Translate

środa, 10 czerwca 2026

Eli Bennett Quartet – “Breakthrough: Live in Poland”

Eli Bennett Quartet 

Eli Bennett – saksofon tenorowy
Paweł Tomaszewski – fortepian
Robert Kubiszyn – kontrabas
Paweł Dobrowolski – perkusja

Tytuł płyty: "Breakthrough: Live in Poland"

Wydawca: SJRecords

Link do muzyki: You Tube

Premiera: 23 maja 2026

Materiał: utwory live z koncertu Eli Bennett Quartet zarejestrowanego podczas festiwalu Jazz w Ruinach 2024 w Gliwicach

Autor tekstu: Mariusz Olczyk [MO]

Po przesłuchaniu „Breakthrough: Live in Poland” zainteresowała mnie nie tylko sama muzyka, ale też to, jak doszło do tego spotkania. Nie wiem, kto dokładnie połączył tych muzyków: festiwal, wydawca, wcześniejsze kontakty, dobra intuicja organizatorów. Wiem natomiast, że na płycie słychać, iż nie jest to przypadkowe zestawienie.

Eli Bennett nie jest w Polsce nazwiskiem dość dobrze znanym, ale przyjechał tutaj z konkretnym dorobkiem: jako saksofonista jazzowy, kompozytor filmowy i muzyk mający za sobą doświadczenie dużych scen. Po drugiej stronie są Paweł Tomaszewski, Robert Kubiszyn i Paweł Dobrowolski, czyli muzycy, których nie trzeba traktować jako „polskiej sekcji” dopisanej do zagranicznego lidera. Każdy z nich wnosi do tego składu własne doświadczenie i sposób myślenia o zespole.

I właśnie to jest pierwsza rzecz, która działa na tej płycie. Nie ma tu wrażenia, że lider przywiózł materiał, a reszta ma go sprawnie wykonać. Jest kwartet, który świetnie znajduje wspólny język i dlatego to tak pięknie gra.

Równowaga

W pierwszym utworze „Let’s Roll” słychać, że Bennett prowadzi muzykę, ale jej nie zawłaszcza. Tu nie ma wejścia saksofonisty, który od pierwszych taktów chce wygrać konkurs „na największą liczbę nut”. Jego saksofon jest pewny, mocny, chwilami bardzo efektowny, ale cały czas jest częścią kwartetu. Można powiedzieć, że jest w tym pewien rodzaj elegancji.

Fortepian Pawła Tomaszewskiego nie tylko uzupełnia harmonię, lecz realnie dopełnia przestrzeń. Robert Kubiszyn i Paweł Dobrowolski dają muzyce stabilny, ale też często elastyczny puls. Zmiany rytmu, tempa i nastroju są płynne, a jednocześnie bardzo konkretne. Mamy jazz akustyczny mocno osadzony w mainstreamie, ale podany współcześnie, ze swobodą improwizacji i świetną komunikacją między muzykami.

„Let’s Roll” to dopiero początek płyty. Usiadłem z wrażenia i nie mogłem się oderwać.

Repertuar

Ten materiał na płycie ma już swoją historię. „Breakthrough” jako pierwszy album Bennetta z 2015 roku był dla niego ważnym momentem, ale wersja koncertowa z Gliwic nie brzmi jak odtworzenie dawnej płyty. Brzmi raczej jak ponowne sprawdzenie tego repertuaru w innym składzie i w innej przestrzeni.

Drugi utwór „The Other Side” daje więcej przestrzeni. Po energicznym początku albumu otrzymujemy numer bardziej rozbudowany, narracyjny, z fragmentami wyciszenia i większej intensywności, zmienny nastrojowo. Pięknie gra tu fortepian Tomaszewskiego przy świetnym wsparciu Kubiszyna i Dobrowolskiego.

Kolejny „Step On It” rozpoczyna się od krótkiego „Intro”, które nie jest tylko dodatkiem, ale naturalnym wprowadzeniem w dalszą część. Jest w nim napięcie, jest przygotowanie, jest miejsce na wejście saksofonu. A potem zaczyna się granie. Pojawia się wyraźny rytm, muzyka staje się mocniejsza, bardziej sprężysta, oparta na pracy sekcji i saksofonu. Dynamiczne wejścia Tomaszewskiego i Bennetta bardzo dobrze podbijają tempo. Ależ tu słychać zespół. Maszyna.

„Forever” przynosi spokojniejszą, bardziej melodyjną stronę saksofonisty. To utwór, który pokazuje bardziej romantyczną, niemal filmową stronę Bennetta. Chyba najpiękniejszy fragment płyty – zbudowany na spokoju, cierpliwym rozwijaniu nastroju i długiej frazie, ale bez zbędnego sentymentu. Wystarczy tylko słuchać.

Blues, funk i soul

Bennett gra jazz bardzo komunikatywny. Tak był oceniany wcześniej i na tej płycie to się potwierdza. Może to brzmieć trochę podejrzanie, bo „komunikatywność” w jazzie (i nie tylko) bywa czasem mylona z uproszczeniem. Tutaj tak nie jest. Ta muzyka działa dobrze, bo tematy są czytelne, rytm naturalny, a kontakt ze słuchaczem bardzo bezpośredni.

„Blues For Whatever” jest jednym z najważniejszych momentów albumu. Po pierwszych pięciu numerach związanych z materiałem Breakthrough pojawia się coś, co brzmi jak osobny bluesowy rozdział. Mniej tu rozbudowanej architektury muzycznej, więcej pulsu, frazy i stopniowego podgrzewania atmosfery – jak a bluesie.

W rozmowie dla „The Georgia Straight” Bennett mówił, że dużą część młodości spędził w klubach bluesowych, a blues nazwał muzyką „dla duszy” i ważną częścią własnego grania. „Blues For Whatever” można więc opisać nie jako ozdobnik, lecz jako powrót do jednego z jego podstawowych języków muzycznych. Czuć tu puls i luz, a w drugiej części utworu można nacieszyć się pięknem basu Kubiszyna.

Nie ma tu udawania amerykańskiego klubu ani stylizacji na bluesową autentyczność. Jest zwykłe, bardzo dobre granie. Tu najlepiej słychać klasę muzyków, którzy potrafią utrzymać napięcie i nie popsuć prostego pomysłu nadmiarem.

„Upside Swagger” pokazuje, jak blisko Bennettowi jest także do funku i soulu. Jest w tym utworze lekkość, swoboda i wyczucie stylu. Kubiszyn i Dobrowolski trzymają groove z dużą precyzją, Tomaszewski dodaje napięcie i świetnie wypełnia wolne przestrzenie. Ależ to gra. Jak to musiało pięknie zabrzmieć na koncercie.

Tytułowy

„Breakthrough” to utwór skupiony, chwilami melancholijny, stopniowo nabierający intensywności. Saksofon prowadzi przez jego dramaturgię, ale zostawia miejsce na piękne wejścia basu i fortepianu. Każdy z muzyków ma udział w budowaniu napięcia, które prowadzi finalnie nie do wielkiej kulminacji dźwiękowej, lecz do… wyciszenia. Wspaniały numer.

W tym sensie tytuł działa ciekawiej niż w prostym znaczeniu tego słowa – „przełomu”. Na pierwszej płycie mógł oznaczać początek drogi. Tutaj, w wersji koncertowej, oznacza raczej sprawdzenie, co z tego początku zostało po latach. Okazuje się, że zostało dużo.

Finał

„Mistaken Perception” dobrze zamyka album, bo nie jest efektownym finałem. To dłuższy, bardziej zmienny utwór, który zostawia dużo miejsca dla muzyków. Saksofon prowadzi. Fortepian, kontrabas i perkusja mają realny udział w budowaniu napięcia i zmianie charakteru muzyki.

„Mistaken Perception” nie jest przypadkowym numerem. W materiałach o artyście pojawia się informacja, że już w 2007 roku Bennett otrzymał za tę kompozycję nagrodę „DownBeat Magazine” dla najlepszej kompozycji jazzowej w szkole średniej oraz wyróżnienie w „International Songwriting Competition”. To znaczy, że do koncertowego programu wrócił utwór bardzo wczesny, dla niego zapewne istotny. W wersji live brzmi wyśmienicie.

Koncert

Największą zaletą tej płyty jest jej koncertowa jakość. To nie jest dokument występu ważny tylko dlatego, że został zarejestrowany. To album, którego naprawdę dobrze się słucha.

Bennett gra jazz otwarty, melodyjny, dobrze osadzony w tradycji, ale nowoczesny zarazem. Tomaszewski, Kubiszyn i Dobrowolski sprawiają, że ten materiał brzmi jak muzyka świetnego, zgranego kwartetu.

Po to chodzi się na koncerty, żeby trafić na taki wieczór.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: