Translate

środa, 11 marca 2015

Arszyn/Duda - Automata (2015)

Arszyn/Duda

Krzysztof Topolski - no input mixer, electronics, drums, percussion, buchla 200, monotron, field recordings
Tomasz Duda - saxophone
Per-Åke Holmlander - tuba
Johannes Bergmark - objects
Joanna Duda - piano, wurlitzer, voice
Gosia Kęsicka - oboe

Automata

PPT 30

By Bartosz Nowicki

Sentymentalny i świetlisty jest motyw zagrany przez Gosię Kęsicką w finale kompozycji "Podwodne zabawy". Jego delikatne brzmienie i zwiewna melodyjność nasuwa na myśl fletowe koncerty Vivaldiego czy Mozarta. Fragment, o którym tu wspominam, jest też pierwszym i ostatnim tchnieniem klasycznej instrumentacji i szlachetnego brzmienia. Reszta materiału "Automata", nagranego przez Tomasza Dudę, Krzysztofa Topolskiegomoraz zaproszonych przez nich gości (Per-Ake Holmlander, Johannes Bergmark, Gosia Kęsicka, Joanna Duda), to dadaistyczny kolaż improwizowanego jazzu, elektroniki i elektroakustyki.

Jubileuszowe, trzydzieste wydawnictwo Pawlacza Perskiego, jest układanką tysięcy mikroelementów, odgłosów, usterek, przesterów i sygnałów rozpierzchniętych w frenetycznym zgiełku. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z noisową estetyką, a raczej z orgiastyczną quasi jazzową improwizacją. Rozszczepieniem muzycznej artykulacji na dźwiękowe atomy.

Otwierający nagranie "Cluster" daje namiastkę obcowania z materiałem intensywnie zdynamizowanym i mocno rozpala wyobraźnię, będąc surrealistyczną hybrydą elektroakustycznej improwizacji z idm. Okaleczony, nierówny rytm, wykreowany przez Arszyna elektrycznymi sprzężeniami no-imput mixera, przekrzykuje się tu ze zdekonstruowanym saksofonem Dudy. Swoją zajadłością i temperamentem przywodzą na myśl odgłosy sąsiedzkiej sprzeczki dochodzącej zza ściany. Sonory, tumulty i elektryczne impulsy odpyskowują sobie wzajemnie, wdając się w dźwiękowe przepychanki i piętrząc pofragmentowane odgłosy w delirycznym szale. Również kolejne kompozycje charakteryzuje opętańczy ruch, intensyfikacja dźwięków, ich imponujące zagęszczenie oraz nieobecność struktur dłuższych niż kilkusekundowe. Momentami muzycy zwalniają jedynie po to, aby wyeksponować matowe faktury szmerów, szelestów i chrobotów. Co ciekawe, mimo nietypowych kompozycji, brzmieniowej destrukcji czy daleko posuniętych ingerencji w instrumentarium, nagranie brzmi zaskakująco selektywnie.

Dźwiękową menażerię "Automaty" tworzą głównie akustyczne instrumenty, poddane radykalnym, sonorystycznym zabiegom, w rezultacie czego ich artykulacja zostaje zminimalizowana do mikroskopijnych dźwiękowych drobinek, tożsamych raczej z lapidarnością sampla niż typową muzyczną ekspresją. Wtórują im urządzenia elektroniczne, sprowadzone do roli obiektów dźwiękowych, których oryginalne zastosowanie zostało wypaczone poprzez eksperymentalne zabiegi. Tak jest z no-input mixerem, pozbawionym zewnętrznych źródeł dźwięku, a generującym jedynie swoje wewnętrzne elektryczne szumy i przestery. Operujący nim Arszyn, z tak spreparowanego urządzenia potrafi wydobyć zjawiskowe i dynamiczne basy, a także całą feerię trzasków i klików zbijających się w chropowate faktury. Źródłem nieokiełznanych, surrealistycznych dźwięków jest też niezwykła platforma Johannesa Bergmarka, szwedzkiego improwizatora, konstruktora eksperymentalnych instrumentów. To dźwiękowe laboratorium zostaje dopełnione m.in., obecnością monstrualnego syntezatora Buchla 200, który wpisując się w pełen paradoksów, groteskowy nastrój nagrania zostaje wykorzystany zaledwie w szczątkowym zakresie, pod postacią kilku szumiących i dronujących wyziewów ("Recorder"). Zwierzęce okrzyki i onomatopeje, które rozlegają się podczas improwizacji, to już właściwie wisienka na torcie tego szalonego eksperymentu. Jedyny instrument, który na tej kasecie brzmi i spełnia swą klasyczną funkcję, to perkusja Topolskiego, która jednak miast układać ten tumult w zwarte przebiegi, swą deliryczną artykulacją jeszcze bardziej podsyca atmosferę twórczej euforii.

Wynikiem nietuzinkowej sesji Dudy i Arszyna jest dźwiękowa wizyta w gabinecie luster, w którym zaburzeniu ulegają proporcje, a kompozycja zostaje wypaczona łobuzerską deformacją. "Automata" to emanacja bezkompromisowości i szaleństwa, zrealizowana za pomocą "zagranych wycinków". Swoboda eksperymentowania oparta na sonorystycznych preparacjach, niekonwencjonalnym wykorzystaniu elektroniki czy organicznych odgłosach tworzy dźwiękowy amalgamat, który jako jedyny zasługuje na ochrzczenie go etykietą "future jazz".

Tadeusz Borczyk – No Name (2011)

Tadeusz Borczyk

Tadeusz Borczyk - bass
Jan Smoczyński - piano
Cezary Konrad - drums
Tomasz Kałwak - keyboards
Marek Podkowa - saxophone
Michał Dąbrówka - drums
Damian Kurasz - guitar
Jarosław Spałek - trumpet

No Name

FLOWER 030

By Adam Baruch

This is the second album by Polish Jazz bassist/composer Tadeusz Borczyk recorded over a period of several years in different studios (including the excellent Studio Tokarnia) with a changing lineup, which includes pianist Jan Smoczyński, keyboardist Tomasz Kałwak, guitarist Damian Kurasz, saxophonist Marek Podkowa, trumpeter Jarosław Spałek and drummers Cezary Konrad and Michał Dąbrówka. The album presents eight original compositions, all by Borczyk.

The music belongs to the melodic easier side of Jazz and Fusion, is well played and solidly composed, which means that although it is not very ambitious, it is altogether quite a pleasant listen. The problem with such recordings is of course their dangerous proximity to Smooth Jazz, which although in this case does not cross the line, is very close to it. All these compositions sound very similar to each other and are eventually quite unremarkable, which means that once the album is over one remembers almost nothing of the actual music.

Borczyk plays a few nice bass solos, which are amongst the highlights of this album, and Smoczynski saves the day with his piano playing, which is the most constructive contribution on this album. A few other solo spots are also worth notice. The album has a very good sound quality, which basically means that fans of easy Jazz music, which is almost danceable, should have a field day with it. It is also ideal for driving. Altogether this is quite a nice album for people who treat Jazz as entertainment.

wtorek, 10 marca 2015

Ola Bilińska – Berjozkele (2014)

Ola Bilińska

Ola Bilińska - vocals, various instruments
Raphael Rogiński - electric guitar
Kacper Szroeder - trumpet, flugelhorn
Mikołaj Trzaska - bass clarinet
Michał Moniuszko - double bass

Berjozkele


PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is the debut solo album by Polish vocalist/multi-instrumentalist/composer Ola Bilińska, who also leads the group Babadag, which released a debut album in 2012. On this album she is accompanied by bassist Michał Moniuszko, trumpeter Kacper Szroeder and two veterans of the Polish Jewish revival: clarinetist Mikołaj Trzaska and guitarist Raphael Rogiński. The album presents ten renewed and rearranged Yiddish lullabies, which were created by Jewish poets and composers or are of unknown traditional Jewish origins.

Bilińska presents a fresh and unconventional approach to this material, which usually is treated in a very traditional way. She delivers these songs in the Yiddish language, as originally created, but her clearly non-Yiddish accent, the strong and clear timbre of her voice and the ambient instrumental arrangements take these songs to a completely new platform, which is fresh and surprisingly invigorated. The overall effect of this approach gives a new life to these songs, transforming them, as if in a time machine, a century or so forward in time. Of course the Yiddish language is not exactly thriving today, but an effort is made to preserve its cultural treasures, which are vast indeed, and this project is one of such noteworthy efforts.

This album is just one of the many manifestations of the renaissance of the Jewish culture in Poland, which is enjoying an immense popularity. Since Bilińska managed to create a valid contemporary interpretation of these songs, which have been a part of the pre-WWII Jewish reality, which is sadly no longer with us, she deserves our appreciation and gratitude, both for her talent and her courage to undertake such difficult task. This is definitely worth investigation!

Wojciech Konikiewicz – Portraits Of R. (2001)

Wojciech Konikiewicz

Wojciech Konikiewicz - piano

Portraits Of R.

PRIVATE EDITION






By Adam Baruch

This is a beautiful and sadly completely obscure solo piano album by Polish Jazz pianist/composer Wojciech Konikiewicz. It comprises of thirteen impressions composed by Konikiewicz as musical "illustrations" to an exhibition of thirteen paintings and sculptures portraying the great Polish film director Roman Polanski, which was held in the Adi Art gallery in Lodz. The music created by Konikiewicz to accompany the exhibition turned it into a multi-media happening.

The figure of Polanski is of course synonymous with Polish Jazz, since his films always featured soundtracks performed by Polish Jazz musicians and composed usually by the Godfather of Polish Jazz, pianist/composer Krzysztof Komeda. Therefore the presence of this music as part of the artistic homage to Polanski makes perfect sense.

The music is very lyrical and contemplative, flowing gently from one impression to another, somewhat in contrast to the tempestuous character of Polanski himself. Perhaps Konikiewicz is able to see the gentle side of the great director or responds to the artwork at the exhibition, but whatever the reason the music is definitely non aggressive. Based on rather veiled melodic themes, these impressions are more about letting the musical flow embrace the listener and carry him along on a subconscious voyage of emotional happening. Calling these pieces impressions is much more accurate than calling them improvisations, as they are a result of a continuous process of subconscious flow of creation, unbounded by the need to improvise on a actual given themes or chord changes.

This is very personal music and as such requires openhearted and attentive listening and a kind of mental submission to let the music enter into the listener's soul. Once such a process takes place, the aesthetic experience is fully realized. I can only recommend to people to try and find a copy of this album, which surely won't be easy, in order to listen to enjoy this music and to discover yet another side of Konikiewicz, who obviously is a multifaceted Artist.

poniedziałek, 9 marca 2015

Makoto Kuriya/Sylwester Ostrowski Quintet – Just Music (2014)

Makoto Kuriya/Sylwester Ostrowski Quintet

Makoto Kuriya - piano
Piotr Wojtasik - trumpet
Sylwester Ostrowski - tenor saxophone
Essiet Okon Essiet - bass
Newman Taylor Baker - drums

Just Music


P-VINE 24327

By Adam Baruch

This is the debut album by the international quintet co-led by Japanese pianist/composer Makoto Kuriya and Polish saxophonist/composer Sylwester Ostrowski, which also includes Polish trumpeter Piotr Wojtasik and American rhythm section comprising of bassist Essiet Okon Essiet and drummer Newman Taylor Baker. The album presents nine compositions, five of which are originals co-composed by Ostrowski and Wojtasik, two are originals by Kuriya and the remaining two are standards.

The music belongs to the melodic mainstream variety, with solid compositions, but completely non-original approach which puts the album somewhere in the proximity of 1950s or early 1960s American Jazz idiom. Of course these are all highly professional musicians, who can play really well, but the overall effect of this music is simply passé.

Personally I find the phenomenon of European or Japanese musicians trying to imitate American Jazz sort of pathetic; they will never be able to beat the American Jazz tradition so they might as well find their own path and take the music elsewhere, which of course many do, especially the younger ones.

Overall this is very well played mainstream American-like Jazz, which still has many followers all over the globe. For such audiences, this album is definitely worth investigating, although there are thousands of similar recordings out there deserving no less attention.

niedziela, 8 marca 2015

Sphere – Synesthesia (2015)

Sphere

Ania Rybacka - vocal
Marek Kądziela - guitar
Kuba Dybżyński - clarinet

Synesthesia

HEVHETIA 0085




By Adam Baruch

This is the debut album by Polish trio Sphere, which comprises of vocalist/composer Ania Rybacka, guitarist/composer Marek Kądziela and clarinetist/composer Kuba Dybżyński. The album presents eleven relatively short original compositions, seven of which were composed by Rybacka, one by Kądziela and three by Dybżyński.

Stylistically Sphere crosses genres and styles freely from one composition to another and often even within one composition, moving from clear melodic statements to Jazzy improvisations and even a serene form of Improvised Music bordering on avant-garde. The unusual lineup produces a unique and quite unusual sound environment, in which the human voice is treated as an instrument, playing along with the two instruments. The trio often uses a technique where two of the three members play/sing more or less unisono and the third instrument/voice plays "against" the duo, as if on a separate plane. This allows for a multitude of different combinations, which save the album from being repetitive or monotonous.

Rybacka sings wordless vocalese on all the tunes, except for the last piece on the album, which uses a poem by Polish poetesses Wisława Szymborska (translated into English) as spoken lyrics. She also multi-tracks her voice to create a chorus effect and uses electronics to synthesize many different vocal effects. The guitar, although electrically amplified and the clarinet stick to natural acoustic sound. The resulting harmony and sound of the trio is quite eerie at times, but does not cross the border into cacophony.

The most important factor of this album is the endeavor to search for new forms of expression, in an intimate environment and without stylistic limitations. These three young musicians are all well established Artists by now and Sphere is just one of several different projects they are all involved with. They obviously share the vision of creating new musical vistas and expanding the horizons, which by itself is commendable.

This is not easy music by any means, even if it is mostly intimate and low-key. It requires from the listener a certain level of attention and dedication, as well as open-mindedness, involved with both intellectual and emotional process of absorption. But since ambitious music is never easy, the effort required to listen to this music is refunded in full eventually. Definitely a worthy effort which should make the band members proud and a high quality debut album by all means!

sobota, 7 marca 2015

Bartłomiej Oleś & Tomasz Dąbrowski - Chapters - premiera 10.04.2015

Bartłomiej Oleś/Tomasz Dąbrowski

Tomasz Dąbrowski - trumpet
Bartłomiej Oleś - drums

Chapters

FM 15-012




"Chapters" – autorski projekt perkusisty Bartłomieja Olesia, który zaprosił do współpracy wybitnego trębacza młodego pokolenia Tomasza Dąbrowskiego. Muzyka, którą tworzą, pełna jest jazzowej ekspresji, energii, przestrzeni oraz brzmieniowych płaszczyzn. Premiera sklepowa wspólnego albumu duetu zaplanowana jest na 10 kwietnia.

Tomasz Dąbrowski - gra na trąbce, oraz instrumencie zwanym „balkan horn”. Jego mocne, natychmiast rozpoznawalne brzmienie i ekspresywna gra, są inspirowane free jazzem, berlińską awangardą, oraz folkiem wschodnio-europejskim. Tomasz jest uważany za jednego z najbardziej oryginalnych trębaczy młodego pokolenia zarówno na polskiej, jak i na europejskiej scenie jazzowej. Mając zaledwie 30 lat, wydał trzy płyty solowe, oraz dziesiątki płyt jako współlider i sideman.

Bartłomiej Oleś - wybitny perkusista, wszechstronny muzyk, kompozytor, producent. Koncertuje i nagrywa z wybitnymi postaciami światowego jazzu, jak Kenny Werner, David Murray, Tomasz Stańko, Erik Friedlander, Chris Speed, Matthew Shipp, Rudi Mahall, Theo Jorgensmann, Rob Brown. W ciągu ostatnich 15 lat nagrał ponad trzydzieści płyt, z których pięć otrzymało status albumu roku. Od wielu lat tworzy rytmiczny dream-team z kontrabasistą - Marcinem Olesiem. Autorski album "Shadows" nagrany z Kenny Wernerem został najlepszym albumem jazzowym roku 2006 na świecie według Polskiego Radia, natomiast płyta "Sefardix" nagrana z Jorgosem Skoliasem i Marcinem Olesiem otrzymała w roku 2013 nagrodę Polskiego Radia jako najlepszy Folkowy Fonogram Roku.

Lista utworów:

1. Remote Horizon
2. Thing & Nothing
3. One Hundred Fourteen
4. Displacement
5. Prologue
6. Chapters - Part One
7. Chapters - Part Two
8. Rainstorm
9. Overtune
10. We See

Terminy koncertów zapowiadające płytę:

18.03. Brothers Pub | Poznań
20.03. Blue Monk | Legnica
22.03. Pardon To Tu | Warszawa
23.03. Centrum Kultury | Lublin
24.03. Ale Jazz | Łódż

czwartek, 5 marca 2015

Slalom gigant

Wasz Uniżenie miał ostatnio okazję nieco powłóczyć się po koncertach w Warszawie. Ze względu na trajektorię, jaką się poruszałem, był to slalom (dziękuję producentom śliwkowej Soplicy), ale już z punktu widzenia artystycznego: gigant. Dlatego postanowiłem chwycić za pióro, klawiaturę komputera, cycek małolatki (niepotrzebne skreślić) i dać się ponieść recenzenckiej wenie!

Studio Lutosławskiego to moja ulubiona sala koncertowa w Warszawie. Głównie z powodu legendarnej akustyki, ale także dlatego, że mieszkam rzut beretem od Woronicza i idąc na koncert i z niego wracając, mogę sobie zrobić długi spacer. Przyjmuję zatem zaproszenia na wszystkie odbywające się tam wydarzenia i nawet raz wylądowałem na poranku symfonicznym dla dzieci. Tym razem było lepiej i zamiast seksownej przedszkolanki skupiłem swoją uwagę na muzyce. 


Najpierw na scenie pojawił się Marcin Masecki. "Masa" podobnie jak Zimmerman "podróżuje" z własnymi instrumentami. Są to dwa dwa pianina - jedno z nich elektryczne - wyglądające jak wyciągnięte z piwnicy i odpowiednio przerobione przez artystę. Nawet pod względem imażu Marcin coraz bardziej "klasycznieje", bo zamiast dobrze znanego enerdowskiego dresu założył tym razem ciemniejsze i bardziej eleganckie gatki. I chociaż dalej wywija podczas grania śmiesznie lewą nóżką, ostatnio repertuar także jakby ma poważniejszy, "zimmermannowski": Bach, Scarlatti, a teraz Mazurki.

Na tym koniec złośliwości, bo za całą resztę, czyli muzykę - tylko czy to akurat jest dzisiaj w ogóle ważne? - artyście należą się słowa uznania. Na samym początku siedziałem nabzdyczony jak indyk swoim krytycznym potencjałem, gotowy zmiażdżyć Masę za "kolejny rozczarowujący i pozbawiony koncepcji projekt, w którym jałowy dekonstruktywizm mylony jest z kreatywnością" (taką ładną frazę przygotowałem sobie bowiem już z góry). Ale po pół godzinie zacząłem się po prostu śmiać jak przedszkolak, bo trudno było nie dać się ponieść dziecięcemu entuzjazmowi, z którym artysta - niczym bobas eksperymentujący z zestawem klocków Lego - rozkładał na części pierwsze dobrze znane mazurki, a potem układał z nich na nowo, nigdy wcześniej nie słyszane i zaskakujące konstrukcje.


Masecki słusznie został nagrodzony owacją, a na scenę wszedł Mariusz Adamiak (Buster Keaton polskiej konferansjerki jazzowej), aby zapowiedzieć trio braci Olesiów z niemieckim wibrafonistą Christopherem Dellem. Tym koncertem delektowałem się jak dobrym deserem lodowym polanym rumem lub wódką. Charakterystyczny dla gry Olesiów intelektualizm (wg niektórych przesadny) i chłód (z drugiej strony bezcenny na tej trapionym efektem cieplarnianym planecie) sprawia, że słuchając ich muzyki człowiek czuje emocje podobne do tych, jakich mógłby doświadczyć obserwując parę sprawnych chirurgów dokonujących skomplikowanej operacji neurologicznej. Na całe szczęście był Dell, który w pełnych ekspresji konwulsjach wił się wokół swojego wibrafonu, sprawiając, że muzyka Komedy, której interpretacji podjęli się artyści, uderzyła mi do głowy jakbym słuchał jej po raz pierwszy. Wielkie to osiągnięcie, zważywszy że "Ballad for Bernt" słuchałem może już z milion razy i nie sądziłem, że obcując z nią po raz kolejny i enty uronię jeszcze łzę wzruszenia. Za to artystom (co przyznaję niechętnie, znacie mnie!) należą się brawa.

Minęło kilka dni, w trakcie których Wasz Szczerze Oddany zarabiał pieniądze, oferując swoje szare komórki do wynajęcia, aż jego kręta, rzadziej wędrowana, lecz swoja własna ścieżka zaprowadziła go wczoraj do klubu Pardon ToTu, o którym co więcej rzec można poza tym, że jest Ach! Właściwie tym razem powinienem dodać jeszcze co najmniej trzy wykrzykniki, bo koncert Tomasza Stańki (chyba pierwszy w tym kultowym już miejscu) i Alexandra von Schlippenbacha był wydarzeniem towarzyskim i artystycznym o oszałamiającej wadze. Muzycznie jednak było tak sobie (chociaż weźcie pod uwagę, że ja zawsze narzekam i gdyby Miles Davis przyjechał znowu do Kongresowej, byłbym zapewne jedynym krytykiem, który zdołałby się do czegoś się przyczepić). Tak czy owak w moim odczuciu było to typowe dla Stańki muzyczne eksperymentowanie, w trakcie którego były momenty uniesienia, ale i chwile o których śmiało można zapomnieć.

Ja jednak tym razem chciałem zapomnieć o moim wewnętrznym krytyku, bo czułem po prostu jakbym uczestniczył w Mszy Świętej w intencji Jazzu, Sztuki i Kulturalnego Życia w Ogóle. Jak na mszy nogi wchodziły mi w dupę, bo jak zwykle w tym klubie nie było gdzie usiąść, a jeszcze do tego wszystkiego duchota panowała straszna, jednak pomimo przeraźliwie bolącego kręgosłupa przetrwałem cały długi (tylko subiektywnie) koncert, dwa bisy (młodszy ode mnie o 100 lat redaktor Roch Siciński jak i Maciek Karłowski pękli wcześniej i wyszli na fajkę), a nawet końcową owację, podczas której końca nie było wiwatom i podziękowaniom. Wyszedłem uniesiony, rozpromieniony, oczyszczony, z głębokim wewnętrznym przekonaniem, że ofiara została spełniona. Za co dziękuję Panu Bogu, ale także Danielowi Radtke, szefowi klubu Pardon ToTu, który jeśli zarobił na tym koncercie, to jest nie mniejszym cudotwórcą, jak pewien cieśla, który na weselu w Kanie Galilejskiej, jak wieść niesie, był w stanie zamienić wodę na wino.

środa, 4 marca 2015

Big City Blues & Howlin` Wolf – Polish Radio Jazz Archives Vol.19 (2015)

Big City Blues & Howlin` Wolf

Willie Dixon - bass, vocals
Howlin' Wolf - guitar, harmonica, vocals
and others

Polish Radio Jazz Archives Vol. 19

POLSKIE RADIO 1871


By Adam Baruch

This is the nineteenth installment in the new series of releases initiated by the Polish Radio, which presents archive Jazz recordings. Radio recordings are always a fabulous source of remarkable material, and as far as Polish Jazz history is concerned, the Polish Radio, which was a state monopoly for 45 years, recorded over time a plethora of invaluable material, which apart from the albums released by the Polskie Nagrania record company (also a state monopoly), is the only available additional source of Polish Jazz recordings. For many years Polish Radio recorded concerts presented during Poland's most important Jazz venues, including the annual Jazz Jamboree Festival and many other festivals as well.

This album is the first to feature Blues music rather than Jazz, but considering the proximity of these two genres and their historic and stylistic links this seems to be perfectly acceptable. It presents a live recording of a concert, which was a part of the seventh edition of the Jazz Jamboree Festival, which took place in 1964. The band, called Big City Blues (the City being of course Chicago, the cradle of electric Blues), which included legendary Blues figures such as bassist/vocalist Willie Dixon, guitarist Hubert Sumlin, pianist/vocalist Sunnyland Slim (a.k.a. Albert Luandrew) and drummer James Clifton is joined by vocalist/guitarist/harmonica player Howlin` Wolf (a.k.a. Chester Arthur Barnett). Together the group represented some of the finest American electric Blues of the mid-1960s, which influenced the renaissance of the Blues movement, first in UK and later all over Europe. Dixon and Wolf were of course responsible for dozens of Blues standards, which are still a part of the repertoire used by Blues musicians today, fifty years later.

The album presents thirteen tracks (plus a spoken intro), many of which are true Blues Classics, well known by countless recordings by Blues and Rock artists later on. Dixon, Wolf and Slim take turns in the vocal department and Sumlin delivers some superb guitar solos, which later will be copied by hordes of young guitarist the world over. Overall the performance is highly spirited and presents a wonderful authentic glimpse at the peak of the original electric Blues. Needless to say, many young Polish Blues musicians/enthusiasts have been deeply influenced by this concert, which shaped their future careers.

The album suffers from some sonic quality problems, which obviously could not have been solved by the restoration process, but considering the historic importance of the music, all is forgiven. As usual with this series, which is very reasonably priced, I miss the presence of "in depth" liner notes/booklet, which should convey the circumstances at which this music was recorded and its importance to the development of Blues in Poland. Nevertheless this is an essential piece of Blues history which every Blues fan will surely consider an absolute must.

wtorek, 3 marca 2015

Strycharski/Wójciński/Szpura - Prophetic Fall (2014)

Strycharski/Wójciński/Szpura

Dominik Strycharski - blockflutes, sopilka
Ksawery Wójciński - double bass
Paweł Szpura - drums

Prophetic Fall

MW 914-2


By Mateusz Magierowski

Mówienie o istnieniu określonej muzycznej sceny wydaje się uprawnione przede wszystkim wówczas, kiedy tworzący ją artyści współpracują ze sobą w różnych konstelacjach osobowych, tworząc zarówno pracujące wspólnie przez lata working bandy, jak i zebrane ad hoc na potrzeby jednego projektu formacje. W tym rozumieniu sceną jest z pewnością środowisko warszawskich improwizatorów, skupione wokół prężnie działającego klubu Pardon To Tu, który niewątpliwie stał się epicentrum działań tej zbiorowości. Działań - dodajmy - podejmowanych w imponującej tak jeśli chodzi o ilość, jak i jakość skali, by wspomnieć projekty realizowane przez takie formacje, jak Pulsarus, Warsaw Improvisers Orchestra, Infant Joy Quintet, tria Pole i Lotto czy też największe bodaj kolektywne przedsięwzięcie angażujące członków tej sceny - To Tu Orchestra Wacława Zimpla. Choć wydany sumptem krakowskiego Not Two, będący bohaterem tego tekstu krążek "Prophetic Fall" z uwagi na osoby twórców - Dominika Strycharskiego (flety), Ksawerego Wójcińskiego (kontrabas) i Pawła Szpury (perkusja) - jest niewątpliwie kolejnym dowodem na prężne funkcjonowanie warszawskiej sceny improwizowanej.

Pomimo że w przypadku tria Strycharski/Wójciński/Szpura mamy do czynienia ze świetnie rozumiejącą się (przede wszystkim za sprawą Herowych doświadczeń) sekcją rytmiczną, nieuprawnione w świetle muzycznych faktów byłoby stwierdzenie, że jej praca stanowi jedynie stabilną oś, wokół której konstruuje swoją narrację Strycharski. Mamy w tym wypadku raczej do czynienia z równoprawnym, demokratycznym dialogiem, w którym zamazaniu ulega nie tylko konwencjonalny podział ról, ale również stylistyczne granice. Muzycy powracają co prawda regularnie do intensywnych free jazzowych galopad ("Exactly Confused", "Kiss me", "Please Fix It"), jednak w równym stopniu język wypowiedzi tria tworzą hipnotyczne w swej dźwiękowej prostocie opowieści ("I Was Asking") utrzymane w sonorystycznym duchu poszukiwania intrygujących brzmieniowych faktur ("So Nobody Will Come"), czy też umiejętnie przetworzone i wplecione w muzyczną tkankę inspiracje etniczne ("Please Fix It", "I Couldn't Resist", "I Could"). 

Na "Prophetic Fall" dialog trzech równorzędnych partnerów tworzy dramaturgię tyleż wciągającą, co sprawiającą wrażenie nieprzypadkowej, stanowiącej wypadkową trafnych intuicji i koncepcyjnego namysłu. Summa summarum - by nawiązać do tytułu krążka - muzyce na "Prophetic Fall" zdecydowanie bliżej do proroczego wzlotu niż upadku.

Zobacz też: