Translate

środa, 16 września 2026

Kujawski Ansambl - "Rzecz O Annie Jachninie"

Kujawski Ansambl

SVAHY - śpiew
(Patrycja Cywińska-Gacka
Ewa Pater
Małgorzata Żurańska-Wilkowska)

MICHALOVE - śpiew
(Kuba Bryzgalski
Justyna Bryzgalska
Anna Terefenko)

Justyna Piernik - śpiew
Wojciech Jachna - trąbka, efekty
Marcin Lorenc - skrzypce
Jacek Cichocki - instr. klawiszowe, ak***eon
Eva Lanche - cymbały, handpan
Ksawery Wójciński - kontrabas
Piotr Gwadera - perkusja, perkusjonalia
Antoni Jachna - elektronika, efekty

Bogumiła Wresiło - narrator

Album: "Rzecz O Annie Jachninie"

Wydawca: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Bydgoszczy (2025)

Tekst: Piotr Banasiak


HISTORIA PIERWSZA - PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ

Nie będzie dużo o Babci. O Babci napisano już wiele, w ogłoszeniach medialnych, w recenzjach. Słuchaliście wywiadów z Wnuczkiem Babci? Jest w nich głównie o Babci. I bardzo dobrze, bo Babcia Jachnina to był kawał Babci. Ale w tym wszystkim moim zdaniem zniknęła muzyka i artyści. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe, bowiem powstało coś ważkiego i wyjątkowego. Zaś ja, jako osoba miłująca sprawiedliwość napiszę taką recenzję, jaką uważam za słuszną. Jako słuchacz mam do tego prawo.

Jestem jeszcze winien wyjaśnienie Czytelnikom zniesmaczonym tym, że o Babci piszę impertynencko "Babcia". Nie ukrywam, że z Wnuczkiem Babci nieco się kolegujemy. Od długiego już czasu korespondowaliśmy ze sobą w temacie Babci. Pan Wojciech zawsze, zawsze pisząc do mnie o Pani Annie Jachninie, nazywał Ją "Babcią". Myślę, że taka tkliwa, pełna szacunku relacja Wnuczek - Babcia jest warta podkreślenia, stąd pozwalam sobie o Babci Wnuczka pisać z należną estymą: Babcia.

HISTORIA DRUGA - BABCIA EKSPRESOWO

Niemniej - oddajmy Babci, co cesarskie.

Obejrzyjmy okładkę albumu. Elegancka pani przy pracy. Spójrzcie na rękę - widzicie numery? Młodszym czytelnikom objaśnię: to nie są numery telefonu, żeby nie zapomnieć, ani numery do lotto, żeby wysłać. Te numery oznaczają, że Babcia przeżyła swoje życie po stokroć.

Babcia życiorys miała taki, że mógłby o nim piosenkę napisać zespół Sabaton. Rzucam tylko hasłowo: Armia Krajowa, "Siekiera, motyka...", Auschwitz, Ravensbrück, Radio w Bydgoszczy, "Kolberg w spódnicy". Reszta w necie.

No i kilometry archiwalnych taśm z Babciowymi nagraniami folkloru Krainy Kujawskiej...

HISTORIA TRZECIA - "NA WNUCZKA"

Przyznajmy: Wnuczek Babci Jachniny jeszcze za Jej życia nie za bardzo dzielił zamiłowania Babci.

Wnuczek Babci owszem, czynnie uprawiał muzykę, ale to były rejony raczej punkowe z domieszką reggae.

A gdy Babci zabrakło, nastąpił kompletny upadek: Wnuczek wpadł w nieodpowiednie towarzystwo i zaczął grać dżez.

Jednak czas, moi drodzy. Czas. Ten bezwzględny lekarz, przywracający rozum, ład i HARMONIĘ...

Młyny boże mielą powoli, ale konsekwentnie.

Nastał czas, gdy Wnuczek zagłębił się w spuściznę Babci.

I otworzyły się oczy Wnuczka, i poruszyło się dzieciątko w Jego łonie.

I Wnuczek Babci poczuł, jak bardzo inspirujące jest to, co Babcia po sobie pozostawiła.

I od dobrych kilku lat począł pamięć Babci kultywować, także wydawniczo.

W tej działalności znalazł bratnią duszę - Marcina Karnowskiego, poetę, muzyka, animatora kultury, prywatnie męża Evy Lanche.

A co bardzo budujące, zachęcił do tych działań także Prawnuczka Babci!

Najnowszą emanacją działań kultywujących stał się album "Rzecz O Annie Jachninie".

Wnuczek Babci wraz z Panem Karnowskim sięgnęli po wydany ponad 50 lat temu śpiewnik "Pieśni Ludowe z Kujaw, Pałuk i Kaszub". Wybrali z niego co smakowitsze melodie i liryki, by sprawdzić, co twórczego można z nimi uczynić.

Do współpracy zaprosili niezmiernie ciekawe OSOBOWOŚCI ze świata improwizacji dżezowej i muzy tradycyjnej.

Cóż powstało?

HISTORIA CZWARTA - SŁUCHOWISKO

Tradycja to HARMONIA. Drzewiej ludzie starali się osiągnąć HARMONIĘ żyjąc w gromadzie, we wspólnocie, obcując z przyrodą, pośród doczesnego trudu i obrządku, w znoju i w zabawie, pomiędzy porannym pacierzem a wieczornym kochaniem.

Ten album dla mnie osobiście to traktat o HARMONII.

Traktat o koegzystencji tradycyjnego folkloru i muzyki współczesnej, o koegzystencji ładu i improwizacji, o koegzystencji prastarej pieśni, wiejskiego skrzypkowania z idiomem dżezowej wolności. O koegzystencji przeszłości i teraźniejszości.

Powstało coś, co przypomina słuchowisko radiowe. Ale takie, w którym słowo współistnieje w HARMONII z dźwiękiem.

Wnuczek Babci doskonale wie, że nie cierpię projektów pt. "muzycy grają, a pan/pani opowiada". Dlatego, by uniknąć mego gniewu, słowo mówione roztropnie rozwiesił POMIĘDZY pieśniami. Opowiadanie narratorki (pióra Pana Karnowskiego) pięknie zabiera nas w odpowiednie miejsca i czas. Bez zadęcia, bez patosu. Słyszymy kilka bardzo ciekawych historii o Babci i niejako jesteśmy "w drodze" z narratorką.

No i dźwięk, a w zasadzie poemat muzyczny, ilustrujący HARMONIĘ tradycji ze współczesnością.

Tradycja to głosy. Niesamowite głosy i melodie, determinujące obraz dźwiękowy.

Głosy Pań Svaszek to rozpromienione wyładowanie energetyczne.

Głos Pani Justyny Piernik to bliskie, namacalne życie z opłotków.

Głosy Michalowian to baśniowa aura.

Tradycja to także skrzypce Pana Marcina.

Współczesność to trąbka Wnuczka Babci, taka, jaką znamy od lat - lakoniczna, zadumana, nie starająca się udawać starodawnych muzykantów, grająca swoje.

Współczesność to cymbały i handpan Evy Lanche, gwarantujące tajemny nimb i egzotyczny posmak.

Współczesność to klawisze Pana Jacka, burdonujące różnymi torami syntezy, dyskretnie zabudowujące przestrzeń harmoniczną większości utworów. Pan Jacek to cichy bohater tego albumu.

Współczesność to Prawnuczek Babci i Jego migające światełkami wynalazki.

Współczesność to czujny a zarazem fundamentalny kontrabas Pana Ksawerego

Współczesność to wreszcie Pan Gwadera, który jest po prostu osobnym bytem.

Osobnobytność Pana Gwadery przejawia się w jego niesłychanej wyobraźni i odwadze. Będąc pospołu z Panem Ksawerym "sercem" większości utworów, jest równocześnie ich dekonstruktorem w obszarze metrum i pulsacji. Jak nie polirytmiką ich, to kontrapunktem. To jest moja trzecia recenzja dla Polishjazzbloga, w której mogę pochylić się nad tym, co uskutecznia Pan Gwadera. Nie będę się zatem powtarzał. Jedno jest pewne - oglądać Pana Piotra w akcji i pisać o tym - to przyjemność.

Dziewięć pieśni podzielono równo i HARMONIJNIE na trzy rodzaje.

Typ energetyczno-motoryczny, rozdziawiający gębę słuchacza. Oczywiście rządzą tu Panie Svaszki, bucha skocznością i radochą ("Matuś Matulu Moja"), pachnie transową dramaturgią ("Przepłynęła Rybka") lub dostojnym optymizmem ("U Jeziora Zimna Woda")

Typ przaśno-sąsiedzki, czyli przyśpiewki Pani Justyny pospołu z Lorencowymi frazami. Głos Pani Piernik przypomina mi nieco głos Pani Joanny Gancarczyk, z charakterystycznym, delikatnym czerstwym tembrem. Daje to poczucie bliskości i prawdy. Tak. Tak samo jak kiedyś Pan Lorenc i Pani Gancarczyk w Odpoczno, tak teraz Pan Lorenc i Pani Justyna w Ansamblu są strażnikami niegasnącego ludowego ogniska. Trzy utwory śpiewane przez Panią Justynę, zwłaszcza ujmujące "Co Ja Pocznę" i "Idzie Chmura" , to niezbędny czas oddechu pomiędzy szaleństwem Pań Svaszek a utworami typu trzeciego.

Typ trzeci, czyli pieśni z aurą. Głosy Michalowian błąkające się heeeen w nieodgadłych przestrzeniach, wzmocnione hipnotyczną muzyką.

Mglisty ambientowy prolog "A Stała Się Nam Tu Taka Nowina", impresja "Oj Chmielu Chmielu" z zaskakującą kombinacją metrum (Gwadera!!!) no i tour de force: "A Z Podwóreczka Kaczuszka Kwacze". Tak wiem, że tytuł nie sugeruje nic dobrego, ale to pozór jeno... Powiem tylko, że kiedy Wnuczek Babci przedpremierowo wysłał mi muzykę do wglądu, to... a, nieważne w sumie. Milcz serce.

Wszystkie trzy typy wykonawcze, oferując szeroki wachlarz doznań emocjonalnych, po sprawiedliwym wymieszaniu tworzą zwartą, HARMONIJNĄ całość.

Na tym albumie żywe głosy i instrumentarium współpracują w HARMONII z ważnym partnerem, jakim jest studio. O zdolnościach magicznorealizatorskich Pana Hejmanna i Jego Madzonga Studio przekonałem się już nie raz. Odpowiednio dobrane zabiegi kosmetyczne, pogłosy, modulacje dodają słuchowisku nowoczesnego, modernistycznego sznytu, a przede wszystkim klimatu. Szczytowym osiągnieciem jest tutaj rzeczona "Kaczuszka", w której wokal Pani Bryzgalskiej współpracuje z harmonizerem. Efekt - przynajmniej dla mnie - jest powalający. Doskonałym posunięciem było też wmiksowanie głosu Babci, pochodzącego z archiwaliów, z Jej własnych audycji. Będąc w teraźniejszości, "w drodze" z narratorką, na chwilę cofamy się w czasie.

Na tym albumie wszystko wydaje się do gruntu szczere i prawdziwe.

Kiedy Pani Wresiło musi przerwać na chwilę opowiadanie, by wysiąść z samochodu - to ja jej wierzę.

Kiedy Panie Svaszki śpiewają "Twoje ręce spracowane od gnoju" - to biegnę do łazienki, umyć pazury.

Kiedy słyszę "Przepłynęła rybka przez dwa jezioreczka, zdejmij młoda wianek, siadaj do czepeczka" - to wiem, że już nie da się bardziej bajkowo i zwięźle opisać atu poczęcia i jego konsekwencji.

Kiedy słyszę "Odejdź Jasiu od okienka, dam ci za to półbochenka" to wierzę, że Pani Justyna jest już naprawdę zdesperowana.

Siłą tradycji zawsze będzie autentyzm.

Słuchając w skupieniu Albumu O Babci, pośród różnorakich olśnień i fascynacji możemy jeszcze wyłowić mnóstwo ciekawostek i tropów. Czy słychać gdzieś tam etnikę stepów mongolskich? Czy w głosach słychać czasem Podlasie a nawet Polesie? Czy śp. Mark Hollis dałby się pokroić za to, żeby mieć "Kaczuszkę" na ostatnich płytach Talk Talk? A może Nick Cave chiałby zaśpiewać w "U Jeziora..." ?

Ansambl, nie spuszczając z oka tradycji, stworzył muzykę zdecydowanie współczesną.

Pozostało pytanie - czy to jest muzyka ŻYWA?

HISTORIA PIĄTA - KONCERT

Odpowiedź otrzymałem 14 czerwca na Festiwalu Ethno Port w Poznaniu

Wnuczek Babci i Jego Drużyna pokazali żywotność, witalność i plastyczność swojego dzieła.

Najpierw rzut oka z widowni na scenę. Ekipa ustawiona z rozmysłem i HARMONIJNIE.

Na skrzydłach GŁOSY. Po lewej olśniewające Svaszki w czerwieniach (w trakcie koncertu z miejsca wszystkim Paniom bym się oświadczył, niestety, dla mnie stanowczo za młode...). Po prawicy Państwo Bryzgalscy. Obok skupionej i tajemniczej Pani Justyny Bryzgalskiej nieco schowana Pani Justyna Piernik, uzbrojona prócz głosu w instrument z rodziny basetlowatych.

Dalej ku środkowi pozostali muzycy, a w centrum wydarzeń flankowany przez Panów Cichockiego i Wójcińskiego - SZAMAN.

Dzień przed koncertem kontaktowałem się z Wnuczkiem Babci. Wnuczek akurat przygotowywał szaty i wizerunek sceniczny. Napisałem Mu wtedy - "nie przejmuj się Wnuczku Babci, i tak wszyscy będą patrzeć na dziewczyny i na Piotra Gwaderę".

Nie pomyliłem się.

Koncert był zmasowanym sonicznym atakiem na zmysły i tornadem emocjonalnym. Głosy wznosiły się na ekspresyjne wyżyny. Trąbka, cymbały i smyki dawały koloryt i zaśpiew. Zaś harmonicznorytmiczne jądro przedsięwzięcia, czyli trójka Cichocki - Gwadera - Wójciński to był po prostu smok ziejący dźwiękiem.

Większość utworów zagrana została wręcz obrzędowo, transowo, z niewątpliwie krautrockowym pomysłem na motorykę, ze wzmożeniami i przyspieszeniami - jak w opętanym tańcu. Ach, te portamentowe melizmaty Pana Jacka... To zapamiętanie Pana Ksawerego... Pan Gwadera - wiadomo, wulkan i totalny kataklizm perkusyjny.

Taki na przykład zabłąkany i oniryczny "Oj Chmielu Chmielu" stał się niemal tybetańską mantrą. "A Dzień Dobry" wyewoluował w psychedeliczny jam. Ansambl zaskoczył też nowym utworem "Wolniusińko Rozplatajcie" rozpędzającym się ku oszalałej kulminacji.

Dobrze, że Pani Justyna Piernik i Pan Lorenc dali nam, tak jak na płycie, chwilę oddechu, intymności i - chwilowego powrotu na ziemię.

Zaś kilka chwil z głosem Babci przypominało, skąd nasz ród...

Wśród moich poznańskich znajomych przeważa pogląd, że to był najlepszy koncert tej edycji Ethno Portu.

Ludzie - posłuchajcie tej muzyki, a jeśli będzie okazja, wbijajcie na koncert Ansamblu, bo to jest w y d a r z e n i e.

Artyści - nie bójcie się sięgać głęboko wstecz.

Naprawdę można - czerpiąc z przeszłości i pozostając sobą - stworzyć muzykę żywą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: