Translate

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Adam Czerwiński, Darek Oleszkiewicz, Marcin Wądołowski - "Song for My Mother"

Adam Czerwiński, Darek Oleszkiewicz, Marcin Wądołowski

Adam Czerwiński – perkusja
Darek Oleszkiewicz – kontrabas
Marcin Wądołowski – gitary

Goście: w nagraniach w Los Angeles uczestniczyli również uznani amerykańscy muzycy:Alan Pasqua (fortepian) i Bob Sheppard (saksofony)

Tytuł: "Song for My Mother"

Wydawca: AC Records (2025)

Tekst: Maciej Nowotny


Wielkie to szczęście mieć kochającą Mamę w tej podróży, którą nazywamy życiem. Szczególnie, gdy tę podróż zaczynamy, kochająca obecność Mam jest szczególnie ważna i pozostaje jak najcenniejszy kapitał w banku naszych doświadczeń. Przypomina mi się moje dzieciństwo spędzone na wrocławskim Oporowie, na piętrze starej poniemieckiej willi na ulicy Sobótki 6. Dzień zaczynał się od jej delikatnego głaskania po głowie i czułych zachęt, by się obudzić, bo czas już wstawać do szkoły. W kuchni czekała jajecznica (z cebulą!) i gorący kubek kakao z mlekiem. Chociaż bardzo nie chciało się wystawić nawet paluszka spod ciepłej kołdry, świat kusił tysiącem przygód, a uśmiech mamy sprawiał, że wszystkie problemy i troski wydawały się jak nic nieznaczące chmurki na niebieskim, pełnym słońca niebie. Stąd śmiało pędziłem na spotkanie wszystkich wyzwań, zwłaszcza że wieczorem czekały na mnie naleśniki z jabłkami i długie rozmowy z mamą, odpowiadającą na tysiące pytań, dzięki którym świat zyskiwał powoli sens.

Dzisiaj cały ten cud doceniam jeszcze bardziej i kiedy idąc przez życie zdarzy się, że spotkam emocję szczerą, prawdziwą, czułą jak to serce matczyne, to nie pozostaje mi nic innego jak zatrzymać się i dać wyraz swojej wdzięczności. A tak właśnie jest w przypadku muzyki, jaką stworzyli na płycie zatytułowanej - nomen omen - "Song For My Mother" perkusista Adam Czerwiński - autor tytułowego utworu, poświęconego jego zmarłej mamie - gitarzysta Marcin Wądołowski i kontrabasista Darek Oleszkiewicz. 

Na program płyty składa się garść dobrzez znanych piosenek jak "Wichita Lineman" Jimmy Webba i "Body and Soul" Johnny Greena, ale przede wszystkim kompozycje napisane solidarnie przez wszystkich członków trio. I doprawdy w niczym nie odbiegają one od tak ukochanych przez nas standardów i ten wysoki poziom oryginalnych kompozycji jest jedną z bardzo mocnych stron tego albumu. Ale jeszcze mocniejszą jest spójny i bardzo dojrzały charakter tej muzyki zagranej bez udziwnień, bez niepotrzebnych komplikacji czy eksperymentów, ale z urokiem, bezpośredniością i bezpretensjonalnością, którą osiągnąć można tylko dzięki absolutnemu mistrzostwu warsztatu, wielkiemu doświadczeniu i miłości tak do muzyki jak i brzmienia.

Bo dlaczego w ogóle dzisiaj ludzie słuchają jeszcze jazzu głównego nurtu? Przecież wydawałoby się, że wszystko już zagrano, że każda droga w jazzie została już zbadana, że niczego nowego nie da się powiedzieć. Bzdura! Nie wierzcie w te smęty, żadna muzyka nie jest zdezaktualizowana, jeśli tylko zagrana jest w natchnieniu i w zachwycie pozwala odbiorcom odnaleźć utraconą harmonię między tym, co na ziemi i w niebie. A tak jest na tej płycie! Muzycy trio wznoszą się na najwyższy możliwy poziom, zaproszeni goście w osobach wspaniałego pianisty Alana Pasqy i nie mniej doskonałego saksofonisty Boba Shepparda także, toż samo odpowiedzielni za nagranie Talley Sherwood z kalifonijskiego studia Tritone i odpowiedzialny za mix Piotr Łukaszewski.

Rezultat jest perfekcyjny pod każdym względem. Nie znajdziecie w nim jednej fałszywej nuty. Tak jak we wspomnieniach naszych mam z dzieciństwa, w tych najdroższych naszemu sercu, które chowamy jak skarb w najgłębszych zakamarkach naszego serca. Magia!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: