć. Jak wspomina Piotr Wyleżoł, z którego inicjatywy powstał WeBand: "Akceptujemy w pełni swoją różnorodność i to właśnie tworzy naszą jedność". W efekcie "Cavatina Session" jest płytą bardzo zróżnicowaną, ale jednocześnie spójną. 

Już na pierwszy rzut ucha słychać wzajemne muzyczne zrozumienie artystów, pozwalające odnieść wrażenie, że grają oni ze sobą od bardzo dawna, co świadczy przede wszystkim o ich klasie. Niezwykle przyjemnym odczuciem, wzbudzonym już pierwszymi dźwiękami "Initial Song", jest swego rodzaju naturalność i spokój, przemykające przez wszystkie sześć utworów, nie ujmując im w żaden sposób dynamizmu i różnorodności, ani nie sugerując w żadnym wypadku monotonii. To bardziej oświadczenie, że "nie musimy niczego udowadniać", zakamuflowane między dźwiękami i faktycznie pozwalające skupić się po prostu na graniu. 

Sama muzyka jest niezwykle melodyjna i przesiąknięta nastrojowością. Za szczególnie urzekające, wręcz hipnotyczne, uważam "Dark Matter", rozpoczynające się samotną frazą saksofonu, do którego dołącza wkrótce reszta zespołu. Jest w tym utworze jakiś piękny niepokój wymieszany z melancholią, ale i spokojem. W zupełnie inny klimat prowadzi nas z kolei "Doctor Holmes", proponujący słuchaczom wycieczkę w stronę free, ubarwioną ciekawymi zabiegami produkcyjnymi. 

Tym bardziej twórcom należą się ukłony za uzyskanie spójnej całości, pomimo różnorodności stylistycznej poszczególnych kompozycji. Dodatkowym atutem jest zachowanie równowagi między poszczególnymi instrumentami. Ani przez chwilę nie odniosłem wrażenia, że któryś z muzyków odciąga naszą uwagę od pozostałych, próbując zepchnąć ich na dalszy plan. Dla mnie to nic innego jak dowód na to, że wspominana w kontekście tej płyty chemia, zaistniała między muzykami, nie jest jedynie pustym frazesem.

"Cavatina Session" to bez wątpienia świetny album, który po prostu musiał powstać. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że muzycy zdecydowali się podążyć za impulsem i odwiedzić wspólnie studio nagrań. Te sześć utworów jest miłym przypomnieniem o czysto romantycznych aspektach muzyki, drzemiących w ulotnej potrzebie chwili, a nie w planowaniu z chirurgiczną precyzją każdej nuty. Pozostaje mieć nadzieję, że to nie był pierwszy i nie ostatni raz, kiedy to WeBand dał ponieść się spontaniczności.  

środa, 28 października 2020

Inner Spaces - Jarni/Vernal (2017)

Inner Spaces

Vít Křišťan - piano
Štěpánka Balcarová - trumpet
Luboš Soukup - saxophone
Max Mucha - double bass
Grzegorz Masłowski - drums

Jarni/Vernal

AMP 172001


By Adam Baruch

This is the third album by Czech/Polish quintet Inner Spaces which comprises of Czech trumpeter Štěpánka Balcarová, saxophonist Luboš Soukup, pianist Vít Křišťan, Polish bassist Max Mucha and drummer Grzegorz Masłowski. The album presents seven original compositions, three composed by Balcarová and two each by Soukup and Křišťan. The music was recorded live during a concert at the Czech Radio.

The music is typical modern Eastern European Jazz, with excellent compositions full of melancholy and lyricism and a rather foggy atmosphere of contemplation and anticipation, personally for me evoking fond memories of Czechoslovak New Wave cinema, with the film noir influences and characteristic black and white imagery, also present in Polish cinema at the time. I don't know why, but this music sounds to me like something that might have been recorded in the 1960s rather than 2010s, which is of course meant as a compliment.

All the members of the quintet are seasoned players with considerable recording legacy behind them, and their performances on this album attest to their technical proficiency and artistic depth. The music is performed with a certain modesty and reserve, with the soloing being far from flashy displays of abilities and more a matter of elegance and good taste. Considering the fact that this music was recorded live, the final result is truly impressive.

Although this music seems perhaps not very innovative or far reaching, it manages ideally to preserve the qualities of the Eastern European Jazz tradition, and by creating the retro atmosphere, also pay tribute to the decades during which Jazz functioned under an oppressive regime where it managed not only to prevail but also break the glass ceiling (or the Iron Curtain).

As a result this album is not only a superb piece of Jazz music, but also a time of reflection and remembrance of an era, that happened before any of these wonderful musicians were born, but which they inherited in their cultural genetic code. God bless for the music and for invoking the memories!

sobota, 8 sierpnia 2020

Singer Jazz Festival 2020 !!!


Jazzowe ogniwo warszawskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej od ponad dziesięciu lat przyciąga koneserów tego gatunku muzyki. W tym roku wystąpią zarówno legendarni artyści, jak i młodzi twórcy, poszukujący nowych brzmień i sprawnie łączący różne gatunki muzyki pod wspólnym jazzowym mianownikiem. Większość koncertów dostępnych będzie także w transmisjach online.

Singer Jazz Festival otworzy w poniedziałek 24 sierpnia Włodek Pawlik Trio koncertem "Od Gershwina do Weilla". Słynnemu pianiście towarzyszyć będą: Paweł Pańta (kontrabas) i Cezary Konrad (perkusja). Ten koncert to spotkanie klasycznych kompozycji z mistrzowską interpretacją. W wydarzeniu tym będzie można uczestniczyć zarówno na żywo w Synagodze im. Nożyków, jak i w wersji online.

Innym ważnym gościem festiwalu będzie Francesco Bruno, również znany już i bardzo ceniony w Polsce. Włoski gitarzysta i kompozytor wystąpi kilkakrotnie - z własną grupą oraz z kilkoma polskimi składami. Jego pierwszy koncert "Blue Sky Above The Dreamers" odbędzie się 27 sierpnia w Synagodze im. Nożyków. Gitarzyście towarzyszyć będą: Pierpaolo Principato (piano), Alessandro Marzi (perkusja) i Fabrizio Cucco (gitara basowa). Również ten koncert udostępniony będzie kanałami wirtualnymi. Francesco Bruno wystąpi dwukrotnie w Hard Rock Cafe: 28 sierpnia z trio Jachna/Kądziela/Gwadera i z Jerzy Małek Trio oraz 29 sierpnia na Scenie Letniej Teatru Żydowskiego z grupą Szymon Łukowski Trio. Osoby zainteresowane osobą i twórczością tego włoskiego muzyka mogą uczestniczyć w spotkaniu, które odbędzie suę 29 sierpnia w Teatrze Żydowskim na ulicy Senatorskiej.

Warto pamiętać o niezwykle ekspresyjnym i wyrazistym saksofoniście oraz kompozytorze litewskim - Liudasie Mockūnasie. Jego twórczość łączy jazz i muzykę klasyczną, bo artysta jest wielbicielem obu tych obszarów. Na warszawskim festiwalu stworzy niezwykły projekt muzyczny z Mikołajem Trzaską. Wystąpią z nimi Paweł Szpura (perkusja) i Jacek Mazurkiewicz (kontrabas). Koncert odbędzie się 29 sierpnia w klubie Pardon ToTu

niedziela, 23 lutego 2020

Więcek & Gawęda Quintet feat. Ralph Alessi - Berry (2019)

Więcek & Gawęda Quintet feat. Ralph Alessi

Kuba Więcek - saxophone
Mateusz Gawęda - piano
Ralph Alessi - trumpet
Max Mucha - double bass
Moritz Baumgartner - drums

Berry



AUDIO CAVE 2019/011

By Adam Baruch

This is the debut album by a quintet co-led by two of the most noticeable upcoming Polish Jazz musicians in the last decade: saxophonist/composer Kuba Więcek and pianist/composer Mateusz Gawęda. The quintet also includes veteran American trumpeter Ralph Alessi, Polish bassist Max Mucha and German drummer Moritz Baumgartner. The album presents nine original compositions, all co-credited to Więcek & Gawęda.

The music is typical American Post-bop based on sketchy melodic themes and open to extensive improvisations by the quintet members. The outcome of such approach is totally dependent on the musical chemistry that develops between the musicians and their ability to offer group improvisation, which is more important than the individual improvisations each of the participants is capable of.

This quintet is a collection of very strong musical personalities, each and every one of which is an accomplished performer, leader and composer on his own right. The question arises of course if this specific grouping of musicians works well in total, which as far as I am concerned remains undetermined. There is certainly a lack of balance as far as soloing is concerned, with Alessi, who in my opinion is definitely not the most interesting soloist herein, playing most of the soli whereas Więcek is almost completely silent except for the unisono intros, outros and a few brief solos. Gawęda and the rhythm section manage to hold their ground all in all and the piano trio parts are the highlight of this album.

There is also the basic stylistic dissonance that hinders the quintet's unity, with Alessi pushing the music into the Bebop schematics whereas the four young Europeans are trying to break away into the freedom zone, time after time. Having said all that, this is still a very interesting album, which offers some great playing and joyful, spirited music, which is very enjoyable to listen to. The four young Europeans have the whole life ahead of them and this album proves their incredible talents, which surely will bring us all a lot of superb music in the future.

wtorek, 2 lipca 2019

Jerzy Małek – Black Sheep (2019)

Jerzy Małek

Jerzy Małek - trumpet, flugelhorn
Radek Nowicki - tenor saxophone
Piotr Wyleżoł - piano
Aga Derlak - piano
Max Mucha - bass
Sebastian Frankiewicz - drums

Black Sheep



PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is the eighth album by Polish Jazz trumpeter/composer Jerzy Małek, recorded in a classic Jazz quintet setting with saxophonist Radek Nowicki, pianists Piotr Wyleżoł or Aga Derlak, bassist Max Mucha and drummer Sebastian Frankiewicz. The album presents seven original compositions, all by Małek.

Stylistically the music is all within melodic Jazz mainstream, close to the American Jazz tradition, quite atypical to the contemporary Polish Jazz scene, which is more modernistic and experimental. That said, the music is wonderfully crafted and perfectly executed by seasoned musicians and sound every bit as good as the best of what American Jazz has to offer, proving again that Polish Jazz deserves to be completely free from any inferiority complexes in comparison to what is happening across the pond.

Małek has a brilliant ability to weave perfect tunes, all of which are well rounded and based on coherent melodic themes, especially so with his marvelous ballads. On the whole his compositions are truly classic examples of post Bebop idiom at its finest. Although not very innovative, this kind of music is still perfectly valid and has many followers the world over and albums like this are a perfect fit to their bill of fare.

Of course Małek is also a wonderful trumpeter, with perfect skills and intelligence, which guides him to avoid empty flashy displays of technique. His playing is always soulful and heartfelt, and a true pleasure to listen to. The other quintet members are all seasoned veterans and even the young Aga Derlak, who plays on two tracks, does an excellent job and showcases the next generation of the Polish Jazz stars.

Overall this is a perfect mainstream Jazz album in every respect, full of wonderful music and perfect musicianship, which should completely satisfy all connoisseurs of that idiom regardless of their geographical location. It is also an excellent example of the quality of Polish Jazz and the abilities of Jerzy Małek as a composer and a trumpeter, which he earned fair and square by hard work and a heap of talent. Well done!

niedziela, 10 marca 2019

Kuba Płużek - Creationism (2018)

Kuba Płużek

Kuba Płużek - piano, fender rhodes, wurlitzer, harmona 85, korg
Marek Pospieszalski - tenor saxophone, alto clarinet
Max Mucha - double bass
Dawid Fortuna - drums

Creationism


FOR TUNE 0138

By Adam Baruch

This is the fourth album as a leader by the young (born 1988) Polish Jazz pianist/composer Kuba Płużek and his third recording with the same quartet, which also includes saxophonist Marek Pospieszalski, bassist Max Mucha and drummer Dawid Fortuna. The album presents fifteen relatively/untypically short compositions, nine of which were composed by Płużek, three were co-composed by him with Pospieszalski and another three were co-composed by all the members of the quartet, although "composed" has to be taken with a grain of salt, as in fact all except two of the pieces on the album are improvised and Płużek "admits" to composing only two of the pieces, which appear towards the very end of the album.

Płużek, who first appeared on the Polish Jazz scene as a sideman in 2010 and recorded his debut album as a leader in 2012, took part in more than a dozen recordings since, which offer a chameleonic stylistic diversity, which could only mean either a complete lack of focus of an exceptional multi-layered musical talent, which in his case is definitely the latter. Even if one follows only his recordings as a leader, there is clear evidence that Płużek is trying to cover an unlimited (stylistically) ground in his search for the genius loci of his musical universe.

It is therefore not really surprising that Płużek should arrive in his quest of exploration to the very source of music, as the album's title suggests. The "primitivism" of sound before melody, harmony and rhythm took over, as he suggests in his comments about the music. One could of course say that the same process happened countless times before, when Jazz musicians abandoned the form in order to explore the source/spirit of music, moving from the traditional Jazz towards Free and Improvised Music, which in fact although commonly called avant-garde was in reality completely retro-garde.

The music on this album offers the listener a sublime journey, which is propelled more by hints and suggestions rather than by actual directions. It is up to the listener to create the music in his head, based on the "primitives", supplied by the musicians, except, as already stated earlier, in the case of the two fully developed compositions appearing towards the finale, which could be envisaged as the "Let there be light" of the creation process.

There is no doubt that Płużek consistently paves his way towards a respected position on the crowded Polish Jazz piano scene and this excellent album is definitely a step in the right direction. Perhaps this is a closing chapter in the initial chapter of his career, which now passes towards the mature stage when he leaves the boisterous "twenties" behind.

This album, recorded at the now already legendary Monochrom Studio, offers a spectacular sound quality in addition to the extraordinary music, and is of course wholeheartedly recommended to all Polish/European Jazz connoisseurs, who already know where truly great music comes from.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Kuba Płużek - Creationism (2018)

Kuba Płużek

Kuba Płużek - piano, fender rhodes, wurlitzer, harmona 85, korg
Marek Pospieszalski - tenor saxophone, alto clarinet
Max Mucha - double bass
Dawid Fortuna - drums

Creationism


FOR TUNE 0077

By Maciej Krawiec

Wsłuchując się w najnowszy album Kuby Płużka pt. "Creationism", wróciłem do mojej recenzji na temat jego solowej płyty "Eleven Songs" z 2015 roku. Doceniałem wówczas to, iż na tamtym krążku można było usłyszeć "pianistę jazzowego, który nie uciekając się do ekwilibrystycznej preparacji instrumentu, zajmuje nas efektownym frazowaniem i bogactwem klasycznych dźwięków fortepianu". Ów album dowodził kompetencji Płużka jako improwizatora w obrębie czytelnie podawanych kompozycji. Według podobnych założeń, choć z bardziej rozległą paletą ekspresji i pomysłów formalnych, zrealizowane były dwa dobre krążki jego kwartetu: "First Album" (2014) i "Froots" (2017). 

Z tego punktu widzenia płyta "Creationism" wydaje się być znaczącym zwrotem głównych zainteresowań artysty. Przede wszystkim dlatego, że stanowi niemal odwrotność tego, czym nas do tej pory raczył: w miejsce interpretowanych przebojów bądź utworów autorskich pojawiają się tu (w zdecydowanej większości) improwizacje, które przybrały formy eksperymentalne: to owoce spontanicznych poszukiwań, które pianista prowadził daleko od utartych szlaków. Sięgał po różne instrumenty – akustyczne, elektroakustyczne, elektroniczne, a nawet... całkiem rozstrojone (!) – aby budować intrygujące brzmienia i nieznane struktury, nieraz przybliżające się do awangardy czy sonorystyki, choć dostrzec można również nawiązania choćby do bluesa.

Słuchając tych solowych peregrynacji Płużka, myślałem o paru płytach innych polskich pianistów – Piotra Orzechowskiego i Marcina Maseckiego. Autor "Creationism" dodaje bowiem do tego, co ten pierwszy przekazywał nam o oberkach i Pendereckim, a drugi o mazurkach czy jazzie przedwojennym, swoje własne spostrzeżenia. Składają się one na wypowiedź współczesnego pianisty-erudyty, który szuka osobnego, nieoczywistego głosu w gęstwinie konwencji. 

Omawiana płyta bynajmniej nie jest finałem tych poszukiwań – nie opowiada się on ani za jedną estetyką, ani nawet za grą wyłącznie solo. W kilku improwizacjach (i dwóch utworach) towarzyszą Płużkowi bowiem jego kompani z kwartetu i ich bardzo ciekawe, otwarte muzykowanie świadczy o znakomitym wzajemnym wyczuciu oraz dużym kolektywnym potencjale. Mam więc nadzieję, że pomimo zaangażowania w różne przedsięwzięcia jazzrockowe czy hip-hopowe, Płużek będzie kontynuował tworzenie w takim duchu, jak na "Creationism".

sobota, 8 września 2018

Szymon Mika Trio & Guests - Togetherness (2018)

Szymon MikaTrio & Guests

Szymon Mika - guitar
Max Mucha - double bass
Ziv Ravitz - drums
Mateusz Pałka - piano
Joachim Mencel - hurdy-gurdy
Basia Derlak - vocals

Togetherness



HEVHETIA 0175

By Adam Baruch

This is the second album by the Polish Jazz guitarist/composer Szymon Mika, recorded, same as the debut album, in an intimate trio format with bassist Max Mucha and Israeli drummer Ziv Ravitz. Three guest musicians appear on selected tracks: vocalist Basia Derlak, who also contributed the lyrics to the four songs she appears on, Joachim Mencel who plays the hurdy-gurdy on three tracks and pianist Mateusz Pałka, who plays on five tracks. The album presents eleven original compositions, all by Mika. It album was beautifully recorded at the Monochrom Studio and engineered by Maciej Stach.

The music on this album is decidedly more diverse and shows a more searching attitude than the excellent debut album, which is very encouraging and promising development. There are obvious World Music influences present in this music, but also openness and noticeable reach beyond mainstream Jazz, which was still the core of the debut album. Mucha and Ravitz are ideal partners in this quest for new identity, both of them being unconventional in their approach to music and exceptionally gifted, providing exquisite support to Mika's lead parts and building a solid, but adventurous, rhythmic layer behind him.

The four vocal tracks are also quite surprising and show another facet of Mika's talent. Derlak sings in Polish, which is already a good starting point, and handles the relatively complex music with ease and obvious flair. Her Folksy mannerisms are a nice addition to the Jazz setting and I'd love to hear more of her in such setting. The tracks with Mencel and Pałka, when the ensemble becomes a quintet (or even sextet with the addition of vocals) are somewhat different form the trio tracks, offering more conventional melody lines and ambience and adding to the overall diversity and fluency of the album as a whole.

Overall the album is a clear and elegant step forward for Mika in many respects: as a composer, a bandleader and a guitarist. He joins the ranks of the new generation of Polish Jazz musicians, who are gradually taking over the center of the stage both in Poland and in Europe. Kudos are also due to the Slovak Hevhetia label, which is rapidly becoming one of the most important, open minded and active record labels in Europe and manages to expand its roster of artist to include many of the young generation's top artists, including neighbors from across the Tatra Mountains, and support them loyally. Wholeheartedly recommended!

poniedziałek, 30 lipca 2018

Szymon Mika Trio - trasa promująca nowy album "Togetherness" !!!


Już w środę 1 sierpnia trio gitarzysty Szymona Miki rozpoczyna krótką serię koncertów z materiałem promującym najnowszą płytę zatytułowaną "Togetherness". "Togetherness" to zapis spotkania muzyków pochodzących z różnych krajów i kultur, połączonych jazzowo-folkowymi korzeniami i wspólną wrażliwością.

Od ukazania się pierwszej autorskiej płyty gitarzysty – "Unseen", nagranej wspólnie z Maxem Muchą (kontrabas) i Zivem Ravitzem (perkusja), minęły ponad dwa lata. W międzyczasie Mika miał okazję współpracy z takimi mistrzami jak Dave Holland, Avishai Cohen, Joshua Redman czy Mark Turner. Te artystyczne spotkania i wymiana inspiracji zaowocowały zwrotem w kierunku muzyki, która sięga daleko ponad gatunkowe podziały. Dziś gitarzysta prezentuje album głęboko przemyślany oraz niezwykle muzykalny, niosący w sobie potencjał trafienia do zróżnicowanej publiczności.

Choć w kolejnych utworach wyraźnie wybrzmiewa indywidualizm każdego z muzyków współtworzących nową płytę, wciąż najważniejsza pozostaje wspólnota brzmienia oraz ciągłość historii, jaką lider opowiada w swoich kompozycjach. Wysmakowane i liryczne teksty wokalistki Basi Derlak ("Parasomnia", "Goodbye", "Talking Heads", "Dusza") dopełniają "Togetherness".

Materiał nagrany został w Monochrom Studio, położonym w malowniczej okolicy Gór Bystrzyckich, i zmiksowany przez topowego realizatora dźwięku w Szwajcarii. To tylko jeden z wielu poziomów, na których "Togetherness" spaja inspiracje i melodie sięgające głęboko do źródeł muzyki tradycyjnej z niezwykle nowoczesnym, światowym podejściem do brzmienia.

poniedziałek, 28 maja 2018

Szymon Mika Trio & Guests - Togetherness - premiera 18.06.2018


Szymon Mika - gitara
Max Mucha - kontrabas
Ziv Ravitz - perkusja

gościnnie:
Basia Derlak – śpiew, teksty
Joachim Mencel - lira korbowa
Mateusz Pałka - fortepian

18 czerwca nakładem wytwórni Hevhetia Records ukaże się kolejna płyta rewelacyjnego gitarzysty Szymona Miki"Togetherness" to zapis spotkania muzyków pochodzących z różnych krajów i kultur, połączonych jazzowo-folkowymi korzeniami i wspólną wrażliwością.

Od ukazania się pierwszej autorskiej płyty gitarzysty – "Unseen", nagranej wspólnie z Maxem Muchą (kontrabas) i Zivem Ravitzem (perkusja), minęły ponad dwa lata. W międzyczasie Mika miał okazję współpracy z takimi mistrzami jak Dave Holland, Avishai Cohen, Joshua Redman czy Mark Turner. Te artystyczne spotkania i wymiana inspiracji zaowocowały zwrotem w kierunku muzyki, która sięga daleko ponad gatunkowe podziały. Dziś gitarzysta prezentuje album głęboko przemyślany oraz niezwykle muzykalny, niosący w sobie potencjał trafienia do zróżnicowanej publiczności.

Choć w kolejnych utworach wyraźnie wybrzmiewa indywidualizm każdego z muzyków współtworzących nową płytę, wciąż najważniejsza pozostaje wspólnota brzmienia oraz ciągłość historii, jaką lider opowiada w swoich kompozycjach. Wysmakowane i liryczne teksty wokalistki Basi Derlak ("Parasomnia", "Goodbye", "Talking Heads", "Dusza") dopełniają "Togetherness".

Materiał nagrany został w Monochrom Studio, położonym w malowniczej okolicy Gór Bystrzyckich, i zmiksowany przez topowego realizatora dźwięku w Szwajcarii. To tylko jeden z wielu poziomów, na których "Togetherness" spaja inspiracje i melodie sięgające głęboko do źródeł muzyki tradycyjnej z niezwykle nowoczesnym, światowym podejściem do brzmienia.

Zobacz też: