Marcin Bożek / Marie Takahashi
Marcin Bozek - akustyczna gitara basowa
Marie Takahashi - altówka
Tytuł płyty: „Sadoil”
Wydawca: Creative Sources (2024)
Tekst: Maciej Nowotny
Marcin Bożek, magister sztuki gry na gitarze basowej, aż trudno uwierzyć, że ukończył Akademię Muzyczną w Katowicach, skądinąd znakomitą, lecz kojarzoną raczej z ortodoksyjną interpretacją tradycji jazzowej. Jak się jednak okazuje, wszystko zależy od człowieka, bo ścieżka muzycznego rozwoju Marcina od początku była całkowicie indywidualna i raczej z dala od tzw. „trendów”.
W historii polskiej muzyki improwizowanej – i nie przesadzam – na pewno zapisał się trwającą już prawie dwie dekady współpracą z saksofonistą Tomaszem Gadeckim w duecie Olbrzym i Kurdupel. Kolejne płyty tego projektu – od świetnej EP-ki frrrr… (2009), przez Six Philosophical Games (2012), Work (2014) i In Side Shout (2016) – były świadectwem stałego rozwoju tego mini-zespołu oraz jednym z niewielu naprawdę kreatywnych dowodów na to, że duch polskiego yassu wciąż żyje.
Kolejnym sygnałem, że Marcin Bożek wszedł w nowy etap kariery i jest gotów na jeszcze większe muzyczne wyzwania, są dwa niezwykle interesujące albumy solowe: Affair with Art (2014) oraz Bassolo (2018). Dla mnie osobiście prawdziwą perełką w jego dyskografii pozostaje jednak płyta KIO at Cricoteka, nagrana w ramach Kraków Improvisers Orchestra, gdzie zebrała się śmietanka muzyków związanych z niezwykle żywą krakowską sceną improwizowaną. Oczywiście to daleko nie wszystko, co Bożek nagrał lub zagrał – wspominam jedynie muzykę, z którą miałem okazję zapoznać się osobiście – ale już to wystarcza, by mówić o konsekwentnym dojrzewaniu artysty, o którego dokonaniach z pewnością jeszcze nie raz usłyszymy.
Jak w tym kontekście umiejscowić muzykę nagraną przez Marcina Bożka – z użyciem akustycznej gitary basowej – we współpracy z grającą na altówce japońską instrumentalistką Marie Takahashi? Album nosi tytuł Sadoil i zawiera serię swobodnych improwizacji, w których główny akcent położony jest na eksperyment dźwiękowy, dialog między muzykami oraz umiejętne operowanie przestrzenią i ciszą. Trzeba przyznać, że poziom interakcji obojga artystów robi ogromne wrażenie, a fakt, że ich spotkanie zostało udokumentowane nagraniem, cieszy.
Z drugiej strony zawsze mam pewną rezerwę wobec muzyki całkowicie pozbawionej melodii i rytmu. Same dźwięki – jeśli nie aspirują do bycia w jakikolwiek sposób „zrozumiałymi” elementami muzycznej mowy – rzadko są w stanie przykuć moją uwagę na dłużej, nie powodując przy tym zmęczenia.
Doceniam fantastyczne porozumienie muzyków i to, jak sugestywnie potrafią tworzyć strumień dźwięków przypominających skrzypienie otwieranych drzwi, szmer strumyka za oknem czy trzepot skrzydeł ptaków zrywających się do lotu. A jednak czegoś mi tu brakuje – czegoś, co pozwoliłoby tej muzyce unieść moją duszę wyżej i nadać temu doświadczeniu wyraźniejsze znaczenie.
Być może jednak właśnie tego muzycy chcieli uniknąć. Narracja – przyznajmy – bywa dla dzieła sztuki, a szczególnie muzycznego, pewnym ciężarem. Z wielu rozmów z muzykami wiem, że fascynuje ich czysto muzyczny wymiar dzieła, jego medytacyjny charakter oparty na niemal nieskończonych permutacjach dźwięku, a nie formułowanie jakiegoś „przekazu”, który nierzadko odciąga zarówno grających, jak i słuchaczy od bycia „tu i teraz”.
Czy Sadoil zadziała na Was właśnie w ten sposób – to pytanie, na które każdy słuchacz musi odpowiedzieć sobie sam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz