Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zemler Hubert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zemler Hubert. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 lutego 2024

Livet - "Suite for Earth"

Livet


Piotr Klimek - aranżacja i kierownictwo muzyczne
Tord Gustavsen - fortepian
Eivind Aarset - gitara
Tore Brunborg - saksofon tenorowy
Piotr Rodowicz - kontrabas
Hubert Zemler - perkusja
Marja Mortensson, Zoryana Dybovska, Elina Toneva, Joanna Chmielecka - śpiew
Ponadto w nagraniu uczestniczył chór Teatru Chorea.

"Suite for Earth"

Wydawca: Jazz Forum 10-11/2023

Autor tekstu: Maciej Nowotny

Rok 2023 jako prenumerator znanego magazynu Jazz Forum mam prawo zaliczyć do udanych. Nie tylko dostawałem pismo starannie wydane i redagowane niezmiennie od lat na wysokim poziomie merytorycznym (chociaż ignorujące niemal całkowicie tzw. "free jazz"), ale poza tym otrzymywałem dodatkowo z każdym wydaniem interesującą płytę CD. Szczerze mówiąc wiele z tych płyt było po prostu jednymi z najlepszych wydanych w Polsce w ogóle, jak na przykład rewelacyjna "Lutosia" nagrana przez trio kontrabasisty Piotra Lemańczyka czy zjawiskowa  "Satyagraha" Magdaleny Zawartko (o której napiszę wkrótce). 

Równie ciekawy jest krążek zatytułowany "Suite for Earth" zespołu o nazwie Livet, w składzie którego znajdują takie tuzy jak pianista Tord Gustavsen czy gitarzysta Eivind Aarset, nie wspominając o naszych gwiazdach w osobach perkusisty Huberta Zemlera i kontrabasisty Piotra Rodowicza. Zresztą właśnie niedawno u nas opisywany przez Szymona Stępnika krążek Rodowicza zatytułowany "Razem na tej Ziemi" wydaje się mieć sporo wspólnego z muzyką na tej płycie. Przynajmniej jeśli chodzi o warstwę ideologiczną, bo oba zwracają uwagę na rosnące zagrożenia dla naszej planety, próbują obudzić naszą wrażliwość ekologiczną i polityczną, co akurat piszącemu te słowa jest bliskie.
Muzyka jest ciekawym amalgamatem jazzu, muzyki etnicznej, popularnej i jest bardzo zróżnicowana brzmieniowo. Wszystko jednak łączy się ze sobą, bez wrażenia chaosu, mimo że gra tu zespół jazzowy, śpiewają solistki, a nawet kilkunastoosobowy chór Teatru Chorea, który brawurowo zresztą wykonuje pieśni bułgarskie, norweskie i polskie. Muzyka została napisana i zagrana jako element spektaklu teatralnego. Jeśli jesteście zainteresowani tym jak udało się ten koncept zrealizować na scenie to polecam Wam tekst Marty Zdanowskiej w Dwutygodniku. Dobra wiadomość jest taka, że muzyka broni się dość dobrze także bez obrazu. A kilka piosenek jak na przykład "Chmara idzie" wykonana przez Joannę Chmielecką sprawiło, że po prostu  zaniemówiłem z zachwytu. Potężna jest moc polskiej muzyki ludowej zagranej z jazzową wolnością i wykonywanej z takim mistrzowskiem jak uczynili to muzycy i śpiewacy na tej płycie. Brawo!

Więcej o tym ciekawym projekcie dowiecie się z rozmowy jaką przeprowadził Krzysztof Komorek z Piotrem Klimkiem, aranżerem i kierownikiem muzycznym tego projektu na łamach "Jazz Forum". Warto poczytać i śledzić wieści odnośnie tego projektu, bo niewykluczone że doczekamy się jego kolejnej odsłony.  

poniedziałek, 20 listopada 2023

Wojciech Staroniewicz — "Alternations"

Wojciech Starnoniewicz 


Wojciech Staroniewicz – tenor saxophone, soprano saxophone
Sławek Jaskułke – piano
Michał Barański – bass
Hubert Zemler – drums
gościnnie:
Leszek Możdżer – piano (A-1, A-2, B-1)

"Alternations" (wyd. 2008, reedycja na winylu - 2023)

Wydawca: Allegro Records

Tekst: Szymon Stępnik

Wojciech Staroniewicz to niezwykle płodny saksofonista jazzowy, który na przestrzeni lat brał udział tworzeniu wielu ciekawych nagrań z różnorodną stylistyką. Dość wspomnieć o intrygującym A`FreAk-KomEdA Project, który pokazał, że choć o Komedzie powiedziano już wszystko, zawsze znajdzie się przestrzeń na kolejne warte uwagi spojrzenie na tę postać. Z kolei na płycie “North Park”, udało mu się udowodnić, że z Trójmiasta można jak najbardziej wykrzesać skandynawskie klimaty. Wielobarwność i eksploracje muzyczne to coś, czym chyba najlepiej można opisać postać tego artysty. Jaka jest więc w tym wszystkim reedycja płyty Alternations z 2023 roku?

Pierwszą wersję albumu nagrano w 2008 w studiu S-4 Polskiego Radia w Warszawie. Utwory zostały na nowo zmiksowane i zremasterowane przez Marka Romanowskiego w studiu Maro Records. To właśnie dzięki niemu, cóż tutaj dużo mówić, brzmienie jest po prostu doskonałe. Stosunek wysokich, średnich i niskich tonów jest doprowadzony niemalże do perfekcji. Czasem może perkusja jest zbyt mocno schowana, ale to niewiele znacząca drobnostka. Szczególnie podoba mi się dźwięk kontrabasu, gdzie udało się zachować tę cienką granicę pomiędzy czystością dźwięku, a charakterystycznym “głuchym” odgłosem dociskanych do gryfu strun.

“Alternations” to tak naprawdę jazz w dość klasycznej formie, co można potraktować zarówno jako wadę, jak i zaletę. Kompozycje nie redefiniują muzyki na nowo, za to wskazują wielki szacunek do tradycji. Każdy miłośnik konserwatywnych brzmień może poczuć się jak w domu. Jeżeli jednak ktoś oczekiwałby większej głębi, może się lekko na niej zawieść.

Analogicznie jest zresztą w przypadku sposobu gry na saksofonie samego lidera. Nie próbuje wynaleźć koła na nowo, ale też wcale nie ma takiego zamiaru. Staroniewicz operuje długimi dźwiękami, rzadko jednakże przyspieszając. Mało jest w jego grze popisów technicznych (choć oczywiście takie się zdarzają), za to więcej skupienia na samej melodii. Nic dziwnego, że Wojciech nazywany jest często jednym z najbardziej melodycznych saksofonistów w Polsce. Muzyka jest przez to przyjemna w słuchaniu, aczkolwiek jazzowa dusza słuchacza może momentami poczuć lekką frustrację ze względu na pewną zachowawczość i brak odwagi, by zagrać momentami bardziej “free”.

Pozostałe instrumenty stanowią raczej tło dla samego lidera. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Pochwalić należy grę sekcję klawiszową. Sławek Jaskułke daje oczywiście radę, ale z całym szacunkiem dla jego umiejętności, to właśnie Leszek Możdżer po raz kolejny udowadnia swoją artystyczną wyjątkowość. Choć jego zadaniem na tym longplayu jest głównie akompaniament, potrafi doskonale znaleźć moment na wrzucenie swoich trzech groszy. Gdyby wyobrazić sobie trójkąt równoboczny, gdzie jednym bokiem jest melodia, drugim trzymanie akompaniamentu, a trzecim popisy techniczne, Możdżer z matematyczną wręcz precyzją znalazłby się po jego środku.

Zaskakujące jest również, kto gra na perkusji. Hubert Zemler raczej nie kojarzy się z tradycyjnym jazzem, a tutaj gra wręcz akademicko. Oczywiście można usłyszeć już pewne echa przyszłej kariery tego muzyka, która oscyluje wokół szeroko pojętej awangardy, aczkolwiek uczucie słuchana Huberta grającego à la Andrzej Dąbrowski jest zjawiskiem niezwykle osobliwym. Niewątpliwie potwierdza to wielki talent tego muzyka.

Podobać się może również różnorodność utworów. Z jednej strony mamy pędzące na oślep Next Door, z drugiej nowojorskie Sunny Sonny. A Catalan przywodzi już na myśl ścieżkę filmową do filmu niemego ze Złotej Ery Hollywood. Taka gra skojarzeń towarzyszy odbiorcy przez niemal cały czas, co jest oczywiście rzeczą bardzo pozytywną. Wspaniale wpisuje się to w okładkę płyty autorstwa Rafała Chomika, przedstawiającą białą warstwę, swoistą “tabula rasa”, na którą nadano wielobarwne kompozycje.

“Alternations” to bardzo sympatyczna płyta. Nie jest może najwybitniejszym dokonaniem w życiu Staroniewicza, aczkolwiek przebija z niej pewna szczerość. Ci bardziej wymagający słuchacze mogą poczuć się zawiedzeni jej konserwatyzmem, ale dla mnie nie jest to wcale jej wadą. Diabeł tkwi w szczegółach — dopiero wsłuchując się w jądro dźwięków, usłyszymy nieprzeciętność sekcji rytmicznej i niezwykłą zdolność tworzenia melodii przez lidera. Mimo to, za największy atut wyróżnić należy jakość miksu i masteringu. Pomimo faktu, że to reedycja płyty z roku 2008, w wersji z roku 2023 doskonałość jej brzmienie zachwyci niejednego audiofila.

środa, 19 lipca 2023

Pawlacz perski czyli Szymon Stępnik w świecie muzyki eksperymentalnej - część II

Autor tekstu: Szymon Stępnik

Melatony — Droga do REM (2022)

Wydawca: Pawlacz Perski

Melatonina koordynuje pracę nadrzędnego zegara biologicznego u ssaków, a także reguluje rytmy dobowe, między innymi rytm snu i czuwania. Choć nie jestem biologiem, mogę założyć się, że odgrywa istotną rolę w dotarciu do fazy REM, gdzie umysł człowieka jest najbardziej podatny na odbieranie swojej sfery wewnętrznej.

Hubert Zemler, bo tak naprawdę on stoi za koncepcją tego albumu, nagrał bardzo rytmiczny, aczkolwiek wręcz amelodyczny album, którego o dziwo bardzo dobrze się słucha. Większość utworów zbudowana jest w taki sposób, że w tle słyszymy rytm przypominający bicie serca. Słuchacz szybko zatapia się w ocean rozdźwięków, a same utwory przeszywają na wskroś i nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Jedyne harmonie, jakie byłem w stanie wyszczególnić, malowane były za pomocą ludzkiego głosu. Jest to zasługa przede wszystkim niesamowitej Antoniny Nowackiej, która w szczególności w tytułowym utworze stworzyła piękne, senne pejzaże. Dzięki niej ściana dźwięku przeradza się w utwór z prawdziwego zdarzenia.

Jak już wspomniałem, centralne miejsce zajmuje rytm. To on jest głównym aktorem sennego spektaklu i stanowi fundament wszelkich innych odgłosów pojawiających się na płycie. To niesamowite, jak wiele szczegółów udało się zawrzeć autorowi. Ze względu na takie bogactwo, nie nadaje się moim zdaniem do zasypiania. Proszę mi uwierzyć, że naprawdę próbowałem przeprowadzić eksperyment i zasnąć z taką muzyką na słuchawkach! Niestety, była zbyt intrygująca i zajmująca umysł, by zmrużyć przy niej oczy.

Świetnie za to sprawdziła się jako tło do czytania komiksu “Sandman” Neila Gaimana. Historia Sandmana, czyli de facto władcy świata snów, znakomicie komponuje się z twórczością Huberta Zemlera i tworzy dodatkową warstwę klimatu.




Emiter - Where old buildings once stood come new ones (2022)

Wydawca: Pawlacz Perski

Jak wskazuje sam tytuł albumu, Marcin Dymiter (kompozytor stojący za tym dziełem) prowadzi nas do swego rodzaju “miasta duchów”... a przynajmniej takie uczucie towarzyszyło mi podczas odsłuchu pierwszego utworu. Oczami wyobraźni zobaczyłem też puste przestrzenie i ciszę, z delikatnym dźwiękiem dzwonnicy w tle. Niestety, pierwsza część kasety w ogóle mnie nie porwała. Szumy i dość monotonna ściana syntezatorowego dźwięku nie są czymś, co może skraść moje serce. Czasem pojawia się wiolonczela Edyty Czarniewicz, która jest niesamowicie zaaranżowana, ale to za mało, abym mógł się zachwycać poszczególnymi kompozycjami.

Niemniej chyba rozumiem zamysł artysty (a przynajmniej — tak mi się wydaje). Zanim powstają nowe budynki, najpierw musimy oglądać zgliszcza starych. Ta pustka w muzyce tworzy paralelę obrazu, który widzimy na jakichś starych polskich blokowiskach. A to, że budowa trwa tak długo? Cóż, patrząc na tempo inwestycji w budynki mieszkaniowe w niektórych miastach, w ogóle mnie to nie dziwi.

Marcin Dymiter wtrąca w niepamięć średnią pierwszą część albumu, dzięki świetnej kompozycji “In my dreams I see calm East”. Tutaj pojawia się perkusja, która cudownie błogo zlewa się z dźwiękami wiolonczeli. Utwór daje nadzieję, a ja w swoich myślach marzę o wschodzącym orientalnym mieście. Wzrastające napięcie, beztroski klimat to główne atuty niniejszego utworu. Autorowi udało się osiągnąć coś, co bez wątpienia zasługuje na uznanie. Wydaje mi się jednak, że nie doceniłbym jego świetności, gdyby nie utwory wcześniejsze. Jeżeli taki był w istocie zamysł — czapki z głów.


poniedziałek, 15 maja 2023

Piernik / Zabrodzki - Namanga (2008)

Zdzisław Piernik plays compositions of Piotr Zabrodzki

Zdzisław Piernik – tuba
Piotr Zabrodzki – fortepian, fortepian elektryczny, kontrabas, gitara basowa, organy, ambient
Hubert Zemler – perkusja, wibrafon
Wojciech Konrad – skrzypce

"Namanga" (2008)

Wydawca: Vivo Records

Autor tekstu: Marcin Kaleta


Co ma Piernik do zagrania?

Ha! Wywodzić można by bez końca. Zdzisław Piernik (ur. 1937; podaje się też 1942) jest jednym z najwybitniejszych na świecie wirtuozów tuby, interpretatorem muzyki klasycznej oraz współczesnej. Doceniali go najwięksi kompozytorzy i dedykowali mu własne dzieła, m.in. Krzysztof Penderecki "Capriccio per tuba" (1980) czy Witold Szalonek – oszałamiającą dwunastominutową "Piernikianę per tuba sola" (1977). To dzięki niemu w naszym kraju tuba wyemancypowała się jako instrument solowy.

Nie wiem, kiedy zaistniał w jazzie. Usłyszeć go można już na płycie Jana Ptaszyna Wróblewskiego pt. "Sprzedawcy glonów" (1973), wyróżniającej się chociażby doborowym składem (Szukalski, Muniak, Namysłowski, Stańko, Karolak, Makowicz, Bliziński, Trzaskowski, Nahorny, Seifert, Urbaniak, Suchanek, Bartkowiak, Stefański i kilku innych asów). Co istotne, tubista instrument spreparował i odtąd przeprowadza różnorodne eksperymenty sonorystyczne. Według muzykologa Tadeusza Kaczyńskiego ten na wskroś nowoczesny język składa się z dźwięków "przypominających chrapanie, warczenie, gwizdy, świergoty i piski, niekiedy tak wysokie, że aż trudno uwierzyć, iż można je wydobywać z instrumentu o tak niskim rejestrze".


Na bezdech artysta na pewno nie narzeka. Potrafi tak dopierniczyć, że dęby tańczą. Przekonać się o tym możemy, obcując z albumem "Namanga" (2008, Vivo Records), na którym wykonuje kompozycje Piotra Zabrodzkiego. Ten multiinstrumentalista odpowiada ponadto za fortepian, fortepian elektryczny, kontrabas, gitarę basową, organy i ambient. W co poniektórych momentach towarzyszą im Hubert Zemler na perkusji i wibrafonie oraz Wojciech Kondrat na skrzypcach.

Dziwna to pozycja, zaskakująca i pasjonująca. Awangarda. Na repertuar składa się piętnaście miniatur, trwających od minuty do dwóch i pół. Wyjątkami są "Na Wawelu" (5:28), wreszcie kończący wszystko "Emblema 47 Outro" (11:57). Jednak w tym ostatnim przypadku proszę uważać: po dwóch minutach nastaje zupełna cisza, utrzymuje się przez minut pięć i kiedy wydawać się może, że doszło do pomyłki, doświadczamy furii dźwięków, jakby przebudziło się jakieś dzikie zwierzę. O tym należy uprzedzić zawczasu! Obserwowałem reakcję ludzi, którzy niczego się nie spodziewali. Lecz i nadmienić trzeba, że to fragment wręcz genialny, niewiarygodny zarówno od strony wirtuozerskiej, jak i pod względem inwencji.

W ogóle Piernik dość często szokuje oszalałymi, rozbestwionymi partiami. Wyczytałem, że "jest nieugiętym zwolennikiem tuby jako instrumentu solowego". Przyznaję, wyczynia rzeczy niesłychane i bezkompromisowe. A przy okazji nie jest nudziarzem. Urozmaica występ na wszelkie sposoby. Bywa, że gra spokojnie, medytacyjnie, klimatycznie, liturgicznie. A w innych momentach bez żadnego problemu dotrzymuje tempa rockowym, punkowym czy nawet hard core'owym rytmom. W ogóle to misterium tubisty odbywa się na jakimś speedzie, acz kontrolowanym.

I jeszcze ta oprawa graficzna mizernie opisanej płyty: motywy kolejowe, lokomotywy i torowiska. Zagadka. W każdym razie recenzent, Filip Lech, stwierdził: "Tych dwóch muzyków stworzyło płytę niesamowitą, której nie było w Polsce od wielu lat" i którą "można spokojnie położyć na półce obok »Astigmatic«", oczywiście Komedy. Tym mniej zorientowanym (zawsze w czymś orientujemy się mniej bądź bardziej) tłumaczę, że według krytyków to najwybitniejsza pozycja w historii polskiego jazzu. Znowu zagadka: zasługiwałaby "Namanga" na miano arcydzieła?

***

Zdjąłem ją teraz z półki, by odświeżyć wrażenia. Są identyczne, jak półtora roku temu, kiedy powstawał powyższy tekst. Albo nawet mój podziw wzrósł. Odkładam, jednak tym razem w miejsce, gdzie przechowuję najcenniejsze zbiory.

piątek, 21 października 2022

Korybalski, Traczyk, Zemler - Don't Try (2022)

Korybalski, Traczyk, Zemler

Łukasz Korybalski – trąbka, flugelhorn, AE modular synth
Wojciech Traczyk – kontrabas
Hubert Zemler – perkusja, instrumenty perkusyjne

Don't Try (2022)

Wydawnictwo: For Tune

Autor tekstu: Maciej Nowotny

Platon, w swoim idealnym Państwie, widział miejsce dla edukacji muzycznej ponieważ był zdania, że poprzez doświadczenie estetyczne o charakterze abstrakcyjnym pomaga ona przygotować umysły do zrozumienia opartej na logice natury Wszechświata. Innymi słowy muzyka i idee są ze sobą nierozerwalnie związane. Można nawet postawić tezę, że muzyka oparta wyłącznie na emocjach ma charakter czysto rozrywkowy, jest przemijająca, ulega korozji czasu. Podczas gdy muzyka przemawiająca do umysłu jest zbudowana na trwalszym fundamecie i może się okazać ponadczasowa, bo odpowiada na odwieczne - "duchowe" - potrzeby słuchacza.

Umysł to jednak nie to samo co intelekt. Warto tę prawdę dogłębnie zrozumieć w życiu w ogóle, ale także w muzyce, a szczególnie nowoczesnej, w jej improwizowanej formie. Jeśli ktoś chciałby się o tym przekonać świetną do tego okazję stanowić będzie odsłuch najnowszego krążka trio Korybalski, Traczyk, Zemler. Trio to wydało właśnie w renomowanej polskiej wytwórni For Tune album noszący wiele mówiący tytuł "Don't Try". Czyli nie próbuj.

Nie próbuj? Czego nie próbuj? Kto niech nie próbuje? Dlaczego nie? Antycypując szereg tych pytań Łukasz Korybalski - utalentowany trębacz - umieścił parę słów, które znaleźć możemy na wewnętrznej stronie albumu:

"(...) Na początku - pojedynczy dźwięk. Wytycza kierunek. Bez słów. Bez znaków. (...) wielość zmiennych nie pozwala przewidzieć co się wydarzy. Zatem lepiej nie próbuj". No właśnie. Jak rozumiecie Państwo czytający te słowa te parę zdań? Nie próbuj nie oznacza oczywiście zachęty do wyłączenia muzyki, lecz coś innego. Oczywiście chodzi o umysł. O pewien jego stan. Taki stan, w którym zostawiamy za sobą wszelkie teoretyczne rozważania, zmartwienia czy się uda, całą chęć kontroli, obawę przed porażką, czy będą słuchać, czy wydadzą, czy się sprzeda, czy Ruski nie walnie wcześniej atomówką, czy żona odejdzie, jakie wyniki przyjdą ze szpitala, czy będę miał za co żyć na emeryturze i milion, miliard, bilion innych powodów, by tylko próbować i ten jeden jedyny aby nie. Jaki?

Na pewno rozumiecie dlaczego zamiast to napisać zachęcę Was raczej po sięgnięcie po muzykę. Trąbka Łukasza, kontrabas Wojciecha i perkusja Huberta - wierzcie mi - na pewno Was nie zawiodą. Chociaż nie wiem  czy uda się Wam usłyszeć najważniejszy instrument jaki wziął udział w nagraniu tej muzyki. To, zależy wyłącznie słuchaczu już od nas. Szczerze Wam tego życzę i mam nadzieję, że choć odrobinę pomogłem tym tekstem, a przynajmniej udało mi się nie zaszkodzić. Przynajmniej tyle mogę powiedzieć, że bardzo się starałem...

piątek, 18 grudnia 2020

Polski Piach - Południe (2020)

Polski Piach

Patryk Zakrocki - guitar, stompbox, percussion
Piotr Mełech - bass clarinet
Kuba Falkowski - bean pods, mouth harp, voice, percussion
Hubert Zemler - balafon (7)

Południe



PRIVATE EDITION 2020

By Piotr Wojdat

Motywem przewodnim wywiadów, które miałem do tej pory przyjemność przeprowadzać ze skrzypkiem, improwizatorem i kompozytorem Patrykiem Zakrockim, było jego stwierdzenie: "Jestem przygotowany do tego, żeby być nieprzygotowanym". Taki tytuł nosiło jedno z wydań mojej audycji radiowej, w którym artysta z pasją i humorem opowiadał o swojej muzyce. Potem po kilku latach porozmawialiśmy na łamach Jazzarium.pl. Nawiązałem wtedy do wspomnianego stwierdzenia o nieprzygotowaniu, a sam Zakrocki rozwinął je w następujący sposób: "Myślę, że wciąż nad tym pracuję, żeby być odpowiednio nieprzygotowanym. Wiadomo, gromadzi się materiał, doświadczenie i wiedzę. Chodzi o to, żeby to wszystko nie przytłumiło tego pierwotnego entuzjazmu".

Gdy słucham kolejnych albumów Patryka Zakrockiego, za każdym razem przypominam sobie te słowa. Wydaje mi się, że doskonale oddają jego nietuzinkowe podejście do grania. Do tego stopnia zapadły mi w pamięci, że mogę chyba napisać, iż jestem przygotowany do tego, żeby ten pierwotny entuzjazm starać się wychwycić w jego muzyce. I zazwyczaj to się udaje. Czasami jest to mniej oczywiste i trudniejsze do wyłapania, np. w projektach nastawionych bardziej na współczesną improwizację. Jednak nawet wspólne albumy z gitarzystą Marcinem Olakiem i gośćmi w rodzaju katalońskiego pianisty Agusti Fernandeza pod szyldem Spontaneous Chamber Music przynoszą powiew świeżości. 

Zespół Polski Piach na tym tle i w kontekście poszukiwań pierwotnego entuzjazmu w tworzeniu muzyki wypada szczególnie korzystnie. Zakrocki wraz z klarnecistą Piotrem Mełechem i perkusistą Kubą Falkowskim z dużym wyczuciem i przymrużeniem oka wcielają się w rolę czujących bluesa muzycznych nomadów i wprowadzają nas w niespieszny trans. Pomysłodawca projektu odłożył na bok skrzypce, altówkę czy elektryczną mbirę. Tym razem sięgnął po akustyczną gitarę i razem z resztą muzyków nawiązał do korzennego bluesa z różnych szerokości geograficznych. Album "Południe" powinien zatem przypaść do gustu wszystkim tym, którzy namiętnie słuchają starych nagrań bluesmenów z delty Mississippi. Fani afrykańskiego folkloru również powinni znaleźć tu coś dla siebie.

Nie bez znaczenia jest tu jeszcze jedna ważna kwestia, czyli kontekst funkcjonowania Zakrockiego w środowisku muzyków działających wokół nieistniejącej już wytwórni LADO ABC. Ta cała charakterystyczna zabawa formą, pozorna dezynwoltura, łamanie, drążenie, grzebanie, rytmiczne pozy w charakterze kreatywnego "lo-fi", z którymi tak dobrze kojarzymy właśnie artystów z LADO (Marcin Masecki, Paweł Szamburski, Macio Moretti), kruszenie pewnego rodzaju lukru nieoczywistymi wtrętami, przy jednoczesnym zachowaniu - akurat w przypadku Piachu - specyficznej, "około-bluesowej" jednorodności, cała ta osobliwa spuścizna odcisnęła także swój ślad na albumie "Południe". W tym sensie obecne na płycie muzyczne odniesienia tworzą obraz bardzo złożony, rozpatrywany na wielu płaszczyznach, budowany w określony sposób przez nietuzinkowe osobowości.

Formacja Polski Piach nie kopiuje patentów Roberta Johnsona czy Ali Farka Toure. Szuka swojego miejsca na muzycznej mapie. Gra oszczędnie, niezwykle interesująco i dostosowuje charakter muzyki do rejonów, w których powstaje. Jeśli szukacie wewnętrznego spokoju w niespokojnych czasach, album "Południe" powinien naprowadzić was na właściwą drogę. Wyjdźcie tylko na długi spacer, zaczerpnijcie świeżego powietrza i koniecznie zabierzcie ze sobą kopę Polskiego Piachu.       

czwartek, 19 listopada 2020

Polski Piach - Południe - premiera nowej płyty

Patryk Zakrocki - small acoustic guitar, stomp box, percussion (4)
Piotr Mełech - bass clarinet
Kuba Falkowski - bean pods, mouth harp, voice, percussion
Hubert Zemler - balafon (7)

Polski Piach to zespół uruchomiony przez Patryka Zakrockiego, czerpiący z tradycji pierwszego bluesa, pustynnego transu i rozwijający własny język, którego temperatura wynika z rodzimego krajobrazu, natury polskich rzek, zachmurzonego nieba. Muzycy wywodzą się z warszawskiego środowiska improwizatorów, kręgu LADO ABC. Kuba Falkowski jest artystą skupionym na idei performance'u. Obecnie do składu dołączył na basetli Piotr Domagalski znany ze składów Marcina Maseckiego. Projekt Polski Piach bada pokrewieństwo i zasadność upodobnień między piachem delty Missisipi, Sahary i wiślanych łach. Pierwsza płyta zespołu - "Południe" - ukaże się 21 listopada 2020 r.

Patryk Zakrocki (ur. 1974 r. w Warszawie) - muzyk, improwizator, kompozytor, artysta dźwiękowy. Obecnie gra w duecie SzaZa i z gitarzystą Marcinem Olakiem, na skrzypcach lub altówce, oscylatorze i elektrycznej mbirze, zmienia melodyjki w starych pozytywkach i współtworzy dwa wyjątkowe projekty własnego pomysłu: Gabinet Masażu Ucha Wewnętrznego i Kino Dźwięku.

Zakrocki zajmuje się muzyką kameralną, elektroakustyczną i szeroko pojętym słuchowiskiem. Dyryguje zespołami improwizatorów oraz sam improwizuje i komponuje. Opublikował 12 albumów płytowych, w tym dwa solowe. Jest autorem muzyki do spektakli teatralnych i filmów fabularnych, animowanych, dokumentalnych, krótkometrażowych i niemych. Wśród tych ostatnich znalazły się etiudy studenckie Romana Polańskiego, filmy eksperymentalnie Themersonów i animacje lalkowe Władysława Starewicza. Autorska ścieżka dźwiękowa napisana do obrazów, poza licznymi pokazami w Europie, była do tej pory prezentowana w Stanach Zjednoczonych, Islandii, Urugwaju, Chinach i Japonii.

Patryk Zakrocki organizował cykl koncertów Galimadjaz, współtworzył "Inwazję dźwięku" w Zachęcie, prowadził znany ze słuchowisk Zakład Produkcji Dźwięku. Jako improwizator występował z Pawłem Szamburskim, Fredem Frithem, Kazuhisa Uchihashi, Tetuzi Akiyama, Norbertem Kubaczem, Raphaelem Rogińskim, Michałem Górczyńskim, Noelem Ackchote, Paulem Brodym, Alanem Bernem, Maciem Morettim, Hubertem Zemlerem, Michaelem Zerangiem i wieloma innymi wybitnymi muzykami.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Diomede - Przyśpiewki (2020)

Diomede

Grzegorz Tarwid - piano, keys
Tomasz Markanicz - saxophone
Hubert Zemler - drums

Przyśpiewki

AUDIO CAVE 2020/008




By Adam Baruch

This is the second album by Polish Jazz outfit Diomede, which started as a duo of keyboardist Grzegorz Tarwid and saxophonist Tomasz Markanicz and on this album was expanded to a trio with the addition of drummer Hubert Zemler. The album presents ten original compositions, which are not credited on the alum's artwork and assumed to be co-composed by all three musicians.

The music seems to stick to the modus operandi of the debut album, presenting melodic pieces, which are only partly related to the Jazz idiom, but involve the element of improvisation and the adventurous spirit, and which could be easily perceived as Art Rock, cinematic music, World-Jazz Fusion and many other sun-genres. This chameleonic character of the music is truly charming and fascinating, and keeps the listener on his toes for the entire duration.

Tarwid emerges as one of the most interesting representatives of the young Polish Jazz scene, and his recorded legacy so far offers an astonishing stylistic diversity and unusual level of excellence, which are certainly worth watching closely. His contributions on this album are a clear indication of his multi-talented musical personality.

Markanicz evidently matured since the recording of the debut and his improvising skill and power of expression are certainly more impressive, placing him shoulder to shoulder with the two more experienced colleagues. Joining forces with Zemler, who is another example of the strength and diversity of the Polish scene and a remarkable performer, certainly added a lot of new creativity into the outfit's presence and strengthened the overall sound significantly, now able to present a full palette of an bona fide ensemble.

Overall this is a very impressive album, wonderfully unusual, rich in musical contents and surprising variety, excellently performed and obviously standing out as far as creativity and exploration are concerned. Absolutely well done, Gentlemen, and congratulations are in order for passing the critical sophomore album test.

sobota, 21 marca 2020

Opla - Obertasy (2019)

Opla

Piotr Bukowski - guitar
Hubert Zemler - drums

Obertasy

ERSATZ 002





By Piotr Wojdat

Duet Opla tworzą muzycy związani z warszawskim środowiskiem do niedawna jeszcze skupionym wokół wytwórni Lado ABC. Gitarzysta Piotr Bukowski znany ze Stworów, Hokei czy Xenonów oraz perkusista Hubert Zemler, który oprócz solowych przedsięwzięć, ma na koncie mnóstwo zróżnicowanych pod względem stylistycznym projektów (m.in. Zebry A Mit, Slalom, Shy Albatross), podjęli próbę współczesnej interpretacji transowych oberków z polskiej wsi. Próba ta nie sprowadza się jednak do rekonstrukcji tradycyjnej muzyki ludowej, a jest przede wszystkim efektem śmiałego i nieoczywistego eksperymentu.

Punktem wyjścia do powstania albumu "Obertasy" była wymyślona przez artystów alternatywna rzeczywistość. Bukowski i Zemler najpierw zadali sobie pytanie, co by było, gdyby nie dotarły do nas komputery i instrumenty elektroniczne w rodzaju samplerów? Wyobraźnia zaprowadziła ich do ciekawych wniosków: muzycy z miast kontynuowaliby granie tradycyjnych oberków. Zarys intrygującego scenariusza na potrzeby "Obertasów" został zatem stworzony. Nie pozostało nic innego, jak nadać mu odpowiednią oprawę i wcielić go w życie. Efektem tego jest album duetu Opla wydany przez Ersatz Recordings, które z kolei jest odnogą krakowskiego labelu Instant Classic.

Już pierwsze odsłuchy wspólnego albumu Bukowskiego i Zemlera zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nie znałem koncepcji i zamysłu artystów. Jedynie tytuł płyty oraz nazwy poszczególnych utworów sugerowały jakieś nawiązania do muzyki tradycyjnej. Byłem zatem pozytywnie zaskoczony, że oto mam okazję posłuchać muzyki, która zawiera... śladowe ilości folkloru. Co zatem stanowi o sile "Obertasów" i na co kładą nacisk artyści?

Muzyka nagrana przez Oplę naszpikowana jest silnym ładunkiem emocjonalnym i surową energią. Hubert Zemler z lekkością trzyma wszystko w ryzach, nadaje ton całemu przedsięwzięciu i dba o odpowiednią dynamikę poszczególnych utworów. Zazwyczaj używa do tego prostych środków i jest w tym bezbłędny. Piotr Bukowski z kolei wspina się na wyżyny swoich umiejętności. Brzmienie jego gitary jest brudne, ciężkie i hałaśliwe.

"Obertasy" to jedna z tych płyt, które zaskakują nieoczywistym podejściem do tematu polskiego folkloru. Artyści nie biegną za tłumem, zdecydowanie podążając własną, kreatywną drogą. Warto im w tym potowarzyszyć. Mocne wrażenia gwarantowane.

czwartek, 3 maja 2018

Zebry A Mit - Laumės (2017)

Zebry A Mit

Kamil Szuszkiewicz – trumpet
Olgierd Dokalski – trumpet
Wojtek Traczyk – bass guitar
Hubert Zemler – drums, metallophone

Laumės

FUNDACJA KAISERA SÖZE 2017


By Piotr Wojdat

Muzyka minimalistyczna niejedno ma imię. Taki wniosek można wysnuć po przesłuchaniu "Laumės" grupy Zebry A Mit. I choć minimalizm wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych, a szczyt jego popularności przypadł na lata 60. i 70. ubiegłego wieku, to do dzisiaj pozostaje cennym źródłem inspiracji dla artystów reprezentujących różne gatunki muzyczne. Wzorowanie się na dokonaniach La Monte Younga, Steve’a Reicha czy Terry’ego Rileya, by wymienić tych najznamienitszych twórców, nie powinno dziwić. Zaciekawienie może jednak wywołać fakt, że zespół Zebry A Mit brzmi jakby przyświecały mu założenia minimal music, a tak naprawdę źródeł i inspiracji należy doszukiwać się w… tradycyjnych, litewskich pieśniach sutartines. 

Trębacz Kamil Szuszkiewicz, który jest pomysłodawcą i niepisanym liderem formacji, nie chciał w ten sposób stworzyć instrumentalnego odpowiednika wielogłosowych, śpiewanych przez kobiety z Litwy sutartines. Był to punkt wyjścia do zaprezentowania autorskiego projektu, którego wydźwięk byłby jak najbardziej współczesny. Udaje mu się to osiągnąć, co jest również zasługą trębacza Olgierda Dokalskiego, kontrabasisty Wojtka Traczyka oraz perkusisty Huberta Zemlera. Wszyscy wymienieni artyści mają pokaźny bagaż doświadczeń w tworzeniu muzyki zaliczanej do różnych gatunków. W tym konkretnym przypadku przekłada się to nie tylko na ciekawą formę, ale też i na intrygującą treść.

O tym, że "Laumės" to album, którego charakter odbiega znacząco od regularnie wydawanych płyt z muzyką jazzową i improwizowaną, można się już przekonać po pierwszym przesłuchaniu tego półgodzinnego wydawnictwa. Frazy wygrywane przez Szuszkiewicza i Dokalskiego albo się nawarstwiają, albo wybrzmiewają po sobie z lekkim przesunięciem czasowym. Nie ma tu miejsca na solówki czy popisy razem z pozostałymi muzykami. Zamiast tego trębacze nawiązują do wielogłosowości obecnej w tradycyjnych pieśniach litewskich, o których wspomniałem we wstępie. Tworzą polifonie, które robią duże wrażenie, a melodie, czasem nieoczywiste i niekiedy balansujące na granicy przyswajalności, głębiej zapadają w pamięć. Są zresztą oparte na sekcji rytmicznej, która pozornie spełnia jedynie rolę drugoplanową, a często za pomocą prostych środków wyrazu buduje napięcie na pierwszym planie.

Szuszkiewicz, Dokalski, Traczyk i Zemler równie dobrze odnaleźliby się w repertuarze typowo jazzowym z odpowiednią dozą kreatywności. Mają odpowienie umiejętności, zmysł twórczy oraz świadomość, że nie zawsze więcej znaczy lepiej. W przypadku "Laumės" postawili na minimalizm formalny i wykonawczy. Tak naprawdę jedyny w swoim rodzaju, co już samo w sobie powoduje, że wydawnictwo to warto polecić uwadze szanownych czytelników.

środa, 1 listopada 2017

Leszek Możdżer i Hubert Zemler - listopad w Mediatece


Przed nami listopad i długie jesienne wieczory, z których kilka warto spędzić w Mediatece. W ramach sezonu koncertowego Orkiestry AUKSO zostały zaplanowane  3 wydarzenia koncertowe i 1 warsztaty dla dzieci. 4 soboty/4 wyjątkowe muzyczne spotkania/4 cykle programowe: AUKSO MODERN, NEXT WAVE, POLISH SOUNDS oraz AUKSO4KIDS. Do zobaczenia w Tychach!

04.11 | godz. 19:30
AUKSO PLAYS MOŻDŻER

Leszek Możdżer – fortepian
Marek Moś – dyrygent

Leszek Możdżer dał się poznać jako wszechstronny pianista, taki co to i jazz przenicuje, yass z niego czyniąc (to z Miłością, oczywiście), i Chopina zinterpretuje w przystępny sposób, i z muzyką rockową sobie poradzi, czy to igrając z repertuarem Nirvany, czy akompaniując Davidowi Gilmourowi, pierwszej gitarze Pink Floyd. Ale jest Możdżer nie tylko wprawnym interpretatorem – jego kompozycje potrafią zachwycić lekkością, która ucieka od banału. Łatwo to sprawdzić na wydanej płycie "Seven Pieces for Improvising Piano and Strings", nagranej z towarzyszeniem AUKSO, zawierającej oprócz kompozycji Henryka Mikołaja Góreckiego autorskie utwory Możdżera na fortepian i orkiestrę. Koncert odwoływał się będzie głównie do tego materiału, ale nie zabraknie też rzeczy nowszych, skomponowanych przez pianistę przy okazji niedawnej współpracy z Holland Baroque Ensemble.


11.11 | godz. 19:00
HUBERT ZEMLER

Hubert Zemler - instrumenty perkusyjne

"Najpiękniejszą rzeczą w muzyce jest improwizacja, która wymaga silnej autodyscypliny" – uważa i zarazem najlepiej podsumowuje swój styl gry. Kiedy trzeba jest bezwzględnie podporządkowany partyturze, ale potrafi też improwizować, jak niewielu na tym instrumencie. Jeśli więc komuś mogłoby się wydawać, że solowy album perkusisty może być nudny lub jednowymiarowy - "Puppation of Dissonance" przyprawi go o zawrót głowy. Zemler objawia się na płycie nie tylko jako znakomity interpretator (wziął się za bary z „Waves” Pera Nørgårda i „Music for Pieces of Wood” Steve’a Reicha), ale też pomysłowy kompozytor i aranżer, wzbogacający partie perkusji brzmieniem syntezatora, efektami i samplami. Do tej pory bohater drugiego tła – znany m.in. ze współpracy z Incarnations czy Natalią Przybysz – swoim drugim albumem solowym Hubert Zemler wybił się na niepodległość.

piątek, 18 listopada 2016

LAM – LAM (2016)

LAM

Wacław Zimpel - Bb clarinet, alto clarinet, bass clarinet, tarogato
Krzysztof Dys - piano
Hubert Zemler - drums, metallophone

LAM

INSTANT CLASSIC 048


By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Improvising Music trio LAM, which comprises of veteran Polish avant-garde activists: clarinetist/composer Wacław Zimpel, pianist Krzysztof Dys and drummer Hubert Zemler. Berlin based producer mooryc, who was involved with the production, adds some electronic sounds. Together they present seven original compositions, all composed by Zimpel, two of which were co-composed by mooryc.

Listeners familiar with the music of Zimpel will find this album closely following his usual concept of contemplative, meditative music, which develops painfully slowly and progresses on a very limited emotional level, almost like the music of Far Eastern cultures, which serves mostly for meditation and prayer. This music has a restricted melodic content, with short melodic themes, which are then repeated in an endless cycle, changing only marginally within each piece. Of course serial, cyclic, minimalistic and repetitive music techniques exist also in the Western Classical Music idiom, but Zimpel's music has more affinity to the folkloristic directions.

Personally this is not a kind of music I'd listen to intentionally, as usually I find it rather limited and annoying. Nevertheless this particular album is an exception, as I quite enjoyed the music herein and listened to the entire album with interest and pleasure. Zimpel's highly emotional and expressive playing on one of the pieces is the absolute highlight of the entire album and justifies getting a copy of it.

Dys, who is a brilliant piano virtuoso, sadly has little opportunity to show his super technique and exceptional ability, staying mostly in the background. Same applies to Zemler, who is a very creative drummer but this music hardly allows him to show his entire arsenal of possibilities. But all the limitations are balanced by a tight correlation between the musicians and the aesthetics of the musical concept, which inspires calm personal introspection, which perhaps is the main purpose of this music.

Not for everybody of course, but Zimpel has many fans on the Polish scene, who will welcome this album openheartedly, which is always a good thing. Personally I'd love to hear Zimpel playing other kind of music for a change, perhaps more Jazz oriented, but I respect his consistency and obvious talent.

sobota, 7 maja 2016

Zebry A Mit - 16'25 (2015)

Zebry A Mit

Kamil Szuszkiewicz - trumpet
Wojtek Traczyk - bass
Hubert Zemler - drums
Piotr Dąbrowski - percussion

16'25

Lado SB/11



By Piotr Strzemieczny

Oglądać pod mikroskopem, słuchać przy rozkręconych gałkach głośników. Zebry a Mit, czyli kwartet Szuszkiewicz-Traczyk-Zemler-Dąbrowski, przygotował minialbum, składający się z trzech tylko kawałków. Trzy nagrania w świecie jazzu i free-impro przynoszą często skojarzenia z nawet osiemdziesięcioma minutami muzyki, ale teraz jest inaczej. Chłopaki co prawda ósemkę raz mają, ale tylko w otwierającym płytę utworze "Truf". Za to jakim utworze! 

Rozpoczynający album kawałek to prawdziwy kolos. Osiem minut improwizacji w jazzowo-yassowym stylu z niezłym cyfrowym chaosem w końcówce. Jeśli ktoś przez chwilę pomyślał, że to komputer się zawiesił, nie byłby daleko od prawdy. Te rozdygotane dźwięki wywołują myślową klaustrofobię, ale robią to perfekcyjnie. Dla odmiany "Gudnes" swoją stonowaną melodią sprawia, że można się poczuć jak w toruńskim Tutu. Spokojna trąbka Kamila Szuszkiewicza, ta - wiecie - pełna lamentu, do tego powtarzające się muzyczne pętle i wyczuwalne w tle rozedrgania. A numer trzy? "Lowe", które znowu napędza trąbka, swoim tempem wybrzmiewa tylko do pewnego momentu, bo ten spokój, ba, sielankę przełamują elektroniczne przeszkadzajki, muzyczne piłowania, cyfrowe efekty nadające zamykającemu płytę utworowi kakofoniczny charakter, nawet jeśli nagle słuchaczy atakuje urocza, anielska partia chóru. 

I tak to wygląda właśnie. Zespół, który- nie wiem - jest jednorazowym strzałem czterech utalentowanych i związanych ze stajnią Lado ABC muzyków? Czy może to zamysł na długofalową przygodę wydawniczą? Pożyjemy, zobaczymy. Koncerty Zebry a Mit mają podobno rewelacyjne. Wypadałoby wyczekiwać i wypatrywać szans, by ten kwartet złapać na żywca.

środa, 27 kwietnia 2016

Dominik Strycharski Core 6 - Czôczkò (2015)

Dominik Strycharski Core 6

Dominik Strycharski – blockflutes
Wacław Zimpel – clarinets
Zbigniew Kozera – double bass
Ksawery Wójciński – double bass
Hubert Zemler – drums
Krzysztof Szmańda – drums, percussion

Czôczkò


FOR TUNE 0072

By Maciej Krawiec

W 2015 roku światło ujrzały dwa nagrania flecisty Dominika Strycharskiego: z Rafałem Mazurem wydał płytę „Myriad Duo”, zaś z prowadzonym przez siebie nowym składem Core 6 zrealizował album „Czôczkò”. Ten drugi wpisuje się w znów popularny ostatnimi czasy w polskiej muzyce improwizowanej nurt zainteresowania rodzimym folklorem i jest jedną z ciekawszych jego emanacji. 

Strycharski zaprosił do Core 6 naszych czołowych improwizatorów, formując z ich udziałem oryginalne instrumentarium grupy: grającemu na fletach liderowi oraz Wacławowi Zimplowi na klarnetach, którzy przewodzą narracjom kolejnych kompozycji, towarzyszą Zbigniew Kozera i Ksawery Wojciński na kontrabasach oraz Hubert Zemler wraz z Krzysztofem Szmańdą na instrumentach perkusyjnych. Już to niebanalne zestawienie muzyków daje sygnał, że najpewniej będziemy mieć do czynienia z muzyką autorską, przekorną, niepozostawiającą słuchacza obojętnym. I tak bez wątpienia jest. 

Muzycy sekstetu biorą na warsztat dziewięć ludowych melodii kaszubskich, każdą z nich barwnie przekładając na język improwizowanej sztuki. Kolejne kompozycje sugestywnie wnoszą do całości obrazu nowe brzmieniowe kolory, inną emocję, odmienną żywiołowość. Stykamy się dzięki nim to z rustykalnym liryzmem, to z jakby tajemną leśną magią, prostolinijną śpiewnością czy knajpianym pijaństwem. 

Wszystkie te treści i nastroje podane są w sposób wiarygodny i – pomimo zakorzenienia w wielopokoleniowej tradycji – współczesny, gdyż wykonują je wiarygodni i współcześni muzycy. Dysponują oni charakterystycznym brzmieniem i artystyczną wyobraźnią, przez które skutecznie przefiltrowali melodie źródłowe. Założeniem Strycharskiego było usytuowanie kaszubskich motywów w kontekście innych kultur muzycznych, co się udało – utwory zawarte na „Czôczkò” mają w sobie znamiona nowoczesnej, szorstkiej improwizacji, bywają spowite pewną orientalną aurą, nie tracąc jednak kontaktu z Kaszubami.

niedziela, 31 maja 2015

Kamil Szuszkiewicz - Istina (2015)

Kamil Szuszkiewicz

Kamil Szuszkiewicz - trumpet, other instruments
Zuzanna Lelek - voice
Hubert Zemler - metallophone, drums, cymbals, bowed guitar, percussive guitar, temple block

Istina

Wounded Knife CUT#21

By Bartosz Nowicki

"Istina" to druga po "Bugle Call" (2014) kaseta Kamila Szuszkiewicza, wydana pod kuratelą Wounded Knife. Choć oba materiały znacząco różnią się od siebie, posiadają również zaskakujące punkty wspólne, stanowiące zarys indywidualnego stylu trębacza i eksperymentatora.

Po niezwykle ascetycznym i intensywnym solo na trąbkę ("Bugle Call"), tym razem, do czynienia mamy z zaskakującą wręcz erupcją zagadkowych wątków i inspirujących hałasów. Potężna moc ekspresji, której świadkiem jesteśmy na "Istinie", pojawia się wespół z towarzyszącymi nagraniu gośćmi: folkową wokalistką Zuzanną Lelek oraz znakomitym stołecznym perkusistą i multiinstrumentalistą Hubertem Zemlerem. Co ciekawe, za gościa można również potraktować Szuszkiewicza - trębacza, gdyż jego sztandarowy instrument występuje w niniejszym materiale okazjonalnie, jeśli wziąć pod uwagę gęstość i zróżnicowanie dźwiękowej narracji. Tym razem autor skupił się bowiem na pętlach, szumach i fakturach wydobywanych z analogowych efektów i instrumentów, budujących muskularną strukturę dwóch kilkunastominutowych kompozycji.

Pierwszy plan "Istiny" należy z pewnością do Zuzanny Lelek, która magnetyczną mocą białego śpiewu bezspornie przyciąga uwagę słuchacza, zachęcając tym samym do poszukiwania etnicznych źródeł jej ekspresji. Przenikliwość owego rozdzierającego głosu pozostaje na tyle intensywna i podniosła, że zdaje się być częścią jakiegoś ludowego rytuału, wyrwaną z pierwotnego kontekstu i zaaranżowaną w równie zjawiskową narrację. Kośćcem i budulcem owej narracji są z kolei kawalkady elektronicznych szumów, pomruki analogowych burdonów, skrzące noisem syntezatory, mocno modyfikowane gitary czy mechaniczny stukot perkusjonaliów. Ale to tylko jedna z twarzy "Istiny", drapieżna, transowa i teatralnie wręcz podniosła. Drugie oblicze tego nagrania jest osadzone w głębokich pokładach muzycznej melancholii, wybrzmiewającej dźwięczącymi girlandami dzwonków Huberta Zemlera. 

Silnie zarysowana struktura muzyczna "Istiny" jest preludium, a także zwieńczeniem dla krótkiej, acz niezwykle sugestywnej wypowiedzi Szuszkiewicza - trębacza. Kiedy bowiem jesteśmy już mocno wprowadzeni w intensywną atmosferę nagrania, akcentowaną z jednej strony szumem i zgiełkiem, z drugiej zaś uwodzącym nurtem melodii metalofonów, wtedy znakomite wejście, niczym deus ex achina, notuje autor nagrania, onieśmielając słuchaczy kilkuminutową davis'owską frazą, wynoszącą całą kompozycję do zjawiskowego poziomu. Po tej kulminacji wszystkie elementy nagrania zaczynają wybrzmiewać jednogłośnie w hipnotycznej mantrze, prowadzone transowym odmierzaniem bębnów, bulgoczącą trąbką, oraz dronującym tłem, momentami postrzępionym chropowatością białego szumu. 

Druga z kompozycji zdaje się zaklinać wszystkie zarysowane wcześniej wątki i budować z nich pulsującą strukturę, podporządkowaną regułom repetycji. Bodźce zostają zwielokrotnione i udramatyzowane. Głos Lelek zostaje zamrożony w nieskończonym, przeszywającym wrzasku i zdynamizowany marszowym rytmem perkusji oraz deliryczną powtarzalnością elektroniki. Ta część staje się emanacją siły, twórczej euforii, pozbawioną subtelnych akcentów, kontrastów, meandrów kompozycyjnych i narracyjnych, za to silnie osadzoną w motoryce plemiennego transu i pełną ekstatycznego napięcia. 

"Istina" w języku chorwackim oznacza prawdę. W przypadku nagrań Szuszkiewicza prawda wydaje się być obarczona wieloma zagadkami i niedopowiedzeniami, które w muzyce instrumentalisty wydają się najbardziej pociągające.

wtorek, 5 maja 2015

Babadag – Babadag (2012)

Babadag

Ola Bilińska - vocals
Maciej Cieślak - guitar
Szymon Tarkowski - bass
Hubert Zemler - drums

Babadag

LADO ABC B/18



By Adam Baruch

This is the debut album by Polish ensemble Babadag, a quartet fronted by vocalist/lyricist/composer Ola Bilińska with guitarist Maciej Cieślak, bassist Szymon Tarkowski and drummer Hubert Zemler. The quartet members play a plethora of instruments among themselves and a few guest musicians also appear on selected tracks. The album presents ten original songs, all written and composed by Bilinska, nine of which have lyrics in English and one in Polish.

The music is immediately strikingly as highly original, and therefore difficult to be easily categorized. The atmosphere is mostly somewhere in the neighborhood of Progressive Folk-Rock, but with instrumental work that borders on the Avant Progressive with touches of Jazzy influences. Although focused on Bilińska's vocal explorations, this is obviously a team effort, as this highly emotional and complex music involves close cooperation between the Artists than usually found in such efforts.

Bilińska displays extraordinary talent both as a composer of atmospheric, expressive and fully developed highly original compositions and as a unique performer. Although she sings lyrics, her delivery is more instrumental than text oriented and she uses a very diverse palette of vocal approaches. I usually detest Polish vocalists singing in English, but in this context the theatrical and artistic delivery of the vocals hide the "improper" accent and pronunciation to such extent, that it is completely acceptable.

The other musicians involved in this project display their respective abilities as multi-instrumentalists, playing many exotic and unusual sounds, always perfectly matching the music. The arrangements of the material are credited to the entire ensemble, and rightly so, as this is obviously a result of close cooperation and common goal, as already mentioned above.

As far as I know this album received very little exposure so far, which is not surprising considering how original, different and artistic it is. Perhaps the fact that it floats somewhere between the straightforward genre definitions has something to do with it. Also the fact that it was released on a small independent Polish label, Lado ABC, associated with the Polish avant garde scene, did not help to gain popularity. Nevertheless the album definitely does deserve exposure, as it is a solid piece of heartwarming music, searching, exploring and aesthetically pleasing, not to mention being a superb debut effort.

środa, 18 lutego 2015

Hubert Zemler - Gostak & Doshes (2014)

Hubert Zemler

Hubert Zemler - drums, percussion
Miłosz Pękala - vibraphone (3,5)

Gostak & Doshes

Bółt Records




By Michał Pudło

Solowe nagrania perkusyjne nie są, delikatnie rzecz ujmując, najpopularniejszą wśród statystycznego słuchacza formą muzyki – trudno temu zaprzeczyć, trudno się kłócić, nie warto tego kwestionować, należy się poddać, nie strzępić języka, wystarczy się z tym zgodzić, a świat wokół nas niechybnie utrzyma swoją harmonię. Oczami wyobraźni widzę sondę uliczną, prostą zabawę, z prostym pytaniem i zwięzłą odpowiedzią na temat perkusji solo. Ludzie będą mówić: perkusista pozostawiony sam sobie nie zagra chwytliwego riffu, nie zrodzi słodkiej melodii. Bębniarz nie zabłyśnie efektownym refrenem ani nie wzruszy smukłym trylem, nie zawróci nam w głowie pomrukiem struny, co najwyżej zmiecie nas z powierzchni ziemi rockową solówką w stylu Neila Pearta albo popisem wyrafinowanej techniki w stylu Maxa Roacha. 

Jak wiadomo, bagatelizowanie możliwości perkusistów grających solo to festiwal trwający od zawsze i wiele było już jaskółek, które wiosny nie uczyniły. Wszystkie te jaskółki i tak przelatywały głębokimi peryferiami, ich zasięg był iluzją. Z drugiej strony, gdy już wgryziemy się w gatunki muzyczne, które nie tylko melodią i hookami stoją, to przecież wizja powala na łopatki: jak rozległymi możliwościami dysponuje muzyk dzierżący w dłoniach pałeczki, trudno oszacować. Gdy usłyszałem po raz pierwszy album "Ustensiles" Le Quana Ninha (z roku 1997), dosłownie opadły mi klapy w marynarze, golf mi się wywinął na lewo, a z uszu poszedł gęsty dym. Podejrzewałem, że wielu dźwięków, wytwarzanych przez Ninha, nie wykreowałby syntezator. Z kolei Stewart Copeland skomponował pamiętny, udany soundtrack do "Rumble Fish", z pierwszoplanową rolą perkusji. Istnieje też świat współczesnej klasyki, gdzie utwory Griseya, Xenakisa czy Feldmana pisane były specjalnie pod perkusję. Ale zostawmy tę wyliczankę, przecież do niczego nas nie zaprowadzi.

Całe to zamieszanie z powodu wydanego przez Bôłt Records albumu "Gostak & Doshes". To już drugi solowy album Huberta Zemlera, prawdziwego mavericka warszawskiej sceny niezależnej, najmocniej związanego ze środowiskiem Lado ABC. Nie muszę chyba dodawać, że mamy tu perkusjonistę solo i coś z tym fantem musimy począć.

W samym 2014 roku Zemler grał już klasyczny jazz z Michałem Przerwą-Tetmajerem i pop z Natalią Przybysz – ale kogo mogłaby jeszcze zdziwić ta wszechstronność? Tercja tria Sza/Za/Ze w wersji solo to jednak zupełnie inna historia. "Gostak & Doshes" jest dokonaniem kameralistycznym w pełnym tego słowa znaczeniu. Całość rozpoczyna się cierpliwie rozwijanym "Franciszkiem" i arytmiczną impresją na temat życia insektów: „Propolis”; następnie pojawiają się dwa checkpointy w postaci wariacji na temat Suaves Figures Piotra Kurka (highlighty albumu, być może za sprawą Kurkowych motywów i wibrafonu Miłosza Pękali). Walory układu tracklisty podkreśla końcówka z wyraźną puentą - szaleńczo wciskanymi klawiszami melodyki w utworze tytułowym, w którym bogactwo timbre’ów, rytmiki i pomysłów pozwala na nieco głębsze zanurzenie w architekturę muzyki. 

Mimo to (nawet pomimo pięknie ożywiającego atmosferę "Dji"), na "Gostak & Doshes" Zemler zbyt mocno moim zdaniem kładzie nacisk na formę, skupienie i poważny nastrój. Co przypomina mi niedawny album Pawła Szamburskiego ("panowie się chyba umówili"), dlatego też zastrzeżenia są podobnej natury. "Gostak…" rozświetla chwilę, gdy chwila trwa i koi, gdy zachodzi potrzeba, lecz nie pozostawia mocnych wspomnień, nie wiąże słuchacza emocjonalnie, nie próbuje go przekonać ani uwieść, stroni od konwencji i dźwiękowego flirtu. Więcej tu refleksyjnej obojętności Mortona Feldmana, powitań "Króla duńskiego" (zwłaszcza w pierwszej części albumu), Cage’a i jego cyklu "Constructions", niż żywiołowości i zaciekawienia dźwiękiem niczym u przywołanego wcześniej Le Quan Ninha. Gdyby jednak lekką ręką położyć na szali wymienione zalety i wady, płyta broni się jako solidna pozycja, z pomocą której moglibyśmy zdrowo zamieszać w głowach uczestnikom naszej ulicznej sondy. Ba-dum-tsss?

piątek, 23 stycznia 2015

Michał Przerwa-Tetmajer – Doktor Filozofii (2014)

Michał Przerwa-Tetmajer

Michał Przerwa-Tetmajer - guitar
Jan Smoczyński - piano
Michał Jaros - bass
Hubert Zemler - drums

Doktor Filozofii

PRIVATE EDITION 01



By Adam Baruch

This is the debut solo album by Polish guitarist/composer Michał Przerwa-Tetmajer, who is familiar to followers of the Polish Jazz scene as the guitarist of the successful group Jazzpospolita. The album was recorded in a classis quartet setting with pianist Jan Smoczyński, bassist Michał Jaros and drummer Hubert Zemler and presents nine original compositions by Przerwa-Tetmajer. It was recorded at the excellent Studio Tokarnia and engineered by Smoczyński, resulting in excellent sound quality, as usual.

The music on this album is quite different from what Przerwa-Tetmajer plays with Jazzpospolita and is obviously an attempt to present a different side of his musical personality. The overall concept here is bona fide Jazz, as opposed to the obvious anarchist/rebellious approach used by the group. Surprisingly it is not about straightforward/mainstream melodic Jazz at all, but quite an ambitious open and at times even completely Free Form Jazz, although mostly quite reserved and melancholic. Although the music has a strong melodic content, the melodies are purposely uneven, both harmonically and rhythmically, which means that this music requires attentive listening and is anything but easy on the ear.

The depth of these compositions is the biggest surprise of this album. Subtle, delicate, even fragile musical threads are finely presented and then developed by the two main soloists, each doing it his way; Smoczyński, who is a Master of melodic chord progression, pulls the tunes towards subtle melancholy, so typical of Polish Jazz, whereas Przerwa-Tetmajer pushes them into ragged fragmentation. This dichotomy adds an interesting dimension to the entire process of music making, which lifts this album to a higher plane.

Przerwa-Tetmajer's guitar playing is a strange mixture of classic Jazz and Blues guitar and his own liberties, which sometimes fit the music perfectly but on other occasions sounds a bit unnerving, hesitant and plain "strange". He is after all just starting, so his personal style is still in the process of being shaped, but the potential and talent are definitely there. Smoczyński, whose reputation as a brilliant player is mostly well within the mainstream idiom, shows here that he is incredibly flexible and can handle a much more challenging situations. The rhythm section, which consists of much older and experienced musicians, is of course beyond reproach and keeps this music "down to earth", saving it from potential chaos.

Overall this is a very impressive debut, which hopefully will lead to future explorations of the infinite musical space. Judging by the compositions on this album Przerwa-Tetmajer has a bright path ahead of him, both as a player and composer. Of course we are all waiting for his next quantum leap of his solo career, in parallel to his work with Jazzpospolita.

sobota, 17 stycznia 2015

Wacław Zimpel To Tu Orchestra – Nature Moves (2014)


Wacław Zimpel To Tu Orchestra

Wacław Zimpel - clarinets
Paweł Postaremczak - saxophones
Dominik Strycharski - flutes
Jacek Kita - upright piano
Maciej Cierliński - hurdy-gurdy
Wojtek Traczyk - double bass
Mike Majkowski - double bass
Paweł Szpura - drums
Hubert Zemler - drums

Nature Moves

FOR TUNE 0036

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz clarinetist / composer / bandleader Wacław Zimpel and his nonet called To Tu Orchestra (the name is probably a wink in the direction of the legendary Warsaw club Pardon, To Tu), which includes saxophonist Paweł Postaremczak, flautist Dominik Strycharski, hurdy-gurdy player Maciej Cierliński, pianist Jacek Kita, bassists Wojtek Traczyk and Mike Majkowski and drummers Paweł Szpura and Hubert Zemler. The album includes six original compositions, arranged into three mini suites, of one, three and two parts respectively.

The music is in many respects a continuation of Zimpel's earlier work with the group Hera, which combines elements of avant-garde, Jazz and contemporary Classical music with World Music from all over the world. The strongest influence on this album is minimal music pioneered decades earlier by Philip Glass, Steve Reich, Terry Riley and others, which Zimpel embraces, most evidently in the first of the three mini suites but in fact throughout the entire album. The repeated structures returning cyclically, typical in minimal music, which are normally produced by electronic or acoustic orchestral patterns, are created here by World Music patterns, like Balinese gamelan music, slowly changing and intensifying until they reach a massive sound, but do not reach an expected crescendo. Minimalism continues to be present in the rest of the compositions, simply changing the geographic colorization, using Japanese, Middle Eastern and other folkloristic influences.

Zimpel is undoubtedly a master of atmosphere and building tension, which accompany his earlier work as well, but come to a fruition and perfection on this album. The large ensemble allows him to "paint" much denser multilayered vistas, which move freely in the World Music universe. The music does not actually get into Jazzy improvisation until the very last piece on the album, so listeners anticipating that facet of Zimpel's music are in for a disappointment.

What emerges here is a new type of minimal music which amalgamates the earlier forms of minimalism with World Music, creating a World Minimal Music. Zimpel evidently had a great fun creating this music and it is also very listenable, but the fundamental question as to what Zimpel wanted to achieve remains open, at least in my case. I have not been overwhelmed neither by the aesthetics nor by the musical result, which after all simply states nihil novi sub sole. But it is very well done for sure!

czwartek, 20 listopada 2014

Wacław Zimpel To Tu Orchestra - Nature Moves (2014)

Wacław Zimpel To Tu Orchestra

Wacław Zimpel - A, Bb & alto clarinets
Paweł Postaremczak - tenor & soprano saxophones
Dominik Strycharski - alto & tenor flutes
Jacek Kita - upright piano
Maciej Cierliński - hurdy-gurdy
Wojtek Traczyk - double bass
Mike Majkowski - double bass
Paweł Szpura - drums
Hubert Zemler - drums, metallophone

Nature Moves

FOR TUNE 0036

By Dirk Blasejezak

A small orchestra actually appears as a logical next step for Wacław Zimpel. For me he is one of the outstanding artists in Poland as I have already written in my review on "Stone Fog". And although that last one was a pleasure to listen to, it still did not completely convince me - but that's totally different here. I would describe "Nature Moves" as his masterpiece so far! Surely some fans of his projects like Hera or Undivided will not agree as here many traditional elements of (Free) Jazz are missing - or not so obvious. Instead, the whole album is more of a consistent composition whose title seems to fit quite perfectly. Therefore traditional jazz fans should be careful: It takes a lot of openness to approach this piece of work. In many parts it is more a reminiscence to minimalists such as Steve Reich or Terry Riley than to the american jazz tradition. But it seems as if those borders are at the moment extended very much, especially in contemporary Polish jazz. As an example the recently released album by Trzy Tony ("Efekt Księżyca", Requiem Records) might be cited. Personally, I like these transgressions very much.

As a listener you can expect long repetitive passages, just as known from minimalism. Impressive is the incredibly harmonious sound of the To To Orchestra though. Most of the musicians already know each other from previous projects, but nonetheless this harmony is an evidence of the huge dedication to the work. The backbone of the orchestra are the musicians of Hera (Paweł Postaremczak, Maciej Cierliński, Paweł Szpura and of course Wacław Zimpel). Wojtek Traczyk is known from his solo work but also through his bass playing in "The Light" - another project with Wacław Zimpel. Added to this is Jacek Kita, the pianist of one my favorite bands: Levity; and Dominik Strycharski, who just recently convinced with his play on Pulsarus. Hubert Zemler played in a variety of projects in the last years in which some of the here assembled musicians were involved too. Solely Mike Majkowski I only know from one collaboration with Mikołaj Trzaska ... But what's indeed amazing is that on these recordings Wacław Zimpel actually managed to combine those nine musicians into a uniform orchestral body to create a wonderful work of incredible harmony. That's also the reason why it's so difficult to tell something about the individual musicians - everyone seems to blend seamlessly into the collective.

For the impatient jazz fans I recommend track 3 ("Dry Landscape"), and the closing "Where The Prairie Meets The Mountains." Both pieces offer more traditional jazz elements than the other tracks on this album, while still not falling out of the line. For all other listeners I would absolutely recommend to listen to this album quietly in its entirety. The quietness is especially important. If you listen to this record on the side it might appear monotonous. The subtle nuances during the development of the individual pieces will become apparent only with due attention. But if you pay the attention it deserves to this album, you will be rewarded with a truly special listening experience.

There is one last thing I would like to say: I have deliberately avoided a comparison with "Alaman" as the approach is a completely different one here. I still mention it though, to point out that this is yet another outstanding example of a great intercourse with the "Big Band" that has become slightly dusty in recent decades. It’s in particular the differences between these two wonderful recordings that show what is possible with this ensemble! And even though I’m aware that it requires not only outstanding musicians and orchestra leaders, but that it's also a huge logistical challenge, I sincerely hope that more will dare follow this path!

Zobacz też: